Gdyby te drzewa umiały mówić…

Zanim oddam głos autorowi chciałabym jako Adminka podziękować mu za te teksty o dworze w Cieszkowie i świecie, który odszedł bezpowrotnie. Nieodmiennie mnie wzruszają, a i Wy, drogie Czytelniczki i Czytelnicy, bardzo chętnie je czytacie.

Tadeusz Rogala

Historia alei lipowych cieszkowskiego dworu

„Gdyby te drzewa umiały mówić, to dopiero by nam wygarnęły” – powiedział mi kiedyś starszy człowiek z Ponidzia, którego przodkowie od dziada pradziada zamieszkiwali tę krainę. Byli to ludzie o karkach twardych jak stal, nieugięci i niekłaniający się byle komu. Przez wieki ich życiowa mądrość wyprzedzała formalne ich wykształcenie.

Byli potomkami wojowników Konrada Mazowieckiego, który, dążąc do zdobycia dzielnicy krakowskiej, ustanowił granicę na Nidzie i osadził nad nią swoich rycerzy. Z biegiem czasu rycerze ci weszli do stanu chłopskiego. To ludzie, których przodkowie stanowili załogę zamku w Pełczyskach, wywodzącą się jeszcze z rycerstwa Władysława Łokietka. Po potopie szwedzkim wielu z nich popadło jednak w nędzę.

***

Na Ponidziu świat roślin i zwierząt żył w harmonii, a mieszkający tu ludzie darzyli przyrodę szczególnym szacunkiem. Właśnie tego szacunku do natury nauczył się Adolf Dygasiński, urodzony w ponidziańskiej wsi Niegosławice i dorastający na Ponidziu. Dostrzegł on również mądrość miejscowej ludności. Te dwa elementy – szacunek dla przyrody oraz życiową mądrość mieszkańców Ponidzia – wielokrotnie opisywał później na kartach swoich powieści.

Ludzie na Ponidziu przez wieki żyli w symbiozie z przyrodą. Ich ziemia była jak matka, która ich karmiła i dawała im schronienie. Plony ziemi były szanowane – nie niszczono ich ani nie marnotrawiono. Bardzo rzadkie zalesienie Ponidzia sprawiało, że ludzie darzyli drzewa szczególnym szacunkiem. Bez powodu nie łamano gałęzi drzew, a grzechem było niszczenie kłosów niedojrzałych zbóż.

Pamiętam, jak chodząc cztery kilometry do kościoła parafialnego w Probołowicach na nauki pierwszokomunijne, przemierzałem drogę prowadzącą wśród pól. Ksiądz proboszcz wiele razy zwracał nam uwagę na właściwe obchodzenie się z przyrodą i wpajał młodym ludziom, że niszczenie natury jest grzechem, z którego trzeba się spowiadać.

Więc cóż powiedzą stare drzewa w historycznych alejkach przydworskich w Cieszkowach? One wiedzą więcej niż niejeden zapis w kronikach historycznych. Szczególnie te ponad 400-letnie lipy z pewnością wiele miałyby do powiedzenia, zwłaszcza tym, którzy po roku 1945 zarządzają tymi alejkami, nie dbając należycie o tak cenny historyczny pomnik przyrody.

Szczególną chlubą mieszkańców Cieszków był prawie 300-letni, rozłożysty wiąz, który stał dostojnie na starym dworskim kopcu – kurhanie, pamiętającym zapewne jeszcze czasy kamienia gładzonego. W ciągu tych kilku tysięcy lat kopiec ten mógł pełnić różne funkcje, między innymi kopca wiciowego, na którym rozpalano ogień, aby ostrzegać sąsiednie osady przed niebezpieczeństwem. Niektórzy nazywają go również kopcem ariańskim, na którym cieszkowscy arianie mieli grzebać swoich zmarłych.

Tak o tym miejscu w swoim pamiętniku pisał Tadeusz Bukowski, urodzony na Grabówce, a potem zamieszały w Cieszkowach:

Tak zwany „Kopiec ariański”, znajdujący się na południowy wschód od obecnej szkoły, był zapewne znacznie starszy od arian – kopiec wiciowy.
Z wysokiego wiązu, który na nim rósł, widać było sąsiednie kopce: przy drodze do Wiślicy, po prawej stronie, na końcu dworskich pól dębiańskich, oraz drugi po lewej stronie, na wprost Miernowa.

