Wpis z inspiracji mojej siostry, Kasi Krenz
Zdjęcia Kasia, Krysia, Ela, Jacek oraz instagram
Zaczęło się od tego, że moja siostra przysłała mi tę fotografię, która wygląda jak obraz, pomieszczoną przez artystkę osobiście na instagramie. Katrin Engler, May Flowers. https://thursd.com/articles/flower-photography-katrin-engler

Te kwiaty są jak z bajki. Poczułam wdzięczność, że dane jest mi żyć i wiedzieć, co to są kwiaty. Jak wygubimy pszczoły, to nie będzie i kwiatów.Więc wdzięczna jestem, że żyję w świecie, gdze jeszcze są pszczoły i kwiaty.
Napisałam mojej siostrze, że jej dziękuję i że zrobię wpis o kwiatach majowych. Przysłała mi dwa zdjęcia z ogrodu:


Pod zdjęciem narcyza napisała: właśnie zakwitł pierwszy NARCYZ!!! A już nikt nigdzie, wszędzie tylko żonkile…
Więc wdzięczna jestem za to, że są znowu narcyzy i że mam siostrę. Siostra jest najwspanialszym związkiem międzyludzkim na świecie! Gdzieś czytałam, że ci, co mają siostry, są szczęśliwsi niż inni ludzie. Ale może nie czytałam, tylko słyszałam. A może to sama wymyśliłam. Bardzo dobrze jest mieć siostrę. ❤
Jak byłyśmy niedawno z Elą w Britzer Garden, widziałyśmy łąki pełne tulipanów, żonkili i narcyzów. Powiedziałam nawet coś w tym rodzaju, o, narcyzy, ona już przecież zniknęły, a Ela beztrosko odpowiedziała, że wciąż jeszcze jest dużo miejsc, gdzie są narcyzy. Ale gdy szukałam zdjęć Eli z Britzer Garten, znalazłam jej zdjęcie 1-majowe:

Wczoraj była kwiatowa pełnia napisała Ela 2 maja. Pomyślałam więc, że wdzięczna jestem za Elę i Krysię, dwie nieocenione przyjaciółki, na dobre, jak kieliszek szampana, i złe jak operacja, która nie wiadomo, czy się uda. Dobrze jest mieć przyjaciółki.




Więc oczywiście jestem wdzięczna światu za majowe łąki, a obu moim przyjaciółkom za to, że tak niestrudzenie od lat chodzimy po mieście (a właściwie miastach) i oglądamy przebiśniegi, krokusy, magnolie, wiśnie, tulipany i stokrotki.
I niezapominajki.


Zdjęcia zostały zrobione w Britzer Garten, w ogrodzie willi Maxa Liebermanna nad Wannsee oraz na cmentarzach, których w Berlinie jest ponad 250 i wszystkie wspaniale kwitną.
A to fiołki przysłane przez Monikę, to też przyjaciółka, za którą jestem wdzięczna, dziękuję więc za fiołki, Monikę i jeszcze za Michaela.

W czasie gdy my byłyśmy w Britzer Garten, mój syn i wnuk byli w ogrodzie botanicznym. Wdzięczna jestem losowi, za piękne ogrody, za syna i za wnuka. Bardzo wdzięczna.

Mój wnuk fotografuje irysy, moje ukochane kwiaty. Od kilku lat kwitną też u mnie na balkonie. Jak dobrze, że są irysy i balkony. Jeśli kiedyś je być może lekceważyliśmy i traktowaliśmy jak składzik, to co najmniej od czasu pandemii wiemy, że mieszkanie z balkonem to błogosławieństwo. Bardzo jestem za nie wdzięczna.


Co rano siedzę na balkonie i myślę. Wdzięczna jestem losowi, że wciąż mi podsuwa nowe tematy do myślenia. Czasem sam z siebie, a czasem przez Konrada. Dziękuję więc i losowi, i Konradowi za to, że wciąż jest coś nowego, o czym mogę myśleć. W ostatnim tygodniu była to myśl z filmu o sztucznej inteligencji (Am I?), że skoro kiedyś z produktów węglowych czyli z białka narodziło się życie i świadomość, nic nie stoi na przeszkodzie, by kiedyś nie narodziły się one z krzemu. I być może to się właśnie dzieje.
Niezwykła myśl. Siedzę więc na balkonie i myślę, a żeby zgrabnie zakończyć ten wpis, jeszcze raz sięgam do zdjęć Katrin Engler. Myślę, że nie wszystkie te kwiaty są majowe, ale już idzie czerwiec, a za nim lipiec, sierpień…
I za wszystkie jestem wdzięczna. Jak pięknie, że jest sztuka!

