Nieustraszony Gustaw Wielki

Pomysł Konrada

czyli Pszczółka Maja i Gucio spotykają łąkowego Don Kichota

Ewa Maria Slaska

Don Kichot dla dzieci

to złożona sprawa. Bo z jednej strony to właśnie takie figury jak Gustaw Wielki, które są nowym wcieleniem Rycerza Smętnego Oblicza, sympatyczna istota, która tak chciałaby być bohaterem, takim jak ci Bohaterowie z książek i filmów, tak bardzo chce, że doprawdy ma (musi mieć, naprawdę musi) prawo do bohaterskich opowieści, w których sam jeden stawia czoło armii przeciwników i uwalnia księżniczkę.

To się właśnie w przeciągu dziejów dzieje z mitami, ze szlachetnych szlacheckich księgozbiorów, pałacowych bibliotek, opowieści dla uczonych dorosłych schodzą coraz bardziej w dół, do popołudniowych rozmów w mieszczańskim gabinecie, niedzielnych chwil wytchnienia na proletariackim podwórku, czy w wiejskiej chacie i wreszcie w dziecinnym pokoju. Wszędzie tam są albo te opowieści, albo takie.

Continue reading “Nieustraszony Gustaw Wielki”

Tryptyk

Teresa Rudolf

A gdyby tak…

Ach, gdyby tak w ludziach
zaczynać piękno 
od śmieci oddzielać?

Piękno? 
Jakże dziś
często

mała to doniczka
te kwiaty kolorowe,
przy tym ogromnym,

…ogromnym wysypisku.

Na dobre i na złe

Pies patrząc,
wciąga w głębię
swych oczu
przesmutnych,

a tam kłęby
czarnej rozpaczy,
bez zielonej,
delikatnej nadziei,

nie ma tu radości,
strach bezbrzeżny
nie widać już dna…
aby mógł się odbić.

Mężczyzna powoli
odwiązuje smycz
od ławki w poradni
lekarskiej…

patrząc w oczy psu
powtarza kłamiąc,
“wszystko będzie,
będzie, dobrze”.

Patrzy znów
w bolącą głębię,
i nie mówi już nic,
obaj już to wiedzą…

…nie będzie 
już nigdzie, 
nikomu,
dobrze.

To i to

Między kroplami deszczu 
złocą się porozrywane 
promyki słońca, 
władcy nieba.

Na twarzach uśmiech,
psów radosne szczekanie,
dzieci śmiech taki  beztroski…

samo życie;
to i tamto
i TO..

Wiersze z brodą i bez (10)

Tibor Jagielski

Rose Ausländer (1901 – 1988)

Nowe znaki
Płoną
na firmamencie

lecz

nie przybywa jasnowidz
który by je wyjaśnił

i

moi umarli
milczą głeboko


Prośba II

Prawdę
powiedz mi prawdę

Nieś mnie
na ramionach
aż do gwiazd

Chcę
tobie pomóc w dźwiganiu
róży i miecza

Rozkaz

Wiersz
Czai się

Przechodzę beztrosko
obok niego
Rzuca się na mnie
Szepcze mi słowa
do ucha
rozkazuje: pisz

Nie mogę się uwolnić
niecierpliwie
piszę

Papier jest cierpliwy


eselsohren

w niedzielę zrobiliśmy wycieczkę nad jezioro

i szliśmy skrajem lasu a ja (jak zazwyczaj)
rozglądałem się za grzybami w przydrożnych chaszczach i zagajnikach
 
 nagle moja dziewczyna zawołała

– sieh! da kommt eine frau mit einem weissen pferd –

– das ist kein pferd, das ist ein esel, ich erkenne es an den ohren –
 powiedziałem do niej,

– ein esel?! – fragte sie erstaunt

die alte frau nickte zustimmend mit dem kopf
und ging energisch mit dem tier an uns vorbei
am rande des feldes richtung see
das hinter dem buchenwald lag

pomyślałem wtedy
że na takim ośle wjechał chrystus do jerozolimy;
i rzekłem do dziewczyny
– właściwie powinniśmy byli upaść na kolana –
a ona roześmiała się
– nur du kommst auf solche ideen!

liepnitzsee, X 2017

Światowy Dzień Mokradeł

Tematyka wpisu została zasugerowana przez Konrada.

