Przerwa na inne Don Kichoty

Nadesłał Wiadomo Kto:

Don Quixote Sculpture Hall w Muzeum Stedelijk w Amsterdamie zawdzięcza swą nazwę Don Quixote Foundation, która, jak pisze SI, hojnie sfinansowała realizację tego projektu. Sala została otwarta w listopadzie 2024 roku jako prezent dla miasta z okazji 750-lecia Amsterdamu. Znajduje się w darmowej, ogólnodostępnej strefie wejściowej muzeum i prezentuje rzeźby wybitnych artystów, takich jak Henry Moore, Alexander Calder czy Damien Hirst. Nazwa nie nawiązuje bezpośrednio do tematyki samych dzieł sztuki czy postaci literackiej Don Kichota, lecz upamiętnia głównego mecenasa tej przestrzeni.

https://www.stedelijk.nl/en/presskit/don-quixote-Sculpture-Hall

Continue reading “Przerwa na inne Don Kichoty” →

Festival of light, Berlin 2026

Ela Kargol


Zajaśniało, jak co roku,
Kolorem,
Światłem,
Wiatrem.

Przybyło,
Ubyło,
Trochę mniej,
I trochę więcej.

Mniej,
Bo nie ma już pieniędzy.
Więcej,
Żeby wyglądało,
Że się miasto postarało.

Obie wieże i kolumna,
Kolumnady i Pergamon,
Koncerthaus i dwie katedry,
Stadion, brama, most i hotel,
Na Poczdamskim przysiadł motyl.
Ach, niejeden, jest ich wiele.
No i trzmiele,
Pośród kwiatów z projektora
Gonią nie wiadomo za czym.
Po fasadzie fruną w ciemność.

Pstryk.
Zgasło światło z reflektora.
Ogród w morze się zamienia.
A w nim ryba rybę goni.
Węże, pawie i króliki,
Kolorowe fiki miki.

Domku z kart nie rusza wiatr,
Baletnicy doda wdzięku,
Liśćmi z drzew porusza czule,
Jakby o miłości mówił
i o sercu, co w rozterce,
co to skacze
Z miejsca w miejsce…

Kto nie widział,
Nic nie stracił.
A kto widział,
Zyskał dużo.
W światłokolor się zanurzył
I w berlińską noc.

Zobaczyłam niemal wszystko, co mieniło się kolorami i rozbrzmiewało muzyką. W tej rymowance – wyliczance, nie znalazły się jednak wszystkie miejsca. Prawdziwym odkryciem okazał się dla mnie Dworzec Pocztowy, który od dawna nie pełni już funkcji dworca.

Dworzec Pocztowy


Największe wrażenie zrobił na mnie jednak Koncerthaus. Jego fasadę rozświetliły projekcje stworzone na podstawie rysunków wykonanych przez dzieci, wpisujące się w tegoroczne hasło festiwalu, którym była miłość.


Miłość


Stadion Olimpijski odwiedziłam w deszczu, a na budynek dawnego lotniska spoglądałam jedynie zza płotu (ostatnie zdjęcie poniżej).


Brama Brandenburska


Potsdamer Platz, czyli Plac Poczdamski


Berliner Dom, czyli Katedra Berlińska


Most Górnokładny, czyli Oberbaum Brücke

Wieże

Domek z kart


Pisząc, że „ubyło”, miałam na myśli luksy, czyli jednostki odpowiadające za natężenie światła. Odniosłam wrażenie, że tegoroczny festiwal był nieco ciemniejszy niż jego wcześniejsze edycje. Jeśli rzeczywiście tak jest, to tylko z korzyścią dla środowiska. Jeśli nie, pozostaje mi przyjąć, że to mój wzrok zaczyna płatać figle.

Baletnica

Hekuba

Prof. Lidia Głuchowska

Margarete Kubicka, Hekuba

Ausstellungen von Margarete Kubicka im Projektraum Kunst-im-Tauthaus



In der vergangenen Woche haben wir in einem Beitrag über das Gemälde Die Legende von Kranae (1962) an die Künstlerin Margarete Kubicka (1891–1984) erinnert, die in ihrer Jugend mit der polnisch-deutschen Avantgardegruppe Bunt (1917–1922) nahestand, welche vornehmlich in Posen und Berlin wirkte.
Die Malerin, Grafikerin und Dichterin blickte auf ein langes Leben zurück und hinterließ ein Werk von mehreren Tausend Arbeiten. Während ihr Schaffen aus der Zeit vor 1945 wissenschaftlich fundiert aufgearbeitet ist, erweist sich ihr umfangreicher Nachlass aus der Nachkriegszeit als so vielschichtig, dass dessen systematische Erfassung selbst für die Forschung ein mehrjahrzehntelanges Unterfangen darstellen würde.
Einen prägnanten Überblick über ihr Oeuvre bot im vergangenen Monat eine Ausstellung im Projektraum Kunst-im-Tauthaus in der Berliner Hufeisensiedlung. Die von den Architekten Bruno Taut und Martin Wagner sowie dem Gartenarchitekten Leberecht Migge in den Jahren 1925–1933 entworfene Anlage gehört heute zum UNESCO-Weltkulturerbe. Die Wahl des Ausstellungsortes besitzt historischen Bezug: Margarete und Stanisław Kubicki zählten zu den Erstbewohnern der Siedlung.


