Franciszek. Film Franco Zefirellego, San Francisco

O filmie wspominali już moi poprzednicy we wpisach o św. Franciszku, ksiądz Andrzej Stefański i Diogenes. Ale ja też muszę coś o nim napisać, bo podobnie jak dla nich, tak i dla mnie, Franciszek był ważny, a więc i film o nim był ważny. Zwłaszcza, że był taki piękny i taki “nasz” – myśleliśmy, że życie będzie tak wyglądać, będziemy biec po łąkach wśród kwitnących kwiatów. A życie pokazuje nam paskudną figę zamiast kwiatów. Nasz były niemiecki kanclerz, Gerhard Schröder, pojechał na urodziny Putina! Tyle nam zostało z biegania boso po łąkach, potłuczone butelki w trawie i kałuże nafty.

***

Continue reading “Franciszek. Film Franco Zefirellego, San Francisco” →

Deszcz jesienny

Hanna Kempa

Dzwoni o szyby i mokną na nim karabiny, ale kwiatom i grzybom służy wyśmienicie.

Ogród w deszczu

A w lesie rosną grzyby po deszczu

Dopisek od Adminki:

Znacie teorię, że tak naprawdę to grzyby rządzą światem i jest im dość obojętne, co robimy, bo tak czy owak, prędzej czy później umrzemy i zjedzą nas rośliny, a te zostaną pożarte przez grzyby, albo grzyby pożrą nas bez pośrednictwa roślin. Trump zachowuje się jakby był niespełna rozumu, Netanjahu się kompromituje, w Berlinie do władzy dojdzie być może koalicja, w której najsilniejszą partią jest skrajnie lewicowa lewica i będziemy mieli burmistrzynię-kobietę i na dodatek Turczynkę, w Polsce znowu próbujemy, czy udałoby się zdelegalizować Brauna, ale ten trzyma się mocno, Chińczyki też trzymają się mocno, chyba już nawet najmocniej na świecie, a grzyby rosną jak rosły przed milionem lat i tak jak przed milionem lat czekają na to, co im w grzybnię wpadnie.

Według mnie oznacza to (może oznaczać), że Prawdziwy Bóg, taki najprawdziwszy z prawdziwych, jest grzybem i to on stworzył świat tak, żeby istotom stworzonym na jego obraz i podobieństwo wiodło się dobrze niezależnie od okoliczności. A reszta to Ziemia, którą grzyby czyniły i czynią sobie poddaną, bo tak im dopomógł bóg. I nic im nie przeszkadza, ani maczuga, ani miecz, ani atom. Ciekawe, jak sobie poradzą ze Sztuczną Inteligencją?

Franciszek. Pia Górska i Zofia Kossak-Szczucka

3 października mija 800 lat od śmierci świętego Franciszka. Poświęcimy mu tu na blogu w najbliższych miesiącach kilka wpisów. Na pewno na nie zasłużył. Zapraszam też każdego, kto chciałby coś o Franciszku napisać, do nadsyłania materiałów. Ela Kargol pisała kiedyś o franciszkańskich świętych, Tomasz Fetzki o świętym Franciszku na Łużycach, Lidia Głuchowska o tym, że był to ulubiony święty Stanisława Kubickiego. Może coś napiszą, może coś zrebloguję.

Zacznijmy jednak od tego, że jak już postanowiłam, że na przełomie września i października będzie na blogu sporo o św. Franciszku, byłam w Londynie i poszłam z pewnym artystą zjeść kluseczki z miseczki w czarodziejskim ogrodzie, który jest taką skromną, osadzoną w Londynie, polską, ludową wersją Wielkiego Ogrodu Tarota Niki de Saint Phalle w Toskanii.

W Ogrodzie Pana Wiesława, tak jak w wielkim pierwowzorze, są rzeźby. Nie ma, jak tam, królów, władców i wisielców, kielichów i mieczy, są za to kaczki, kury, samochody, misie i pajace. Siedzą, stoją na postumentach, zamieszkują groty wycięte w gęstych krzakach. Nad wszystkim czuwa święty Franciszek w towarzystwie żaby i kota, a to dwa moje ulubione zwierzęta.

