Wieczorne myśli

Teresa Rudolf

Człowiek w człowieku

Ach, być człowiekiem
i być z człowiekiem,
piekielnie trudno...

W miłości, w przyjaźni,
w radości, smutku,
w skardze, złości i żalu...

Trudno ciągle nim być,
by nie stracić siebie, 
tych, co ranią, nie ranić...

Zostać wciąż człowiekiem, 
"mimo i jednak i chociaż"
dopóki uporu i siły starczy...

Być człowiekiem gotowym 
do spotkania z drugim,
na chwiejnym moście,

z całą słabością człowieka
w człowieku, by ujrzeć znów
w człowieku... człowieka.

Mimo burz i sztormów, 
kiedy serce ciągle...
niezaradnie z głową
...się kłóci.

I czasem przegrywa...

Popatrz

Popatrz, znów 
pszczoła
w amoku 
kwiaty całuje...

Popatrz, znów
mucha
odkrywa
świat czułkami...
 
Popatrz, znów
czerwienią się
krwiście
polne maki...

Popatrz, znów
koty nocą
prowadzą swe
podwójne życie...

Popatrz, znów
i znów i znów...
po prostu wciąż
jestem, jesteś...
Piękny bukiet     

Polne
kwiaty 
delikatne, 
jedwabiste,
z ozdobnej wazy
spoglądają na świat

...z wyrzutem, 
wielkim żalem,
płacząc każdy cicho:

Nie chcę
z mej łąki 
na ten stół,
gdzie moje
nogi z korzenia,
czemu tyle wody,

...zobacz 
topię się, 
zachłystuję...

Gdzie moje
aromaty
świeżości,
przezielone
powietrze,
zachwyt ptaków?

...nic już
nie słyszę, 
nie wącham...
 
Gdzie 
te stokrotki
obok mnie,
takie białe,
i niewinne,
a i te mlecze

...tyle życia,
a na wietrze
taniec kwiatów...

Nagle,
aroganckim
ruchem 
ze stołu strącony
bukiet w niełasce,
w ciemność wpada.

...a na stole wielki,
nowy, piękny bukiet
z  kwiatów przerażonych...

Hipnoza z sekretem

Teresa Rudolf

Sekrety nocne

Nocne ćmy,
tańcząc swój
szalony taniec
wokół lampy,
spalają krótkie
życie w wirowaniu,

... narkomanki
  odurzone światłem...

A robaczki 
świętojańskie,
światełkami
same będąc,
oczy uwodzą
do zapatrzenia,

...czyżby to dziś
wielkie święto?

Nietoperzom
wiszącym
do góry 
nogami,
uderza krew
do głowy,

...psu jakoś
podobnej...

gdyby nie 
ich dziwne 
skrzydła,
czekałoby 
się na psie
szczekanie,

 ...o księżyca
pogodzie...

A gdzieś 
tam z góry,
gwiazdy 
puszczają
oko do 
ziemi,

...wstydliwie
zarumienionej
w ciemności...

Koci trans

Mysz wyszła z nikąd, 
i pod łaciatym nosem
kota przebiegła do nikąd,

kołysząc biodrami...

Oczy jego raz maciupcie,
a raz wielkie, w transie 
hipnotycznym kamieniały

w jej ogon wgapione...

A ona znów krokiem 
tanecznym, bajecznym, 
do nikąd jakby wracała,

ale po drodze...

policzyła kotu do trzech,
by wychodził z transu, 
sama jak zjawa znikając.

...zrobił wielkie oczy,

patrząc zdziwiony 
na miseczkę
z Whiskasem...

Życie od święta i na co dzień

Teresa Rudolf

Deszczowy smutek

Stał pod drzewem;
deszczowo szumiało,
łkając rzewnie nad 
Ziemi biednym losem.

Zapach powietrza
od wilgoci świeżego, 
dźwięk kropli deszczu,
wkradały się w duszę.

Płakał całym sobą,
nad utratą radości życia,
nad smutkiem, żałobą
wojną i odejściem kota.

Spowiadał się drzewu,
obejmując je swymi 
rękoma jak gałęźmi, 
o rozgrzeszenie 
dla Świata
prosząc...

Niedziela majowa o 6.00 rano

Świergot ptaków,
słonce przecierające
jeszcze zaspane oczy.

Ach,

powoli rozlewa się
niebieska akwarelka
na czyściutkie niebo.

Och,

z daleka ujadanie psów, 
tych niestety przy budach,
i tych z kanap "już na trawce".

Oby,

jeszcze tylko śmiech 
dzieci szczęśliwych,
i...
niech ta beztroska
w człowieku zostanie. 

Pokój wśród wojny

Teresa Rudolf

Mariupol 

Wysokie bloki miasta
z wypalonymi oczyma,
stojąc dumnie i sztywno,
słyszą wybuchy bomb,
szczekanie psów,
miauczenie kotów.