Wiadomość z dnia Trzech Króli:

Aktywiści wspólnie ze służbami uratowali trzech Afgańczyków, którzy utknęli na bagnach wokół Siemianówki. Po zakończonej akcji Straż Graniczna na Twitterze zaatakowała wolontariuszy, posądzając ich o narażanie zdrowia i życia cudzoziemców oraz funkcjonariuszy. To napisała ta sama Straż Graniczna, która ponad 50 tysięcy razy wyrzucała ludzi na Białoruś wbrew Konwencji Genewskiej. Niektórzy z wyrzuconych zmarli na pograniczu.

Fox i inn*e

Dla KK, który lubi lisy, z okazji urodzin

Ewa Maria Slaska

2023 to Rok Wisławy Szymborskiej.

David Fox

Bardzo lubię poezję Darka Foksa. Mówi się o nim, że to taki polski O’Hara. Pewnie tak. Ale ja nie o tym chciałam. Ważny jest fakt, że lubię. A od jakiegoś czasu zauważyłam na FB Davida Foxa. Jestem z nim po facebookowemu zaprzyjaźniona, nawet nie wiem jak to się zdarzyło. Mieszka w Nowym Jorku, studiował w Wimbledon School of Art. Nie znamy się, nawet po nowojorsku, co ponoć oznacza, że zamieniłeś kiedyś z kimś parę słów na jakimś raucie. Ale mamy jedenaścioro wspólnych znajomych, większość w Berlinie, w tym Urszulę Usakowską-Wolff i Alexandrę Fly. Był w Berlinie. Może go jednak spotkałam.

Jego prace widziałam już od dawna – z jakiegoś powodu algorytm uznał, że Fox będzie mnie interesował. Rzucałam okiem, myślałam – “no, fajny, ale trochę nie mój” i przechodziłam do porządku dziennego lub porządków codziennych. Aż nagle pojawiła się… ona. I już nie mogłam przejść nad Foxem do porządku dziennego.


Ona to sprawiła, że nie mogłam się opędzić od obrazów Foxa, a tym samym i od wierszy tego drugiego Foksa, które mi wędrowały po głowie od rana do wieczora, czyli w porządku dziennym. Polski Foks kojarzył mi się przede wszystkim z Szymborską, co natychmiast mi przypomniało, że jest przecież również Marta Foks i “jej” Szymborska, i już oni wszyscy zaczęli mi się panoszyć z wierszami po porządkach, gotowaniu, spacerach i podróżach, bo to są te momenty, kiedy najlepiej mi się myśli tym wspaniałym, niekontrolowanym ciągiem myślowym, którego nie da ci ani wykład, ani lektura, ani film, ani nawet, o zgrozo!, rozmowa.

Wreszcie uznałam, że muszę napisać o tych Foxach / Foksach, a FB, który mi czyta w myślach, bo przecież nikomu nie mówiłam, że chcę pisać i że to będzie właśnie dziś, podsunął mi właśnie dziś ten oto obraz i, uwierzcie mi, po raz pierwszy pojawił się na nim również sam Fox. Ona zresztą chyba też tu jest. I jacyś oni, i czyjaś ręka z pomalowanymi paznokciami, jej? jego? stwórcy? Michała Anioła? Bo i on tu (chyba) jest.


Pod zdjęciem komentarze. Na przykład ten: Think (need to) you’re working 36 hours a day, and every painting a masterpiece. Do you not feel shame about this?

Mhm. Na zdjęciu poniżej Berlin, mosty Lissena. Fox, Zoppe, Cseh. Brzmi jak wiersz.


Darek Foks

Na pewno spotkałam go dawno temu na konferencji w Gdańsku. Czytał wiersz Szymborska i system. Był rok 1996, Szymborska właśnie dostała Nobla i ludek polski zawistny wytykał jej, że współpracowała z reżimem. Nie mogę znaleźć tego wiersza, opowiem więc tylko, że jak już wszyscy uczestnicy konferencji myśleli, że Darek Foks coś w tej sprawie potwierdzi, okazało się, że Darek sobie zakpił ze wszystkich i opowiedział w wierszu, jaki system pracy miała laureatka.

A skoro nie znalazłam Szymborskiej, to proszę bardzo, Dupa Margaret Tischner. Szymborska dostała Nobla w roku 1996, wiersz o dupie jest z roku 1997 – poeta tworzył oba mniej więcej w tym samym czasie.

