
wspomnienia
Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (3)
Brigitte von Ungern-Sternberg
München
Eines Tages 1951 brachte das Auto des Dekans, das nur ansprang wenn mehrere Leute es anschoben, die Pfarrersfamilie zum Kulmbacher Bahnhof. Die Fahrt mit der Dampflok, die mir endlos vorkam, ging nach München, wo mein Vater als Pfarrer an die Erlöserkirche nördlich des Siegestor im Herzen von Schwabing versetzt worden war.

Wielka Sobota. Opowieść o szczęśliwej kurze.
Teresa Rudolf
Ach te kury
Podczas czytania wpisu Ewy, wzbogaconego zdjęciami Pani Kasi i “portretem kury”, przypomniałam sobie nagle historyjkę z dzieciństwa.
Continue reading “Wielka Sobota. Opowieść o szczęśliwej kurze.”Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (2)
Brigitte von Ungern-Sternberg
Kulmbach
Meine frühesten Kindheitserinnerungen setzen ein in einer fränkischen Kleinstadt, in Kulmbach, berühmt für sein gutes Bier. Dort bekam mein Vater 1947 eine Stelle an der Petrikirche, die das Stadtbild dominiert. Sie steht am Anfang einer steil auf einen Berg führenden Zugangsstraße zur Plassenburg, bei weitem dominanter als die Petrikirche – kleine altfränkische Stadt gegen eine Festung mit imposanten Mauern.


