Dedykuję Krysi Koziewicz, która zawsze i niestrudzenie sadzi drzewa i proponuje nam wszystkim, byśmy też je sadzili
Zainicjowałam kilka dni temu debatę na temat pomnika tekstem Julii Szenwald. Dziś moja opinia, opis projektu, który chętnie przedłożyłabym władzm Berlina, poprosiłabym o dofinansowanie Lasu Pamięci Polaków. Nie od razu ogromnego, nie od razu Kraków zbudowano, takiego budowanego drobnymi krokami, metodą Miyawaki (https://www.citizens-forests.org/).
Izrael właśnie przyjął ekstremalną ustawę, która pozwoli karać Palestyńczyków śmiercią.
To niesłychana eskalacja okrucieństwa i podeptanie podstawowych praw człowieka.
Unia Europejska jest największym partnerem handlowym Izraela. Możemy wykorzystać ten fakt, by wywrzeć presję. Podpisz i udostępnij globalny apel do przywódców UE o zawieszenie umowy handlowej z Izraelem. PODPISZ TERAZ Przyjaciółki i Przyjaciele! Toast wzniesiony butelką szampana, a na piersi złota przypinka ze stryczkiem. Tak świętował wynik głosowania skrajnie prawicowy izraelski minister Itamar Ben-Gwir, który usilnie zabiegał o przyjęcie prawa, zezwalającego na karanie śmiercią. To jedna z najbardziej ekstremalnych ustaw tego rodzaju na świecie. Izraelski parlament właśnie ją przegłosował. W myśl nowego prawa Palestyńczycy skazani za śmiertelne ataki będą karani śmiercią przez powieszenie. Egzekucja nastąpi w ciągu 90 dni od wydania wyroku, a skazani nie będą się mogli ubiegać o ułaskawienie.W okupowanej Palestynie, gdzie bezzasadne zatrzymania i tortury już teraz są codziennością, jest to przerażająca eskalacja wojny przeciwko prawom człowieka. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby to prawo nie weszło w życie. Kara śmierci zawsze jest złem – takie stanowisko od dawna zajmuje Unia Europejska. UE twierdzi ponadto, że wszelkie umowy handlowe wymagają, by druga strona przestrzegała praw człowieka. Jej przywódcy już wcześniej rozważali nałożenie sankcji na Izrael. Nagłośnijmy tę petycję, by nie dało się jej zignorować! Podpisz apel do przywódców UE o zawieszenie umowy handlowej z Izraelem
Odsetek skazań oskarżonych Palestyńczyków przez sądy wojskowe, które będą mogły stosować nowe przepisy i decydować o tym, kto jest terrorystą, wynosi obecnie 96%. To zatrważająca liczba, gdy mowa o wyroku śmierci bez prawa łaski. Tymczasem izraelscy osadnicy zabijają Palestyńczyków niemal całkowicie bezkarnie. Żadne państwo nie powinno mieć prawa do odbierania życia. Gdy jednak dotyczy to systemu sprawiedliwości, który z zasady dyskryminuje Palestyńczyków, oraz trwającego – wedle definicji Amnesty International – ludobójstwa, musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by do tego nie dopuścić. 31 organizacji społeczeństwa obywatelskiego wzywa UE do zawieszenia umowy handlowej z Izraelem. To samo stanowisko zajął premier Hiszpanii. Dołączysz do nich? Podpisz apel do przywódców UE o zawieszenie umowy handlowej z Izraelem Nasz ruch wielokrotnie stawał w obronie Palestyńczyków. Razem pomogliśmy ocalić boisko piłkarskie – jedyne źródło nadziei dla dzieci z obozu Aida. Zwróciliśmy uwagę świata na tragedię Hind Rajab oraz zorganizowaliśmy bezpośrednie spotkania lekarzy z europejskimi politykami. Dziś musimy naciskać na władze UE, by powstrzymały tę okrutną przemoc. Z nadzieją i determinacją Harriet, Marek, Lilian, Julian, Marco, Nate, Lilian i Fadi wraz z całym zespołem Avaaz
Avaaz to globalna społeczność licząca sobie ponad 70 mln osób. Prowadzimy nasze kampanie po to, by przekonania i poglądy ludzi na całym świecie kształtowały globalne decyzje. („Avaaz” w wielu językach oznacza „głos” lub „pieśń”). Członkowie i członkinie społeczności Avaaz pochodzą ze wszystkich krajów na ziemi, a nasz zespół pracuje w 18 państwach na 6 kontynentach i mówi w 22 językach. Poznaj niektóre z największych kampanii Avaaz tutaj. Możesz nas obserwować na Facebooku, X i Instagramie. Jesteś częścią ruchu Avaaz i otrzymujesz od nas wiadomości od momentu dołączenia do naszej kampanii „WikiLeaks: Stop the crackdown” w dniu 2010-12-09.
