śliną kota karmiłam bo krwią jeszcze bym nie umiała zostawiłam otwarte drzwi żeby mógł uciec i przeżyć wyrządzona dziś życiu rzecz jest niezatarta i trwała świat i miasto nie dadzą wybielić się z plam i odświeżyć
Kijanowska, przeł. Pomorski / *** (śliną kota karmiłam…)
Mazury pruscy zapalają mocno w piecu, przystawią do pieca ławkę, ,,żeby umarli mogli się ogrzać”. Dla przekonania się, czy nieboszczyk w istocie wygrzewał się w nocy, posypują ławkę popiołem, rano zaś szukają na nim śladów umarłego i je zasypują.
Biegeleisen / U kolebki, przed ołtarzem, nad mogiłą
Jutro sobota 31 października 2026. Spotykamy się o godzinie 18 w SprachCafé Polnisch – Schulzestr. 1, 13187 Berlin Dojazd do stacji S-Bahn Wollankstr (uwaga! są strajki i utrudnienia! Słuchać tego, co mówią głośniki w kolejce lub posługiwać się kreatywnie komunikacją!)
Krystyna Koziewicz
Wspominamy
Zbliża się listopad, czas refleksji, zadumy i wspomnień, który w polskiej tradycji nierozerwalnie wiąże się z pamięcią o przeszłości i bliskich.
To właśnie miesiąc listopad przybliża pamięć o tych, których nie ma już z nami. Oni nie odeszli, pozostają bowiem w naszej pamięci.
Z cyklu MY TRZY – Ewa Slaska, Ela Kargol i ja, Krystyna Koziewicz, organizujemy w (przed)listopadowej edycji wspominki o tych, którzy zmarli w 2026 roku.
Bis zum Ferragosto musste man die Hitze, auch da oben in Fiesole, genauer Settignano aushalten, danach kamen Gewitter, es wurde auch früher dunkel, also weniger Sonne, man atmete durch und im zweiten Atemzug merkte man leider, der Sommer ist wieder mal vorbei. Dass das Fest, der eine Tag am 15 August, in Italien große Bedeutung hatte, wusste ich schon lange, doch seine Geschichte war mir eigentlich nicht so klar. Die Leute trafen sich zum Grillen, Familien fuhren an den Strand, Freunde kamen zu Besuch, es war immer etwas los; auch in der hitzigsten Hitze, wo man dachte, alles müsste stehenbleiben, wurde gefeiert. Die Lokale draußen vor der Stadt füllten sich mit den Stadtmenschen, es wurde getanzt, gespielt, es war laut mit den vielen Kindern, die auch manchmal weinten, meistens jedoch um die Tische rannten. In der Stadt war es dagegen völlig still, alles war geschlossen: Läden, Ämter, Büros, aber auch viele Restaurants. Ich erinnere mich, dass wir später einmal, schon aus Kleinmachnow, an diesem Tag in Apulien waren und aus irgendeiner Trattoria zurückkehrten; das Thermometer bei einer Apotheke zeigte um 22 Uhr 39 Grad an.
Nie znałam tej piosenki w wykonaniu Młynarskiego, ale tu podobno są (mogą być) wszystkie jego piosenki. A jeśli nawet nie, to i tak posłuchajmy. Słuchanie Młynarskiego zawsze dobrze robi. Wszystkiego Najlepszego z okazji święta Matki!
A tu słowa tej wzruszającej piosenki z portalu tekstowo. Portal podaje, że to tekst Bajora, ale sam Bajor podaje, że to Młynarski:
Naszych matek maleńkie mieszkanka
Mały balkon nasturcja porasta I trzepocze na wietrze firanka Świecą zmierzchem w ciemnej ścianie miasta Naszych matek maleńkie mieszkanka
Matka dzień o świtaniu zaczyna Szarym wróblom okruchy wymiata Czasem świeczkę zapali za syna Co wyfrunął daleko do świata
W matki domu zeschły wrzos i mięta Listy, które oszczędziła wojna W matki domu codzienność odświętna W matki domu powszedniość, powszedniość dostojna
Biegnący przez huczący kram dnia twego Tak dawno już nie byłeś tam…
Przytulone jak jaskółcze gniazda Ciepłym gwarem świergoczą co ranka W ciemnej ścianie ogromnego miasta Naszych matek maleńkie mieszkanka
W matki wzroku niepokój odważny O dziś, jutro, o dziecko sąsiada Tutaj nie ma spraw małych, nieważnych Tu każdemu należy się rada
Przez to miejsce maleńkie i schludne Biegnie prosto i dalej gna w przestrzeń Twego życia zerowy południk Byś mógł sobie określić gdzie jesteś
Biegnący przez huczący kram dnia twego Tak dawno już nie byłeś tam…
Aż nadejdzie zwyczajny poranek I któregoś zwykłego poranka Zogromnieją w pałace lustrzane Naszych matek maleńkie mieszkanka
Uśmiech matek ozdobi oblicze Matki będą powtarzały sobie Że dziś muszą wrócić królewicze Zagubieni po świecie synowie
Każda matka łzę jasną uroni Drzwi otworzy niezgrabnie i prędko Syn królewicz wrócił szóstką koni… Nie, to tylko pan listonosz, z rentą
Biegnący przez huczący kram dnia złego Tak dawno już nie byłem tam… Dlaczego?
