Tabor, czyli Don Kichot i woda (4)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Don Kichot i woda, ilustracja: NanoBanana2 & Ewa

BOJERY

Zimą pojechałem do Wisły Wielkiej na kurs żeglarstwa lodowego. Na bojery. Rozpoczęcie kursu od apelu pod masztem. Kapitan Lipiński w pewnym momencie prosi dziewczyny, by podeszły do masztu i poskrobały jego piętę. Najlepszym sposobem na zapewnienie wiatru są dziewice skrobiące piętę masztu.
– No to zobaczymy, jakie z nich dziewice, rzuca jeden głupek.
Dziewczyny zażenowana podchodzą i skrobią. Wiatru nie ma przez cały tydzień. To musiały być pierwszorzędne dziewice, że wstrzymały wiatr na cały tydzień. Wszystko przez tego głupka. Gdzieś wyczytałem, że marynarze żaglowców, jak wracali z Indii albo Australii i utykali bez wiatru w końskich szerokościach, to cichym gwizdaniem sprowadzali wiatr.
Latamy wg harmonogramu. BOJERY stoją, bo nie ma wiatru. Pytam, czy mogę spróbować. Przepycham bojer dalej i zaczynam cicho gwizdać. Czuję lekki powiew, rozpędzam bojer, wskakuję i lecę.
Jak wracam, zabierają mi bojer, ale wiatr zdycha. Sytuacja powtarza się kilka razy. Po trzech dniach patrzę, a nie ma mnie na rozkładzie latania. Pytam Jurka Zwiera, czemu mnie nie ujął.
– A bo ty to i tak latasz, kiedy chcesz.
Chyba sprawa się rozniosła, bo latem był kolejny kurs sterników jachtowych. W dniu egzaminów nie ma wiatru. Paweł Krawczyk mówi do mnie
– Marek zrób coś, by choć trochę powiało.
Zabieram załogę na szalupę, wypływamy z portu i zaczynamy cicho gwizdać. Przychodzi wiatr i jest tak silny, że o mało co egzaminy by odwołali z powodu zbyt silnego wiatru.

Podpis stworzony przez Adminkę: Tabor i jedna z jego samodzielnie budowanych łódek,
będących jednocześnie wózkami

KICZ I AWANGARDA

Antila 26 kabinowy jacht turystyczny. Dakronowe żagle obsługiwane z kokpitu, rolfok, kabestany i knagi zaciskowe i oczywiście silnik przyczepny Yamaha, wszystko by załodze było lżej. W kabinie wygodne koje, toaleta, kuchenka gazowa,  bieżąca woda. Przygotowuję jacht do wyjścia z portu. Na pokład udaje mi się wyciągnąć dwie osoby. Sandrę, będzie obsługiwała ster, i Piotra do obsługi miecza. Reszta załogi nie chce wyjść na pokład. Jeden mówi, że się boi, dziewczyny robią makijaż. Codziennie zajmuje im  to dobre dwie godziny. Przez cały tydzień pływania tak będzie, raz po raz tylko będą wyglądały na świat przez luk przedni. Pobyt w kabinie urozmaicają sobie słuchając jakichś bluzgów. Pływamy od 10 do 14. Po obiedzie idą na socjoterapię, po której będą słuchali jeszcze większych bluzgów. Jest to obóz socjoterapeutyczny pod żaglami, organizowany przez jakąś fundację. Uczestnicy uważają, że zabrano im tydzień wakacji. Jak do tego doszło? Wróćmy do Wisły Wielkiej. Rozpad Wisły Wielkiej zaczął się, gdy pojawiły się “Bóg Honor i Ojczyzna”. Nie mam nic przeciwko Bogu i ojczyźnie, dopóki trzymamy do tego dystans. Paweł Krawczyk miał dystans, Wojciech Czech pilot Chorągwi i późniejszy wojewoda katowicki „z ramienia”, nie miał. “Bóg Honor i Ojczyzna” zasługują na lepszy sprzęt. Najpierw pojawiły się nowe Omegi, prosto ze stoczni. Jeszcze drewniane, ale elegancko wylakierowane  Śnieżnobiałe żagle. Parę razy na nich pływałem, ale źle się czułem. Nie było nic do naprawy, a wiele do zepsucia. Potem przyszła nowa Dezeta “prosto spod igły”. Jako jeden z pierwszych, a może pierwszy, postawiłem na niej żagle. Leszek Szulc zabrał mnie na pierwszy rejs tej De-zety. Nie było wiatru. Wyszliśmy na wiosłach. Zaproponowałem postawienie żagli. Stwierdził, że nie ma sensu. Sam je postawiłem, a on zajęty był rozmową z załogą. Lubię żeglować przy bardzo słabych, sporadycznych podmuchach wiatru. Wymagają koncentracji i kunsztu. W końcu sam wszystko obsługując, wchodzę do portu i lecę prosto na blaszaną  bojkę, wiatr jest za słaby, bym zdołał wykręcić. Za chwilę bojka zrobi długą rysę na nieskazitelnie białym kadłubie. Na brzegu stoi Wojtek Czech. Widzi, co się święci, już ręce założył pod boki. Wtedy błykawicznie zrzucam bezana i stawiam go po przeciwnej stronie. To był jedyny sposób. Wojtek odwraca się na pięcie i wychodzi z portu. Nigdy więcej nie wróciłem do HOW w Wiśle Wielkiej.
Czemu Paweł Krawczyk nie miał w sobie lęku, a Wojtek Czech tyle agresji?


PS. za wikipedią:


Wojciech Czech podjął szeroko zakrojone pozakonstytucyjne działania organizacyjne i promocyjne na rzecz utworzenia dużego terytorialnie i silnego gospodarczo euroregionu, tzw. Wielkiego Górnego Śląska, otwartego na Europę, który miał objąć obszar dzisiejszych województw śląskiego, opolskiego, fragmenty województwa małopolskiego i kraju morawsko-śląskiego w Czechach, co nie znalazło zrozumienia ani poparcia u władz centralnych w Warszawie. W tym celu jako Wojewoda Katowicki zdążył powołać samodzielnie działające instytucje wojewódzkie i stowarzyszenia regionalne, mające na celu organizowanie, wspieranie i prowadzenie badań dokumentacyjnych i naukowych oraz ochronę i popularyzację dziejów i walorów dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego, a także międzypaństwową współpracę samorządów terytorialnych Górnego Śląska.

Leave a Reply