Once upon a time in Palermo

Michael G. Müller

Am 17. März 1658 zelebrierte die Heilige Inquisition in Palermo einen feierlichen actus fidei (Autodafé), um die übers Jahr gefällten Urteile der Inquisitoren gegen Hexen, Gotteslästerer und Häretiker öffentlich zu verkünden. Diesmal waren dafür auf dem Domplatz eigens Holztribünen für die vielen geistlichen und weltlichen Würdenträger errichtet worden; die Volksmassen konnten das Geschehen von der Straße aus verfolgen. Die Angeklagten (eigentlich schon Verurteilten), es waren 30, wurden in einer von bewaffneten Adligen begleiteten Prozession zum Dom geführt, dort mussten sie sich einzeln dem Inquisitionskollegium stellen, um die verhängte Strafe zu vernehmen. Der spektakulärste Fall dieses Tages war der von Diego La Matina, eines Augustinermönchs aus dem Städtchen Racalmuto. Er hatte sich nicht nur (angeblich) der Häresie schuldig gemacht, sondern auch, ein Jahr, zuvor (tatsächlich) den amtierenden Inquisitor in verzweifelter Gegenwehr gegen die Folter bei einem Verhör erschlagen. Mit Ketten an ein Holzgestell gefesselt wurde er jetzt vor die Inquisitoren geschleppt. Diese verkündeten das erwartete Todesurteil und übergaben La Matina zur Urteilsvollstreckung der „weltlichen Hand“. Noch am selben Abend, aber an einem anderen Ort in der Stadt, wurde er bei lebendigem Leib auf dem Scheiterhaufen verbrannt.

Continue reading “Once upon a time in Palermo”

Miasto Duchów

Konrad (i EMS)

Kilka dni temu Konrad, który aktualnie przebywa w Wietnamie, a na weekend pojechał do Hue, starej wietnamskiej stolicy, napisał:

W niedzielę byłem na najwspanialszym cmentarzu w życiu (i jednym z najwspanialszych miejsc w ogóle). Ogromne nagrobki wielkości świątyń, często bardzo kolorowe, fraktalne, jak ze snu lub psychodelii, wybudowane przez zwykłe rodziny, które zainwestowały majątek. Było ich mnóstwo, widać je było daleko na horyzoncie, tak jakby cmentarz nie miał końca. Jednocześnie nikogo tam nie było, ani turystów, ani mieszkańców, słychać tylko śpiew ptaków i szum morza. Jeden tylko grób odtwarzał powtarzającą się bez końca mantrę. Coś niewyobrażalnego.

Continue reading “Miasto Duchów”

Kartonowy zderzacz kotów

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

czyli kolejne rozważania z pogranicza między fizyką kwantową a życiem

W tym roku oprócz setnej rocznicy interpretacji kopenhaskiej obchodzimy również dziewiędziesiątą rocznicę Kota Schrödingera. Z tej okazji, z myślą o kobietach, skonstruowałem “kartonowy zderzacz kotów”. Kot Schrödingera wprawdzie zawsze robi wrażenie na kobietach, ale koncentrują się na jego stanie martwym, co zaciemnia obraz superpozycji stanów żywy / martwy. Liczę, że mój “kartonowy zderzacz  kotów” tej wady nie będzie miał. Zderzenia są bezbolesne, są kocią zabawą, sprawiającą radość zarówno kotom jak i dzieciom. Ponadto zderzacz rzuca światło na wpływ kopenhaskiej interpretacji fizyki kwantowej na teorię literatury i życie w małym miasteczku. Budowa zderzacza nie wymaga specjalistycznego sprzętu ani substancji radioaktywnych. Wystarczy karton, szpilki, nożyczki i pisak.

Continue reading “Kartonowy zderzacz kotów”

Wspinaczka w głowie

Teresa Rudolf

*** 

Rodząc się otwierasz
drzwi na świat ten
i zamykasz je znów,
odchodząc w inny,

w tajemnicę…

a na tym świecie
ciągle jakieś drzwi
na pół otwarte,
na pół zamknięte,

drzwi…

niedokończonych
spraw, słów nie
wymówionych,
lub wymawianych

z nadmiarem…

Ciągle jakieś
przeciągi drzwi
niedomkniętych,
gwiżdżą w życiach

ludzkich…

Ponoć najgłośniej
szepce… sumienie,
znienacka otwarte,
byśmy się dokładnie

sobie przyjrzeli…

ono wciąż podpowiada
o niepodomykanych
drzwiach naszego życia,
zanim już zamkniemy, 

… te ostatnie,
każdy u siebie…

W głowie dziś wspinaczka
w najwyższe Alpy, 
skrzypię sobie pod nogami, 
wbijam chorągiewkę…

i udaje się przemilczeć lawinę.

