Pessimism of Don Quixote

Ewa Maria Slaska

Do not worry, only this part is in Polish, further follows English text

Thanks an Arkadiusz 艁uba for sending me that picture 馃檪

I. Wst臋p z niemieckiej prasy codziennej

Ach, miejmy nadziej臋, 偶e on naprawd臋 oka偶e si臋 naszym promiennym zbawc膮

Trudno wyrokowa膰. Na pewno po odej艣ciu Angeli Merkel Emmanuel Macron wybija si臋 na przyw贸dc臋 Europy, podczas gdy niemieckiemu kanclerzowi przypada zaledwie rola giermka-brzuchacza. O dalszych analogiach mi臋dzy dzisiejsz膮 sytuacj膮 Europy a 偶yciorysem Rycerza o Sm臋tnym Obliczu pisze Arek 艁uba na swoim blogu o komiksach: TU. Ciekawe wydaje si臋 oczywi艣cie, 偶e jak po dw贸ch miesi膮cach wojny biedny zapatrzony we w艂asny brzuch giermek wreszcie podni贸s艂 oczy, ujrza艂 mroczne obrazy wojny i postanowi艂 sam chwyci膰 za miecz, natychmiast zlecia艂y si臋 zewsz膮d niemieckie intelektualne dziewcz膮tka i ch艂opi臋ta, przera偶one do g艂臋bin jestestwa my艣l膮 o tym, 偶e b臋dzie brzydko, be i prosz膮c Sancz臋 Brzuchacza by natychmiast zrezygnowa艂 ze wspierania walki i powr贸ci艂 do roli przyg艂upa. List intelektualist贸w niemieckich TU (jest nawet, niestety moja ulubiona pisarka, Juli Zeh). Najstraszniejsze w tym li艣cie (nazwijmy go) pierwszym by艂a teza, 偶e je偶eli nar贸d ukrai艅ski b臋dzie nadal cierpia艂, to b臋dzie to jego w艂asna wina, bo broni si臋 przed agresorem! To zdanie jest ha艅b膮 europejskiej my艣li pacyfistycznej, a ludzie kt贸rzy uznali, 偶e ofiara jest winna tego, 偶e cierpi, s膮 po prostu ch… I niech ju偶 tam sobie id膮.

Na szcz臋艣cie, zanim przyszed艂 czas na opublikowanie tego posta, pojawi艂 si臋 drugi list otwarty, w kt贸rym paru naprawd臋 porz膮dnych intelektualist贸w wspar艂o Sancho Pans臋 w jego decyzji, 偶eby jednak stan膮膰 po stronie sprawiedliwo艣ci.

Uwaga, po klikni臋ciu na tego linka znajdzie si臋 te偶 link, gdzie si臋 mo偶na podpisa膰 pod tym “drugim listem”, razem Danielem Kehlmannem, Maximem Billerem, Herth膮 M眉ller, Olg膮 i Vladimirem Kaminerami, ze mn膮 i innymi porz膮dnymi lud藕mi.

Koniec cz臋艣ci polskiej

II. Optimistic intermezzo

Albert Dros Photography

I have photographed many windmills over the years, but never one with poppies. Last week, after driving home I put my navigation ‘avoid motorways’. It’s a way for me to discover new places on the countryside, and this windmill was waiting for me. Just a few poppies were enough to make this photo.

Ren茅 Magritte, The Telescope,1963, oil on canvas

III. About optimism of pessimists

Chapter Six
CERVANTES AS EDUCATOR
DON QUIXOTE AND THE PRACTICE
OF PESSIMISM

Don Quixote … is an allegory of the life of every man who,
unlike others, will not be careful merely for his own personal
welfare, but pursues an objective, ideal end that has taken
possession of his thinking and willing; and then, of course,
in this world he looks queer and odd.
-ARTHUR SCHOPENHAUER

Today we read Don Quixote with a bitter taste in our
mouths, almost with a feeling of torment, and would thus
seem very strange and incomprehensible to its author
and his contemporaries: they read it with the clearest
conscience in the world as the most cheerful of books,
they laughed themselves almost to death over it.
-FRIEDRICH NIETZSCHE

Prehistory

Different pessimists have read Don Quixote in different ways (…). But the uniform praise of this novel by the pessimists should cause us to wonder at the source of the commonplace understanding of its protagonist as an enemy of pessimism. Though the reader may reflexively think of Don Quixote as an inveterate optimist, charging at windmills and the like, I would suggest that this has more to do with the popularity of the musical Man of La Mancha than with Cervantes’s actual text. Whatever merits this lachrymose bit of theater may possess, fidelity to the spirit of Don Quixote is not actually one of them. If anything, Man of La Mancha resembles the heavy-handed, Wagnerian operatic romanticism that Nietzsche so feared being associated with.
Though I am not concerned here with cultural analysis, the reworking that Don Quixote receives in Man of La Mancha is an interesting example of the kind of imperialism of optimism that has succeeded in making pessimism invisible today. As Nietzsche reminds us, however, Cervantes’s book was received by its first readers as a bright comedy and was, indeed, internationally successful on that basis.

Practice of pessimism

If Quixote hopes, at first, to right wrongs with a wave of his noble sword, the sad truth about the world eventually destroys that expectation, both in him and in the reader. But if the narratives of chivalry that Cervantes mocks have been a dubious education for Quixote, that is not at all the case for Quixote’s own narrative of chivalry, which is an education for Sancho Panza and, through him, for the rest of us. And, as certain episodes in the novel suggest (particularly those in which Sancho is called upon to govern), it is even a useful political education. For Sancho, the unlettered peasant, to the surprise of everyone, governs wisely when given the opportunity. The justice that the insane Quixote is unable to effect with the sword, Sancho brings about through a sane and brave administration inspired by Quixote’s example. Sancho’s success is limited (indeed, ultimately it is destroyed), but it is (temporarily) genuine. For a time, Sancho organizes a small portion of the universe under something like a decent political regime. And all the characters in the novel, except Quixote, find this astounding.
Cervantes (…) characterizes the universe he created as a pessimistic vision and (…) his book aims at a goal that pessimists would recognize (and have recognized) – a mode of action that acknowledges the insuperable barriers that time-bound existence throws up against justice and happiness, but which does not respond to this situation with resignation. Don Quixote represents what I am terming a “practice of pessimism,” a mode of conduct and action founded on an absence of expectation and hope.

More tomorrow

Don Kichot na poddaszu

Przepi臋kn膮 t臋 histori臋, pierwszy rozdzia艂 berli艅skiej powie艣ci Leberecht H眉hnchen znalaz艂 i umie艣ci艂 na Facebooku Mars Wawrzyn dzi臋kuj臋!

Heinrich Seidel, 鈥炁粂cios艂aw Kurczak鈥 [Leberecht H眉hnchen], 1883 – rozdzia艂 I

Deutsch (das ganze Buch) HIER

Dowiedzia艂em si臋 przypadkiem, 偶e m贸j dobry przyjaciel i kolega ze studi贸w 呕ycios艂aw Kurczak ju偶 od jakiego艣 czasu zamieszkuje w Berlinie i zajmuje stanowisko w jednej z du偶ych fabryk mechanicznych przed Bram膮 Oranienbursk膮. Jak to pewnie zwykle bywa, nasza o偶ywiona pocz膮tkowo korespondencja stopniowo przygas艂a i wreszcie ca艂kiem stracili艣my si臋 z oczu; ostatnim znakiem 偶ycia od niego by艂a wiadomo艣膰 o ma艂偶e艅stwie, kt贸re zawarte zosta艂o przed oko艂o siedmiu laty w ma艂ym miasteczku w Westfalii. Jego nazwisko 艣ci艣le wi膮za艂o si臋 ze wspomnieniem radosnych czas贸w studenckich i od razu postanowi艂em go odszuka膰, by kapitalnego cz艂owieka ponownie zobaczy膰 i od艣wie偶y膰 wspomnienie dawnych dobrych czas贸w.

