Franciszek. Kanadyjskie Kaszuby

W relacji moich rodzinnych chłopaków z Kanady uderzyła mnie opowieść o kanadyjskich Kaszubach. Kiedyś opowiadała mi o tym moja kuzynka Małgorzata, która od lat 80 mieszka w Kanadzie, kiedyś czytałam o Kaszubach u Joanny Chmielewskiej, ale przyznaję, że dopóki nie usłyszałam żywej opowieści nie obejrzałam zdjęć, kanadyjskie Kaszuby nie wzbudziły mojego głębszego zainteresowania. Ot, emigracyjna ciekawostka, taka rodem z czasów gdy tak zwana stara Polonia, była jeszcze bardzo młoda.

Zdjęcia: Anton i Jacek

Continue reading “Franciszek. Kanadyjskie Kaszuby” →

Peretyczki albo dziady i baby w Polskiej Kafejce Językowej

Jutro jutro jutro (i pojutrze!)


Jutro sobota 31 października 2026. Spotykamy się o godzinie 18 w SprachCafé Polnisch – Schulzestr. 1, 13187 Berlin
Dojazd do stacji S-Bahn Wollankstr (uwaga! są strajki i utrudnienia! Słuchać tego, co mówią głośniki w kolejce lub posługiwać się kreatywnie komunikacją!)

Krystyna Koziewicz

Wspominamy

Zbliża się listopad, czas refleksji, zadumy i wspomnień, który w polskiej tradycji nierozerwalnie wiąże się z pamięcią o przeszłości i bliskich.

To właśnie miesiąc listopad przybliża pamięć o tych, których nie ma już z nami. Oni nie odeszli, pozostają bowiem w naszej pamięci.

Z cyklu MY TRZY – Ewa Slaska, Ela Kargol i ja, Krystyna Koziewicz, organizujemy w (przed)listopadowej edycji wspominki o tych, którzy zmarli w 2026 roku.

Continue reading “Peretyczki albo dziady i baby w Polskiej Kafejce Językowej” →

Rejs andamański (opowiadanie zaduszne)

Ewa Maria Slaska

Dla Amulyii

W roku 1995 pojechałam z moim kilkunastoletnim synem do Nepalu i Indii. W Nepalu bardzo mi się podobało, podobały mi się wspaniałe góry, godni ludzie i cudowne niebo gwiaździste nade mną. Ale Indie to było paskudne doświadczenie, może najpaskudniejsze w życiu. Byliśmy latem, czyli w porze monsunów. Było potwornie gorąco. Jasne, powiecie, że przecież wiedziałam, dokąd jadę, ale nigdy przedtem nie byłam latem w tropikach i tak naprawdę, nie wiedziałam, jak tam będzie. Sztuka i architektura mnie nie zachwyciły, jedzenie było za ostre, wszędzie było brudno, a ludzie byli nachalni i zarazem uniżeni w stosunku do białych turystów, a w stosunku do rodaków zachłanni, agresywni i egoistyczni. Miałam wrażenie, że źle traktują każdego, kto stał niżej niż oni, mimo że ci, z którymi my, turyści mieliśmy do czynienia, z reguły sami wcale nie stali jakoś specjalnie wysoko. Przypisywałam to systemowi kastowemu, który wprawdzie oficjalnie nie obowiązywał, ale w rzeczywistości był mocno odczuwalny. Widziałam w tym też przejaw wiary w karmiczne przeznaczenie. To, co my, Europejczycy od ponad stu lat widzieliśmy o Indiach, to była wiara w czystą filozofię karmiczną. Czystą. Uprawiało ją zapewne w Indiach parę milionów osób, których jednak nie spotkałam. Reszta stosowała wiarę w karmę pragmatycznie. Karma była prawem do gardzenia każdym, kto był „gorszy”, bo „gorszy” był sam sobie winien. Jeśli dziś żyje w nędzy, to znaczy, że w poprzednim życiu był złym człowiekiem. Los człowieka to kara za dawne grzechy. Bez łaski i bez wybaczenia.

Continue reading “Rejs andamański (opowiadanie zaduszne)” →

Lalka na Netflixie

Ewa Maria Slaska

Brzydkie słowa i inne takie

wpis zainspirowany przez siostrę

Czy w XIX wieku było słowo kurwa?
Oglądałam Lalkę na Netflixie i codziennie poszerzałam repertuar, ale też codziennie zadawałam sobie to pytanie. Czy była kurwa?

