28 kwietnia akcja ratownicza wyprowadziła na Wody Morza Północnego wieloryba, który 31 marca utknął w zatoce Kirchsee na wyspie Poel koło Wismaru.
Wieloryb, jak wiadomo, duża istota – ten waży 12 ton i mierzy 12 metrów. Zwierzę przez niemal miesiąc nie potrafiło wypłynąć z wąskiej, ciasnej i płytkiej zatoki, w którą się zapędziło. Dodajmy może od razu, że po kilku tygodniach wieloryb wreszcie sam wypłynął z najciaśniejszej zatoki, ale dalej nie odpływał. Ale nie to jest ważne, bo ważne zaczęło się niemal od razu. Jest wiek XXI, potrafimy wyprodukować kindżały i tomahawki, rakiety samosterujące i drony. Ale przez prawie cztery tygodnie nie potrafiliśmy wyprowadzić na pełne wody wieloryba, który utknął jak Kubuś Puchatek w norze Królika. Instytucje państwowe zawiodły, udała się wreszcie prywatna akcja ratownicza.
Właśnie się ukazała najnowsza książka Doroty, “Berlin. Miasto, które niczemu się nie dziwi” Gratuluję Autorce i zapraszam do lektury! Zapowiada się świetnie! Na zachętę uwertura.
Dorota Danielewicz
Jest rok 2025. Są tacy, którzy mówią, że lepiej było tu dziesięć lat temu. W 2015 roku Berlin zmienił się w ogromny obóz dla uchodźców. Kanclerz Angela Merkel otworzyła granice dla miliona poszukujących schronienia po wojennych przejściach i długiej wędrówce. Berlińczycy wydawali zupę, a przed urzędami stały ogromne kolejki nowo przybyłych.
Berlin w 2015 roku czarował przybyszów swobodą i jeziorami. Było tu spokojnie i pusto. Wtedy pociągi jeszcze nie spóźniały się tak bardzo, a na wakacje latało się z lotniska Tegel.
In Syrakus ist mir das nicht so aufgefallen, auch wenn die Dolci, die Süßigkeiten da ebenfalls außerordentlich gut waren. Doch in Palermo saßen wir immer wieder in einem wunderschönen, nach Wiener Art eingerichteten Café, also sorgfältig gestaltet, oft vertäfelt. In Italien gibt es im allgemeinen Bars, überall und um jede Ecke, selbst die kleinste Ortschaft kommt ohne eine anständige Bar nicht aus. Doch da ist die Bartheke das Wichtigste, manchmal stehen zwei, drei kleine Tischchen herum, meistens alles eng, voll, nicht zum längeren Verweilen gedacht. Natürlich gibt es auch fast museal anmutende Cafés, wie das Café Florio in Venedig oder Al Bicerin in Turin usw. Wenn die Sonne wärmer scheint, werden oft Tische und Stühle nach draußen gerückt; fast die ganze Piazza della Signoria in Florenz wird manchmal vom teuren Café Rivoire mit Beschlag belegt. Da sitzen die Menschen dann schon länger und zahlen für ihren Kaffee wesentlich mehr. Doch eine italienische Kultur der Cafés mit Kaffee und Kuchen, so wie sie in Wien, Prag, Warschau oder auch Dresden gepflegt wird, zum längeren Verweilen, habe ich erst in Sizilien und genauer in Palermo erlebt.
Przyp. od adminki: Zdjęcia autorka lub skrin z internetu; błagamy autorów zdjęć, aby nam darowali, ale to jednak pleśń, w Niemczech straszny temat, używamy skrinów Waszych zdjęć do ostrzegania tubylców, przed śmiertelnym niebezpieczeństwem 🙂
Rok temu poleciałem z Londynu do Kalifornii – pierwszy raz na zachodnią półkulę.
Poza pobytem tam, może równie niezwykły był sam lot – bezchmurny, w godzinach dziennych, najpierw wzdłuż Wielkiej Brytanii, później nad Grenlandią, a w końcu nad północnymi terytoriami Kanady. Krajobrazy rzadko widywane i nieoczekiwane.