Od Adminki: Porządkując papiery w jakiejś torbie, rzecz jasna, żeby uwolnić miejsce na kolejne papiery, znalazłam kilka maszynopisów z lat 90. Oprócz jednego własnego maszynopisu, reszty nigdy nie widziałam na oczy i nie wiem dlaczego były u mnie. Był tam na przykład bardzo zniszczony i niepodpisany (oczywiście) oryginał pracy maturalnej mojej siostrzenicy, która nigdy u mnie nie mieszkała na dłużej i… ach, dośpiewajcie sobie sami wszystkie pytania wynikające z tego dziwnego znaleziska. Nie umiem na nie odpowiedzieć. Tekst mojej siostry, który tu umieszczam, nie nastręcza przynajmniej takich problemów. Też go nigdy na oczy nie widziałam, ale jest podpisany. To tekst o mającym wówczas powstać nowym hospicjum. Stare już było, działało od roku 1984 jako pierwsza taka instytucja w Polsce, stworzona wysiłkiem i energią księdza Eugeniusza Dutkiewicza. Dziś, gdy inicjator już dawno odszedł, jego imię nosi ten nowy obiekt, ten o którym pisze autorka, że trzeba go zbudować.
Dziś wiele z zaleceń i wytycznych ruchu hospicyjnego, o których moja siostra pisze jak o niezwykłej nowości, stało się nieusuwalnym elementem dbałości społeczeństwa o godną śmierć. Ale wciąż jeszcze wiele jest do zrobienia.
Ten głos sprzed ponad trzydziesu lat nie jest anachronizmem, jest wciąż jeszcze przewodnikiem po życiu do śmierci.