***

Kręci się, kręci się globus
ziemski, nagle czyjaś ręka
zatrzymuje się na  jakimś
punkcie i już dech zapiera…

…czyja to ręka, czego szuka
w tym punkcie świata,
ręka czyjej głowy, tkającej 
zbrodniczą pajęczynę?


Reblog: 11 Movie Lines That Live Forever

Movies & TV / Vishal Wagh

Jan 09, 2026

Filmmaking is a medium that needs a firm hand on its narrative structure, and as a result, on its narrative technique. A filmmaker needs to control how the story flows, what message it gives, how viewers perceive it, and even which feeling they take away after the movie is over.

One way to create a lasting impact is at the movie’s ending. More precisely, through the last frame, which becomes the creative workshop. There are many cinematic techniques, such as last visual, freeze-frame, character expressions, shot transition, and the final dialogue.

Final lines are quite the powerhouses. The line appears after the story is over and tells us how we should feel about the movie. Sounds kinda unfair, doesn’t it? Well, it shouldn’t. This final line is pretty much the crux of all the events that have happened, and it carries the movie’s thematic weight. In other words, it’s the essence of the movie distilled into one line.

What sets these 11 lines apart is the fact that they hit the mark without being loud. They wrap their films with confidence, clarity, and just the right amount of whatever the movie’s key ingredient is.

Continue reading “Reblog: 11 Movie Lines That Live Forever”

Finissage & Finisaż

Ela Kargol

Finisaż wystawy w Humboldt Forum „Freiheit, Gleichheit, Solidarność“

Finissage der Freifläche „Freiheit, Gleichheit, Solidarność“

pl / de

Finisaż z fanfarami i nowym miejscem dla białej, wyszczerbionej filiżanki KPM. Tuż obok niej na talerzyku leżą trzy czerwone kostki cukru. Dlaczego czerwone, skoro cukier jest biały? Bo gdyby były białe, filiżanka musiałaby być czerwona. A przecież chodzi właśnie o tę grę bieli i czerwieni. O to, że czasem trudno nam się porozumieć, nam sąsiadom, których dzieli i łączy Odra, wspólna historia, a może i coś jeszcze.

Continue reading “Finissage & Finisaż”

To, czym plujemy…

Nasz autor, Zbigniew Milewicz (hej, hej – dawnośmy Cię nie widzieli!) znalazł, umieścił na FB i opatrzył następującym komentarzem: Ależ świetna opowieść o tych zbawiennych istotach… I zaiste, świetna… Lecę do kuchni

Ryszard Piotr

rnoopSdest0t01la9 737u93hiu9a:04m5icuiM0mrh5a9a t1 h8c9551f8 ·

Pestki dyni. Te małe, zielone, płaskie dyski, które ludzie wywalają razem z miąższem jakby to był gruz po remoncie kuchni. A to jest zielona mafia. Cicha. Zorganizowana. Działa systemowo. Wyciągasz je z dyni – śliskie, niepozorne, wyglądają jakby same nie wiedziały, po co tu są. A one w środku: „Spokojnie, my mamy więcej konkretu niż twoja półka z suplementami”.

Prażysz je lekko i nagle pachnie jak luksusowy orzechowy wieczór. Chrupiesz. Chrup. Chrup. I to nie jest przekąska. To jest rytuał przejścia. Bo w tym małym zielonym liściu siedzi cynk jak kierownik zmiany – ogarnia odporność, hormony, regenerację, prostatę. Telefon na 8% baterii? To ty bez cynku. Z cynkiem? System działa, aplikacje się nie zawieszają.

Obok siedzi magnez. Nie robi show. Nie tańczy na stole. On po prostu uspokaja cały ten cyrk zwany układem nerwowym. Spięte barki, szczęka jak imadło, myśli jak betoniarka? Magnez mówi: „Oddychaj. Nie jesteś w busie o 7 rano”. I nagle człowiek mniej iskrzy przy byle pierdołach.

