Migawki

Teresa Rudolf

***

Wczoraj kopnął pan
kota, myśląc
że nikt tego nie widzi…
ale on poczuł
i tego nie zapomni,
– no, niby czego? –
zapytał pan,
– że pan to kanalia
a to mało?

***

Ubliżasz sąsiadom,
swoim dzieciom,
swojej żonie,
też i sobie
podobno…

Słychać wieczorem;
już psy szczekają,
a rano też ptaki
niosą twe 
słowa.

 ***

Dziś, taki dzień
pachnący patrzył
mi kokieteryjnie
w oczy, szeptał
w zaspane uszy…

gdy nagle

zadzwonił budzik,
i zza okna wpadł
wiatr szalony,
zainfekował
wiadomości
wszystkie
i straszy…

…”INFLUENCER” !

***

“Dziwny jest ten świat” 
śpiewał Czesław Niemen;
a on coraz dziwniejszy,

leży chory i załamuje  
z bezradności miliardy,
miliony-bilionów rąk.

A Sztuczna Inteligencja,
chichocze i organizuje
w korzystnych cenach…

…urlopy na księżyc

Nina Lakomy, Kawa z diabłem


Konrad

Zobaczcie – muzyka zrobiona z pomocą sztucznej inteligencji po polsku, bardzo chętnie słuchana i co ciekawe w tym przypadku przede wszystkim przez nieco starsze pokolenia, nie nastolatków, a raczej 40+. Po dwóch miesiącach ma 14 milionów (tak!) wyświetleń – przy takiej popularności niewykluczone, że będzie to jedna z piosenek roku w Polsce. Tekst jest napisany przez człowieka, ale głos i muzyka są prawie na pewno stworzone przez sztuczną inteligencję.

To nie pierwszy przykład tego jak starsze pokolenia wydają się bardziej otwarte na twórczość generowaną z pomocą sztucznej inteligencji. Facebook pełen jest dziś sztucznych obrazków – bardziej znane anglojęzyczne przykłady obejmują Jezusa z krewetek czy konia zrobionego z chleba i podpisanego “upiekłam każdy detal z miłością, ale wygląda na to, że nikogo to nie obchodzi”. Popularne były też fikcyjne obrazki amerykańskich weteranów wojennych żebrzących o pieniądze. Niektóre z tych obrazków są realistyczne, inne (jak Jezus z krewetek) wydawałoby się mniej, ale patrząc po komentarzach, znajdują uznanie – do końca nie wiem czy jako dokumentacja “cudu” czy jako barwna ilustracja czyichś poglądów.

Continue reading “Nina Lakomy, Kawa z diabłem”

Ruiny i truchła

Ewa Maria Slaska

W najbliższy weekend, 12 – 14 czerwca, cztery muzea berlińskie zapraszają za darmo. Do obejrzenia zbiorów i do udziału w najprzeróżniejszych eventach, takich jak tańce na świeżym powietrzu albo warsztaty tanga. Są to:
Muzeum Medycyny Charité
Hamburger Bahnhof (Muzeum Sztuki Nowoczesnej)
Museum für Naturkunde (Muzeum Historii Naturalnej)
Futurium.
Trzy z tych muzeów oferują wgląd w ruiny i truchła, czyli elementy morbidalne. Najbardziej morbidalnym miastem w Europie jest na pewno Wiedeń, ale Berlinowi doprawdy niewiele brakuje.

Museum Medycyny Charité

Matylda Wikland i ja w zrujnowanej sali wykładowej w Muzeum Medycyny w klinice uniwersyteckiej Charité w Berlinie (selfie)

Muezum jest świetne. Jedna z najlepszych rzeczy, jaką tam wystawiają, to ogromna tablica pełna kamieni nerkowych. Dwa lata temu urodziłam w bólach malusieńki kamień nerkowy, a w Charité jest taka kolekcja, że w życiu by człowiek nie pomyślał, że można sobie z takim kamieniem w ogóle poradzić. One są ogromne! I jakie kolorowe! Trzeba siły woli, żeby zapomnieć o tym, że kolorowe kamyki są wesołe i w każdym z tych obiektów zobaczyć ogrom ludzkiego cierpienia.

26 marca 1660 roku angielski pamiętnikarz Samuel Pepys zapisał w swym Dzienniku: Tego dnia minęło dwa lata, jak z przyczyny kamienia (nerkowego) byłem krajany u pani Turner w Salisbury Court; i postanowiłem, póki żyję, świętować ten dzień… W rok później: To dziś mój wielki dzień, w którym trzy lata temu krajali mnie na kamień i chwała Bogu, jak dotąd, wolny jestem od tej choroby… I tak co roku. Bo też i jest co wspominać i za co dziękować Bogu, bo kamień okrutnie boli.

https://bmm-charite.de

Do muzeum należy też Tieranatomisches Theater (Amfiteatr Anatomiczny) i tu jest zawsze wstęp wolny.

https://www.tieranatomisches-theater.de

Continue reading “Ruiny i truchła”

Byłam w Gdańsku

Ela Kargol

Neptun mnie rozczarował. Zapamiętałam go jako znacznie większego. Oczywiście wtedy byłam dzieckiem, więc proporcje wyglądały inaczej. Dziś ginie trochę w cieniu wyższych kamienic, kościołów, ratusza i wszystkiego, co wokół się dzieje. A przecież to Neptun, król mórz, wiekowy strażnik Dworu Artusa, któremu udało się uniknąć przetopienia na armaty. A że król bywa nagi, stąd pewnie często ginął jego listek figowy, czyli płetwa konia morskiego, która listek udaje.