Bereits vor knapp einem Jahr widmete sich am selben Ort eine prägnante Präsentation dem Schaffen Kubickas. In den unrenovierten Innenräumen eines für die Siedlung typischen Wohnhauses wurden rund 30 Gemälde, Aquarelle und Grafiken der vielseitigen Künstlerin gezeigt. Unter den grafischen Arbeiten stach ihr eindringliches, expressionistisches Selbstbildnis von 1918 hervor (links), dessen flächenhafte Schwarz-Weiß-Kontraste an die
Ästhetik zeitgenössischer Avantgarde-Zeitschriften wie Der Sturm, Die Aktion oder das Posener Organ Zdrój anknüpfen. Charakteristisch für die Formensprache ihres Frühwerks standen zudem zwei Aquarelle aus der wohl bedeutendsten Serie dieser Schaffensphase – dem ihrem Ehemann gewidmeten Manifest über die Rolle des Künstlers Hommage à Kubicki

1924 Kubicki und die Wissenschaften, Kubicki – mit Steinen und Insekten sowie das Blatt Baum im Sturm (1923)

An die düstere Ära des Nationalsozialismus erinnerten drei Arbeiten: das monumentale Aquarell Hekuba (1939, aus dem erst 1943 fortgeführten fünfteiligen Zyklus Frauen – siehe oben) sowie zwei intimere Blätter aus der autobiografischen Folge 1945:


Oben auf dem Bild rechts das Bild links: Britzer Kreis; unten: Geliebter Baum – Heimat der Seele, Gefäß der Jugendtränen und Ewig dunkle Frage.

Das thematische Spektrum ihres Nachkriegsschaffens, in dem sie sich über Jahrzehnte hinweg intensiv mit Historie, Mythologie, Naturwissenschaften, Literatur und Philosophie auseinandersetzte, spiegelte sich in einer Gruppe deutlich großformatigerer Arbeiten wider. Hervorzuheben ist hierbei das in Indigo- und Grautönen gehaltene Bild Britzer Kreis (1953), das auf die konspirativen Treffen des antinazistischen Widerstands im Hause Kubicka Bezug nimmt. Weiterhin zu nennen sind der Fries Es werde Licht – Evolution (1961) sowie zwei farblich wie dynamisch herausragende Leinwände aus dem Zyklus James Joyce tanzt (Griechischer Tanz, Das Tänzeln mit Stöckchen, Die Erstarrung im Alter, 1962). Zu den Arbeiten dieser Reihe hinterließ Kubicka eingehende schriftliche Kommentare unter Bezugnahme auf die damalige biografische Literatur zum Schriftsteller.


Es ist unmöglich, alle auf dieser Ausstellung gezeigten Arbeiten aufzuzählen, geschweige denn zu beschreiben. Sie können jedoch in der beigefügten Dokumentation aus dem Projektraum Kunst-im-Tauthaus eingesehen werden. Ich erwähne daher nur noch drei Werke aus der 21-teiligen Reihe Religionsstifter (1962), in der die Künstlerin zur Technik des Linolschnitts zurückkehrte, die für die Expressionisten in ihrer Jugend klassisch war.

***
Ein besonderer Dank gilt Herrn Ralf Rose/ Projektraum Kunst-im-Tauthaus für die freundliche Bereitstellung der Ausstellungsdokumentation.

***

Fotos: 5-13, 15 – Juliane Kubicki, Werkreproduktionen: Archiv Lidia Głuchowska

Kranae

Lidia Głuchowska

Latinum, English, Polski, Deutsch
This image has an empty alt attribute; its file name is strzalka.jpg

Fabula de Kranaë. Evae dedicata

Mense Iunio anni MMXXVI in domo auctionaria Bassenge Berolini pictura eximia empta est pro una ex praeclarissimis collectionibus privatis Varsoviensibus: Fabula de Kranaë (Die Sage von Kranäe / Auch ein KRANÄE) Margaretae Kubicka (MDCCCXCI–MCMLXXXIV). Haec pictrix, graphica et poeta egregia—spiritus movens gregis expressionistarum Polono-Germanici Posnaniensis Bunt appellati, fautrix exhibitionum eius Posnaniis Berolinique atque socia ephemeridum artium Die Aktion et Zdrój—partes singulares egit in retibus necessitudinum formandis et patrimonio avant-garde internationalis servando. Ut uxor poetae et pictoris Stanislai Kubicki (a Gestapo anno MCMXLII interfecti) et particeps obsistentiae antifascisticae, opus reliquit vehementi vi motus animi et politici imbutum. Cuius haereditatem fere per triginta annos investigo.