呕ycios艂aw Kurczak nale偶a艂 do tych uprzywilejowanych, kt贸rym dobra wr贸偶ka w艂o偶y艂a do ko艂yski najlepszy prezent 鈥 sztuk臋 bycia szcz臋艣liwym; posiada艂 dar czerpania s艂odyczy z ka偶dego kwiatu, nawet z zatrutego. Nie pami臋tam, bym widzia艂 go markotnym d艂u偶ej ni偶 pi臋膰 minut, potem wype艂niaj膮cy go niepokonany s艂oneczny blask znowu ja艣nia艂 i umia艂 nawet najtrudniejsz膮 spraw臋 zobaczy膰 przez r贸偶owe okulary. W Hanowerze, gdzie studiowali艣my na politechnice, otrzymywa艂 nader skromne wsparcie z domu i zarabia艂 na konieczne wydatki udzielaniem licho op艂acanych korepetycji; nie opuszcza艂 przy tym jednak 偶adnego spotkania studenckiego i 鈥 co by艂o dla mnie najtrudniejsze do poj臋cia 鈥 prawie zawsze mia艂 pieni膮dze, tak 偶e m贸g艂 drugiemu co艣 po偶yczy膰. Kt贸rego艣 niedzielnego wieczora znalaz艂em si臋 w tym, musz臋 wyzna膰, nierzadkim po艂o偶eniu, 偶e wszystkie me 藕r贸d艂a wsparcia wysch艂y, podczas gdy weksel mia艂 nadej艣膰 dopiero za kilka dni. Po starannym przetrz膮艣ni臋ciu wszystkich kieszeni i wyci膮gni臋ciu wszystkich szuflad zgromadzi艂em zaledwie trzydzie艣ci fenig贸w i z tym maj膮tkiem, samotnie pobrz臋kuj膮cym mi w kieszeni, w艂贸czy艂em si臋 po ulicach, gor膮czkowo zastanawiaj膮c si臋 nad najkorzystniejszym sposobem utopienia tego kapita艂u. Te rozmy艣lania przerwa艂 Kurczak, kt贸ry nagle stan膮艂 przede mn膮 z najszcz臋艣liwsz膮 min膮 na 艣wiecie i zapyta艂, czy nie m贸g艂bym po偶yczy膰 mu trzech talar贸w. Poniewa偶 o to samo chcia艂em zapyta膰 jego, nie mog艂em powstrzyma膰 si臋 od 艣miechu i wyja艣ni艂em, w czym rzecz.

Wspaniale 鈥 rzek艂. 鈥 A wi臋c masz jeszcze trzydzie艣ci fenig贸w? Kiedy dodamy jedno z drugim, nic te偶 nie przyb臋dzie. Ja w艂a艣nie wszystko odda艂em naszemu krajanowi Braunowi, kt贸ry musia艂 dorzuci膰 si臋 do du偶ego interesu i oczywi艣cie koniecznie potrzebowa艂 pieni臋dzy. A wi臋c masz jeszcze trzydzie艣ci fenig贸w? Za to weso艂o sp臋dzimy sobie wiecz贸r!

Popatrzy艂em na niego zdumiony.

鈥 Daj mi no tylko pieni膮dze 鈥 rzek艂 鈥 chc臋 i艣膰 na zakupy 鈥 w domu te偶 mam r贸偶ne rzeczy 鈥 to b臋dzie lukullusowa, powiadam, lukullusowa uczta.

Ruszyli艣my w膮skimi uliczkami w kierunku przedmie艣cia, gdzie mieszka艂. Po drodze znikn膮艂 w ma艂ym, skromnym sklepiku, kt贸ry mo偶na by艂o pozna膰 po parze skrzy偶owanych wapiennych fajeczek, kilku zakurzonych paczkach cykorii i tytoniu, pojemnikach z past膮 do but贸w i garnkach z musztard膮, a po chwili wy艂oni艂 si臋 stamt膮d z dwiema torbami.

呕ycios艂aw Kurczak mieszka艂 na poddaszu 艣miesznie ma艂ego i niskiego domku, po艂o偶onego w r贸wnie miniaturowym ogrodzie. W pokoju dziennym by艂o akurat tyle miejsca, 偶eby dw贸ch bezpretensjonalnych m臋偶czyzn mog艂o rozprostowa膰 nogi, a obok znajdowa艂 si臋 pokoik ze skosem, niemal w ca艂o艣ci zajmowany przez jego 艂贸偶ko, tak 偶e kiedy Kurczak siedz膮c na 艂贸偶ku chcia艂 za艂o偶y艂 buty, musia艂 otwiera膰 drzwi. W klitce tej by艂o jednak co艣 przytulnego; przesz艂o na ni膮 co艣 z pogodnego usposobienia jej mieszka艅ca.

鈥 Przede wszystkim ogrzej si臋 鈥 rzek艂 Kurczak 鈥 i siadaj na sofie, znajd藕 sobie jednak dolink臋. Sofa jest nieco g贸rzysta i wa偶ne jest, by usi膮艣膰 w dolinie.

Rozdmucha艂 ogie艅 w wolnostoj膮cym 偶elaznym piecyku, kt贸ry pod wzgl臋dem wielko艣ci mia艂 si臋 tak mniej wi臋cej do zwyk艂ego pieca jak jamnik do nowofundlanda, i z zadowoleniem przygl膮da艂 si臋 rozgorza艂emu p艂omykowi. Piec ten by艂 przedmiotem jego ci膮g艂ego zachwytu.

鈥 Nie rozumiem 鈥 powiedzia艂 鈥 co ludzie maj膮 przeciwko 偶elaznym piecykom. Za kwadrans mamy tu ciep艂o. A to, 偶e trzeba ognia pilnowa膰 i go podtrzymywa膰, to jest najprzyjemniejsze zaj臋cie, jakie znam. A kiedy za oknem trzaskaj膮ce mrozy, on 艣licznie si臋 prezentuje, kiedy taki czerwony i bu艅czuczny stoi sobie w k膮cie i na przek贸r zimnu si臋 roz偶arza.

Nast臋pnie chwyci艂 ma艂y pordzewia艂y blaszany garnek, nape艂ni艂 go wod膮 i postawi艂 na piecu. Potem nakry艂 do sto艂u. W niedu偶ej drewnianej szafce znajdowa艂y si臋 sprz臋ty kuchenne. By艂y to dwie fili偶anki, jedna w膮ska wysoka, z b艂臋kitn膮 niezapominajk膮 i niezbyt pasuj膮c膮 podstawk膮, druga ca艂kiem szeroka p艂aska, kt贸rej brakowa艂o uchwytu. Dalej ujawni艂a si臋 ma艂a krzywa maselniczka, blaszana puszka z herbat膮 i okr膮g艂a papierowa tutka, niegdy艣 mieszcz膮ca ko艂nierzyki do koszuli, dzisiaj awansowana do rangi cukiernicy. Najkosztowniejszym elementem by艂 jednak wykonany z br膮zowej ceramiki ma艂y okr膮g艂y imbryk do herbaty, z kt贸rym obchodzi艂 si臋 wyj膮tkowo ostro偶nie, jakby by艂 rodzinn膮 pami膮tk膮 i szczeg贸ln膮 艣wi臋to艣ci膮. Trzy talerze i dwa no偶e, na tyle do siebie niepodobne, na ile to jest mo偶liwe po艣r贸d no偶y sto艂owych, widelec z dwoma zaledwie z臋bami i z fataln膮 sk艂onno艣ci膮 do gubienia r膮czki oraz dwie powyginane 艂y偶eczki ze sztucznego srebra dope艂nia艂y zestawu.

