Jutro sobota 31 października 2026. Spotykamy się o godzinie 18 w SprachCafé Polnisch – Schulzestr. 1, 13187 Berlin Dojazd do stacji S-Bahn Wollankstr (uwaga! są utrudnienia! Słuchać tego, co mówią głośniki w kolejce!)
Krystyna Koziewicz
Wspominamy
Zbliża się listopad, czas refleksji, zadumy i wspomnień, który w polskiej tradycji nierozerwalnie wiąże się z pamięcią o przeszłości i bliskich.
To właśnie miesiąc listopad przybliża pamięć o tych, których nie ma już z nami. Oni nie odeszli, pozostają bowiem w naszej pamięci.
Z cyklu MY TRZY – Ewa Slaska, Ela Kargol i ja, Krystyna Koziewicz, organizujemy w (przed)listopadowej edycji wspominki o tych, którzy zmarli w 2026 roku.
W roku 1995 pojechałam z moim kilkunastoletnim synem do Nepalu i Indii. W Nepalu bardzo mi się podobało, podobały mi się wspaniałe góry, godni ludzie i cudowne niebo gwiaździste nade mną. Ale Indie to było paskudne doświadczenie, może najpaskudniejsze w życiu. Byliśmy latem, czyli w porze monsunów. Było potwornie gorąco. Jasne, powiecie, że przecież wiedziałam, dokąd jadę, ale nigdy przedtem nie byłam latem w tropikach i tak naprawdę, nie wiedziałam, jak tam będzie. Sztuka i architektura mnie nie zachwyciły, jedzenie było za ostre, wszędzie było brudno, a ludzie byli nachalni i zarazem uniżeni w stosunku do białych turystów, a w stosunku do rodaków zachłanni, agresywni i egoistyczni. Miałam wrażenie, że źle traktują każdego, kto stał niżej niż oni, mimo że ci, z którymi my, turyści mieliśmy do czynienia, z reguły sami wcale nie stali jakoś specjalnie wysoko. Przypisywałam to systemowi kastowemu, który wprawdzie oficjalnie nie obowiązywał, ale w rzeczywistości był mocno odczuwalny. Widziałam w tym też przejaw wiary w karmiczne przeznaczenie. To, co my, Europejczycy od ponad stu lat widzieliśmy o Indiach, to była wiara w czystą filozofię karmiczną. Czystą. Uprawiało ją zapewne w Indiach parę milionów osób, których jednak nie spotkałam. Reszta stosowała wiarę w karmę pragmatycznie. Karma była prawem do gardzenia każdym, kto był „gorszy”, bo „gorszy” był sam sobie winien. Jeśli dziś żyje w nędzy, to znaczy, że w poprzednim życiu był złym człowiekiem. Los człowieka to kara za dawne grzechy. Bez łaski i bez wybaczenia.
Pia Arndt (die in Reims war) & Ewa Maria Slaska (die dort noch nicht war, aber trotzdem ein paar Sachen von Reims wußte)
Kathedrale, Johanna und die AnderenEreignisse
Reims ist vor allem als die Kronungskathedrale der französichen Könige bekannt und eine Stadt, in der die heilige Johanna von Orlean ihren Triumph erlebte. Sonst fand da noch das Treffen von Konrad Adenauer und Charles de Gaulle vor der Kathedrale statt sowie der Besuch von Papst Johannes Paul II. Ein römischer Triumphbogen ist da und die Unterzeichnung der Kapitulation Deutschlands am 7. Mai 1945 fand dort statt.
Uwaga od Adminki: we wpisie jest zdjęcie wstrętnej ryby!
Joasia Rubinroth
Kiedyś:
Dziś:
I “wstrętna ryba” – Kugelfisch, czyli rozdymka srebrzysta. Występuje w Grecji w 6 odmianach. Jest trująca, zawiera silną truciznę – tetrodotoksynę. Jej spożycie może prowadzić do śmierci. Rozdymka jest agresywna, porusza się stadami, atakuje rybaków i plażowiczów. Ale chociaż ugryzienia rozdymki nie powodują przedostania się trucizny do organizmu, są bardzo bolesne i wywołują silne krwawienia. Po raz pierwszy odnotowano ją w Grecji w roku 2013. Teraz jest już plagą.
