Dla Amulii, nie tylko z okazji urodzin / For Amulya, not only because it is today her birthday! Many happy returns, Amulya!
Szymborska niemal przez całe swoje pisarskie życie, od lat 60 do 90 (acz z przerwami), pisała recenzje książek zupełnie pomijanych przez krytyków. W autorskim wstępie do książki Lektury nadobowiązkowe wyjaśnia, że krytyka literacka zajmuje się tylko literaturą tzw. wysoką, a tymczasem wizyty w ksiągarniach podsuwają informację, że to, co ludzie czytają i kupują, to najczęściej wcale nie “Dzieła” lecz zwykłe książki, lektury dla dzieci, podręczniki, książki kucharskie, poradniki, przewodniki turystyczne. Od siebie dodam, że rynek wydawniczy zaraz po transformacjach politycznych zareagował na to zapotrzebowanie i w księgarniach zaroiło się od tych właśnie książek, dawniej przez krytykę wstydliwie pomijanych. A ponieważ nikomu nie chciało się szperać po starociach, publikowano je przede wszystkim w tłumaczeniach i to jeszcze bardzo marnych. Tymczasem PRL dostarczał ludziom całą paletę tej literatury, od poradników jak samemu wytapetować mieszkanie lub jak zbudować altanę, po poradnik pielęgnacji urody przez 100 minut dziennie lub informacje o jeleniach lub wilkach. I jeśli to były tłumaczenia, to były one najwyższej klasy.
Od czasu gdy ludy zamieszkujące wschodnią Azję ustaliły zasady obliczania swoich horoskopów, po raz 43 zdarza się że Rok Konia wypada w Roku Ognia. Horoskopy Dalekiej Azji składają się z 12 znaków rocznych i 5 znaków żywiołów, co sprawia, że spotykają się ponownie w tej samej kombinacji po 60 latach. Te kombinacje przedstawia poniższa tabelka:
Rzeki inspirują. Nawet te, które są niewiele większe od płynącego strumyka. Nad rzekami rozwijało się osadnictwo — żywiły ludzi i umożliwiały im przemieszczanie się. Niekiedy także dzieliły regiony i społeczności. Jedną z takich rzek — a właściwie rzeczek — jest Jawornik, wpadający do Nidzicy, a ta z kolei do rzeki-matki, Wisły. Nad Jawornikiem, na południowym Ponidziu, w sąsiadujących ze sobą wsiach dorastało dwóch nieprzeciętnych chłopców: jeden w Prokocicach, drugi w pobliskich Kaczkowicach. Obaj urodzili się w Kazimierzy Wielkiej — w tym samym roku i w tym samym budynku, ponieważ znajdowała się tam jedyna regionalna porodówka. Dorastali w sąsiednich wsiach, bawili się nad Jawornikiem, a następnie przez cztery klasy szkoły podstawowej siedzieli w jednej ławce w szkole podstawowej w Prokocicach, by kolejne cztery lata kontynuować naukę w tzw. tysiąclatce w Dobiesławicach. Na południowym Ponidziu rozpoczęli życie, by po latach na stałe zamieszkać w amerykańskim Chicago. W gruncie rzeczy trafili „do swoich”, gdyż od dziesięcioleci właśnie to miasto było celem emigracji mieszkańców Ponidzia. Trudno znaleźć na Ponidziu osobę, która nie miałaby w Chicago krewnego lub bliskiej rodziny. Obaj wyrastali w kulturze chłopskiej — w świecie uporządkowanym, toczącym się według od wieków utrwalonych schematów. Nie był to świat skomplikowany: rytm życia wyznaczały pory roku oraz praca w polu. Ludzie może nie byli wysoko wykształceni ani obyci w szerokim świecie, lecz posiadali zdrowy rozsądek i doskonale wiedzieli, co w życiu jest najważniejsze, co ważne, co mniej istotne, a co można pominąć. Ich sposób myślenia był prosty, ale głęboko logiczny. Byli uczciwi, kierowali się honorem i ponad wszystko cenili prawdę, dobroć oraz prawość. Rodzice obu chłopców mieli świadomość, że najlepszą inwestycją jest inwestycja w człowieka. To oni wspierali i mobilizowali synów do nauki, wysyłając ich do szkół, aby mogli piąć się wyżej w hierarchii społecznej.
bądź poszatkowane: wadliwe serce, wadliwe końce i der Katzenaugennebel.
Gdyby na przykład powszechnie wierzono, że Ren w jakimś celu zaczął płynąć od ujścia do źródeł, to już sama ta wiara byłaby jakimś faktem, mimo że jej treść, rozumiana fizycznie, musiałaby uchodzić za stwierdzenie skrajnie niewiarygodne.
C. G. Jung (tłum. R. Reszke)
1.