Ongiś na każdym takim kopcu stale był stos suchego drewna, gotowy do podpalenia. Jeśli ktoś zobaczył palący się stos na dębiańskim lub miernowiskim kopcu, oznaczało to, że od wschodu zbliża się wróg.

Wobec tego należało szybko podpalić stosy na naszych kopcach, co było sygnałem dla Opatkowiczek, że również mają podpalić swój stos i przekazać dalej wiadomość: „Będzie wojna od wschodniej strony, bo stamtąd palą się wici… .Pamiętam, jak mnie starsi chłopcy w Cieszkowach ostrzegali, że w pobliżu takiego kopca „grzech” rozpalać ognisko, nawet piec ziemniaki. Nie umieli wyjaśnić powodu — „ale to grzech!”. Teraz wiem, że chodziło o to, aby przez pomyłkę nie sprowokować podpalenia wiejowych stosów. Dziś już dawno stosów nie ma, ale tradycja przetrwała wieki w pamięci pokoleń.

Zdj. ok. 1965 r. Wiąz rosnący na kopcu w Cieszkowach.

Stał ten wiąz dumnie ponad dachami ówczesnej wsi, pamiętając wszystko, co wydarzyło się w osadzie – zarówno chwile dobre, jak i te złe. Stał na straży całej miejscowości. Przez stulecia nikomu z miejscowych nie przyszło do głowy, aby z tego „świętego” miejsca usunąć to stare drzewo.

Pod tym wiązem jeszcze po ostatniej wojnie umawiano się na randki, robiono pamiątkowe zdjęcia podczas wesel, a zimą dzieci z kopca zjeżdżały na sankach aż pod starą wiejską studnię znajdującą się u jego podnóża. Ponieważ wiąz był już pusty w środku, służył dzieciom jako miejsce zabaw. Przez pewien czas u jego korzeni lisy miały swoją norę. Nie trwało to jednak długo – miejscowy łowca, polujący na zwierzęta dla ich cennych skór, wypłoszył je z kryjówki, rozkopując ich nory. Przy tej okazji natrafiał na gliniane naczynia z popiołem.

Niestety, w latach osiemdziesiątych nastały suche lata. Nikt nie przyszedł mu z pomocą i wiąz usechł, a jego obumarły pień oraz konary zostały ścięte. Cieszkowy straciły swój symbol, swoją dumę, skazując ten charakterystyczny element krajobrazu na zapomnienie.

Ten, kto czytał książkę Marii Konopnickiej O sierotce Marysi z rysunkami Molly Bukowskiej, odnajdzie tam stare drzewo – potężny okaz przypominający bardzo cieszkowski wiąz. Z dużym prawdopodobieństwem to właśnie on posłużył słynnej malarce jako wzór, gdyż tak często bywała w Cieszkowach.

Obecnie na jego miejscu panoszą się dziko rosnące krzaki i pokrzywy. Może z tego nieładu wyrośnie kiedyś ponownie jakiś olbrzym, który znów będzie dumnie spoglądał na Cieszkowy. Obecne pokolenia jednak już tego nie doczekają.

Tyle o byłym potężnym wiązie – drzewie rodzaju męskiego, które niegdyś dumnie królowało nad Cieszkowami.

Ale jeszcze te lipy, choć przerzedzone, stoją ciągle dumnie w dwóch alejkach usytuowanych względem siebie pod kątem prostym. Jedna alejka przebiegała od strony północnej nieistniejącego już dworu, obok zboru ariańskiego, druga zaś od strony wschodniej dworu. Obie łączą się, tworząc wspaniałą trasę spacerową oraz miejsce wypoczynku w upalne dni. Zapewne te lipy chroniły niegdyś dwór przed silnymi północnymi wiatrami, a zimą przed mroźnymi podmuchami ze wschodu.