Continue reading “Franciszek. Pia Górska i Zofia Kossak-Szczucka” →

Don Kichot na lato

nadesłał Wiadomo Kto:

Oczywiście wiemy już, że lato się dziś skończyło. Pisała o tym wczoraj Joasia Rubinroth. Choć ona miała na myśli temperatury, a ja astronomię. Ale książka się tak nazywa: Lato z Don Kichotem. Jeszcze jej nie kupiłam, nie pożyczyłam, nie czytałam, poniższe publikuję więc nieco w ciemno, ale czy książka jest dobra, czy nie, ma tytuł, który zobowiązuje.

Continue reading “Don Kichot na lato” →

Nowa książka (Jan Feliks Bogucki)

Ewa Maria Slaska

Kassel

Jak w każdej rodzinie, tak i u Boguckich, mnóstwo faktów zostało zapomnianych, celowo wykreślonych z rodzinnej pamięci, przeinaczonych i dopowiedzianych, a też po prostu wymyślonych. Jednym z nich jest historia z oflagiem, w którym przebywał w Niemczech Dziadek Bogucki. Gdzieś ktoś ma rysunki dziadka z oflagu z podpisem, że to oflag w Kassel. Nie wiem kto, nie wiem gdzie, raz je w życiu widziałam. No i w tej internetowej notce jest też ta informacja.


Ale sprawdzam historię i kartotekę oflagu w Kassel. Nic. Piszę do Centralnego Biura Archiwizacji wszystkich niemieckich obozów, oflagów i stalagów w Bad Arolsen z pytaniem, czy mają gdziekolwiek w rejestrach Jana Feliksa Boguckiego. Nigdy nie przychodzi odpowiedź. Po roku czy dwóch ponawiam pytanie. Nic. A tymczasem ktoś, praktykant czy sztuczna inteligencja uzupełnił kartoteki archiwum w Bad Arolsen i proszę jest Jan Feliks Bogucki „jak żywy”, imię, nazwisko, mistrz malarski, mieszkał w Warszawie, ba są informacje, których chyba nigdy nie było, ojciec Jana Feliksa nazywał się Celestyn Bogucki, mama – Stanisława z domu Budzińska. Jan Feliks urodził się 24 czerwca 1890 roku – w noc świętojańską, dlatego Jan. Urodził się w Prablicach w województwie kieleckim.

Dane w Bad Arolsen są przejęte z Kassel #54/0 Team 77.

To formularz angielskojęzyczny, dlatego „team”. Grupa? Transport?

Inną ciekawostką są 2 rubryczki koło literki M (male) – obie zaznaczone iksem: single i married.

Ale po prawdzie tak właśnie było. Dziadek i babcia nie byli rozwiedzeni, ale przed wojną nie mieszkali razem. W każdym razie Dziadek kiedyś zniknął, zapewne po spłodzeniu, a może nawet urodzinach najmłodszego syna Andrzeja.

W każdym razie – w styczniu 1938 roku mieszkał w Warszawie i z punktu rejestracji zamierzał się udać do Warszawy.
Angielscy urzędnicy w Assembly Center No. Dp 54 pisali Warszawa, mimo że kraj nazywał się Poland. Zresztą może w ośrodku pracował jakiś Polak lub Polka, która nazywała się Kamyszek. Jan Feliks został zarejestrowany 6 lipca 1945 roku. 18 października odjechał do Polski.

Mówił po polsku, francusku i rosyjsku. Niemieckiego nie podał, choć w obozie pewnie się trochę nauczył i niemieckiego. Ale może w rubryczce było tylko miejsce na trzy języki.

W rubryce zawód napisał „majster malarski. I u Niemca, od którego wyjeżdżał, i u Sowieta, do którego jechał, mistrz malarski, rzemieślnik był bezpieczniejszy niż artysta malarz.

Ale czy to aby na pewno on? Ten się urodził w roku 1890, a o naszym skądś wiadomo, że w roku 1886.

