Przyszłość Europy 7

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Mam kapelusz po czeskiej stronie. To nie jest mój kapelusz. Ten kapelusz kładzie się cieniem na stosunki polsko-czeskie, co się wyraża konfliktem o kopalnię Turów. Rozwiązanie problemu kopalni Turów trzeba zacząć od kapelusza.

Historia jest taka. Byłem kiedyś na odsłonięciu pomnika przewodników sudeckich. Po uroczystości było przyjęcie, na którym poznałem Czecha. Miał piękny czarny kapelusz z srebrnym łańcuszkiem dookoła, nawet przy stole go nie zdejmował. Gdy po przyjęciu wyszliśmy na dwór okazało się, że zostawiłem czapkę. Wchodząc do budynku spotkałem tego Czecha w tym pięknym kapeluszu. Poprosiłem go, by mi na chwilę pożyczył ten kapelusz. Chciałem się pokazać i ukłonić żonie. Takie tam nasze zaszłości. A tu facet mi mówi, że jest kowbojem a dla kowboja kapelusz to świętość i nie może go pożyczać. Ja jednak nalegałem. Pochylił się i powiedział – weź. Nie ze mną te numery. Powiedziałem – ty jesteś kowbojem, ja nie wezmę tego kapelusz chyba, że sam mi go podasz. Rozprostował pięść uśmiechnął się i podał mi kapelusz. Prawdziwy cygan zawsze dogada się z prawdziwym kowbojem. Wyszedłem z budynku w jego kapeluszu i ukłoniłem się żonie, ku radości znajomych z którymi stała. Kapelusz oddałem Czechowi. Zawiązała się między nami nić porozumienia. Długo jeszcze rozmawialiśmy. Okazało się, że ma ranczo i hoduje konie. Zapraszał mnie do siebie.

Dopiero po jakimś czasie, po lekturze Myśl – studium logiczne Gottloba Fege uświadomiłem sobie błąd. Nie powinienem oddawać mu tego kapelusza, powinienem się nachylić, a on miał zdjąć go z mojej głowy, zaznaczając tym swoje prawa do tego kapelusza. A ja postąpiłem tak, jak bym to ja był jego właścicielem. Ja mu go nie oddałem, ja mu go przekazałem na przechowanie. To trzeba wyprostować. Bez tego nasze relacje z Czechami mogą być napięte i sprawa Turowa może się ciągnąć w nieskończoność. Zwrot tego kapelusza trzeba powtórzyć z zachowaniem procedur obowiązujących między cywilizowanymi ludźmi. Gottlob Frege w artykule Myśl – studium logiczne w zbiorze pt. Pisma semantyczne, przekonuje, że myśli nie wytwarzamy w naszych głowach, one istnieją niezależnie od nas, a my je tylko ujmujemy i w ten sposób nadajemy sens rzeczom, zdarzeniom, sytuacjom. Oprócz Matrixa 44 musi istnieć coś jeszcze – jakiś rezerwuar myśli i zdolność naszego umysłu do sięgania do tego rezerwuaru. Nazwijmy go Katedra Poetyki.

Matrix 44 i Katedra Poetyki to dwa byty odpowiedzialne za nasze wrażenia. A świat, który nam się wydaje, że istnieje, jest iluzją. To „maja” jak mówią hindusi, albo mniemanie jak pisał Parmenides dwa i pół tysiąca lat temu. Nasze porozumienie nie opiera się słowach a na wspólnym ujmowaniu myśli, słowa w tym tylko pośredniczą, nie zawsze skutecznie. Sprawiedliwość to nie jest zgodność z przepisami prawa . Sprawiedliwość to myśl, na którą trzeba naprowadzić.

Zostałem zatrzymany podczas przechodzenia na czerwonym świetle. Odmówiłem zapłacenia mandatu i policja przekazała sprawę do sądu, a ten wydał nakaz zapłaty. Odwołałem się bo ten mandat naruszał moje poczucie sprawiedliwości. By na tę myśl naprowadzić sąd, użyłem moich sąsiadów. Napisałem tak: „Jak pokazałem ten wyrok moim sąsiadom u mnie na wsi i powiedziałem, że zdarzenie miało miejsce o drugiej w nocy i że nic nie jechało, to moi sąsiedzi pukali się po głowie i śmiali się z Wysokiego Sądu, a ja na to nie mogę pozwolić. Proszę zatem o zmianę wyroku.” I sąd anulował mi mandat, a przecież przepisy prawa były po jego stronie.

Kiedyś syn bezskutecznie biegał do banku po jakieś zaświadczenie, ciągle nie było gotowe. Jak już zbliżał się termin, gdy było potrzebne, poprosił mnie o pomoc. Wziąłem pismo, z którego wynikało, że za dwa dni mija termin złożenia tego zaświadczenia, wsadziłem do plecaka i poszliśmy. W banku znów się okazało, że jeszcze go nie ma, że mamy się zgłosić za dwa dni. Wtedy sięgnąłem do plecaka a syn półgębkiem mówi do mnie – tato, zostaw, nie wyciągaj. Pani poprosiła byśmy poczekali na korytarzu i po piętnastu minutach przyniosła nieszczęsne zaświadczenie. Nie wiem, co ta kobieta myślała, że mam w tym plecaku ale sens ujęła bezbłędnie.

Nie dajmy sobie wmówić, że rzeczywistość rzeczywiście istnieje, a w niej obiektywne fakty. Zdajmy się na Matrix 44 i Katedrę Poetyki, a życie będzie poezją.