Bo…

Stanisław Wokulski – kurwa 9x, chujce 2x, gówno 1x, chuj 1x, wypierdalać 1x, wypierdalanie 1x, pierdolnął 1x i pizda 1x
Baron Krzeszowski – kurwa 3x, ja pierdolę 1x, jebany 1x
Tomasz Łęcki – sranie 2x, skurwiel 1x, chuje 1x, kurwa 3x
Marianna, pokojówka – kurwa 1x, na kurwy 1x
Izabela Łęcka – chujec borsuczy 1x, zrzygam 1x, popierdolony 1x
Ignacy Rzecki – burdel 1x, kurwa 5x, dupa 1x, chuj 1x
Książę Rudecki – kurwa 1x, wypierdalać 1x
Wynalazca Ochocki – chuj 1x
Kazimierz Starski – kurwa 1x, pierdolony 1x
Jego narzeczona, hrabina Raczyńska – kutasy 1x, kutasiarz 1x
Komisarz – dupa 1x

Kurwa w sposób oczywisty wygrywa, choć najciekawszy jest, wydaje mi się, borsuczy chujec. Ale jednak kurwa.

Sprawdzam, że podobno słowo kurwa sporadycznie używane było od średniowiecza, a nagminnie od XV wieku i to w rozmaitych funkcjach, takich jak cytuję: “zachwyt, dezaprobata, groźba, złość, pogarda, rozładowanie napięcia, a także zwykły przerywnik”. Najbardziej znany polski wulgaryzm, używany w wielu innych językach, nie tylko słowiańskich, albo jako produkt własny, albo jako zapożyczenie, najczęściej z potocznej polszczyzny.

Jako mieszkanka Berlina, gdzie jest masa rodaków, stwierdzam, że kurwa wraz z derywatami jest najczęściej używanym polskim wyrażeniem, które się zasłyszy czy to na ulicy, czy w środkach komunikacji publicznej. Wydaje mi się, że żadna inna nacja nie przeklina tak głośno i tak często jak Polacy. Jakby nie było innych słów. Tymczasem np po niemiecku najczęściej słyszy się sformułowanie “meine Mutter”, czyli moja matka, przy czym naprawdę chodzi o mamę, matkę osoby mówiącej, która coś tam, dała, wyjechała, powiedziała, chce i tak dalej, czyli owa Mutter w żadnym wypadku nie jest stosowana jako przekleństwo. W potocznej polszczyźnie berlińskiej kurwa chętnie występuje z jezusmarią, jako jezusmariakurwamać, natomiast zapożyczona przez tutejszych Turków i Arabów, najbardziej lubi być sama.

A więc kurwa, chuj i chujec, a do tego również seks, w tym seks na orzechach! (wspaniały!), kokaina, morfina, opium, jointy. Dodajmy do tego wyzysk, pogardę, zdradę, oszustwo, łgarstwo… Ach przecież jest jeszcze szantaż, donosicielstwo, układanie się z zaborcą, podpalenia (scena przyjęcia u Gubernatora to po prostu “Dziady”), trucizna… No i morderstwo!

No tak, ale…

Ale dzięki temu wszystkiemu Lalka na Netflixie w reżyserii Pawła Maślony jest wartka i dobrze się ją ogląda. Oczywiście uwspółcześnianie dużo nam zabrało, ale też wiele dodało. A, proszę Państwa, zakończenie, które sobie wymyślił Paweł Maślona, to po prostu majstersztyk.

Oglądajcie, koniecznie oglądajcie.

PS. W kinie jeszcze nie byłam i nowej Tokarczuk jeszcze nie czytałam.

Franciszek. Film Franco Zefirellego, San Francisco

O filmie wspominali już moi poprzednicy we wpisach o św. Franciszku, ksiądz Andrzej Stefański i Diogenes. Ale ja też muszę coś o nim napisać, bo podobnie jak dla nich, tak i dla mnie, Franciszek był ważny, a więc i film o nim był ważny. Zwłaszcza, że był taki piękny i taki “nasz” – myśleliśmy, że życie będzie tak wyglądać, będziemy biec po łąkach wśród kwitnących kwiatów. A życie pokazuje nam paskudną figę zamiast kwiatów. Nasz były niemiecki kanclerz, Gerhard Schröder, pojechał na urodziny Putina! Tyle nam zostało z biegania boso po łąkach, potłuczone butelki w trawie i kałuże nafty.

