Wieder da!

Monika Wrzosek-Müller

Maremma amore mio

Vor einem Jahr schrieb die Autorin über Maremma: https://ewamaria.blog/2025/11/09/frauenblick-auf-toscana/

Wir sind wieder da, am südlichsten Zipfel der Toskana. Es ist dieses Jahr heiß, das Wasser wie lauwarmer Tee, an manchen Stellen wie Suppe. Es kommt uns eine Urwärme entgegen, die wir so in den letzten Jahren nicht hätten; alle sind hier besorgt, denn wenn jetzt jedes Jahr die Temperaturen weiter so steigen würden, könnte man nicht mehr hier leben. Dazu kommt eine unheimliche Luftfeuchtigkeit, die natürlich von den Lagunen, dem Meer, dem Wasser rundherum resultiert. Schon jetzt verfügen die meisten Häuser über eine Klimaanlage. Das wiederum bedeutet mehr Wärme draußen auf den Straßen. Die Menschen hier sortieren ihren Müll sorgfältiger als in Berlin, sammeln Plastik an den Stränden, fahren winzige Autos, viele auch Elektro…viel mehr können sie nicht tun. Trotzdem ist das Gebiet um den Monte Argentario eines der grünsten rundherum und sogar in der hitzigsten Hitze ist es hier schattig und angenehm. Die grünen Hügel sorgen für angenehmes Klima. Kaum vorstellbar, wie die Menschen Temperaturen von über 45 Grad in einer zubetonierten Stadt aushalten müssen. Hier eine kurze Bestandsaufnahme, es ist Ende September, die Temperaturen liegen in der Nacht bei 24, am Tag bei 30 Grad.

Continue reading “Wieder da!”

Aus Polkopedia: Anna Maria Warszawska

In unregelmäßigen Abständen wiederhole ich auf dem Blog die Beiträge von Polkopedia, die online Enzyklopädie der Polinnen im Ausland; die ist ein Bisschen anders als die anderen Wikipedia-Arten. Hier dürfen die Autor:Innen alle mögliche Ausdruck-Mittel benutzen, um ihre Sache am besten zu präsentieren.

Anna Maria Warszawska (DE)

geb. am 18. August 1907 in Krone-Abbau/Bromberg (Koronowo/Bydgoszcz), hingerichtet am 1. April 1943 in Plötzensee

Autorin: Katharina Anetzberger

Projekt: “Frauen im Schatten der Guillotine. Polinnen im Gefängnis Plötzensee”

Beschreibung des Projekts / Beschreibung des Workshops / Polkopedia

Continue reading “Aus Polkopedia: Anna Maria Warszawska”

Obserwacje

Teresa Rudolf

***

Bezradność;
“ręce opadają”  
w najgłębszym 
zakamarku duszy… 

***

Bezsilność;
piórko ptaka 
za ciężkie,
by podnieść
je w sobie.

***

Rozczarowanie;
wielkie zdziwienie
nad wymianą “filmu”,
za naszymi plecami…

***

***

Los ;
…”Wańka-Wstańka”,
nie pytam nigdy
“dlaczego znów JA”
i jestem wdzięczna,
gdy… czasem to JA” 

***

Milczenie;
niekiedy metodą,
skrytką bez kodu,
prawdą z palcem 
na ustach, raczej
rzadko “złotem”…

***

Spotkania;
ciekawość, 
dialog, zaufanie… monolog
…pożegnanie;
smutek, cisza, cisza, cisza…
…przeszłość.

Z Polkopedii: Maria Czapska

Ewa Maria Slaska

Latem 2021 roku Konrad Kozaczek i ja stworzyliśmy Polkopedię, funkcjonującą online Encyklopedię Polek Za Granicą. Dodam tu od razu dwa ograniczenia – interesują nas Polki, które żyły i działały poza Polską, te, które były i odeszły. Oczywiście nie oznacza to, że nie doceniamy Polek w Polsce, ani na całym świecie, tych, które szczęśliwie wciąż jeszcze żyją. Ale gdybyśmy nie wprowadzili takich ograniczeń, projekt okazałby się niemożliwy do zrealizowania. Przyznajmy się zresztą – i tak nas przerasta.
Zasadniczo chcemy zapisywać / zatrzymywać pamięć o kobietach mniej znanych, ale i dla tych sławnych musi się znaleźć miejsce, ponieważ bez nich obraz tego, gdzie i jak angażowały się Polki za granicą, będzie niepełny.