Lipa to drzewo rodzaju żeńskiego – drzewo szczególne w kulturze Słowian. W słowiańskich wierzeniach należała do najbardziej błogosławionych drzew. Obok brzozy i wierzby była kojarzona z bóstwami żeńskimi. Traktowano ją jako symbol zmysłowości i płodności, zapewne za sprawą cudownego zapachu, który roztacza wokół siebie podczas kwitnienia.

Wśród wielu ludów lipa była niegdyś uważana za drzewo święte. Suszone wianki z kwiatów i liści tego drzewa palono, a dymem okadzano domostwa, wierząc, że chroni je to przed skutkami nawałnic.

Lipę utożsamiano z bóstwami żeńskimi oraz kultem Matki Ziemi. Uważano ją za drzewo łagodności i boskiej dobroci. Pod lipami składano ofiary oraz kierowano prośby o urodzaj. Wraz z postępem chrystianizacji, około XV wieku, zaczął kształtować się zwyczaj poświęcania lip Matce Boskiej, dlatego od tego czasu nazywano je drzewami Najświętszej Panienki. Pod lipami często stawiano kapliczki, a drewno lipowe było doskonałym surowcem do rzeźbienia figurek Maryi.

Miód lipowy oraz napar z suszonych kwiatów lipy w wierzeniach ludowych były uważane za panaceum na wiele przykrych dolegliwości, grypę i przeziębienia. Jak przystało na drzewo pojednania, napar z lipy miał również koić zszargane nerwy i łagodzić obyczaje. Ludowe zielarki, kontynuując tradycję słowiańskich wiedźm, miały w zwyczaju okadzać lipowym dymem krowy i inne zwierzęta, aby je uzdrowić lub wypędzić z nich „złe”. Z lipowego łyka przygotowywano niekiedy także uprząż dla koni, wierząc, że dzięki temu mogły spokojnie pracować.

Lipa była drzewem pojednania nie tylko dla małżeństw. Niegdyś, gdy dwa zwaśnione rody godziły się ze sobą, sadzono lipę na granicy posiadłości, aby strzegła zawartego pokoju.

Wierzono, że zasadzenie tego drzewa może zapewnić zgodę i szczęście rodzinne. Na wielu wsiach istniał zwyczaj sadzenia lip na miedzy lub w ogrodzie w dniu ślubu, aby zapewnić harmonię między małżonkami oraz połączonymi rodzinami. Wielu przyszłych zmarłych przed śmiercią prosiło o pochowanie ich w lipowej trumnie, wierząc, że zapewni im ona spokojny odpoczynek.

Nic zatem dziwnego, że Jan Kochanowski, słynny poeta z Czarnolasu, z takim upodobaniem upamiętnił to drzewo, wierząc, że może ono dać wytchnienie każdemu z gości. Tak jak w Czarnolesie, było zapewne również w Cieszkowach. Przybyłym zacnym gościom do cieszkowskiego dworu oferowano z pewnością wypoczynek w cieniu tych lipowych alejek.

Zapewne jeszcze najstarsi mieszkańcy Cieszków pamiętają okres kwitnienia tych starych lip. Rozchodził się wówczas przemiły zapach, a wśród gałęzi słychać było głośne brzęczenie tysięcy pszczół zbierających nektar. Bywało, że na lipach pojawiała się jeszcze potem spadź i wtedy pszczeli koncert się powtarzał.

Najstarsze znane lipy w Polsce mają nieco ponad 500 lat. Najstarsze lipy w cieszkowskich alejach oceniano na około 400 lat. Niestety, tych najstarszych drzew już się pozbyto. Przyjmując to założenie, można przypuszczać, że alejki te powstały mniej więcej w tym samym okresie, kiedy wybudowano zbór ariański, a być może nawet nieco wcześniej.

Może to być czas, gdy właścicielami Cieszków byli Wilamowie – małopolscy arianie, którzy później pod przymusem przeszli na kalwinizm.

Lipy przydworskie są świadkami wielu historycznych wydarzeń. Przetrwały liczne wojny oraz inne polityczne zawieruchy. Nie znamy szczegółów wydarzeń, których świadkami były lipy z cieszkowskich alei.