Dziewczyny z mojego roku zaczęły dostawać wezwania do Komisji Wojskowej. Na uczelnianych korytarzach rozmawiamy o tym, ile miesięcy przed komisją można załatwić poświadczenie o poważnej jakiejś wadzie zdrowia, aby nie dostać po głowie za uchylanie się od patriotycznego obowiązku kiśnięcia w podziemiach budynku rekrutacji w oczekiwaniu na przejście przez tę jedną scenę otwierającą co drugi tzw. film wojenny. A było pójść na polonistykę czy coś takiego, żartuje jedna z nas (no tak, a nam się zachciało kierunku ważnego strategicznie…). Weź nawet nie mów, mózgi by nam zwiędły jak nic, odpowiada inna. Ja, owego czasu pielęgnująca w sobie myśl o studiach teologicznych, pozostaję cicho. Siedzimy w budynku uczelni wciśniętym między kościół i hospicjum, i dyskutujemy o zasadach mobilizacji wojskowej.
7. Februar, voller Saal im „Heimathafen“, Berlin-Neukölln. Dank Bekanntschaften hatte ich eine Eintrittskarte. Die Kraft der Fans ist schon ungeheuer; Stunden vorher steht eine lange Schlange vor der nassen, dunklen, aber doch belebten Karl-Marx Str. 141 in Berlin und die Stimmung ist ausgelassen. All die Mädchen, die einfach so einem Künstler hinterherfahren, sind dabei und versuchen ihren Star zu stärken, indem sie, ihm nachempfunden, ein besonderes Barett tragen, und eine, die ich bemerkt habe, hat sich das Gesicht nach seinem Vorbild weiß geschminkt. Ich habe den Eindruck, dass die ganze Italian Community, nicht nur aus Berlin, sondern aus allen Ecken Deutschlands gekommen ist, aber auch einfach Paare, die sich etwas Gutes tun wollen und die sich gegenseitigen die Eintrittskarten geschenkt haben; sie freuen sich auf das Konzert. In der Schlange machen auch Erzählungen von dem gelungenen Konzert in Zürich die Runde, dort aber viel teurerer Karten, in Wien und in Warschau, wo er am Tag zuvor ein Konzert im Klub Proxima gegeben hat. Weiter geht die Tour durch Europa, nach London am 10. 02., dann Luxemburg, Amsterdam, am 13.02, weiter nach Paris am 15.02.26. und da endet die Tour; das klingt erst einmal bombastisch, tatsächlich kann ich mir kaum vorstellen, wie man diesen Marathon an Reisen und Konzerten verkraftet.
Ich hege eher mütterliche Gefühle für diesen dünnen, kleinen Jungen, der wirklich schön singt und sich so unverfälscht und authentisch gibt, und, was für mich wahrscheinlich noch wichtiger ist, die Maremma in seinen Liedern besingt (auch HIER habe ich schon über Maremma geschrieben), und nicht zu vergessen: die schönen Bilder von seiner Mutter auf die Covers seiner Platten bringt. Überhaupt spielt eben die Region, die Familie, in der er aufgewachsen ist, eine große Rolle. Vor dem Konzert habe ich mit sehr vielen jungen und mittelalten Leuten gesprochen und sie alle sind von Lucis ESC-Song begeistert, kennen aber nur selten andere Lieder. Ehrlich gesagt, gefallen auch mir die lyrischen, ruhigeren Balladen, die Lucio selbst begleitet mit der Mundharmonika viel besser – besser als die sehr laute Band-Musik, bei der man kaum die Worte hört, geschweige denn versteht. Natürlich habe ich auch inzwischen vergessen, dass man bei solchen Konzerten immer steht, manchmal auch mittanzt; nach drei Stunden war ich fix und fertig.
Sehr gut fand ich die Location, der „Heimathafen“ in Neukölln, Berlin ist wirklich einmalig und sehr angenehm. Beide Bars funktionieren tadellos und sind nicht überteuert; alles funktioniert, ist menschenfreundlich und direkt, vielleicht bis auf das Warten draußen vor der Tür, das hätte vielleicht kürzer ausfallen können. Mir scheint, dass es ein wunderbarer Raum für alle möglichen Veranstaltungen sein könnte. Es gibt da Theateraufführungen, Diskussionen zu verschiedenen Themen, Unterhaltung, Konzerte, Performances. Als Veranstaltungsforum existiert der „Heimathafen“ seit 2007, damals fand alles in einer Eckkneipe an der Richardstr./Karl-Marxstr. statt. Dann 2008 gab es ein größeres Programm in der alten Post an der Karl-Marx-Straße 97. Erst im April 2009 wurde alles in den Ballsaal des Saalbaus Neukölln, in das frühere Vergnügungsviertel Rixdorf verlegt. Als Volkstheater bekam die Spielstätte später mehrere Finanzspritzen über verschiedene Förderprogramme, doch ursprünglich wurde sie wirklich nur mit privatem Startkapital betrieben. Es gibt Platz für 800 Personen bei Konzerten (im Stehen) und 400 Sitzplätze für Theateraufführungen. Die Themen der Abende schöpfen vor allem aus der unmittelbaren Umgebung; in Neukölln, aus Neukölln und für Neukölln. Das Programm gliedert sich in vier Bereiche: Theater, „Amüsemang“, Tacheles und Musik. Im Mittelpunkt des Programms steht die Wirklichkeit des Neuköllner Lebens, also Migrationskonflikte, Jugendgewalt, Arbeitssituation; Prekariat, Gentrifizierung oder auch Ost-West-Konflikte. Das sieht man gleich am Eingang an den Plakaten zu den einzelnen Veranstaltungen. Die aktuelle kritische Debatte widmet sich dem Einfluss von KI auf künstlerisches Leben, wieviel Maschine verträgt der Mensch; die Inszenierung eines Jugendtheaters „Wie kann ich dir helfen, Habibi?“ beschäftigt sich damit.
