Wojenne rekreacje Mikołajka (2)

Tibor Jagielski

Jak to było z Ośrodkiem Internowania Klasy IV B Na Ulicy Topolowej.

Świetnieśmy się bawili. Nawet Alcest, straszny łakomczuch, dzielił się z nami kruchymi ciasteczkami swojej mamy, mówiąc, że jak jesteśmy internowani to wszystko jest teraz wspólne i dodał, że szwedzką czekoladę z orzechami, którą schował w kieszeni skafandra Maskencjusz też ma na myśli.

Siedzieliśmy więc w zrobionym przez dziewczyny igloo, a raczej w Ośrodku Internowania Klasy IV B Na Ulicy Topolowej i było bardzo fajnie. Dziewczyny uwijały się jak w ukropie, podtrzymując nas na duchu: przynosiły nam komiksy z  kapitanem Klossem oraz gume do żucia i przemycały grypsy do Rufina, który jest chory na świnkę i dlatego nie mógł się z nami internować.

W grypsach pisaliśmy, że się trzymamy i nie damy, choćbyśmy mieli siedzieć tutaj do wakacji.

Rufin odpisywał, że całe podwórko patrzy na nas z podziwem i sam chętnie by się do nas dołączyl, ale mu mama nie pozwala wyjść na dwór.

Ale wszystko co dobre nie trwa dłużej niż pacierz, jak mawia mój dziadek po niedzielnym obiedzie, bo przyszedł dozorca Libuda (ten z ORMO) z panią Roztropkową (to ta, która zezuje na lewe oko i ma sztuczną szczękę) i zaczeli rozbijać łopatami nasz internat, wołajac, że to skandal i hanba, i żebyśmy sie cieszyli, że nie wezwali milicji, a to ze względu na transparent “ZIMA WASZA – WIOSNA NASZA”, zawieszony na igloo.

Euzebiusz, który ma z nas największe doświadczenie, bo jego tata strajkowal w Fabryce Urządzeń Niesamowicie Ważnych, powiedział, żebyśmy stawiali bierny opór i abym natychmiast schował korkowiec, który wyciągnałem z plecaka. Trudno.

Wobec tego chwyciliśmy się za ręce i zaczeliśmy śpiewać słynną piosenkę opozycyjną “Bo w partyzantce nie jest źle”.

Dozorca Libuda zrobił się czerwony jak flaga naszego bratniego kraju i zaczął wrzeszczeć, że nam nogi z pup powyrywa. Natomiast pani Roztropkowa, która tym razem zapomniała sztucznej szczęki, sepleniła, że zawoła zaraz dzielnicowego (tego, który przychodzi do niej wieczorami z kwiatami, a czasami nawet i z bombonierką, budząc tym zawiść Alcesta).

Wobec tak jawnej przemocy, oświadczył Euzebiusz, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko z podniesionym czołem opuscić nasz ośrodek internowania IV B, co też natychmiast uczyniliśmy, tym bardziej, że i tak niewiele z niego pozostało – parę rozwalonych brył śniegu.

Ruszyliśmy więc do odwrotu ze zrobionym przez dziewczyny transparentem (“ZIMA WASZA – WIOSNA NASZA”) i nieśliśmy też Maskencjusza, który twierdził, że jest ranny, bo trafił go odłamek lodu. Całe szczęście jego mamy nie było w domu, ponieważ stała w kolejce do rzeźnika.

Alcest powiedział, że na ciężkie obrażenia najlepsze jest kakao z miodem i ruszył natychmiast do kuchni. Usiedliśmy wokół łóżka, do którego położyliśmy Maskencjusza i byliśmy w bardzo ponurych nastrojach .

Prawdopodobnie zaczelibyśmy nawet płakać, gdyby nie Euzebiusz, który powoli wyrasta na prawdziwego przywódcę, chociaż nie posiada jeszcze wąsa. Nawet jednego włoska!

Walka trwa nadal, stwierdził, i weźmy sie w garść, bo o przyszłości należy myśleć organicznie. Co to znaczy organicznie? Zapytaliśmy się chórem.

Euzebisz podniosł palec do góry (tak jak Rosół, dyrektor naszej szkoły, kiedy ma coś ważnego do powiedzenia) i wyjaśnił, że organicznie oznacza myśleć nie tylko o rzeczach wielkich, ale i małych, na przykład o naszym odwołanym przez wybuch wojny meczu hokejowym z piątą C.

