Listy o kolei

Kasia Krenz

W Portugalii stacje kolejowe wciąż kryją w sobie dawną magię wyruszania w świat. Przywołują to wszystko, czego współczesne samochody już nie dają, ponieważ są zbyt… łatwe. Dostępne. Dlatego, chociaż i my również większość podróży odbywamy samochodem, ja nadal lubię zaglądać na stacje kolejowe, by poczuć tę zapomnianą atmosferę. Robię to również z poczucia reporterskiego obowiązku: w ostatnich latach w Portugalii wiele stacji poddaje się gruntownym remontom, i niestety równie wiele się zamyka, w związku z likwidacją coraz większej liczby połączeń. Pewnego dnia znikną ostatnie stare „stacyjki” z charakterem.

Continue reading “Listy o kolei”

Franz von Stuck

Ewa Maria Slaska

Moi drodzy Berlińczycy, wszyscy pewnie prędzej czy później dotrzecie do Starej Galerii Narodowej, żeby obejrzeć wystawę 8 polskich obrazów z warszawskiego Muzeum Narodowego i pokazać ją dzieciom, wnukom, gościom oraz wszystkim innym Krewnym-i-Znajomym-Królika. A wtedy pójdźcie dalej, aż dojdziecie do sali, w której wystawione są obrazy Franza von Stucka, a niektórzy z Was może po raz pierwszy uświadomią sobie, że istnieje taki malarz niemiecki i że jest dobry!

Polska Wikipedia go odnotowuje, ale nic więcej.

Continue reading “Franz von Stuck”

Nowa książka 4

Ewa Maria Slaska

Sernik

Wyrastałam w domu, w którym nikt nie piekł ciast, nawet na święta tata robił mazurki i mnie tego nauczył. Robienie mazurków obejmowało również Boże Narodzenie i polegało na rozsmarowywaniu jakiejś masy czekoladowej lub krówkowej na waflach, które nazywały się andruty. Do dziś bardzo lubię posmarowane masą andruty. Wafelki ze sklepu się nie umywają. Według Leksykonu Sztuki Kulinarnej Macieja Halbańskiego andrut to cienki płat ciasta pieczony w specjalnych – okrągłych lub kwadratowych formach zwanych „żelazkami”. Samo słowo pochodzi prawdopodobnie od niemieckiego anblatt i oznacza opłatek.

Continue reading “Nowa książka 4”

Jawnogrzesznicy

Matylda Wikland

Czyli fragment o warszawskim cmentarzu na Okopowej i berlińskim Torze 17

Nie jest to noc, w której niczego nie widać, lecz noc, której nie widać, albo lepiej: noc, której niewidzialność jest widzialna wtedy, gdy na próżno usiłujemy coś zobaczyć.
Michał Paweł Markowski

Frei sein ist Knecht sein.
Niemieckie przysłowie

1. Notatki dla scenarzysty. Oddalone o kilka kilometrów od ówczesnej granicy polsko-niemieckiej Krzepice, województwo Kieleckie. Po powstaniu styczniowym odebrano miastu prawa miejskie, przywrócone za II RP. Najbliższym dużym ośrodkiem jest Częstochowa, gdyby kiedyś podjęto by się zwiezienia z miasta jakiejś grupy do dalszej wywózki, byłoby to tam. 40% ludności miasta stanowią Żydzi, w 1936 w mieście ,,doszło do ekscesów o podłożu antysemickim”; do interpretacji. Lokalny cmentarz żydowski stanowi jedno z największych europejskich skupisk żeliwnych macew.

Continue reading “Jawnogrzesznicy”

Książki, które ostatnio przeczytałam (2)

Ewa Maria Slaska

Bursztynowa Góra

Fragment:

XV
Bursztynowa Góra
(kartki z Terminarza)

Bursztynowa Góra to jedyny na Pomorzu rezerwat przyrody nieożywionej, zajmujący tak znaczną powierzchnię ponad pięciu hektarów. Powstał w latach pięćdziesiątych celem ochrony wyeksploatowanych wyrobisk kopalni odkrywkowej bursztynu. która działała tu już we wczesnym średniowieczu.

