Masha & Ewa Maria

Foto Masha Pryven

In Combray wurde jeden Tag bereits am späten Nachmittag, lange bevor jener Augenblick kam, in dem ich würde zu Bett gehen und fern von meiner Mutter und meiner Großmutter daliegen müssen, ohne zu schlafen, mein Schlafzimmer von neuem zum schmerzlichen Angelpunkt meiner bangen Erwartungen.

(…)

Wenn ich hinaufging, um mich schlafen zu legen, so war mein einziger Trost, dass Maman, wenn ich im Bett läge, kommen würde, um mir einen Gutenachtkuss zu bringen. Doch dieses Gutenachtsagen währte so kurz, sie ging schon so bald wieder hinunter, dass der Augenblick, in dem ich hörte, wie sie heraufkam, dann, wie das leichte Rauschen ihres Gartenkleides aus blauem Musselin, an dem kleine Quasten aus geflochtenem Stroh baumelten, den Flur mit der Doppeltür entlangwanderte, für mich ein schmerzvoller Augenblick war. Er kündigte jenen an, der ihm folgen musste, jenen, in dem sie mich verlassen haben, in dem sie wieder hinuntergegangen sein würde. Das ging so weit, dass ich schließlich wünschte, dieses von mir allzu geliebte Gutenachtsagen möge so spät wie möglich stattfinden, damit sich die Gnadenfrist, in der Maman noch nicht erschienen war, verlängern würde. Manchmal, wenn sie, nachdem sie mich geküsst hatte, die Tür öffnete, um davonzugehen, wollte ich sie zurückrufen, sie bitten: »Gib mir noch einen Gutenachtkuss«, aber ich wusste, dass sie sogleich ihr verstimmtes Gesicht aufsetzen würde, denn das Zugeständnis, das sie meinem Kummer und meiner Erregung machte, indem sie heraufkam, mich in den Arm zu nehmen, mir diesen Friedenskuss zu bringen, ärgerte meinen Vater, der dieses Ritual lächerlich fand, und eher hätte sie getrachtet, mir diese Gewohnheit auszutreiben, als mich diejenige annehmen zu lassen, sie um einen weiteren Kuss anzubetteln, während sie schon auf der Türschwelle stand.
Doch sie verstimmt zu sehen machte all die Besänftigung wieder zunichte, die sie mir gerade gebracht hatte, als sie ihr liebevolles Antlitz über mein Bett beugte und es mir darreichte wie die Hostie nach dem Friedensgruß bei der Kommunion, während meine Lippen aus ihrer leiblichen Anwesenheit die Kraft zum Einschlafen schöpften.

Marcel Proust, Auf der Suche nach der verlorenen Zeit, Band 1, Auf dem Weg zu Swann, Teil 1, Combray
Übersetzung von Bernd-Jürgen Fischer

Utopie. Kobiety.

Ewa Maria Slaska

Byłam niedawno na spotkaniu kobiecym zorganizowanym bez żadnego z góry przyjętego tematu. Ta nietypowa formuła została przez organizatorki nazwana Open Space. Ponieważ nigdy o niej przedtem nie słyszałam, teraz, gdy chcę napisać o kobiecych utopiach, omówionych podczas spotkania, musiałam trochę poszukać w internecie. Natychmiast trafiłam na stronę oferującą 47 praktycznych porad, jak zorganizować naradę typu Open Space. (Uwaga to porady po niemiecku, ale na pewno są i po polsku).

Metoda Open Space to format konferencji, umożliwiający pracę nad złożonymi zagadnieniami w dużych lub bardzo dużych grupach, kiedy to w krótkim czasie można osiągnąć konkretne wyniki ukierunkowane na konkretne działania. Na konferencjach Open Space porządek obrad zostaje ustalony przez samych uczestników. Każdy ma możliwość przedstawienia własnych tematów i pytań. Wielokrotnie wypróbowany i sprawdzony w praktyce proces dochodzenia do wspólnych ustaleń, zapewnia stabilne ramy oraz wyniki, godne zaufania, które można wykorzystać w praktyce.

Polska Wikipedia powiedziała mi, że metoda ta nazywa się po polsku Open Space Technology (ha! taki to polski) i podsunęła bardzo sympatyczną opowiastkę:

W 1983 roku Amerykanin Harrison Owen organizował międzynarodową konferencję, na którą miało przybyć 250 uczestników.

Cały rok ciężko pracował, aby jak najlepiej tę konferencję przygotować. Po zakończeniu postanowił, że już nigdy więcej nie będzie robił czegoś podobnego. Wszyscy uczestnicy konferencji mówili na zakończenie, że najlepszą i najbardziej przydatną częścią spotkania były przerwy na kawę. Postawił sobie pytania: Jak można wykorzystać energię i entuzjazm, panujący podczas dobrych przerw na kawę, aby w czasie spotkania uczestnicy aktywnie angażowali się w pracę i osiągali wyniki? Jak można coś takiego zorganizować w czasie krótszym niż rok?

Z tych poszukiwań zrodziła się metoda Open Space. Harrison Owen napisał:

Dla mnie Open Space jest naturalnym laboratorium, w którym można przeżyć i obserwować, jak ludzie przerastają samych siebie i jak są zdolni do osiągania zupełnie nieoczekiwanych wyników.

I coś takiego się nam przydarzyło, gdy 10 maja poszłyśmy (my, trzy Polki) do berlińskiej Centrali Edukacji Politycznej na konferencję, przez organizatorki nazwaną entuzjastycznie: Feministischer Energy Day – Feministyczny Dzień Pełen Energii, a może raczej Dzień Energii Feministycznej. A zapewne oba znaczenia jednocześnie. Były świetne, nieoczekiwane tematy, świetne, ożywcze spotkania i świetne, nader konkretne wyniki.