Dupa Margaret Tischner

Kiedyś w Opolu
wypiliśmy parę piw z Krawczykiem
a ja tak ładnie
śpiewałam jego przeboje
że już nigdy nie podpisał mi nowej płyty
tak było w Opolu

z kolei w Kołobrzegu
było głośniej
nikt tam nigdy nic nie śpiewał
a i tak było głośno
to była szafa grająca, jasna sprawa
człowiek wiedział za co płaci

w Sopocie płaciło się właściwie bez przerwy
ja przeważnie płaciłam za dużo
zabawnie było płacić wszystkim
za wszystko
to było jak zapasy

to znaczy prawdziwe zapasy
były w Jarocinie
to znaczy szło się do namiotu z punkiem
no cóż to są zapasy
cała różnica w tym że lepsze to niż z hipisem

jechałam sobie jezdnią
po Gdańsku
i przejechałam syna Lecha Wałęsy
świeżo przybyłego z Oliwy
spodobały mu się moje opony
obojgu nam podobały się te opony

później we Wrocławiu poznałam sprzedawcę polis
i to wybiło mi z głowy myśli o śmierci
to było jakby cię ktoś kupił
za dychę
jak coś co kosztuje tyle ile kosztuje
a on to kupuje za dychę

a w Katowicach złapałam straszny
dół zabawnie było posługiwać się szpadlem
tyle że pojawiły się bąble
i rosły jak brzuch tego z Wrocławia
drożejąc niczym piwo

ale zawsze kochałam Kraków
te dłonie co obmacują człowiekowi dupę w tramwaju
nie, to był autobus
a dupa tak czy owak jest niezła
żeby chociaż przestali sprawdzać bilety

i Lublin gdzie widziałam Krzysztofa
Cugowskiego „Heideggera sztuki wokalnej” tyle
że brzmiał jak Nietzsche z Woronicza
nie znałam jeszcze historii telewizji
nie to żeby mi później podłączyli kablówkę

a jeśli masz ochotę przejechać się
po Warszawie
to już lepiej przejedź się po Szprotawie
to jest jak Wall Street w Żyrardowie
nie wiesz gdzie jedziesz
ale rymujesz

a potem w Łodzi wiedziałam
jak zachować się z klasą rozłożyłam nogi
i bałam się miłości i śladów jej butów na śniegu
i czułam zimny powiew zapomniałam
o prezerwatywach w portmonetce
to była miłość i trochę zesztywniałam

15 października 1997

Marta Foks, poetka i autorka z Gdańska, napisała świetną książkę o literaturze naszego miasta, którą zatytułowała Ogrodnicy północy, poetów portret potrójny (1998). Ogród ma sens, zwłaszcza jeśli pamiętamy, co powiedział Cyceron, że jeśli masz ogród i bibliotekę, masz wszystko, czego potrzebujesz. Foks już dwa lata wcześniej, w roku 1996 wydała książkę Zdarzyć się mogło. Zdarzyć się musiało. Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu, dziwną autobiografię, książkę o tym, w jaki sposób poezja Szymborskiej na lata określiła prywatne życie autorki. Książka została wydana w roku, kiedy Szymborska dostała Nobla, ale to przecież znaczy, że obie poetki koegzystowały ze sobą już znacznie, znacznie wcześniej.

Wspomnienie

Zazdrościli mi ciebie wszyscy,
obstawiali zakłady, czy spałeś ze mną, czy nie.
Woleli wierzyć, że tak, bo to by znaczyło,
że mnie porzucisz, jako ich porzuciłeś.

Opowiadali o bezeceństwach, jakie wyczyniałeś.
Mieli nadzieję, że stracę cierpliwość.
Jeden rwał dla ciebie złoty ząb, druga urodziła ci syna,
trzeci siedział na parapecie jak Ptasiek i wył do latarni.

Też chciałam ci się przypodobać,
więc wyprałam sznurówki twoim butom.
Wiązałeś je potem pod szyją jak czarną aksamitkę.

Przychodziłeś nocą albo nad ranem,
Foxy lady, śpiewałeś, jak Hendrix.
Obiecywałeś, że dla moich piersi
zdradzisz nawet Paryż.

Teraz zimno wszędzie i głucho,
tylko ciarki przelatują po plecach,
kiedy bez ciebie słucham violi da gamba
z wszystkich poranków świata.