***

Continue reading “Franciszek. Film Franco Zefirellego, San Francisco” →

Deszcz jesienny

Hanna Kempa

Dzwoni o szyby i mokną na nim karabiny, ale kwiatom i grzybom służy wyśmienicie.

Ogród w deszczu

A w lesie rosną grzyby po deszczu

Dopisek od Adminki:

Znacie teorię, że tak naprawdę to grzyby rządzą światem i jest im dość obojętne, co robimy, bo tak czy owak, prędzej czy później umrzemy i zjedzą nas rośliny, a te zostaną pożarte przez grzyby, albo grzyby pożrą nas bez pośrednictwa roślin. Trump zachowuje się jakby był niespełna rozumu, Netanjahu się kompromituje, w Berlinie do władzy dojdzie być może koalicja, w której najsilniejszą partią jest skrajnie lewicowa lewica i będziemy mieli burmistrzynię-kobietę i na dodatek Turczynkę, w Polsce znowu próbujemy, czy udałoby się zdelegalizować Brauna, ale ten trzyma się mocno, Chińczyki też trzymają się mocno, chyba już nawet najmocniej na świecie, a grzyby rosną jak rosły przed milionem lat i tak jak przed milionem lat czekają na to, co im w grzybnię wpadnie.

Według mnie oznacza to (może oznaczać), że Prawdziwy Bóg, taki najprawdziwszy z prawdziwych, jest grzybem i to on stworzył świat tak, żeby istotom stworzonym na jego obraz i podobieństwo wiodło się dobrze niezależnie od okoliczności. A reszta to Ziemia, którą grzyby czyniły i czynią sobie poddaną, bo tak im dopomógł bóg. I nic im nie przeszkadza, ani maczuga, ani miecz, ani atom. Ciekawe, jak sobie poradzą ze Sztuczną Inteligencją?

Franciszek. Pia Górska i Zofia Kossak-Szczucka

3 października mija 800 lat od śmierci świętego Franciszka. Poświęcimy mu tu na blogu w najbliższych miesiącach kilka wpisów. Na pewno na nie zasłużył. Zapraszam też każdego, kto chciałby coś o Franciszku napisać, do nadsyłania materiałów. Ela Kargol pisała kiedyś o franciszkańskich świętych, Tomasz Fetzki o świętym Franciszku na Łużycach, Lidia Głuchowska o tym, że był to ulubiony święty Stanisława Kubickiego. Może coś napiszą, może coś zrebloguję.

Zacznijmy jednak od tego, że jak już postanowiłam, że na przełomie września i października będzie na blogu sporo o św. Franciszku, byłam w Londynie i poszłam z pewnym artystą zjeść kluseczki z miseczki w czarodziejskim ogrodzie, który jest taką skromną, osadzoną w Londynie, polską, ludową wersją Wielkiego Ogrodu Tarota Niki de Saint Phalle w Toskanii.

W Ogrodzie Pana Wiesława, tak jak w wielkim pierwowzorze, są rzeźby. Nie ma, jak tam, królów, władców i wisielców, kielichów i mieczy, są za to kaczki, kury, samochody, misie i pajace. Siedzą, stoją na postumentach, zamieszkują groty wycięte w gęstych krzakach. Nad wszystkim czuwa święty Franciszek w towarzystwie żaby i kota, a to dwa moje ulubione zwierzęta.

Continue reading “Franciszek. Pia Górska i Zofia Kossak-Szczucka” →

Don Kichot na lato

nadesłał Wiadomo Kto:

Oczywiście wiemy już, że lato się dziś skończyło. Pisała o tym wczoraj Joasia Rubinroth. Choć ona miała na myśli temperatury, a ja astronomię. Ale książka się tak nazywa: Lato z Don Kichotem. Jeszcze jej nie kupiłam, nie pożyczyłam, nie czytałam, poniższe publikuję więc nieco w ciemno, ale czy książka jest dobra, czy nie, ma tytuł, który zobowiązuje.

