Uwaga: Poniższy tekst powstał częściowo podczas warsztatów kreatywnego pisania, które odbyły się w Lublinie w dniach 3–5 lipca 2026 roku, w ramach projektu „Historie, które chcą być opowiedziane…”, organizowanego przez SprachCafé Polnisch w Berlinie.
Przyjechałam pociągiem z Berlina, Stacja Lublin Główny. Przywitała mnie gwałtowna burza, błyskawice, zacinający deszcz i XIX‑wieczny budynek z dużo młodszym napisem DWORZEC.Naprzeciwko konstrukcja zupełnie inna. Nowoczesna. Bez nazwy, bez szyldu, jakby jeszcze nie zdecydowała, czym chce być. Z daleka przypominała palmiarnię bez palm, choć jej ażurowe, białe słupy miały w sobie coś z pni egzotycznych drzew. Więc zapytałam: „Dworzec autobusowy?”, „Tak”,odpowiedział pan ochroniarz. I myśląc, że szukam w plecaku papierosów, wskazał miejsce, gdzie można zapalić. A ja szukałam telefonu, żeby zrobić zdjęcie obu budynkom.
Wpis będzie ostatni, nie dlatego by cierpienie zwierząt przestało mnie poruszać i nie dlatego, że nic się w tej sprawie nie dzieje, bo dzieje się dużo, choć niestety z reguły na zasadzie krok naprzód i dwa do tyłu. W Niemczech wprowadzono zakaz hodowli zwierząt na futra, ale jednocześnie cofnięto przepisy chroniące zwierzęta przed testami medycznymi i kosmetycznymi. Kończę wpisy na ten temat, bo każdy temat kiedyś trzeba skończyć. Po prostu.
A na zakończenie chciałam się z Wami podzielić pewną refleksją, powiedzmy, literacko-etyczną. Skłoniły mnie do tego Wasze komentarze do wpisu, w którym podzieliłam się z Wami przemyśleniami na temat fragmentu książki Gottland Mariusza Szczygła.
Kiedyś, gdy moja siostra jeszcze wkładała płaszczyk, wujek wsunął mi do ręki pięć złotych. Znałam tę wielkość i kształt, była to przecież słynna „piątka z rybakiem”, gdy chodziłam do sklepu po mleko, masło, jajka i chleb, zawsze ściskałam w garści co najmniej jedną taką piątkę. Pozwala to dość dobrze określić czas, bo „piątka z rybakiem”, najsłynniejsza moneta PRL-u, pojawiła się w obiegu w roku 1958. Wszyscy chcieli ją mieć. Nic dziwnego, że to właśnie tą monetą wujek postanowił mi zrobić prezent.
Umarł już ponad miesiąc temu i, co dziwne, nikt mnie o tym nie zawiadomił. Ani ludzie z Gdańska, ani sztuczna inteligencja, która udaje, że wie wszystko, a przecież wszyscy wiedzieli, że go znałam i byłam z nim zaprzyjaźniona.
Dopiero Ela Kargol powiedziała mi to pod koniec lipca, bo gdzieś trafiła na ten nekrolog. Była pewna, że wiem.
Byłam na filmie, uznałam, że dobry, bo rozlicza się z mitem Odyseusza i uwspółcześnia jego narrację. Ale takiej wspaniałej recenzji jak ta nie potrafiłabym napisać.
Lipiec nie umywa się do bujności kwietnej z maja i czerwca.
Tym razem chciałam zacząć od własnego balkonu, ale przede wszystkim zdziczał, poza tym zamienił się w bałagan. Kwitną tylko wyniesione z mieszkania orchidee. Wszystko co wiosną było bujne i różnorodne – przekwitło: groszek, len, chaber, malutkie wiosenne różyczki, hortensja, kamelia, goździki, ślaz, kosmosy, nieśmiertelniki, męska wierność (tak się ten niebieski kwiatek nazywa po niemiecku – Männertreu). Nie zakwitły w tym roku ani irysy ani gladiole, szałwia i kolendra też się najwyraźniej nie kwapią, podobnie jak mój chłopski kaktus, który ostatnio kwitł, jak się go tylko wyniosło na balkon. Nawet Hania, która specjalnie dla nas wyhodowała miesiąc temu czerwcową łąkę, napisała teraz, że jest średnio, bo najpierw był upał, a potem ulewne deszcze i wszystko leży.