Continue reading “Kranae” →

Nowa książka (Jan Feliks Bogucki)

Ewa Maria Slaska

Kassel

Jak w każdej rodzinie, tak i u Boguckich, mnóstwo faktów zostało zapomnianych, celowo wykreślonych z rodzinnej pamięci, przeinaczonych i dopowiedzianych, a też po prostu wymyślonych. Jednym z nich jest historia z oflagiem, w którym przebywał w Niemczech Dziadek Bogucki. Gdzieś ktoś ma rysunki dziadka z oflagu z podpisem, że to oflag w Kassel. Nie wiem kto, nie wiem gdzie, raz je w życiu widziałam. No i w tej internetowej notce jest też ta informacja.


Ale sprawdzam historię i kartotekę oflagu w Kassel. Nic. Piszę do Centralnego Biura Archiwizacji wszystkich niemieckich obozów, oflagów i stalagów w Bad Arolsen z pytaniem, czy mają gdziekolwiek w rejestrach Jana Feliksa Boguckiego. Nigdy nie przychodzi odpowiedź. Po roku czy dwóch ponawiam pytanie. Nic. A tymczasem ktoś, praktykant czy sztuczna inteligencja uzupełnił kartoteki archiwum w Bad Arolsen i proszę jest Jan Feliks Bogucki „jak żywy”, imię, nazwisko, mistrz malarski, mieszkał w Warszawie, ba są informacje, których chyba nigdy nie było, ojciec Jana Feliksa nazywał się Celestyn Bogucki, mama – Stanisława z domu Budzińska. Jan Feliks urodził się 24 czerwca 1890 roku – w noc świętojańską, dlatego Jan. Urodził się w Prablicach w województwie kieleckim.

Dane w Bad Arolsen są przejęte z Kassel #54/0 Team 77.

To formularz angielskojęzyczny, dlatego „team”. Grupa? Transport?

Inną ciekawostką są 2 rubryczki koło literki M (male) – obie zaznaczone iksem: single i married.

Ale po prawdzie tak właśnie było. Dziadek i babcia nie byli rozwiedzeni, ale przed wojną nie mieszkali razem. W każdym razie Dziadek kiedyś zniknął, zapewne po spłodzeniu, a może nawet urodzinach najmłodszego syna Andrzeja.

W każdym razie – w styczniu 1938 roku mieszkał w Warszawie i z punktu rejestracji zamierzał się udać do Warszawy.
Angielscy urzędnicy w Assembly Center No. Dp 54 pisali Warszawa, mimo że kraj nazywał się Poland. Zresztą może w ośrodku pracował jakiś Polak lub Polka, która nazywała się Kamyszek. Jan Feliks został zarejestrowany 6 lipca 1945 roku. 18 października odjechał do Polski.

Mówił po polsku, francusku i rosyjsku. Niemieckiego nie podał, choć w obozie pewnie się trochę nauczył i niemieckiego. Ale może w rubryczce było tylko miejsce na trzy języki.

W rubryce zawód napisał „majster malarski. I u Niemca, od którego wyjeżdżał, i u Sowieta, do którego jechał, mistrz malarski, rzemieślnik był bezpieczniejszy niż artysta malarz.

Ale czy to aby na pewno on? Ten się urodził w roku 1890, a o naszym skądś wiadomo, że w roku 1886.

Choć z drugiej strony wiem, ile tak naprawdę są warte dane archiwalne, te wszystkie metryki, świadectwa chrztu, pracy lub ukończenia szkoły. Wszystko przekręcone, pogubione, źle zinterpretowane, a przede wszystkim po prostu sfałszowane. Jedna rodzina potrafi mieć w archiwach, ale też na grobach trzy lub cztery pisownie swojego nazwiska i sfałszowane daty urodzenia i śmierci. Podczas wojny lepiej było być młodszym i to odmładzanie się nie miało znaczenia kokieteryjnego. Dziecko poniżej 13 roku życia nie musiało podczas okupacji iść do pracy, z kolei starszy człowiek na rampie obozu mógł być od razu skierowany na śmierć, podczas gdy młodszy mógł się jeszcze nadawać do pracy. A jak chcesz przeżyć, każdy rok, miesiąc i dzień się liczy. Bo może zdarzyć się cud, bo przyjdzie wyzwolenie, bo nadarzy się okazja do ucieczki. To nawet nie głowa w tych sprawach decyduje, to instynkt i los. Na rampie w obozie podaję, że urodziłam się w roku 1932, mimo że był to rok 1923, ale cyfry po niemiecku tak łatwo przekręcić. Albo mówię nawet prawdę, a cyfry przekręca rejestrujący mnie więzień Polak. Celowo, żeby mi pomóc, czy ze zmęczenia lub stressu. A jestem mała i traktuje się mnie jeszcze jak dziecko, albo wyrośnięta nad wiek i zaklasyfikowana jako dorosła.