Continue reading “Don Kichot na lato” →

Nowa książka (Jan Feliks Bogucki)

Ewa Maria Slaska

Kassel

Jak w każdej rodzinie, tak i u Boguckich, mnóstwo faktów zostało zapomnianych, celowo wykreślonych z rodzinnej pamięci, przeinaczonych i dopowiedzianych, a też po prostu wymyślonych. Jednym z nich jest historia z oflagiem, w którym przebywał w Niemczech Dziadek Bogucki. Gdzieś ktoś ma rysunki dziadka z oflagu z podpisem, że to oflag w Kassel. Nie wiem kto, nie wiem gdzie, raz je w życiu widziałam. No i w tej internetowej notce jest też ta informacja.


Ale sprawdzam historię i kartotekę oflagu w Kassel. Nic. Piszę do Centralnego Biura Archiwizacji wszystkich niemieckich obozów, oflagów i stalagów w Bad Arolsen z pytaniem, czy mają gdziekolwiek w rejestrach Jana Feliksa Boguckiego. Nigdy nie przychodzi odpowiedź. Po roku czy dwóch ponawiam pytanie. Nic. A tymczasem ktoś, praktykant czy sztuczna inteligencja uzupełnił kartoteki archiwum w Bad Arolsen i proszę jest Jan Feliks Bogucki „jak żywy”, imię, nazwisko, mistrz malarski, mieszkał w Warszawie, ba są informacje, których chyba nigdy nie było, ojciec Jana Feliksa nazywał się Celestyn Bogucki, mama – Stanisława z domu Budzińska. Jan Feliks urodził się 24 czerwca 1890 roku – w noc świętojańską, dlatego Jan. Urodził się w Prablicach w województwie kieleckim.

Dane w Bad Arolsen są przejęte z Kassel #54/0 Team 77.

To formularz angielskojęzyczny, dlatego „team”. Grupa? Transport?

Inną ciekawostką są 2 rubryczki koło literki M (male) – obie zaznaczone iksem: single i married.

Ale po prawdzie tak właśnie było. Dziadek i babcia nie byli rozwiedzeni, ale przed wojną nie mieszkali razem. W każdym razie Dziadek kiedyś zniknął, zapewne po spłodzeniu, a może nawet urodzinach najmłodszego syna Andrzeja.

W każdym razie – w styczniu 1938 roku mieszkał w Warszawie i z punktu rejestracji zamierzał się udać do Warszawy.
Angielscy urzędnicy w Assembly Center No. Dp 54 pisali Warszawa, mimo że kraj nazywał się Poland. Zresztą może w ośrodku pracował jakiś Polak lub Polka, która nazywała się Kamyszek. Jan Feliks został zarejestrowany 6 lipca 1945 roku. 18 października odjechał do Polski.

Mówił po polsku, francusku i rosyjsku. Niemieckiego nie podał, choć w obozie pewnie się trochę nauczył i niemieckiego. Ale może w rubryczce było tylko miejsce na trzy języki.

W rubryce zawód napisał „majster malarski. I u Niemca, od którego wyjeżdżał, i u Sowieta, do którego jechał, mistrz malarski, rzemieślnik był bezpieczniejszy niż artysta malarz.

Ale czy to aby na pewno on? Ten się urodził w roku 1890, a o naszym skądś wiadomo, że w roku 1886.

Choć z drugiej strony wiem, ile tak naprawdę są warte dane archiwalne, te wszystkie metryki, świadectwa chrztu, pracy lub ukończenia szkoły. Wszystko przekręcone, pogubione, źle zinterpretowane, a przede wszystkim po prostu sfałszowane. Jedna rodzina potrafi mieć w archiwach, ale też na grobach trzy lub cztery pisownie swojego nazwiska i sfałszowane daty urodzenia i śmierci. Podczas wojny lepiej było być młodszym i to odmładzanie się nie miało znaczenia kokieteryjnego. Dziecko poniżej 13 roku życia nie musiało podczas okupacji iść do pracy, z kolei starszy człowiek na rampie obozu mógł być od razu skierowany na śmierć, podczas gdy młodszy mógł się jeszcze nadawać do pracy. A jak chcesz przeżyć, każdy rok, miesiąc i dzień się liczy. Bo może zdarzyć się cud, bo przyjdzie wyzwolenie, bo nadarzy się okazja do ucieczki. To nawet nie głowa w tych sprawach decyduje, to instynkt i los. Na rampie w obozie podaję, że urodziłam się w roku 1932, mimo że był to rok 1923, ale cyfry po niemiecku tak łatwo przekręcić. Albo mówię nawet prawdę, a cyfry przekręca rejestrujący mnie więzień Polak. Celowo, żeby mi pomóc, czy ze zmęczenia lub stressu. A jestem mała i traktuje się mnie jeszcze jak dziecko, albo wyrośnięta nad wiek i zaklasyfikowana jako dorosła.