Przyszłość Europy 6

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Przyszłość Europy w rękach artystów

Kiedyś Henia „Królowa Madagaskaru” poprosiła mnie, bym pomógł przełożonej Sióstr Klarysek zanieść pakunek do klasztoru. Po drodze, by zagaić rozmowę, powiedziałem, że znalazłem dowód na istnienie Boga.
– Ciekawa jestem co to za dowód? – spytała siostra Rafaela.
– Dowodem na istnienie Boga jest ludzka głupota, coś takiego nie mogło się pojawić na drodze ewolucji – powiedziałem.
Bardzo ją to rozbawiła i stwierdziła, że to jest jedyny dowód, jaki ją przekonuje. Trochę mnie to zdziwiło i zacząłem szukać w Biblii jakichś zapisów potwierdzających. Niestety od razu trafiłem na duży problem. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, Bogu można wiele zarzucić – bezczynność, okrucieństwo, ale nie głupotę. Coś tu nie gra. Z opresji wybawiła mnie fryzjerka mojej żony. Byłem świadkiem, jak próbowała ją uczesać i mówiła do siebie – spróbujmy to zrobić tak, nie, spróbujmy inaczej, zaraz, już wiem, zrobię to tak. Dopóki nie była pewna tego, co robi mówiła do siebie w liczbie mnogiej, a jak już wiedziała, mówiła do siebie w liczbie pojedynczej.
Gdy Bóg rozważa stworzenie człowieka mówi do siebie w liczbie mnogiej, jakby nie był pewny tego, co czyni. Wcale mu się nie dziwię. Z dzisiejszej perspektywy to na Jego miejscu zrobił bym sobie wolne już dnia szóstego. Czego się obawiał i jaki środki ostrożności podjął, że jednak nas stworzył?
Krótko po ślubie wędrowaliśmy z Ewą (czyli już żoną) po Karkonoszach. To były jej okolice, znane z dzieciństwa, wędrowaliśmy na dziko poza szlakami, trochę błądziliśmy. Wracając z tej wycieczki, trafiliśmy na jabłoń. Była jesień, na drzewie nie było prawie liści, tylko jedno jabłko prawie na samym czubku. Ewa mówi do mnie – zjadłabym to jabłko. Byłem zbyt zmęczony, by próbować po nie sięgnąć, więc mówię:
– To niech spadnie. I w tym momencie spadło.
Inna Ewa w innym miejscu zerwała jabłko, czyniąc to przemocą, zanim dojrzało. To było przedsięwzięcie o charakterze technicznym. Złapała i pociągnęła. To, co mi się przydarzyło, to było przedsięwzięcie artystyczne, nastawione na zrobienie wrażenia, z całkowitym lekceważeniem rzeczywistości. Jedyny autentyczny sposób czynienia ziemi sobie poddaną.
Stwarzając człowieka Bóg liczył się z tym, że pisaną mu karierę artystyczną człowiek poświęci dla sukcesów technologicznych i biznesowych, czym doprowadzi świat do ruiny. Za żadne skarby nie można było dopuścić do tego, by człowiek opanował cały kosmos. Co robi Bóg w tej sytuacji? Wydziela człowiekowi małą planetę gdzieś na peryferiach Mlecznej Drogi i niech tam człowiek eksperymentuje i doświadcza skutków cywilizacji, którą z dumą tworzy. Niech się zachłyśnie „Oświeceniem”, aż mu to wyjdzie gardłem, aż powróci na drogę sztuki czynienia ziemi sobie poddaną. Dopiero wtedy można go będzie wpuścić na łąki niebieskie na wędrówkę przez galaktyki, megagalaktyki i archipelagi wysp Szczęśliwych.
Wiem, że to utopia. Wiem że to niemożliwe. W Centrum Nauki Kosmicznej NASA wisi plakat z trzmielami, na którym jest napisane: ′′Ciało aerodynamiczne trzmieli nie nadaje się do latania, ale dobrze, że trzmiel o tym nie wie”. Prawo fizyki, zasada aerodynamiczna mówi, że jego szerokość skrzydeł jest zbyt mała, aby utrzymać ogromne ciało trzmiela w locie, ale on o tym nie wie, nie zna się na fizyce ani na jej logice i nadal lata.

Jednym słowem głupota to nie głupota ale terapia, która ma nas wyleczyć z wiary w postęp cywilizacyjny i wyprowadzić w kosmos. Na przygodę z jabłkiem można też spojrzeć z innej strony, bez mieszania do tego Boga. Dwa i pół tysiąca lat temu dwóch fizyków napisało dwa zupełnie sprzeczne poematy pt. O fizyce. Dopiero dziś zaczyna do fizyków docierać, że fizyka współczesna nie jest fizyką. Jest matematycznym opisem naszych wrażeń, natomiast pytanie, co jest źródłem tych wrażeń jest coraz bardziej palące i nieoczywiste.
Bracia Wachowscy uświadomili nam że źródłem naszych wrażeń może być Matrix. Matrix Wachowskich wywoływał iluzję rzeczywistości, u ludzi odciętych od rzeczywistości.
Powódź w Kłodzku przewróciła w Parku Sybiraków figurę św. Trójcy. Z cokołu wystawała jakaś dziwna konstrukcja, jak przyszedłem na drugi dzień już jej nie było. Zapamiętałem zasadę jej budowy, można ją określić jako czterdzieści i cztery. Figurę nazwijmy Matrix 44 . Odtworzyłem tę figurę na lekcjach informatyki z uczniami Szkoły Podstawowej w Bierkowicach i pokazałem na Festiwalu Nauki we Wrocławiu. Matrix 44 w połączeniu z lekcją optyki kwantowej w klasie Kucharzy Małej Gastronomii rzuciły nowe światło na przygodę z jabłkiem.
Matrix 44 jest źródłem wrażeń, a nam się tylko wydaje, że to rzeczywistość je wywołuje. Ciekawe, że Parmenides z Elei w poemacie O prawdzie i mniemaniu mówił to samo już dwa i pół tysiąca lat temu i przestrzegał przed pójściem drogą mniemania. W Apokalipsie św. Jana jest opis Nowej Jerozolimy niewiarygodnie zbieżny z Matrixem 44. Niewiarygodne, że Lucy intryguje czwórka, a wcześniej przypomina słynne „a imię jego 44”.
Ale wróćmy na ziemię. Matrix 44 pozwala zrezygnować z dowodu na istnienie Boga z powodu nieobecności Boga, ale wtedy zostaje głupota. I tak źle, i tak źle.

PS 1 od Adminki:

Oto model Niebiańskiej Jerozolimy:

Sześcian o wymiarach 6 x 6 x 6 centymetrów, wykonany z deszczułek o grubości 7 milimetrów, czyli dość grubych. Kostka jest otwieranym pudełkiem, wieczko jest umocowane na zawiaskach i zamykane na mały metalowy zameczek, w którym kulista główka wchodzi w mały otworek. W środku znajdują się bardzo praktyczne i poręczne przybory do szycia (wciąż ich używam).

