A tu jeszcze link, gdyby się okazało, że filmik się u Was nie wyświetla:
https://youtube.com/shorts/NPxgVQfaJQc?si=ot7dRkxW-IwvHgU4
Mieczysław Węglewicz
Pierwszy dzień zimy
Mieczysław Węglewicz
Bóg opuścił Palestynę
Wczoraj przy torach w Małkini
szedł stary Bóg i Bogini
Zrobiło się zgromadzenie
a z tego cudu chryja
– że na torach
– i że zgorszenie
– sam Pan Bóg i Maryja
– dlaczego się trzymają?
– a dokąd idą?
– gdzie?
… że Syna razem mają-
wiadomo, każdy wie
– czy do nas uciekają
z Palestyny i w strachu
przed głodem
przed Herodem
dziś zwanym Netanjachu?
Listopad
Ciężka mgła opadła na miasto
Spod mgły
wyciągano
ciała poetów, często w momencie ostatniego natchnienia
Pierwszy
dzień zimy
Od Koszalina do Tatr
scenariusz się powielał
Świat szronem rano zbladł
a potem śniegiem zbielał
Minister do Spraw
Zaskoczeń
spał długo, była niedziela
Nie wierzę własnym oczom!
i przekrwione przecierał
Starł dłonią zimny pot z czoła
myślami porażony
że zima dookoła
A zimowe opony??!!
Padły dostawy prądu
Zerwana pod śniegiem trakcja
Olejnik pyta się Rządu
– PIS? czy Konfederacja?
– Zaraz to ustalimy,
potem piaskiem i solą
Nie gadamy, rządzimy
Sprawy są pod kontrolą
Nasz Rząd wkrótce dokaże
rosnące poparcie i chęci
Pójdą nam w górę sondaże
wraz ze słupkami rtęci
Noc tajemnic
Teresa Rudolf
Jestem
Kiedy patrzę
na gwiazdy,
kiedy patrzę
na słońce,
kiedy patrzę
na księżyc,
kiedy patrzę
na niebo,
jestem gwiazdą,
słońcem, księżycem,
niebem, małym
punktem Universum…
…bo WSZYSTKO
jest
JEDNYM
Inna bajka
Gdy oczy zamknięte;
Spokój otwiera złotym
kluczem serce Duszy,
a na spacer idzie Czas..
Wioski; schody domów,
(można posiedzieć cicho),
wolne myśli przelatując
nad kominami budynków,
trzepoczą sobą niby ptaki,
(dużo dziś lżejsze od motyli)
chcąc założyć swe gniazda,
choć je już w głowach mają.
Ich litery, barwy, dźwięki,
chichoty śmiechu, łzy,
tańczą też ulicami miast,
…gubiąc po buciku,
dzisiejsze Kopciuszki…
…te, już z innej bajki.
Tsuruga



Muzeum:











Ratowanie dzieci:












Przybycie dzieci, ich pobyt i wyjazd:






W Polsce:




Powrót po latach:



Trzej Królowie
Ten wpis powstaje od roku, a dziś cały czas się rozrasta. Wiersz Eliota otrzymałam od Magdaleny Ciechomskiej rok temu i rok temu przygotowałam ten wpis. Kolęda Mietka Węglewicza przyszła dziś, czyli już w dniu Trzech Króli 2024 roku, potem pojawiły się ludziki firmy Playmobil od Eli Kargol, a potem jeszcze jej wiersz. Do północy jeszcze daleko, ciekawe, co jeszcze przyjdzie. Przysyłajcie, ludzie, przysyłajcie.
W komentarzu pojawił się świetny wiersz Tibora Jagielskiego (przeniosłam do wpisu), potem jeszcze Ela Kargol przysłała inne zdjęcie z innymi trzema królami i wyjaśnienie.
Dziękuję Wam wszystkim, był to bardzo szczodry dzień.