Od czasu gdy ludy zamieszkujące wschodnią Azję ustaliły zasady obliczania swoich horoskopów, po raz 43 zdarza się że Rok Konia wypada w Roku Ognia. Horoskopy Dalekiej Azji składają się z 12 znaków rocznych i 5 znaków żywiołów, co sprawia, że spotykają się ponownie w tej samej kombinacji po 60 latach. Te kombinacje przedstawia poniższa tabelka:
Siedzieliśmy w dużym pokoju: mój tata, Helcia, moja kilkuletnia wtedy córka i ja. Za oknem Poznań powoli przykrywał się lekkim śniegiem, z tych, które po chwili znikają bez śladu.
W telewizji leciała bajka o kreciku – chyba wciąż bardzo popularna, i to nie tylko w Czechach. Oglądaliśmy jeden z pierwszych odcinków, jeśli nie pierwszy: „Jak Kret dostał spodenki”. (Jak krtek ke kalhotkám přišel)
„Die tägliche Kränkung, dass es nicht mehr das Land ist, in dem zwar nicht die Zitronen blühen und das Wetter nicht so toll ist, aber wenigstens alles funktioniert – insbesondere, wenn du die Bahn benutzt. Das ist kein schöner Befund.“ (Giovanni Di Lorenzo)
Próbując odpowiedzieć na pytanie czy Dekalog to to samo co dziesięć przykazań, zajrzałem jeszcze raz do Encykliki Redemptor homilis Jana Pawła II i znalazłem tam takie słowa: “Musi przeto zrodzić się pytanie, na jakiej drodze owa dana człowiekowi od początku władza, mocą której miał czynić ziemię sobie poddaną (por. Rdz 1, 28), obraca się przeciwko człowiekowi, wywołując zrozumiały stan niepokoju, świadomego czy też podświadomego lęku, poczucie zagrożenia, które na różne sposoby udziela się współczesnej rodzinie ludzkiej i w różnych postaciach się ujawnia.” Jak to na jakiej drodze? Na drodze postępu cywilizacyjnego. Tu nie ma wątpliwości. Ale dlaczego? I czy jest inna droga? O dwóch drogach mówią dwa poematy o tym samym tytule ” Peri physeos “. Autorami byli – Heraklit i Parmenides. Dla pierwszego istnieje tylko to, co widzimy i co trwa w wiecznym ruchu, słynne Pantha rei. Dla drugiego istnieje tylko to, czego nie widzimy, bo jest nieruchome i dostępne jedynie umysłem. A to, co widzimy, cała ta zmieniająca się rzeczywistość, to tylko iluzja. Fizyka poszła drogą Heraklita, bo jest oczywista, a za fizyką cały świat. Droga Parmenidesa nigdy nie wyszła poza obręb filozoficznych spekulacji. A szkoda, bo jakby się dobrze przyjrzeć, to można by zobaczyć, że są dwa sposoby czynienia ziemi sobie poddaną – dobry i zły. I o tym mówią dwie strony Dekalogu. Wybraliśmy tę czarną, niereformowalną, opartą na fizyce zdarzeń powtarzalnych, a przez to podatnych na nadużycia, jak np. demokratyczne wybory. Zlekceważyliśmy drugą drogę, opartą na fizyce zdarzeń jednorazowych, nazywanych niesłusznie zbiegami okoliczności. Drogę, o której taktaty piszą filozofowie ze szkoły Parmenidesa, o której John Lennon śpiewa w Imagine, o której mówi kazanie wg Św. Mateusza, zwane Kazaniem na Górze.
Refleksja świąteczna
Według Biblii Cygańskiej wydarzenia w Betlejem potoczyły się tak. Jak już Józef ogarnął sytuację, znajdując lichy, ciemny szałas dla baranów, Maria zaczęła rodzić i wtedy rozległy się dzwonki i okrzyki pasterzy. Jeszcze tego trzeba – westchnął Józef. Pasterze okazali się bardzo gościnni i pomocni. Przynieśli z sobą kaganki i zrobiło się jaśniej, nowo narodzonego obmyli w kozim mleku jak to jest w zwyczaju pasterzy a następnie ułożyli Go na miękiej koziej skórze i przykryli baranicą. Jak Jezus zaczął płakać, to któryś z pasterzy wyjął fujarkę i zaczął mu przygrywających. W ogóle zrobiło się przyjaźnie i błogo. I wtedy weszło trzech mędrców że wschodu. Powiedzieli, że przywiodła ich tu wyjątkowo jasna gwiazda i że wędrują szukając nowonarodzonego, który będzie Wielkim Nauczycielem. Wszystko wskazuje na to, że to jest to dziecko. Muszą tylko coś sprawdzić i wyjęli różne przedmioty, z których Jesus oczami wybrał mirę, kadzidło i złoto. To dziecko musi iść z nami, oczywiście rodzice też mogą iść. Ponieważ Józef nie mógł się zdecydować, postraszyli go Herodem. I tak Jezus trafił do najlepszych szkół, gdzie zdobył wykształcenie. Już jako dorosły mężczyzna wrócił w rodzinne strony, by nauczać, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nieważne czy tak było czy nie, ważne by ta opowieść się podobała.
Na koniec składając świąteczne życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności, zapraszam do mojej bajki. Bajki, która zaczyna się tam, gdzie kończą się inne bajki, czyli hapy endem. Bajki w, której koniec nie jest początkiem nowego, tylko powrotem do czegoś, co zgubiliśmy po drodze.