Dzieci

Mieczysław Węglewicz

Wyrok

Dziecko było chore, osłabione. Miało gorączkę.
Przestało ssać.
Wioskowy szaman powiedział, że nic nie pomoże.
– ktoś rzuca urok, cały czas.
Tak mówił
– ale kto, Boże, kto? – jęczała załamana matka.
Szaman nachylił się i szepnął jej do ucha.
Chłopiec, może pięciolatek, usłyszał to.
Miała dwoje dzieci, chłopców
Młodsze umierało.
Spojrzała badawczo na starszego syna.
Kiedy ich oczy się spotkały, chłopczyk spuścił wzrok na podłogę i odwrócił się.
Był zawstydzony, zmieszany.
Z błaganiem w oczach spojrzała na szamana – patrzył na nią przez chwilę,
potem przymknął powieki i potakująco kiwał głową.

Oskarżają dzieci o czary

15 sierpnia. Wniebowstąpienie

Najpierw był huk potem chmura pyłu i ogień. Dom zniknął. Powietrze gorące sierpniem i pożarem było brudne. Miało smak cegieł i wapiennej zaprawy. Kobieta z dziewczynką wyszły z piwnicy. Płakały. Dziewczynka podbiegła do figurki. Jej wsuwane trepki klaskały w pięty. Klęknęła, złożyła ręce. Cały czas płakała. Spojrzała przez chwilę w górę. Niebo przysłaniała mgła, pył, który drażnił oczy. I znowu był huk i ogień i pył. I krzyki z niewidocznych ust. ,,Marysiu, Marysiu”. Dziewczynka odchodziła w ciszy. Była szara od pyłu, bosa, z otwartymi oczami.

Miłość

Chłopczyk  był z mamą na przedstawieniu pod tytułem Królewna Śnieżka w teatrze lalkowym.
– Podobało ci się?, spytała w drodze do domu mama.
– Bardzo, odpowiedział chłopiec,
a mama usłyszała w jego głosie, że jest szczęśliwy.
– A co najbardziej?, dopytywała się.
– Królewna, odpowiedział chłopiec.
Minęły dwa, może trzy dnia. Chłopiec poprosił
– Mamo, chcę  jeszcze raz do teatru
– pójdziemy?, zapytał z nadzieją.
– Raz wystarczy, odparła mama i dalej obierała ziemniaki.
– Mamo, proszę…
powtarzał, przeciągając słowa,
– błagam…
Mama pozostawała jednak przy swoim.
Kiedy wieczorem odwiedziła ich babcia,chłopiec pod nieobecność mamy poprosił babcię.
Zgodziła się.
– Tylko nic nie mów mamie.
– To będzie nasza tajemnica, poprosił chłopczyk.
Po dwóch dniach babcia oświadczyła, że zabiera wnuka na spacer.
Poszli do teatru  lalkowego. Tak, babcie na całym świecie rozpieszczają wnuki.
Po przedstawieniu byli jeszcze na lodach. Chłopiec po powrocie  do domu był jak nieobecny, rozkojarzony.
Nie słyszał, co się do niego mówi. Mama zmierzyła mu temperaturę i dała herbatkę z  syropem malinowym. Rano było lepiej, ale nie poszedł do przedszkola. Kolejnego dnia znowu chciał do teatru.
Mama podśmiewała się, że chyba zakochał się w królewnie. Ostatecznie zgodziła się.
W czasie przedstawienia chłopiec cieszył się, uśmiechał, najbardziej, gdy występowała królewna Śnieżka. Wtedy bił długo i głośno brawo. 
Po spektaklu, gdy już wszyscy wychodzili z teatru,
chłopczyk puścił rękę mamy i radośnie pobiegł za kotarę.
– Tam nie wolno, krzyknęła pani bileterka. 
To trwało krótko. Może po minucie chłopiec wyszedł. Zanosił się  płaczem. Mama objęła go i przytuliła. On łkał i szlochał. Nie można było zrozumieć, co mówi. Ktoś Cię skrzywdził?
Co się stało?
Chłopiec połykał łzy i wycierał ręką policzki i nos. Cały się trząsł. Podeszła pani bileterka.
– Może się przestraszył, powiedziała do mamy.
– Chodźmy zobaczyć, co takiego cię przestraszyło, zwróciła się pojednawczo do chłopca.
Chłopiec nie chciał tam iść.
Wobec tego pani bileterka sama weszła za kotarę i trochę  ją odsunęła.
– Nic tu nie ma, powiedziała,
– lalki leżą na stole. Lalki, jak lalki, drewniane, ubrane… królewna, krasnoludki.
– Nic tu nie ma, powtórzyła wychodząc i zasunęła  kotarę.
Chłopczyk rozszlochał się jeszcze bardziej.