A tryptofan? Brzmi jak robot z przyszłości, a to cegiełka do serotoniny. Jesz regularnie i zamiast nastroju „listopad w deszczu” masz „jest okej, świat się nie wali”. To nie fajerwerk. To ciche strojenie instrumentu.

Fitosterole robią w jelicie kabaret sytuacyjny. Cholesterol ustawia się w kolejce do wchłonięcia, a pestki mówią: „Przepraszamy, lista gości zamknięta”. Wypychanie bez awantury. Mechanika, nie magia.

I wjeżdżają kukurbitacyny – brzmi jak kapela metalowa z Podkarpacia. A to związki, które pasożytom mówią: „Panowie, impreza skończona, światło włączone”. Nie wybuch, nie dramat. Raczej eleganckie „prosimy opuścić lokal”.

A teraz zastosowania, bo tu zaczyna się kabaret kulinarny. Mielisz – bam – masło z pestek dyni. Zielone, gęste, konkretne. Smarujesz kanapkę i chleb nagle przestaje być statystą. Dodajesz czosnek, chili, sól – pasta wchodzi do lodówki i mówi do hummusu: „Przesuń się, młody”. Wersja deserowa? Pestki + kakao + odrobina miodu. I masz krem, który nie wali cukrem jak baton z kiosku.

Pesto z pestek dyni? Bazylia, oliwa, czosnek. Makaron przestaje być studencką tragedią o północy. On ma charakter. On ma historię. On ma plan na życie.

Mielisz drobno – masz mąkę. Dodajesz do chleba i nagle bochen nie jest napompowany jak marketing, tylko ciężki, treściwy, jakby skończył kurs przetrwania. Kroisz kromkę i czujesz, że to nie powietrze z glutenem, tylko konkret.

Olej z pestek dyni… ooo, to jest arystokrata. Ciemnozielony, prawie czarny. Lejesz na sałatkę i zwykła sałata dostaje vibe restauracji, gdzie kelner mówi „dzisiejsza kompozycja”. Tego się nie smaży. To jest złoto na zimno. Szacunek musi być.

Chcesz klimat kawy bez jazdy serca jak po trzech energetykach? Prażysz, mielisz, zalewasz. Dynia-espresso. Siedzisz wieczorem, popijasz i czujesz się jak filozof, ale bez trzęsących się rąk.

Mleko z pestek dyni? Namaczasz, miksujesz, przecedzasz. Zielonkawe, ziemiste, z charakterem. Wlewasz do owsianki i śniadanie przestaje być nudne jak poniedziałek o 6:30.

Batony DIY? Pestki + daktyle + kakao + szczypta soli. Blendujesz, ugniatasz, lodówka. Masz własny energetyk, tylko bez składu jak instrukcja obsługi traktora.

Kosmetyka? Zmielone pestki + olej. Peeling taki, że skóra mówi: „Dobra, dobra, już się obudziłam!”. Nie głaskanie. Konkretny masaż z charakterem.

I teraz najlepsze – to wszystko z czegoś, co ludzie wyrzucają jakby było odpadem. A to nie posypka. To surowiec. Narzędzie. Zielona kapsułka techniczna.

Małe? Tak.

Ciche? Bardzo.

Robią show? Nie.

Ale działają systemowo, bez fajerwerków, bez marketingu, bez napisu „superfood” wielkimi literami.

I ja się śmieję, bo pół świata szuka cudów w kapsułkach za gruby hajs, a pestki dyni leżą w misce i mówią: „Stary, my tu jesteśmy od zawsze”. 😄 Auren AI

Via Ryszard Piotr

Cierpienie zwierząt. Wladimir Kaminer.

Wie sage ich es meiner Mutter: Die neue Welt erklärt: von Gendersternchen bis Bio-Siegel 

Jak powiem to mojej matce – wyjaśnienie nowego świata – od gwiazdek genderowych do stempla bio

Wstęp od Adminki. Cytuję tu przetłumaczony przeze mnie fragment pierwszego rozdziału z książki Kaminera, rosyjskiego pisarza, od 30 lat czynnego w Berlinie, w której niby to zabawnie, jest poważnie mowa o naszym współczesnym świecie, również o tym, jak my, ludzie, traktujemy naturę, w tym zwierzęta.

Continue reading “Cierpienie zwierząt. Wladimir Kaminer.”