Ballada o miłości i inne wiersze
Mieczysław Węglewicz
Ballada o miłości W mroku w lęku, ostrożnie tylko nocą, lasami, On pierwszy, śmielej a Ona kilka kroków za nim W dzień się schowali na plaży, od ludzkiego oka Plaża tu była dzika a fala wysoka Najpierw spali na wydmie skryci w srebrnych trawach bo trawy się nie znają na rasowych sprawach A potem stali przy sobie na głębokiej wodzie Czarnooka Żydówka lat 20, śliczna On Niemiec, oczy niebieskie, czupryna pszeniczna trzymali się za ręce nikt ich nie widział więcej
lato jeszcze choć tleje tęskni do jesieni mchem w lesie siwieje wrzosem się rumieni życie biegnie lato już się starzeje srebrnym mchem się mieni i tylko ma nadzieję doczekać jesieni wiatr wcześniej tak leniwy teraz fale wznosi targa za mokre grzywy i piasek unosi a słońce do południa tak snuje się jak ty bez kawy senne jesienne w sukience z rannej mgły
Kochanek wiatr Słyszysz jak nad jeziorem szumi trzcina płowa? To jest pieśń o miłości wiatru do sitowia co raz lekko, raz mocniej czułe struny szarpie Gra trzcinom kołysankę na anielskiej harfie Raz po raz je ustami słodkiej fali muska bo fale to są wiatru nad jeziorem usta Trzciny, nimfy zaklęte kiedy harfę słyszą przytulają się, tańczą biodrami kołyszą a wiatr im włosy układa rozczesuje, głaszcze i zaklina że kocha, że tak będzie zawsze
..szedł drogą pewien człowiek tylko z myślami w głowie samotnie i prosto jak pręcik jak taki słupek bez rtęci jak dzwonnica bez dzwonu jak Albania bez schronów szedł człowiek bez telefonu !! na spacer z myślami w głowie szedł kiedyś taki człowiek?
czy jesz czy śpisz oddychasz, drżysz kiedy po jabłko sięgasz to już przed tobą robił ktoś a ktoś opisał w księgach bo to co będzie było i ktoś przed tobą był i to co ci się śniło przed tobą ktoś już śnił Było już? nic nie znaczy bo ty... Ty śnisz inaczej...
Wołanie

Mieczysław Węglewicz
Wołanie
Trzeba nam broni,
żeby umrzeć potrzebnie.
Śmiercią nieuchronną i ważną
Nie wiemy
w jakiej brzezinie
w jakim rowie,
w jakiej ulicy.
Czy bezimiennie,
czy bez pożegnania.
Trzeba nam broni,
żeby umrzeć potrzebnie,
śmiercią nieuchronną, walecznie.
Uświęcimy naszą ziemię,
damy błogosławieństwo i siłę pokoleniom, które nadejdą.

Dwa wiersze wojenne
Mieczysław Węglewicz
***
Drzemie Bóg zmęczony
gdzieś w koronach drzew
a w tych drzewach wiatr mu nuci
ukraiński śpiew
Od Czerwonej Połoniny do Czarnego Morza
gore ziemia Ukrainy
w rzekach łzy i pożar
Dnieprem, Prutem, Czeremuszem płyną łzy i krew
Bóg jest z nami
choć zmęczony
śpi
w koronach drzew
Ale uwierz Nasza Ziemio
my jak klucz żurawi
powrócimy Wolni, wiosną
nikt Cię nie zostawi
Uwierz wolna Ukraino
nie cofniemy słowa
Zbudujemy nasze domy
jeszcze raz od nowa
Tułacze
Jadą i idą,
Nie śpią i płaczą
Na plecach niosą
dolę tułaczą
I smutek w oczach
czarny,
ogromny
Lęk polnej sarny
w sercach bezdomnych
Jadą i idą
Nie śpią i płaczą
Na plecach niosą
dolę tułaczą
_____________________________________________
Anne Schmidt