Niełatwo mi będzie dziś tu wszystkie wrażenia i skojarzenia opisać, które mi będą towarzyszyć.
Już kiedyś nadmieniłam, a zdarza się to przypadkowo, że wpada mi w rękę jakiś utwór muzyczny (piosenka, melodia), które łapią mnie w swoje szpony i długo, długo z nich nie wypuszczają.
Tym razem jest to piosenka, o tytule “Gigi l’Amoroso”, którą wykonuje DALIDA. Piosenka ta jest dla mnie prawie małym dramatycznym spektaklem teatralnym, lub inaczej patrząc, wzruszającą historyjką filmową, a można by ją również po prostu opowiedzieć.
Wpis Tadeusza Rogali zrobił na Was, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, duże wrażenie. Łucja nadesłała poetyckie uzupełnienie
Łucja Fice
Z wielką uwagą przeczytałam ten artykuł. Tak! Drzewa w wielu kulturach są “święte”. Na moim podwórku stoi stary jesion. Jesiony są pod ochroną. Trzy lata temu poodcinano gałęzie tak, by drzewo chyba umarło “naturalną” śmiercią. Zagroziłam wówczas, że oddam sprawę do sądu, bo nikt nas, lokatorów o to nie zapytał. Widocznie komuś, kto ma samochód i parkuje na podwórku, to przeszkadzało. Jednak Jesion nie miał zamiaru “umierać” i dziś jest bujny w liście a ja mogę jeść śniadanie i podziwiać jego siłę, i z nim rozmawiać, i dziękować, że został z nami. Święte drzewo. Jesion drzewo życia. Napisałam kilka wierszy na temat tylko tego jednego jesionu. Jest świadkiem nie tylko mojego życia – jest niemym świadkiem pożegnań.
Drzewo
Wstąpiło w moje ręce Sok wzbiera w ramionach Drzewo wyrasta z mojej piersi Gałęzie wyrastają ze mnie Mam zieloną koronę Kwiatem nie będę Wokół pnia kamienie Stoję o własnych siłach Dobrze zakorzeniona
Jesion na moim podwórkuI
Jak stary strażnik milczących lat Pamięta pierwsze uśmiechy mojego dziecka
Bóg wtedy rozsypywał światło po nowym mieszkaniu
W jego koronie do dziś śpią gwiazdy Zawsze w nocy korzenie piją ciszę A każda gałązka podpowiada mi modlitwę Anioły przysiadają na gałęziach Wtedy pień otwiera niewidzialną bramę Przez nią przechodzą dusze na drugą stronę I serce zaczyna wierzyć w sens wszystkiego
Kiedy przytulam się w ukryciu Słyszę jak szepcze językiem światła Człowiek nie umiera tylko przechodzi przez ukryte drzwi
Jesion za oknemII
Stary samotny stary strażnik milczących lat Pamięta pierwszy oddech poranka Gdy Bóg rozsypywał światło Po wojennej obudzonej ziemi. W jego koronie śpią gwiazdy A korzenie piją ciszę z ukrytych źródeł Każdy liść jest modlitwą której człowiek dawno zapomniał. Mówią że na jesionach przysiadają Anioły Ale tylko wtedy gdy serce potrafi uwierzyć Wtedy pień otwiera niewidzialną bramę
W moich wierszach nie tyle opisuję przyrodę, ile rozmawiam z nią. To przypomina mi dawną tradycję, w której świat był postrzegany jako pełen znaczeń. Zamykam w poetyckich symbolach to, czego nie da się zamknąć w definicjach. Moj nowy tomik będzie miał tytuł Szelest, którym mówi Bóg
Szelest, którym mówi Bóg
Nie pytaj dlaczego masz na imię Łucja.