Jimi Hendrix zatem i Foxey lady:

Wisława Szymborska

Z uwagi na temat dzisiejszego wpisu nazwałabym ten wiersz Tu mieszkają lisy (Ubi vulpes), ale naprawdę jego tytuł brzmi jeszcze lepiej:

Utopia

Wy­spa, na któ­rej wszyst­ko się wy­ja­śnia.
Tu moż­na sta­nąć na grun­cie do­wo­dów.

Nie ma dróg in­nych oprócz dro­gi doj­ścia.
Krza­ki aż ugi­na­ją się od od­po­wie­dzi.

Ro­śnie tu drze­wo Słusz­ne­go Do­my­słu
o roz­wi­kła­nych od­wiecz­nie ga­łę­ziach.

Olśnie­waj­ą­co pro­ste drze­wo Zro­zu­mie­nia
przy źró­dle, co się zwie Ach Więc To Tak.

Im da­lej w las, tym sze­rzej się otwie­ra
Do­li­na Oczy­wis­to­ści.

Je­śli ja­kieś zwąt­pie­nie, to wiatr je roz­wie­wa.

Echo bez wy­wo­ła­nia głos za­bie­ra
i wy­ja­śnia ocho­czo ta­jem­ni­ce świa­tów.

W pra­wo ja­ski­nia, w któ­rej leży sens.

W lewo je­zio­ro Głę­bo­kie­go Prze­ko­na­nia.
Z dna od­ry­wa się praw­da i lek­ko na wierzch wy­pły­wa.

Gó­ru­je nad do­li­ną Pew­ność Nie­wzru­szo­na.
Ze szczy­tu jej roz­ta­cza się isto­ta rze­czy.

Mimo po­wa­bów wy­spa jest bez­lud­na,
a wi­docz­ne po brze­gach drob­ne śla­dy stóp
bez wy­jąt­ku zwró­co­ne są w kie­run­ku mo­rza.

Jak gdy­by tyl­ko od­cho­dzo­no stąd
i bez­pow­rot­nie za­nu­rza­no się w to­pie­li.

W ży­ciu nie do po­ję­cia.

Brown fox

A na zakończenie jeszcze ten słynny brązowy lis, który skacze przez leniwego psa: The quick brown fox jumps over the lazy dog, czyli pangram języka angielskiego – zdanie zawierające wszystkie litery danego języka. Zdanie o lisie jest super, ma sens i esprit. Niemieckie pangramy są niestety nieciekawe i ciężkie, a przyznaję, że w ogóle nie pamiętam pangramu polskiego, natomiast pamiętam zdanie, które zawiera wszystkie polskie litery specjalne: Zażółć gęślą jaźń. Nie jest złe.

Po sprawdzeniu muszę stwierdzić, że pangramy polskie też są podobnie jak niemieckie bardzo oderwane od porządku dziennego. Stróż pchnął kość w quiz gędźb vel fax myjń. Pchnąć w tę łódź jeża lub ośm skrzyń fig. I wreszcie: W niżach mógł zjeść truflę koń bądź psy. I choć są tu różne zwierzęta, żadne nie umywa się nawet do zwinnego angielskiego foxa.


P.S.

Wszystkiego najlepszego.

Rudolf Levy i artyści szkoły paryskiej

Ela Kargol

Rudolf Levy urodził się w Szczecinie w 1875 roku przy Große Domstraße (dzisiejsza Farna) w rodzinie Żydów ortodoksyjnych. Matka pochodziła z Kołobrzegu, ojciec z Bad Polzin czyli z Połczyna Zdroju. Ojciec zajmował się handlem zbożem.

Rudolf i jego o rok młodszy brat Paul byli jeszcze małymi dziećmi, gdy rodzina przeniosła się do Gdańska i zamieszkała przy ulicy Długiej (Langgasse). W 1879 roku przyszła na świat ich siostra Käthe. Rudolf Levy skończył humanistyczne gimazjum w Gdańsku, wyuczył się zawodu stolarza, ale wbrew woli rodziców zajął się sztuką.


W 1895 roku zaczął się kształcić w Szkole Sztuk Pięknych i Rzemiosła w Karlsruhe (Kunstgewerbeschule Karlsruhe). Po dwóch latach przeniósł się do Monachium do Akademii Sztuk Pięknych.