Pfarrhäuser bewohnt von Familien mit 5/6 Kindern und mehr waren in der Zeit als ich Kind war keine Seltenheit. In solch einer kinderreichen Familie bin ich aufgewachsen. Von 1940-1949 (!) wurden sechs Kinder geboren, erst drei Jungen und dann drei Mädchen. Die Pfarrfrau war in solchen Familien nicht berufstätig, ihr Mann war der Alleinverdiener. Der Etat einer vielköpfigen Familie war durchaus knapp und überschaubar. In dieser Situation gab es allerdings etwas von unschätzbaren Wert:
die D i e n s t w o h n u n g –
mitunter ein H a u s mit großem Garten mit einer niedrigen Miete, die man auf dem freien Markt für ein solches Objekt nicht hätte finden können!
Я специально пишу это по-русски. Не потому что «так привычнее». А потому что так дойдёт. До тех самых русскоговорящих русских в России, которые любят говорить: «Мы тут ни при чём», «Это политика», «Мы вне войны». Так вот — вы при чём.
Я выживу, потому что у меня есть работа и хоть какие-то деньги. Потому что да, я могу пойти в спортлайф и отогреть тело под горячим душем. Потому что да, я могу съесть тёплый бургер в Макдональдсе и сделать вид, что жизнь продолжается.
Именно поэтому мне особенно мерзко писать этот текст. Многие не орут и не жалуются.
Но, су..а, как же холодно.
Это не «ой, зима». Это не «надень свитер». Это холод, от которого некуда спрятаться. Он в стенах. В полу. В пальцах. В голове. Он не уходит, даже когда ты ложишься под три одеяла и делаешь вид, что спишь.
Черновцы. Центр Европы. Шахеды почти не летают . спасибо, конечно. Зато 19 часов без света. Генераторы не тянут, потому что, сюрприз, их тоже надо заряжать. Отопления нет, потому что квартира на электрике. Электрики нет, потому что война.
Я всегда знала, что бабло решает. Но вот это — новый уровень: украинцы замерзают в Европе. В то время как кто-то разрешает нас бомбить, кто-то считает геополитику, кто-то делит бюджеты, а наши мужчины умирают уже четвёртый год подряд.
Я почти уверена, что я выживу. Я доживу. Я найду тёплый душ, еду, розетку, угол.
Но мне страшно не за себя. Мне страшно за тех, кто не напишет. Кто просто сидит в холодной квартире и думает: «Главное дотянуть до утра». Старики, мамочки с младенцами на руках.
У меня есть термос с чаем. У меня есть бутылки с горячей водой в кровати. Я прижимаю сина к себе покрепче. Я делаю всё правильно, как в инструкциях по выживанию. Но свет выключают на шесть часов. Потом дают на час. И за этот час ты не успеваешь вернуть тепло
Сегодня кто-то умрёт от холода. Не на фронте. Не от ракеты. Просто в своей квартире. Тихо. Без свидетелей.
Прошло восемьдесят лет после Второй мировой. Мир говорил «никогда снова». Люди говорили «мы изменились». Ничего не изменилось. Люди — всё те же звери.
Я вижу, как это устроено. Кто-то воюет. Кто-то сидит в тёплом кабинете и считает деньги. Кто-то теряет сына. Кто-то получает очередную звёздочку сидя в тилу
И может позволить себе издеваться над женщиной с ребёнком, потому что у него власть.
Я смотрю на всё это и понимаю: нас не считают за людей. Нас считают за гной. За что-то, что может терпеть. Что можно не замечать. Что можно списать.
Типа: ну украинцы… ну потерпят…
Сука. Мы в центре Европы.Не в средневековье. Не на краю карты.В центре. И мы замерзаем.
Мне страшно за стариков, которые не напишут пост, не выйдут в эфир, просто лягут и будут ждать утра.
Если вы это читаете, то знайте: это происходит прямо сейчас. Не как метафора. Не как «трагедия где-то там».