13 Tage nach dem Einmarsch russischer Truppen in die Ukraine fuhr ich mit 2 Töpfen heißer Linsensuppe zum Berliner Hauptbahnhof, wo sich hunderte von ukrainischen Flüchtlingen vor einer einzigen Essensausgabe drängten.
Ich hatte am Abend vorher in der Berliner Abendschau davon gehört, dass es im Bahnhof keine Möglichkeit gäbe etwas zu kochen. Also brachte ich eine vegetarische und eine Suppe mit Fleisch in noch warmem Zustand mit Hilfe der Freiwilligen unter das hungrige Volk.
Die Töpfe ließ ich gleich da, in der Hoffnung, sie könnten dem spendablen Hotel von der anderen Straßenseite von Nutzen sein.
Nach einem Slalomlauf durch Taschen, Koffer und Rucksäcke mitsamt darauf kauernden Menschen gelangte ich ins Freie am Washington-Platz unter einem azurblauen Himmel.
Der alles beherrschande Cube spiegelte Gebäude, Menschen und Bäume wider, unter ihnen ein kleines Bäumchen mit dichtem braunen Laub. Da ein kleiner Zaun dieses Bäumchen umgibt, war mir sofort klar, dass es das Bäumchen sein muss, dass 2014 angedenk der Opfer vom Maidan, vom damaligen ukrainischen Botschafter in Deutschland und dem ehemaligen deutschen Botschafter in der Ukraine gepflanzt worden war.
Bei näherer Betrachtung sah ich ein Schild an dem Bäumchen, auf dem des größten ukrainischen Dichters gedacht wird.
Mir ist sein Name entfallen, aber er ist es sicherlich wert, bei dem nächsten Ausflug ins Regierungsviertel dieses umzänte Bäumchen am Spreeufer gegenüber vom Cube aufzusuchen und den gelb-blauen Bändern an seinen Ästen noch die eigenen hizuzufügen.
***
Autorin hat ihre Angaben ein paar Tage später ergänzt: Es ist Taras Szewczenko Baum. Taras Hryhorowytsch Schewtschenko (ukrainisch Тарас Григорович Шевченко, wiss. Transliteration Taras Hryhorovyč Ševčenko; * 25. Februar / 9. März 1814; † 26. Februar / 10. März 1861) war Maler und der bedeutendste ukrainische Lyriker. War so wichtig wie in Deutschland Goethe und in Polen – Mickiewicz.
Lato w Malużynie
Cześć Ewo Mario, Koleżanko Pielgrzymko stale w Drodze,
napisałem fragment wspomnień z dzieciństwa, gdy wyjeżdżaliśmy wszyscy na wieś, do Malużyna. Na dwa miesiące. To blisko Ciechanowa (27 km). Rodzice bywali tam oboje, ale też często jedno musiało pracować, bo były problemy z urlopem, a my dzieci stawaliśmy się na lato dziećmi bardzo wiejskimi. Te czasy wspominam bardzo dobrze, rzeka Wkra i Malużyn to cząstka mojego serca. Tak się złożyło że wspomniane w wierszu trzy panny Kinówny zamieszkały w Berlinie Zachodnim. Może przeczytają teraz ten wiersz.
Mietek
A ja odpowiedziałam: A może wyślemy im linka.
_________________________________
Mieczysław Węglewicz
Dym jeszcze spał w kominie
i rosa na szybach
a my o szarej godzinie
już w lesie na grzybach
jak mówił młody Wilczek
Stasiek – syn Krystyny
,,w brzeziny na kozaki,
na prawe w dębiny”
a jeszcze kurki, pociechy,
maślaki i kanie
z pełnymi koszami szliśmy na śniadanie.
Tata czekał nas w domu
,,ho ho, piękne grzyby”
chwalił
i po śniadaniu
szedł z nami na ryby.
Wędki bambusowe, przelotki, spławiki
i najcenniejsze
te małe, złocone haczyki.
Na nich ziarnka pszenicy wczoraj gotowanej
a czasem ciasto z chleba
z żółtkiem zagniatane
ale chyba najczęściej brały na robaka
kiełbiki i uklejki
albo płotka jaka
choć Tacie się zdarzyło
że złowił szczupaka
Chodziliśmy się kąpać
drogą w dół ,,do młyna”
wypatrując chciwie śliczne młynarzówny
córki pana Kina
trzy panny Kinówny
Jeszcze mgły nad łąkami
Ledwo wstało słońce
a już szliśmy na ryby
po księżowskiej łące
W mgle pasł się koń plebana
A my, zjawy w szkodę
bo w trawie się
zbierało
pieczareczki młode
Koń nas dobrze rozumiał
i łąkę nawoził
a proboszcz niezupełnie,
bo piekłem nam groził…
Dzieci
Mieczysław Węglewicz

