Matejko, Malczewski, Weiss, Ruszczyc, Krzyżanowski, Stryjeńska, Wróblewski, Modzelewski

Ośmioro polskich malarzy w Starej Galerii Narodowej (Alte Nationalgalerie)

Gdy w marcu 2026 roku zgodnie z planem zamknięto na wystawie Berlin Global w HumboldtForum tzw. wolną przestrzeń poświęconą Polsce, Freiheit, Gleichheit, Solidarność, wystawę Ewy Marii Slaskiej, Anny Krenz i Ziemka Nowaka, szkoda nam było nie tylko naszego własnego miejsca w centrum miasta, było nam też smutno, że z reprezentacyjnej ulicy w centrum Berlina zniknął polski element. Dobrze więc, że w 35-lecie podpisania traktatu polsko-niemieckiego o przyjaźni i dobrym sąsiedztwie, Polska powróciła do centrum miasta. Stara Galeria Narodowa postanowiła prezentować muzea z różnych stolic świata, a zaczęła 18 czerwca prezentacją ośmiorga polskich malarzy ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

Mam mieszane uczucia:

Continue reading “Matejko, Malczewski, Weiss, Ruszczyc, Krzyżanowski, Stryjeńska, Wróblewski, Modzelewski”

I Was Swimming Naked in the Persian Gulf

Ewa Maria Slaska

I Was Swimming Naked in the Persian Gulf / Pływałam nago w Zatoce Perskiej

Sepidar Niroomand to artystka, jak sama to określiła, wizualna. Pochodzi z Teheranu / Iran/, od roku 2022 mieszka w Berlinie. Zaczęła studia inżynierii elektronicznej, które ukończyła licencjatem w roku 2008. Potem jednak zmieniła swoje życie i rozpoczęła intensywne studia sztuki. Dyplom z rzeźby i projektowania uzyskała w roku 2017 na Uniwersytecie w Teheranie. Uprawia malarstwo, rzeźbę, instalację, rysunek i grafikę. Po przyjeździe do Berlina podjęła studia na Weißensee Academy of Art, które ukończyła dyplomem z rzeźby w roku 2025. Wciąż jeszcze się tam uczy, tym razem jako uczennica swojej mistrzyni. Wykonuje rzeźby, obrazy, instalacje, rysunki i druki, badając pamięć, uczucia, sny, miłość, zbiorową żałobę i kulturę oporu, poprzez praktyki oparte na ciele i materialności.

Continue reading “I Was Swimming Naked in the Persian Gulf”

Ruiny i truchła

Ewa Maria Slaska

W najbliższy weekend, 12 – 14 czerwca, cztery muzea berlińskie zapraszają za darmo. Do obejrzenia zbiorów i do udziału w najprzeróżniejszych eventach, takich jak tańce na świeżym powietrzu albo warsztaty tanga. Są to:
Muzeum Medycyny Charité
Hamburger Bahnhof (Muzeum Sztuki Nowoczesnej)
Museum für Naturkunde (Muzeum Historii Naturalnej)
Futurium.
Trzy z tych muzeów oferują wgląd w ruiny i truchła, czyli elementy morbidalne. Najbardziej morbidalnym miastem w Europie jest na pewno Wiedeń, ale Berlinowi doprawdy niewiele brakuje.

Museum Medycyny Charité

Matylda Wikland i ja w zrujnowanej sali wykładowej w Muzeum Medycyny w klinice uniwersyteckiej Charité w Berlinie (selfie)

Muezum jest świetne. Jedna z najlepszych rzeczy, jaką tam wystawiają, to ogromna tablica pełna kamieni nerkowych. Dwa lata temu urodziłam w bólach malusieńki kamień nerkowy, a w Charité jest taka kolekcja, że w życiu by człowiek nie pomyślał, że można sobie z takim kamieniem w ogóle poradzić. One są ogromne! I jakie kolorowe! Trzeba siły woli, żeby zapomnieć o tym, że kolorowe kamyki są wesołe i w każdym z tych obiektów zobaczyć ogrom ludzkiego cierpienia.