Ale nie chcemy tu imitować ani tym bardziej kopiować wpisów z Wikipedii! Bardzo nam zależy na Waszym osobistym spojrzeniu na kobietę, o której będziecie pisały i pisali.

Zapraszamy do współpracy, nadsyłania nam materiałów bądź gotowych wpisów o Polkach, które żyły i działały poza granicami Polski.

Uwaga, nie mamy zasobów finansowych, sponsorów ani reklam. Nie zarabiamy na projekcie i w związku z tym z reguły nie możemy nikomu płacić, choć kilka razy się zdarzyło, że ktoś, instytucja lub człowiek, dał nam jakieś pieniądze i wtedy płaciliśmy skromne honoraria. Ale na razie nic takiego się nie zapowiada. Mimo to, a może właśnie dlatego mówimy – piszcie!

Aby Was zachęcić do współpracy, przez kilka następnych wtorków będę tu publikowała wpisy z Polkopedii, które są naszym oryginalnym spojrzeniem na protagonistkę wpisu. Zaczynam, jakże nieskromnie, od własnego wpisu. Stworzyłam go dwa tygodnie temu i stawiam w nim pytanie, na które szukam odpowiedzi. Komentujcie, proszę!

Continue reading “Z Polkopedii: Maria Czapska”

Pani Hedwig

Anna Janko

Przychodziłam do niej dwa razy w tygodniu przez całą jesień. To były moje harcerskie dyżury. Miałam 12 lat, byłam w jakiejś sekcji pomocowej, więc w każdy wtorek i każdy czwartek o piątej po południu wspinałam się po wysokich schodach starej poniemieckiej kamienicy na ulicy Traugutta do tej jej klitki na czwartym piętrze. Kocie szczyny śmierdziały wniebogłosy od piwnic po dach, a cementowe stopnie były zdeptane tak, że aż przeświecało zatopione w nich żelazne zbrojenie, wzmacniające konstrukcję. Po ścianach szły razem ze mną niebieskie kafelki, poobtłukiwane, szczerbate, a gdzie niegdzie łatane brązowymi plombami, albo i nie łatane, tylko samą zaprawą przetarte. Chwytałam się drewnianej, wyślizganej poręczy i wciągałam się, krok za krokiem, niespieszne, bo wcale nie pędziłam radośnie ku temu czwartemu piętru, żaden harcerski entuzjazm mnie do pani Hedwig nie gnał. Coś innego mnie tam pchało, coś, czego nie pojmowałam: atmosfera jakiejś bezcelowości, która panowała w jej mieszkaniu, nastrój cierpliwego czekania nie wiadomo na co, jak na nieczynnej stacji kolejowej, zapach rozpadu pogłębiany optycznie przez jednostajną niemoc czterdziestowatowej żarówki. Nauczyłam się pokonywać wstręt, który mnie ogarniał na progu pod wpływem zapachu pleśni, octu i naftaliny. To wszystko było pociągające jak dla szczenięcia obwąchiwanie padliny. Cofało mnie, ale wracałam regularnie i wdychałam te miazmaty. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to, co jest nieuniknione, nawet jeśli straszne, może zamienić się po pewnym czasie w oczekiwane, aż wreszcie zaczynamy tego jednoznacznie chcieć.

Continue reading “Pani Hedwig”

Łucja o cierpieniu (4)

Łucja Fice

O SAMOTNOŚCI

Od momentu, kiedy zostałam wdową, każdy rok powiększa tę pustynię SAMOTNOŚCI.