Jesień

Mieczysław Węglewicz

Złota nitka

W październikowym słońcu
Strunę ciała ogrzewa
Mruga powieką drżącą
długą od płotu do drzewa
po szczytach traw żółknących
po rękach i policzkach
raz nas dzieli, raz łączy
serdeczna, złota nitka

Teatr

Pięknie się bawi
jesień światłem
Zamienia się
miejscami
z cieniem
bo dla jesieni
to jest łatwe
Co roku
na tej samej
scenie
Akt pierwszy
mgły,
w drugim
natchnienie,
w trzecim powszechne zaziębienie
Czwarty zaklęty
Wszystkich Świętych
Między aktami
aspiryna
i różne smutki
że dzień  krótki
I co? – i…zima
już na scenie
Akt….
Boże Narodzenie

Spacer

On z głową opuszczoną
Jej opadły ramiona
Idą wolno nad rzeką
Raz on milczy,
raz ona
Przed nimi
pies daleko
wypłoszył z trawy ptaka
Dzikie wino
w dyskretnej czerwieni
na krzakach
zaskoczone przedwczesnym
nadejściem jesieni
splątane z żółtym chmielem
wonnym jak melisa
jak nietoperz w kościele,
nad wodą tak zwisa
Przepraszam.
Wybacz…
Wybaczysz ?
Co? Ty płaczesz?
Nie płaczę
Coś mi wpadło do oka
Poczekaj zobaczę…

W jesiennych kolorach

W jesiennych kolorach
wypatrzył ją z daleka…
Była piękna
także z bliska…
Chyba czekał na nią zawsze.
Szła przed siebie spokojna
nie przeczuwając miłości…
Nie słyszała jego ‘ach, ja panią’…
Nie widziała jak leciał na nią…
I że razem byli tak krótko…
I że upadł na ziemię cichutko…
Nie wiedziała,
że chciał z nią iść…
Nie wiedziała,
że to był liść.

Czekanie

Noc się kładzie bezsenna
Rosa siada na źdźbła
Pośród nocy i rosy
cicha, jesienna mgła
Noc się snuje po mieście w czarnym płaszczu i spodniach
grzecznie prosi do domu
ostatniego przechodnia
Sprawdza okna, te jasne
Gasi światła stroskana
Prosi: zaśnij,
– Nie zasnę
Będę czekać do rana

Dary

Pełne serca choć jesień
Las, śpiew ptaków
w lesie
Życie
wszelkich stworzeń,
Od Ciebie Panie Boże
Słońce o zachodzie
Morze nasze morze
Muzykę organową na trzcinach w jeziorze
Godziny teraźniejsze
Wieczór, noc, poranek
New York Central Station
i wiejski przystanek
Wszystko od Ciebie mamy
Panie Boże
Wszechmocny
i geniusz największy
i z bramy stróż nocny

Jesiennej zmianie czasu mówimy stanowcze nie

Miłość była
do jesieni
punktualna
Ale w nocy
czas się zmienił
Femme fatalna
nie zdążyła
I tej nocy już nie była
I kolejnej też nie przyszła
wniosek:
czas się zmienił
prysła…

Wycieczka ceprów z Ciechanowa do Zakopanego

Jedźcie w drogę
pokłonić się halom
Złota jesień w górach
jest krótka
Podziękujcie
jesiennym góralom
dobrym słowem i
w złotych dutkach
Za ich ,,łącką”
pod złote grzybki
Za oscypki
Za bundz, za rydze
A rycerzom
co śpią pod krzyżem?
Niech im będzie
do nieba bliżej
A tym cieniom
na Pęksowym Brzysku?
Niech im będzie
ziemia lekka wszystkim
A strumieniom
a potokom bystrym?
Niech się lekko
do morza płynie                       
Niech spotkają
gdzieś w wodach Wisły
czystą, dobrą, łagodną
Łydynię…

Zdjęcie znalezione na Facebooku, które stało się inspiracją wiersza

Caffe Cuba

Wpada tutaj
czasami
liść jesienny
lub wietrzyk
przypadkowy przechodzień
co to chce się przewietrzyć
A dziewczyna
z lokami
zakręcona jak walczyk,
która z liściem
jesiennym
chciała sobie
potańczyć
jeszcze nie
jeszcze nie
niekoniecznie
Ale w końcu
się uda
Będzie cud
w Caffe Cuba
i zatańczy
bo przyjdzie
maj
ciepły, zdrowy, zielony
wyczekany, szczepiony
Boże,
daj,
Boże daj
taki maj

Jesienna dieta

Na sercowe
nostalgie
Noce denne, dni senne
Na samotne wieczory i dnie
Co się je?
Czy ktoś wie?
Na choroby jesienne
Na płakanie
nie sienne
Może płatki owsiane
Może
siemię się
lniane je
Czy ktoś wie?
Bo ja nie…
By jesienią ocaleć
możesz też nie jeść wcale
,,kochaj, rób coś
nie bądź gałganem” *
By
nie szczeznąć jesiennie
tak jak ogień las
kochaj płomiennie
Odpoczywaj i
z sercem rób wszystko
I pamiętaj do wiosny już blisko

  • cyt. T. Kotarbiński

Wiatr się pracy nie boi

Jesienią ma złotą robotę,
pracuje dla jubilera
W parku nad rzeką zbiera
klonowe liście złote
A szef zaciera ręce
Zachęca, więcej więcej
Srebrne topoli liście
Na księżycowe kolczyki
Jarzębinę i oczywiście
kasztany na gniade koniki
Wiatr wieje mocniej jeszcze
i stara się jak może
Żeby zdążyć przed deszczem
bo po deszczu jest gorzej

Polski wrzesień

Jak jest już po wakacjach,
Zaczęła się szkoła
a nieśmiały wrzesień trochę się rumieni
Nitki babiego lata
plączą się dookoła
To Gai pewne znaki początku jesieni
Na polach pod stopami trzeszczą ryże rżyska
W kalendarzu są daty że nikomu nie życzę
Łęty po ziemniakach dymią  się w ogniskach
To jest polskiego września prawdziwe oblicze

Trzech braci

Trzech braci czyni jesień
pierwszy brat cichy Wrzesień,
na polach ,łąkach , w lesie,
zaplata nitki a potem
wymienia klonom w kantorze
sierpniowe zielone na złote

