Lipiec nie umywa się do bujności kwietnej z maja i czerwca.
Tym razem chciałam zacząć od własnego balkonu, ale przede wszystkim zdziczał, poza tym zamienił się w bałagan. Kwitną tylko wyniesione z mieszkania orchidee. Wszystko co wiosną było bujne i różnorodne – przekwitło: groszek, len, chaber, malutkie wiosenne różyczki, hortensja, kamelia, goździki, ślaz, kosmosy, nieśmiertelniki, męska wierność (tak się ten niebieski kwiatek nazywa po niemiecku – Männertreu). Nie zakwitły w tym roku ani irysy ani gladiole, szałwia i kolendra też się najwyraźniej nie kwapią, podobnie jak mój chłopski kaktus, który ostatnio kwitł, jak się go tylko wyniosło na balkon. Nawet Hania, która specjalnie dla nas wyhodowała miesiąc temu czerwcową łąkę, napisała teraz, że jest średnio, bo najpierw był upał, a potem ulewne deszcze i wszystko leży.
Mimo to…
Joasia z Hamburga:

Monika z Berlina:

Pia z Bredstedt:

Ela też z Berlina:

Ale i z Podhala:




Ewa z Berlina:










Te zdjęcia zostały zrobione na pewnym wypielęgnowanym tarasie na dziesiątym piętrze w centrum Berlina. Kwiaty dość mizerne, ale za to widoki!


Na zakończenie, mimo ponurych zapowiedzi, fantasmagoria lipcowych kwiatów od Hani!










Również takich z motylami:





Ach ten lipiec! Właśnie mija.
