Pochwała ciotek, czyli premiera książki Hannah Mann

Ewa Maria Slaska

Buchpremiere // Hannah Mann: ZEPPELIN UND KARPFEN

By Aufbau Verlage

MärchenhütteBerlin, BE

Thursday, czwartek, Donnerstag August 27  •  19:30 – 22:00

Buchpremiere mit Autorin Hannah Mann zu ihrem Debütroman »Zeppelin und Karpfen«, moderiert von Paul Bokowski – mit szenischer Lesung!

Es ist nicht die Zukunft, die auf uns wartet, sondern die Vergangenheit.

Suzanna ist Fotografin. Sie hält die Träume anderer fest und die Geister der Familie in Schach. Bis ihre Mutter von einem Tag auf den anderen verschwindet. Sie scheint sich auf eine Reise in ihre Erinnerungen begeben zu haben, und Suzanna und der restlichen Familie bleibt nichts anderes übrig, als ihr dorthin zu folgen.

Ein zarter und spannender Roman über Emanzipation und die Sehnsucht nach einem Zuhause, das im Gegenwind der Geschichte unerreichbar scheint.

»Hannah Mann zeigt uns in ihrem wunderschönen Debüt, warum wir gar nicht genug Familienromane lesen können: Im Kleinen zeigt sich immer das große Ganze.« Dana von Suffrin, Autorin von »Nochmal von vorne« und »Toxibaby«.

»Ein eindringlicher Roman über Erinnerung und Herkunft – feinfühlig erzählt, mit großem Gespür für Zwischentöne und melancholischer Wärme.« Irina Kilimnik, Autorin von »Sommer in Odessa«.

***

Ciotką Hannah Mann była nasza blogowa (i nie blogowa oczywiście też) autorka Viktoria Korb. Gdy jej siostra przysłała mi zaproszenie na tę imprezę, napisała właśnie o tym: jak widzisz tradycje pisarskie po ciotce się utrzymują.

***

Nazwałam ten wpis “Pochwałą ciotek”, co jak wiadomo jest (też) tytułem wiersza Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Zanim znajdę cały wiersz, przypomnę, że zaczyna się słowami “ciotki nie były piękne”.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

Ciotki

Ciotki nie były piękne, nie miały nic z wróżek.
Były dzielne, szczawiowe, barchanowe żony.
Nie miały złotych włosów ani cienkich nóżek,
ani oczu złowrogich o rzęsach zdziwionych.

Brały serio swe dzieci, kwiaty i owoce,
mężów trzymały krótko, perfum nie lubiły,
zasypiały spokojnie w księżycowe noce,
pełne kurzej tężyzny i jaglanej siły.

Jedynie ciocia Jola wiotka i pachnąca
przypominała wróżkę i paryską lalkę.
Chodziła w piórkach ptasich i tiulach ze słońca,
całowała, podnosząc gwiaździstą woalkę…

Wkrótce ją jakieś wichry żałosne rozwiały
wśród wiosennych błyskawic i szumów ponurych…
Zgrzebne ciotki płakały – lecz nic nie wiedziały,
jaki był smak miłości i… trutki na szczury.

____________  

Przedruk za: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Poezje, zebrała i opracowała Matylda Wiśniewska, tom 1, Warszawa 1974, s. 209; znalezione: https://teatrnn.pl/para/maria-pawlikowska-jasnorzewska-ciotki/

***

No i wreszcie moja własna pochwała ciotek, spreparowana zresztą głównie dlatego, że jestem ciotką. Nie wymyśliłam jej, gdzieś ją znalazłam, już niestety w ogóle nie wiem, gdzie, ale przekazałam tym, którym jestem ciotką, ku uwadze.

Nie jest dobrze mieć szalonych, odstających od normy rodziców. To bardzo nas obciąża jako dzieci, a często wystawia na pośmiewisko rówieśników, natomiast świetnie jest mieć szaloną, odstającą od normy ciotkę. Jest pewnym wzorcem, acz nie zobowiązującym, pozwala rozpoznać inne drogi i inne perspektywy, wesprze, gdy będziemy chcieli zrobić coś, co odstaje od normy.

Tak to jest.

Co piszące !? Nie!! Czytające! czytające!!

Joasia Rubinroth

Wiesz co, napisała do mnie Autorka. Specjalnie byłam na demonstracji u brzegu Szprewy, żeby napisać list o kąpaniu się w rzece. Ale niestety padał deszcz krótko przed demonstracją i woda była pełna bakterii, i nie wolno było się kąpać.