Ustawiwszy z pewn膮 zr臋czno艣ci膮 wszystkie te przedmioty, powi贸d艂 po nich pe艂nym zadowolenia 艂agodnym spojrzeniem i rzek艂: 鈥 Ca艂y m贸j dobytek. Jest to ju偶 jednak przecie偶 niewielki wst臋p do gospodarno艣ci.

Tymczasem woda zawrza艂a i Kurczak wyci膮gn膮艂 z wi臋kszej torby pi臋膰 jajek, kt贸re nast臋pnie z wielk膮 zr臋czno艣ci膮 i przy pomocy swego zegarka kieszonkowego j膮艂 gotowa膰. Nastawiwszy nast臋pnie 艣wie偶膮 wod臋 na herbat臋 i wydobywszy wielki bochen chleba, usadowi艂 si臋 z wyrazem najwy偶szego zadowolenia na twarzy w s膮siedniej dolince sofy i rozpocz臋艂a si臋 wieczerza.

Zjad艂szy jedno jajko, m贸j przyjaciel uj膮艂 drugie i spojrza艂 na nie refleksyjnie. 鈥 Patrz, takie jajko 鈥 rzek艂 鈥 a zawiera ca艂膮 kur臋, musi by膰 tylko wysiedziane. A gdy podro艣nie, ta znowu sk艂ada jajka, z kt贸rych znowu b臋d膮 kury i tak dalej, pokolenie za pokoleniem, niezliczone zast臋py zaludniaj膮ce ziemi臋. Teraz bior臋 to jajko i z jednym k臋sem wszystkie znikaj膮. Oto, co nazywam uczt膮!

Tak ucztowali艣my i popijali艣my przy tym herbat臋. Poniewa偶 pi臋膰 przez dwa nie idzie, zosta艂o jedno ma艂e, osobliwe 偶贸艂te jajko, kt贸re postanowili艣my podzieli膰. 鈥 Zdarza si臋 鈥 rzek艂 m贸j przyjaciel, zr臋cznie opukuj膮c jajko ostrzem no偶a, by je rozpo艂owi膰 鈥 zdarza si臋, 偶e po艣r贸d zwyk艂ych jajek zapl膮cze si臋 nader rzadki egzemplarz. Ba偶anty sk艂adaj膮 takie ma艂e 偶贸艂te i wierz臋 istotnie, 偶e to jajko ba偶ancie; mia艂em kiedy艣 jedno w kolekcji i wygl膮da艂o dok艂adnie tak samo.

Wydoby艂 swoj膮 po艂贸wk臋 ze skorupki i z namys艂em spo偶y艂. Potem opar艂 si臋 wygodnie i z p贸艂przymkni臋tymi oczami i u艣miechem gastronomicznego b艂ogostanu wyszepta艂: 鈥 Ba偶ant! Lukullusowa!

Po jedzeniu objawi艂a si臋 fatalna okoliczno艣膰. Mieli艣my wprawdzie tyto艅, bo zakupiona wcze艣niej przez Kurczaka w膮ska niebieska torebka zawiera艂a tego wybornego ziela za dziesi臋膰 fenig贸w, m贸j przyjaciel posiada艂 wszak偶e tylko jedn膮 wadliw膮 fajk臋, kt贸rej ustnik zgryziony by艂 do ostatniej g艂贸wki, a cybuch, b臋d膮c o wiele za ma艂y wzgl臋dem kolanka, mia艂 ten niezapomniany zwyczaj, 偶e nagle wybucha艂 i na nogawki spodni spada艂 wtedy deszcz iskier.

鈥 T臋 trudno艣膰 艂atwo rozwi膮偶emy 鈥 o艣wiadczy艂 Kurczak 鈥 mam tu Don Kiszota (tytu艂 ten obok Biblii i kilku prac naukowych stanowi艂 ca艂o艣膰 jego biblioteki) 鈥 jeden pali, drugi czyta, rozdzia艂 za rozdzia艂em. Ty jako go艣膰 otrzymujesz fajk臋 jako pierwszy, wi臋c wszystko jest w porz膮dku.

Potem, gdy ja nabija艂em fajk臋, a on z namys艂em siorba艂 resztk臋 herbaty, przysz艂a mu do g艂owy nowa my艣l.

鈥 To do艣膰 niesamowite, gdy si臋 pomy艣li, 偶e po to, bym ja m贸g艂 w spokoju siorba膰 herbat臋, a ty pali膰 fajk臋, pracowity Chi艅czyk w odleg艂ym kraju sadzi sadzonki, a Murzyn pracuje w tropikalnym s艂o艅cu. Do tego wielkie parowce w sztormie i szkwale przedzieraj膮 si臋 dla nas przez oceany, a karawany ci膮gn膮 przez rozpalone pustynie. Dumny kr贸l handlu-milioner, co w pa艂acu w Hamburgu mieszka i nad brzegiem 艁aby ksi膮偶臋c膮 posiada rezydencj臋, musi cz臋艣膰 swojej troski nam po艣wi臋ca膰 i podczas gdy jemu zmiany koniunktury nie pozwalaj膮 spa膰 po nocach, my le偶ymy sobie wygodnie wyci膮gni臋ci i marzymy o pi臋knych sprawach, pozwalaj膮c jemu zadr臋cza膰 si臋 tym, by艣my my mogli naby膰 herbat臋 i tyto艅. Smakuje mi podw贸jnie, gdy o tym my艣l臋.

Ach, nie bra艂 pod uwag臋, 偶e wi臋kszo艣膰 tej herbaty mog艂a wyrosn膮膰 na rodzimej wierzbie nad brzegiem leniwie p艂yn膮cego potoku, a tyto艅 w najlepszym razie pochodzi艂 z Marchii Wkrza艅skiej, je偶eli nie zosta艂 wyhodowany na polach Meklemburgii z tej samej rzepy, z kt贸rej powsta艂 cukier, co os艂odzi艂 nam herbat臋.

Nast臋pnie zag艂臋bili艣my si臋 ponownie w starym wiecznym Don Kiszocie i tak wiecz贸r 贸w weso艂o i spokojnie dobieg艂 ko艅ca.

_______________________

Heinrich Seidel (1842-1906) by艂 niezwyk艂膮 osobowo艣ci膮, in偶ynierem, pisarzem i poet膮: https://en.wikipedia.org/wiki/Heinrich_Seidel albo tu – po niemiecku.

Walczyli艣my jak Don Kiszot

List Ireny Bobowskiej, Neni, m艂odej pozna艅skiej poetki i konspiratorki, straconej w roku 1942 w Berlinie, opublikowany w ksi膮偶ce Stefanii Tokarskiej-Kaszubowej Nenia (Pozna艅 1999):

Wyrokiem Landgerichtu zostali艣my, ni偶ej podpisana i dwaj wsp贸艂winni, Michalski Stanis艂aw i Zakrzewski Radziw贸j, skazani na kar臋 艣mierci. Prosz臋 o u艂askawienie, zw艂aszcza dla Michalskiego i Zakrzewskiego oraz – je艣li to mo偶liwe – r贸wnie偶 dla mnie.
Szczeg贸lnie prosz臋 o u艂askawienie dla Michalskiego i Zakrzewskiego, poniewa偶 czuj臋 si臋 za nich odpowiedzialna.
Oni by nigdy czego艣 takiego nie uczynili, gdybym ja z mym kuzynem Kwiatkowskim ich obu nie nam贸wi艂a.
B膮d藕cie Panowie ludzcy i uwzgl臋dnijcie, i偶 obaj ci oskar偶eni byli m艂odzi i zawinili nie tyle przez swe przekonania i czyny, a przez sw膮 m艂odzie艅cz膮 偶膮dz臋 przyg贸d. Nie ka偶cie im p艂aci膰 tak wysokiej ceny.