Po nim przychodzi zmiennik
pan poeta Październik ,
Kochany, z wiatrem niesie
tę polską złotą jesień
(tym co chcieliby inną
też złotą ale unijną)
A potem brat Listopad
cmentarze,mgły i słota
i choć byś chciał, nie zmienisz
to już koniec jesieni

Z pamiętnika jesiennej dziewczyny

Wrzesień przez miesiąc był wierny
Odszedł…
Przyszedł Październik..
Świt późniejszy,
zmierzch śmielszy
Ręce takie chłodne…
Ponad cztery tygodnie
złotem liści mamił
welon z mgły mi zakładał
A w końcu zostawił
Potem był Listopad
Bardzo smutny chłopak
Odszedł zimny jak szkło
…z taką jedną
…Mgłą

Kto Wam lecieć każe
żeby listopad spędzać
w dusznym Zanzibarze
Wybierzcie listopad w Polsce
Ze wszech miar wybór słuszny
Praktycznie wszystkie dni chłodne
tylko jeden Zaduszny

Serwis do kawy i inne wiersze

Mieczysław Węglewicz
z tajemniczego bloga o żywym morzu 🙂
Wolno mi tam było sięgnąć, dostałam nawet wiersz na zachętę:

zajrzyj tam,
weź co chcesz
kilka słów,
rosę z róż
z tego wiersz
jakiś złóż
i tę ciszę
tę ciszę
też weź

Z cyklu ,,serwis do kawy”

Para

Mówili piękno zaklęte
takie kruche i proste
Zachwycali się
dotykali… Mnie i siostrę
Czuję jeszcze to ciepło rąk
ślad mi został jej szminki
na ustach
odkąd poszli stąd
w nas jest pustka … Przyszły godziny zimne
za długie, za grudniowe
Ona z innym i on dla innej
… rozstali się Kochankowie
zostawili filiżanki romantyczne te zgrabne, te kruche, te śliczne

Fifi*

Kiedy oddała wszystko
została sama
Chłodna,
z rozmazaną szminką
Kochała czułe dłonie i
gorące usta
Słyszała jak ktoś mówił o niej
że jest piękna
ale pusta.

* Fifi – ulubiona filiżanka. Każdy może taką mieć. Choć nie każda może taką być.

Koniec świata?

Koniec świata?
Nie dla nas!
Wierzysz?
To nie koniec!
Będą się dłonie splatać
i usta ust chciwe
tysiac razy powtórzą
dwa słowa żarliwe
Czuły dotyk
Smak szminki
będą noce majowe
i my
porcelanowe
filiżanki
z kawą
takie kruche
jak miłość

Inne wiersze o miłości

Caffe Cuba

Wpada tutaj
czasami
liść jesienny
lub wietrzyk
przypadkowy przechodzień
co to chce się przewietrzyć
A dziewczyna
z lokami
zakręcona jak walczyk,
która z liściem
jesiennym
chciała sobie
potańczyć
jeszcze nie
jeszcze nie
niekoniecznie
Ale w końcu
się uda
Będzie cud
w Caffe Cuba
i zatańczy
bo przyjdzie
maj
ciepły, zdrowy, zielony
wyczekany, szczepiony
Boże,
daj taki maj
zakochanym

Ogłoszenie 1

Poszukuję
wiosennego nastroju
dla dwu osób
samemu nie sposób

Ogłoszenie 2

Potrzebne
wiosenne nastroje
dla dwu osób
– sam się boję

Wiem

ciągle piszę coś i coś skreślam
ciągle nie to,
ciagle nie tu,
tylko gdzieś tam
Ale wiem Muzo,
czekasz, jesteś
nocą słyszę, w dzień…
na niebie
nie jem, nie śpię
tylko piszę,
dla Ciebie tylko piszę
nie płaczę przecież
Inni mają gorzej
Ona gdzieś w świecie
On za morzem
szukają się i wołają
ale nie widać
nie słychać
lata mijają
maj za majem
jaśmin usycha

Szuka, ale chyba ją znalazł, skoro pisze, że

Jestem zazdrosny

o wodę
bo lubisz jak Cię fale niosą
o wiatr
bo lubisz
wiatr we włosach
o piasek
bo po piasku lubisz
boso
o ogień
bo lubisz ogień
jak płonie
o kubek
bo go ustami muskasz
a Ty…
masz
takie usta..
I dłonie
dlatego o rękawiczki
co Ci pieszczą
ręce..
i już nic więcej
już koniec…
bo tylko jeszcze
o sny Twoje…
zazdrosny jestem

Grudniowe wiersze

Mieczysław Węglewicz

Prośba

Jak się z lasem spotkałem blisko
oko w oko
to ukłoniłem się nisko
i poprosiłem: Wasza Wysokość
Drogi przyjacielu Lesie,
i Ty Modrzewiu
co się mienisz
złotem
Jest już wrzesień
i na jesień
wszyscy mamy ochotę
Taką złotą
Dlatego Lesie spraw jesień
Niech brzozom
ozłoci ręce
Niech dęby zaczerwieni więcej
Niech zrzuci miedziane kasztany
bo w kasztanach jest co drugi
zakochany
tak się błyszczą
jak klejnoty
w słońcu
potem Lesie możesz jesień
zakończyć…

choć ona
jeszcze sama
nim zakończy ten melodramat
liście ma zrzucić brzozom
i słotą nas długo nudzić
aż chłodną dłoń poda
mrozom
i odejść i kiedyś wrócić

24.11.2020

Życie

Życie
tańcem na linie
ufasz jej,
sercem
płacisz
póki liny
nie zginiesz
nie ufasz
serce tracisz