Fakt, przyznałem mu rację, zwłaszcza, że po Rufinie, który jest chory na świnkę, wypada nam z drużyny ranny Maskencjusz. Ledwo skończyłem mówić, Maskencjusz zerwał się z łóżka, wołając, że czuje się już znakomicie i nie potrzebuje nawet kakao z miodem.

Alcest wracając z kuchni rzekł, że spodziewał się takiego obrotu sprawy, więc wypił kakao sam, bo po dzisiejszych przeżyciach czuł się jakoś nieszczególnie.

Zaczęło się ściemniać, więc podjeliśmy jednomyślną uchwałę o rozejściu się do domów na kolację.

Wojenne rekreacje Mikołajka

Tibor Jagielski (René Niegościnny)

Odcinek 1: Jak wybuchła wojna.

Bardzośmy się wszyscy cieszyli, bo nareszcie spadł śnieg, a i mróz trzymał tak, że woźny przyrzekł zrobić ślizgawkę. Maskencjusz, który ma bogatego tatę, zaczął już paradować. W żółtym kasku z napisem SVERIGE i bardzo byliśmy wszyscy zazdrośni, kiedy chwalił się, że ma w domu, najprawdziwszy i zagraniczny kij hokejowy, a jemu można wierzyć.

Alcest oświadczył, że w tym roku stać na bramce nie będzie. Choćbyśmy mu przyrzekli wszystkie czekoladki świata. Na dodatek Rufin, nasz najlepszy napastnik był chory na świnkę. Kłopotów co niemiara. Kiedy wróciłem do domu, mama zapytała, czy wytarłem nogi. I co w szkole, odparłem, że wszystko w porządku, bo nie chciałem jej martwic widmem Maskencjusza w żółtym kasku z napisem SVERIGE, mającego dwie lewe nogi. I grającego na prawym skrzydle. Dorośli też mają swoje kłopoty.

Mama powiedziała, że zaraz siadamy do obiadu, gdyż tata wróci późno, bo po pracy ma jeszcze zebranie „Solidarności”. Oboje wiedzieliśmy, że to zły znak. Nastąpią niechybne przepytywania z biologii albo z matmy i narzekania, że zupa znowu przesolona. Tak było już od jesieni, bo przedtem tata wracał z zebrań wesoły jak skowronek, nawet z kwiatami dla mamy i gumą do żucia dla mnie. A czasami zabierał nas nawet na wieczorny spacer nad rzekę.

Potem zadzwonił Alcest i powiedział, że w ostateczności zgadza się na kilogram mieszanki wedlowskiej, a jak nie, to będziemy musieli postawić na bramce którąś z dziewczyn. Bardzo się zdenerwowałem.

Tato wrócił rzeczywiście bardzo późno i zamknął się z mamą w kuchni, a ja siedziałem przed telewizorem, bardzo zdziwiony tym, że nie wysłano mnie spać. W telewizji leciał właśnie jeden z filmów bułgarskich, które, nie wiem dlaczego, tak nie podobają się dorosłym. Uśmiałem się, bo jeden aktor, biorąc jakąś panią za rękę, robił takie miny jak Zenobiusz wywołany do tablicy. Niestety zabawa nie trwała długo, bo rodzice zgasili „to straszne pudło“ i kazali mi iść do łazienki.

Leżąc już w łóżku usłyszałem jeszcze słowa taty, że „jak ci w Gdańsku dzisiaj czegoś stanowczego nie uradzą, to…“