Trzy ścianki kostki są pomalowane na żółto, trzy na zielono, obramowanie jest białe i czarne, narożniki czerwone i niebieskie. Całość wygląda jak przedmiot wykonany podczas lekcji prac ręcznych i, jak na taki przedmiot, jest wykonana bardzo starannie. To jak sądzę produkt ready made w stylu Duchampa.

Do kostki przynależy niebieska kartka z opisem przedmiotu i informacją.

A położenie miasta onego jest czworograniaste,
a długość jego taka jest jak i szerokość.
I pomierzył miasto ono trzciną
na dwanaście tysięcy stajań; a długość i szerokość,
i wysokość jego są równe.
Apocalypsis 21.16

Marek Włodarczak, “Złota Jerozolima”, 38 x 54, rys 3D, technika własna
Wyróżnienie

Marek przyjechał do Berlina odebrać honorarium za Historię Seksu w/g Emerytowanego Komandora Spływu Kajakowego. Przywłaszczyłam sobie tę kostkę, bo Marek pakując plecak przed wyjazdem, trzymając ją w ręku, powiedział, że chce mi coś dać w podziękowaniu za gościnę. Wyciągnęłam rękę i wzięłam od niego tę kostkę, a wtedy się okazało, że to nie to miało być, że TO to dzieło sztuki filozoficznej, że dostało nagrodę i że jest czymś w rodzaju magicznego wahadła jak na obrazie Piera della Franceski. I że to niebiańska Jerozolima.

PS 2 od Adminki:
Mnie intryguje 40; w połączeniu z czwórką Łucji (Lucy) Fice, produkujemy nasze kobiece 44.

Interpretacja humanistyczna mechaniki kwantowej

Tabor Regresywny

Przewrotnie najważniejsze w opowiadaniu o zakupach w sklepie samoobsługowym jest to, o czym nie pisałem, czyli paragon świadczący o zawarciu transakcji. Ten paragon jest znakiem kulturowym, jest znakiem z innego świata niż plamka na kliszy w miejscu, gdzie dotarł foton, bo ta plamka jest znakiem naturalnym. Tu kończy się analogia między zakupami w sklepie a eksperymentem z fotonami i zaczyna się przepaść.

Przepaść między humanistyką a naukami przyrodniczymi, która jest wyznaczona przez dwa rodzaje znaków. Nauki przyrodnicze zajmują się znakami naturalnymi, nazwijmy je śladami. Ślady kopyt na piasku, ślad po uderzeniu pioruna, smugi kondensacyjne, ciągnące się za odrzutowcem czy w końcu plamka na kliszy fotograficznej w miejscu gdzie dotarł promień światła. Z kolei humanistyka zajmuje się znakami kulturowymi nastawionymi na interpretacje – by je odczytać, trzeba znać reguły interpretacji. Obrączka na palcu serdecznym, insygnia oficerskie, dzieła sztuki i w końcu paragon świadczący o transakcji. Tego rodzaju znaki nazwijmy komunikatami.

Przygody mężczyzny i kobiety w sklepie samoobsługowym tak skonstruowałem, aby ich zachowanie było analogiczne do zachowania fotonu, gdy ma do wyboru dwie drogi. Załóżmy, że laser emituje jeden foton, który jest cząstką aż do płytki półprzepuszczalnej. Dalej nasz foton zmienia swoją naturę i jest teraz falą biegnącą równocześnie dwiema drogami, by następnie na jednym z czujników ruchu zameldować się jako cząstka i jako cząstka biec dalej, a na drugim czujniku ruchu zniknąć niczym duch. Nikt tego nie rozumie.

To samo w wykonaniu naszego małżeństwa w sklepie samoobsługowym jest dziecinnie proste i nikt niczemu się nie dziwi. Pominę pytanie, ile trzeba zmienić w fizycznym obrazie świata, by rozsądnie dopuścić myśl, że znak świadczący o fotonie jest komunikatem, podobnie jak paragon, a nie śladem. Ta zmiana nie byłaby tak nadzwyczajna, jak się w pierwszej chwili wydaje. Istotniejsze jest pytanie, jakie miałaby skutki? Już stoicy wiedzieli, że zmianom w fizyce towarzyszą zmiany w etyce, a Carl Friedrich von Weizsäcker we wstępie do Część i całość rozmowy o fizyce atomu Wenera Heisenberga napisał „Zdarza się niekiedy, że nauka nabiera znaczenia dla dziejów świata: nie z powodu konsekwencji technicznych, lecz przez przemianę myślenia.”

W zasadzie wszystko co robię i co piszę, podporządkowane jest temu pytaniu.

PS 1 od Adminki: słyszałam ostatnio od Krizza (czyli sama tego nie przeczytałam), że te elektrony lecą jak fala, jeśli ich NIE obserwujemy i jak cząsteczki, jeśli je obserwujemy. Podobno fizycy jak dotąd nie rozwiązali pytania – dlaczego tak jest? Krizz, nota bene jeden z blogowych autorów, zastanawia się, czy wiąże się to ze światłem (jeśli obserwujemy, to znaczy, że na to patrzymy, a żeby widzieć, potrzebujemy światła).

PS 2 Krizz przypomina tu, że w fizyce znane są inne zjawiska, nazwijmy to, rozłącznie dwoiste. Np. nie można jednocześnie zmierzyć spinu i położenia elektronu. Można określić ALBO spin, ALBO położenie. I wyjaśnia się to w ten sposób, że żeby zmierzyć daną wielkość, trzeba jakoś wpłynąć na stan elektronu, który się wtedy automatycznie zmienia.

PS 3, czyli kolejny przypis Krizza: Oczywiście Carl Friedrich von Weizsäcker ma rację. Wystarczy spojrzeć na nasze życie. I tak – ilość informacji, swoboda wypowiadania się posunięta do skrajności powodują na naszych oczach “przenicowanie” świata i nie jesteśmy w stanie nawet określić, jaka jest natura tej przemiany.

PS 4, czyli tako też rzecze Krizz: A konsekwencją tego jest to, że niektórzy fizycy twierdzą wręcz, iż informacje można traktować jako wielkość fizyczną, czyli czynnik wpływający na rzeczywistość.