Grudniowy poranek, cichy jak noc betlejemska… Warszawa.
Sobotni poranek 5 grudnia. Wracałem autem po nocnym dyżurze. Na moście było zupełnie pusto, mogłem bardzo zwolnić i robić zdjęcia…

jeszcze śpisz Warszawo
świt, sobota rano
dumnie napiętym
mostem świętokrzyskim
jadę do domu
wracam już po wszystkim
w dali Dobra, Solec
garść świateł miasta
pstryk
wszystkie zielone
i słońce na moście
czy można witać serdeczniej i prościej

I ciąg dalszy, nadesłany kilka dni później:

Grudniowa piosenka

śpij Warszawo
rano, w sobotę
noc minęła i jest
po wszystkim
czas już mostem
do domu
z powrotem
a most jest Świętokrzyski

wracam…
w dali
garść świateł
ulic Dobrej
i Solec
a zielono
jak latem
bo
wszystkie
światła
zielone

na moście
słońce
tańczy
jak dziewczyna
w różowej sukience
benzyna
ma zapach
choinek
słońce
smak pomarańczy

życzenia wigilijne 2020

Nie zabieraj…
do domu słów
z ulicy Żelaznej
Są ładniejsze
takimi mów
piękne i ważne
błyskawicy nie!
i oczom zimnym
Życiu tak!
Nie zabieraj
niewinnym
Nie zabieraj…
z ulicy słów
są ładniejsze
takimi mów
weź do domu wiersze
i warzywa
słońce
w kwiatach
z ogródka
A ludzi ludźmi
nazywaj
przecież zasługują

24.12.2020

Obudziłem się ze świadomością albo nawet wiadomością, że dziś 16 grudnia 2020 roku, 50 rocznica masakry robotników Wybrzeża. Byłem 16-latkiem w ogólniaku. Słuchałem o Wybrzeżu w ,,Wolnej Europie”. Płakałem, chciałem tam jechać. Ale była blokada komunikacyjna. Minęło 50 lat… Pamięć trwa.

Polski sen grudniowy

Kiedy przychodzi
bury grudzień
Drzewa są czarne
jakby wyschły
Chmury stalowe
i mrok dżdżysty
i mgły w portowej śpią
dzielnicy
Po bruku idą robotnicy
na ustach krzyk
butami w bruk
i
huk wystrzałów
I wszystko w ciszy
Bruk ulic staje się czerwony
i wszystko w ciszy
i obraz znika powoli
i tylko bruk jeszcze czerwony
od świateł reklam Coca Coli
i wszystko w ciszy

29.12.2018

Ulica Sienkiewicza

Pędził skądś wiatr szalony
przez szyny przez perony
za stacją
za kinem Promień
pod kotłem
dmuchnął
w płomień
parowóz
nabrał pary
do wagonów buraki
w kasztanowe konary
gwizdnął głośno na szpaki
buchnął, gwizdnął i dmuchnął
i chęć poczuł do jazdy
posypały się iskry
jak rubiny, jak gwiazdy
Sunął
po wąskich szynach
a tu nagle dziewczyna
za dziewczyną
tuż tuż
anioł stróż
z halabardą
skrzyżowały się drogi
tu dziewczyna tam nogi
Szła po szynach jak anioł
a Anioł? czy
szedł za nią?
potem była jak z wosku
blada i zjawiskowa
płakała za nią w kiosku
dobra pani Myszkowa
patrzyły na nią drzewa
przez nitki
babiego lata
Anioł Stróż przestał śpiewać
i także się rozpłakał

Zmieniamy czas? Czy on nas?

Boże, jak Ci mogę podziękować inaczej niż własną śmiercią?
Jak mogę się pogodzić z Tobą inaczej niż umierając?

Mietek Węglewicz

Wiersze funeralne: Z cyklu ,,pożegnania”

***
Na orbitach i na drodze mlecznej
W galaktyce obdarzonej łaskami
Słyszysz teraz
witamy serdecznie
wybierz chmurkę
usiądź, zostań z nami…
Niech Ci będzie tam Mamo lekko
świeża pościel i bielizna czysta
niebo niech będzie gwiezdne, księżycowe
i kołysze Cię cisza srebrzysta
czasem pozdrów z góry
nas ukradkiem
żegnaj Mamo
Mirka z Adkiem

Mama Mirusi Bednarczyk zmarła 18 02 2018

Ciociu,

Ziemia niech lekką będzie
I droga przed Tobą mleczna
poproszę Księżyc niech Cię kołysze
A Ciszę…
niech będzie serdeczna

,,Ciocia” Klara Kleberhof zmarła w Kolonii 01 01 2017

***
Byłeś mężny
Wymagania
miałeś
twarde
Wobec siebie
byłeś
twardym
Edwardem
Czasem trudnym
jak pisanie podania
W mgły i deszcze
brakowało Ci powietrza
nie wiem ,może
czegoś jeszcze
co kochałeś
nie zabrakło Ci
(bo miałeś)
jednego
Tej
serdecznej
mądrej
troski
o chorego

dr Edward Chrostek zmarł 21 stycznia 2019

Igor i Dedal

Zabrakło mi ciebie
tak bardzo
bo na zawsze
Na twoich skrzydłach
zwiedzałem krainę
upadłych bogów
antycznego ładu
ty dałeś je
drugi raz
Dedalowi