Do Gdańska pojechałam nieprzygotowana, nie odświeżając sobie wiedzy o mieście, nie pytając o nic adminki – Gdańszczanki, nie czytając przewodników. Chciałam, żeby miasto samo mnie prowadziło. Po części się udało, po części błądziłam.

Continue reading “Byłam w Gdańsku”

Historia niezwykłej artystki

Tadeusz Rogala

Malarka Molly Bukowska w Cieszkowach

Starszym mieszkańcom Cieszków wciąż jeszcze zdarza się wspominać, jak w czasie II wojny światowej we dworze u Bukowskich przebywała malarka, którą widywano, gdy siadywała przy drodze i malowała stary, już ze starości pokrzywiony domek, przykryty strzechą. Nie wiadomo, dlaczego właśnie tę chatę artystka wybrała, choć we wsi było wiele domów znacznie ładniejszych i bogatszych. Można by rzec, że ta niewielka wieś na Ponidziu ma szczególne szczęście do artystów – nie była to bowiem jedyna twórczyni związana z Cieszkowami.

Continue reading “Historia niezwykłej artystki”

Słonie (cierpienie zwierząt)

Ewa Maria Slaska

Nie pamiętam dokładnie kiedy, ale na pewno ze 30 lat temu pojechałam z moim kilkunastoletnim (a może 20-letnim) synem do Nepalu i Indii. Byliśmy też na Wyspach Andamańskich na Oceanie Indyjskim. W Nepalu bardzo mi się podobało, podobały mi się wspaniałe góry, godni ludzie i cudowne niebo gwiaździste nade mną. Również Wyspy były wspaniałe – piękne plaże, uprzejmi ludzie, smaczne jedzenie, cisza, spokój. Ale Indie to było paskudne doświadczenie, może najpaskudniejsze w życiu. Byliśmy latem, czyli w porze monsunów. Było potwornie gorąco. Jasne, powiecie, że przecież wiedziałam, dokąd jadę, ale nigdy przedtem nie byłam latem w tropikach i tak naprawdę, nie wiedziałam, dokąd jadę i jak tam będzie. Sztuka i architektura mnie nie zachwyciły, jedzenie było za ostre, wszędzie było przeraźliwie brudno, a ludzie byli potwornie nachalni i zarazem uniżeni w stosunku do białych turystów, a w stosunku do rodaków zachłanni, agresywni i egoistyczni. Miałam wrażenie, że źle traktują każdego, kto stał niżej niż oni, mimo że ci, z którymi my, turyści mieliśmy do czynienia, z reguły sami wcale nie stali jakoś specjalnie wysoko. Przypisywałam to systemowi kastowemu, który wprawdzie oficjalnie nie obowiązywał, ale w rzeczywistości był mocno odczuwalny. Widziałam w tym też przejaw wiary w karmiczne przeznaczenie. To, co my, Europejczycy od ponad stu lat widzieliśmy w Indiach, to była wiara w czystą filozofię karmiczną. Czystą. Uprawiało ją zapewne w Indiach parę milionów osób, których jednak nie spotkałam. Reszta stosowała myśl o karmie pragmatycznie, jako “prawo alibo powód”, jak pisał Sienkiewicz w Krzyżakach, do gardzenia każdym, biednym, brudnym, słabym, chorym, nieszczęśliwym. No i oczywiście kobietą. Każdy był sam sobie winny – w poprzednim życiu musiał być złym człowiekiem, jeśli dziś żyje w nędzy. Nasz los to kara za dawne grzechy. Bez łaski i bez wybaczenia. Do dziś jak myślę o Indiach, to ciarki mnie przechodzą.

Wiem, zapewne jestem niesprawiedliwa.

Wiem, wszystko się mogło zmienić.

Wiem, na pewno są też Indie piękne i szlachetne.