Przyszłość Europy 5

Tabor Regresywny alias Marek Włodarczak

Optyka kwantowa w klasie Kucharzy Małej Gastronomii

Zróbmy taki eksperyment myślowy. Do sklepu samoobsługowego wchodzi małżeństwo. Mają ostatnie pięć złotych. Kobieta idzie jedną stroną regału i bierze do wózka szampon w cenie pięć złotych, a mężczyzna idzie drugą stroną i bierze pierniczki, też za pięć złotych. Podchodzą do sąsiadujących z sobą kas i dochodzi do krótkiej sprzeczki szampon czy pierniczki. W końcu jedno z małżonków dokonuje zakupu, a drugie wstydliwie oddaje swój towar. Badając rozkład sklepu, ułożenie towaru na półkach czy urodę kasjerek, nie jesteśmy w stanie przed transakcją ustalić – szampon czy pierniczki? Nic nie determinuje wyniku tego eksperymentu. Ale znając małżeństwo możemy podać prawdopodobieństwo wyniku. U mnie stawiałbym 65% na szampon i 35% na pierniczki. Dalej osoba która dokonała transakcji spokojnie przejdzie przez bramkę alarmującą, a ochroniarz po sprawdzeniu paragonu puści ją wolno. Druga osoba uruchomi alarm, zostanie zatrzymana przez ochroniarza, a towar trafi z powrotem na półkę. Z tego, że mężczyzna nie dokona zakupu nie wynika, że kobieta go dokonała, bo oboje mogą zrezygnować z transakcji. I jeszcze jedno. Jeśli jeszcze na obszarze przed kasami dojdzie do spotkania małżonków, mogą ustalić, co kupują, oszczędzając sobie scenki rodzajowej przy kasach. Zanim przejdziemy do dalszych studiów komparatystycznych z zakresu handlu i teorii kwantów, poproszę miłe czytelniczki, by skonsultowały ten tekst z fachowcami od mechaniki kwantowej i upewniły się, czy faktycznie ma on coś wspólnego z optyką kwantową.

Odpowiedź Adminki: Autor musi nam jednak udowodnić, bądź też nas czarująco przekonać, że tak jest, bo myślę, że ani ja, ani moje Miłe Czytelniczki, nie mają pod ręką fachowca z zakresu mechaniki kwantowej. Chyba, że któraś z nas ma go, że tak powiem, pod rękę, ale, póki co, nic o tym nie wiem.

PS.

To opowiadanie nie jest takie niewinne na jakie wygląda. To jest Koń Trojański, którego chcę spróbować wprowadzić do Instytutu Fizyki. Spróbuję najpierw we Wrocławiu.

Dodatek historyczny.

4 lipca 2020 roku napisałem do Burmistrza Miasta Kłodzka taki donos: „Uprzejmie donoszę, że za większość problemów w mieście odpowiedzialny jest most kwantowy na kanale Młynówki. Badania które prowadzę od trzech lat w ramach Studium Doktoranckiego Bibliologii, Językoznawstwa i Literaturoznawstwa wskazują, iż rzeczony most kształtuje poetykę współczesną (1), na której żeruje kultura masowa (2), nagminnie konsumowana przez obywateli naszego miasta. W ten sposób nieoznaczoność, instrumentalizm i brak wiary w rzeczywistość – cechy kwantomechanicznego obrazu świata – przenikają do życia codziennego, czyniąc je wprawdzie zasobnym ale nieznośnym.”

Przypisy do Dodatku

(1) Formy jakie sztuka przybiera w poszczególnych epokach odzwierciedlają – poprzez analogię, metaforę,… sposób w jaki nauka danej epoki widzi otaczającą rzeczywistość. Umberto Eco, Dzieło otwarte.
(2) Niezbędnym warunkiem istnienia kultury masowej jest dostęp do wyższej, w pełni dojrzałej kulturalnej tradycji, której odkrycia, osiągnięcia i samowiedzę kultura masowa potrafi wykorzystać do swoich celów. Clement Greenberg, Awangarda i kicz.

Chodzenie po Europie i przyszłość Europy (3)

Tabor Regresywny

... i nie tylko

Obawiam się, że konferencja „Przyszłość Europy” może podzielić los Szczytów Klimatycznych i Emigracyjnych. Szczytowali, szczytowali, ale do niczego nie doszli. Pomijam już fakt, że „Magia rejsu Barlovento II” nie zrobiła na organizatorach konferencji żadnego wrażenia. Problem jest poważniejszy.

Organizatorzy konferencji nie zaplanowali bankietu. Bankiet to najważniejsza część konferencji. Referaty i inne wystąpienia to nudy. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, to robi to w czasie bankietu. Swobodny nastrój, wyśmienite potrawy, przednie trunki więcej wniosły do nauki niż najdłuższe stoły prezydialne czy najwyższe mównice.

W czasie słynnej konferencji Solvaja w 1927 roku w Brukseli Albert Einstein nie wygłosił żadnego referatu, nawet nie chodził na obrady. Naoczny świadek Otto Stern tak opisuje dyskusje Einsteina z Bohrem. „Einstein schodził na śniadanie i wyrażał swoje zastrzeżenia do nowej teorii; za każdym razem przedstawiał jakiś nowy, piękny eksperyment myślowy, z którego wynikało, że teoria jest błędna (…) Pauli i Heisenberg, którzy tam byli, nie zwracali na to większej uwagi. Bohr natomiast starannie rozważał jego argumenty i wieczorem, gdy wszyscy byliśmy razem podczas kolacji, dokładnie wyjaśniał sprawę. To te obrady przy posiłkach przeszły do historii fizyki.

Trzeba pomyśleć o bankiecie w ramach konferencji Przyszłość Europy, bez tego konferencja może być niewypałem. Zdaję sobie sprawę, że zarówno forma konferencji jak i ograniczenia pandemiczne uniemożliwiają zorganizowanie zwykłego bankietu. W zeszłym roku byłem na weselu, które ze względu na pandemię odbywało się na Wiśle w formie sztafety. Jako Tabor Regresywny mógłbym zorganizować bankiet wędrowny w formie sztafety. Właściwie to niech się sam zorganizuje.

Będąc we Wdzydzkim Kącie dostałem zapasy żywności z wyposażenia tratw ratunkowych. Po wyjeździe dowiedziałem się, że ktoś zostawił dla mnie butelkę alkoholu. To jest podstawą, bym poprosił Ewę Marię Slaską, by zgłosiła do Komisji Europejskiej bankiet jako wydarzenie w ramach konferencji. Co niniejszym czynię.