A mimo to chciałam tu przedstawić protokół spotkania na najbardziej szurnięty temat – o utopiach feministycznych. Muszę przedstawić protokół, bo sama niestety w czasie gdy Claudia prowadziła grupę o utopiach, ja zajmowałam się w mojej grupie tematem “niewidzialnych cudzoziemek”. Wiadomo, kobiety “w pewnym wieku” stają się niewidzialne, teraz okazało się, że, niezależnie od wieku, jeśli jesteś emigrantką, to niejako w dwójnasób zostaniesz pominięta, zapomniana, nie zauważona, nikt cię nie dopuści do głosu, a jak się upomnisz, to ci powiedzą, że temat jest nieważny, albo że pan Schmidt już to powiedział dziesięć lat temu, albo przed pół godziną. Zanim przejdę do utopii, powiem jeszcze, że jednocześnie jesteśmy jako cudzoziemki po wielokroć widzialne (kolor skóry, oczu, wzrost) albo słyszalne (łamany niemiecki, albo po prostu akcent, którego się nigdy nie pozbędziemy). Oczywiście rozpoznaje się nas również po naszych imionach i nazwiskach, a wtedy często nie zwraca się na nie uwagi. Dlatego na przykład ja, Ewa Maria Slaska, kobieta o dwóch wybitnie kobiecych imionach i to kobiecych w wielu europejskich językach, często dostaję listy adresowane do “Herr Eva Maria Salska”. Tylko Maria się broni przed ingerencją ignorancji, niechlujstwa i nieuważności. W każdym razie podczas dyskusji siedziały obok siebie dwie kobiety: czarnoskóra studentka o hinduskim imieniu i hinduskiej urodzie z Bollywood i blada blondynka o niebieskich oczach i niemieckim nazwisku. Jedną z nich po ogólnej kolorystyce rozpoznawano na odległość jako cudzoziemkę, a była urodzoną w Niemczech Niemką, druga nie wyróżnia się w ogóle, dopóki nie otworzy ust, bo wtedy natychmiast wiadomo, że Polka.

Co z tego wynika? Niewiele, bo nic na to nie poradzimy. Społeczeństwo niemieckie jest bardzo wrażliwe i na kolory, i na akcent. Można próbować to zmienić? Oczywiście i na pewno warto próbować.

I to jest moment, w którym możemy przejść do utopii. Bo nieważne, czy osiągniemy to, co chcemy osiągnąć, ale ważne, że chcemy i że robimy wszystko, by dało się to zrealizować.

Gdy podczas przerwy na kawę (tak!) spotkałyśmy się z Claudią, zapytałam ją, czy może mi powiedzieć, o czym rozmawiały w grupie, odpowiedziała, że prawie wszystko, o czym mówiły, było szalone, a na pewno nie wszystko dałoby się w ogóle zrealizować, ale na pewno zgodziły się co do jednego – warto to robić!

Protokół obrad grupy “Utopie – Uskrzydlanie”

Propozycje:

  • dwugodzinny tydzień pracy – prawo do lenistwa
  • bezwarunkowy dochód podstawowy
  • samostanowienie (czas, priorytety)
  • więcej czasu wolnego
  • praca oparta na wykonywaniu zadań
  • elastyczność
  • żadnej pracy pod przymusem
  • nie tylko praca zarobkowa jest pracą
  • niezależność
  • bezpłatne mieszkania i komunikacja publiczna
  • równość szans bez dyskryminacji
  • demokratyczne współdecydowanie w każdej sprawie
  • model “4 w 1” Friggi Haug

WYJŚĆ Z DEFENSYWY!
JAK POKONAĆ OPORY?
JAK TAM DOJŚĆ?

I z boku na całej wysokości kartki: Radość z pracy przy realizowaniu utopii!

Tego nam wszystkim życzę!

A przy okazji, jak ktoś (ktosia) zna niemiecki, to może rzucić okiem na lekturę proponowaną przez grupę Utopie:

Perspektywa 4 w 1 – polityka kreaowana przez kobiety dla nowej lewicy

Tag der Vergissmeinnicht / Benefizkonzert Ukraine

Vor 100 Jahren

Seit genau Hundert Jahren zelebriert man den Vergissmeinnicht-Tag in den USA am 10. November. Man erinnert damit die Soldaten, die mit schweren Verwundungen oder Behinderungen aus dem Krieg zurückkehren. Erstmals wurde dieser Tag im Jahr 1922 begangen. Mit Hilfe der Feierlichkeiten sollten finanzielle Mittel zur Unterstützung der Soldaten gesammelt werden, die mit Behinderungen aus dem Ersten Weltkrieg heimkehrten. Spenden wurden unter anderem durch den Verkauf der blauen Pflanze Vergissmeinnicht gesammelt. Diese gilt generell als Symbol des Erinnerns. Am Vergissmeinnicht-Tag kann sie an andere verschenkt werden, um ihnen zu signalisieren, dass sie niemals in Vergessenheit geraten werden.


Vor 20 Jahren

Ungeachtet dessen hat man sich in Polen einen anderen Tag ausgesucht, der nun als der Tag der Vergissmeinnicht gilt: den 15. Mai. Den feiert man in Polen seit 2002. Die Idee des Tages ist, Menschen an den Wert der Natur zu erinnern, Bedeutung des Umweltschutzes zu unterstreichen und die biologische Vielfalt Polens zu erhalten. Darüber hinaus soll der Feiertag darauf abzielen, wichtige Momente im Leben, Menschen, Orte und Situationen vor dem Vergessen zu bewahren.

15. Mai 2022

Ich denke mir, dass wir 2022 die beiden Feiertagen gemeinsam zelebrieren können. Es blühen die Vergissmeinnicht überall. Es ist Krieg, Soldaten kehren mit schweren Verwundungen oder Behinderungen aus dem Krieg zurück. Sie fallen. Sie sind für unsere und Eure Freiheit in Ukraine gefallen. Wir wollen sie vor dem Vergessen zu bewahren.

Слава Україні!


All pics of flowers: Ela Kargol in Mai 2022

Chodzenie po mieście: Hanami w Berlinie

Ela Kargol

Gałązka wiśni

Gdy ci się kiedyś przyśni
na przykład gałązka wiśni,
to wiedz,

że to znaczy szczęście –
bo wiśnia we śnie znaczy,
że koniec twej rozpaczy
i że będziesz szczęśliwy
coraz częściej. (…
)

Konstanty Ildefons Gałczyński

Gałązka kwitnącej wiśni nie musiała mi się przyśnić. Pewnego dnia wyszłam z domu i ją ujrzałam, wcale nie jedną, a kilkadziesiąt lub więcej, które wyrazistym różem przyciągnęły mój wzrok.