Pierwsze znane zdjęcia przedstawiające lipy z tych alei, którymi obecnie dysponujemy, pochodzą z początku XX wieku i są związane z ich ówczesnymi właścicielami – rodziną Bukowskich.

Rok 1913. Zdjęcie zboru ariańskiego z XVII wieku Jest najstarsze znane zdjęcie zboru. Po prawej stronie wiodoczne liście jednej z najstarszych lip.

Zbór ariański stoi przy jednej ze stron lipowej alei – od strony północnej. Na zdjęciu z 1913 roku widzimy dobrze utrzymany budynek dawnego zboru. Widać, że był gospodarz, który dbał o ten obiekt.

To zapewne tymi alejami, jeszcze wówczas nieporastającymi tak starymi drzewami jak dziś, przechadzali się Paweł Grabowski oraz inni dostojnicy Kościoła kalwińskiego przyjeżdżający na narady do Cieszków. Nie wiemy, jakich innych znamienitych gości przyjmowała hrabiowska rodzina Grabowskich. To właśnie w Cieszkowach odbywały się wesela niektórych członków rodziny.

Nie wiemy również, jakich dostojnych gości podejmowała rodzina Fryczów. Można przypuszczać, że Karol Frycz gościł tutaj swoich znajomych ze świata krakowskiej kultury. Zapewne bywał tu także Tadeusz Boy-Żeleński, spokrewniony z rodziną Fryczów, z którym współtworzył krakowski kabaret „Zielony Balonik”.

Dużo więcej wiemy natomiast o gościnności rodziny Bukowskich wobec osób ze świata kultury, nauki i polityki. Stara szlachecka rodzina Bukowskich herbu Ossoria przeniosła się w 1909 roku z Grabówki do dworu w Cieszkowach.

W Cieszkowach odwiedzały tę rodzinę całe plejady ludzi związanych z polityką, sztuką i nauką. Częstymi gośćmi Karola Bukowskiego bywali w Cieszkowach jego brat Stefan wraz z żoną Molly – niezwykle utalentowaną parą artystów, należącą do grona wybitnych polskich malarzy swojej epoki.

Szczególne miejsce w twórczości Molly zajęły Cieszkowy, które wielokrotnie utrwalała na swoich obrazach, przedstawiając zarówno zabudowania dworskie, jak i piękno miejscowej przyrody.

W „Tygodniku Ilustrowanym” z 14 lutego 1914 roku ukazał się artykuł poświęcony Molly i Stefanowi Bukowskim, a w nim zamieszczono zdjęcie obrazu Molly Bukowskiej „Pierwszy dzień wiosny”. Na obrazie widzimy lipową aleję prowadzącą od zboru w kierunku zachodnim, w stronę dworskiej obory.

Obrazy Molly Bukowskiej: Pierwszy dzień wiosny i Ponury dzień zimowy – 1935 r. Cieszkowy; obraz nagrodzony srebrnym medalem na wystawie w Paryżu. Widok na początek wschodniej alei lipowej od strony południowej; po prawej stronie widoczny sad.

Jedną ze słynnych osób związanych z Cieszkowami i lipowymi alejami był prof. Jerzy Bukowski – profesor, rektor i poseł. Był wielką osobowością, pełną energii, taktu, rozwagi i życzliwości wobec drugiego człowieka. Zawsze pogodny, chętny do pomocy, cieszył się ogromnym szacunkiem otoczenia. Był autorem wielu podręczników akademickich z zakresu mechaniki płynów i aerodynamiki oraz ponad stu artykułów naukowych. Aktywnie działał w kilkunastu instytucjach, był członkiem wielu organizacji związanych z rozwojem i postępem nauki, nie tylko w kraju. Zmarł 1 czerwca 1982 roku w Warszawie. Spoczywa na cmentarzu Powązkowskim. Jego imieniem nazwano salę w siedzibie NOT oraz ulicę w Warszawie.