A dalej niech się samo dzieje.

Oby.

Przyszłość Europy

Tabor Regresywny

Parlament Europejski, Rada i Komisja Europejska zobowiązały się w ramach konferencji „Przyszłość Europy” wysłuchać każdego, kto zechce się wypowiedzieć na ten temat. Chciałbym na swój sposób zabrać głos na tej konferencji.

Czarny scenariusz.

Dobra praktyka żeglarska nakazuje, by w trudnych sytuacjach bez lęku zakładać czarny scenariusz i się do niego przygotować. Niejednokrotnie takie założenie rozgoniło najczarniejsze chmury, a “jakoś to będzie” kończyło się fatalnie. Załóżmy zatem, że czwarta fala będzie większa od trzeciej, a największą będzie fala dziewiąta. Załóżmy, że gospodarka tego nie wytrzyma, a próba wprowadzenia kolejnego lockdownu skończy się internowaniem rządu na Stadionie Narodowym.

Co w tej sytuacji robić? Czy jest jakieś wyjście?

Huna

Cywilizacja Europejska wyrosła na racjonalnej wiedzy, opartej na odkryciach naukowych, szczególnie na dokonaniach fizyki. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, co zauważył pewien sławny myśliciel.

Człowiek dzisiejszy żyje rabując. I widzimy, jak coraz bardziej obraca się przeciwko nam, a wszelkie próby wyjścia z kryzysu przypominają przebieranie nogami w bagnie.

W sąsiedztwie domu w którym mieszkam jest antykwariat naukowy. Na jego wystawie zobaczyłem książkę poświęconą starożytnej wiedzy Kahunów pt. Huna w religiach świata. Kiedyś czytałem tę książkę ale ją zignorowałem, choć często z żoną żartobliwie „kahuniliśmy” (przypis od adminki: Autor i jego żona uprawiali magię bez hukus pokus i abrakadabry) i ku naszemu zdziwieniu często bardzo skutecznie. Może czas wrócić do starożytnej wiedzy Kahunów. Z tym jednak zastrzeżeniem, by nie chodzić po śladach starców, ale szukać tego, czego oni szukali. Może to jest wyjście?

Rejs

Gdy Leszek zaproponował mi rejs po Bałtyku, w pierwszej chwili chciałem odmówić. I wtedy Ewa, moja żona, powiedziała – płyń, popłynę z tobą. Takiej okazji nie mogłem przepuścić. No, ale pojawiły się wątpliwości – jak ona to zniesie, co z pogodą, co z chorobą morską? Prognozy były bardzo obiecujące, ale wiadomo, na prognozach nie można polegać, trzeba samemu zadbać, by wszystko było jak należy. Po cichu przygotowałem mój magiczny zestaw do parzenia kawy na wolnym ogniu, gorzej było z zabraniem wózka, tego nie dało się ukryć. Liczyłem na to, że sama każe mi go zabrać. Pomógł mi syn, pożyczając nam duży wór podróżny, który aż się prosił o wózek. Myślałem, że to wystarczy. Niestety. Ewa dostała choroby morskiej jeszcze w porcie, zanim wypłynęliśmy w morze. Wtedy nawinął mi się drucik. Taki krótki drucik w niebieskiej koszulce, który należało wyrzucić do kosza. To był materiał na silny amulet pogodowy, trzeba mu było tylko nadać drugie życie. I tu pomógł mi Leszek, zwracając uwagę na brak paska zabezpieczającego lornetkę. Od razu pomyślałem o druciku. Niestety był z krótki i trzeba mu było dodać kawałek linki do pomocy. Ten drucik z lornetką z jednej strony i kawałkiem linki z drugiej stał na straży właściwej pogody, właściwego przebiegu rejsu. Dobrze się spisał? Zdając sobie sprawę z tego, że są wśród nas niedowiarki, powiem, że drucik zafundował nam piękny wiatr z zawijasem w kierunku Helu, gdy gnaliśmy z Gdyni do kapitana Morgana.

Dalej nie wierzycie?

No dobra, na drugi dzień gdy opuszczaliśmy pokład s/y Barlovento II, zabierając ze sobą drucik, zastanawiałem się, co on wam wywinie?

Wywinął?

Co o tym sądzicie?

Filozofia praktyczna, odcinek kolejny

Tabor Regresywny

Kiedyś na Wdzydzach mieliśmy bardzo silny szkwał. Tak silny, że nawet Heniu, który dwa razy opłynął Horn, był wystraszony i mówił, że takiej wichury jeszcze nie widział.

Ciekawa dość sprawa.

Wtedy napisałem na facebooku, że po tej kolejnej odsłonie apokalipsy, organizuję ewakuację na Wyspy Szczęśliwe. Wyspy Szczęśliwe to moje przemyślenia o ewakuacji.

Oczywiście, że ewakuacja, ale DOKĄD?

Stwierdziłem, że najbardziej sensowne jest ewakuowanie się na Wyspy Szczęśliwe, bo wszelkie inne kierunki byłyby łatwe do skrytykowania.

Ale chyba nie ma Wysp Szczęśliwych. Może były, ale zostały zagospodarowane przez koncerny turystyczne; mnóstwo uciech kosztem wielu ludzkich nieszczęść.

Ale, za sprawą paru zbiegów okoliczności oraz Aguuli Marzycielki, która nadała zdjęciu mojego wozu tytuł: Kosmos, stwierdziłem, że jednak są Wyspy Szczęśliwe. Jest ich tysiące, może nawet miliony. Wystarczy wieczorem spojrzeć w rozgwieżdżone niebo, żeby je zobaczyć. Myślę, że tam są Wyspy Szczęśliwe. Na to, że tak może być, przytoczę argument z Biblii, który mi się bardzo podoba. Rzecz dzieje się na pustyni. Bóg mówi do Abrahama, żeby wyszedł przed namiot i popatrzył na niebo. Gdy Abraham zobaczył miliony gwiazd, usłyszał jak Bóg powiedział: zobacz tam rozmnożę twoje plemię. Ale najprawdopodobniej ten, kto spisywał biblię, coś pomieszał, albo Abraham był przygłuchawy, bo usłyszał: Tak rozmnożę twoje plemię.