Czas nie leczy ran. Uczucie w bycie samotnym zwiększa się, a nie maleje. To takie bycie samotnym w byciu, to miejsce na świadomość, która styka się ze światem wewnętrznym. Czas na dojrzewanie bez żadnej konkurencji. Ta pustynia samotności to miejsce styku bytu i niebytu, pełni i pustki, dojrzewania i spadania. Samotność pozbawia siebie, ale też wzmacnia poczucie własnej obecności i sprawia, że czuję się na świecie nie tylko pojedyncza. Choć często przebywam w zgiełku, w tumulcie miasta, tej kakofonii dźwięków, to i tak przebywam w strefie samotności, tej izolacji, dzięki której buduję własny mikrokosmos, świat sprowadzony do myśli.

Continue reading “Łucja o cierpieniu (4)”

Das schwarze Getränk

Monika Wrzosek-Müller

Kann es sein, dass nicht alle beim schwarzen Getränk ans Kaffee denken. Es gibt natürlich dunkelbraunes Coca-Cola, doch schwarz, ohne Milch, denken wir eigentlich alle an Kaffee. Wusstet ihr, dass die größten Mengen von Kaffee pro Einwohner mit Abstand die Menschen in Finnland trinken, gefolgt von Schweden? Italien, für mich das Königreich des Kaffees, rangiert ziemlich weit unten, erstaunlich. Die Deutschen konsumieren laut dieser meiner Quelle nur etwa halb so viel wie die Finnen und die Italiener noch deutlich weniger als die Deutschen. Bei den Kaffeeproduzenten dagegen lag ich mit meinen Vermutungen eigentlich richtig; da ist Brasilien ganz vorne, aber Äthiopien, das Ursprungsland des Kaffees, steht hinter Vietnam (!), Kolumbien und Indonesien zurück… Inzwischen ist es auch nicht mehr so wichtig, ob der Kaffee nun aus 100% Arabica-Bohnen besteht, die lange Zeit als die edleren galten, oder ob auch Robusta Bohnen hinzugefügt werden. Auf jeden Fall ist Kaffee ein gutes Geschäft und viele global agierende Firmen verdienen im großen Stil enorm viel Geld damit; inzwischen glaubt man, dass der Kaffeemarkt in der Zukunft noch wachsen könnte, denn riesige Länder wie China oder Indien finden zunehmend Geschmack daran.

Continue reading “Das schwarze Getränk”

List królowej

Joasia Rubinroth (i Adminka)


Zdjęcia królowej poniżej: Jacek Slaski i Joasia Rubinroth


List Królowej (źródło: https://www.epoche-napoleon.net/quellen/1808/04/08/luise-an-den-vater.html):

Królewiec, kwiecień 1808 r.

Najdroższy Ojcze!