Wasza Adminka

Więc jednak to będą one i będą czytały listy.

Vermeer van Delft, Marie-Yvonne Yo Laur, Berthold Woltze (List z Ameryki!), Benjamin Kennington i Georg Schrimpf

Unterschreibe eine Petition

An: CDU/CSU-Fraktion im Deutschen Bundestag und Bundeskanzler Friedrich Merz (CDU)

Schutz queerer Menschen ins Grundgesetz!

Der queerfeindliche Anschlag auf den Berliner CSD erschüttert uns. Gleichzeitig war er leider nicht überraschend: Seit Jahren nehmen Hass, Hetze und Angriffe gegen LGBTQIA* massiv zu. Queerfeindliche Hasskriminalität hat sich seit 2010 nahezu verzehnfacht. Rechtsextreme Anti-CSD-Aufmärsche sind Normalität geworden und auch religiöser Fanatismus ist eine große Gefahr für die queere Community. 

Spätestens jetzt müssen queere Menschen endlich den verfassungsrechtlichen Schutz erhalten, den sie längst verdienen. 


Wir fordern deshalb: Sexuelle Identität als Diskriminierungsmerkmal im Grundgesetz Artikel 3 aufnehmen! 
Erst dann ist klar geregelt, dass niemand wegen der sexuellen Identität benachteiligt werden darf.

Trans*, intergeschlechtliche und nicht-binäre Menschen sind laut Bundesverfassungsgericht bei “Geschlecht” inkludiert – das muss zusätzlich in einer Gesetzesbegründung festgeschrieben werden.

Warum ist das wichtig?

Artikel 3 im Grundgesetz schützt bisher ausdrücklich vor Diskriminierung aufgrund unter anderem des Geschlechts, der Herkunft, der Religion, der politischen Überzeugung oder einer Behinderung. 


Der Artikel ist eine Lehre aus den Verbrechen des Nationalsozialismus. 
Doch queere Menschen und Menschen mit Behinderung wurden bei der Schaffung des Grundgesetzes 1949 außen vor gelassen. 

Das Diskriminierungsverbot für Menschen mit Behinderung wurde schließlich in den 1990er Jahren ergänzt. Trans-, inter- und nonbinäre Menschen sind durch die Kategorie “Geschlecht” in dem Artikel inkludiert. Das hat das Bundesverfassungsgericht vor einigen Jahren klargestellt. Dass trans*, intergeschlechtliche und nicht-binäre Menschen bei “Geschlecht” inkludiert sind, sollte zusätzlich in einer Gesetzesbegründung klargestellt werden. 

Die “sexuelle Identität” fehlt immer noch gänzlich. Wer aufgrund seiner sexuellen Orientierung benachteiligt wird, kann sich nicht auf denselben verfassungsrechtlichen Schutz berufen wie andere Betroffene von Diskriminierung.

Diese Schutzlücke muss endlich geschlossen werden. Erst dann…

  • kann rechtlich geahndet werden, wenn sich staatliche Stellen wie Polizei und Behörden diskriminierend gegenüber LGBTQIA* verhalten.
  • können zukünftige politische Mehrheiten bereits erstrittene Rechte nicht so einfach zunichtemachen und die systematische Verfolgung queerer Menschen verhindert werden.
  • ergibt sich ein expliziter Schutzauftrag des Staates, der sich dann auch in der Praxis und Gesetzgebung widerspiegeln sollte.

Für eine Grundgesetzänderung braucht es eine Zweidrittelmehrheit in Bundestag und Bundesrat. Grüne, Linke und auch die SPD haben nach dem Anschlag in Berlin nun Unterstützung signalisiert. Jetzt braucht es öffentlichen Druck, um auch CDU und CSU dazu zu bewegen.