Do najbliższej alejki kwitnących wiśni mam kilkaset metrów. Franz-Cornelsen-Weg, ścieżka nazwana imieniem założyciela wydawnictwa podręczników szkolnych Cornelsen Verlag, łączy dwie większe ulice Dillenburger i Mecklenburgischer Straße, i graniczy z budynkiem wydawnictwa. Wiśnie kwitną między niekoszoną łąką i do niedawna małą kolonią ogródków działkowych. Ogródki działkowe zredukowano do kilkunastu, a w miejscu tych, których już nie ma, pną się mury do góry. Mam nadzieję, że balkony powstaną po wiśniowej stronie.

Berlin jest wiosną miastem kwitnącej wiśni. Oprócz znanej i licznie przez turystów odwiedzanej Alei Wiśniowej w Teltow właściwie w każdym zakątku miasta rozkwitają wiśniowe kwiaty. Hanami czyli oglądanie kwiatów japońskiej wiśni trwa w Berlinie od początku kwietnia do początku maja.

W Japonii kwiaty wiśni, zwane sakura, są nieodłącznym symbolem nadejścia wiosny. Mówi się, że przynoszą pokój i ukojenie w sercach ludzi. W 1990 roku po zjednoczeniu Niemiec, japońska stacja telewizyjna TV-Asahi zorganizowała zbiórkę pieniędzy na sadzenie japońskich drzew wiśniowych w Niemczech. Zebrano wystarczającą ilość pieniędzy na ponad 9000 drzewek, z których znaczna część trafiła do Berlina. Pierwsze drzewa posadzono w listopadzie 1990 r. przy moście Glienicke, symbolicznym miejscu podziału Niemiec. Dziś wiele drzew wiśniowych można znaleźć w dawnym pasie granicznym, ale także w parkach i przy instytucjach publicznych.

https://www.berlin.de/events/4375689-2229501-kirschbluetenfest-in-den-gaerten-der-wel.html

Pojechałam na Kreuzberg na konkretną ulicę, nazwaną na cześć komendanta miasta ulicą Komendacką (Kommandantenstraße). Komendant, Generalmajor Friedrich Wilhelm, Reichsgraf von Wylich und Lottum, mieszkał pod numerem 15. Pod numerem 63 mieszkał Fritz Flato, notariusz i prawnik zaangażowany i działający w Komitecie Naukowo-Humanitarnym (niem. Wissenschaftlich-humanitäres Komitee, WhK) – pierwszej na świecie organizacji działającej na rzecz poprawy sytuacji osób LGBT, założonej 15 maja 1897 roku przez Magnusa Hirschfelda. Z powodu żydowskiego pochodzenia Flato wyemigrował w roku 1935 do Nowego Jorku. Na emigracji nie mógł się odnaleźć i w roku 1949 popełnił samobójstwo. W miejscu, gdzie znajdował się dom rodzinny Flato, w roku 2011 stanęła stela upamiętniająca jego, jego rodzinę i miejsce. Wokół nie ma już przedwojennych domów, kamienic, wszystko zniszczyła wojna. Może dlatego widok kwitnących wiśni w tym miejscu jest próbą zadośćuczenienia za wojenne zniszczenia i zbrodnie.

Gdy dwa dni temu w bardzo miłej tureckiej kafejce przy Kommandantestrasse piłam drugie cappuccino, a płatki kwiatów wiśni wpadały mi prosto do kawy, pomyślałam jeszcze raz o słowach poety:

bo wiśnia we śnie znaczy, że koniec twej rozpaczy i że będziesz szczęśliwy coraz częściej

Myślałam też o przemijaniu, pamięci i niepamięci. Naprzeciwko kawiarni był kiedyś teatr, naprawdę ogromny, teraz w tym miejscu jest kamień upamiętniający, dość szary w swej szarości. Pierwszy raz przeszłam obojętnie obok niego, zapatrzona w róż kwitnących wiśni. Dopiero za drugi razem spojrzałam i z trudem przeczytałam szare litery na szarym tle.

Hier befand sich 1836 – 1941 das Theater des Jüdischen Kulturbundes.
Gezwungen durch das Berufsverbot, gründeten die Juden in Deutschland diese Selbsthilfeorganisation mit eigenen Orchestern und Ensembles für Oper und Operette, Schauspiel und Konzert.
Die Nazi-Behörden missbrauchten den kulturbund zur Überwachung der jüdischen Künstler und ihres Publikums, das nur aus Juden bestehen durfte. 1941 wurde der Kulturbund verboten. Fast alle, die hier arbeiteten, wurden in Konzentrationslagern ermordet.

W latach 1836-1941 mieścił się tu teatr Związku Kultury Żydowskiej.
Zmuszeni zakazem wykonywania zawodu, Żydzi w Niemczech założyli
tę samopomocową organizację z własną orkiestrą i zespołami operowym, operetkowym, dramatycznym i koncertowym.
Władze nazistowskie wykorzystywały organizację Kulturbund do kontrolowania żydowskich artystów i ich publiczności, która mogła składać się wyłącznie z Żydów. W 1941 roku Kulturbund został zdelegalizowany. Prawie wszyscy, którzy tu pracowali, zostali zamordowani w obozach koncentracyjnych.

https://de.wikipedia.org/wiki/Gebr%C3%BCder-Herrnfeld-Theater

Doszłam do Alte Jacobsstraße, dalej już wiśnie nie kwitną, choć to droga muru jeszcze trochę ponad 30 lat temu dzielącego miasto. Wróciłam do początku ulicy Komendanckiej, tam gdzie się styka z ulicą Aleksandry (Alexandrinenstraße) i z Waldeckpark. Zawsze myślałam, że nazwa parku ma coś wspólnego z leśnym zakątkiem (Wald-Eck), a tu się okazało, że to „Park Waldka”. Benedikt Waldeck był niemieckim politykiem i jest uważany za jednego z czołowych lewicowych liberałów w Prusach w czasie rewolucji 1848/49 roku. Był jednym z głównych rywali politycznych Ottona von Bismarcka. Jego pomnik na dość wyeksponowanym miejscu powoli niszczeje. Przeszło 400 lat temu w tym samym miejscu znajdował się cmentarz choleryczny. Do dnia dzisiejszego zachował się dużo późniejszy już grób, zmarłego w roku 1832 Ernsta Ferdinanda Ayrera.