Już po nas – i choć nie na zawsze, to z pewnością na tę chwilę. Co do własnego żywota, nie żywię już żadnych nadziei. Poddałam się woli Bożej i w owym uległym przyjęciu wyroków Niebios znajduję teraz spokój; w spokoju zaś owym, acz pozbawionym ziemskiego szczęścia, doznaję czegoś znacznie wyższego – błogości ducha. Coraz jaśniej pojmuję, iż wszystko poniekąd tak właśnie dokonać się musiało. Boska Opatrzność niewątpliwie zapowiada nowy stan świata; idzie nowy porządek rzeczy, jako że dawny przeżył się i w samym sobie zwątlały – upada.
Zasnęliśmy na laurach Fryderyka Wielkiego, który, będąc panem swego wieku, stworzył nową epokę. Myśmy wraz z nią nie postąpili, przeto nas wyprzedziła. Nikt nie pojmuje tego jaśniej niż sam Król. Przed chwilą jeszcze wiodłam z nim o tym długą rozmowę, a on, zamyślony w sobie, powtarzał raz po razu: „I u nas musi się to odmienić”.
Nawet to, co najlepsze i najbardziej przemyślane, bierze w łeb, a cesarz francuski przebieglejszy jest przynajmniej i zręczniejszy. Choć Rosjanie i Prusacy walczyli jak lwy, musieliśmy – choć nie złamani do cna – ustąpić z pola, nieprzyjaciel zaś utrzymał przewagę. Od niego wiele nauczyć się możemy, a to, co poczynił i dokonał, nie pójdzie na marne. Bluźnierstwem byłoby rzec, iż Bóg jest z nim, niemniej jawnie stanowi on narzędzie w ręku Wszechmocnego, by pogrzebać to, co dawne, a co choć wrosło głęboko w sprawy tego świata, życia w sobie już nie ma.
Zapewne nastanie poprawa – zaręcza o tym wiara w Istotę Najdoskonalszą. Lecz dobro na świecie zaistnieć może jedynie przez ludzi dobrych. Przeto nie wierzę, by cesarz Napoleon Bonaparte siedział mocno i bezpiecznie na swym – dziś wprawdzie olśniewającym – tronie. Trwałość i spokój dają jedynie prawda i sprawiedliwość, on zaś kieruje się tylko polityką, to jest chytrością, i nie baczy na prawa wiekuiste, lecz na okoliczności takie, jakimi w danej chwili są. Tym samym plami swe rządy mnogą niesprawiedliwością. Nie żywi on szlachetnych zamiarów wobec dobrej sprawy ani wobec ludzi; on i jego niezmierzona pycha mają na oku jedynie siebie i własny interes. Podziwiać go można bardziej, aniżeli miłować. Oślepiony własnym szczęściem, mniema, iż zdoła wszystkiemu podołać. Przy tym brak mu wszelkiego umiaru, a kto miary utrzymać nie potrafi, ten traci równowagę i upada.
Wierzę mocno w Boga, a przeto i w moralny porządek świata. Tego zaś w panowaniu przemocy nie dostrzegam; żywię przeto nadzieję, iż po obecnym niedobrym czasie nastanie lepszy. Owego poprawienia losu spodziewają się, pragną go i oczekują wszyscy szlachetniejsi ludzie, a pienia pochwalne na cześć teraźniejszości i jej wielkiego bohatera nie powinny nikogo mamić. Wszystko, co się stało i dzieje, nie jest niechybnie kreską wieńczącą dzieło, lecz jedynie torowaniem drogi do wyższego celu. Cel owy zda się wszakże leżeć w dalekiej przyszłości; zapewne nie dożyjemy jego urzeczywistnienia i przyjdzie nam zgasnąć przed czasem. Niech się dzieje wola Boża; wszystko według Jego woli. Jednakowoż znajduję pociechę, siłę, odwagę i pogodę ducha w owym głębokim nadziei porywie, który tkwi w mej duszy. Wszak wszystko na tym świecie jest tylko przejściem! Musimy przez to przebyć. Bądźmy tylko pomni, by z każdym dniem stawać się dojrzalszymi i lepszymi.