Zasnąłem. W środku nocy obudziło nas wszystkich natarczywe pukanie do drzwi. Tato narzucił szlafrok, wcisnął między zęby wygasłą fajkę i udał się do przedpokoju. Zapytał głośno – Kto tam? – Swój – usłyszeliśmy cichą odpowiedź. – Jaki swój?! – sapnął zirytowany tato, otwierając w międzyczasie drzwi. Do środka wtoczyła się ośnieżona, futrzana kula, która po pewnym czasie okazała się być Panem Ignacym, mieszkającym parę ulic dalej znajomym taty. – Aresztują – powiedział pan Ignacy, zrzucając futro. – Co?! Jak?! – krzyknęli chórem moi rodzice. – Ciii…cho – przyłożył palec do ust pan Ignacy – Aresztują, zamykają, wszystkich wyciąga z domów ubecja, istna noc świętego Bartłomieja, Sodoma i Gomora! Uciekłem ledwo co…- wskazał na swoje stojące na klatce schodowej zaśnieżone traktory. Ojciec zatrzasnął drzwi, a matka poszła do kuchni robić herbatę. Na kanapie  w pokoju gościnnym rozsiadł się, ubrany w strój harcerski i z finką u boku, pan Ignacy i zaczął opowiadać, że jego znajomych zaaresztowano przed godziną, a on sam, powiadomiony przez życzliwych, w ostatniej chwili rzucił się do ucieczki.

– Hmm… – mruknął tato, nalewając do kieliszka, który postawił przed uciekinierem na stole, wiśniową nalewkę, zrobioną przez babcię i, chociaż milczał, to ja dobrze wiedziałem, co ma na myśli – że choćby zamknęli pół miasta, to i tak między zatrzymanymi nie znalazłby się pan Ignacy.

Mama przyniosła herbatę i powiedziała, że telefon nie działa. Wobec tego wlaczylismy radio, ale leciała na wszystkich programach tylko muzyka. Na okrągło same marsze i marsze, aż tata stwierdził, że mu kiszki grać zaczynają. Po pewnym czasie usłyszeliśmy głos spikera, który powiedział, że jest wojna i że niczego nie wolno teraz  robić. Nawet chyba grać w hokeja.

Chciałem zapytać rodziców, ale mieli takie zmartwione miny, iż postanowiłem się nie odzywać. Pan Ignacy wypił herbatę z nalewką i powiedział, że czas mu w dalszą drogę, bo tu zaczyna się robić niebezpiecznie.
– Gdzie? Tutaj?! – spytała odrobinę nieprzytomnie mama.
– No u was – ruszył po swoje futro pan Ignacy – jestem tu  prawie godzinę i prawdopodobnie zdążyli już zrobić na mnie namiar i mogą się pojawić lada chwila.
– Tak, tak – przytaknął skwapliwie tato i z oddechem ulgi wypuscił go za drzwi.
– Co teraz będzie? – zapytała mama, gdy zostaliśmy sami. Tato wzruszył bezradnie ramionami.
Ja też mógłbym zadać to samo pytanie, w związku z naszym poniedziałkowym meczem z piątą C.

9-euroticket

Tibor Jagielski

9-euroticket

am abend
schnitten sie die holunderfrüchte ab
(den eimer haben sie mitgebracht)

die alte amsel
flog hoch
und fiel sichtlich überrascht
herunter

sie begriff ( oder auch nicht)
das die früchte
oder ihre welt
nicht mehr existierten

- wir machen einen saft oder ein gelle draus -
sagten  die zwei hocherfreuten 9 - euroticket geniesser

die  amsel kletterte noch auf den kahlen busch
und erstarrte
für immer *)

-----------------------------------------------------

*) am nächsten morgen begrub ich sie
unter den wurzeln
eines baumes

tibor,
sommer 2022

THE VISITORS OR GOD CREATED HUMAN

nach 3 jahren in takoma park
kommt sie mit zwei kindern zum besuch
nach old europe
(deutschland, schweiz, italien, frankreich)

frisch gepierct
(was für ein schnäppchen!)
aber noch nicht tatowiert
setzen sie sich in der
eher sparsam von mir angerichteten
tafelrunde

zu guter letzt
verwickelt sie mich in das gespräch
(beim abräumen des geschirrs
- ich habe auch essen gekocht und serviert)
in ein vortrag über ganz neue 6 geschlechter - religion
(na immerhin besser als eine diskussion über die alten haubitzen)
und bindet mir doch noch einen bären an die nase
(die erschrockenen kinder erfrieren fast von angst
 weil mir  tatsächlich die tatzen wachsen - ja!)