Die Verankerung im Grundgesetz alleine reicht natürlich nicht aus. Um queeres Leben zu schützen, fordern wir außerdem eine langfristige finanzielle Unterstützung queerer Räume, die flächendeckende Anerkennung von CSDs als politische Veranstaltungen sowie die Fortführung und ausreichende Finanzierung von Extremismus-Präventionsprogrammen sowie Förderprogrammen wie “Demokratie leben!” und queeren Verbänden wie der Jugendverband Lambda e.V. 
__
Mitunterzeichner*innen:
Grundgesetz Für Alle
LSVD+
CSD Deutschland e. V.
CSD Frankfurt e. V.
Dyke* March Berlin
Queermany (Queerfeministische Bewegung)
Penelope Alva Frank (Queermany-Mitbegründerin)
Regenbogenforum e. V. – Christliche LSBTIQ-Gruppen in Deutschland
Dachverband Lesben und Alter e. V.
Ökumenische Arbeitsgruppe Homosexuelle und Kirche (HuK) e. V.
PROUT AT WORK-Foundation
QueerGrün – Bundesarbeitsgemeinschaften von BÜNDNIS 90 | Die Grünen
Katholisches LSBT+ Komitee
Wirtschaftsweiber e. V.
LesbenRing e.V.
Mission TRANS* e.V.
Aktionsbündnis gegen Homophobie
Lisa Niendorf
Aljosha Muttardi
Dr. Max Appenroth
Phenix Kühnert
Nyke Slawik
321 Maximilian Rogall
Feminist Fight Club
Estrella Rödel
Maik Brückner
Lars Tönsfeuerborn
Mehmed König
Brix Schaumburg
Daniela Sepehri
Ellen Trenn
__
Quellen:
https://www.deutschlandfunk.de/gewalt-gegen-queere-menschen-lgbtqi-ursachen-anstieg-100.html
https://www.lsvd.de/de/ct/11892-grundgesetz-3-3
https://www.lsvd.de/de/ct/3222-Artikel-3-GG-ergaenzen-Den-Anfangsfehler-endlich-korrigieren
https://www.bpb.de/kurz-knapp/taegliche-dosis-politik/556460/vor-dreissig-jahren-verbot-der-benachteiligung-von-menschen-mit-behinderung/
https://www.tagesspiegel.de/gesellschaft/queerspiegel/bundesrat-will-gesetzesinitiative-einbringen-lander-fur-schutz-fur-sexuelle-identitat-im-grundgesetz-14396636.html
https://www.lsvd.de/de/ct/12539-Artikel-3-GG-ergaenzen-Was-geschah-bis-jetzt
https://www.queer.de/detail.php?article_id=58843
https://www.spiegel.de/politik/deutschland/anschlag-auf-csd-in-berlin-spd-dringt-auf-diskriminierungsverbot-im-grundgesetz-a-994ab24e-c89c-42d1-97dd-9223c9010187
https://www.instagram.com/p/DbK-Yg8xl0h/?hl=de
https://taz.de/Diskriminierung-von-queeren-Menschen/!6199847/

Lipcowe kwiaty

Lipiec nie umywa się do bujności kwietnej z maja i czerwca.

Tym razem chciałam zacząć od własnego balkonu, ale przede wszystkim zdziczał, poza tym zamienił się w bałagan. Kwitną tylko wyniesione z mieszkania orchidee. Wszystko co wiosną było bujne i różnorodne – przekwitło: groszek, len, chaber, malutkie wiosenne różyczki, hortensja, kamelia, goździki, ślaz, kosmosy, nieśmiertelniki, męska wierność (tak się ten niebieski kwiatek nazywa po niemiecku – Männertreu). Nie zakwitły w tym roku ani irysy ani gladiole, szałwia i kolendra też się najwyraźniej nie kwapią, podobnie jak mój chłopski kaktus, który ostatnio kwitł, jak się go tylko wyniosło na balkon. Nawet Hania, która specjalnie dla nas wyhodowała miesiąc temu czerwcową łąkę, napisała teraz, że jest średnio, bo najpierw był upał, a potem ulewne deszcze i wszystko leży.

Continue reading “Lipcowe kwiaty”

Retten wir die Regenbogenfabrik

Liebe Leserinnen und liebe Leser, die Regenbogenfabrik ist auf diesem Blog ein feststehender Begriff für Solidarität, Hilfe und Menschenzusammenhalt. Wir haben so oft davon Nutzen gehabt, so oft diese zwischenmenschliche Wärme genossen. Jetzt ist sie in Not geraten. Ich schliesse mich der Einführung der Christine Ziegler ein.
Helfen wir!

Eure Administratorin

***

Liebe Freundinnen, liebe Freunde,

dem Aufruf aus der Regenbogenfabrik schließe ich mich voll und ganz an. Wir gehen ja nicht durch die erste Krise und so will ich auch zuversichtlich sein, dass die Fabrik letztendlich auch dieses Mal mit dem Schrecken davonkommt und auch gestärkt aus der Situation hervorkommt. Ich sehe auch, dass sie es anpacken wollen und bitte ich sehr um eure Aufmerksamkeit und Unterstützung.