Oto ma Pan, drogi Ojcze, moje polityczne wyznanie wiary – tak dalece, jak białogłowa potrafi je skreślić i usystematyzować. Niechaj ma ono swoje ułomności, ja czuję się z nim dobrze, racz mi Pan jednak darować, iż niepokoję Go tymi uwagami. Widzi Pan z tego przynajmniej, że i w nieszczęściu ma w mej osobie pobożną i uległą córkę, oraz że zasady chrześcijańskiej bojaźni Bożej, które zawdzięczam Pańskim naukom i pobożnemu przykładowi, wydały i wydawać będą owoce, dopóki tchu we mnie starczy.
Z radością posłuchasz, drogi Ojcze, iż nieszczęście, które na nas spadło, nie wkradło się w nasze życie małżeńskie i domowe; owszem, raczej je umocniło i uczyniło nas sobie jeszcze droższymi. Król, ten najszlachetniejszy z ludzi, jest łaskawszy i pełen miłości bardziej niż kiedykolwiek. Częstokroć zdaje mi się widzieć w nim dawnego adoratora i narzeczonego. Bardziej w czynach aniżeli w słowach dostrzegam dbałość, jaką we wszystkim mi okazuje, a jeszcze wczoraj rzekł do mnie prosto i serdecznie, patrząc mi w oczy swym wiernym wzrokiem: „Ty, droga Luizo! stałaś mi się w nieszczęściu jeszcze droższa i milsza. Teraz wiem z doświadczenia, jaki skarb mam w Tobie. Niechaj na dworze szaleje burza – byleby w naszym małżeństwie była i trwała dobra pogoda. Z owej to wielkiej miłości ku Tobie dałem naszej nowo narodzonej córeczce imię Luiza. Oby wyrosła na drugą Luizę!” – Do łez rozczuliła mnie ta dobroć. Jest moją dumą, radością i szczęściem posiadać miłość i zadowolenie najlepszego z mężów, a iż miłuję go z całego serca wzajemnie i tak jesteśmy ze sobą jednacy, że wola jednego jest wolą drugiego, łatwo mi przychodzi ową szczęśliwą jedność, z latami ugruntowaną, zachować. Słowem: podoba mi się on pod każdym względem, ja zaś jemu, a najlepiej nam, gdy jesteśmy razem.
Wybacz, drogi Ojcze, iż mówię to z pewną chełpliwością; jest to jedynie nieskryty wyraz mojego szczęścia, które nikomu na świecie nie leży bardziej na sercu niż Panu, najdroższy, najczulszy Ojcze! Wobec innych ludzi – czego nauczyłam się również od Króla – wolę o tym nie mówić; dosyć, że sami o tym wiemy.
Dzieci nasze są naszym skarbem, a oczy nasze odpoczywają na nich z pełnym zadowoleniem i nadzieją. Następca tronu pełen jest życia i ducha. Posiada wyśmienite talenty, które pomyślnie się rozwijają i kształtują. Jest szczery we wszystkich swych uczuciach i słowach, a jego żwawość czyni jakąkolwiek udawaną postawę niemożliwą. Z doskonałym skutkiem uczy się historii, a to, co wielkie i dobre, pociąga jego idealistyczny umysł. Posiada wielką pojętność dla rzeczy dowcipnych, a jego komiczne, zaskakujące koncepty nader przyjemnie nas bawią. Niezwykle przywiązany jest do matki i nie mógłby być czystszym, niż jest. Bardzo go miłuję i często rozmawiam z nim o tym, jak to będzie, gdy pewnego dnia zostanie królem.
Nasz syn Wilhelm (pozwól, czcigodny Dziadku, iż przedstawię Panu Pańskich wnuków po kolei) wyrośnie – jeśli mnie wszystko nie myli – jak jego ojciec: na człowieka prostego, poczciwego i rozsądnego. Równie i z powierzchowności najbardziej jest do niego podobny, choć zda mi się, iż nie będzie aż tak urodziwy. Widzi Pan, drogi Ojcze, że wciąż jestem zakochana w swoim mężu. Nasza córka Charlotte sprawia mi coraz więcej radości; jest wprawdzie skryta i zamyślona w sobie, lecz kryje pod pozornie chłodną powłoką – tak jak jej ojciec – gorące, współczujące serce. Bywa niby obojętna, lecz ma w sobie wiele miłości i czułości. Stąd też bierze się pewne dostojeństwo w jej obejściu. Jeśli Bóg zachowa ją przy życiu, przeczuwam dla niej świetną przyszłość. Carl jest dobroduszny, wesoły, poczciwy i utalentowany; tak samo dobrze rozwija się na ciele, jak i na