Waldeck spogląda na park i na kwitnące wiśniowe drzewa, których z roku na rok przybywa.

Innym miejscem różowych kwiatów wiśni jest rejon dworca przy Wollankstraße i przebiegająca tamtędy droga muru.

Stacja kolejki podmiejskiej Bahnhof Wollankstraße ze względu na swoje położenie, po wybudowaniu muru była obiektem szczególnym: Należała ona do zachodniej sieci S-Bahny, ale znajdowała się w ówczesnej dzielnicy Berlina Wschodniego – Pankow. Wyjście do sektora zachodniego było otwarte i znajdowało się bezpośrednio na linii granicznej, mogło być wykorzystywane przez pasażerów z części zachodniej bez kontroli. Informował o tym przechodniów znak umieszczony obok wejścia. Mur przebiegał bezpośrednio na wschód od stacji, a wejścia do Berlina Wschodniego były zablokowane. Początkowo z dworca roztaczał się widok na mieszkania w Berlinie Wschodnim, później na tzw. pas śmierci. W 1962 r. wzbudził on sensację, gdy po obniżeniu powierzchni peronu odkryto tunel ewakuacyjny, który został wykopany przez wiadukt S-Bahn od strony zachodniej.
https://de.wikipedia.org/wiki/Bahnhof_Berlin_Wollankstra%C3%9Fe

Tak długo, jak stał mur, stacja kolei miejskiej, Wollankstraße była jedynym przystankiem na północnej linii Gesundbrunnen w kierunku Heiligensee i Frohnau. Bezpośrednio przed północno-wschodnim wyjściem przebiegała “Kolonnenweg” (droga do patrolowania i nadzoru granicy). Dziś i ona jest obsadzona drzewami wiśniowymi i oznaczona kamieniem pamiątkowym. Nie wiem, czy to, że Wollankstraße leży na północy Berlina, ma jakikolwiek wpływ na to, że tamtejsze drzewa zakwitają dwa, trzy dni później i później przekwitają, a może jest to inny gatunek drzew wiśniowych niż te z Kreuzbergu i Schmargendorfu. Dobrze wiedzieć, że w różnych miejscach wiśnie różnie kwitną, ale prawie zawsze na różowo.

A więc spieszmy się oglądać świat na różowo, dopóki można i to bez różowych okularów.

Offberlin

Berlin offowy widziany oczami Polaka / OffBerlin von einem Polen gesehen

To my, Ela Kargol, Krysia Koziewicz i ja, Ewa Maria Slaska. Zapraszamy.

Kolejne nasze spotkanie w SprachCafé Polnisch (Polskiej Kafejce Językowej), (nie)zawsze w trzeci piątek miesiąca.

29 kwietnia 2022 o godzinie 19.30 Schulzestr. 1 /13187 Berlin Pankow.
Stacja kolejki Wollankstraße.

Achtung! Es gelten aktuelle Covid-Regeln!

Marek Defée i jego alternatywny przewodnik po Berlinie – Offberlin. Fantastyczne czytanie.

OffBerlin. Przewodnik alternatywny nie opisuje miejsc znanych  i typowych, znajdujących się na trasie standardowych wycieczek. Autor proponuje w nim wędrówkę po jego ulubionych dzielnicach i mało znanych zakątkach. Perełki street foodu, kawiarnie, bary, weekendowe ryneczki, pchle targi, miejsca z designem, squaty, graffiti, muzyka uliczna, tańce nad Szprewą, plaże w środku miasta, życie nocne – to tylko część atrakcji, które opisuje ten nietypowy przewodnik. Przewodnik stanowi subiektywne spojrzenie na Berlin, które w zamyśle autora ma być inspiracją do odkrywania własnych ścieżek w wyjątkowym mieście, jakim jest Berlin.

Autor przybędzie na spotkanie!

Marek Defée und sein alternativer Berlin-Führer. Lesevergnügen A1.
OffBerlin. Der alternative Reiseführer beschreibt nicht die bekannten und typischen Orte der Berliner Standardtouren.

Autor schlägt eine Reise durch seine Lieblingsviertel und wenig bekannten Ecken vor. Streetfood-Locations, Cafés, Bars, Wochenendmärkte, Flohmärkte, Design und Graffiti, Squats, Straßenmusik, Tanzen auf der Spree, Strände mitten in der Stadt, Nachtleben – das sind nur einige der Attraktionen, die in diesem ungewöhnlichen Führer beschrieben werden. Defées Reiseführer ist ein subjektiver Blick auf Berlin, der dazu anregen soll, eigene Wege in der einzigartigen Stadt Berlin zu entdecken.

Der Autor wird zu dem Treffen aus Stettin kommen. Wir freuen uns schon darauf!

Chodzenie po Berlinie: Herb Ukrainy

Ela Kargol

Тризуб

Skąd wziął się herb Ukrainy? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Herb nie jest aż tak stary, choć historia jego powstania sięga bardzo zamierzchłych czasów. Czy zawdzięczamy go dynastii Rurykowiczów, czy ma coś wspólnego z herbem księstwa Ruskiego i świętym Michałem na niebieskim polu, ubranym w złote szaty, dlaczego najpierw był dwuząb, czy może herb ma związek z pismem runicznym?

Слава Україні!

Tu kilka linków o „małym herbie Ukrainy“, bo taka jest prawidłowa jego nazwa:

https://ukrainamarcina.pl/tryzub/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Herb_Ukrainy

https://www.polskieradio.pl/7/5098/Artykul/2918805,Tryzub-jak-sie-stal-symbolem-Ukrainy

***

Skąd wziął się na secesyjnej kamienicy przy Heidelberger Platz 1 w Berlinie? Nie wiem. Cały czas myślałam, że jest to jakiś secesyjny element zdobnictwa. Zresztą dawno już o nim zapomniałam. A tak naprawdę nigdy przedtem nie znałam i nie interesowałam się herbem Ukrainy. Prawdopodobnie jakby mnie ktoś zapytał o kolory flagi, też bym nie wiedziała. Gdy wybuchła wojna, niektórzy z nas, Polacy może mniej, spojrzeli na mapę, gdzie właściwie leży ta Ukraina i z kim graniczy, i jak daleko od Berlina?