Sylwetki Solidarności. Milczanowski.
Ryszard Dąbrowski
Ryszard Dąbrowski o Andrzeju Milczanowskim
Z Andrzejem Milczanowskim poznaliśmy się pod koniec 1977 lub na początku 1978 roku. Dokładna data zatarła się nam obu w pamięci. Zapoznał nas ze sobą Michał Paziewski. Byłem wówczas konstruktorem w Stoczni Szczecińskiej, gdzie pracowałem od 1974 roku. Michał zaprosił mnie na jedno ze spotkań u Andrzeja w których później w miarę regularnie uczestniczyłem. Było nas jedenastu: Artur Frey, Michał Paziewski, Michał Plater-Zyberk, dr Jerzy Słonecki, ks. Waldemar Szczurowski, Jan Tarnowski, dr Mieczysław Ustasiak, Ewaryst Waligórski, Jerzy Zimowski, Andrzej oraz moja osoba, a chyba od 1980 roku dołączył także Ryszard Ukielski. Na spotkaniach tych zapalczywie dyskutowaliśmy na tematy polityczne i historyczne, wymienialiśmy się i pożyczaliśmy sobie prasę i książki tzw. „drugiego obiegu”. Wówczas po raz pierwszy miałem w rękach Inny świat Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Po powstaniu „Solidarności” te grupowe spotkania, z powodu braku czasu u ich uczestników, umarły śmiercią naturalną.
Continue reading “Sylwetki Solidarności. Milczanowski.”Ojciec i pradziadek
Od Adminki: Wiersz przysłała mi Dorota Biłous z Wrocławia, opatrując go takim komentarzem: Wiersz Feliksa Netza, który opowiada o moim tacie. Dzidek to tata, a ten niespotykanie stary człowiek to mój pradziadek. Takie historie.
Feliks Netz urodził się 26 grudnia 1939 w Kretkach Dużych koło Brodnicy (woj. kujawsko-pomorskie), zmarł 12 kwietnia 2015 w Katowicach, poeta, prozaik, dramaturg radiowy, tłumacz, krytyk literacki i filmowy, publicysta.
Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Netz
Niewłączone do Księgi Psalmów
Nad rzekami Babilońskimi, tameśmy siadali
i płakali, wspominając na Syjon.
Psalm 137
Siedzieliśmy nad wodami Kwisy, było upalne
lato, piąte po wojnie, kościotrupy kamienic
spalonych do ostatniej cegły, myszkowaliśmy
po piwnicach – МИН НЕТ! Nie wywietrzał odór
spalonych ciał – dotknąłem kamienia tuż przy
betonowym dnie piwnicy, „ciekawe – powiedział Dzidek,
jak długo kamień przechowuje
pamięć ognia”;
w jego jak i moim poniemieckim domu zobaczyłem
niespotykanie starego człowieka w palcie (było lato!)
i czapce naciśniętej na uszy, spisującego nie
mający końca korowód nazwisk. Dzidek: „spisuje
wszystkich mieszkańców Kołomyi, jakich zapamiętał
a znał ich tysiące, budował mosty i wiadukty
w powiecie, a nawet dalej, zapisał już całą walizkę
papieru prośbowego”;
siedzieliśmy nad wodami Kwisy, mocząc nogi
o zdeptanych stopach, mytych byle jak wieczorem
pod nieuważnym wzrokiem matki, zrogowaciałe,
popękane pięty, skóra jak zelówka, nie miękła, gdy
nasze jedenastoletnie ciała pluskały się w statecznym
nurcie Kwisy, leżeliśmy na wznak, lekko poruszając
dłońmi, niby płetwami, z ciężkim słońcem na wargach,
z marzeniem w zmrużonych oczach, by prąd poniósł nas
do morza, tego lub tamtego, jakie to były morza, żywe
czy martwe, nie ja, lecz pamięć
nie pamięta;
siedzieliśmy, Dzidek (zmarł tej wiosny zastanawiam się
jak długo prochy przechowują pamięć ognia) i ja
spośród całych rodzin z i spod Kołomyi, Tarnopola
Drohobycza, a nawet z Bukowiny, kobiety w majtkach
i biustonoszach, dzieci na golasa, mężczyźni w spodniach
i gimnastycznych podkoszulkach, ponad głowami hasały
motyle, czasem zabuczał na najższej strunie trzmiel
opity bimbrem spływającym z szyjek niezatkanych
butelek, mężczyźni grali w karty milcząc, zrzucali je z furią
jak broń długą i krótką, kiedy wychodzili z lasów,
czasami któryś się nagle zapatrzył gdzieś, w jakiś punkt,
w jakąś dal, z kartą w ręce, która, jakby ją nagle odcięto,
przemierzała rozległe przestrzenie od morza do morza,
ale jakie to były morza, żywe czy martwe, nie ważne,
bo już nikt nie myślał o ucieczce, ni morzem,
ni lądem;
nie harfy wieszaliśmy na wierzbach, ale mokre gatki,
i halki, czasem któraś przeprała jedwabne pończochy,
poruszały się w nieruchomym powietrzu z cichym
szelestem, budząc w nas już nie dzieciach, po prostu
chłopakach słodki dreszcz;
nie śpiewaliśmy, bo jakże mieliśmy śpiewać, skoro –
słowa są Dzidka, nasze pieśni zostały tam, nad
Czeremoszem, na polach kukurydzy, w łanach jęczmienia,
w oślepiającej bieli ziemniaków wyrwanych z nacią,
z ziemi czarnej i tłustej, w srebrnych kłosach pszenicy
w zapatrzonych prosto w słońce słonecznikach
w studniach, w które wykrzykiwaliśmy nasze
imiona, aby dotarły do podziemnych miast
w wysokich trawach, w których zaplątywały się
nasze psy, jakże mieliśmy śpiewać, skoro każdy
chciał, aby jego serce, owinięte w liść łopianu
pochowano tam, gdzie, a było to pewniejsze niż śmierć
nigdy więcej jego stopa nie postanie, nie pozwolą
na to duchy żołnierzy radzieckich, które wychodziły
z grobów na szczycie Kamiennej Góry na nocny patrol
czasem ktoś zderzył się z duchem, bywało, że chciał
go wyminąć, próbował z lewa z prawa, w końcu
usłyszał jakby dochodzące z głębokiej studni:
spoj s nami – tiomnaja nocz’ tolko puli swistajut
w dali, tolko puli swistajut…
Jakoż mamy śpiewać mówili ludzie siedzący nad
wodami Kwisy, my, wygnańcy w ziemi cudzoziemców,
niech przyschnie język mój do podniebienia mego,
mówi we śnie stary człowiek w grubym palcie,
w czapce (lato!) naciśniętej na uszy, ba, myśli
strapiony, jak ma przyschnąć,
skoro mi go wyrwano.
O lnie opowiedział nam tata
Ela Kargol
Siedzieliśmy w dużym pokoju: mój tata, Helcia, moja kilkuletnia wtedy córka i ja. Za oknem Poznań powoli przykrywał się lekkim śniegiem, z tych, które po chwili znikają bez śladu.
W telewizji leciała bajka o kreciku – chyba wciąż bardzo popularna, i to nie tylko w Czechach. Oglądaliśmy jeden z pierwszych odcinków, jeśli nie pierwszy: „Jak Kret dostał spodenki”. (Jak krtek ke kalhotkám přišel)
Continue reading “O lnie opowiedział nam tata”My Trzy i…