Czy więc rok urodzenia Jana Feliksa Boguckiego, zapisany w Ośrodku dla Dipisów w Kassel, jest prawdziwy, sfałszowany, czy pomylony?

W Kassel było kilkanaście ośrodków dla dipisów. Czy mogło być ich dwóch, Janów Feliksów Boguckich, malarzy, jeden pokojowy, a drugi sztalugowy? Czy też Międzynarodowa Służba Poszukiwań pomyliła ich obu i dlatego my teraz wszyscy myślimy, że dziadek był w Kassel, a może był zupełnie gdzie indziej?

Mogłoby się wydawać, że to wszystko jest niemożliwe, ale jak byłam w podstawówce, we Wrzeszczu na sąsiedniej ulicy też mieszkała Ewa Bogucka i miała dwa ciemne warkocze. Moje były bardziej rude. Poza tym miałam piegi, a ona, jeśli dobrze pamiętam, nie. Ale to naprawdę nieistotne szczegóły. Byłyśmy rówieśniczkami. Ja byłam córką Dariusza, ona Stanisława, nasi ojcowie pracowali na Politechnice Gdańskiej, jak więc poszłyśmy do tej samej szkoły, można się było pomylić i zapisać ją jako mnie, a mnie jako ją. I tak byśmy były na wieki wieków w archiwum, gdzie przechowuje się akta naszej szkoły nr 17 w Gdańsku Wrzeszczu. Może zresztą do dziś jesteśmy tam pomylone. Albo po prostu pomylone.

W książce telefonicznej Warszawy na rok 1938 jest tylko jeden Jan Bogucki, m. Mieszkał na ulicy Trębackiej 4. Owo „m.” oznacza, że to było mieszkanie. Przed wojną była to tzw. kamienica Scheiblera wybudowana w roku 1886. Podczas wojny zniszczona, po wojnie odbudowana, ale już inaczej.

W roku 1921 (styczeń / luty) odbyła się w Zachęcie wystawa „Sztuka i kultura polska na Litwie i Rusi” zorganizowana przez Wydział Zabytków Towarzystwa Straży Kresowej, która przybliżała polskie dziedzictwo artystyczne dawnych kresów wschodnich. Wystawa miała za cel pokazanie bogactwa polskiej kultury, sztuki i zabytków z terenów dawnej Litwy i Rusi. Wydano specjalne przewodniki oraz afisze i plakaty (m.in. projektu Jana Feliksa Boguckiego).

Trudno coś znaleźć. Na portalu alamy, handlującym zdjęciami, trafiam na projekt witrażu. Dziadek przedstawił na nim św. Huberta, patrona myśliwych. Hubert klęczy na pierwszym planie, widzimy go od tyłu, jest duży i masywny. Z tła patrzy na widza głowa jelenia z krzyżem między rogami. To o ten krzyż chodzi. W interpretacji dziadka święty jest patronem herbu Krzywda – gdzie w podkowie krzyż cały, a u góry jeszcze pół. Cały krzyż w podkowie to herb Lubiczów. Ale my mamy jeszcze pół.

Zobacz tu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzywda_(herb_szlachecki)

To herb Boguckich. Boguckich i wielu innych. Legenda rodzinna głosi, że ta dodatkowa połówka krzyża to nagroda od króla za majątek zagrabiony przez brata. Ale jaki król, jaki brat, jaki majątek? Nic nie wiadomo. Tylko tyle wiadomo, że krzywda.

I że podobno nieprawda.




Franz von Stuck

Ewa Maria Slaska

Moi drodzy Berlińczycy, wszyscy pewnie prędzej czy później dotrzecie do Starej Galerii Narodowej, żeby obejrzeć wystawę 8 polskich obrazów z warszawskiego Muzeum Narodowego i pokazać ją dzieciom, wnukom, gościom oraz wszystkim innym Krewnym-i-Znajomym-Królika. A wtedy pójdźcie dalej, aż dojdziecie do sali, w której wystawione są obrazy Franza von Stucka, a niektórzy z Was może po raz pierwszy uświadomią sobie, że istnieje taki malarz niemiecki i że jest dobry!

Polska Wikipedia go odnotowuje, ale nic więcej.

Continue reading “Franz von Stuck” →