Może tam jest ta ziemia obiecana (ta ziemia obiecana tu na Ziemi nigdy nie była taka obiecana, jak to było obiecane), przyjmijmy, że Wyspy Szczęśliwe są w kosmosie. Pytanie jakie się nasuwa to: Jak się Tam dostać? Ale to pytanie całkowicie zignoruję (odłożę). Postawię inne pytania, bardziej fundamentalne i ważniejsze: Dlaczego nas Tam jeszcze nie ma? Co my tutaj, na tym ziemskim padole jeszcze robimy? Jeżeli faktycznie są Wyspy Szczęśliwe i są nam pisane, to co my tu jeszcze robimy?

Moje doświadczenia z ostatnich lat i droga myślenia, na którą wszedłem, sugerują mi odpowiedź, na którą najłatwiej znowu odwołać się do tekstów biblijnych. Bo z tym jesteśmy obeznani. Otóż w zaleceniu, żebyśmy czynili ziemię sobie poddaną, zobaczyłem ciekawą sprawę. W Biblii tysiąclecia przetłumaczono to jako: ujarzmiajcie ziemię. Z kolei użyję drugiego motywu, w legendarnym ogrodzie, Edenie Bóg mówił do Adama: Będziesz sprawował ten ogród. Z moich doświadczeń wynika, że czynienie ziemi sobie poddaną można realizować na dwa zupełnie odmienne sposoby. Jeden to ujarzmianie i to jest to co ludzie robią z wiadomym skutkiem, a drugi to sprawowanie, które zostało zapomniane, zlekceważone, wyśmiane. Jeżeli w ogóle miało miejsce to zostało całkowicie zignorowane. Widzimy do czego doprowadziło ujarzmianie: wisi nad nami katastrofa klimatyczna, na każdym kroku toniemy w zwałach śmieci, szerzy się pandemia i grozi nam katastrofa gospodarcza.

Po co w to zostaliśmy wkręceni, na co nam to było? Tu pojawiła mi się taka hipoteza, (rozwinięcie tekstu pt. K-utopia), że zanim otworzy się nam droga na Wyspy Szczęśliwe, to mamy do bólu, do końca poznać skutki ujarzmiania, czyli takiego sposobu czynienia ziemi sobie poddanej, który jest bardzo niewłaściwy, ale jednocześnie niebywale kuszący i bardzo dobrze uzasadniony. Myślę, że teraz właśnie doświadczamy skutków tego ujarzmiania nazwanego Oświeceniem, które miało przynieść nam dobrobyt, a przyniosło nieszczęścia.

Teraz mam pytanie: czy jest ten inny sposób, czyli sprawowanie i wydaje mi się, że jest. Myślę, że teraz jest ostatni dzwonek, na spróbowanie tego sposobu. Skutki ujarzmiania ziemi poznaliśmy aż za dobrze. W świetle tego co powiedziałem, moja odpowiedź na pytanie, co my tu robimy, jest bardzo prosta. Przechodzimy tu na ziemi pewną kwarantannę, w czasie której mamy przechorować chorobę, o nazwie Oświecenie, by raz na zawsze zejść z drogi ujarzmiania, byśmy, ewakuując się na Wyspy Szczęśliwe, nie roznieśli tej zarazy po całym kosmosie.

Bronię się przed pokusą poprawiania, ale może powinienem ulec pokusie dedykowania. Dedykuję ten tekst czterem Kasiom, dwóm Jolom i jednej Basi.

Bóg luk

Tabor Regresywny

Nauka postawiła sobie za cel wyjaśnienie świata bez potrzeby odwoływania się do sił nadprzyrodzonych w szczególności do Boga.

Paradoksalnie przy tworzeniu śmiałych hipotez bardzo pomocny jest Bóg nazwany Bogiem Luk. Kepler formułując trzy prawa ruchu planet stwierdził, że Bóg nie był mu do niczego nie potrzebny. Na pytanie, co utrzymuje planety na tych eliptycznych orbitach, odpowiedział, że aniołowie.

Anioły wyeliminował Newton, wprowadzając na ich miejsce siłę przyciągania grawitacyjnego.

Gdy pojawiła się statystyczna interpretacja mechaniki kwantowej, Einstein wyraził obiekcję, że „Bóg nie gra w kości”. Widział lukę w kwantowym opisie świata i umieścił w niej Boga.

Einsteina i jego boga zignorowano w obliczu niebywałego sukcesu technologicznego odkryć w oparciu o nową fizykę.

Ciekaw jestem, jaką rolę Bóg Luk odegrał w tworzeniu hipotezy Wielkiego Wybuchu.

Kto wie, czy kryzys w fizyce, brak wystarczająco śmiałych hipotez, nie wynika z ignorowania Boga Luk.

Moim celem było zbudowanie matematycznego obrazu świata zgodnego z duchem Parmenidesa. Ta myśl mnie męczyła jakieś 30 lat. Rozwiązanie przyszło nieoczekiwanie, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Bóg nie był mi do niczego potrzebny, nawet mi to do głowy nie przyszło. Licząc się z tym, że niczym barbarzyńca w ogrodzie, trafiłem na właściwy trop, chciałem sprawdzić skutki etyczne takiego podejścia, stąd mój pomysł doktoratu u Feliksa Przybylaka.

Bóg Luk pojawił się, gdy zacząłem dostrzegać konsekwencje. Przy czym był i jest to Bóg Luk silnie osadzony w tekstach mądrościowych. Mam na myśli Biblie, Koran, Wedy indyjskie i inne teksty, z którymi się zetknąłem. Ale ciągle to jest Bóg Luk.

Jak już wspominałem, postawiłem sobie ambitne zadanie, by opisać świat zgodnie z poglądami Parmenidesa. Zająłem się geometriami wielowymiarowymi oraz nieeuklidesowymi, by być w zgodzie z teorią względności. Zresztą sama teoria względności sugeruje takie podejście, o czym wspomina Michał Heller w Szczęściu w przestrzeniach Banacha.

Nic mi z tego nie wychodziło, widać było, że problem znacznie wykracza poza moje kompetencje. Gdy już zupełnie z tego zrezygnowałem, za sprawą pewnego żartu z synem, podjąłem próbę rozwiązania problemu tym razem w ramach teorii obliczeń, a szczególnie odwołując się do idei Maszyny Turinga.