Wśród znanych osób odwiedzających Cieszkowy, które zapewne przechadzały się również lipowymi alejami, należy wymienić:

  • Ryszarda Bukowskiego – kompozytora.
  • Zofię Henrykę Bukowską z domu Ryszkiewicz (pseud. Zobowicz) – aktywną działaczkę w początkach harcerstwa, współpracującą z formującymi się Legionami Polskimi oraz Polską Organizacją Wojskową.
  • Zbigniewa Gertycha – profesora, posła, ambasadora i wolnomularza, który w czasie II wojny światowej ukrywał się w Michałowicach i często gościł w Cieszkowach.
  • Józefa Ryszkiewicza – powstańca styczniowego z 1863 roku, ojca Janiny Bukowskiej.
  • Stefana Starzyńskiego – chorążego Legionów Polskich, późniejszego słynnego prezydenta Warszawy; przebywał w Michałowicach, a gościnnie przebywał w Cieszkowach, co potwierdza wpis w księdze gości z 19 lipca 1916 roku.
  • Juliusza Ulrycha – podporucznika I Brygady Legionów Polskich, późniejszego ministra komunikacji w latach 1935–1939; jego pobyt w Cieszkowach potwierdza wpis z 12 września 1915 roku.
  • Annę Hallerównę – siostrę generała Józefa Hallera. 12 sierpnia uczestniczyła w zebraniu Koła Gospodyń Wiejskich w sąsiednim Czarnocinie; zapewne również wypoczywała w cieniu lipowych alei w Cieszkowach.
  • Irenę Bukowską-Floreńską – profesor, wybitną polską etnolożkę i antropolożkę, która pierwsze siedem lat życia spędziła w Cieszkowach.
  • Płk. Stanisława Skarżyńskiego (ur. 1 maja 1899 roku) – pilota, który 8 maja 1933 roku na samolocie RWD-5bis (o wadze poniżej 450 kg) przeleciał Atlantyk, ustanawiając światowy rekord długości lotu. Podczas pobytu urlopowego w Cieszkowach pozostawił swój podpis w księdze gości 20 maja 1938 roku.

To oczywiście tylko część osób związanych z Cieszkowami. Wiele innych przebywało tutaj czasowo ze względu na posiadanie sąsiednich dóbr oraz rodzinne koligacje, między innymi rodziny Żwanów, Dobrzańskich czy Ślaskich. Wśród tych rodów znajdowały się również znane osobistości, o których wspominają liczne publikacje.

Wanda Bukowska i Jerzy Bukowski podczas spaceru w lipowych alejach w Cieszkowach, lata 30. XX wieku.
Rodzina Bukowskich spędza letnie niedzielne popołudnie w cieniu lipowych alei.
Aleja, ok. 1940 r. W głębi Wanda i Tadeusz Bukowscy. Nad nimi charakterystyczny konar drzewa, które zachowało się do dziś.
Lata 30. XX wieku. Dawny widok alei, obecnie pozbawionej wielu drzew.
Spacer gości aleją lipową obok spichlerza (zboru).
Lata 30. XX wieku. Widok na zbór ariański i drzewa alei przebiegającej przed zborem. Aleja od strony północnej; po lewej stronie widoczne dwie z najstarszych lip, które obecnie już nie istnieją.

Po wyburzeniu pięknego zabytkowego dworu, a nawet pałacu – jak określali go miejscowi – w 1960 roku rozpoczęto w tym miejscu budowę nowej szkoły podstawowej, tak zwanej „Tysiąclatki”. To właśnie tutaj, w tych lipowych alejach, 1 września 1964 roku uroczystą akademią rozpoczęto oficjalne funkcjonowanie szkoły.

Kierownik szkoły Lucjan Łach wygłosił przemówienie, odbyła się również część artystyczna. Uczeń klasy piątej, Józef Pikulski z Krzyża, wygłosił z przejęciem patriotyczny wiersz o przysiędze Tadeusza Kościuszki na krakowskim Rynku. Ja natomiast rozpoczynałem właśnie edukację w pierwszej klasie i pamiętam to wydarzenie do dziś. To właśnie historyczny urok tych lipowych alei stworzył tak niezwykłą atmosferę tego dnia.

Piękne aleje nadal służyły jako miejsce spacerów, szczególnie dla gości przyjeżdżających do Cieszków z miasta, zachowując swój dawny charakter. Dopiero po roku 1989, kiedy w kraju nastąpiło wiele zmian, zapomniano całkowicie o tym uroczym miejscu, które w szybkim tempie zaczęło ulegać dewastacji.