Tablica informacyjna, Zarząd Parków Narodowych i Rezerwatów Przyrody

Continue reading “Książki, które ostatnio przeczytałam (2)”

Nowa książka 3

Ewa Maria Slaska

Bracia

Było ich więc trzech. Najstarszy Dariusz, średni Jacek i najmłodszy Andrzej. Z wyglądu byli do siebie podobni, niezbyt wysocy, przystojni, ciemnowłosi z niebieskimi oczami. Mieli głęboko osadzone oczy i mocno zarysowane kości policzkowe. I choć rodzinna tatarskość zatarła się już kilka pokoleń wstecz, wszyscy trzej, a potem także ich synowie, wnuki i prawnuki patrzyli na świat nieco po tatarsku, spode łba. Powodowało to niekiedy nieporozumienia społeczne, bo czasem ludzie bali się tych chłopaków o ponurym wejrzeniu.

Dziś mówi się, że Tatarzy, ci sienkiewiczowscy, byli jednym z licznych ludów tureckich… Ale to uproszczenie. Ci, którzy przyszli z dalekich stepów Azji z Dżingis Chanem wywodzili się od Mongołów lub byli trudną dziś do zidentyfikowania mieszaniną wielu azjatyckich ludów. Nazwa dotyczyła miejsca w pochodzie, a nie rasy. Tatarzy to była awangarda armii Temudżyna, bo tak naprawdę miał na imię Dżingis Chan, czyli Wielki Chan. Tatarzy tak jak Kozacy a może nawet Słowianie, jak Australijczycy i mieszkańcy wyspy Pitcairn, to nie są pojęcia etniczne i rasowe, ale organizacyjne. Jak to krzyczał w którejś księdze swoich przygód Tytus de Zoo: Szwedzi, Tatarzy, Krzyżacy, Eskimosi pod gród podchodzą.

Tatarzy, dzicy ludzie stanowiący straż przednią Mongołów, mogli być jakiejkolwiek rasy, ważne, że byli awangardą ogromnego wojska mongolskiego. Składali się ze skazańców, uciekinierów, pozbawionych dziedzictwa młodszych synów, wygnanych lub tych, którzy dobrowolnie opuścili swoje plemiona i szczepy, poszukiwaczy przygód, awanturników i nieślubnych synów wielkiego Chana. Tych musiało być mrowie. Do dziś uważa się, że na świecie żyje najwięcej potomków Dżingis Chana. Być może byłoby to w dzisiejszych czasach całkowicie bez znaczenia, gdyby nie fakt, że w czasie pandemii to podobno my byliśmy najbardziej odporni na wirusa corony.

Nazwa Tatarzy pochodziła z mitologii greckiej i oznaczała tych, którzy mieszkali w Tartarze, najmroczniejszej części greckiego piekła. Tartar był otoczony potrójnym murem z brązu i spowity wieczną ciemnością. Jego bram strzegły potwory. W Tartarze odbywali karę Syzyf, Tantal i Iksjon. Przebywali tam też Tytani i inne potwory uwięzione przez bogów olimpijskich.
W sieci dość często jak się wpisze słowo tatar to pojawia się klops z surowego mięsa z jajkiem i cebulką, ale bardzo często ta dzika potrawa nazywana jest też tartar. Tak to jest, przeraźliwe piekło i zatrważające ongiś ludy spotykają się na stole i kosztują 8 euro albo 50 złotych.

Tym niemniej jednak wszyscy jesteśmy Tatarami po rodzinie mojej babki, matki mojego ojca, Marii (Mity) Boguckiej, pseudonim Ewa, która była zapatrzeniowczynią obozu w Pruszkowie.