pamięci Igora Mitoraja
1944-2014

***
wychyliły się dzwony farne
wydzwoniły jęki żałobne
kwiaty biedne polne, łąkowe
zamożniejsze bukiety nadobne
dumne wieńce z pisanym
słowem
najróżniejsze
wianki, wiązanki
szarfy lśniące
czarno pisane
Drogiej Ani
dla Ani kochanej
najkochańszej
Pani Doktor naszej
wszystkie smutne
jak świata koniec
żegnam twoje kochane serce
mądre oczy
i dobre dłonie

dr Anna Obojska zmarla 5 10 2018r

W listopadzie

chryzantemy się złocą
to już listopad, popatrz
nocą cmentarze płoną
wielką łuną czerwoną
czas tak minął jak mgly
nie uśmiechasz się wcale
w zielonych oczach masz łzy

kocham Cię

Boże dzięki Ci za to
że była
taka dobra, mądra, kochana
czasem ciężko ale pięknie żyła
Za to posadź Ją u siebie na kolanach
i ukołysz migotaniem gwiazd,
żeby spała kiedy nie boli
żeby wstała kiedy przyjdzie czas

pamięci pani doktor Danuty Bogdanowicz
zmarła 11 10 2018

Noc listopadowa

O nocy listopadowa
co się ogniem rozgrzewasz
łuną z milionów zniczy
oświetlasz groby i drzewa
Patrz, tu grób ciemny, niczyj
Bądź prośbom naszym łaskawa
Zanieś zaduszki
do Pana
Na łące niebieskiej pospołu
gwiazdy z modlitwą połóż

 

Reblog: Wrześniowe wiersze

Mietek Węglewicz

napisał:

Cześć Ewo Mario, Koleżanko, Pielgrzymko,
sztuka to wolność, życie to sztuka, prawo do życia to prawo do wolności, do sztuki. Ani sztuka, ani wolność nie mogą odbierać prawa do życia. Nie mogą! Inaczej same sobie odbierają prawo…

z blogu morze żywe

Z pamiętnika jesiennej dziewczyny

Wrzesień przez miesiąc był wierny
Odszedł…
Przyszedł Październik..
Świt późniejszy,
zmierzch śmielszy
Ręce takie chłodne…
Ponad cztery tygodnie
złotem liści mamił
welon z mgły mi zakładał
A w końcu zostawił
Potem był Listopad
Bardzo smutny chłopak
Odszedł zimny jak szkło
…z taką jedną … Mgłą

Apel

Czytelniku
nie czytaj krytyków
U nich każdy przecinek się liczy
Wiadomo jak
to krytycy
i każdy zwróci drab
uwagę na każdy brak
Brodacze w okularach
nad wierszem pochyleni
na brak przecinka zaraz
uwagę zwrócą
jak Lenin
Pochylą się badacze
rozgadają gadacze
Rozpiszą się pismaki
że on taki a taki
Czytelniku
nie czytaj krytyków

Dzień Aptekarza

Rzadko się zdarza
Dzień Aptekarza
no może raz do roku
całymi dniami
mierzy, odważa
a w pracy musi mieć spokój
Dlatego rząd rozważa
świętować Noc Aptekarza
Ale aptekarz w nocy
też ma zajęty czas
bo w świetle księżyca wytwarza
azotan srebra
z gwiazd

26.09.2020

O wojskowych piosenkach

Na polach bitew świata
Żołnierz strzela i ginie
Trata tatata, trata tatata
Od Amazonki po Łydynię
Płynie też pieśń
Dopomóż Bóg
i chciej
w opiece mieć
Ty nasze kule wrogom nieś
a nad duszami świeć
Tu wróg,
tu wróg,
a z nami
Bóg
Broń ciężka
i ta pieśń
Ty nas w opiekę weź
i nasze
kule nieś
Słysząc to Bóg
zawołał
Bo miał otwarte okno
czy wreszcie ktoś by mógł
zmienić tę pieśń okropną!!

Ostrzeżenie

Gdy palą owocowe skrzynki
to noc ma zapach mandarynki
Gdy dla ogrzania palą zbożem
to jest za dobrze
będzie gorzej
Gdy teczki z policyjnych szaf
noc pachnie zdradą, cuchnie strach
ale gdy książki idą w ogień
to nic już nie rób
tylko w nogi

mój kot

mój kot jest zawsze niewinny
bo nawet jak coś zrzuci
to na innych

Tyle dróg

byłem na mieście
o mieście nie śnię
byłem w lesie
w lesie już jesień
leciałem lotnią
w lotni samotność
byłem u Ciebie
u Ciebie… w niebie

Teatr

Pięknie się bawi
jesień światłem
Zamienia się
miejscami
z cieniem
bo dla jesieni
to jest łatwe
co roku
na tej samej
scenie
akt pierwszy
mgły
w drugim
natchnienie
w trzecim powszechne zaziębienie
czwarty zaklęty
Wszystkich Świętych
między aktami
aspiryna
i różne smutki
że dzień krótki
i co? – i…zima
już na scenie
akt…
Boże Narodzenie

 

KIG

Już rok temu, w rocznicę urodzin KIGa, autor przysłał mi wiersz. W tym roku wiersz (w nowej wersji) powrócił, a z nim opis urodzin w leśniczówce

Mieczysław Węglewicz

Urodziny poety

Jakie tajemne znaki
zwiastowały Polakom
dzielnym
że się narodzi Konstanty
poeta niebagatelny?
jak poznał lud i socjeta
że przyszedł na świat
poeta?
Nie anonse o niemowlętach
nie literackie gazety
nie blask
gwiazd
nie komety
to Wisła miała kolor zielony
pawie w królewskich
Łazienkach
rozkładały zielone ogony
to zorza była zielona
i atrament zielony podrożał
PS
Konstanty Ildefons Gałczyński urodził się w W-wie 23 01 1905 roku