To imię nadałem ci z pierwszym światłem poranka
Kiedy nie umiałaś otworzyć oczu A Twoja Matka szła już do świątyni Z maleńkim obrazkiem ukrytym na rękach ujrzała na drodze cichy obraz Świętej
Nie podniósł go wiatr Nie zgubił przypadek Odnalazło go Serce matki
Starsza siostra pochyliła się nad światłem obrazka i wyszeptała Niech będzie Łucja
I imię stało się lampą która nie gaśnie
Od tamtej chwili Idzie przede mną niewidzialny płomień.
Nie oślepia Prowadzi
Kiedy obejmuję stary Jesion Czuję jak jego liście szeleszczą modlitwą
A Anioł którego śpiew słyszę Na tle pustego Nieba Uśmiecha się tylko
Są tajemnice których nie trzeba wyjaśniać Wystarczy żyć tak aby światło Rozpoznawało święte imiona.
I wierzę że Święta Łucja Patronka światła niesie przede mną Małą lampę Nadziei
Jej płomień co nie spala I nie osądza I nie pyta Tylko rozświetla drogę Prawdy Która jak korzenie Jesionu Sięga głębiej niż cały mrok świata
W bezsenne noce siadam pod moim drzewem Nie proszę o cuda. Bo największy cud wydarzył się wtedy Gdy Światło wybrało dla mnie imięnie imię
Do mojego Jesionu
Nie przestawaj ze mną współistnieć.
Bądź przy mnie podczas śniadania obiadu i kolacji.
Niech Twój cień spada na mój chleb jak ciche błogosławieństwo
Koronuj mnie duchowo bo bez ducha Będę jak ścięte drzewo Które pamięta niebo Lecz już go nie dotyka
Jeśli naprawdę każde stworzenie nosi w sobie iskrę Stwórcy
To Ty mój stary Jesionie
Jesteś jednym z najcierpliwszych Nauczycieli ciszy
Nie uczysz słowami Uczysz korzeniami
Pokazujesz największą siłę która rośnie w ukryciu. A gdy przyjdzie wiatr Nie pozwól abym złamała się od pierwszego podmuchu Naucz mnie uginać się bez utraty godności
I Wy Wszystkie drzewa świata Brzozy i lipy i dęby i buki Sosny pachnące żywicą
Osłaniajcie mnie zielonym płaszczem Pilnujcie moich myśli aby nie zbłądziły Strzeżcie mojego serca aby nie skamieniało.
A jeśli kiedyś zapomnę kim jestem Wyszepczcie moje imię liśćmi Wierzę że Bóg mówi do mnie nie głosem burzy lecz szelestem drzewa
Rozmowa z drzewem
Znam je z dzieciństwa – Co tu robisz? –pyta drzewo – Siedzę sobie na ławce i dumam Mam zadanie do wykonania. Załatwiam pilne sprawy – To moja ławka – mówi drzewo. – Przeszkadzasz mi – Jestem tu w pewnym celu – odpowiadam ciepło – Nie obchodzą mnie twoje cele – A kim ty jesteś? – Jestem wszystkim – mówi drzewo – Jak jesteś wszystkim to pozwól mi wyzwolić się z ograniczeń Moje korzenie w Gorzowie. Tam muszę wrócić. – Możesz być kim chcesz – zaszumiało – Nie rozumiem! – Jesteś tylko przejawem kosmicznej świadomości Duchową plamką przenikającą ludzki wymiar Skrzynką umysłu w której wiadomości jak listy – To podaj gotowy wzór jako dowód – proszę – Ty myślisz naukowo – kontynuuje drzewo – Według nauki jesteś niczym innym jak rezultatem Przypadkowego iskrzenia części maszyny, którą nosisz w swojej głowie – Jesteś tylko przejawem, etapem na drodze do super maszyny Ja wiem wszystko! Jestem drzewem Świadomością przenikającą nawet twój umysł. Jestem też tobą Niematerialną plamką w twoich neuronach Kiedy ze mną rozmawiasz ja włączam neurony twojej kory mózgowej – Nie odpowiem ci KIM JESTEŚ – Włącz przycisk przyjemności. – Ja dodam trochę pikantnych przypraw do twoich emocji. ŻYJ