26 marca 1660 roku angielski pamiętnikarz Samuel Pepys zapisał w swym Dzienniku: Tego dnia minęło dwa lata, jak z przyczyny kamienia (nerkowego) byłem krajany u pani Turner w Salisbury Court; i postanowiłem, póki żyję, świętować ten dzień… W rok później: To dziś mój wielki dzień, w którym trzy lata temu krajali mnie na kamień i chwała Bogu, jak dotąd, wolny jestem od tej choroby… I tak co roku. Bo też i jest co wspominać i za co dziękować Bogu, bo kamień okrutnie boli.

https://bmm-charite.de

Do muzeum należy też Tieranatomisches Theater (Amfiteatr Anatomiczny) i tu jest zawsze wstęp wolny.

https://www.tieranatomisches-theater.de

Continue reading “Ruiny i truchła”

Słonie (cierpienie zwierząt)

Ewa Maria Slaska

Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno ze 30 lat temu pojechałam z moim kilkunastoletnim (a może 20-letnim) synem do Nepalu i Indii. Byliśmy też na Wyspach Andamańskich na Oceanie Indyjskim. W Nepalu bardzo mi się podobało, podobały mi się wspaniałe góry, godni ludzie i cudowne niebo gwiaździste nade mną. Również Wyspy były wspaniałe – piękne plaże, uprzejmi ludzie, smaczne jedzenie, cisza, spokój. Ale Indie to było paskudne doświadczenie, może najpaskudniejsze w życiu. Byliśmy latem, czyli w porze monsunów. Było potwornie gorąco. Jasne, powiecie, że przecież wiedziałam, dokąd jadę, ale nigdy przedtem nie byłam latem w tropikach i tak naprawdę, nie wiedziałam, dokąd jadę i jak tam będzie. Sztuka i architektura mnie nie zachwyciły, jedzenie było za ostre, wszędzie było przeraźliwie brudno, a ludzie byli potwornie nachalni i zarazem uniżeni w stosunku do białych turystów, a w stosunku do rodaków zachłanni, agresywni i egoistyczni. Miałam wrażenie, że źle traktują każdego, kto stał niżej niż oni, mimo że ci, z którymi my, turyści mieliśmy do czynienia, z reguły sami wcale nie stali jakoś specjalnie wysoko. Przypisywałam to systemowi kastowemu, który wprawdzie oficjalnie nie obowiązywał, ale w rzeczywistości był mocno odczuwalny. Widziałam w tym też przejaw wiary w karmiczne przeznaczenie. To, co my, Europejczycy od ponad stu lat widzieliśmy w Indiach, to była wiara w czystą filozofię karmiczną. Czystą. Uprawiało ją zapewne w Indiach parę milionów osób, których jednak nie spotkałam. Reszta stosowała myśl o karmie pragmatycznie, jako “prawo alibo powód”, jak pisał Sienkiewicz w Krzyżakach, do gardzenia każdym, biednym, brudnym, słabym, chorym, nieszczęśliwym. No i oczywiście kobietą. Każdy był sam sobie winny – w poprzednim życiu musiał być złym człowiekiem, jeśli dziś żyje w nędzy. Nasz los to kara za dawne grzechy. Bez łaski i bez wybaczenia. Do dziś jak myślę o Indiach, to ciarki mnie przechodzą.

Wiem, zapewne jestem niesprawiedliwa.

Wiem, wszystko się mogło zmienić.

Wiem, na pewno są też Indie piękne i szlachetne.

Wiem… Ale ja pamiętam biednych ludzi, wycieczki białych turystów do slumsów, walenie po głowie konkurenta, który też chciał nosić nasze bagaże, ulice pełne wycieńczonych krów, słonie…

Słonie były chyba w Jaipur. Zabrany z Berlina przewodnik sugerował przejażdżkę na słoniach, znaleźliśmy więc miejsce, gdzie organizowano takie przejażdżki. Słoń był łagodny i strasznie brudny. Laskar usadził nas na jakichś brudnych kocach na grzbiecie zwierzęcia, sam usiadł mu na karku i ruszyliśmy. Mężczyzna nie stosował żadnej innej metody powodowania zwierzęciem, jak walenie go kijem i wrzask. Było to tak okropne, że zaczęłam wołać, iż ma się zatrzymać, bo chcę zsiąść. Laskar zresztą nie chciał się zatrzymać. Wykrzykiwał, że nie zwróci mi pieniędzy. Ale ja nie chciałam żadnych pieniędzy, chciałam tylko natychmiast zsiąść. Jak tylko słoń się zatrzymał, zsunęłam się z grzbietu zwierzęcia, nie czekając na pomoc laskara i nie zastanawiając się nad tym, co naprawdę robię i czym to grozi. Bo słoń to wysokie zwierzę, a nieumiejętne zejście mogło sprawić, że dostałabym mu się pod nogi. Mógł mnie pewnie zdeptać, ale w ogóle o tym nie myślałam. Po prostu natychmiast musiałam przerwać to straszne doświadczenie. Przy schodzeniu nadwyrężyłam sobie prawe ramię, które do dziś potrafi boleć, jak pada deszcz, albo jak się przemęczę. Taka pamiątka z Indii.