И если миру всё равно — значит, он всё ещё такой же, как восемьдесят лет назад.
И вот это — настоящий пиздец.
I am writing this in Russian on purpose. Not because I’m “so used to it”. And because it will come. To the most Russian-speaking Russians in Russia, who like to talk: “We’re here for nothing,” “It’s politics,” “We are out of war.” So what are you up to. I will survive because I have a job and at least some money. Because yes, I can go to sportslife and warm up my body in a hot shower. Because yes, I can eat a warm burger at McDonald’s and pretend life goes on. That’s why I’m particularly disgusted with writing this text. Many do not yell and do not complain. But, they are.. Oh how cold it is. This is not “oh, winter.” It’s not “wear a sweater.” It’s cold with nowhere to hide. It’s within the walls. In the floor. In the finger tips. In the head. He doesn’t go away, even when you lay under three blankets and pretend you’re asleep. Chernivtsi. The centre of Europe. Shaheds hardly fly. thank you, of course. That’s why 19 hours without light. Generators don’t pull because, surprisingly, they also need to be charged. There is no heating because the apartment runs on electricity. No electricity because of war. I’ve always known that a woman decides. But this is a new level: Ukrainians are freezing in Europe. While someone allows us to be bombed, someone considers geopolitics, someone divides budgets, and our men have been dying for the fourth year in a row. I’m pretty sure I will survive. I am going to live long. I’ll find a warm shower, food, an outlet, a corner. But I’m afraid not for myself. I’m afraid for those who won’t write. Who just sits in a cold apartment and thinks: “The main thing is to make it to the morning.” Old people, mothers with babies in their arms. I have a thermos with tea. I have hot water bottles in bed. I’m holding my son closer. I’m doing everything right, like in the survival instructions. But the lights are turned off for six hours. Then they give it for an hour. And during this hour you don’t have time to get the heat back. Someone will freeze to death today. Not on the front lines. Not from a rocket. Just at the apartment. Quiet. Without any witnesses. Eighty years have passed after World War II. The world said “never again”. People used to say we changed. Nothing has really changed. Humans are all the same beasts. I can see this being done. Someone is at war. Someone is sitting in a warm office and counting money. Somebody is losing their son. Somebody is getting another star sitting in the back And he can afford to abuse a woman with a child because he has power. I see it all and understand: we are not considered as humans. We are being counted as manure. For something that can be endured. The things you may overlook. What can I write off. Like: Well, the Ukrainians… Well, they’ll be patient… Bitch. We are in the center of Europe. Not in the Middle Ages. Not at the edge of the map. In the center. And we are freezing. I’m afraid for the old people who will not write a post, will not go on air, they will just lie down and wait for the morning. If you are reading this, know: this is happening right now. Not as a metaphor. Not like “a tragedy is out there.” And if the world doesn’t care – so, he’s still the same, like eighty years ago. And now this is the real fuck up.
zaprezentują w Polskiej Kafejce Językowej wystawę Odważne kobiety
Wystawa jest pokłosiem projektu Ewy Marii Slaskiej i Anny Krenz, zorganizowanego w Berlinie od grudnia 2023 roku do czerwca 2024 roku.
Polki w cieniu gilotyny
Autorki projektu od wielu lat próbują uzupełnić historię polsko-niemiecką poprzez przypomnienie kobiet, zapomnianych bohaterek wymazanych z kart historii, Polek, które od ponad 100 lat walczyły o swoje prawa razem z kobietami w Niemczech, były konspiratorkami podczas wojny i jej ofiarami. Niektóre z nich działały lub zmarły w Berlinie.
Projekt wystawy w Polskiej Kafejce Językowej, podobnie jak poprzednie wydarzenia o tej tematyce, ma na celu zainteresowanie historią młodego pokolenia, które porusza się w wirtualnym świecie i mediach społecznościowych. Poprzez popkulturowe i intersekcjonalne podejście autorki pokazują, jak historia i dziedzictwo kulturowe mogą być żywe i dostępne dla wszystkich, niezależnie od wieku, narodowości, niepełnosprawności czy płci.
Ten oddolny projekt jest elementem społecznego dialogu obywatelskiego na temat miejsc pamięci w Berlinie w kontekście kobiet i z perspektywy kobiet, jest też wkładem do polsko-niemieckiej i polskiej debaty o historii w odniesieniu do teraźniejszości. Jak wiele możemy się nauczyć z historii i jak o niej rozmawiać? Kim były te kobiety, odważne Polki, które walczyły o wolność? Jak możemy zachować pamięć o zapomnianych bohaterkach? W jaki sposób wspólne debaty historyczne i sztuka mogą przyczynić się do głębszego zrozumienia i pozwolą uniknąć powtórzenia historii?