Zakrzewski i Michalski nie byli 艣wiadomi niebezpiecze艅stw, jakie wi膮za艂y si臋 z zadaniem, kt贸re im zleci艂am i na pewno dzi艣 gorzko 偶a艂uj膮 swego czynu. Pomy艣lcie Panowie tak偶e, 偶e ca艂a ta nasza robota by艂a jedynie czyst膮 dziecinad膮. Nie mo偶na bowiem powiedzie膰, i偶 gazetka pisana na maszynie i drukowana na ma艂ym powielaczu w najwy偶ej 100 egzemplarzach w ci膮gu tygodnia, gazetka czytana przez z g贸r膮 kilkuset ludzi, stanowi艂a zagro偶enie dla Niemiec. Walczyli艣my jak Don Kiszot. B膮d藕cie Panowie wspania艂omy艣lni i nie ka偶cie nam zap艂aci膰 za t臋 dzieci臋c膮 zabaw臋 偶yciem.

Rozumiem, 偶e w czasie wojny rzeczy takie traktowane s膮 szczeg贸lnie surowo, lecz we藕cie pod uwag臋, i偶 wspania艂omy艣lno艣膰 mo偶e nieraz wi臋cej uczyni膰 ni偶 nieub艂agana surowo艣膰.

I darujcie 偶ycie, je艣li ju偶 nie prowodyrom, to cho膰by tym dw贸m, Michalskiemu i Zakrzewskiemu, kt贸rzy stanowili jedynie nasze narz臋dzie.

Irena Bobowska

List zosta艂 napisany w wi臋zieniu Pl枚tzensee w przeddzie艅 wykonania wyroku 艣mierci, 26 wrze艣nia 1942 roku. Nast臋pnego dnia o godzinie 4:36 Irena Bobowska zosta艂a stracona.

***

Ostatnie pozdrowienie

Przez gwiazdy i ksi臋偶yc i s艂o艅ca promienie,
Przez wszystkie blaski istniej膮ce,
Zasy艂am w dom m贸j pozdrowienie,
I moje serce t臋skni膮ce.

Przez drzewa i krzewy i przez wiatru tchnienie,
Przez wszystko, co kwitnie i ro艣nie,
Zasy艂am w dom m贸j pozdrowienie,
I moje sny o wio艣nie.

Przez 艣wie偶膮 ziele艅, przez b艂臋kit nieba,
Przez gr臋 kolor贸w t臋czow膮, l艣nienia,
Zasy艂am w dom m贸j pozdrowienia,
Tchn膮ce mi艂o艣ci膮 purpurow膮.

Przez bicie dzwon贸w, przez ptasz臋ce pienia,
Przez wszystkie 艣piewy i d藕wi臋ki,
Zasy艂am w dom m贸j pozdrowienia,
W tonach 偶a艂osnej piosenki.

Przez sny z艂ote i srebrne marzenia,
I poprzez my艣li t臋sknych roje…
Zasy艂am w dom m贸j pozdrowienia,
Przy艣lijcie Wy mi serca swoje.

Niedatowany wiersz Ireny Bobowskiej, napisany zapewne z okazji 艣wi膮t Bo偶ego Narodzenia 1941 roku, gdy Nenia przebywa艂a w szpitalu wi臋ziennym w Berlin-Moabit. Od momentu aresztowania 20 czerwca 1940 roku, Nenia by艂a przetrzymywana w kilku r贸偶nych wi臋zieniach – w Poznaniu by艂y to najpierw areszt gestapo w Domu 呕o艂nierza, a potem cela 23 w Forcie VII, potem ci臋偶kie i okrutne wi臋zienie we Wronkach, a w Berlinie kolejno wi臋zienie w Spandau, szpital wi臋zienny na Moabicie, wi臋zienie kobiece na Barnimstrasse i wreszcie miejsce ka藕ni, ale tylko przez kilkana艣cie godzin – wi臋zienie Pl枚tzensee.

Nenia chorowa艂a w dzieci艅stwie na chorob臋 Heinego-Medina i przez ca艂e 偶ycie porusza艂a si臋 o kulach albo w w贸zku inwalidzkim.



Chichot Temidy 4

Erotyka i seks

Tym dwom wa偶nym dla nas ludzi sprawom Temida po艣wi臋ca szczeg贸ln膮 trosk臋, w ko艅cu jest empatyczn膮 kobiet膮. Zobaczmy zatem, czego nie wolno robi膰, a co jest zgodne z prawem u wuja Sama i w innych krajach:

W Little Rock (Arkansas) m臋偶czyznom i kobietom nie wolno flirtowa膰 na ulicy, gdy偶 mo偶e to grozi膰 30 dniami aresztu.

W Hartford (Connecticut) zakazane jest ca艂owanie 偶ony w niedziel臋.

Na Florydzie, w stanie Montana, Wirginia i Waszyngton jedyn膮 akceptowan膮 pozycj膮 seksualn膮 jest pozycja misjonarska. Wszystkie inne uwa偶a si臋 za niedozwolone.

W stanie Arizona seks oralny jest uwa偶any za sodomi臋.

Na Florydzie nie mo偶na ca艂owa膰 piersi 偶ony.

W stanie Indiana zabronione jest noszenie w膮s贸w, je偶eli ich w艂a艣ciciel ma zwyczaj ca艂owania innych ludzi.

W stanie Iowa poca艂unek nie mo偶e trwa膰 d艂u偶ej ni偶 pi臋膰 minut.

W Ottumwa, w tym samym stanie, m臋偶czy藕nie nie wolno mruga膰 do kobiety, kt贸rej nie zna.

W Ames (Iowa) m臋偶owi nie wolno po stosunku wypi膰 wi臋cej ni偶 trzech 艂yk贸w piwa, kiedy le偶y z 偶on膮 w 艂贸偶ku, lub trzyma j膮 w ramionach.

W stanie Kentucky kierowcom taks贸wek nie wolno kocha膰 si臋 na przednim siedzeniu pojazdu w czasie godzin pracy.

W stanie Massachusetts kobieta w czasie uprawiania seksu nie mo偶e znajdowa膰 si臋 na g贸rze.

Na Florydzie zabronione s膮 stosunki seksualne z je偶ozwierzem.

W Alexandrii (Minessota) m臋偶czy藕nie nie wolno kocha膰 si臋 z 偶on膮, kiedy z jego ust czu膰 zapach czosnku, cebuli albo sardynek. Je偶eli jego 偶ona sobie tego za偶yczy, musi umy膰 z臋by.

W Carlsbadzie (Nowy Meksyk) dozwolone jest uprawianie seksu podczas przerwy w pracy na lunch w zaparkowanym samochodzie, je偶eli w poje藕dzie s膮 zaci膮gni臋te zas艂ony.

W Szwecji legalna jest prostytucja, ale sprzeczne z prawem jest korzystanie z us艂ug prostytutki.

W Singapurze niezgodny z prawem jest seks oralny, chyba 偶e stanowi element gry wst臋pnej.

W Australii prawny wiek inicjacji seksualnej wynosi 16 lat, ale je偶eli dana osoba pozostaje pod opiek膮 rodzic贸w, lub opiekun贸w prawnych, wiek ten wynosi 18 lat.

We Francji oraz w stanie Wisconsin nie mo偶na ca艂owa膰 si臋 w poci膮gach.

We W艂oszech wolno podszczypywa膰 kobiety w pup臋.

W Arabii Saudyjskiej zabronione jest ca艂owanie nieznajomych.