Herzliche Grüße und habt einen frohen Sommer

Christine

***

Regenbogenfabrik retten – wir brauchen eure Unterstützung!

Für eine solidarische Nachbarschaft!

Auch wir merken: Die Zeiten verändern sich. Ausgaben steigen, viele Menschen haben wenig Geld, Förderungen fallen weg – und solidarische Orte sind nötiger denn je. Wir sagen es gerade heraus: Finanziell stehen wir schlecht da und brauchen eure Unterstützung.

Strukturen werden überprüft und angepasst, wir schauen uns alle Bereiche kritisch an und treffen Entscheidungen, die nicht leichtfallen – immer mit dem Ziel, den Charakter der Regenbogenfabrik zu erhalten und Angebote langfristig zu sichern. Dieser Prozess braucht aber Zeit, und genau diese Zeit können wir uns nur nehmen, wenn wir die akute Phase finanziell überbrücken.

Nach über 40 Jahren wollen wir nicht aufhören, für euch ein sozialer, kultureller und emanzipatorischer Ort zu sein. Jede Person hat ein Recht auf Kultur!

Spendet jetzt und helft, die Regenbogenfabrik zu retten.

Spenden an: Regenbogenfabrik e.V.

IBAN: DE 96 4306 0967 1101 7086 00 | BIC: GENODEM1GLS | GLS Gemeinschaftsbank eG

Verwendungszweck: „Rettung Regenbogenfabrik“

Wenn du eine Spendenquittung brauchst, stellen wir sie dir gerne aus!

***

Die weiterführenden Links:

https://regenbogenfabrik.de

https://de.wikipedia.org/wiki/Regenbogenfabrik

https://www.berlin.de/sen/uvk/umwelt/bodenschutz-und-altlasten/nachsorgender-bodenschutz-altlasten/sanierung-ausserhalb-der-freistellungsverfahren/regenbogenfabrik-kreuzberg

und bei mir auf dem Blog:

Sowohl im Netzt als auch auf dem Blog findet man vielmehr Beiträge über die Regenbogenfabrik.

Und hier mein Lieblingsfoto, irgendwann, vor Jahren in der Regenbogenfabrik gemacht, als sie sich immer noch in der Bauphase befand. Die Pfütze ist längst weg.

Eigentlich Schade!

Slavs and Tatars

English

At the exhibition Thousand Times Berlin Monika Wrzosek-Müller and me, both of us seeing that exhibition separately, found that interesting piece of art and that small explanation, which we found utmost interesting.

Mother Tongues and Father Throats, 2012, Wool yarn – Foto (c) Monika Wrzosek-Müller

Continue reading “Slavs and Tatars”

Eine Buchseite auf der Strasse

Ewa Maria Slaska

Meine treue LeserInnen wissen, dass ich gerne ausgerissene Buchseiten auf den Strassen sammle und versuche, den Titel des Buches zu finden. In Berlin findet man erstaunlich viel ausgerissenen Buchseiten. Weshalb, weiß ich nicht. Als ich das erste Mal das Errate-Spiel mit mir selber spielte, musste ich noch in die Bibliothek gehen und eine wirklich akribische Suche veranstalten. Manchmal brauchte ich Hilfe eines Bibliothekars. So war es mit dem Roman von Hermann Kasak Die Stadt hinter dem Strom.

Seitdem haben sich die Zeiten immens geändert, die Rätsel ließen sich immer schneller lösen, aber so schnell wie heute, war ich noch nie findig.

Ich tippte zuerst einen Satz in die Suchzeile von Google: Weißt du, was gegen Chiliverbrennungen hilft?
Wenn es nichts brachte, verlegte ich die Suche in Google Books. Derselbe Satz, weiter nichts. Ich schrieb einen Satz weiter: Ich schüttele den Kopf und fächele mir Luft zu, um meinen Mund zu kühlen.
Und schon weiß ich alles:

Hanna Dietz, Fußballmütter, 2017. Und gar der Buchumschlag.

Dodatek po polsku:

Bardzo pasuje do aktualnego czasu. W końcu do 19 lipca trwają mistrzostwa świata w piłkę. Polska, jak mnie poinformowała właśnie Ela Kargol, nie przegrała jeszcze żadnego meczu! Niemcy w nowej fazie przegrały z Ekwadorem, piłkarze Afryki Południowej grali w strojach takich jak normalnie wyglądają kostiumy brazylijskie, a ulubieńcem Mistrzostw został Vozinha, 40-letni bramkarz z Wysp Zielonego Przylądka, który sprawił, że drużyna zwana Błękitnymi Rekinami sensacyjnie wręcz przeszła do fazy finałowej podczas meczu z faworyzowaną Hiszpanią. Vozinha obronił wszystkie strzały.