Program imprezy urodzinowej
1. uwielbiać KIGa i czcić
2. opiewać gęś zieloną
3. śpiewać pieśni i wino pić
4. delektować się gęsią pieczoną

Leśniczówka z czerwonej cegły, porośnięta dzikim winem robiła wrażenie tajemniczej świątyni. Wejścia przed furtką strzegła drewniana gęś. Za furtką, druga gęś, zielona z brązu, na wysokim postumencie, witała przybyłych, szeroko rozpościerając skrzydlate ramiona. Pokornie weszliśmy na podwórze, z szacunkiem dla odchodzącego dnia. Wokół była cisza, chłód i szarość bezśnieżnej zimy. Zapadał zmierzch.
Na ławce przed drewnianym gankiem zjawił się po cichu jak leśny duch wielki, kudłaty kocur main coon.
Próbowaliśmy łasić się do niego, ale pozostawał obojetny na pieszczoty.
Uchyliły się drzwi i na ganek wyszedł wyrośniety czterdziestolatek w zimowej kurtce. Zaprosił przybyłych do leśniczówki. Na parterze w otwartym kantorku z biletami, książkami i pamiątkami, wsród kilku osób jest także pani Grażynka, zawsze uprzejma i pomocna. Droga wiodła po drewnianych schodach, które słyszą i czują każdy krok. Czasem nawet coś mówią skrzypiącym głosem.

Weszliśmy jako pierwsi do dużej izby na poddaszu z kaplicznymi rzędami krzeseł.

Przed pierwszym rzędem jak na ołtarzu stały dwie figury zielonych gęsi – duża i mała. Gęś i gąska. Mama i dziecko.

Z każdą minutą więcej i głośniej skrzypiały schody. Przybywało gości. Krzesła zostały zajęte. Niektórzy stali przy schodach. Wreszcie schody zamilkły. Natężała się cisza, niekiedy zakłócana powściągliwymi chrząknięciami.
I kiedy już wszyscy jakoś dojrzeliśmy do słuchania, poeta i dyrektor Wojciech Kass, podzielił się swoja dumą i pochwałami, że heroicznie przybywamy od sześciu lat na urodziny KIGa w Praniu.

Czysta przyjemność po naszej stronie, panie Wojciechu!

Gość honorowy 115 urodzin KIGa, pan prof. Piotr Mitzner (zdjęcie po prawej stronie), snuł ciekawą opowieść o życiu i twórczości ś.p. Jubilata, a my po cichu na huśtawce marzycieli sięgaliśmy w wyobraźni po tort urodzinowy, po herbatę i grzane wino, podane wkrótce podczas wspólnego ogniska.

Na koniec nad ognisko zleciałały się kiełbasy, które co raz to unosiły się dostojnie nad ogniem, to opadały bliżej żaru. Widowisko to obserwowali zgromadzeni wokól ogniska ludzie. Niektórzy wyglądali tak jakby kierowali ruchem kiełbas wzrokiem, u innych zaś widać było czarodziejskie różdżki.
Nocne powietrze, wilgotne i chłodne, nasycone było żywicznym kadzidłem.
Trwały czary…


Nasza autorka, Ela Kargol, pojechała na urodziny poety do Szczecina – zob. TU

Kropla

Opowieść o kropli dzieje się w upalny letni dzień. Zdjęcia autor zrobił w mokry i szary dzień grudniowy. 

Mieczysław Węglewicz

Wstawał kolejny słoneczny dzień.
Kropla rosy wisiała niepewnie na krawędzi liścia.
Na swojej lśniącej powierzchni odbijała zakrąglony lekko drżący obraz świata. Początkowo wzbierała i pęczniała, gotowa do lotu w dół.
Tymczasem pracowite słońce zaczęło już swoją codzienną wędrówkę i jego ciepło dotarło do kropli, która stawała się mniejsza i mniejsza.
Przed południem wyschła bez śladu.

 

 

Barataria 83 O! Transmogryfikacjo!

Ewa Maria Slaska

O!

Nieznużony baratarysta Mietek Węglewicz przysłał mi ostatnio dwa nagrania radiowe Babci i wnuczka czyli nocy cudów. Olsztyńskie z roku 1961 i ogólnopolskie w reżyserii Janusza Kukuły z Ireną Kwiatkowską w roli babci. Niezrównane!

Główną bohaterką tej dwuaktówki jest babcia, zwariowana na punkcie cudów. Jej sterroryzowany przez nią wnuczek, jego dziewczyna i koledzy postanawiają wyleczyć babcię. Opowiadają jej o cudach w leśniczówce na Mazurach (być może jest to w ogóle leśniczówka Pranie, bo babcia zabiera ze sobą między innymi wyżymarkę). Podobno ukazuje się tam dzik z głową Batorego! Do spisku dołączają dwaj magicy, cwaniacy z Targówka – Adamus i Rączka. O północy wprawiają babci piątą klepkę i dolewają oleju do głowy. Akcja sztuczki przepleciona jest lirycznymi wstawkami, funkcjonującymi potem jako odrębne wiersze, np. “Powiedz mi, jak mnie kochasz”.

Mietek Węglewicz znalazł dwa słuchowiska.

1/
Słuchowisko archiwalne Radia Olsztyn z 1961 roku

Występują: Marta Sobolewska, Jerzy Glapa, Marta Szczepaniak, Roland Głowacki, Jerzy Żółkiew, Włodzimierz Bednarski
Realizacja: Anna Kochanowska.