W stanie Karolina P贸艂nocna wszystkie pary decyduj膮ce si臋 na nocleg w hotelu s膮 zobowi膮zane wynaj膮膰 pok贸j z dwoma oddzielnymi 艂贸偶kami. Odleg艂o艣膰 mi臋dzy nimi musi wynosi膰 co najmniej dwie stopy. Surowo zabronione jest tak偶e uprawianie seksu na wolnej przestrzeni mi臋dzy 艂贸偶kami.

W Allentown (Pensylwania) m臋偶czyznom nie wolno pojawia膰 si臋 publicznie w stanie podniecenia seksualnego, podobnie, jak w Mississippi kobietom.

W stanie Oklahoma, Rhode Island oraz Wirginia nadal zakazane jest utrzymywanie stosunk贸w pozama艂偶e艅skich.

W Dallas (Teksas) zakazane jest posiadanie realistycznie wygl膮daj膮cych wibrator贸w.

W stanie Teksas rozwiedzionym szesnastolatkom nie wolno rozmawia膰 o seksie podczas dodatkowych zaj臋膰 w szkole 艣redniej.

W Lebanon (Wirginia) nie mo偶na wyrzuci膰 偶ony z 艂贸偶ka.

W Auburn (Waszyngton) m臋偶czyzna pozbawiaj膮cy kobiet臋 dziewictwa, bez wzgl臋du na jej wiek, czy te偶 stan cywilny, mo偶e zosta膰 oskar偶ony i skazany na pi臋膰 lat wi臋zienia.

W Connorsville (Wisconsin) m臋偶czy藕nie nie wolno strzela膰 z broni palnej w momencie, kiedy jego partnerka prze偶ywa orgazm.

To by艂oby na razie na tyle, je偶eli chodzi o Chichot Temidy. Do tej zabawnej lektury postaram si臋 jeszcze wr贸ci膰, ale pojutrze wypada 80 rocznica pewnego wa偶nego dekretu, wynikaj膮cego z Uk艂adu Sikorski-Majski, o kt贸rym chcia艂bym napisa膰 w nast臋pnym materiale, wi臋c b臋dzie powa偶niej.

Opracowanie i wyb贸r: Zbigniew Milewicz

Chichot Temidy 3

Dziwny jest ten 艣wiat

To tytu艂 kolejnego rozdzia艂u przepisywanej ksi膮偶eczki, jak adekwatny, przekonacie si臋 Pa艅stwo sami:

W stanie Arkansas, wed艂ug tamtejszego prawa, nauczyciele, kt贸rzy nosz膮 fryzur臋 鈥瀗a pazia鈥, nie dostan膮 podwy偶ki.

W Little Rock, w tym samym stanie, nie mo偶na u偶ywa膰 klaksonu w miejscach, gdzie po godzinie 21.00 podawane s膮 napoje i kanapki.

W Blythe (Kalifornia) nie wolno nosi膰 kowbojskich but贸w, je艣li nie posiada si臋 przynajmniej dw贸ch kr贸w.

W stanie Oregon zabronione jest gwizdanie pod wod膮.

W Tampa Bay (Floryda) niezgodne z przepisami jest jedzenie bia艂ego sera w niedziel臋, po godzinie 18.00.

W Pullman (Illinois) mo偶na protestowa膰 nago przed ratuszem, ale pod warunkiem, 偶e ma si臋 mniej ni偶 17 lat i posiada si臋 odpowiednie zezwolenie.

W Bostonie (Massachusetts) zabroniona jest gra na skrzypcach. Tam偶e r贸wnie偶 – dw贸m osobom nie wolno si臋 ca艂owa膰 pod ko艣cio艂em.

W Fort Madison (Iowa) oddzia艂 stra偶y po偶arnej musi 膰wiczy膰 walk臋 z ogniem 15 minut przed wezwaniem do po偶aru.

W stanie Iowa jednor臋ki pianista musi wyst臋powa膰 za darmo.

W stanie Kentucky, je偶eli podaruje si臋 przyjacielowi butelk臋 piwa, wina lub spirytusu (jako prezent), mo偶na zosta膰 skazanym na pi臋膰 lat wi臋zienia.

R贸wnie偶 w Kentucky 偶a艂obnikowi, kt贸ry czuwa nad zmar艂ym nie wolno zje艣膰 wi臋cej ni偶 trzech kanapek.

W Holyoke (Massachusetts) niezgodne z prawem jest podlewanie trawnika, kiedy pada deszcz.

W Brainerd (Minessota) ka偶dy m臋偶czyzna musi zapu艣ci膰 brod臋.

W stanie Nebraska rodzic mo偶e zosta膰 aresztowany, je偶eli jego dziecko nie powstrzyma bekania podczas nabo偶e艅stwa w ko艣ciele.

W Las Vegas (Newada) wykroczeniem jest zgubienie protezy z臋bowej.

W stanie Nowy Jork prawo zakazuje witania si臋 gestem, polegaj膮cym na po艂o偶eniu kciuka na nosie i poruszaniu reszt膮 palc贸w.

Na Hawajach sprzeczne z prawem s膮 praktyki wk艂adania monet jednocentowych do ucha.

W Asheville (Karolina P贸艂nocna) nie wolno kicha膰 na ulicy.

W Marion (Ohio) zakazane jest jedzenie p膮czk贸w i chodzenie w tym samym czasie ty艂em po ulicy.

W Hazelton (Pensylwania) nauczycielom nie wolno pi膰 napoj贸w gazowanych w czasie, kiedy prowadz膮 lekcje.

W stanie Teksas zakazane jest posiadanie Encyklopaedii Britannica, gdy偶 jedno z opublikowanych w niej hase艂 zawiera informacje pozwalaj膮ce na domowy wyr贸b piwa.

W stanie Vermont surowo wzbronione jest malowanie krajobraz贸w w czasie wojny.

W Norfolk (Wirginia) nie wolno plu膰 na mewy.

W stanie Waszyngton zabronione jest bezpodstawne utrzymywanie, i偶 jest si臋 dzieckiem bogatych rodzic贸w.

Na koniec kilka ciekawostek spoza USA:

W Tajlandii nie mo偶na depta膰 banknot贸w i monet, bez wzgl臋du na walut臋. Nie wolno r贸wnie偶 wyrzuca膰 zu偶ytej gumy balonowej na chodnik, grozi za to grzywna w wysoko艣ci 600 dolar贸w.

W Kanadzie niezgodne z prawem jest pozbawienie 偶ycia chorego przez wystraszenie go.

W Anglii samob贸jstwo jest klasyfikowane jako przest臋pstwo skarbowe.

Opracowanie i wyb贸r: Zbigniew Milewicz

艁apacz na polu 偶yta

Ewa Maria Slaska:

W miniony pi膮tek min臋艂o 70 lat od wydania Buszuj膮cego w zbo偶u J. D. Salingera. Dziwaczny tytu艂, ale i tak wszyscy pami臋tamy, o co w nim chodzi. Niestety Catcher in the rye zosta艂 nieprawid艂owo przet艂umaczony na polski. Holden Caulfield nie chcia艂, jak doro艣nie, buszowa膰 w zbo偶u, chcia艂 by膰 “艂apaczem” dzieci, buszuj膮cych w 艂anie dojrza艂ego 偶yta na polu, kt贸re dochodzi do kraw臋dzi przepa艣ci. Ale my艣l臋, 偶e niczego nie powinni艣my ju偶 zmienia膰 w tym, 偶e po polsku ksi膮偶ka nazywa si臋 “buszuj膮cy w zbo偶u”, bo to dobry tytu艂 i wywo艂uje dobre, obrazowe skojarzenia.