- zwei geschlechter? das ist doch wie in rußland! -

doch ich fühle mich
wie ein alter, morscher knochen
den man/frau/divers
in die ecke geworfen hat

eine abgenagte
durch die zähne des saturnus
evas rippe


https://commons.wikimedia.org/wiki/William_Blake?uselang=de#/media/File:William_Blake-Europe_Supported_By_Africa_and_America_1796.png

tibor, sommer 2020

Poziomki

Rekapitulacja

Ela Kargol sfotografowała poziomki. Zrobiło to na Czytelnikach takie wrażenie, że postanowiłam “pójść za ciosem”.


Tam, gdzie rosną poziomki, Ingmar Bergman, 1957

Profesor Isak Borg udaje się do Lundu, by wziąć udział w obchodach własnego jubileuszu naukowego. Mężczyzna rozmyśla o swoim życiu.

Myśl powędrowała ku Scenariuszom Bergmana. Książka otworzyła się sama na fragmencie z Tam, gdzie rosną poziomki

ISAK: Stara poziomkowa polana...
[...] Chyba wtedy [...] usłyszałem dźwięk fortepianu. Zdziwiony odwróciłem głowę i spojrzałem na stojący na wzgórzu dom. Uległ on osobliwej przemianie. Fasada, przed chwilą martwa i ślepa, ożyła nagle, a słońce odbijało się w otwartych oknach. Białe firanki powiewały na ciepłym letnim wietrze. Barwne zasłony zwisały do połowy. Z komina wydobywał się dym. Stary letniskowy dom wrzał życiem. Wyraźnie słyszałem dźwięk fortepianu (było to chyba coś z Waldteufla, ale nie mogę przysiąc), przez okna natomiast dochodziły ludzkie głosy, śmiech, odgłos kroków, krzyki dzieci, skrzypienie pompy. Gdzieś na piętrze próbował ktoś śpiewać. Głos miał silny, w typie włoskiego tenora. Nikogo jednak nie było widać. Ta rzeczywista scena trwała jakiś czas – jak zjawa, która lada chwila może się rozwiać i przepaść w ciszy. I wtedy ją ujrzałem. Kiedy odwróciłem głowę, by wzrokiem objąć cały ten osobliwie odmieniony dom, zobaczyłem ją, jak klęczy w jasnożółtej sukience i zrywa poziomki... [Miejsce] wydało mi się znacznie mniejsze i nie zrobiło na mnie spodziewanego wrażenia. Jak przed laty rosło tu mnóstwo poziomek. Usiadłem pod starą, samotną jabłonią i począłem zbierać poziomki, jagoda po jagodzie. Czułem,
jak ogarnia mnie dziwne wzruszenie, jak poddaję się znużeniu i melancholii...

Fragment powieści Julity Bielak i Katarzyny Krenz, Księżyc myśliwych, 2015; cytat ze scenariuszy Bergmana za: . Bergman, Tam, gdzie rosną poziomki, tłum. K. Młynarz, [w:] tenże, Scenariusze, Warszawa 1987

Z brzytwą na poziomki, Klan

Piosenkę przypomniał Tibor Jagielski. Napisał:

a pamietasz klan “z brzytwą na poziomki”? niezły hit był, na “manhattanie” (w szczecinie, na czarno) kupowało się wtedy najnowsze przeboje krajowe i zagraniczne (plastikowe kartki – z reguły dwa utwory), a adapter miałem, to były czasy!

Z brzytwą na poziomki wybiegał co rano
Oczy miał błyszczące i włosy rozwiane
Biegł biegł w zielony las z brzytwą
Jak można poziomki ścinać wiosną brzytwą
Deptać małe kwiatki ważki straszyć szpilką
Biec biec w zielony las z brzytwą

My zielone fauny na fujarkach grajmy
My zielone fauny niszczyć mu nie dajmy
Obrońmy poziomki pachnące soczyste
Obrońmy poziomki zabierzmy mu brzytwę
Z brzytwą na poziomki na oślep przez łąkę
Biegł biegł zdyszany na oślep co tchu biegł biegł
W zielony las z brzytwą

My zielone fauny na fujarkach grajmy
My zielone fauny niszczyć mu nie dajmy
Obrońmy poziomki pachnące soczyste
Obrońmy poziomki zabierzmy mu brzytwę
Słodkim aromatem poziomki pachniały
Las go zaczarował że zrobił się mały