Podczas poprzednich projektów o odważnych Polkach w Berlinie, Anna Krenz tworzyła plakaty i portrety prezentujące te kobiety, a Ewa Maria Slaska formowała, uzupełniała i rozwijała projekt online polkopedia.org, virtualna encyklopedia Polek, które żyły i działały poza granicami Polski.
Wystawa prezentuje prace Anny Krenz oraz teksty, które pod kierunkiem Ewy Maria Slaskiej podczas warsztatów powstały dla portalu polkopedia.
***
O Autorkach:
Ewa Maria Slaska (rocznik 1949, w Polsce mieszkanka Gdańska i Poznania) jest pisarką, dziennikarką, blogerką i organizatorką projektów. Emigrantka posolidarnościowa; od roku 1985 mieszka w Berlinie. Założyła i prowadziła w ramach tzw. Kanału Otwartego telewizyjny Magazyn Wyspa – Inselmagazin (1986) i była założycielką i wydawczynią antologii literackiej WIR. W roku 2003 otrzymała Polsko-Niemiecką Nagrodę Dziennikarską. Na blogu “Ewa Maria and Friends” od roku 2012 publikuje wraz z 300 innymi autorami i autorkami codziennie jeden wpis o tematyce kulturalnej, politycznej, społecznej lub historycznej. Założyła online portal Polkopedia, encyklopedię Polek za granicą. Jej powieść “Amerykański sen. Pokolenie Solidarności” ukazała się w roku 2025 w Berlinie i Szczecinie. https://ewamaria.blog https://polkopedia.org
Anna Krenz (ur. 1976 w Polsce) jest artystką, autorką i architektką mieszkającą w Berlinie. Studiowała architekturę na Politechnice Poznańskiej oraz na studiach magisterskich w Architectural Association w Londynie. W swojej praktyce artystycznej pracuje z rysunkiem, malarstwem, tkaniną, instalacjami przestrzennymi i wideo. Jej projekty łączą badania artystyczne z refleksją nad architekturą i naturą, kulturą pamięci, historią oraz narracjami transnarodowymi, ze szczególnym uwzględnieniem kontekstu polsko-niemieckiego. Krenz jest założycielką berlińskiej inicjatywy Dziewuchy Berlin (2016) – ruchu obywatelskiego na rzecz praw kobiet.
Oh, Donna Clara ist der deutsche Titel eines 1928 in Warschau komponierten Schlagers. Die Musik stammt von Jerzy Petersburski, der 1930 entstandene Text von Fritz Löhner-Beda.
Die beiden Sätze oben sind der deutschsprachigen Wikipedia entnommen.
Ponad 400 tysięcy osób podpisało apel do światowych przywódców, aby bronili naszych wartości i przeciwstawili się agresji Trumpa. Może i Ty dołączysz? Wkrótce Avaaz dostarczy nasz apel rządom krajów całego świata.
Podpisz teraz Oto wiadomość, którą wysłaliśmy przed kilkoma dniami:
Od Adminki: Wiersz przysłała mi Dorota Biłous z Wrocławia, opatrując go takim komentarzem: Wiersz Feliksa Netza, który opowiada o moim tacie. Dzidek to tata, a ten niespotykanie stary człowiek to mój pradziadek. Takie historie.
Feliks Netz urodził się 26 grudnia 1939 w Kretkach Dużych koło Brodnicy (woj. kujawsko-pomorskie), zmarł 12 kwietnia 2015 w Katowicach, poeta, prozaik, dramaturg radiowy, tłumacz, krytyk literacki i filmowy, publicysta.
Nad rzekami Babilońskimi, tameśmy siadali i płakali, wspominając na Syjon.