Ulice stare, asfaltowe
drżąc trzęsioną ziemią,
pustką życia zdziwione, 
ledwo oddychają pod 
pancernymi wozami,
czołgami... zwłokami.

A gdzieś tam głęboko,
pod ziemią tętni biedne
życie z setkami twarzy,
bijącymi głośno sercami  
jak dzwony kościelne,
bliskimi zawału.

Masa ludzka, głodna,
zziębnięta, modlitwami
i przekleństwami głośna,
a w niej zwykły człowiek 
pełen rezygnacji, nadziei,
gotowy na dalsze życie...
... niegotowy na śmierć.

Kompromis

Tutaj przechodzi
mrówka, też i jeż,
a tam leci mucha, 
złota pszczółka
i ogromny ptak.

Tu słychać odgłosy
aut przypływających
lub odplywających, 
szybko, głośno, 
nachalnie co dnia,

A tam otwiera się 
kwiat, zazielenia liść,
zapachnie magnolią,
zaróżowi wiśnią,
zażółci mleczem.

Koegzystencja 
samolotu z ptakiem,
auta z  koniem,
statku z wielorybem,
od lat ostra walka,
też i kompromis...

...przenigdy
jednak
możliwy
między 
pokojem,
a wojną.

Chmury w głowie

Teresa Rudolf

Okno marzeń

 A ona miala takie, 
tylko swoje własne,
dziwne okno marzeń...

co otwierało się 
codziennie rano,
na całkiem coś innego...

Wdychała ten swieży
zapach swych fantazji,
z kolorytem nieba...

I nie było nigdy końca
tym pięknym podróżom,
na leniwych chmurach,

na śpiewnych falach morza, 
na zieleni wilgotnej ogrodów,
i na  skrzydłach ptaków.

Bała się tylko jednego:

by nie otworzyć go 
kiedyś niespodzianie...
...na bezbrzeżną pustkę.
Łąka 

Poczuła ciche
ciepło w duszy,
czułość niebywałą.

Ujrzała znów 
w sobie tę znaną,
jak ze snów łąkę.

Taka ona niby
normalna, a jakby
wyszyta cierpliwie,

zielenią soczystą
nadziei na wiosnę,
kwiatów słonecznością.

I nagle poczuła ten
skurcz bolesny myśli,
lęk przed burzą,

groźnie miotającą 
błyskawicami 
wojną, tuż obok..

...ale też 
i przed 
słowem, 
co straszy,
i zabija.

Zaćmienie

Teresa Rudolf

Neutralność
 
Pamięć  
prowadzi
mnie do 
zakamarków
serca mego, 
a czasem
w nie strzela.
 
Rozum  
poucza, 
stawia
ledwo tróję
z logiki,
a często
wyśmiewa.
 
A serce 
oświadcza:
 
"ja żądam
neutralności;
pamięć 
bez pistoletu, 
...i bez
perfekcji 
rozum..."   
Słońce
 
Jaskrawo świeci,
patrzy nachalnie 
w oczy, łaskocze 
ciało, niepokoi 
biedną duszę.
 
Ogrzewa wokół 
zieleń, kręci się
w wodzie, pachnie
w kwiatach, brzęczy
w pszczołach.
 
Niby wszystko
jak kiedyś, niby 
jasno, niby złoto, 
radość niby, też
i wiosna niby...
 
Ale w duszach 
jakoś inaczej, 
jakoś mgliście, 
jakieś takie
dziwne, 
choć 
niebieskie 
jak 
czyjeś 
oczy
 
...zaćmienie
słońca...

Niemożliwe, możliwym

Teresa Rudolf

Moje serce

Przesmutne 
czyjeś
oczy
wkręcają
mi się 
w serce
i wiercą, 
wiercą, 
wiercą.

Upokorzone,
czerwone
ze wstydu,
za cudze 
straszne 
świństwa,
ledwie 
ze smutku 
cicho bije.


Dziwna wiosna

Już wiosna dotyka
oczu, twarzy, duszy
wyczekana, wytęskniona.

Pokazuje się i chowa,
chowa się i pokazuje,
boi się i też cieszy.

Najazdu się boi tego
głośno-czerwonego,
na niebieskie niebo.

I znów dotyka 
oczu, twarzy, duszy,
pełznąc po drzewach,

zieleniąc się nadzieją
niebieszcząc się radością,
czerniąc się powodzią...
...ludzkich łez.

Nieprawda prawdą

Tak trudno znieść
prawdę, co nie chce
być nieprawdą...

A może bawi się ona
w chowanego i wyjdzie
 jak dziecko zza szafy?

Urodziny, czyjaś śmierć,
radość, bolesna żałoba,
dziwny taniec z figurami.

Tyle skłonów, obrotów,
oklasków, ale i odarcia
z powagi, elegancji, honoru.

Wszystko po to, bo trudno
uwierzyć, że część świata 
jest na skraju  moralnego...

wyczerpania 
zasobów
człowieczeństwa,
bojąc się o ropę 
i gaz...