Wyrok
Dziecko było chore, osłabione. Miało gorączkę.
Przestało ssać.
Wioskowy szaman powiedział, że nic nie pomoże.
– ktoś rzuca urok, cały czas.
Tak mówił
– ale kto, Boże, kto? – jęczała załamana matka.
Szaman nachylił się i szepnął jej do ucha.
Chłopiec, może pięciolatek, usłyszał to.
Miała dwoje dzieci, chłopców
Młodsze umierało.
Spojrzała badawczo na starszego syna.
Kiedy ich oczy się spotkały, chłopczyk spuścił wzrok na podłogę i odwrócił się.
Był zawstydzony, zmieszany.
Z błaganiem w oczach spojrzała na szamana – patrzył na nią przez chwilę,
potem przymknął powieki i potakująco kiwał głową.
Oskarżają dzieci o czary
15 sierpnia. Wniebowstąpienie
Najpierw był huk potem chmura pyłu i ogień. Dom zniknął. Powietrze gorące sierpniem i pożarem było brudne. Miało smak cegieł i wapiennej zaprawy. Kobieta z dziewczynką wyszły z piwnicy. Płakały. Dziewczynka podbiegła do figurki. Jej wsuwane trepki klaskały w pięty. Klęknęła, złożyła ręce. Cały czas płakała. Spojrzała przez chwilę w górę. Niebo przysłaniała mgła, pył, który drażnił oczy. I znowu był huk i ogień i pył. I krzyki z niewidocznych ust. ,,Marysiu, Marysiu”. Dziewczynka odchodziła w ciszy. Była szara od pyłu, bosa, z otwartymi oczami.
Miłość
Chłopczyk był z mamą na przedstawieniu pod tytułem Królewna Śnieżka w teatrze lalkowym.
– Podobało ci się?, spytała w drodze do domu mama.
– Bardzo, odpowiedział chłopiec,
a mama usłyszała w jego głosie, że jest szczęśliwy.
– A co najbardziej?, dopytywała się.
– Królewna, odpowiedział chłopiec.
Minęły dwa, może trzy dnia. Chłopiec poprosił
– Mamo, chcę jeszcze raz do teatru
– pójdziemy?, zapytał z nadzieją.
– Raz wystarczy, odparła mama i dalej obierała ziemniaki.
– Mamo, proszę…
powtarzał, przeciągając słowa,
– błagam…
Mama pozostawała jednak przy swoim.
Kiedy wieczorem odwiedziła ich babcia,chłopiec pod nieobecność mamy poprosił babcię.
Zgodziła się.
– Tylko nic nie mów mamie.
– To będzie nasza tajemnica, poprosił chłopczyk.
Po dwóch dniach babcia oświadczyła, że zabiera wnuka na spacer.
Poszli do teatru lalkowego. Tak, babcie na całym świecie rozpieszczają wnuki.
Po przedstawieniu byli jeszcze na lodach. Chłopiec po powrocie do domu był jak nieobecny, rozkojarzony.
Nie słyszał, co się do niego mówi. Mama zmierzyła mu temperaturę i dała herbatkę z syropem malinowym. Rano było lepiej, ale nie poszedł do przedszkola. Kolejnego dnia znowu chciał do teatru.
Mama podśmiewała się, że chyba zakochał się w królewnie. Ostatecznie zgodziła się.
W czasie przedstawienia chłopiec cieszył się, uśmiechał, najbardziej, gdy występowała królewna Śnieżka. Wtedy bił długo i głośno brawo.
Po spektaklu, gdy już wszyscy wychodzili z teatru,
chłopczyk puścił rękę mamy i radośnie pobiegł za kotarę.
– Tam nie wolno, krzyknęła pani bileterka.
To trwało krótko. Może po minucie chłopiec wyszedł. Zanosił się płaczem. Mama objęła go i przytuliła. On łkał i szlochał. Nie można było zrozumieć, co mówi. Ktoś Cię skrzywdził?
Co się stało?
Chłopiec połykał łzy i wycierał ręką policzki i nos. Cały się trząsł. Podeszła pani bileterka.
– Może się przestraszył, powiedziała do mamy.
– Chodźmy zobaczyć, co takiego cię przestraszyło, zwróciła się pojednawczo do chłopca.
Chłopiec nie chciał tam iść.
Wobec tego pani bileterka sama weszła za kotarę i trochę ją odsunęła.
– Nic tu nie ma, powiedziała,
– lalki leżą na stole. Lalki, jak lalki, drewniane, ubrane… królewna, krasnoludki.
– Nic tu nie ma, powtórzyła wychodząc i zasunęła kotarę.
Chłopczyk rozszlochał się jeszcze bardziej.