Komuś się jednak podczas mistrzostw ta książka niezbyt spodobała, skoro wyrwał z niej kartki i porzucił je na schodach do metra.

Nach dem Spiel ist vor der Liebe, verspricht der Texter des Verlags. Und es ist ein guter Verlag. Sogar ein sehr guter. Obwohl der Zitat “Hanna Dietz spricht Milionen Frauen aus dem Herzen”, stammt von der Zeitung Bild und die ist keine renommierte Zeitung. Sogar wirklich keine.

Na ja.

Vielleicht braucht gar Rowohlt ein bißchen Geld, das man mit einem sog. Frauenroman eventuell schnell ansammelt.

Bis jetzt habe ich immer die Bücher, die ich auf dieser weise entdeckt habe, gekauft und gelesen. Bis ich bei dem letzten Buch auf so einen ununteressanten Batzen traf, dass ich prompt entschieden habe, dass ich keine derartige Romane mehr kaufen werde. Das ist der, der dafür verantwortlich ist:

Amerykański sen. Małe rzeczy.

Czytam dziś w Polskiej Kafejce Językowej

Schulzestr. 1
Berlin-Pankow

Tuż przy stacji kolejki Wollankstrasse, po jej wschodniej stronie.

Godzina 19


Ludzie, którzy już czytali moją książkę, chwalą ją między innymi za to, że zwróciłam uwagę na “małe rzeczy”, jak to ostatnio określiła Dorota Danielewicz.

Zapraszając Was na dzisiejsze spotkanie, wybrałam kilka takich “małych rzeczy”.

Majtki

W życiorysie mamy nie było miejsca na wychowanie antyautorytarne i na Presleya, Basia nie mogła więc dostać zgody na noszenie mini spódniczki, rajstop i czarnego golfika. Nawet uczesanie się w gładki czarny hełm natapirowanych włosów, ze szpicami na policzkach i grzywką do brwi nie było proste, a zielono-czarny ciężki makijaż oczu Basia robiła po ciemku i bez lusterka na klatce schodowej. Tam też zdejmowała ciepłe majtki, bez których dziewczynki i dziewczyny nie mogły wyjść zimą z domu.
Ciepłe majtki były zmorą wszystkich dziewczyn urodzonych na przełomie lat 40. i 50. Były tak ohydne, że po prostu nie dało się ich nosić, szaroburoróżowe, szerokie, z grubego materiału, szorstkie. Zawsze spadały. Zdejmowało się je na półpiętrze, zwijało w kłębek i upychało w tornistrze, co jednak było ryzykowne, bo ktoś mógłby je w szkole zobaczyć. Ale na klatce nie bardzo było gdzie je schować. W końcu Basia nauczyła się, że najlepiej pobiec prędko do piwnicy i ukryć je na półce za słoikami weków, głęboko, tak żeby mama lub tata, gdyby akurat przyszli do piwnicy po wiaderko ziemniaków lub kompot na obiad, ich nie znaleźli. Na szczęście w szufladzie w kuchni było kilka kluczy do kłódki i Basia mogła sobie niepostrzeżenie przywłaszczyć jeden. W piwnicy było wstrętnie, śmierdziało gnijącymi kartoflami i sikami dzikich kotów, które dostawały się tu przez zawsze stłuczone okienko. Nie było światła, trzeba było zapalić stojącą na parapecie świeczkę, ale nie zawsze zapałki chciały się zapalić, wtedy ukrywanie majtek było jeszcze trudniejsze, bo mogło się zdarzyć, że po omacku dotknie się ręką czegoś wstrętnego, na przykład zdechłego szczura. Wprawdzie nic takiego nigdy się nie zdarzyło, ale już sama myśl o tym przyprawiała Basię o dreszcze.
Po szkole trzeba tu było wrócić, zabrać majtki i włożyć, bo mama nie była głupia i mogła sprawdzić, czy Basia ma te diabelne gacie na sobie.

