Książki, które ostatnio przeczytałam (1)

Ewa Maria Slaska

Bajka Przemka

Upały i operacja sprzyjały lenistwu, a zatem również czytaniu. Przeczytałam więc ostatnio trzy grube nowe polskie powieści, na co pewnie jesienią nie znalazłabym czasu tak od razu.

To powieści, co ciekawe, bo ostatnio oczywiście czyta się bardzo dużo nie-powieści. Dwie ze Szczecina, jedna z Gdańska, co też ciekawe, bo książki są z reguły z Warszawy lub co najwyżej z Krakowa. Znam też dwoje autorów, i to też jest ciekawe, bo choć znam wiele pisarzy i pisarek, to rzadko zdarzają się dwie “znajome książki na raz.

Continue reading “Książki, które ostatnio przeczytałam (1)” →

Byłam w Lublinie

Ela Kargol

Byłam w Lublinie

Uwaga: Poniższy tekst powstał częściowo podczas warsztatów kreatywnego pisania, które odbyły się w Lublinie w dniach 3–5 lipca 2026 roku, w ramach projektu „Historie, które chcą być opowiedziane…”, organizowanego przez SprachCafé Polnisch w Berlinie.

Przyjechałam pociągiem z Berlina, Stacja Lublin Główny. Przywitała mnie gwałtowna burza, błyskawice, zacinający deszcz i XIX‑wieczny budynek z dużo młodszym napisem DWORZEC. Naprzeciwko konstrukcja zupełnie inna. Nowoczesna. Bez nazwy, bez szyldu, jakby jeszcze nie zdecydowała, czym chce być. Z daleka przypominała palmiarnię bez palm, choć jej ażurowe, białe słupy miały w sobie coś z pni egzotycznych drzew. Więc zapytałam: „Dworzec autobusowy?”, „Tak”,odpowiedział pan ochroniarz. I myśląc, że szukam w plecaku papierosów, wskazał miejsce, gdzie można zapalić. A ja szukałam telefonu, żeby zrobić zdjęcie obu budynkom.

Continue reading “Byłam w Lublinie” →

Być może nowa książka 1

Ewa Maria Slaska

A być może tylko takie tylko poodrywane kawałki.

Wieczorem do cioci i wujka

Mój ojciec miał dwóch młodszych braci, Andrzeja, zwanego Jędrkiem, i Jacka. Jako bracia ojca byli niewątpliwie stryjami, jednak, aczkolwiek pamiętam z dzieciństwa słowo stryjek, być może z porzekadła „zamienił stryjek siekierkę na kijek”, w sytacjach rodzinnych słowo stryjek w ogóle się nie pojawiało. Nawet dziś, po tylu dziesięcioleciach, trudno mi myśleć o wujkach jako stryjkach. Pozostaję więc przy słowie wujek. Wujek Jacek i wujek Jędrek.

Continue reading “Być może nowa książka 1” →

Byliśmy w Wiedniu

Właściwie to miał być dzisiaj jeszcze jeden list z Wiednia, ale w tym celu poczta miała również dostarczyć kartkę. I nie dostarczyła. Wiadomo. Poczta nie dostarcza, kolej nie przyjeżdża, firma remontująca nie remontuje… W każdym razie zamiast tego dziś tylko zdjęcia, ale skoro tylko zdjęcia, to my też byliśmy w Wiedniu, dlatego rodzaj męskoosobowy, a nie tylko żeński.

Wasza Adminka

Continue reading “Byliśmy w Wiedniu” →

Byłam w Poznaniu

Ela Kargol

Między domem Greisera a cmentarzem żydowskim

Byłam w Poznaniu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Urodziłam się w tym mieście, tam dorastałam, tam przeżyłam swoje najpiękniejsze, bo młode lata.

Na Junikowie w Poznaniu mam już miejsce w grobie rodzinnym, choć o tym, czy będzie to ostatecznie moje miejsce, zadecyduje i tak rodzina. Mnie natomiast w zaświaty jeszcze się nie spieszy.

Berlin, w którym mieszkam od wielu lat i znacznie dłużej, niż mieszkałam w Poznaniu – jest dziś moim miastem. Jestem tu trochę z przypadku a teraz już z przyzwyczajenia, ze względu na rodzinę, na skromną emeryturę, na zasiedzenie i kilka innych powodów, które pewnie też by się znalazły. Na pewno jednak nie ze względu na sentymenty, korzenie czy groby przodków, bo te są gdzie indziej.