Mnie jednak zawsze intrygowa艂y kaczki w tej powie艣ci. Holden w艂a艣nie uciek艂 ze szko艂y (a w艂a艣ciwie opu艣ci艂 j膮 kilka dni przed czasem) i odwiedza swojego nauczyciela angielskiego, kt贸ry da艂 mu z艂膮 ocen臋 za ostatnie wypracowanie. Nauczyciel si臋 t艂umaczy, dlaczego musia艂 to zrobi膰, Holden mu co艣 odpowiada.

Najzabawniejsze, 偶e plot膮c tak trzy po trzy my艣la艂em przez ca艂y czas o czym艣 innym. Mieszkam stale w Nowym Jorku i my艣la艂em o stawie w po艂udniowej cz臋艣ci Parku Centralnego. Zastanawia艂em si臋, czy b臋dzie zamarzni臋ty, kiedy przyjad臋, a je偶eli zamarznie, co si臋 stanie z kaczkami. G艂owi艂em si臋, co robi膮 kaczki, kiedy l贸d 艣cina ca艂y staw. Czy kto艣 po nie przyje偶d偶a ci臋偶ar贸wk膮 i zabiera je do zoo albo gdzie indziej, czy te偶 mo偶e same po prostu odlatuj膮?

Pytanie powraca, gdy Holden, ju偶 w Nowym Jorku, jedzie taks贸wk膮.

Nagle co艣 mi si臋 przypomnia艂o.
– Ej, s艂uchaj pan. Pewnie pan zna te kaczki na lagunie w po艂udniowej cz臋艣ci parku.
– Co?
– Kaczki z tego jeziorka? Mo偶e pan przypadkiem wie, gdzie si臋 podziewaj膮, kiedy woda zamarza? Nie wie pan tego przypadkiem?
Oczywi艣cie zdawa艂em sobie spraw臋, 偶e mam jedn膮 szans臋 na milion, 偶eby trafi膰 na szofera, kt贸ry by to wiedzia艂. Obejrza艂 si臋 na mnie, popatrzy艂 jak na wariata.
– O co chodzi? – spyta艂. – Balona pan ze mnie robisz czy jak?
– Nie, sk膮d znowu. Po prostu jestem ciekawy. Nic wi臋cej.

Prawdopodobnie na zasadzie skojarze艅 Holden nast臋pnego taks贸wkarza pyta o to samo.

Po jakim艣 czasie nawi膮za艂em co艣 w rodzaju rozmowy z kierowc膮 taks贸wki. Nazywa艂 si臋 Horwitz. Okaza艂 si臋 o wiele sympatyczniejszy od tamtego taks贸wkarza, z kt贸rym jecha艂em poprzednio. Przysz艂o mi wi臋c do g艂owy, 偶e mo偶e on co艣 wie na temat kaczek.

– Panie Horwitz – powiedzia艂em – czy pan przeje偶d偶a czasem ko艂o laguny w Parku Centralnym? Wie pan, w po艂udniowej cz臋艣ci parku?
– Ko艂o czego?
– Ko艂o laguny. Takie, wie pan, jeziorko. Gdzie p艂ywaj膮 kaczki. Wie pan?
– Aha. No to co?
– Zauwa偶y艂 pan kaczki, co tam p艂ywaj膮 w k贸艂ko po wodzie? Wiosn膮 i latem. Czy pan przypadkiem nie wie, gdzie one si臋 podziewaj膮 w zimie?
– Kto?
– Kaczki. Nie wie pan tego przypadkiem? Czy mo偶e kto艣 po nie przyje偶d偶a i zabiera je samochodem, czy te偶 same odlatuj膮 na po艂udnie?
Horwitz odwr贸ci艂 si臋 i popatrzy艂 na mnie. Ch艂op by艂 wida膰 z natury niecierpliwy. Chocia偶 z艂y nie by艂.
– Sk膮d, u diab艂a, mam wiedzie膰? – odrzek艂. – Sk膮d, u diab艂a, mam wiedzie膰 takie g艂upstwa?
– W ka偶dym razie niech si臋 pan nie gniewa – powiedzia艂em. Gniewa艂 si臋. Mo偶e o to pytanie, a mo偶e o co艣 innego, nie wiem.
– Kto si臋 gniewa? Nikt si臋 przecie偶 nie gniewa.
Nie pr贸bowa艂em dalszej pogaw臋dki, skoro taki by艂 dra偶liwy. Ale on sam si臋 odezwa艂. Zn贸w si臋 odwr贸ci艂 i rzek艂:
– Ryby nigdzie si臋 nie wynosz膮. Zostaj膮 na miejscu. W tym tam g艂upim jeziorku.
– Ryby to co innego. Ryby s膮 inne. Ja m贸wi臋 o kaczkach – odpar艂em.
– Co to za r贸偶nica? 呕adnej r贸偶nicy nie ma – powiedzia艂 Horwitz.
Cokolwiek m贸wi艂, mia艂o si臋 wra偶enie, 偶e okropnie si臋 irytuje.
– Dla ryb zima jest jeszcze ci臋偶sza do wytrzymania ni偶 dla kaczek. Niech si臋 pan zastanowi.
Przez chwil臋 nic nie odpowiada艂em. Potem powiedzia艂em:
– Mo偶e i racja. No, wi臋c, co robi膮 ryby, kiedy ca艂e jeziorko a偶 do dna zamarza, a ludzie 艣lizgaj膮 si臋 po nim?
Horwitz znowu si臋 odwr贸ci艂.
– Rany boskie, o co panu chodzi? – wrzasn膮艂 na mnie. – Gdzie maj膮 si臋 podzia膰? Siedz膮 tam gdzie zawsze.
– Nie mog膮 przecie偶 nie zwraca膰 wcale uwagi na l贸d. To niemo偶liwe.
– A kto m贸wi, 偶e nie zwracaj膮 uwagi? Jak jest l贸d, to ka偶dy go przecie偶 widzi – powiedzia艂 Horwitz.
By艂 okropnie wzburzony, ba艂em si臋, 偶e wpakuje w贸z na latarni臋 czy co艣 w tym rodzaju.
– 呕yj膮 sobie dalej w lodzie. Taka ju偶 ich cholerna natura. Zamarzaj膮 na miejscu, tak jak s膮, na ca艂膮 zim臋 – Taak? A co 偶r膮? Bo je偶eli zamarzaj膮 na dobre, to nie mog膮 p艂ywa膰 i szuka膰 sobie 偶arcia.
– Rany boskie, czego pan chce? Ca艂ym cia艂em ci膮gn膮 po偶ywienie, i co im tam potrzeba, po prostu z rozmaitego wodnego zielska i 艣mieci, co s膮 w lodzie. Maj膮 wci膮偶 pory otwarte. Taka ich cholerna natura. Rozumie pan?
I zn贸w si臋 odwr贸ci艂 do kierownicy, 偶eby na mnie popatrzy膰.
– Aha – powiedzia艂em.
Da艂em temu spok贸j. Ba艂em si臋, 偶e rozwali w贸z i mnie razem z wozem w drzazgi. Zreszt膮 s艂aba przyjemno艣膰 dyskutowa膰 z takim obra藕liwym facetem.
– Mo偶e by pan zgodzi艂 si臋 przystan膮膰 i wst膮pi膰 ze mn膮 gdzie艣 na jednego? – spyta艂em.
Nic nie odpowiedzia艂. Pewnie jeszcze rozmy艣la艂 o rybach. Powt贸rzy艂em propozycj臋. Ch艂op by艂 w gruncie rzeczy sympatyczny, i zabawny tak偶e.
– Nie mam, bracie, czasu wst臋powa膰 na kielicha – powiedzia艂. – A ile w艂a艣ciwie pan ma lat? Dlaczego pan o tej porze nie le偶y w 艂贸偶ku, w domu?
– Nie chce mi si臋 spa膰.
Kiedy zajechali艣my przed lokal Ernie’ego i zap艂aci艂em rachunek, Horwitz znowu wyjecha艂 z rybami. Zabi艂em mu 膰wieka w g艂ow臋, fakt.
– S艂uchaj pan – powiedzia艂. – Gdyby pan by艂 ryb膮, matka przyroda opiekowa艂aby si臋 przecie偶 panem, co? Mam racj臋 czy nie? Nie my艣li pan chyba, 偶e ryby po prostu wszystkie zdychaj膮 zim膮? My艣li pan?
– Nie, ale鈥
– Nie, przysi臋gam Bogu, 偶e nie! – powiedzia艂 Horwitz i ruszy艂 wozem z miejsca, jakby go piorun strzeli艂.