Biegł biegł wśród wysokich traw i zniknął
Gdzie on teraz błądzi mniejszy od poziomki
Wyśmieją go mrówki ważki i stokrotki
Pewnie poszedł tam wstąpił sam donikąd
My zielone fauny na fujarkach grajmy
My zielone fauny niszczyć mu nie dajmy
Obrońmy poziomki pachnące soczyste
Obrońmy poziomki zabierzmy mu brzytwę

Tekst: Marek Skolarski

Zawsze jeszcze pozostaje pytanie – truskawki, czy poziomki. W paru sytuacjach artyści twierdzą, że wiedzą. Ale czy na pewno? Poza tym jeszcze się do naszej wiedzy o tym, co wiemy, wtrącają tłumacze, a tłumaczenie z różnych języków słów poziomka i truskawka, jest, hmmm, no, mało wiarygodne:


Wg artystów i tłumaczy wszystkie te ilustracje przedstawiają truskawki, ale przecież oczywiste jest, że są to poziomki.

Piątek, Freitag, Friday, 13.05.2022

Tibor Jagielski


Alma robi wycieczkę / Alma macht Ausflug

Alma robi wycieczkę z Hannelore i Tiborem.
Jadą razem czerwonym samochodem przez ciche wioski i zielone lasy nad jezioro.
Alma ma koszyk na grzyby.

– Może znajdziemy parę prawdziwków – mówi Tibor.
– Jesteśmy na miejscu – mówi Hannelore – proszę wysiadać!
– Ale tu pięknie, patrzcie tam płynie prom! – woła Alma.

Alma, Hannelore i Tibor idą przez las w stronę jeziora.

– Grzybów nie ma – mówi Tibor – jest za gorąco i za sucho.
– Idziemy popływać w jeziorze? – pyta Hannelore.
– Tak! – mówią razem Alma und Tibor.

A potem, siedząc na kocu przypatrują się ważkom i wodnym ptakom.
To była naprawdę piękna wycieczka. 

 ………………………………………………………………………………………………………….

wycieczka – ausflug
jadą razem – fahren zusammen
czerwony – rot
samochód – auto
cichy – still
wioska – dorf
zielony – grün
las – wald
jezioro – see
koszyk – korb
grzyby – pilze
prawdziwek – steinpilz
prosze wysiadać! – bitte austeigen!
woła – schreit
prom – fähre
idą (razem) – gehen (zusammen)
jest za gorąco i za sucho – es ist zu heiss und zu trocken
pływać – schwimmen
razem – zusammen
koc – decke
ważka – libelle
wodne ptaki – wasservögel
naprawdę – wahrlich

t.j. 13. 08. 2013

Lucy Wielka Mistrzyni 8

Tibor Jagielski

Lucy i naczynie świata

– Istnieją tacy – powiedziała wielka mistrzyni do swoich uczennic i uczniów,
zgromadzonych pewnego słonecznego, wiosennego, ale mroźnego poranka na polanie nieopodal strumienia – którzy chcą podbić świat i uczynić z niego, to co im sie marzy albo widzi.
Ale ten zamiar nigdy się nie spełni – kontynuowała Lucy – bo naczynie świata nie jest własnością człowieka tylko jego boskiej matki i próby zmiany tego stanu rzeczy są skazane na nieuchronną porażkę, której owocem jest tylko śmierć i zniszczenie.

Lucy i  Nicnierobienie

Pewnego, pełnego życia wiosennego dnia, siedziała wielka mistrzyni na progu swojej chatki
i obserwowała świat.
Dzieci bawiły się dookola, a ich rodzice  dyskutowali wydarzenia dnia, które poruszyly wioskę i jej okolice.
Pewien nauczyciel, który lubil się z nią przekomarzać, podszedł do niej i zapytał
– Dlaczego nic nie robisz, stara kobieto? Z powodu takiego pięknego dnia nie powinnaś się obijać i siedzieć bezczynnie na słońcu. Dlaczego nie wejdzisz do chatki, aby spisać twoje arcymądre spostrzeżenia?
– W moim stawie – odpowiedziała uśmiechając się Lucy – mieszka bardzo stary karp, który szuka pożywienia na dnie bajora, a robi to powoli i nieustannie, ale kiedy stadko moich kaczek przepływa nad nim i mąci piasek oraz wodę, to zatrzymuje się i czeka, aż staw znowu się oczyści.
– To raczej deszczowe dni – dorzuciła wielka mistrzyni – przynoszą mi ważne spostrzeżenia, a moim kaczkom tłuste robaki.