duchu. Częstokroć miewa naiwne pomysły, które pobudzają nas do śmiechu. Jest pogodny i dowcipny. Jego nieustanne pytania wprawiają mię nierzadko w ambaras, gdyż nie potrafię bądź nie powinnam na nie odpowiadać; świadczy to jednak o jego żądzy wiedzy – a czasem, gdy się chytrze uśmiecha, także o zwykłej ciekawości. Nie tracąc współczucia dla doli i niedoli innych, przejdzie przez życie lekko i z radością. Nasza córka Aleksandryna, jak dziewczęta w jej wieku i o jej naturze, jest przymilna i dziecięca. Okazuje bystrość pojmowania, żywą wyobraźnię i potrafi się często szczerze śmiać. Do spraw komicznych ma wielki zmysł i wrażliwość. Posiada skłonność do satyry, zachowując przy tym poważną minę, co jednak nie szkodzi jej dobroci serca. O małej Luizie nic jeszcze rzec nie można. Ma profil swego poczciwego ojca i oczy Króla, tylko nieco jaśniejsze. Nosi imię Luiza; oby stała się podobna do swej prababki, uroczej i pobożnej Luizy Orańskiej, szacownej małżonki Wielkiego Elektora.
Oto przedstawiłam Panu, ukochany Ojcze, całą moją galerię. Powie Pan zapewne: oto matka ślepo zakochana w swych dzieciach, która widzi w nich tylko dobro, na ułomności zaś i błędy jest ślepa. I w istocie, złych skłonności, które budziłyby obawę o przyszłość, u żadnego nie dostrzegam. Mają, jak i inne dzieci, swoje narowistości, lecz te znikną z czasem, w miarę jak nabiorą rozsądku. Okoliczności i stosunki wychowują człowieka, a dla naszych dzieci dobrze to może, iż poznają surową stronę życia już w młodości. Gdyby wzrastały w łonie dostatku i wygody, mniemałyby, iż tak być musi. Że jednak stać się może inaczej, widzą po zatroskanym obliczu ojca tudzież po smętku i częstych łzach matki. Szczególnie zbawienne jest dla następcy tronu, iż poznaje nieszczęście już jako młodzieniec; tym wyżej cenić będzie pomyślność i tym troskliwiej będzie jej strzegł, gdy – jak ufam – nastaną dlań w przyszłości lepsze czasy.
Moja piecza poświęcona jest dzieciom bezustannie i codziennie proszę Boga w moich modlitwach, w których je zawieram, aby im błogosławił i nie odbierał im swego dobrego Ducha. Z zacnym (doktorem) Hufelandem zgadzam się w tych sprawach w zupełności. Dba on nie tylko o fizyczną pomyślność moich dzieci, lecz pamięta i o ich duchu; a poczciwy, szczery Borowsky, którego Król chętnie widzi i poważa, umacnia nas w tym. Jeśli Bóg zachowa mi dzieci, zachowa moje najobfitsze skarby, których nikt mi wydrzeć nie zdoła. Niech się dzieje, co chce – w łączności z naszymi dobrymi dziećmi będziemy wielokroć szczęśliwi.
Piszę to Panu, ukochany Ojcze, abyś z spokojem o nas myślał. Łaskawej pamięci Pańskiej polecam mojego męża, jak też i dzieci nasze, które całują rączki czcigodnemu Dziadkowi, ja zaś jestem i pozostaję, najdroższy Ojcze,
Pańską wdzięczną córką

***

Garść wyjaśnień:

Luiza (Louise) była żoną króla Fryderyka Wilhelma. Urodziła się w roku 1776, zmarła w roku 1810. Była matką dziesięciorga królewskich dzieci, z których siedmioro przeżyło. Wspomniany przez nią pierworodny syn, Wilhelm, zostanie najpierw królem, a w roku 1871 – cesarzem. Bonaparte, w chwili gdy Luiza pisała ten list niepokonany zwycięzca, już w pięć lat później przegra wielką bitwę pod Lipskiem, zwaną Bitwą Narodów, tę, w której w nurcie Elstery zginie polski książę Józef Poniatowski. Luiza, która wierzyła, że Napoleon musi przegrać, tego momentu jednak nie dożyła.

Na blogu pojawiała się już wielokrotnie, i ona sama, i w słynnej rzeźbie z siostrą – trzeba poszukać.