Jesienią 1903 roku wyjechał do Paryża i razem z Hansem Purrmannem i Walterem Bondy założył krąg niemieckojęzycznych artystów, skupionych przy “Café du Dôme”. W 1905 został zaproszony do “Trzeciego Paryskiego Salonu Jesiennego”, a w 1906 roku brał udział w “Czwartym Paryskim Salonie Jesiennym” z obrazem “Siedzący akt kobiecy z wachlarzem”. Od 1907 roku Levy studiował malarstwo w nowo powstałej wówczas pracowni Matisse’a. W czasie Wielkiej Wojny zgłosił się na ochotnika do Armii Niemieckiej. Walczył we Francji, w Artois i Flandrii, w 1915 roku otrzymał żelazny krzyż.

Po wojnie wrócił na krótko do Monachium, ożenił się z artystką, pochodzącą też ze Szczecina, Genią Morelli (prawdziwe nazwisko to Eugenia Schindler). Od roku 1921 zamieszkał w Berlinie, z przerwami na Paryż. W Galerii Flechtheima przy Lützowufer 13 w 1922 roku miał swoją pierwszą wystawę indywidualną. Jego prace oprócz wielu prywatnych kolekcjonerów nabyły muzea w Szczecinie, Gdańsku, Berlinie, Kolonii. Liczne wystawy w kraju i za granicą przyniosły mu uznanie i sławę.

W 1928 r. Levy został członkiem zarządu i jury Berlińskiej Secesji wraz z Hansem Purrmannem, Charlotte Berend-Corinth, Georgem Groszem i Maxem Pechsteinem.

Nastał rok 1933.

Z wiadomych powodów Rudolf Levy opuścił Niemcy 1 kwietnia 1933 roku i udał się na Riwierę Włoską, do Rapallo. Przez pewien czas Levy mieszkał tam z Oskarem Kokoschką, w roku1935 roku wyjechał do Paryża, a stamtąd na Majorkę. Po wybuchu hiszpańskiej wojny domowej Levy opuścił wyspę w sierpniu 1936 roku i wsiadł na statek do Nowego Jorku.

Nie chciał jednak pozostać w USA i w maju 1937 roku wrócił do Europy, najpierw do Zatonu (Dubrownika) w Chorwacji, a w 1938 roku na Ischię. Tam przebywał w kolonii artystów. Żył z okazjonalnej sprzedaży obrazów i otrzymywał wsparcie finansowe od rodziny, w tym żony, mimo iż Genia w międzyczasie się z nim rozwiodła.

Po wybuchu wojny w 1939 roku Levy starał się o wizę do Chile lub Brazylii. Niestety z powodów finansowych nie udało mu się tych wiz kupić. Został we Włoszech. Przeniósł się do Florencji, zaczął znowu malować.

11 września 1943 roku Niemcy zajęli Florencję, tym samym niemieckie ustawy antyżydowskie zaczęły obowiązywać na terenach okupowanych. Levy nie był bezpieczny. Musiał się ukrywać.

W grudniu 1943 r. esesmani przebrani za handlarzy dziełami sztuki oszukali go i pod pretekstem, że są zainteresowani jego obrazami, zwabili w pułapkę. 12 grudnia 1943 roku Levy został aresztowany przez funkcjonariuszy Gestapo i przewieziony do florenckiego więzienia Le Murate. 30 stycznia 1944 roku pociąg z więźniami żydowskimi wyruszył z Florencji do Auschwitz przez Carpi koło Modeny i Mediolanu. Rudolf Levy miał na liście numer 297. Przypuszczalnie zmarł podczas transportu w styczniu 1944 roku.

Jego brat, Paul Levy, inżynier kolejnictwa dotarł wraz z żoną Charlottą do Auschwitz prawie rok wcześniej. Odjechali 26 lutego 1943 roku trzydziestym osttransportem z Berlina-Moabit. Następnego dnia po selekcji zostali uznani za niezdolnych do pracy i zamordowani w komorach gazowych.

Tylko najmłodszej z rodzeństwa siostrze Käthe Levy udało się przeżyć – w 1937 roku wyemigrowała z rodziną do Tel Awiwu.

W 1937 roku dziesięć obrazów i cztery grafiki Levy’ego zostały skonfiskowane z publicznych kolekcji w ramach nazistowskiej kampanii “Sztuka zdegenerowana”. Wiele obrazów przepadło, zginęło, zaginęło.

W Jüdisches Museum w Berlinie 25 stycznia 2023 roku otwarta została wystawa Paris Magnétique.


Berlińska wystawa jest kontynuacją wystawy Chagall, Modigliani, Soutine… Paris as a School, 1905-1940, która była pokazywana w mahJ – Musée d’Art et d’Histoire du Judaïsme w Paryżu od czerwca do października 2021 roku.