(…)

Kombinowa艂em 偶e p贸jd臋 nad jeziorko i przekonam si臋 w ko艅cu, co kaczki robi膮, zobacz臋, czy s膮 tam gdzie艣 w pobli偶u, czy te偶 ich nie ma. Ale po dzi艣 dzie艅 nie wiem, jak jest naprawd臋 z tymi kaczkami.
Do parku by艂o niedaleko, poza tym nie mia艂em dok膮d i艣膰, nie wiedzia艂em nawet, gdzie przespa膰 reszt臋 nocy, wi臋c poszed艂em. Nie czu艂em si臋 ani troch臋 zm臋czony. Tylko przegrany jak diabli.

Wszed艂em do parku, Ciemno by艂o tam, cho膰 oko wykol.

Od urodzenia mieszka艂em w Nowym Jorku, Park Centralny znam jak w艂asn膮 kiesze艅, bo kiedy by艂em ma艂y, ca艂ymi dniami rozbija艂em si臋 po nim na wrotkach albo na rowerze, a mimo to nie mog艂em tamtej nocy trafi膰 nad jeziorko. Wiedzia艂em, gdzie jest – w po艂udniowej cz臋艣ci parku – ale nie mog艂em go znale藕膰 w 偶aden spos贸b. Musia艂em by膰 gorzej zalany, ni偶 mi si臋 wydawa艂o. Szed艂em i szed艂em, coraz ciemniej si臋 robi艂o doko艂a i coraz bardziej ponuro. Nigdzie w parku 偶ywej duszy nie spotka艂em. Z tego zreszt膮 by艂em zadowolony. Pewnie bym zwia艂 ze strachu, gdybym si臋 na kogo艣 napatoczy艂. W ko艅cu znalaz艂em, czego szuka艂em. Woda by艂a cz臋艣ciowo zamarzni臋ta, a cz臋艣ciowo nie. Kaczek ani 艣ladu. Obszed艂em ca艂e to cholerne jeziorko, raz o ma艂y w艂os nie chlupn膮艂em do wody, ale kaczek ani widu, ani s艂ychu. Przysz艂o mi na my艣l, 偶e je偶eli s膮 w pobli偶u, to pewnie o tej porze 艣pi膮 gdzie艣 tu偶 nad brzegiem, w trawie. No i tym sposobem o ma艂o nie wpad艂em do wody. Ale kaczek nie znalaz艂em. Ani jednej.

To tyle o kaczkach.

Prze艂o偶y艂a Maria Skibniewska

搂搂搂 Anegdoty prokuratora Og贸rka (6)

Do publikacji wybra艂 i opracowa艂: Zbigniew Milewicz

W latach 70 w ramach tzw. 鈥瀢ymiany do艣wiadcze艅鈥, odwiedzi艂a 贸wczesne wojew贸dztwo katowickie grupa prawnik贸w z zaprzyja藕nionego, o艣ciennego pa艅stwa. Ze strony polskiej towarzyszy艂 im 贸wczesny minister sprawiedliwo艣ci, za艣 funkcj臋 t艂umacza pe艂ni艂a pani s臋dzia Danuta Trojnar.
Gdy po ca艂odziennej pracy, wieczorem, znu偶ona wr贸ci艂a do domu, zauwa偶y艂a brak pier艣cionka na palcu. Przypomnia艂a sobie, 偶e w czasie pobytu w willi rz膮dowej zdj臋艂a pier艣cionek, gdy my艂a r臋ce w toalecie.
Natychmiast zatelefonowa艂a pod ten adres. Telefon odebra艂 sam minister, kt贸ry odnalaz艂 pier艣cionek i obieca艂 przes艂a膰 go natychmiast w艂a艣cicielce za po艣rednictwem 贸wczesnego prezesa s膮du wojew贸dzkiego. Nazajutrz prezes poprosi艂 wo藕nego, by odda艂 pier艣cionek w艂a艣cicielce, kt贸ra prowadzi艂a akurat rozpraw臋 na sali s膮dowej.
Wo藕ny wszed艂 na sal臋 rozpraw i w obecno艣ci stron, ich pe艂nomocnik贸w i zebranej publiczno艣ci zawo艂a艂 dono艣nym g艂osem:
– Pan minister przesy艂a pani s臋dzi 鈥 z艂oty pier艣cionek.
Szmer zdziwienia, ale i podziwu przeszed艂 przez sal臋 rozpraw. Towarzyszy艂 pani s臋dzi r贸wnie偶 przez kilka nast臋pnych tygodni.

Przodkowie i potomkowie

Przed laty w Prokuraturze Powiatowej w Zabrzu pracowa艂a m艂oda, inteligentna i ambitna pani prokurator, Anna Andrysiak. W tym samym czasie Boles艂aw Andrysiak by艂 ju偶 znanym i wzi臋tym adwokatem katowickiej palestry.
Kiedy na jakim艣 spotkaniu, po raz pierwszy ich sobie przedstawiono, ona z m艂odzie艅cz膮 bezpo艣rednio艣ci膮 powiedzia艂a:
– Zastanawiam si臋, czy nie mamy wsp贸lnych鈥
i w tym momencie fatalnie si臋 przej臋zyczy艂a, gdy偶 zamiast powiedzie膰 przodk贸w, powiedzia艂a potomk贸w.
Pan mecenas skwapliwie podchwyci艂 ten freudowski lapsus, a nast臋pnie 鈥 rozwijaj膮c rodzinny w膮tek powiedzia艂 :
– Pani prokurator ! Wsp贸lnych przodk贸w chyba nie mamy, ale je偶eli chodzi o wsp贸lnych potomk贸w, to鈥 serdecznie pani膮 zapraszam鈥

Prawnicze my艣lenie

Wybitny specjalista prawa mi臋dzynarodowego, prof. Julian Makowski egzaminuje inteligentnego, ale leniwego studenta, kt贸ry s艂abo przygotowa艂 si臋 do egzaminu. Na precyzyjne pytania profesora student odpowiada og贸lnikowo i enigmatycznie, pomijaj膮c sedno sprawy.
Po pewnym czasie tego kulawego dialogu profesor zdenerwowa艂 si臋, wzi膮艂 indeks studenta i wpisa艂: 鈥瀒diota鈥. Student, nie trac膮c rezonu, odpowiedzia艂 :
– Panie profesorze, widz臋 podpis, ale nie widz臋 stopnia.
W贸wczas profesor roze艣mia艂 si臋 serdecznie, przekre艣li艂 poprzedni wpis i wstawi艂 ocen臋 鈥瀊ardzo dobry鈥. A ustnie doda艂:
– Za my艣lenie prawnicze.

Reszta opowiastek poni偶ej na zdj臋ciach; przypominam, 偶e wystarczy klikn膮膰 na ka偶d膮 z nich, 偶eby obrazek si臋 powi臋kszy艂, u艂atwiaj膮c czytanie.