Gdy Ksenia odbierała od nas gar zupy dla swoich rodaków przyjeżdżających z Ukrainy, mój mąż poradził jej pójść zamiast na stację metra od razu do kolejki podmiejskiej, S Bahny przy Heidelberger Platz, bo tam jest ten dom, dom z niemiecką restauracją na dole Heidelbeere, z ukraińskim herbem u góry.

W Heidelbeere byłam tylko raz. Niemiecka kuchnia jakoś nigdy mnie nie pociągała. Byłyśmy z przyjaciółką, zamówiłyśmy niemieckie piwo i Bockwurst z Kartoffelsalat. Dzisiaj weszłam tam drugi raz, jeszcze przed otwarciem. Miałam szczęście, spotkałam właściciela. Tyle co mi powiedział, potwierdziło nasze przypuszczenia, dom był budowany dla ukraińskiego przedsiębiorcy w roku 1910 i w latach dwudziestych lub później mieściło się tutaj coś w rodzaju przedstawicielstwa konsularnego Ukrainy. Kamienica dostojna, niedawno odrestaurowana. Teraz trwają prace remontowe od strony podwórza, Zajrzałam przez dwa identyczne wejścia do klatki schodowej. W spisie mieszkańców nie ma ukraińskobrzmiących nazwisk, ale to nic nie znaczy.

P.S.

Tekst pisałam kilka dni temu nie mając wiedzy, takiej, którą mam dzisiaj. Najpierw przyszedł mail od znajomego z dołączoną widokówką domu i z wiadomością, że kamienicę zbudowano w roku 1907, a w miejscu herbu był zupełnie inny znak, a dzisiaj wiem już dużo więcej i przyznaję się do niewiedzy na temat historii i herbu Ukrainy.

Niestety historia ma też swoje ciemne strony, o których w czasie agresji Rosji na Ukrainę prawie nie wypada pisać. Ale może jednak warto wiedzieć. Dociekliwszy okazał się w tym przypadku mój mąż, który też do teraz uważał ten herb za ukraiński. Pod tym linkiem wiele rzeczy jest wyjaśnionych.

Krótki fragment dotyczący kamienicy cytuję tutaj w tłumaczeniu:

Przy Heidelberger Platz w Wilmersdorfie znajduje się “Dom z Trójzębem”, który przyciąga uwagę emblematem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) na szczycie. W okresie międzywojennym był ważnym ukraińskim ośrodkiem emigracyjnym w Berlinie, a od 1923 r. mieściły się w nim różne organizacje, m.in. społeczność ukraińska, ukraińska służba prasowa i Związek Ukraińskich Oficerów. OUN, która rezydowała tu po 1931 r., miała przymocowany trójząb z mieczem, co laicy łatwo mogą pomylić z herbem Ukrainy (trójząb bez miecza). Historia OUN obejmuje również współpracę z narodowymi socjalistami, czego oczywiscie nie można przemilczeć. 

Droga krzyżowa

Ela Kargol


Jako dziecko musiałam w niej od czasu do czasu uczestniczyć, mam na myśli wielkopostne obrządki kościoła katolickiego, zwane drogą krzyżową, bo w tych obrządkach zostałam wychowana, bardziej w obrządkach niż w wierze. A dzisiaj o sobie mówię niewierząca, ale katoliczka. Zwiedzając kościoły, przede wszystkim ich wnętrza, zawsze zwracam uwagę na umieszczoną w nich, a czasami na zewnątrz lub jeszcze dalej niż na zewnątrz drogę krzyżową. Każdy kościół ma inną: bardziej wyeksponowaną lub mniej, artystycznie doskonałą lub taką, której do doskonałości daleko, na bogato lub na skromnie, malowaną lub rzeźbioną…
Ta, o której tu piszę jest drogą krzyżową na cmentarzu w Berlinie przy Röblingstraße 87–117 (Friedhof der St.-Matthias-Gemeinde).


Cmentarze to często cel moich spacerów, poszukiwań minionego czasu, dla tych już świętej pamięci czasu straconego raz na zawsze.
Pierwszy raz odwiedziłam to miejsce dopiero dwa lata temu, nawet moje wnuki były tu przede mną, gdy chodziły jeszcze do katolickiego przedszkola i w ramach obchodów świąt katolickich wybierały się rokrocznie na początku listopada na ten właśnie cmentarz.
A teraz jestem tu często. Odwiedzam grób bliskiej mi bardzo osoby. Nie było jeszcze grobu, gdy przyszłam tu pierwszy raz, żeby się rozejrzeć.
Uwagę moją od razu zwróciły dość równe nagrobki z płaskorzeźbami scen poszczególnych stacji drogi krzyżowej. Pierwszej stacji nie mogłam długo znaleźć. Już wiedziałam, że może być inna, tak jak czternasta, druga, dziewiąta…
Dopiero niedawno, słońce zaświeciło w ten sposób, że zobaczyłam w końcu pionową kreskę, która jest rzymską jedynką, na pomniku, nie na grobie upamiętniającym Ericha Klausenera, niemieckiego polityka katolickiego, przeciwnika Hitlera, zamordowanego podczas tzw. Nocy długich noży (stacja I: Pan Jezus skazany na śmierć). W estetyce lat 60. ubiegłego wieku utrzymana jest stacja II drogi krzyżowej (Pan Jezus bierze krzyż na ramiona).