I tak powstał Matrix, którego mała trójwymiarowa część została w Berlinie. (Z Matrixem braci Wachowskich łączy go tylko nazwa). Matrix mnie przeraził. Był bezduszny, zimny i kanciasty, ale miał cechy, które opisywała teoria względności. Nie mogłem tego zbagatelizować. Budziłem się w nocy z uczuciem, jakbym się dusił. Za sprawą pewnego monodramatu o Jimie Morrisonie uświadomiłem sobie, że fizyka oprócz skutków technologicznych, ma olbrzymie skutki społeczne, wpływa na wszystkie dziedziny naszego życia, często destrukcyjnie.

Stwierdziłem, że zanim zacznę się dalej zajmować Matrixem, powinienem spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, a jakie to może mieć skutki społeczne. I wtedy trafiłem do prof. Feliksa Przybylaka. Połączyła nas myśl, że nic nie wydarzy się w kulturze, dopóki coś nie wydarzy się w fizyce. Po kilku spotkaniach zaproponował mi studia doktoranckie z teorii literatury. Miałem się zająć związkami miedzy fizyką a poetyką.

Opinię na studia doktoranckie z teorii literatury wystawił mi profesor matematyki, Jacek Cichoń. Może ją przytoczę. „Z M. Włodarczakiem spotkałem się kilkakrotnie przy okazji prowadzenia zajęć na filii Uniwersytetu Wrocławskiego w Kłodzku. Przeprowadziłem z nim kilka dyskusji na temat możliwości opisu mikroświata za pomocą automatów skończonych, automatów komórkowych i maszyn Turinga. M. Włodarczak próbuje zinterpretować w terminach współczesnej fizyki oraz matematyki poglądy filozoficzne Parmenidesa. W tym celu bada zachowanie się pewnej klasy automatów komórkowych. Warto zaznaczyć, że zagadnieniem modelowania właściwości mikroświata za pomocą automatów dyskretnych interesuje się wielu wybitnych współczesnych fizyków.”

Zostałem przyjęty. Jako słuchacz studium doktoranckiego z teorii literatury zgłosiłem się do Instytutu Fizyki Teoretycznej z propozycją przedstawienia mojego sposobu opisu świata. Zaproponowano mi wystąpienie na seminarium instytutowym i wyznaczono opiekuna z ramienia Instytutu Fizyki Teoretycznej, prof. Bernarda Jancewicza.

W zasadzie wystąpienie mi nie wyszło, tylko jakiś emerytowany profesor podszedł do mnie i powiedział, że był na spotkaniu, gdzie prezentowano idee teorii strun i że tam też były podobne struktury. Nie dość, że na studia z teorii literatury opinie wystawił mi matematyk, nie dość, że rozpocząłem je od wystąpienia na seminarium w Instytucie Fizyki Teoretycznej, to jeszcze pracę miałem pisać na wydziale germanistyki, nie znając ani słowa po niemiecku. Prof. Feliks Przybylak zaproponował mi tytuł pracy „Na płonącej granicy poetyki i nauki”. Do dziś nie jestem pewien, o co mu chodziło.

Matematyka i kobiety

Tabor Regresywny

TWIERDZENIE: Kobiety są dwa razy mądrzejsze od mężczyzn.

ZAŁOŻENIE: Mężczyźni są dwa razy mądrzejsi od kobiet.

DOWÓD: Umysł kobiety składa się z świadomej części natury kobiecej (1 M) i podświadomej części natury męskiej (2M) natomiast umysł mężczyzny składa się z świadomej części natury męskiej (2M) i podświadomej natury żeńskiej (1M). Kobieta nie ignoruje tego co podpowiada jej intuicja czyli M( K) = 1M + 2M = 3M Mężczyźnie wystarcza jego racjonalność i nie słucha podświadomości stąd M(M) = 2M + 0M = 2 M . Mamy 3:2 dla kobiet. Dalej, kobieta używając zarówno logiki jak i intuicji z łatwością podporządkowuje sobie podświadomość męską. Stąd mamy ostatecznie M(K) = 1 M + 2M + 1M = 4M. Ostatecznie mamy 4:2.

CBDU.

WNIOSKI: Bóg stworzył kobietę by była mężczyźnie pomocą. Jak to rozumieć. Po pierwsze by pomogła mężczyźnie poznać samego siebie, a następnie pokazała na czym polega czynienie ziemi sobie poddaną, bo to co robią mężczyźni nie ma z tym nic wspólnego, natomiast woła o pomstę do nieba.
 
(Komentarz autorki bloga: Zgubiłam się na samym początku tej arytmetyki.)

1M to jednostka mądrości. Ponieważ zgodnie z założeniem mężczyzna jest 2 razy mądrzejszy stąd podświadomość kobiety będąc natury męskiej (animus) ma 2M . Kobieta korzysta zarówno ze swojej świadomości jak i podświadomości stąd 3M. Mądrość świadomości mężczyzny to 2M a jego podświadomości to 1M . Ale mężczyzna nie słucha podpowiedzi podświadomości stąd 2M to wartość całej mądrości z jakiej korzysta mężczyzna. Jego podświadomość zostaje niezagospodarowana i tu pojawia się kobieta która ją świetnie umie wykorzystać. Stąd po stronie kobiety 4M. Jedno M swojej świadomości plus 2M swojej podświadomości i 1M podświadomości mężczyzny. razem 4M a nasz biedny chłop tylko 2M.

Jeśli założyć, że kobiety są tak samo mądre jak mężczyźni to wychodzi 3:1 czyli jeszcze gorzej.

(A czy da się to twierdzenie udowodnić?)

Nie, ale to bez znaczenia. Kiedyś w Instytucie Fizyki Teoretycznej przedstawiłem pewne twierdzenie i chciałem je udowadniać, ale mi powiedzieli, żebym dał spokój, bo twierdzenie jest piękne, a zatem musi być prawdziwe. Dowód jest nieważny.

Wczoraj zakończyliśmy naszą trwającą 30 lat przygodę w Kotlinie Kłodzkiej. Zabrałem tylko książki i wózki. Książki przekazuję synowi – zostają mi tylko wózki.