Niestety brak miejsca, 偶eby przytoczy膰 wszystkie dykteryjki z tej kapitalnej ksi膮偶ki. W rozmowie telefonicznej z panem Zygmuntem Og贸rkiem dowiedzia艂em si臋, 偶e ma on kilkadziesi膮t nowych anegdot i nadziej臋, 偶e nadejd膮 kiedy艣 czasy, kiedy b臋dzie je mo偶na opublikowa膰.

Serdecznie 偶ycz臋 tego Autorowi i sobie przy okazji r贸wnie偶.

搂搂搂 Anegdoty prokuratora Og贸rka (5)

This image has an empty alt attribute; its file name is oratorwinieta-2.jpg

Do publikacji wybra艂 i opracowa艂 Zbigniew Milewicz

Okazanie

W czasach PRL-u handel dewizami by艂 zakazany. Mo偶na je by艂o wprawdzie posiada膰, ale nie wolno ich by艂o 鈥 c贸偶 za paradoks 鈥 kupi膰, za艣 odsprzeda膰 mo偶na by艂o tylko bankom. W tej sytuacji 鈥 wzi臋tej 偶ywcem z Mro偶ka 鈥 pok膮tny handel dewizami by艂 do艣膰 powszechny, a milicja ugania艂a si臋 za po艣rednikami po ca艂ej Polsce. Na ich celowniku znalaz艂 si臋 te偶 znany handlarz walutami Marian vel Moszek M.

Pewnego razu zrobiono mu zdj臋cie na ko艅skim targu, gdy rozmawia z innym hurtownikiem w 鈥瀌ewizowej bran偶y鈥. Milicjanci w przekonaniu, 偶e teraz uda im si臋 zagoni膰 handlarza w kozi r贸g, wezwali go do komisariatu, okazali mu zrobione zdj臋cie i zapytali tryumfalnie:
– Kto to jest?
Moszek M. wzi膮艂 zdj臋cie do r臋ki, popatrzy艂 na nie z bliska i z pewnej odleg艂o艣ci, przekr臋ci艂 w lewo i w prawo, a na jego twarzy pojawi艂 si臋 wyraz skupienia i intelektualnego wysi艂ku. W ko艅cu przem贸wi艂:
– Ju偶 go gdzie艣 widzia艂em, ju偶 gdzie艣 widzia艂em ten ko艅ski 艂eb.
W kadrze bowiem, na pierwszym planie znalaz艂a si臋 ch艂opska furmanka z koniem w zaprz臋gu.
– Nie o konia chodzi, tylko o tego faceta, kt贸ry obok pana stoi 鈥 zdenerwowa艂 si臋 milicjant.
– A tego to nie znam, odpowiedzia艂 zdecydowanie Moszek M.

Poni偶ej dalsze opowie艣ci prokuratora Og贸rka. Przypominam, 偶e wystarczy “klikn膮膰” w wybran膮 stron臋, aby uzyska膰 艂atwe w czytaniu powi臋kszenie.

搂搂搂 Anegdoty prokuratora Og贸rka (4)

This image has an empty alt attribute; its file name is oratorwinieta-2.jpg

Do publikacji wyszuka艂 i przygotowa艂 Zbigniew Milewicz

Kwiaty dla prokuratora

Skarga obywatelska jest instytucj膮 prawn膮, ale niezasadna mo偶e sta膰 si臋 prawdziw膮 udr臋k膮 dla urz臋dnika, zw艂aszcza gdy skar偶膮cym jest kwerulant lub psychiczny maniak. Wie o tym ka偶dy do艣wiadczony prokurator. Pod koniec lat 70 przekonali si臋 o tym tyscy prokuratorzy, gdy odm贸wili pewnej kobiecie wszcz臋cia dochodzenia w sprawie rzekomego zagro偶enia jej 偶ycia. Czyn ten, wed艂ug s艂贸w pokrzywdzonej polega艂 na tym, 偶e niezidentyfikowani sprawcy truli j膮 gazem, wpuszczanym do mieszkania przez dziurk臋 od klucza oraz napromieniowali j膮 przez szyby w oknie i zewn臋trzne 艣ciany mieszkania.

Wszelkie, delikatne zreszt膮, sugestie, 偶e nie ma podstaw do obaw, spe艂z艂y na niczym. Kobieta wiedzia艂a swoje.

Gdy zm臋czonym prokuratorom brak艂o konceptu na zako艅czenie post臋powania w spos贸b, kt贸ry by zadowoli艂 pokrzywdzon膮, spraw臋 wzi膮艂 w swoje r臋ce prokurator Leopold Zahraj.

Zaprosi艂 kobiet臋 do swojego gabinetu, z zatroskan膮 min膮 wys艂ucha艂 jej skargi, a nast臋pnie sporz膮dzi艂 lapidarn膮 notatk臋 s艂u偶bow膮. Na zako艅czenie o艣wiadczy艂 pokrzywdzonej, 偶e w jej sprawie powo艂a brygad臋 antyterrorystyczn膮, kt贸ra zlikwiduje prze艣ladowc贸w. Zadowolona kobieta opu艣ci艂a prokuratorski gabinet.

Po tygodniu wr贸ci艂a przed oblicze prokuratora i wr臋czy艂a mu bukiet kwiat贸w 鈥瀦a to, 偶e wytru艂 wszystkich sprawc贸w鈥, kt贸rzy j膮 latami prze艣ladowali.

Od Adminki: Przypominam, 偶e poni偶sze opowiastki dadz膮 si臋 lepiej przeczyta膰 po tzw. “klikni臋ciu” na wybrane kartki.

搂搂搂 Anegdoty prokuratora Og贸rka 3

This image has an empty alt attribute; its file name is oratorwinieta-2.jpg

Wybra艂 i poda艂 do publikacji Zbigniew Milewicz

Genera艂

Katowicki Oddzia艂 Zrzeszenia Prawnik贸w Polskich jest od wielu lat najaktywniejszym oddzia艂em w Polsce. Opr贸cz dzia艂alno艣ci wydawniczo-odczytowej i popularyzatorskiej prawa preferuje te偶 r贸偶ne formy dzia艂alno艣ci sportowej i turystycznej. Dobr膮 tradycj膮 od wielu lat sta艂y si臋 organizowane kilka razy w roku 鈥 przez wspania艂ego i niestrudzonego w tym wzgl臋dzie s臋dziego Janusza Kiercza 鈥 zbiorowe wycieczki w Alpy. W艣r贸d wielu wytrawnych narciarzy, szczeg贸ln膮 elegancj膮 ruch贸w i perfekcyjn膮 sylwetk膮 na stoku wyr贸偶nia si臋 pan mecenas Henryk Tomera.

Ostatnio, na stokach szwajcarskiego Matterhornu zadziwi艂 ponadto niecodziennym nakryciem g艂owy, a mianowicie wysok膮 futrzan膮 czap膮 a la Czapajew, z 鈥瀊olsz膮鈥 czerwon膮 gwiazd膮. To i艣cie atama艅skie nakrycie g艂owy wzbudzi艂o autentyczn膮 ciekawo艣膰 turyst贸w.

– Wer ist dieser Mann ? 鈥 pytali spokojni zazwyczaj Szwajcarzy.
– Ein russischer General 鈥 odpowiadali 偶artobliwie ch贸rem nasi.

W ten spos贸b cz臋艣膰 generalskiej s艂awy sp艂yn臋艂a r贸wnie偶 na nas, jego towarzyszy.

Nast臋pne opowie艣ci przeczytamy ju偶 z zeskanowanych stron – przypominam, 偶e wystarczy klikn膮膰 w kolejn膮 stron臋, 偶eby j膮 powi臋kszy膰 i wygodnie przeczyta膰.

Nast臋pne historyjki za tydzie艅