Wenus wschody i zachody

Tibor Jagielski

13 IV 2017

” IS kann nur militärisch bekämpft werden”
(martin kobler, ambasador niemiecki w egipcie 2003 -2006, iraku 2006 – 2007)

14 IV 2017

sie schreit und schlägt mit den händen auf den lenkrad
” ich lag dir zu den füßen!”
” und ich habe dich auf die beine wieder erhoben” – antworte ich ruhig und wasche die innenseite der vorderscheibe ab

17 IV 2017

von GROFAZ zum GROVAZ


21 IV 2017

nie ma innej rady – vis pacem para bellum;


28 IV 2017

rituelle waschungen – schafiten akzeptieran auch stehendes wasser;
hanafiten – nur fließendes wasser ist akzeptabel;

dar  al – harb – haus des krieges

haduna – waffenstillstand

schahid – märtyrer


5 V 2017

er ruft und lacht: ” du surensohn!”

14 V 2017
 
718 n,e. – pierwszy meczet w konstantynopolu (dla niewolników i handlarzy);

torschi

je 4 auberinen, karotten, gurken
8 knoblauchzehen
halbes kopf weißkohl
1 pfund perlzwiebeln

– kleinschneiden

je 2 esslöffel salz und zucker
je 1  teelöffel paprika (scharf), kurkuma, kreuzkümmel, kardamon

– dazugeben

je 1 bund petersilie,bohnenkraut, basilikum, minze, koriander

–  kleinschneiden und dazugeben

 mit einem liter essig und notwendigen menge gekochtes wasser gut bedecken
und mit einem stein  zugedrückt
4 wochen stehen lassen

– fertig;


15 V

Jetzt sind LAF (Landesamt für Flüchtlingsangelegenheiten) und LAGeSo (Landesamt für Gesundheit und Soziales)
unter einem Dach und diese Herberge heisst  ICC – der größte Flüchtligslager Deutschlands.

Und so ist die Situation wieder ernst – aber nicht ernsthaft genug.

17 IV

die schlange scheint endlos zu sein;
– was machen die da, unter dem dach? – fragt mich der rabbiner 
und schaut ensetzt auf den pulk der asylbewerber,
die sich, den schatten suchend in eine dicke menschentraube verwandelt hat.
– na, die sonne- antworte ich – sonst fangen sie umzufallen, die frauen sind gut geschuetzt, tragen kopftuecher,
aber die meisten, vorwiegend jungen maenner tragen ja keine kopfbedeckung.

21 IV

ich versuche mein altes gedicht ins deutsche zu übersetzen, aber die musen stehen mir nicht bei:

Stepowa wiosna

Wiatr strząsa śnieg z gałęzi sosen,
A słońce muska wygłodzoną twarz.
Wreszcie powraca jedna z moich wiosen
I kropelkami spada z sopli czas.

Gdybym zaklinał, jedno okamgnienie,
Klucz dzikich gęsi prący w nieba błękit,
To wiem, że tylko jest marzeniem,
Iż pozostanie i nie odejdzie więcej.

Krym, IV 1992

(c.d.n.)











Rasputin, Putin i rasputica

Dziękuję Tiborowi Jagielskiemu za poinformowanie mnie, co to jest rasputica.

3 marca napisał: to nie koktajle molotowa tylko “rasputica” powstrzymuje kolumny putinowskich pojazdów pancernych

Na moje pytanie: Co to jest rasputica?

odpowiedział 4 marca: okres roztopów wiosennych, które nastąpiły w tym roku wcześniej niż zwykle;

a 6 marca dodał: niestety przerwa w rasputicy, idzie zimny wyż znad uralu i pojazdy pancerne będą mogły lepiej wejść do akcji.

Wikipedia załączyła ilustracje:

Aleksiej Sawrasow, Roztopy (1894)

Rasputica (z ros. распу́тица, ukr. бездоріжжя ’bezdroża’) – okres w roku, podczas którego drogi gruntowe w Rosji, na Białorusi i na Ukrainie stają się nieprzejezdne lub bardzo trudno przejezdne.