Następne, ale nie wszystkie są już dziełem rzeźbiarza Friedricha Klesse, podobne w swoim formacie, przypominają kapliczki przydrożne. Trzecią stację drogi krzyżowej w formie mozaiki możemy podziwiać na ścianie kaplicy przycmentarnej i jako kapliczkę – grób na cmentarzu (Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy). Te kapliczki – stacje nie są już grobami pierwszych zmarłych tam pochowanych, chociaż właściwie nadal są, bo nigdzie nie przeniesiono pierwszych „lokatorów”. Gdy minie termin uiszczenia opłaty prolongacyjnej, grób przestaje istnieć, może być zrównany z ziemią lub wynajęty na nowo. Starsze nagrobki, ważne i artystycznie ciekawe rzeźby, grobowce, mauzolea najczęściej nie są niszczone, tylko wynajmowane dalej. Na grobie Josepha Breitkopfa-Cosela figuruje zupełnie inne nazwisko. A może to nie jest wcale jego grób, tylko rzeźba, która kiedyś była umieszczona na miejscu pochówku rzeźbiarza. Joseph Breitkopf-Cosel zmarł kilka lat po założeniu cmentarza. Jego przejmująca rzeźba Letzte Zuflucht (Ostatnie schronienie) przetrwała do dzisiaj. Tak jak do dzisiaj przetrwał grób, albo upamiętniający nagrobek pierwszej osoby pochowanej na tym cmentarzu, pani Gertrudy Mootz.

Grób Friedricha Klesse autora większości przystanków drogi krzyżowej jest przy stacji IV: Pan Jezus spotyka swoją matkę. Następne stacje, stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi, stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi, stacja VII: Drugi upadek pod krzyżem, stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty, stacja X: Pan Jezus z szat obnażony, stacja XIII: Pan Jezus zdjęty z krzyża opowiadają, historię Męki Pańskiej cały czas w tej samej formie artystycznej przydrożnej kaplicy. Stacje IX: Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci i XI: Pan Jezus przybity do krzyża są dziełem innych artystów. Nie wiem czy dobrze lokalizuję stację XII: Pan Jezus umiera na krzyżu. Myślę, jestem prawie pewna, że jest nią wysoki krucyfiks przy grobach duchownych. Stacja XIV: Pan Jezus złożony do grobu to relief z mosiądzu wybitnego rzeźbiarza berlińskiego Wilhelma Haverkampa.

Stacje męki pańskiej zaczęto budować około 600 lat temu. Najstarsza w Europie kalwaria powstała w latach 1405‒1420 w Hiszpanii niedaleko Kordoby. Później zaczęły powstawać następne, na terenie dzisiejszych Niemiec i Włoch.

Znam dość dobrze Kalwarię Zebrzydowską. Co roku w Wielkim Tygodniu odwiedzałam to miejsce. Co roku wybierałam się też na uroczystości wielkopiątkowe, zaczynające się wczesnym świtem, ale nigdy jeszcze w ten dzień o tej godzinie tam nie dotarłam. Kilka dni temu odwiedzając berliński cmentarz, spojrzałam na tablicę informacyjną i przeczytałam, że w Wielki Piątek o 6 rano odbędzie się tu nabożeństwo drogi krzyżowej, tu na cmentarzu.

Jeśli się wybiorę, dam znać w komentarzach.

Dlaczego piszę o kalwarii? Cmentarz przy Röblingstraße powstał na wzniesieniach tzw. Szorstkich Gór (Rauhe Berge), a kalwarie zakładane były na wzgórzach, tak żeby przypominały swoim położeniem Jerozolimę. Cmentarz w początkowym swoim istnieniu był pagórkowaty. Góry i doliny stopniowo zasypywano. Zostało tylko jedno wzniesienie z wysoką kolumną, na której Maria z dzieciątkiem ma widok i ogląd na cały cmentarz.

Podczas wojny cmentarz był miejscem walk, są groby wojenne i jest otwór po kuli w maryjnym posągu. Piękna i dostojna anielica autorstwa Martina Schaußa zastygła, miejmy nadzieję na następne sto lat a może dłużej, w majestatycznej pozie, a obok kruki kolejnego artysty rzeźbiarza Ludwiga Vordermayera. Jest jeszcze kamień z wężem (Schlangenstein) https://de.wikipedia.org/wiki/Schlangenstein_in_Weimar, nie oryginał ale jego kopia. Kopia słynnej rzeźby z Weimaru jest ozdobą jednej z mogił. Gdyby nie cmentarz, może nigdy bym się o rzeźbie nie dowiedziała. Inskrypcja Genio huius loci – Duchowi tego miejsca – odnosi się do harmonijnego połączenia ducha, przyrody, literatury i sztuki.

To wszystko można tu znaleźć i ciągle szukać, a drogą krzyżową można przejść niekoniecznie jak Chrystus, tylko z ciekawości.

Der Weber und Schriftsteller, Hugo Lubliner

Ewa Maria Slaska:

2018 wurde mein (auto)biographischer Roman Die Lubliner auf Polnisch herausgegeben. Es war eine, leicht beletrisierte, Familiengeschichte. 20 Jahre habe ich mich auf diese Aufgabe vorbereitet. Danach noch sieben Jahre recherchierte ich. Ich dachte, ich habe damals alles gefunden, was man über die Familie finden konnte, auch manche Lubliner in den Veinigten Staaten, die zur Familie nicht gehören, nur den gleichen Namen besitzen. Lubliner, der aus Lublin.

Im letzten Jahr aber schrieb Ela Kargol das Wort “Lubliner” in Internet ein und fand sofort einen deutschen Schriftsteller (und Weber) aus Berlin, einen gewissen Hugo Lubliner, von dem ich nie gehört habe.

Nun ja, was kann ich jetzt sagen: Bravo Ela!

Zu meiner Erleichterung fand ich später, dass der Wikipedia-Eintrag über Hugo Lubliner, von Ulrich Goerdten, einen pensionierten Bibliothekar in Berlin, erst November 2020 verfasst wurde.

Wikipedia:

Lubliner, Hugo (Pseudonym Hugo Bürger), Bühnendichter, Romanschriftsteller
* 22.4.1846 Breslau, † 19.12.1911 Berlin. (israelitisch)

Sein Vater war Kaufmann in Breslau. Die Familie zog nach dessen Tode 1858 nach Berlin, wo Hugo die Realschule besuchte und anschließend eine kaufmännische Lehre durchlief. Er war von 1865 bis 1873 Leiter einer Weberei.

