Tabor, czyli Don Kichot i woda (3)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Don Kichot, Sancho Pansa, wiatrak i woda, ilustracja: Claude & Konrad

MORKA

W roku 1971 zostałem skierowany do na kurs sterników jachtowych i drużynowych drużyn harcerskich. Zostałem zwolniony z kilku ostatnich dni roku szkolnego i pojechałem do Wisły Wielkiej. Na miejscu się okazało, że zabrali nam DZ- etę, dwumasztową łódź, podstawę szkolenia na sternika jachtowego. By ratować kurs, adaptujemy jedną z szalup wiosłowych na żagle. Mamy mnóstwo bardzo starych żagli, masztów, lin, ale wszystko trzeba przerabiać. Zostaję mianowany bosmanem ośrodka. Kieruję wszystkimi pracami. Dziewczyny przeszywają żagle, Janek struga bukszpryt i specjalną ławkę dla sternika, ktoś zapłata liny stalowe. Potem pracujemy dzień i noc. Krótkie drzemki i do roboty. W pewnym momencie jestem tak przemęczony i przeziębiony, że trafiam do izolatki. Po tygodniu “Morka” schodzi na wodę. Stan jeziora jest bardzo niski, a port za płytki. “Morka” stoi na kotwicy przed portem. Patrzymy z dumą na nasze dzieło. Po drugiej stronie jeziora najpierw słup dymu a potem ognia. Wygląda na to, że płonie jakiś duży stóg siana. Wtedy przybiega Marek- kierownik ośrodka i krzyczy, że płonie rafineria w Czechowicach.

Continue reading “Tabor, czyli Don Kichot i woda (3)” →

Tabor, czyli Don Kichot i woda (2)

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Don Kichot, Sancho Pansa i woda, ilustracja: Claude & Konrad

UMFA umfa UMFA umfa

śpiewamy chórem, po chwili włącza się zapiewajło

Gdy Sobieski był sułtanem
Stary Bismarck z konia spadł
Napoili osła sianem
Szczupak wieloryba zjadł.

Continue reading “Tabor, czyli Don Kichot i woda (2)” →

Tabor, czyli Don Kichot i woda (1)

Don Kichot i woda, ilustracja: Claude & Konrad

Od Adminki: W poniedziałki wraca Don Kichot, czasem jakiś filmowy, literacki, artystyczny, a czasem w swym żywym aktualnym wcieleniu, czyli

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Preambuła (nadal tekst Adminki):

26 września zdarzyły się trzy rzeczy na raz. Zgłosiło się do mnie trzech ludzi. Znam ich wszystkich trzech, ale nie komunikuję z nimi codziennie. Więc to było jednak zaskakujące, że odezwali się wszyscy trzej tego samego dnia.
1. Marek Włodarczak napisał, że chce wrócić na bloga i wznowić doktorat po 20 latach
2. Wiadomo Kto, ważny baratarysta, napisał, że bardzo mu brakuje poniedziałków z Don Kichotem
3. Mietek, poeta, którego poznałam podczas pierwszej pielgrzymki do Santiago di Compostela i odtąd tylko korespondujemy, nigdy się nie widzieliśmy – napisał, że w październiku mija 20 lat od naszego spotkania i przyjedzie do Berlina
Wszyscy trzej bywają autorami u mnie na blogu.
I albo to jest wirtualna zmowa trzech Don Kichotów, albo, zgodnie z dawnym pomysłem Marka W., on jest Don Kichotem, Baratarysta – Sancho Pansą, a Pielgrzym wiatrakiem.
W każdym razie Ten na Górze chyba coś kombinuje – skomentował Marek, a ja dodaję, że może to jest Ta na Górze, a może w ogóle – Ci na Górze.
Markowi odpisałam, że dam mu poniedziałki na jego doktorat i przypomnę, że przez długi czas w poniedziałki na blogu tradycyjnie był Don Kichot i Barataria. Barataryście napisałam, że przywracam baratarystyczne poniedziałki, Pielgrzymowi zaś – żeby przyjeżdżał.