Wiem… Ale ja pamiętam biednych ludzi, wycieczki białych turystów do slumsów, walenie po głowie konkurenta, który też chciał nosić nasze bagaże, ulice pełne wycieńczonych krów, słonie…

Słonie były chyba w Jaipur. Zabrany z Berlina przewodnik sugerował przejażdżkę na słoniach, znaleźliśmy więc miejsce, gdzie organizowano takie przejażdżki. Słoń był łagodny i strasznie brudny. Laskar usadził nas na jakichś brudnych kocach na grzbiecie zwierzęcia, sam usiadł mu na karku i ruszyliśmy. Mężczyzna nie stosował żadnej innej metody powodowania zwierzęciem, jak walenie go kijem i wrzask. Było to tak okropne, że zaczęłam wołać, iż ma się zatrzymać, bo chcę zsiąść. Laskar zresztą nie chciał się zatrzymać. Wykrzykiwał, że nie zwróci mi pieniędzy. Ale ja nie chciałam żadnych pieniędzy, chciałam tylko natychmiast zsiąść. Jak tylko słoń się zatrzymał, zsunęłam się z grzbietu zwierzęcia, nie czekając na pomoc laskara i nie zastanawiając się nad tym, co naprawdę robię i czym to grozi. Bo słoń to wysokie zwierzę, a nieumiejętne zejście mogło sprawić, że dostałabym mu się pod nogi. Mógł mnie pewnie zdeptać, ale w ogóle o tym nie myślałam. Po prostu natychmiast musiałam przerwać to straszne doświadczenie. Przy schodzeniu nadwyrężyłam sobie prawe ramię, które do dziś potrafi boleć, jak pada deszcz, albo jak się przemęczę. Taka pamiątka z Indii.

***

Teraz Instagram przysłał mi informację:

Indonezja zakazuje jazd na słoniu. Myślę, że musi to być trend, bo z kolei Portugalia organizuje przestrzeń, gdzie słonie uwolnione od przekleństwa służenia ludziom, będą mogły żyć i jak byczek Fernando “hasać całą bandą”.

Jak dobrze, że takie czasy nadeszły.

Albania

Margo Rajmer na FB

https://www.facebook.com/malgorzata.rejmer.3

To, co powinniście wiedzieć o protestach w Albanii, ale nie mieliście kogo zapytać:

1. Albańczycy wyszli na ulicę, żeby protestować przeciwko projektowi luksusowego resortu w Zvernec i na wyspie Sazan, powstającego przy wsparciu Ediego Ramy, za pieniądze Jareda Kushnera, Ivanki Trump i grupy katarskich i albańskich inwestorów, przede wszystkim oligarchy Kastrati. Szczegóły objęte są tajemnicą, władze twierdzą, że zainwestowane zostaną 4 miliardy euro – gdy cały roczny budżet Albanii wynosi 8.9 miliarda euro. New York Post podaje bardziej realistyczne dane, mówi o inwestycji rzędu 1.4 miliarda euro – w skali Albanii wciąż są to gigantyczne pieniądze.

Continue reading “Albania”

Dzisiaj czytam w Instytucie Polskim w Berlinie

Czytam, a właściwie niewiele czytam, ale za to dyskutuję o różnych snach, jakie mieliśmy my, pokolenie Solidarności kiedyś i może o tym, czy i jakie sny mamy teraz. To się okaże. Dyskutujemy po niemiecku, jeśli będą czytała, to raczej też po niemiecku, ale tak pomyślałam, że może zachęcę was do przyjścia, posłuchania i kupienia książki po polsku – bo ona się wprawdzie niedługo ukaże po niemiecku, ale przez siedem lat, od roku 2018 do roku 2025 pisałam ją po polsku i ukazała się też po polsku.

https://instytutpolski.pl/berlin/2026/05/12/die-vielen-traume-der-solidarnosc-generation

Continue reading “Dzisiaj czytam w Instytucie Polskim w Berlinie”

Stalinowska tradycja „Sztokholmskiego apelu pokojowego”

Sergiusz Michalski

Apel o Pokój” Wiktora Orbana

W swoim niedawnym artykule o próbach instrumentalizacji Kościołów węgierskich (Polityczny mesjasz znad Dunaju. Jak Orban wciąga kościoły do kampanii wyborczej GW, 22.1.2026) ksiądz Kazimierz Sowa opisuje podejmowane przez Wiktora Orbana próby uzyskania podpisu węgierskiego episkopatu, ale też i czołowych kalwińskich duchownych pod sformułowanym przez kierownictwo FIDESZ-u „Apelem o pokój”. W apelu tym wzywa się do zawarcia pokoju na Ukrainie i w związku z tym sugeruje się zaprzestanie pomocy finansowej i militarnej dla Kijowa. Wedle apelu Orbana, winę za wojnę ponosi nie tyle Rosja, co kraj napadnięty, a przede wszystkim Bruksela z jej „wojowniczymi planami”. W wyniku szeroko przeprowadzonej kampanii propagandowej, połączonej z naciskami politycznymi a takoż zwykłym przekupstwem, Orbanowi udało się uzyskać podpisy wielu węgierskich biskupów oraz szeregowych duchownych. Trudno oczywiście przewidzieć, czy ten dość prymitywny zabieg propagandowy pozwoli Orbanowi wygrać wiosenne wybory parlamentarne (nie pozwolił – przypis red.). Lecz nie o tym chciałbym tutaj szerzej dywagować.

Continue reading “Stalinowska tradycja „Sztokholmskiego apelu pokojowego””