Tadeusz Bukowski w alei lipowej w 1989 r.
Rok 1989. Wanda i Tadeusz Bukowscy w lipowej alei przy dawnym zborze ariańskim. Po prawej stronie widoczna około 400-letnia lipa o obwodzie pnia wynoszącym około 5 m. Miała charakterystyczne szypułki pędu głównego gałęzi, o których pisał Tadeusz Bukowski. Niestety, ta nietypowa, wiekowa lipa została wycięta i nie pozostał po niej żaden ślad.

Warto tu przytoczyć list Tadeuszy Bukowskiego do Ogrodu Botanicznego Uniwerytetu Jagielońskiego:

Świętochłowice: 1985.02.05.

Ogród Botaniczny UJ
Kopernika 27
31-501 Kraków

Dotyczy: Ochrona pomników przyrody.

Dojazd /częsty/ z Krakowa PKS – linia: Kraków–Busko Zdrój. Około 75 kilometrów od Krakowa, przystanek „Krzyż”. Od tej wioski na zachód 1 km asfaltem do wsi CIESZKOWY.

Między szkołą, a dawnym „Zborem Ariańskim” rośnie około 400 lat lipa szerokolistna, ponad 5 m. obwodu pnia. Jest to niezwykły mutant botaniczny: Każdej wiosny, gdy wypuszcza na końcach gałęzi nowe pędy przyrostowe, to pierwszy liść każdego wiosennego przyrostu jest zrośnięty brzegami tworząc kieliszek bez dziurki na dnie, którego „nóżkę” stanowi ogonek liściowy. Kąt rozwarcia „kieliszka” najczęściej około 90°, tak od 30° do 160°. Powtarza się to corocznie. Dalsze liście tegoż pędu /każdego/ są już normalnie rozwinięte.

Szukałem podobnego zjawiska na lipach wielkolistnych w Puławach, w Łazienkach, na Plantach w Krakowie, w Nysie, Wrocławiu… nigdzie tego nie spotkałem.

Szkoda, aby ten unikat przyrody zaginął bezpowrotnie. Mam nadzieję, że powinno to Was zainteresować. Zdaje się, że teraz jest właściwa pora odcięcia kilku końcowych gałązek dla zasadzenia ich w Waszej cieplarni celem zakorzenienia sadzonek. Wszak jedynie wegetatywno rozmnożenie może pozwolić na przedłużenie istnienia takiej ciekawostki, która zapewne stanie się atrakcją Krakowskiego Ogrodu Botanicznego.

Lipa ta zasługuje sobie na wpisanie do listy pomników przyrody. Dziś kiedy „orderomania” stała się modna, warto poświęcić blaszkę z orzełkiem dla tej zdrowej staruszki. Radziłbym zabrać odrazu dwa „ordery”, bo obok jakieś 100 metrów rośnie również godny dekoracji, wyjątkowo piękny czerwony buk z gałęziami do ziemi, zdrowy, bardzo symetrycznie rozrośnięty i chyba ponad 200 lat mający. Od zagłady tego pięknego pomnika przyrody uratowała go, przed bezmyślnością władz, miejscowa ludność, która ma jakiś kult do tego buka.

W razie trudności z odcięciem sadzonek, radzę się zwrócić o pomoc do dyrektora miejscowej szkoły; powołując się na mnie. Napewno zmobilizuje najbliższego strażaka z drabiną i upewni Was o które drzewo chodzi.

Życząc udanej wyprawy i pomyślnego rozrostu młodych lipek, łączę wyrazy szacunku i poważania dla całego Zespołu Botaników.

Tadeusz Bukowski Podpis nieczytelny

Dopisek pod podpisem:

(absolwent UJ – uczeń prof. Roupperta, 1924/25 r.)”

Lata 80. XX wieku. Stary, wiekowy dąb przy lipowej alei od strony ogrodów.