Psalm 137
Siedzieliśmy nad wodami Kwisy, było upalne lato, piąte po wojnie, kościotrupy kamienic spalonych do ostatniej cegły, myszkowaliśmy po piwnicach – МИН НЕТ! Nie wywietrzał odór spalonych ciał – dotknąłem kamienia tuż przy betonowym dnie piwnicy, „ciekawe – powiedział Dzidek, jak długo kamień przechowuje pamięć ognia”;
w jego jak i moim poniemieckim domu zobaczyłem niespotykanie starego człowieka w palcie (było lato!) i czapce naciśniętej na uszy, spisującego nie mający końca korowód nazwisk. Dzidek: „spisuje wszystkich mieszkańców Kołomyi, jakich zapamiętał a znał ich tysiące, budował mosty i wiadukty w powiecie, a nawet dalej, zapisał już całą walizkę papieru prośbowego”;
siedzieliśmy nad wodami Kwisy, mocząc nogi o zdeptanych stopach, mytych byle jak wieczorem pod nieuważnym wzrokiem matki, zrogowaciałe, popękane pięty, skóra jak zelówka, nie miękła, gdy nasze jedenastoletnie ciała pluskały się w statecznym nurcie Kwisy, leżeliśmy na wznak, lekko poruszając dłońmi, niby płetwami, z ciężkim słońcem na wargach, z marzeniem w zmrużonych oczach, by prąd poniósł nas do morza, tego lub tamtego, jakie to były morza, żywe czy martwe, nie ja, lecz pamięć nie pamięta;
siedzieliśmy, Dzidek (zmarł tej wiosny zastanawiam się jak długo prochy przechowują pamięć ognia) i ja spośród całych rodzin z i spod Kołomyi, Tarnopola Drohobycza, a nawet z Bukowiny, kobiety w majtkach i biustonoszach, dzieci na golasa, mężczyźni w spodniach i gimnastycznych podkoszulkach, ponad głowami hasały motyle, czasem zabuczał na najższej strunie trzmiel opity bimbrem spływającym z szyjek niezatkanych butelek, mężczyźni grali w karty milcząc, zrzucali je z furią jak broń długą i krótką, kiedy wychodzili z lasów, czasami któryś się nagle zapatrzył gdzieś, w jakiś punkt, w jakąś dal, z kartą w ręce, która, jakby ją nagle odcięto, przemierzała rozległe przestrzenie od morza do morza, ale jakie to były morza, żywe czy martwe, nie ważne, bo już nikt nie myślał o ucieczce, ni morzem, ni lądem;
nie harfy wieszaliśmy na wierzbach, ale mokre gatki, i halki, czasem któraś przeprała jedwabne pończochy, poruszały się w nieruchomym powietrzu z cichym szelestem, budząc w nas już nie dzieciach, po prostu chłopakach słodki dreszcz;
nie śpiewaliśmy, bo jakże mieliśmy śpiewać, skoro – słowa są Dzidka, nasze pieśni zostały tam, nad Czeremoszem, na polach kukurydzy, w łanach jęczmienia, w oślepiającej bieli ziemniaków wyrwanych z nacią, z ziemi czarnej i tłustej, w srebrnych kłosach pszenicy w zapatrzonych prosto w słońce słonecznikach w studniach, w które wykrzykiwaliśmy nasze imiona, aby dotarły do podziemnych miast w wysokich trawach, w których zaplątywały się nasze psy, jakże mieliśmy śpiewać, skoro każdy chciał, aby jego serce, owinięte w liść łopianu pochowano tam, gdzie, a było to pewniejsze niż śmierć nigdy więcej jego stopa nie postanie, nie pozwolą na to duchy żołnierzy radzieckich, które wychodziły z grobów na szczycie Kamiennej Góry na nocny patrol czasem ktoś zderzył się z duchem, bywało, że chciał go wyminąć, próbował z lewa z prawa, w końcu usłyszał jakby dochodzące z głębokiej studni: spoj s nami – tiomnaja nocz’ tolko puli swistajut w dali, tolko puli swistajut…
Jakoż mamy śpiewać mówili ludzie siedzący nad wodami Kwisy, my, wygnańcy w ziemi cudzoziemców, niech przyschnie język mój do podniebienia mego, mówi we śnie stary człowiek w grubym palcie, w czapce (lato!) naciśniętej na uszy, ba, myśli strapiony, jak ma przyschnąć, skoro mi go wyrwano.
So sind es also zwei Kräfte gewesen, die aus unserer Stadt das gemacht haben, was sie jetzt ist: die Fürsorge des Staates und der Fleiß und Einsicht der Bürger schaft, eine glückliche Vereinigung, die auch für die Zukunft die besten Hoffnungen erweckt.
—Dr Erich Schmidt Historische Einleitung, Industrie und Gewerbe in Bromberg (1907)