Rasputica jest spowodowana intensywnymi opadami deszczu lub wiosennymi roztopami. Wyróżnia się jej dwa rodzaje: jesienną i wiosenną. „Rasputica jesienna spowodowana jest intensywnymi opadami deszczu i kończy się z pierwszymi mrozami, kiedy wilgotna ziemia zamarza do głębokości jednego metra. Podczas roztopów następuje rasputica wiosenna, groźniejsza z powodu wody uwięzionej w glebie w postaci lodu”. Jesienią rozpoczyna się ona zazwyczaj w połowie października i trwa do końca pierwszej połowy listopada.

Rasputica od wieków znacząco wpływa na szybkość poruszania się oddziałów wojskowych. Odegrała ona kluczową rolę w pokonaniu inwazji mongolskiej, zatrzymała wyprawę Napoleona Bonaparte na Moskwę – szczególnie jesienna, która w znacznym stopniu spowolniła odwrót Wielkiej Armii, wpłynęła na postępy Niemiec podczas II wojny światowej – zahamowała posuwanie się Wehrmachtu i zablokowała niemieckie szlaki logistyczne.

Wehrmacht nie był przygotowany na takie warunki pogodowe, niemieckie czołgi i ciężarówki grzęzły w błocie, podczas gdy pojazdy sowieckie były dostosowane świetnie dostosowane – czołgi posiadały szerokie gąsienice.

Wozy konne Wehrmachtu

***

Putin, Rasputin, rasputica – wszystkie trzy wyrazy mają ten sam rdzeń: put’ – droga. Nigdy o tym przedtem nie pomyślałam, że Putin i Rasputin w jednym stoją domu. Albo raczej – jedną idą drogą.

O ile rasputica nie pojawia się w googlu razem z oboma samozwańczymi okrutnymi carami Rosji, o tyle tych dwóch, bez zwracania jednak uwagi na podobieństwo nazwisk, dziennikarze czasem łączą ze sobą. Podobno zresztą Rasputin to nie tyle rasputnik, człowiek na bezdrożu, ile rozpustnik, być może w znaczeniu “ten, który zszedł z (dobrej) drogi”.

Amerykanin, Douglas Smith, autor książki o Rasputinie, twierdzi, że Rasputin, Stalin i Putin reprezentują tę samą linię w historii Rosjii – samotnego, nawiedzonego dyktatora.

Autor sugeruje nawet, że kult, jaki młodzi ludzie w Rosji mają dla Nawalnego, jest niebezpieczny, bo ustawia przywódcę w długim szeregu samotnych charyzmatycznych zbawców narodu. Tych, którzy obiecują przywrócić Rosji dumę, godność i wielkość. Poprowadzić ją na dobrą drogę.

Dzień kobiet 2022 – Lucy i Erna

Tibor Jagielski

Lucy i dolina
–  Duch doliny jest nieśmiertelny – powiedziała Lucy do swoich uczennic i uczniów zgromadzonych pewnego słonecznego poranka na dziedzińcu jej chatki – a jej imię brzmi kobiecość.
– Podczas gdy góry wspinaja się nieustannie – kontynuowała  wielka mistrzyni – tak, aby ostatecznie runąć,
 to dolina trwa wiecznie i jest kolebką nieba i ziemi.
– Korzystajcie z niej – uśmiechnęła się Lucy – jak moje kaczki ze stawu, a będzie ona zawsze waszą najlepszą służebnicą.

Lucy i strumień
– Nie istnieje nic bardziej miękkiego niż woda – powiedziała Lucy pewnego dnia do zgromadzonych  uczennic i uczniów – lecz nic nie jest w stanie dorównać jej w pokonywaniu twardości, i wskazała na przebiegający nieopodal strumień.
– Tak jak gibkość pokonuje sztywność, tak słabość góruje nad siłą,
 a niosąc grzechy tego świata, przejmuje nad nim władzę.

Erna i polowanie

erna (2001 – 2022)
skoczyła do krainy wiecznych łowów
cześć jej pamięci!
tibor

R.i.P., Erna

***
Od Adminki: chciałabym tu przypomnieć piękny wpis sprzed kilku lat, poświęcony mojej kotce, Schyzi, która też odeszła, dożywszy jak Erna pięknego kociego wieku 21 lat: https://ewamaria.blog/2016/02/25/schyzia/