Jeszcze gorzej było podczas okresu. Krew się lała, a twarda lignina, której najczęściej dziewczyny używały z braku podpasek, źle ją wchłaniała. Mogła też wypaść ze zwykłych majtek, co znaczyło, że siłą rzeczy zimą w dni, kiedy miała okres, Basia musiała iść do szkoły w tych cholernych galotach. A Basia miała okres często, czasem nawet co trzy tygodnie, i trwał on zawsze długo. To, że bolał ją przy tym brzuch, było właściwie najmniejszym problemem.
Pod koniec liceum Magda, koleżanka Basi, z którą od trzech lat siedziały w jednej ławce, pokazała Basi ciepłe majtki, które z Zachodu przywiózł jej tata, pływający jako mechanik na statkach handlowych. Majtki były czarne, obcisłe, w drobne niebieskie kwiatki.
– O matko, jęknęła Basia.
– Oni tam mają wszystko, powiedziała Magda.
Magda nosiła te majtki tak, że brzeżek wystawał spod krótkiej spódniczki, żeby je pokazać!
A Basia pomyślała, że kiedyś i ona tak będzie żyła, będzie miała wszystko, również takie cudowne ciepłe majtki w kwiatki.

Salceson

W Komunie mięso było codziennie na obiad, mimo że Kościół oczekiwał, że naród będzie pościł w piątki, a Komuna, że w poniedziałki. Mięso było nie tylko na talerzu jako nieodłączna część „drugiego” (zupa, drugie, deser), ale też na kolację i na kanapkach do pracy lub do szkoły. Być może nie w każdym domu na śniadanie i kolację były wędliny, ale było ich zawsze dużo. Wędliny to do dziś polska specjalność. Już nawet w czasach, gdy mięso przestało być symbolem awansu społecznego, polskie firmy prezentując się na targach żywieniowych na świecie, pokazują przede wszystkim góry kiełbas, baleronów i szynek. Kiełbasy, balerony, szynki, boczek, kabanosy, polędwice, rolady, galantyny, wędzonki, półgęski, golonki, pieczenie, rozbefy. Nigdy nie widziałam na takich wystawach kaszanki ani salcesonu. To były produkty zarezerwowane na użytek krajowy. Oczywiście salceson to była bieda, w lepszych domach jadło się lepsze wędliny. Stefan dobrze pamiętał wstrząs, gdy na pierwszą kolację, jaką zjadł u Basi, pani Gruba podała kanapki z białym salcesonem. Pani Gruba podała do kanapek cienką osłodzoną herbatę w szklankach na szklanych spodeczkach. Stefan bohatersko przełknął galaretę, chrząstki i skórę, z których składał się salceson. Być może to poświęcenie utrwaliło na wieki jego miłość do Basi.
(…) Marcel Proust był ulubionym autorem Basi, co sprawiało, że w szkole uważano ją za dziwaczkę. Ale czytała też Hessego, Manna, Joyce’a i Dostojewskiego. Czytała bez przerwy i potem twierdziła, że niczego nie nauczyła się w szkole ani na studiach (studiowała psychologię) i wszystko co wie, zawdzięcza książkom, a przede wszystkim Proustowi. Przez wiele lat fakt, że Basia była tak oczytana, zachwycał Stefana, ponieważ on sam raczej wolał chodzić niż czytać. Czasem, gdy siedzieli u Basi w kuchni przy stole przykrytym ceratą, w mieszkaniu, gdzie nie było książek, Stefan zastanawiał się nad tym, dlaczego to się tak ułożyło, że on, chłopak z dobrego domu, gdzie było wszystko, książki, koncerty, teatr, muzea i podróże, chętnie się dowiadywał, uczył, studiował, ale właściwie nie czytał, natomiast Basia, wychowana pod wielkim świętym obrazem, przedstawiającym dobrą Matkę Boską, osłaniającą płaszczem uciekające się pod jej opiekę dzieci, wyrastając w jednopokojowym mieszkaniu i jedząc kanapki z salcesonem, czytała bez przerwy.
Kiedyś, już w Nowym Jorku, Stefan pomyślał, że może to właśnie salceson stał się siłą napędową wszystkiego, co Basia w życiu osiągnęła i że Basia zrobiła wszystko, żeby wydostać się z życia, które każe człowiekowi jeść salceson.