(Piękne podsumowanie, też bym tak chciała, ale nie mam wózków.)

Czekając na boga luk

Poprosiłam autora, żeby napisał coś na temat boga luk (God of the Gaps), a on przysyła już drugi wpis, gdzie nie ma ani słowa o tej istocie (pierwszy był TU). Jednak nie należy się niecierpliwić, a zatem po prostu czekam i Wy ze mną…

Jedyna informacja na temat Boga, jaką ostatnio dostałam od Autora, brzmiała tak:

Karol Olgier Borchard w swej najsłynniejszej książce, Znaczy kapitan, opisuje jak to oficerowie Batorego sprzedawali statek ortodoksyjnym Żydom na czas szabatu. Żydzi mieli problem, że na czas szabatu będą poza domem. Wtedy rabin im doradził, by na ten czas kupili statek. Gdy sprawa się wydała, kapitan Mamert Stankiewicz zrobił im awanturę. „To, że oni oszukują swojego Boga, to ich sprawa, ale że moi oficerowie pokątnie handlują moim statkiem, to jest niedopuszczalne”.

Dawid Hadar mówił mi, że Bóg jest już stary, słabo słyszy i niedowidzi można go oszukiwać.

Ale stary Bóg i bóg luk to chyba nie jest ta sama istota, bo bóg luk musi jednak sprawnie wskakiwać wszędzie, gdzie akurat okaże się potrzebny, i musi tam robić to, co do niego należy.

Tabor Regresywny

Podobno Napoleon swoje sukcesy zawdzięczał pewnej modyfikacji szyku marszowego. W normalnym wojsku szyk marszowy wygląda tak; najpierw idą zwiadowcy, za nimi awangarda czyli straż przednia, dalej główna kolumna, a za główną kolumną ariergarda, czyli straż tylna. Zadaniem ariergardy jest wyłapywanie dezerterów. Nie ma się co dziwić, niektórzy mając dość wojny, tęsknią za dziewczynami z rodzinnej wsi i uciekają. Napoleon wprowadził między główną kolumnę a ariergardę markietanki. Liczba dezercji istotnie spadła, a zapał do walki wzrósł.
Sukces Sobieskiego pod Wiedniem polegał na tym, że husaria ruszyła na Turków od strony Lasu Wiedeńskiego, przeleciała przez obóz turecki i znalazła się na tyłach wojsk tureckich, mając harem Kara Mustafy za plecami. Turcy nie mieli szans.
Ale do rzeczy. Na czele pochodu cywilizacyjnego kroczą fizycy. Za nimi awangarda inżynierów i wynalazców, przekuwająca odkrycia fizyki na pożyteczne wynalazki. Dalej idzie lud produkująco-konsumujący te wynalazki. Niestety zdarzają się dezerterzy z tego triumfalnego pochodu, malkontenci którym nie w smak jest postęp cywilizacyjny. Kierowani jakimiś bliżej nieokreślonymi tęsknotami, próbują się wyłamać. Pochód zamykają psychiatrzy, który z większym lub mniejszym skutkiem przywracają dezerterów zdrowemu społeczeństwu.

Okazało się, że jeśli między lud produkująco-konsumujący a psychiatrów wstawić artystów, to dezercji będzie mniej. Marketanki dawały żołnierzom namiastkę miłości i to wystarczało, by żołnierze zapominali o dezercji. Czy artyści też dają namiastkę czegoś? Czego?

Zwiadowcy
Straż przednia
Główna kolumna
Markietanki
Straż tylna
Fizyka
Technika
Produkcja
Sztuka
Psychiatria

***

Wymówka pogodą też powoli przestaje być aktualna. Pozostał problem z obostrzeniami sanitarno- epidemiologicznymi. Obawiam się, że scrabble nie zrobią wrażenia na granicy. Trzeba by coś wymyśleć, czymś się wyłgać.

Rozwój pandemii i coraz bardziej wątpliwa skuteczność szczepień wskazują na to, że trzeba będzie wrócić do starych sprawdzonych sposobów radzenia sobie z epidemią i innymi chorobami.
W średniowieczu gdy panowała dżuma, Europę przemierzały pielgrzymki biczowników. Można by do tego wrócić, ale jest to sposób mało estetyczny, promujący przemoc i mogą być problemy z chętnymi. Innym sposobem stosowanym w prymitywnych społecznościach, które nie wiedziały nawet o istnieniu lekarzy, nie mówiąc już o koncernach farmaceutycznych, było szukanie odpowiedzi na pytanie – co takiego wydarzyło się w naszej społeczności, do jakiego naruszenia ładu kosmicznego doszło z naszej winy na ziemi, że pojawiła się choroba? To podejście, wydaje się, bardzie pasuje do współczesnego świata, szczególnie w świetle Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Już widzę te międzynarodowe konferencje, z których nic nie wynika, te szczyty unijne, w czasie których elita intelektualna nie jest w stanie ustalić nawet porządku obrad. Tych utytułowanych ekspertów, wydających sprzeczne opinie.
Nie, to się nie uda, lepiej wrócić do biczowania. Będzie szybciej i taniej. Niestety w 1345 roku papież Klemens wydał bullę, w której zabronił biczowania. Można by biczowanie zastąpić czymś innym, na przykład wędrówką połączoną ze zbieraniem śmieci. Może znajdą się chętni. Chyba tego nam nie zabronią? Nie wiem tylko czy to poskutkuje, ale można spróbować.
Czyli: Wypada mi dostarczyć “Kawkę” do Berlina, zbierając po drodze śmieci i uwzględniając sytuację politycznie-epidemiologiczną.

Bal przebierańców na obozie stowarzyszenia “Pod klonowym liściem”. Największą furorę zrobił Wiatrak.

Najnowsze doniesienia w sprawie szczepionek:

15.02.2021 Na WP jest artykuł “Miały czekać w magazynach. Co dzieje się z drugimi dawkami?”
***
15.02.2021 Tylko rząd Baratarii zachował zimną krew. Sprzedał drugą dawkę szczepionki A na wirusa A za podwójną cenę i za te pieniądze kupił dwie dawki szczepionki B na wirusa B, który wypiera wirusa A. Po podaniu pierwszej dawki drugą sprzeda i kupi dwie dawki na wirusa C. Genialne.