Rok 2026 – las w Cieszkowach ogrodzony drucianą siatką
Byt człowieka od zawsze związany był z lasem, przynajmniej na Ponidziu. Przez wieki las chronił ludzi przed niebezpieczeństwem, żywił ich, dostarczał drewna na budowę domostw oraz opału potrzebnego do przygotowywania strawy i ogrzewania pomieszczeń.
Eine polnische Musikerin und ein deutscher Regisseur schauen auf ihre 35 Jahre zusammen zurück. Sehr symbolisch, weil so lange ist’s auch her, dass Polen und Deutschland den berühmten Nachbarschaftsvertrag unterschrieben haben.
– Ein einmaliger Abend von und mit Celina Muza und Andreas Visser.
Celina wird singen!
***
35 lat małżeństwa i sąsiedztwa – humorystyczne, melancholijne i muzyczne spojrzenie wstecz na 35 lat niemiecko-polskiego traktatu o sąsiedztwie, no i oczywiście na 35 lat małżeństwa.
– Wyjątkowy wieczór w wykonaniu Celiny Muzy i Andreasa Vissera.
Zajaśniało, jak co roku, Kolorem, Światłem, Wiatrem.
Przybyło, Ubyło, Trochę mniej, I trochę więcej.
Mniej, Bo nie ma już pieniędzy. Więcej, Żeby wyglądało, Że się miasto postarało.
Obie wieże i kolumna, Kolumnady i Pergamon, Koncerthaus i dwie katedry, Stadion, brama, most i hotel, Na Poczdamskim przysiadł motyl. Ach, niejeden, jest ich wiele. No i trzmiele, Pośród kwiatów z projektora Gonią nie wiadomo za czym. Po fasadzie fruną w ciemność.
Pstryk. Zgasło światło z reflektora. Ogród w morze się zamienia. A w nim ryba rybę goni. Węże, pawie i króliki, Kolorowe fiki miki.
Domku z kart nie rusza wiatr, Baletnicy doda wdzięku, Liśćmi z drzew porusza czule, Jakby o miłości mówił i o sercu, co w rozterce, co to skacze Z miejsca w miejsce…
Kto nie widział, Nic nie stracił. A kto widział, Zyskał dużo. W światłokolor się zanurzył I w berlińską noc.
Zobaczyłam niemal wszystko, co mieniło się kolorami i rozbrzmiewało muzyką. W tej rymowance – wyliczance, nie znalazły się jednak wszystkie miejsca. Prawdziwym odkryciem okazał się dla mnie Dworzec Pocztowy, który od dawna nie pełni już funkcji dworca.
Dworzec Pocztowy
Największe wrażenie zrobił na mnie jednak Koncerthaus. Jego fasadę rozświetliły projekcje stworzone na podstawie rysunków wykonanych przez dzieci, wpisujące się w tegoroczne hasło festiwalu, którym była miłość.
Miłość
Stadion Olimpijski odwiedziłam w deszczu, a na budynek dawnego lotniska spoglądałam jedynie zza płotu (ostatnie zdjęcie poniżej).
Brama Brandenburska
Potsdamer Platz, czyli Plac Poczdamski
Berliner Dom, czyli Katedra Berlińska
Most Górnokładny, czyli Oberbaum Brücke
Wieże
Domek z kart
Pisząc, że „ubyło”, miałam na myśli luksy, czyli jednostki odpowiadające za natężenie światła. Odniosłam wrażenie, że tegoroczny festiwal był nieco ciemniejszy niż jego wcześniejsze edycje. Jeśli rzeczywiście tak jest, to tylko z korzyścią dla środowiska. Jeśli nie, pozostaje mi przyjąć, że to mój wzrok zaczyna płatać figle.