Krystyna Koziewicz oraz Ela Kargol i Ewa Maria Slaska
zapraszają na kolejną edycję wspomnień o przyjaciołach, którzy odeszli w minionym roku.
Der Tag danach
Monika Wrzosek-Müller
Prolog: der Text ist während einer Sitzung der Schreibwerkstatt im Polnischen Sprachcafé entstanden. Unverständlich für mich kamen Einwände von einer angeblich polnischstämmigen Teilnehmerin, dass sie über den Warschauer Aufstand nichts wüsste und nichts wissen wolle. Ihre Eltern hätten ganz andere Erfahrungen…
- August 2025
Der Tag danach. Gestern um 17.00 Uhr stand ganz Warschau still, hörte auf die Sirenen, dann wurden Lieder angestimmt, die polnische Nationalhymne. Unheimlich, dachte ich, als ich auf meinem Handy die Videos aus Warschau sah, die wissen jetzt mehr über den Warschauer Aufstand von 1944 als ich, die ich mein Leben lang neben meinem Vater lebend gewusst hatte. Er hat so lange geschwiegen, die Angst vor möglichen Konsequenzen war größer als sein Wille, seine Erlebnisse im Warschauer Aufstand mit uns zu teilen. Zum Glück hat er noch den Bau des Museums des Warschauer Aufstands erlebt, konnte noch aktiv daran mitwirken, indem er seine Erinnerungen aufschrieb und dem Museum übergab, sich interviewen ließ. Vielleicht hat ihn das erleichtert; da war er schon sehr alt und sehr krank… und ich war in Deutschland. Er gehörte dem Bataillon junger Pfadfinder „Parasol“ an, fast alle kamen bei den Kämpfen ums Leben, nur einige wie mein Vater verwundet, wurden aus dem völlig zerstörten Warschau in Gefangenenlager in Deutschland abtransportiert. Doch ihr Mythos lebte in Polen weiter.
Continue reading “Der Tag danach”Warszawa Cioci Janki 3
List Janiny Kowalskiej (Cioci) do Katarzyny Krenz
zachowana pisownia oryginału

Warszawa dn. 2.VII.97
Kasinku Kochana
(…)
Ad 8 Mój Ojciec Wiktor pracował w firmie która instalowała i sprzedawała radia i urządzenia nagłaśniające. Nazywała się „AMPLION” (po wojnie pojechaliśmy na Jasną Górę i na murach stały głośniki z napisem Amplion). W tej firmie również sprzedawano sprzęt filmowy, ale raczej profesjonalny. Po wojnie był kolejno kierownikiem kina Atlantic i Polonii w W-wie. Zawsze robił zdjęcia i tak jakoś po wojnie zetknął się z filmem amatorskim. Pracując jako kierownik kin widział słabe przygotowanie do pracy ludzi obsługujących projektory filmowe, sam się na tym dość dobrze znał i w ten sposób po trudach przekonywania różnych bonzów – założył i został redaktorem naczelnym miesięcznika „Kinotechnik” dla tych ludzi kina. Później był tam kącik dla amatorów filmowców. Praca z filmowcami amatorami była całkiem darmowa, była pracą społeczną. Później okazało się, że istnieje międzynarodowa organizacja amatorów-filmowców, że urządza konkursy filmów amatorskich w różnych zagranicznych miejscowościach. W Polsce powstawały kluby amatorów filmowców w dzielnicach miast, przy uczelniach i t.d. Te kluby (n.p. przy Uniwersytecie Warszawskim) był to AKF Warszawa, gdzie pod Ojca kierunkiem pierwszy raz kamerę w ręku miał Krzysztof Zanussi!






Te kluby zrzeszyły się z jednostką obejmującą całą Polskę czy w Federację i jej przewodniczącym został Ojciec. Wyjeżdżał z różnymi amatorami na konkursy. Był tam konieczny nie tylko jako przewodniczący ale jako człowiek znający 4 języki. Zasiadał również w jury takich konkursów. Raz byłam razem z Ojcem w Danii – zobaczyłam to z bliska. Ojca tam uwielbiano, ściskano i radzono się w wielu rzeczach. Byłam dumna patrząc na jego triumfy. Został później honorowym członkiem tego Międzynarodowego Stowarzyszenia (UNICA) i dostał złotą odznakę.

Zebranie zarządu Unica, Union Internationale du Cinéma; Wiktor Ostrowski z nieodłączną fajką
Kasiu! Jeżeli będziesz chciała następne wiadomości to przyjedź z magnetofonem nagraj mnie, bo ani się obejrzałam jak minęły 4 godziny mojego pisania i nie wiem dlaczego boli mnie prawa ręka. Chętnie udzielę dalszych informacji ale ustnie.
Napisałaś, że poczułaś smak tamtych czasów – ja też poczułam smak i zapach i niestety wyskakują mi z pamięci różne oboczne detale, które też warto spisać.
Jak napiszesz to opowiadanie to w maszynopisie jeszcze marzę o jego przeczytaniu i Maria też.
Mam nadzieję, że się zameldujesz po powrocie do domu.
Ściskam i całusy
Janka
PS I
Skorzystałaś z tego, że była awaria wody w całym domu i zawalił mi się plan robót, znalazłam więc te kilka godzin czasu. Wodę właśnie zreperowano i puszczono do rur! Adio! idę do roboty!
Buzi J.
PS II
Bardzo ładna ta Twoja notatka z 85 r.
Rozumiem że to mój Ojciec został zapamiętany najlepiej. Rodzice Ireny już nie żyli, Dziadek Bogucki był raczej postacią mityczną, a Babcia Mita umarła zanim skończyłaś rok. Karusia była naukowcem i nieprzytomniakiem i nie miała najlepszego kontaktu z dziećmi. Koniec więcej nie dopisuję.