Słoneczniki

W PRL-u sztuka na długo przed czasami sieci, Facebooka i Instagrama była popularna i popularność tę dawało się mierzyć na przykład ilością reprodukcji jakiegoś dzieła, wiszących w mieszkaniach i instytucjach w całej Polsce. Nie robiłam badań, bo to nie rola pisarki, dziennikarki czy blogerki, opieram się więc tylko na czymś tak niewymiernym jak “poczucie”, ale wydaje mi się, że niezaprzeczalnym Królem Malarzy był w PRL van Gogh, a Dziełem Numer 1 jego Słoneczniki.W dzisiejszych czasach wraz z takimi obrazami jak Mona Lisa Leonarda da Vinci oraz Krzyk Edwarda Muncha, Słoneczniki uznawane są za najbardziej rozpoznawalne arcydzieła malarstwa światowego. PRL i w tej sprawie był prekursorem. W epoce Gierka reprodukcja Słoneczników była jednym z podstawowych elementów klasycznego mieszkania peerelowskiego inteligenta: regał Kowalskich, pralka Frania, encyklopedia PWN, ceramika z Włocławka, palmy wielkanocne z Cepelii, obrus mereżkowany z Polskiego Lnu i van Gogh. Jedyny obcy wtręt w swojskim dostatku. Słoneczniki van Gogha na pewno były w PRL-u jednostką świadomości. Pozostaje pytanie – czego? Myślę, że świadomości awansu, świadomości, że dotarło się do punktu, którego przedtem nie dało się osiągnąć. Słoneczniki wisiały w mieszkaniu Basi tuż obok tego dużego świętego obrazu, przed którym mama i one obie, Asia i Basia, modliły się głośno wieczorem. Tata się nie modlił, siedział na kanapie w kuchni i palił papierosa. Potem, gdy mama i obie dziewczynki kładły się spać w pokoju, tata na tej samej kanapie spał. Nie mieli regału Kowalskich, ale w mieszkaniu Grubów były inne nieodłączne elementy peerelowskiego „dojścia do celu” – cerata na stole, kryształy i fikus. Jako autorka dodam, że sprawa ceraty nie daje mi ostatnio spokoju. Wydawało mi się, że nie pamiętam z domu ceraty na stole, ale teraz, gdy to piszę, zdaje mi się, że widzę kuchnię, gdzie jeszcze się zmywało w blaszanym cebrzyku, widzę w tej kuchni w głębi, po prawej stronie prostokątny stół nakryty ceratą w drobną brązową kratkę. Czy tak było, to jakież to było okropne dla kogoś, kto jak moja mama wyrastał przed wojną w wielkim pięknym mieszkaniu, pełnym eleganckich mebli, lamp i obrazów. Jakie to musiało być dziwne, a może nawet odrażające, siedzieć przy stole przykrytym ceratą zamiast białym cieniutkim lnem. Oczywiście, w międzyczasie była wojna i bieda, niedostatek, a być może nędza, i ukrywanie się, ale wojna to wojna, od wojny nie można wiele wymagać, natomiast bieda w normalnym pokojowym życiu musiała być czymś nie do zniesienia. Ta cerata w brązową krateczkę, wyszarzała, wytarta i bura woda w szafliku. Pomyje, mówiły mama i Karusia, kobiety z innego świata.
Bieda i braki, szarzyzna i tandeta życia w PRL-u. Bure książki, bure pończochy, bure szmaty do podłogi. Cerata, tak, ale były kryształy i fikus, i Słoneczniki.

Obraz z czasów komuny, po zmianach politycznych usunięty do piwnicy

Agenci SB

„Strój służbowy” ubeka pracującego w latach 80. wśród inteligencji i studentów w PRL-u był od kilku lat ustalony. Dżinsy, podniszczone, ale prawdziwe, nie jakieś szariki czy teksasy, koszula w kratę, też niezbyt nowa, mocne buty skórzane typu trapery, w zimne dni kurtka z kapturem lub wciągany przez głowę brezentowy skafander typu kangur z kieszenią z przodu. Strój agentki obejmował długą spódnicę, farbowaną domowym sposobem w białe koła, drewniaki i jakąś, też farbowaną bluzkę. Kilku tak ubranych osobników przyszło na pogrzeb i zapewne według instrukcji, takich właśnie posthippisów mieli również wypatrywać wśród gości. Nikogo nie znaleźli, za to sami zostali natychmiast rozpoznani jako ubecy, bo mężczyźni, z opozycji czy nie, przyszli na uroczystość ubrani w garnitury i pod krawatem, a kobiety miały na sobie czarne sukienki za kolana, rajstopy i czółenka.