1865 wurde sein erstes Lustspiel aufgeführt. Ein paar Jahre später entschied er sich für den Schriftstellerberuf und schrieb seit 1873 ständig Lustspiele, die im Königlichen Schauspielhaus in Berlin sowie am Burgtheater in Wien und anderen Theatern aufgeführt wurden. Seine Stücke waren bei den Theatern beliebt und beim Publikum erfolgreich.

Lubliner schrieb auch Romane, in denen das Großstadtleben seiner Zeit geschildert wurde. 1892 gründete er die Zeitung Der Abend, die jedoch keinen geschäftlichen Erfolg hatte. Für den Österreichischen Lloyd redigierte er unter seinem Pseudonym Hugo Bürger vier, 1901 und 1902 erschienene, Reisehandbücher.

Lubliners Grab befindet sich in Berlin auf dem Jüdischen Friedhof Schönhauser Allee.

Die Liste seiner Werke ist sehr lang und das Wort “Auswahl” lässt vermuten, dass sie länger hätte sein können:

  • Nur nicht romantisch! Dramatischer Scherz in einem Akt. Michaelson, Berlin 1864.
  • Der Frauenadvokat. Marschner & Stephan, Berlin 1876
  • Die Frau ohne Geist. Lustspiel in 4 Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1879.
  • Der Jourfix. Lustspiel in vier Akten. Berlin 1881.
  • Die Modelle des Sheridan. Lustspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1875
  • Die Adoptirten. Schauspiel in vier Acten. Bloch, Berlin 1876.
  • Die Florentiner. Trauerspiel in 5 Aufzügen. Marschner & Stephan, Berlin 1876.
  • Eine Fessel. Schauspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1877.
  • Gabriele. Schauspiel in vier Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1877.
  • Auf der Brautfahrt. Lustspiel in vier Akten. Entsch, Berlin 1880.
  • Forschungsresultate. Lustspiel in 1 Act. Sittenfeld, Berlin 1880.
  • Gold und Eisen. Schauspiel in 4 Akten. Marschner & Stephan, Berlin 1881.
  • Aus der Großstadt. Schauspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1883.
  • Die Mitbürger. Lustspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1884.
  • Gräfin Lambach. Schauspiel in vier Akten. Bloch, Berlin 1886.
  • Die armen Reichen. Lustspiel in 4 Aufzügen. Entsch, Berlin 1886.
  • Die Gläubiger des Glücks. (Berlin im Kaiserreich I.) Roman. Schottländer, Breslau 1886.
  • Die Frau von neunzehn Jahren. (Berlin im Kaiserreich II.) Roman. Schottländer, Breslau 1887.
  • Wenn der Sommer kommt. Lustspiel in 3 Akten. Bernstein, Berlin 1887.
  • Der Name. Schauspiel in 4 Akten. Bloch, Berlin 1889.
  • Im Spiegel. Schauspiel. Bloch, Berlin 1890.
  • Der kommende Tag. Schauspiel in vier Aufzügen. Lehmann, Berlin 1891.
  • Der Riegnitzer Bote. Schauspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1894.
  • Das neue Stück. Lustspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1894.
  • An der Riviera. Schottländer, Breslau 1896.
  • Die junge Frau Arneck. Lustspiel in 4 Akten. Entsch, Berlin 1896.
  • Andere Luft. Schwank in 3 Akten. Entsch, Berlin 1897.
  • Nacht und Morgen. Schauspiel in 5 Aufzügen. Boll, Berlin 1897.
  • Der Zoller. Historie in 5 Aufzügen. Boll, Berlin 1897.
  • Das fünfte Rad. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1899.
  • Splitter und Balken. Lustspiel in 4 Aufzügen. Bloch, Berlin 1899.
  • Roman eines anständigen Mädchens. Hillger, Berlin 1899.
  • Die lieben Feinde. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1901.
  • Redaktion: Der Österreichische Lloyd und sein Verkehrsgebiet. Offizielles Reisehandbuch der Dampfschiffahrtsgesellschaft. Rudolf M. Rohrer, Wien 1901 u. 1902 (4 Bände)
  • Der blaue Montag. Lustspiel in 3 Aufzügen. Bloch, Berlin 1903.
  • Frau Schubels Tochter. Roman. Schottländer, Breslau 1905.
  • Die glückliche Hand. Lustspiel in drei Aufzügen. Bloch, Berlin 1911.

Ein Buch von Hugo Lubliner habe ich gerade in einer Berliner Bibliothek gefunden. Es ist jedoch, wie man sieht, nicht entleihbar. Man kann es nur im Lesesaal lesen und dafür fehlt mir momentan sowohl Zeit als auch Muse. Irgendwann Mal lese ich es… 🙂

***

Am Ende erlaube ich mir noch einen Ausflug ins Reich der Ethymologie. Hugo Lubliner war ein Weber und ein Autor, und dies ist eine sehr logische Zusammensetzung der Berufe. Der Weber erstellt die Textilien, der Autor - Texte. Es ist kein Wortspiel; so ist in der Tat das Wort Text entstanden - vom Stoffe webern. Bei dem Text-Herstellen gibt es noch andere Begriffe aus dem Wortschatz eines Webern. Zum Beispiel ist es sehr wichtig, dass sich durch den ganzen Text konsequent der rote Faden hindurchzieht, so wie sich im gewebten Tuch am Rande der rote Faden durchzieht. Auch die Dichtung und der Dichter sind mit dem Webern eng verwand. Der Dichter baut die Worte eng zusammen, dichtet sie, so wie der Weber mit einem Dichtkamm die Schussfäden eng zusammen... na ja, eben dichtet. In polnischer Sprache gibt es wiederum im Text Kett- und Schussfaden, also Hauptstrang der Narration und die sich drum herum webende Fäden der Nebengeschichten. Also der Schriftsteller und der Weber sollen immer eng miteinander kommunizieren. 

Was kannst du mir, Herr, geben?

Was wirst du machen, Herr, wenn ich sterbe? (Foto: Konrad Kozaczek)

Ela Kargol und Ewa Maria Slaska, die sowohl den Blog ewamaria.blog als auch eine informelle Gruppe dreier Freudinnen vertreten (die eine Freundin – Krystyna Koziewicz – fuhr gerade zur Reha) möchten zu Ehren des 41. Geburtstags der Regenbogenfabrik ihre Zeit, ihre Gedanken und ihre Spaziergänge darstellen zu den Themen Pandemie, Lockdown, Krankheit, Verlust und Krieg.

