Ela Kargol

Zajaśniało, jak co roku,
Kolorem,
Światłem,
Wiatrem.
Przybyło,
Ubyło,
Trochę mniej,
I trochę więcej.
Mniej,
Bo nie ma już pieniędzy.
Więcej,
Żeby wyglądało,
Że się miasto postarało.
Obie wieże i kolumna,
Kolumnady i Pergamon,
Koncerthaus i dwie katedry,
Stadion, brama, most i hotel,
Na Poczdamskim przysiadł motyl.
Ach, niejeden, jest ich wiele.
No i trzmiele,
Pośród kwiatów z projektora
Gonią nie wiadomo za czym.
Po fasadzie fruną w ciemność.
Pstryk.
Zgasło światło z reflektora.
Ogród w morze się zamienia.
A w nim ryba rybę goni.
Węże, pawie i króliki,
Kolorowe fiki miki.
Domku z kart nie rusza wiatr,
Baletnicy doda wdzięku,
Liśćmi z drzew porusza czule,
Jakby o miłości mówił
i o sercu, co w rozterce,
co to skacze
Z miejsca w miejsce…
Kto nie widział,
Nic nie stracił.
A kto widział,
Zyskał dużo.
W światłokolor się zanurzył
I w berlińską noc.
Zobaczyłam niemal wszystko, co mieniło się kolorami i rozbrzmiewało muzyką. W tej rymowance – wyliczance, nie znalazły się jednak wszystkie miejsca. Prawdziwym odkryciem okazał się dla mnie Dworzec Pocztowy, który od dawna nie pełni już funkcji dworca.
Dworzec Pocztowy


Największe wrażenie zrobił na mnie jednak Koncerthaus. Jego fasadę rozświetliły projekcje stworzone na podstawie rysunków wykonanych przez dzieci, wpisujące się w tegoroczne hasło festiwalu, którym była miłość.






Miłość







Stadion Olimpijski odwiedziłam w deszczu, a na budynek dawnego lotniska spoglądałam jedynie zza płotu (ostatnie zdjęcie poniżej).




Brama Brandenburska





Potsdamer Platz, czyli Plac Poczdamski



Berliner Dom, czyli Katedra Berlińska




Most Górnokładny, czyli Oberbaum Brücke


Wieże




Domek z kart



Pisząc, że „ubyło”, miałam na myśli luksy, czyli jednostki odpowiadające za natężenie światła. Odniosłam wrażenie, że tegoroczny festiwal był nieco ciemniejszy niż jego wcześniejsze edycje. Jeśli rzeczywiście tak jest, to tylko z korzyścią dla środowiska. Jeśli nie, pozostaje mi przyjąć, że to mój wzrok zaczyna płatać figle.
Baletnica