Jak już pisałem, od roku 1965 na miejscu dawnego pałacu stoi szkoła podstawowa, tak zwana „Tysiąclatka”. Resztki dawnej alei lipowej od strony wschodniej i północnej otaczają budynek szkolny. Jest to doskonała okazja, aby historię tych lipowych alei włączyć do programu szkoły – z jednej strony jako świadectwo kilkusetletniej historii, a z drugiej jako cenne obiekty przyrodnicze.

Z pewnością zaangażowani nauczyciele tej szkoły mają tutaj ogromne możliwości wykorzystania tego wyjątkowego dziedzictwa historyczno-przyrodniczego.

Rok 2025. Obecny wygląd alejek lipowych.

Obecnie nie pozostaje nic innego, jak zwrócić się z apelem do obecnych i przyszłych władz, aby dostrzegły wyjątkową wartość tego miejsca i objęły je należytą opieką. Lipowe aleje w Cieszkowach nie są bowiem jedynie skupiskiem starych drzew – są żywym świadectwem minionych epok, niemymi świadkami historii dworu, zboru ariańskiego, kolejnych pokoleń mieszkańców oraz ludzi, którzy przez stulecia przemierzali te ścieżki.

Każde z tych drzew jest częścią lokalnego dziedzictwa – pomnikiem przyrody, ale również pomnikiem pamięci. W ich cieniu toczyło się życie dawnych mieszkańców, odbywały się spotkania, spacery i rozmowy, a alejami przechadzali się ludzie związani z historią Cieszków, ale też kulturą, nauką i polityką Polski. Utrata kolejnych wiekowych drzew oznacza nie tylko zubożenie przyrodnicze tego miejsca, ale również bezpowrotne tracenie fragmentów lokalnej historii.

Po 1945 roku na terenie Cieszkowa doszło do znacznych zniszczeń zarówno zabytkowej zabudowy, jak i historycznych elementów krajobrazu. Tym większą wartość mają te obiekty i drzewa, które przetrwały do naszych czasów jako świadectwo dawnej świetności miejscowości. Ich zachowanie i ochrona są dziś szczególnym obowiązkiem, aby bogata historia Cieszkowa nie uległa zapomnieniu.

Dlatego tak ważne jest, aby podjąć działania zmierzające do ochrony tego wyjątkowego założenia. Należy rozważyć objęcie pozostałych drzew odpowiednią ochroną, prowadzenie systematycznej pielęgnacji oraz odtworzenie charakteru dawnych alei tam, gdzie jest to jeszcze możliwe. Takie miejsce może stać się nie tylko świadectwem przeszłości, lecz również przestrzenią edukacji dla młodego pokolenia – miejscem, w którym historia, przyroda i pamięć o przodkach będą wzajemnie się uzupełniać.

Istotną rolę mają do odegrania również mieszkańcy Cieszkowa. To od ich świadomości i zaangażowania zależy, czy zachowane drzewa oraz pozostałości historycznego założenia będą mogły służyć kolejnym pokoleniom jako żywe świadectwo dziejów miejscowości. Wspólna troska o to dziedzictwo pozwoli ocalić nie tylko cenne elementy przyrody, ale również pamięć o ludziach i wydarzeniach, które przez stulecia tworzyły historię Cieszkowa.

One thought on “Gdyby te drzewa umiały mówić…

  1. Z wielką uwagą przeczytałam ten artykuł. Tak! Drzewa w wielu kulturach są “święte”. Na moim podwórku stoi stary jesion. Jesiony są pod ochroną. Trzy lata temu poodcinano gałęzie tak, by drzewo chyba umarło “naturalną” śmiercią. Zagroziłam wówczas, że oddam sprawę do sądu, bo nikt z nas lokatorów o to nie zapytał. Widocznie komuś, kto ma samochód i parkuje na podwórku- to przeszkadzało. Jednak Jesion nie miał zamiaru “umierać” i dziś jest bujny w liście a ja mogę jeść śniadanie i podziwiać jego siłę i z nim rozmawiać i dziękować, że został z nami. Święte drzewo. Jesion drzewo życia. Popełniłam kilka wierszy na temat tylko tego jednego jesiona. Jest świadkiem nie tylko mojego życia – jest niemym świadkiem pożegnań.

    Łucja F

Leave a comment