Choć z drugiej strony wiem, ile tak naprawdę są warte dane archiwalne, te wszystkie metryki, świadectwa chrztu, pracy lub ukończenia szkoły. Wszystko przekręcone, pogubione, źle zinterpretowane, a przede wszystkim po prostu sfałszowane. Jedna rodzina potrafi mieć w archiwach, ale też na grobach trzy lub cztery pisownie swojego nazwiska i sfałszowane daty urodzenia i śmierci. Podczas wojny lepiej było być młodszym i to odmładzanie się nie miało znaczenia kokieteryjnego. Dziecko poniżej 13 roku życia nie musiało podczas okupacji iść do pracy, z kolei starszy człowiek na rampie obozu mógł być od razu skierowany na śmierć, podczas gdy młodszy mógł się jeszcze nadawać do pracy. A jak chcesz przeżyć, każdy rok, miesiąc i dzień się liczy. Bo może zdarzyć się cud, bo przyjdzie wyzwolenie, bo nadarzy się okazja do ucieczki. To nawet nie głowa w tych sprawach decyduje, to instynkt i los. Na rampie w obozie podaję, że urodziłam się w roku 1932, mimo że był to rok 1923, ale cyfry po niemiecku tak łatwo przekręcić. Albo mówię nawet prawdę, a cyfry przekręca rejestrujący mnie więzień Polak. Celowo, żeby mi pomóc, czy ze zmęczenia lub stressu. A jestem mała i traktuje się mnie jeszcze jak dziecko, albo wyrośnięta nad wiek i zaklasyfikowana jako dorosła.

Czy więc rok urodzenia Jana Feliksa Boguckiego, zapisany w Ośrodku dla Dipisów w Kassel, jest prawdziwy, sfałszowany, czy pomylony?

W Kassel było kilkanaście ośrodków dla dipisów. Czy mogło być ich dwóch, Janów Feliksów Boguckich, malarzy, jeden pokojowy, a drugi sztalugowy? Czy też Międzynarodowa Służba Poszukiwań pomyliła ich obu i dlatego my teraz wszyscy myślimy, że dziadek był w Kassel, a może był zupełnie gdzie indziej?

Mogłoby się wydawać, że to wszystko jest niemożliwe, ale jak byłam w podstawówce, we Wrzeszczu na sąsiedniej ulicy też mieszkała Ewa Bogucka i miała dwa ciemne warkocze. Moje były bardziej rude. Poza tym miałam piegi, a ona, jeśli dobrze pamiętam, nie. Ale to naprawdę nieistotne szczegóły. Byłyśmy rówieśniczkami. Ja byłam córką Dariusza, ona Stanisława, nasi ojcowie pracowali na Politechnice Gdańskiej, jak więc poszłyśmy do tej samej szkoły, można się było pomylić i zapisać ją jako mnie, a mnie jako ją. I tak byśmy były na wieki wieków w archiwum, gdzie przechowuje się akta naszej szkoły nr 17 w Gdańsku Wrzeszczu. Może zresztą do dziś jesteśmy tam pomylone. Albo po prostu pomylone.

W książce telefonicznej Warszawy na rok 1938 jest tylko jeden Jan Bogucki, m. Mieszkał na ulicy Trębackiej 4. Owo „m.” oznacza, że to było mieszkanie. Przed wojną była to tzw. kamienica Scheiblera wybudowana w roku 1886. Podczas wojny zniszczona, po wojnie odbudowana, ale już inaczej.

W roku 1921 (styczeń / luty) odbyła się w Zachęcie wystawa „Sztuka i kultura polska na Litwie i Rusi” zorganizowana przez Wydział Zabytków Towarzystwa Straży Kresowej, która przybliżała polskie dziedzictwo artystyczne dawnych kresów wschodnich. Wystawa miała za cel pokazanie bogactwa polskiej kultury, sztuki i zabytków z terenów dawnej Litwy i Rusi. Wydano specjalne przewodniki oraz afisze i plakaty (m.in. projektu Jana Feliksa Boguckiego).

Trudno coś znaleźć. Na portalu alamy, handlującym zdjęciami, trafiam na projekt witrażu. Dziadek przedstawił na nim św. Huberta, patrona myśliwych. Hubert klęczy na pierwszym planie, widzimy go od tyłu, jest duży i masywny. Z tła patrzy na widza głowa jelenia z krzyżem między rogami. To o ten krzyż chodzi. W interpretacji dziadka święty jest patronem herbu Krzywda – gdzie w podkowie krzyż cały, a u góry jeszcze pół. Cały krzyż w podkowie to herb Lubiczów. Ale my mamy jeszcze pół.