***

Teraz Instagram przysłał mi informację:

Indonezja zakazuje jazd na słoniu. Myślę, że musi to być trend, bo z kolei Portugalia organizuje przestrzeń, gdzie słonie uwolnione od przekleństwa służenia ludziom, będą mogły żyć i jak byczek Fernando “hasać całą bandą”.

Jak dobrze, że takie czasy nadeszły.

Dzisiaj czytam w Instytucie Polskim w Berlinie

Czytam, a właściwie niewiele czytam, ale za to dyskutuję o różnych snach, jakie mieliśmy my, pokolenie Solidarności kiedyś i może o tym, czy i jakie sny mamy teraz. To się okaże. Dyskutujemy po niemiecku, jeśli będą czytała, to raczej też po niemiecku, ale tak pomyślałam, że może zachęcę was do przyjścia, posłuchania i kupienia książki po polsku – bo ona się wprawdzie niedługo ukaże po niemiecku, ale przez siedem lat, od roku 2018 do roku 2025 pisałam ją po polsku i ukazała się też po polsku.

https://instytutpolski.pl/berlin/2026/05/12/die-vielen-traume-der-solidarnosc-generation

Continue reading “Dzisiaj czytam w Instytucie Polskim w Berlinie”

Die vielen Träume der Solidarność-Generation

https://instytutpolski.pl/berlin/2026/05/12/die-vielen-traume-der-solidarnosc-generation

4.06.2026  um 19:00 Uhr / Galerie des Polnischen Instituts Berlin

mit Florian Peters und Ewa-Maria Slaska
Moderation: Dorota Danielewicz

In deutscher Sprache

Eintritt frei

Continue reading “Die vielen Träume der Solidarność-Generation”

Królowa

Dziś nie ma listu z Kudammu, ale za to jest Królowa z parku 🙂

Ewa Maria Slaska

Pisałam tu o niej wielokrotnie, bo też zasłużyła na to, żeby o niej pisać. Luise, księżniczka meklemburska, która w Boże Narodzenie 1793 roku, w wieku 16 lat poślubiła księcia, następcę tronu, Fryderyka Wilhelma, przyszłego króla. Piękna, pogodna, odważna, przyjazna ludziom i przez nich kochana. Nowy rodzaj kobiety na sztywnym pruskim dworze. Królowa, matka dziewięciorga dzieci, w tym przyszłego króla Fryderyka Wilhelma IV, przyszłego cesarza Wilhelma I i przyszłej rosyjskiej carycy Aleksandry Fiodorowny, żony Mikołaja I, swego czasu stylizowana przez historyków wręcz na świecką, pruską madonnę. Gdy umarła, całe Niemcy pogrążyły się w żałobie. Dziś mówi się, że była taką XIX-wieczną księżniczką Dianą, królową serc.

Continue reading “Królowa”

Debata nt. pomnika Polaków c.d.

Ewa Maria Slaska

Dedykuję Krysi Koziewicz, która zawsze i niestrudzenie sadzi drzewa i proponuje nam wszystkim, byśmy też je sadzili

Zainicjowałam kilka dni temu debatę na temat pomnika tekstem Julii Szenwald. Dziś moja opinia, opis projektu, który chętnie przedłożyłabym władzm Berlina, poprosiłabym o dofinansowanie Lasu Pamięci Polaków. Nie od razu ogromnego, nie od razu Kraków zbudowano, takiego budowanego drobnymi krokami, metodą Miyawaki (https://www.citizens-forests.org/).

Continue reading “Debata nt. pomnika Polaków c.d.”