Nie pielęgnujemy w sobie tatarskiej pamięci, wierzymy jednak, że pochodzimy nie od tych jakichś tureckich Tatarów, lecz od Mongołów-wyrzutków społeczeństwa mongolskiego, zesłanych do Tartaru, czyli straży przedniej wojsk Temudżyna. Nie poświęcamy sprawie uwagi, ale przyzwyczailiśmy się do myśli, że jesteśmy Mongołami. W odległej przeszłości, jasne, ale w jakimś stopniu Mongołami. Mamy lekko skośne oczy, spojrzenie spode łba i plamę mongolską.

O plamie jeszcze napiszę.

Może nowa książka 2

Ewa Maria Slaska

Pięć złotych

Kiedyś, gdy moja siostra jeszcze wkładała płaszczyk, wujek wsunął mi do ręki pięć złotych. Znałam tę wielkość i kształt, była to przecież słynna „piątka z rybakiem”, gdy chodziłam do sklepu po mleko, masło, jajka i chleb, zawsze ściskałam w garści co najmniej jedną taką piątkę. Pozwala to dość dobrze określić czas, bo „piątka z rybakiem”, najsłynniejsza moneta PRL-u, pojawiła się w obiegu w roku 1958. Wszyscy chcieli ją mieć. Nic dziwnego, że to właśnie tą monetą wujek postanowił mi zrobić prezent.

Continue reading “Może nowa książka 2”

Krzysztof Dowgiałło

Umarł już ponad miesiąc temu i, co dziwne, nikt mnie o tym nie zawiadomił. Ani ludzie z Gdańska, ani sztuczna inteligencja, która udaje, że wie wszystko, a przecież wszyscy wiedzieli, że go znałam i byłam z nim zaprzyjaźniona.

Dopiero Ela Kargol powiedziała mi to pod koniec lipca, bo gdzieś trafiła na ten nekrolog. Była pewna, że wiem.

Continue reading “Krzysztof Dowgiałło”

Być może nowa książka 1

Ewa Maria Slaska

A być może tylko takie tylko poodrywane kawałki.

Wieczorem do cioci i wujka

Mój ojciec miał dwóch młodszych braci, Andrzeja, zwanego Jędrkiem, i Jacka. Jako bracia ojca byli niewątpliwie stryjami, jednak, aczkolwiek pamiętam z dzieciństwa słowo stryjek, być może z porzekadła „zamienił stryjek siekierkę na kijek”, w sytacjach rodzinnych słowo stryjek w ogóle się nie pojawiało. Nawet dziś, po tylu dziesięcioleciach, trudno mi myśleć o wujkach jako stryjkach. Pozostaję więc przy słowie wujek. Wujek Jacek i wujek Jędrek.

Continue reading “Być może nowa książka 1”

Gdyby te drzewa umiały mówić…

Zanim oddam głos autorowi chciałabym jako Adminka podziękować mu za te teksty o dworze w Cieszkowie i świecie, który odszedł bezpowrotnie. Nieodmiennie mnie wzruszają, a i Wy, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, bardzo chętnie je czytacie.

Tadeusz Rogala

Historia alei lipowych cieszkowskiego dworu

„Gdyby te drzewa umiały mówić, to dopiero by nam wygarnęły” – powiedział mi kiedyś starszy człowiek z Ponidzia, którego przodkowie od dziada pradziada zamieszkiwali tę krainę. Byli to ludzie o karkach twardych jak stal, nieugięci i niekłaniający się byle komu. Przez wieki ich życiowa mądrość wyprzedzała formalne ich wykształcenie.

Byli potomkami wojowników Konrada Mazowieckiego, który, dążąc do zdobycia dzielnicy krakowskiej, ustanowił granicę na Nidzie i osadził nad nią swoich rycerzy. Z biegiem czasu rycerze ci weszli do stanu chłopskiego. To ludzie, których przodkowie stanowili załogę zamku w Pełczyskach, wywodzącą się jeszcze z rycerstwa Władysława Łokietka. Po potopie szwedzkim wielu z nich popadło jednak w nędzę.

Continue reading “Gdyby te drzewa umiały mówić…”