Czy więc rok urodzenia Jana Feliksa Boguckiego, zapisany w Ośrodku dla Dipisów w Kassel, jest prawdziwy, sfałszowany, czy pomylony?

W Kassel było kilkanaście ośrodków dla dipisów. Czy mogło być ich dwóch, Janów Feliksów Boguckich, malarzy, jeden pokojowy, a drugi sztalugowy? Czy też Międzynarodowa Służba Poszukiwań pomyliła ich obu i dlatego my teraz wszyscy myślimy, że dziadek był w Kassel, a może był zupełnie gdzie indziej?

Mogłoby się wydawać, że to wszystko jest niemożliwe, ale jak byłam w podstawówce, we Wrzeszczu na sąsiedniej ulicy też mieszkała Ewa Bogucka i miała dwa ciemne warkocze. Moje były bardziej rude. Poza tym miałam piegi, a ona, jeśli dobrze pamiętam, nie. Ale to naprawdę nieistotne szczegóły. Byłyśmy rówieśniczkami. Ja byłam córką Dariusza, ona Stanisława, nasi ojcowie pracowali na Politechnice Gdańskiej, jak więc poszłyśmy do tej samej szkoły, można się było pomylić i zapisać ją jako mnie, a mnie jako ją. I tak byśmy były na wieki wieków w archiwum, gdzie przechowuje się akta naszej szkoły nr 17 w Gdańsku Wrzeszczu. Może zresztą do dziś jesteśmy tam pomylone. Albo po prostu pomylone.

W książce telefonicznej Warszawy na rok 1938 jest tylko jeden Jan Bogucki, m. Mieszkał na ulicy Trębackiej 4. Owo „m.” oznacza, że to było mieszkanie. Przed wojną była to tzw. kamienica Scheiblera wybudowana w roku 1886. Podczas wojny zniszczona, po wojnie odbudowana, ale już inaczej.

W roku 1921 (styczeń / luty) odbyła się w Zachęcie wystawa „Sztuka i kultura polska na Litwie i Rusi” zorganizowana przez Wydział Zabytków Towarzystwa Straży Kresowej, która przybliżała polskie dziedzictwo artystyczne dawnych kresów wschodnich. Wystawa miała za cel pokazanie bogactwa polskiej kultury, sztuki i zabytków z terenów dawnej Litwy i Rusi. Wydano specjalne przewodniki oraz afisze i plakaty (m.in. projektu Jana Feliksa Boguckiego).

Trudno coś znaleźć. Na portalu alamy, handlującym zdjęciami, trafiam na projekt witrażu. Dziadek przedstawił na nim św. Huberta, patrona myśliwych. Hubert klęczy na pierwszym planie, widzimy go od tyłu, jest duży i masywny. Z tła patrzy na widza głowa jelenia z krzyżem między rogami. To o ten krzyż chodzi. W interpretacji dziadka święty jest patronem herbu Krzywda – gdzie w podkowie krzyż cały, a u góry jeszcze pół. Cały krzyż w podkowie to herb Lubiczów. Ale my mamy jeszcze pół.

Zobacz tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzywda_(herb_szlachecki)

To herb Boguckich. Boguckich i wielu innych. Legenda rodzinna głosi, że ta dodatkowa połówka krzyża to nagroda od króla za majątek zagrabiony przez brata. Ale jaki król, jaki brat, jaki majątek? Nic nie wiadomo. Tylko tyle wiadomo, że krzywda.

I że podobno nieprawda.