Oprócz dwóch obrazów Levy’ego są tu dzieła takich artystów jak Kisling, Bondy, Gottlieb, Modigliani, Lipschitz, Epstein, Halicka, Chagall i wielu, wielu innych.

Czym była szkoła paryska?

Termin Szkoła Paryska (École de Paris) nie oznacza ani szkoły artystycznej, ani ram stylistycznych. Określenie to, użyte w 1925 roku przez dziennikarza i krytyka sztuki André Warnoda, oznacza kosmopolityczną scenę artystyczną, która przeciwstawiała się głosom nacjonalistycznym i ksenofobicznym. Jej członkowie przybyli do Paryża z terenów byłego Imperium Rosyjskiego, a więc z Polski, Ukrainy czy Białorusi, ale także z Niemiec i Włoch, aby znaleźć nowe, wolne środowisko dla swojej pracy. Niektórych łączyły ideały, ale przede wszystkim chcieli uciec od złych warunków życia w krajach pochodzenia, marginalizacji i dyskryminacji, a nawet pogromów, czytamy na stronie Muzeum Żydowskiego o wystawie Paris Magnétique.

Wystawę można oglądać do 1 maja 2023 roku. Naprawdę warto.

O braciach Levy przypominają kamienie pamięci – stolpersteine, dwa w Berlinie-Zehlendorf przy Albertinenstraße 31, trzeci, we Florencji przy Piazza Santo Spirito 9.

Dzisiaj odnalazłam w Berlinie willę, w której mieszkał brat Rudolfa z żoną, a przed nią dwa dość już wytarte kamienie. Kamień we Florencji zajął miejsce pamięci nie tak dawno temu. Prawdopodobnie jeszcze lśni pamięcią.

https://www.stolpersteine-berlin.de/de/albertinenstrasse/31/charlotte-levy

Wiersze z brodą i bez (9)

Tibor Jagielski

w nocy
po bezskutecznej rewizji
wzięli mnie

– wsadzimy ciebie do celi z pedałami
to ci dadzą popalić
ty dupo
mówili
wspierając dłonie na przytroczonych do boku kaburach

(a ten “dobry” pozwolił wziąć szczoteczkę i fajki)

jak było
pytali mnie potem
– hujowo normalnie

***

Osip Mandelsztam (1891 – 1938)

48

Piłka nożna 2

Brzemienny mgłą jesiennną
Dzień przyszedł na bosaka
A na boisku szkolnym
Kadeci grają w nogę.

Niewyrośnięci, nieforemni
Tak to się w wieku ich wygląda –
I jedni piłkę workowatą toczą
A inni bronią bramki…

Miłość, hulanki, czas polowań –
To wszystko na nich czeka
Teraz – żal i skoki z twardej koi
O świcie, pod grzmot bębnów!

Ach: ani muzyki, ani sławy!
Tak od zaranka aż do zmroku
We władzy nauk i zabawy
Kłębią się dzieci obszarpane.

Jesienne sito mżawki.
Drzew mokry popiół.
Zbryzgany mundur. Pierś odkryta
Na ziemi – czerwony otok czapki.

Spolszczył T.J.

brzydcy, szesnastoletni

dla romka i marka

czasami zazdroszczę wam
samobójstwa
poprosiliście o zwolnienie z lekcji historii

(niektórzy nazwą to dezercją)

pozostały nieme gitary
sztambuchy – niezapisane
nierozwiązane zadania maturalne

czasami zazdroszczę wam cholernie
że mieszkacie już na  champs élysées
a nie na skrzyżowaniu
marszałkowskiej z wall street
albo wałów jagiellońskich z jp II

nigdy was nie zapomnę
brzydkich, szesnastoletnich…
a gdy nadejdzie mój kres
poproszę o rozgrzeszenie
ale bez spowiedzi.