Continue reading “Tabor, czyli Don Kichot i woda (1)” →

Byłam w Klaistow

Ela Kargol

Dynie

(Kürbis goes to Hollywood)

Dynia mała, dynia duża,
Pomarszczona i gładziutka,
Wąska, cienka i malutka
Dynia UFO, dynia łabędź
Dynia boska i anielska.
Czarna, to chyba diabelska?

Dynia z tyłu, dynia z przodu.
Dynia z mojego ogrodu.
Dynia z pestki,
Pestka z dyni.
Dynia olbrzym, dynia mini.
Dynia pod i dynia nad.
Dynia, a pod dynią świat.

Ciocia Bronia mówiła na nie korbole. Gotowała z nich albo z ich dodatkiem mleczne zupy z kluseczkami. Wstrętne. Tak samo wstrętne były te zamykane w słoikach, zalane octem, o zapachu, który unosił się po całej kuchni. Dopiero dużo później odkryłam, że dynie mogą smakować inaczej. Lepiej. Upieczone z owczym albo kozim serem, kremowe zupy o różnych konsystencjach, smakach i kolorach, ciasta, soki, oleje, ostatnio nawet szaszłyki…

Continue reading “Byłam w Klaistow” →

Wieder da!

Monika Wrzosek-Müller

Maremma amore mio

Vor einem Jahr schrieb die Autorin über Maremma: https://ewamaria.blog/2025/11/09/frauenblick-auf-toscana/

Wir sind wieder da, am südlichsten Zipfel der Toskana. Es ist dieses Jahr heiß, das Wasser wie lauwarmer Tee, an manchen Stellen wie Suppe. Es kommt uns eine Urwärme entgegen, die wir so in den letzten Jahren nicht hätten; alle sind hier besorgt, denn wenn jetzt jedes Jahr die Temperaturen weiter so steigen würden, könnte man nicht mehr hier leben. Dazu kommt eine unheimliche Luftfeuchtigkeit, die natürlich von den Lagunen, dem Meer, dem Wasser rundherum resultiert. Schon jetzt verfügen die meisten Häuser über eine Klimaanlage. Das wiederum bedeutet mehr Wärme draußen auf den Straßen. Die Menschen hier sortieren ihren Müll sorgfältiger als in Berlin, sammeln Plastik an den Stränden, fahren winzige Autos, viele auch Elektro…viel mehr können sie nicht tun. Trotzdem ist das Gebiet um den Monte Argentario eines der grünsten rundherum und sogar in der hitzigsten Hitze ist es hier schattig und angenehm. Die grünen Hügel sorgen für angenehmes Klima. Kaum vorstellbar, wie die Menschen Temperaturen von über 45 Grad in einer zubetonierten Stadt aushalten müssen. Hier eine kurze Bestandsaufnahme, es ist Ende September, die Temperaturen liegen in der Nacht bei 24, am Tag bei 30 Grad.

Continue reading “Wieder da!” →

Jestem w Altötting

Autorka: Pia Arndt
Tłumaczenie i niektóre zdania wiążące: Ewa Maria Slaska
Opisy kościołów: strona Turystyka

Tu opis miasta zaczyna się od takiego cytatu:

“Serce Bawarii i jedno z bijących serc Europy“: Tak papież Benedykt XVI określił miejsce pielgrzymkowe Altötting. Rzeczywiście to miasto od ponad 1250 lat jest duchowym centrum Bawarii, a od ponad 500 lat najważniejszym sanktuarium maryjnym w Niemczech. Ponadto Altötting należy do Stowarzyszenia Miast-Sanktuariów Europy “Shrines of Europe”, w którego skład wchodzi siedem słynnych europejskich sanktuariów maryjnych.

Miasto wygląda spokojnie i elegancko, nie ma tu krzykliwych tłumów i kramów pełnych pseudoreligijnego badziewia.

Choć oczywiście są pielgrzymi. Przybywają odwiedzić liczne kościoły i kaplice w Altötting.

Continue reading “Jestem w Altötting” →