Płacze słuchając Chopina

Teresa Rudolf

Każdy

Tam zapalił się płomyk
z pierwszym oddechem,
a tu zgasła cichutko
świeczka z ostatnim.

Temu radość szczęścia 
kolorowe obrazy maluje,
a temu smutek, żałoba 
czarną sadzą duszę zakleja.

Tam strzelanina, a tu huk,
i żadne to halucynacje,
to śmierć wszystkożerna,
ucieczka – potworny maraton!

Jakże niczym są bzdurne
konflikciki, a pretensje maxi,
pamięć jak stuletni słoń.

Bzdurne? Były wojny,
będą wojny, bo człowiek
ciągle, ciągle ten sam.

Raz on za “wielki”, a raz
za “mały”, raz za “dobry”,
raz też od “bestii” gorszy.

A czasem też to obraz 
hitlerowca płaczącego
gdy słucha… Chopina.

Tacy już 
jesteśmy…
każdy, 
kto nie
uważa…

Piątek

Jakby to powiedzieć,
znów piątek jutro,
koło zamknięte.

Piątek, znów piątek,
wybija zegar tygodnia
ciągle-do-piątkowego.

Dla jednych radość,
dla innych popłoch,
a piątek, jak to piątek, 

jednym trochę oddechu,
a innym kamienie pod
ciężkie, zmęczone nogi.

Piątek, dla dzieci znowu
“w to graszka”-igraszka,
dużo śmiechu, zabawy.

Aż nagle to zdziwienie,
na drugi dzień po piątku,
spada na Ukrainę wojna…

I znów przyjdzie piątek, 
kolejny, aż do następnego
ale całkiem już inaczej?

Tam do nich 
przyszła,
a tu…
w ludziach
się rozsiadła…

Tak jakoś

Teresa Rudolf

Na skrzydłach

Przyleciała jak ptak
ta melodia znikąd,
trzepotała moim 
sercem jak skrzydłami.

Z zamkniętymi oczyma
patrzę na jej we mnie 
taniec cichy, na palcach
bez żadnych obrotów…

I odleciała niepostrzeżenie,
pomalowawszy mój dzień, 
na przezroczyście, ledwo
postrzegalnie, kryształowo…
…tak jakoś.

Wiem

Pomyślała, 
a kiedyś, kiedy mi już
nic nie zostanie,

wiem, gdzie w sobie 
grzebać kijkiem 
w ogniska popiołach.

A kiedyś, kiedy już
nic mnie nie ogrzeje,
wiem, gdzie znajdę,

w sobie płomień,
i wybuchnie on
życia wzruszeniem,

…wiem, 
wiem, wiem,
ale… nie powiem.

Życie, mój film

Ach wspomnienia,
film to cofany często
do swego początku.

Bez żadnej logiki,
sceny wylatujące
z niego niekiedy

wzruszają, szokują,
cieszą, bolą, drażnią
zawstydzają paląc,

raz lekkie jak motyle,
a raz jak stare granaty, 
wybuchają z potrącenia.

Lub oglądany od tyłu, 
w celowym porządku,
klatka, po klatce,

czasem denerwuje 
swym kiczem, urodą 
pieści, pustką zasmuca.

I nagle scena po scenie 
wskakuje znów w swój 
poprzedni porządek,

dając czas i miejsce,
aktualnym kadrom… 
…mojej codzienności.

Wiersze z dnia na dzień

Teresa Rudolf

Oczka w pamięci

Coś kiedyś ważnego,
przypomnieć sobie teraz
chciała, ale… no,… jak?

To, jakby mi nagle
oczka z tej pamięci
uciekały, myślała.

Tak, jakby w swetrze
lub cienkiej pończosze,
dość różnie, zależy…

I raz na kolorowo,
raz na szaro, ooo…
znów, oczko puściło.

Dziwiła się dość tym
odkryciem, dziwiła, 
i sobie przypomniała,

…a, już mam, 
już mam!
– kiedyś byłam 
szczęśliwa –

A gdzie twoja wdzięczność

Szukała pracowicie
w głowie, w sercu,
za co mogłaby Życiu
naprawdę dziękować.

Czuła to wiercenie, 
to okrutne borowanie
w mózgu, jak w zębie, 
głośno, tępo, nachalnie.

Nagła panika dopadła,
jak ostrozębny buldog,
“jestem niewdzięczna,
wdzięczności nie czuję!”

…na kolana wskoczył
piesek mały, czarny,
ułożony teraz wygodnie,
a panika też i na nim;

miękka, coraz cieplejsza
taka instant, rozpuszczalna
we wdzięczności, że ON tu,
jak i ta… cała codzienność.

W mózgu już cicho,
bez tego przesłuchania
o jakąś dziękczynność,  
… pogłaskała swe życie,

i głowę małego,
czarniutkiego psiaka,
z wdzięczności: 
wiedział kiedy wskoczyć 
na kolana.