Zocha i Zenek

Stefan wrócił ze szpitala do swojego mieszkania, do tych dawnych dwóch pokoi na Bronxie, nie ogrzewał ich, potem już siedział po ciemku, gotował makaron na palniku spirytusowym i jadł go z mielonką. Oczywiście dawno już nie płacił czynszu i wiedział, że prędzej czy później wygonią go z tego mieszkania. Zimę przetrwał w pokoju wynajmowanym „na łóżka” u Zochy, góralki, która cztery lata temu przyjechała do ciotki na wakacje i już została, a od roku „pomagała cioci w pracy”. Ciocia już w latach 60 kupiła za bezcen trzy mieszkania na „Greenpojncie”, umeblowała je byle jak i wynajmowała polskim rodzinom, które właśnie przyjechały. Ale od roku 1980, kiedy nagle zjechały do Nowego Jorku masy samotnych Polaków, ciocia wpadła na pomysł, wynajmowania ich „na łóżka”, a właściwie „na materace” i „na zmiany”. Każdy pokój zajmowało od trzech do pięciu „kawalerów” na poranną zmianę i drugie tyle na wieczorną. Ciepła woda była tylko raz w ciągu dnia od 5 do 8 rano, wtedy gdy poranna zmiana wychodziła do pracy, a nocna wracała. Ciepłą wodę włączała Zocha, ona też, gdy okazało się, że „kawalerowie” zużyli za dużo prądu, po prostu wykręcała korki. Przychodziła też o niespodziewanych porach w ciągu dnia i nocy, sprawdzać, czy „kawalerowie” jej przypadkiem nie oszukują, co nie było takie głupie, ponieważ każdy „Zenek” był w stanie kawałkiem drutu zastąpić korek i uruchomić wyłączonego junkersa. Zocha zarządzała tym wszystkim bardzo sprawnie, raz na tydzień kasowała z góry czynsz za materac, kontrolowała czystość w mieszkaniu i śmieci. Jeżeli znalazła gdzieś butelki po wódce, wyrzucała „na zbity pysk” całą aktualną obsadę mieszkania, czyli, bywało, 20 chłopa. Informowała o tym, że tak będzie każdego, kto się wprowadzał, ale właściwie nie musiała, bo koledzy współmieszkańcy sami pilnowali porządku i sami wyrzucali kogoś, kto się odważył przynieść do mieszkania alkohol. Niektórzy przemycali „na kwaterę” jakąś wódkę w butelkach po soku. Stefanowi przypomniało to czasy w „internacie” i popijanie ukradkiem bimbru z butelek po wodzie utlenionej lub puszek z ananasem. Zresztą w Nowym Jorku alkohol trzeba było ukrywać wszędzie. Na ulicy nie wolno było nawet wypić piwa, ci więc, którzy nie mogli pić w domu, pili piwo z puszek zapakowanych do papierowych torebek. To się tak spodobało młodym, zbuntowanym, że nawet jak pili na ulicy tylko wodę mineralną albo sok jabłkowy, też pakowali te legalne puszki do legalnych papierowych torebek, udając, że piją nielegalny trunek. U Zochy trzeba było mieć własny materac i własną żarówkę. Obie te rzeczy kupowało się „u żydka” i tam też można je było odsprzedać, gdy się człowiek wyprowadzał. Materac i żarówka były obowiązkowym wyposażeniem każdego, kto przychodził do Zochy. Trzeba też było mieć dość pieniędzy, żeby zapłacić z góry za tydzień.

Matejko, Malczewski, Weiss, Ruszczyc, Krzyżanowski, Stryjeńska, Wróblewski, Modzelewski

Ośmioro polskich malarzy w Starej Galerii Narodowej (Alte Nationalgalerie)

Gdy w marcu 2026 roku zgodnie z planem zamknięto na wystawie Berlin Global w HumboldtForum tzw. wolną przestrzeń poświęconą Polsce, Freiheit, Gleichheit, Solidarność, wystawę Ewy Marii Slaskiej, Anny Krenz i Ziemka Nowaka, szkoda nam było nie tylko naszego własnego miejsca w centrum miasta, było nam też smutno, że z reprezentacyjnej ulicy w centrum Berlina zniknął polski element. Dobrze więc, że w 35-lecie podpisania traktatu polsko-niemieckiego o przyjaźni i dobrym sąsiedztwie, Polska powróciła do centrum miasta. Stara Galeria Narodowa postanowiła prezentować muzea z różnych stolic świata, a zaczęła 18 czerwca prezentacją ośmiorga polskich malarzy ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

Mam mieszane uczucia:

Continue reading “Matejko, Malczewski, Weiss, Ruszczyc, Krzyżanowski, Stryjeńska, Wróblewski, Modzelewski”