2/

Słuchowisko Teatru Polskiego Radia, nagranie z roku 1993

Reżyseria i adaptacja:
Janusz Kukuła
Muzyka:
Jan Oleszkowicz
Obsada:
Irena Kwiatkowska – Babcia
Artur Barciś – Wnuczek
W pozostałych rolach:
Edyta Jungowska, Piotr Bajor, Jerzy Bończak, Ryszard Dreger, Andrzej Fedorowicz, Roman Kłosowski i Piotr Pręgowski.

Słuchowiska z Ireną Kwiatkowską nie udało mi się znaleźć w wersji ogólnodostępnej. Mogę zaproponować Czytelnikom, żeby weszli na stronę słuchowiska.pl, zarejestrowali się i wpisali do wyszukiwarki tytuł Babcia i wnuczek. Pojawią się linki do obu słuchowisk, czynne dla osób zarejestrowanych.

Słuchowiska zdecydowanie się różnią, ale w obu w I akcie pojawiają się wspomniani już panowie Rączka i Adamus, twierdząc, że są baronami Apokalipsy. Pukają do drzwi…

Babcia: Apokalipsy! (otwiera)
Rączka i Adamus (wchodzą)
Rączka: (Z ręką podniesioną do góry, mówi jak prorok): O, baratario! O, transmogryfikacjo, która holendrujesz natomiast! Czeluść otwarta. Słońce w znaku Wodnika. Zorobabel krąży na wysokościach. (krzyczy) A wy co? Zamiast mistyki turystyka? Już dwa tysiące razy mówiłem wam: – O, biada, biada! Nadciąga noc. Wrona kracze. Latarnie się przewracają. Kalendarze i zegary pożarł Lewiatan i nie wiecie dnia ani godziny! O, baratario!
Babcia (zachwycona): O, haratario! Może pan spocznie? (podsuwa Rączce krzesło) Będzie panu łatwiej przemawiać na siedząco.
Rączka: (siada)
Wnuczek: Babciu, my się spóźnimy.
Katarzyna: Naturalnie, proszę panią, musimy się pośpieszyć.
Adamus: A dokąd to śpieszysz się, szalona czeladko?
Babcia: Ci państwo mówią, że cud stał się w leśniczówce.
Adamus: Teraz nie ma żadnego cudu w leśniczówce. Teraz jest cud na Łysej Górze.

A! O! I oraz jeszcze:

Rączka: To my to odwołujemy. Myśmy się pomylili. (podnosi rękę i powtarza swoją prorocka kwestię) O, baratario! O, transmogryfikacjo, która holendrujesz natomiast! Czeluść otwarta. Słońce w znaku Wodnika Zorobabel krąży na wysokościach.
Babcia: A, skoro tak, to jedziemy. (gasi światło; wychodzi; po chwili słychać żałosne smykanie)
Pies: A o mnie to zupełnie zapomnieli.
(K U R T Y N A !!)

O, baratario! O, transmogryfikacjo! O, moi kochani. Nie myślcie, że Gałczyński sobie tę transmogryfikację stworzył, że to neolgizm! O, bynajmniej, jak piszą autorzy groszowych powieści. Transmogryfikacja to magiczna zdolność do zmiany kształtu lub formy. Moc. Jedna z tych, co ma być z nimi, z nami, z wami. May be force be with you. To zdanie kultowe. Można nim wyrazić wszystko, zmieniając na przykład pisownię (Mai the 4th be with U). Ostatnio widziałam na ulicy siatkę (nie szła sama, niosła ją jakaś ręka) z inną słynną parafrazą: May be fork be with you. Użytkownicy tej mocy mogą przekształcać się w obiekty martwe (i odwrotnie). Na przykład w widelec.

Ciekawe, że póki nie dostałam słuchowiska, dopóty nie mogłam nijak znaleźć w sieci tekstu tej dwuaktówki Gałczyńskiego. A jak przyszło słuchowisko, to o! Eureka! Jest! (Pamiętacie jeszcze?: ciało zanurzone w wodzie traci na wadze tyle, ile waży woda wypchnięta przez to ciało! O! ten facet był geniuszem, no tak, to taka sobie uwaga bez sensu na marginesie)…

I teraz, jak już jest to słuchowsko, to nagle znajduję nie tylko cały tekst farsy, ale jeszcze, w Dużym formacie z 7 czerwca 2006 roku konkurs literacki Probierczyka na nową wersję tej inwokacji wędrownych cudotwórców, Adamusa i Rączki… (O! pamiętacie te konkursy? Były zawsze obok dawnej cudnej Jolki). Bardzo często wygrywał w nich Stefan Parnasista Nowak z Tych. I wygrywał 400 złotych. Teraz też…

O Baratario! O transmogryfikacjo, która holenderujesz natomiast! Ty, która na oślep połyskujesz miejscami, zanim się nie obrócisz znów na drugą stronę! Kawerno wypełniona murszem wobec zgnilizny przesłanek!

Uwielbiam patrzeć wskroś Ciebie na koalescencję deszczu, na maserację błyskawic, na konfluencję strug. Rozmyślam ci ja wtedy o uczuć deterioracji, o głupoty preponderacji, o nieszczęść wszelkich prefiguracji, o serca krakelurze. A Ty? A Ona? A Jej ostensywna subrepcja dezertyfikująca Jej związek z młodym trasantem? A przecie trata, którą ciągnął, mogła się, gdyby przeszli z dysforii w euforię, okazać koneksją nie do pogardzenia. Czyliż nie mogła stać się konwergencją Jej astralności z Jego besserwisseryzmem? A wszakże to Ona była cesjonariuszem, czemu więc nie przetestowała Go organoleptycznie?