Continue reading “Byłam w Poznaniu” →

Zehdenick, die Havelstadt

Monika Wrzosek-Müller

Zehdenick liegt auf dem Weg von Berlin nach Warthe; über das Dorf habe ich hier im Blog immer wieder geschrieben. Zehdenick ist ein kleines Städtchen, viel kleiner als Templin und weniger lebhaft, weniger lebendig. Selten trifft man auf den Straßen die Einwohner. Ich erinnere mich, wie wir vor Jahren noch ein Café auf dem Marktplatz gesucht haben, vergeblich. Jetzt lese ich, dass es sich um das am weitesten ausgedehnte Städtchen in der Region handelt, denn es umfasst auch die umliegenden Dörfer,-Ortsteile in großer Zahl: Badingen mit einer Schlossruine, Bergsdorf, Burgwall, Kappe, Klein-Mutz mit einem Bismarckturm, Krewlin mit einer schönen Fachwerkkirche von 1690 (echt alt), Mildenberg mit dem Ziegeleipark, Ribbeck, Vogelsang – das wir immer auf dem Weg nach Warthe durchqueren – Wesendorf, Zabelsdorf. Es gibt insgesamt dreizehn Ortsteile. Das ist schon ein riesiges Gebiet, ich würde das Gebiet Zehdenicker Land nennen, so wie die Großgemeinde Boitzenburger Land, zu der auch Warthe gehört. Der Name Zehdenick hat mich neugierig gemacht, jetzt lese ich, dass es sich tatsächlich um ein slawisches Wort handelt; Cydzynek oder Sadniki hieß die Siedlung im Mittelalter; sie wurde bereits 1216 erwähnt. Ein Städtchen mit einer langen Geschichte also.

Continue reading “Zehdenick, die Havelstadt” →

Byłam w Gdańsku

Ela Kargol

Neptun mnie rozczarował. Zapamiętałam go jako znacznie większego. Oczywiście wtedy byłam dzieckiem, więc proporcje wyglądały inaczej. Dziś ginie trochę w cieniu wyższych kamienic, kościołów, ratusza i wszystkiego, co wokół się dzieje. A przecież to Neptun, król mórz, wiekowy strażnik Dworu Artusa, któremu udało się uniknąć przetopienia na armaty. A że król bywa nagi, stąd pewnie często ginął jego listek figowy, czyli płetwa konia morskiego, która listek udaje.



Do Gdańska pojechałam nieprzygotowana, nie odświeżając sobie wiedzy o mieście, nie pytając o nic adminki – Gdańszczanki, nie czytając przewodników. Chciałam, żeby miasto samo mnie prowadziło. Po części się udało, po części błądziłam.

Continue reading “Byłam w Gdańsku” →

MINSK, Kollektive Osmose von Oscar Murillo

Monika Wrzosek-Müller

Ein Besuch im Kunsthaus Potsdam

Leicht zu erreichen war Potsdam am Pfingstwochenende mit öffentlichen Verkehrsmitteln aus Charlottenburg nicht. Es gab wieder einmal „Busersatzverkehr“ bei der Ringbahn und beim ersten Mal sind wir in den Ersatzbus in die falsche Richtung eingestiegen. Es ist schon schwierig, mit den vielen ständigen Änderungen, Busersatzverkehren oder einfach ganz gestrichenen Verbindungen auf dem Laufen zu bleiben. Wie gesagt sind wir beim ersten Versuch sozusagen rückwärts anstatt vorwärts gefahren und konnten erst an einer weit entfernten Station aussteigen. Schade, dass beim Busersatzverkehr auch nicht vorgesehen ist, an den normalen Bushaltestellen zu halten; wir hätten es da viel näher gehabt. Doch am nächsten Tag ist uns das alles dann gelungen und wir sind mit einigen Wenigen nach oben zu dem Kunsthaus oberhalb der Schwimmhalle, die jetzt zum Eventbad „Blu“ ausgebaut wurde, auf dem Brauhausberg in Potsdam hochgestiegen.

Continue reading “MINSK, Kollektive Osmose von Oscar Murillo” →