Der Tunnel

in memoriam kriegszustand (1981-83)

ich erinnere mich kaum
der gesundheitspfad *)
der einzig richtige weg
in die leuchtende zukunft

das hängen der unterhosen und pullover
hinter den gittern
unterschriften

einmaliger passierschein
nr 5

die uniformen und kutten
die blinden über licht dozierend

ich erinnere mich
an ein mädchen am strand
und mond über dem baum
kuss der bitteren früchte

ich erinnere mich an den tunnel
und abschied von der jugend

——————————————————-

*) wie in der preussichen armee wurde ein spalier aus mit stöcken ausgerüstetenmenschen gebildet, durch das die gefangenen laufen mussten

***

das ganze leben ist ein fake
das sagte schon der wojak schwejk
doch keiner will das haben wahr,
das mensch ist nur des gottes narr

bo całe życie to jest fake
to głosił już nasz wojak szwejk
lecz nikt nie chce uwierzyć w to,
że człowiek błaznem boga jest – ot co

A jedzie mi tu czołg?

Ewa Maria Slaska (inspiracja m.in. Ela Kargol)

Ze Słownika Języka Polskiego online:

pot.  powiedzenie używane do kategorycznego stwierdzenia, że to, co przed chwilą zostało powiedziane, mówiący uważa za nieprawdopodobne lub nieprawdziwe

Zapomniałam o tym powiedzonku. Ela mi przypomniała, gdy w Domu Willy’ego Brandta (Willy Brandt Haus), czyli głównej siedzibie niemieckiego SPD na wystawce materiałów reklamowych znalazłyśmy pocztówki z portretem kanclerza i nawet jego własnoręcznym podpisem.

Wzięłam tę pocztówkę do ręki i powiedziałam, że trzeba by mu tu przykleić na policzku Leoparda. I wtedy Ela zrobiła ten gest i zapytała, czy tu jej czołg jedzie.

To ten portret kanclerza, ten gest i ten czołg (nie znam się, może więc nie ten, tylko taki, ale może jednak ten, bo Scholz stoi obok):

Ten czołg i kanclerz ilustrują artykuł Rudolfa G. Adama w Neue Züriche Zeitung z 24 stycznia, zatytułowany: Deutschland ist militärisch schwach, politisch feige – und wird zum Gespött (Niemcy: militarnie słabe, politycznie tchórzliwe – stały się pośmiewiskiem).

Continue reading “A jedzie mi tu czołg?”

Koraliki wspomnień

Teresa Rudolf

***

Krople deszczu 
pukają 
znów lekko
w moje 
serce, tej zimy
jakieś 
dziwnie jesienne.

Jakaś tęsknota, 
jakiś smutek
chcą ze mną 
rozmawiać…
…a czy ja chcę?

***

A czy to 
pamiętasz?
Miałam się spotkać
z kimś bardzo 
ważnym, no,
wiesz już…

A Ty: 

“Przecież 
nie idziesz na
rozmowę o pracę, 
masz tutaj szminkę
podkreśl sobie usta”.

Ciebie nie ma,
zostały dziś tylko 
wpomnień koraliki,
jak można tak młodo,
tak bardzo młodo umierać…

…a malujesz tam usta?

***

Aksamitną czerń,
też jedwabiste ciepło
czuję wciąż pod palcami.

Witałaś się tyle razy,
a pożegnałaś raz…
czarna, sprytna, 
szybka kotka.

Dziś jest trzynastego
i piątek,
przebiegnij mi drogę,
proszę…

***

A kiedy 
znów 
przyfrunie 
wiosna
bosa 
w listku 
figowym,
zacznę 
zbierać
kolorowe
korale.

Łucja, żaden autorytet

Konrad napisał wpis o polityce świadomości i poprosił Was o wypowiedzi. To przysłała Łucja.

Łucja Fice

Żyjemy bowiem w epoce straszliwej, jakiej dotąd nie znała historia ludzkości, a tak zamaskowanej pewnymi ideami, że człowiek dzisiejszy nie zna siebie, w kłamstwie się rodzi, żyje i umiera i nie zna głębi swego upadku.
S. I. Witkiewicz

Aktualne. Prawda?

Jestem jako człowiek inteligentnym stworzeniem. Potrafię zrozumieć, jak działa świadomość zwierząt. Sama miałam przez lat piętnaście włoskiego charcika i uwielbiałam obserwować jego zachowania, sposób myślenia, komunikacji i wykorzystywanie tej psiej świadomości dla własnych celów. Przyglądając się otoczeniu np. bilboardom, reklamom, przekazom w muzyce czy filmach, mam wrażenie, że są osoby, które wiedzą, jak działa ludzka świadomość i to wykorzystują, z tej wiedzy korzystają. Nazywam ich Zarządcami Systemu Kontroli. Oni nas „hodują” „ustawiają,” wykorzystują.

Continue reading “Łucja, żaden autorytet”