Ona? Barataria czy Transmogryfikacja?

Barataria 65 czyli Lewiatany na Wilczej

Uwaga, “czytać ze zrozumieniem”!

Mieczysław Węglewicz

wpisał pod 63 odcinkiem o Bratarii taki oto komentarz:

o Baratario, potworze morski, Lewiatanie
wyspo karaibska
pachnąca oceanem
lirycznie wzniosła,
miłosna
kawiarnio
światu się skarżyć muszę
w Twojej sprawie
jakże zamknięta jesteś że już nawet
wspomnień nie ma i poruszeń
nie mówiąc o kawie

PS. Wiersz dotyczy kawiarni przy Wilczej 69 w W-wie. Wiele razy piłem tam kawę w latach studiów tj 1973-1980. Kawiarnia ozdobiona była cytatem z Gałczyńskiego ..o…Baratario…itd! umieszczonym na ścianie. Kiedy po wielu latach odwiedziłem ponownie to miejsce, była tu kuchnia wietnamska. Obecnie, tj w sobotę 4 maja 2018 lokal przygotowywany jest do wynajęcia. Na szybie zamieściłem powyższy tekst.
Pozdrawiam Mieczysław Węglewicz
znajomy z Camino de Santiago

Komentarz mnie zachwycił, zwłaszcza że już przed rokiem, w odcinku numer 6, pisałam o tej niegdysiejszej kawiarni Barataria, po której ślad zaginął… Przy okazji był    to komentarz 2222, co już uprzednio postanowiłam uczcić, przyznając autorowi nagrodę specjalną (przyznałam!) No i ucieszyło mnie nadzwyczaj, bo Mietek…

Z Mietkiem spotkaliśmy się w Drodze. Ci, co byli w Drodze, wiedzą, co mam na myśli. Ja spałam w małym hospicjum dla pielgrzymów, on, zawinięty w śpiwór, gdzieś pod krzakiem. Zaczęliśmy rozmawiać, gdy wychodziłam na drogę. Tą zwykłą, choć jest ona oczywiście wszędzie również metaforyczną Drogą. Zapytał, czy mogę mu coś przynieść ze schroniska, z kuchni i z takiej półki, na której leży to, czego ktoś nie potrzebuje, a inny może akurat pożąda. Najczęściej są to książki, ale bywają torby, plecaki, buty, kosmetyki… Z kuchni też można wszystko wziąć, podobnie jak można wszystko zostawić, makaron, ser, owoce, które są zbyt dojrzałe, żeby zabrać je do plecaka.  Przyniosłam mu skarpety, oliwę i chleb. Zrobił nam herbatę na malutkim prymusie. Był prawdziwym pielgrzymem, miał ze sobą minimalny bagaż, ale było tam wszystko, co potrzebne, by obyć się bez całej tej infrastruktury dla wędrowców. Spał  pod gołym niebem, sam sobie gotował. “Po to jest pielgrzymka”, powiedział. “Musi być jednak trochę trudno”. Pogadaliśmy chwilę, ale nie mogliśmy pójść dalej razem, bo był dwa razy szybszy niż ja. Ja szłam 20-25 kilometrów na dzień (maksimum osiągnęłam przed kilkoma dniami – 34 kilometry), on pokonywał co najmniej 40 kilometrów, a często prawie 50. Był jedną z najbardziej wyrazistych postaci, jakie spotkałam w Drodze. Znalazł po drodze kamień w kształcie serca i niósł go dla żony.

Poprosiłam o dalsze informacje, a może nawet wpis na blog. Informacje przychodziły każda osobno i tak je tu zamieszczę:

Potem w miejscu Baratarii przy Wilczej 69 nadal panował duch sztuki. Po wietnamskiej sztuce kulinarnej to miejsce wynajęła f-ma nomen omen Sztuka Mięsa… Była jeszcze Wilcza 69 U Jadzi, na pewno po Baratarii, ale nie wiem kiedy – najpewniej przed Sztuką Mięsa.

W każdym razie sztuka.
Smutek swój po Baratarii opisalem w wierszu w styczniu (29 01) 2018 roku, kiedy po wielu latach ponownie odwiedzilem to miejsce.
I ,,zdjąłem” tę witrynę – wtedy zakratowaną.
Znowu tu bylem 4 maja i na szybie dawnej Baratarii przykleiłem ten swój wiersz z informacją, że kondolencje przyjmuję pod nr 602 520 458 – to mój numer.
Tego dnia ktoś do mnie zadzwonił, pewna zaniepokojona pani…
,,O co chodzi w tym ogloszeniu na szybie??”, zapytała, ,,bo wie pan, kiedyś miałam tu sklep, potem go wynajęłam, a ta osoba się nie rozliczyła, więc ja myślałam, że to coś z tym związane jest…”
“To nie jest ogłoszenie, to wiersz jest smutny”, odpowiedzialem uspokajająco….
,,A to przepraszam, w takim razie to nieważne jest, do widzenia”, powiedziała i zakończyliśmy rozmowę.
Wygooglowałem jej numer telefonu… Sztuka Mięsa.

“O Baratario! O transmogryfikacjo, która holenderujesz natomiast! Czeluść otwarta! Słońce w znaku Wodnika! Zorobabel krąży na wysokościach!”
P.S. Na ścianie kawiarni było krócej – może do Wodnika…

Na wszelki wypadek dodam, że to cytat z Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego
Babcia i wnuczek czyli Noc cudów
Farsa w dwóch aktach z prologiem i intermedium