Und trotz all dieser schweren Lasten zeigen, dass frau (versuchen) kann, ihren Optimismus, ihre Autoironie und, ja, auch Humor zu bewahren.

Es kommen Texte, Fotos, Plaudereien, Musik und Gedichte. Hier ein Gedicht:

Ela Kargol, Frühling in meinem Garten

Der Frühling in meinem Garten ein bisschen unbeholfen,
als ob es ihm verboten wäre, das Haus zu verlassen.
Nun, Knospen sind da und Gras vom letzten Jahr,
ein paar Gänseblümchen auf dem blassen Rasen.
Nur die Veilchen wollen sich vielleicht beeilen,
sie duften, sie violetten…
Die Eiche noch im Winterrock, nicht angezogen,
könnte doch noch keinen Lenzkleid kaufen,
zieht ihren Mantel nicht aus
klammert sich an den Zaun
streckt sich gelangeweilt aus.

Was blühen soll, wird blühen, aber bei dem Nachbarn
Bei uns fraßen Mäuse alles, worauf es ihnen pfiff.
Oder legten sich einen Vorrat an
Für unsichere Zeiten
Diese Unsicherheit
Auch im Frühling,
weiß nicht, was sie tun soll,
sie liest die Leitlinien nicht.

Die Bienen wählen bald ihre Queen
setzen ihr eine goldene Krone auf.
Nun, die Königin sieht mit einer Krone gut aus.
Andere werden sie gerne ausziehen,
Abdanken, zurückweisen,
sie verlassen das Königreich,
…keinen Frühling wollend.
Hinter einem Vorhang schauen sie nach,
ob die Sonne schon scheint, der Apfelbaum blüht,
oder der Flieder.

SprachCafé Polnisch & ewamaria.blog

präsentieren

FRIDAY, 18 MÄRZ 2022 FROM 19:00-21:00

Event by SprachCafé Polnisch e.V. – Polska Kafejka Językowa

Schulzestr. 1
13187 Berlin Pankow

Trzy berlinianki i szczecinianki z wyboru, zamiłowane czytelniczki i niestrudzone spacerowiczki, od kilku już lat eksplorują swoje miasta, opisują swoje spacery, poszukiwania i lektury na Facebooku i na blogu ewamaria.blog. Od marca 2022 roku zapraszają na comiesięczne spotkania do Polskiej Kafejki Językowej.

Obowiązują reguły 2G plus (centrum testowania znajduje się tuż koło stacji Wollankstr.)

Spotkanie odbędzie się w ramach projektu „SprachCafé 2.0″- FEIN-Pilotprojekt oraz “Od 10 lat razem” – przy wsparciu Urzędu Dzielnicowego Pankow.

Drei Wahlberlinerinnen und Wahlstettinerinnen, leidenschaftliche Leserinnen und unermüdliche Spaziergängerinnen erkunden seit einigen Jahren ihre Städte und berichten auf Facebook und im ewamaria.blog von ihren Spaziergängen, Recherchen und Lektüren. Ab März 2022 laden sie einmal im Monat zum Treffen im Sprachcafé Polnisch ein.
Seid dabei!
Es gelten aktuelle Covid-Regelungen.

Die Veranstaltung findet im Rahmen der Projekte „SprachCafé 2.0″- FEIN-Pilotprojekt sowie “Seit 10 Jahren zusammen” statt – mit Unterstützung des Bezirksamtes Pankow.

Märztreffen

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z nową książką wydaną przez Monikę Szymanik, „Dzieciństwo 1935–1949”. Autorką książki jest Christel Schubert (1935–2019), przedwojenna mieszkanka secesyjnej i reprezentacyjnej kamienicy przy ulicy Świętego Wojciecha 1 (dawnej Karkutschstrasse) w Szczecinie. Swoje wspomnienia spisała kilkadziesiąt lat po opuszczeniu Stettina. Monika Szymanik, która już w pierwszym swoim albumie „Kamienica w lesie” pokazuje nam stary kamieniczny Szczecin, spaceruje śladami małej Christel i jej wspomnień, zatrzymując w obiektywie komórki (tak, komórki!) te miejsca sprzed 80 lat, które nierzadko wyglądają już inaczej i są niemymi świadkami już innych historii.
W spotkaniu weźmie udział Siegmar Jonas, brat Christel Schubert.

Przy okazji rozmowy o dzieciństwie podczas tamtej wojny na pewno porozmawiamy też o tej wojnie, która dzieje się tu i teraz i dotyka, jak tamta, nie tylko żołnierzy, ale wszystkich, dzieci, kobiety, starych, chorych.

Wir möchten Sie herzlich zu einem Treffen mit dem neuen Buch von Monika Szymanik einladen – “Kindheit 1935–1949”. Die Autorin des Buches ist Christel Schubert (1935–2019), eine Vorkriegsbewohnerin eines repräsentativen Mietshauses in der Święty-Wojciech-Straße 1 (ehemalige Karkutschstraße) in Szczecin.
Christel hat ihre Erinnerungen mehrere Jahre nach ihrem Verlassen der Stadt in einem Tagebuch festgehalten. Monika Szymanik, die uns schon in ihrem ersten Fotoalbum “Altbauliebe einer Stettinerin” das alte Stettin im neuen Szczecin zeigt, wandelt auf den Spuren der kleinen Christel und ihrer Erinnerungen und fängt mit dem Objektiv ihres Handys (ja, Handy!) jene Orte von vor 80 Jahren ein, die heute oft anders aussehen und stumme Zeugen schon anderen Geschichten sind.
Am unser Treffen nimmt teil Siegmar Jonas, Bruder von Christel Schubert.

Bei dem Gespräch über das Leben eines kleinen Mädchens während des 2. Weltkrieges kommen wir unausweislich auch an den aktuellen Krieg – den Putins gegen Ukraina, der, wie auch der Krieg damals, nicht nur den Soldaten gilt, sondern allen: Kindern, Frauen, Alten, Kranken.