Zobacz tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzywda_(herb_szlachecki)

To herb Boguckich. Boguckich i wielu innych. Legenda rodzinna głosi, że ta dodatkowa połówka krzyża to nagroda od króla za majątek zagrabiony przez brata. Ale jaki król, jaki brat, jaki majątek? Nic nie wiadomo. Tylko tyle wiadomo, że krzywda.

I że podobno nieprawda.




Z Polkopedii: Maria Czapska

Ewa Maria Slaska

Latem 2021 roku Konrad Kozaczek i ja stworzyliśmy Polkopedię, funkcjonującą online Encyklopedię Polek Za Granicą. Dodam tu od razu dwa ograniczenia – interesują nas Polki, które żyły i działały poza Polską, te, które były i odeszły. Oczywiście nie oznacza to, że nie doceniamy Polek w Polsce, ani na całym świecie, tych, które szczęśliwie wciąż jeszcze żyją. Ale gdybyśmy nie wprowadzili takich ograniczeń, projekt okazałby się niemożliwy do zrealizowania. Przyznajmy się zresztą – i tak nas przerasta.
Zasadniczo chcemy zapisywać / zatrzymywać pamięć o kobietach mniej znanych, ale i dla tych sławnych musi się znaleźć miejsce, ponieważ bez nich obraz tego, gdzie i jak angażowały się Polki za granicą, będzie niepełny.

Ale nie chcemy tu imitować ani tym bardziej kopiować wpisów z Wikipedii! Bardzo nam zależy na Waszym osobistym spojrzeniu na kobietę, o której będziecie pisały i pisali.

Zapraszamy do współpracy, nadsyłania nam materiałów bądź gotowych wpisów o Polkach, które żyły i działały poza granicami Polski.

Uwaga, nie mamy zasobów finansowych, sponsorów ani reklam. Nie zarabiamy na projekcie i w związku z tym z reguły nie możemy nikomu płacić, choć kilka razy się zdarzyło, że ktoś, instytucja lub człowiek, dał nam jakieś pieniądze i wtedy płaciliśmy skromne honoraria. Ale na razie nic takiego się nie zapowiada. Mimo to, a może właśnie dlatego mówimy – piszcie!

Aby Was zachęcić do współpracy, przez kilka następnych wtorków będę tu publikowała wpisy z Polkopedii, które są naszym oryginalnym spojrzeniem na protagonistkę wpisu. Zaczynam, jakże nieskromnie, od własnego wpisu. Stworzyłam go dwa tygodnie temu i stawiam w nim pytanie, na które szukam odpowiedzi. Komentujcie, proszę!

Continue reading “Z Polkopedii: Maria Czapska” →

Franz von Stuck

Ewa Maria Slaska

Moi drodzy Berlińczycy, wszyscy pewnie prędzej czy później dotrzecie do Starej Galerii Narodowej, żeby obejrzeć wystawę 8 polskich obrazów z warszawskiego Muzeum Narodowego i pokazać ją dzieciom, wnukom, gościom oraz wszystkim innym Krewnym-i-Znajomym-Królika. A wtedy pójdźcie dalej, aż dojdziecie do sali, w której wystawione są obrazy Franza von Stucka, a niektórzy z Was może po raz pierwszy uświadomią sobie, że istnieje taki malarz niemiecki i że jest dobry!

Polska Wikipedia go odnotowuje, ale nic więcej.

Continue reading “Franz von Stuck” →

Nowa książka 4

Ewa Maria Slaska

Sernik

Wyrastałam w domu, w którym nikt nie piekł ciast, nawet na święta tata robił mazurki i mnie tego nauczył. Robienie mazurków obejmowało również Boże Narodzenie i polegało na rozsmarowywaniu jakiejś masy czekoladowej lub krówkowej na waflach, które nazywały się andruty. Do dziś bardzo lubię posmarowane masą andruty. Wafelki ze sklepu się nie umywają. Według Leksykonu Sztuki Kulinarnej Macieja Halbańskiego andrut to cienki płat ciasta pieczony w specjalnych – okrągłych lub kwadratowych formach zwanych „żelazkami”. Samo słowo pochodzi prawdopodobnie od niemieckiego anblatt i oznacza opłatek.

Continue reading “Nowa książka 4” →