Zastanawiałem się jak zakończyć temat o życiu seksualnym kajakarzy. Szukałem jakiegoś kontrprzykładu. Przypadkowo wpadła mi w ręce książka pt. Życie seksualne Papagejów. Próbowałem to przeczytać, ale nie dałem rady tej pseudointelektualnej biegunce umysłowej.
Jak zwykle życie pisze scenariusze, które nikomu by się nie przyśniły. Cały świat jest zbulwersowany aferą Jeffreja Epsteina. Nie chcę na tym żerować. Chciałbym tylko zauważyć, że życie seksualne elit politycznych i biznesowych jest przeciwieństwem życia seksualnego kajakarzy, tak jak przeciwieństwem jest ich stan posiadania.
I na tym bym zakończył. Jednocześnie chciałbym rozpocząć nowy temat:
FIZYKA KWANTOWA JAKO NAJWIĘKSZY SKANDAL INTELEKTUALNY ODZIEDZICZONY PO XX WIEKU
Mimo iż podstawy fizyki kwantowej formowały się sto lat temu, to do dnia dzisiejszego nikt nie rozumie, czemu ta fizyka tak działa. David Deutsch nazwał to największym skandalem intelektualnym XX wieku. We wstępie do książki Wernera Heisenberga Der Teil und das Ganze (Część i całość) Friedrich Weizsäcker pisze: Zdarza się niekiedy, że nauka nabiera znaczenia dla dziejów świata: nie z powodu konsekwencji technicznych, lecz przez przemianę myślenia. Za sprawą fizyki kwantowej nie mogło dojść do przemiany myślenia, skoro jej nie rozumiemy. Natomiast doszło do kapitulacji myślenia na rzecz instrumentalnego ślizgania się po powierzchni zjawisk. A to już jest skandal nad skandale. Będę próbował o tym opowiedzieć, przyglądając się bardzo prostemu eksperymentowi ze światłem i historii pewnego spływu kajakowego sprzed 25 lat. Historia tego spływu zaczyna się zdjęciem wychodka za stodołą, zrobionym w ramach wykorzystania ostatniej wątpliwej klatki kliszy analogowej. Tak się złożyło, że pisałem akurat żartobliwą pracę z naukoznawstwa o ursynologii jako dyscyplinie naukowej (Ursynologia to nauka o Kubusiu Puchatku). Brakowało mi tylko wyspecjalizowanej komórki naukowej. Jak zobaczyłem to zdjęcie, to od razu nadałem mu tytuł Katedra Poetyki w Ławicy. Nic by się nie stało, gdyby nie to, że jako prezes Towarzystwa Filozoficzno-Kajakowego im. Kubusia Puchatka dostałem z gminy pismo z prośbą o plan działania Towarzystwa na 2001 rok. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że wysłałem taki niby plan, a w nim plan spływu kajakowego Wiosenne Wody Ziemi Kłodzkiej. A już zupełnie nie wiem, co mi odbiło, że w ramach spływu zaplanowałem otwarcie Katedry Poetyki w Ławicy. No nie mogłem przewidzieć, że na otwarcie Katedry Poetyki w Ławicy zjadą się z Warszawy politycy z pierwszych stron gazet, dyrektor polskiego oddziału Banku Światowego, telewizja program II, nie mówiąc już o pomniejszych dygnitarzach. Nie mogłem przewidzieć, że historia tego spływu wpisze się w fundamentalne problemy fizyki kwantowej.
In Berlin winter is already gone. All snowmen rode to Antarktis. In Austria in February is still winter, exactly as it should be in February. As it was still winter. But in Berlin Nevermore. As in that famous poem of Edgar Allan Poe. Nevermore.
Ich habe gerade ein Berlin-Buch, ein Kreuzberg-Buch, ein Feminismus-Buch gelesen und war begeistert. Das, was Autorin beschreibt, ist die Geschichte eines langsamen Aufstiegs und dann eines Niedergangs aller unseren Idealen. Und wie wahr ist diese Beschreibung, wie gut, und wie lustig dazu… Es geht, wie die Autorin es formuliert, um »Geburt eines Mythos«. Ich bin sehr zufrieden, dass ich dabei war!
Hier nun eine Leseprobe. Der Beginn des Buches. Der 1. Mai 1987 in Krezuberg. Ich war ja auch dabei.