Krzysztof Dowgiałło

Umarł już ponad miesiąc temu i, co dziwne, nikt mnie o tym nie zawiadomił. Ani ludzie z Gdańska, ani sztuczna inteligencja, która udaje, że wie wszystko, a przecież wszyscy wiedzieli, że go znałam i byłam z nim zaprzyjaźniona.

Dopiero Ela Kargol powiedziała mi to pod koniec lipca, bo gdzieś trafiła na ten nekrolog. Była pewna, że wiem.

Pisałam o nim w mojej ostatniej powieści. Poświęciłam mu rozdział pt. “Janek Wiśniewski” na str. 111.



***

Wysłałam mu egzemplarz książki. Napisałam do niego na maila, dzwoniłam, napisałam na stronie internetowej jego pracowni architektonicznej i próbowałam się skontaktować z jego najstarszym synem. Nic nie wypaliło, książka wróciła i nie dałam mu znać, że o nim pisałam i że jest ważny. Ale mam nadzieję, że i tak wiedział. Na pewno wiedział.

***
Był częścią dużej i różnorodnej grupy młodych przyjaciół moich rodziców. Byli młodsi od mamy i taty, ale oczywiście sporo starsi od nas.

Znałam go więc od najwcześniejszego dzieciństwa, jednak pierwsze wspomnienie, w którym jest człowiekiem indywidualnym wiąże się z pewną Wigilią, kiedy miałam, jak sądzę, 12 albo 13 lat. Na pewno byłam jeszcze w szkole podstawowej. Krzysztof przyszedł i zapytał, czy poszlibyśmy na spacer. Mama nie miała ochoty, ale my z tatą z ochotą przystaliśmy na propozycję. Poszliśmy do pobliskiego lasu. Mieszkaliśmy we Wrzeszczu i tu las był wszędzie naprawdę bardzo blisko. Wychodziliśmy z domu na główną ulicę, Grunwaldzką, i właściwie każda uliczka po przeciwnej stronie ulicy prowadziła do lasu.

Zmierzchało, tata i Krzysztof zapalili w lesie maleńkie ognisko, wyjęli z chlebaka kawałki upieczonego mięsa i chleb, podgrzaliśmy to na patykach i zjedliśmy, a potem poszliśmy grzbietem wzgórz morenowych aż do koszarów, Krzysztof pojechał kolejką do siebie, my wróciliśmy tramwajem do domu.

Koszary to teraz bardzo hype miejsce zwane Garnizon, ale wtedy, wieki temu, to były naprawdę koszary.

***

Krzysztof studiował architekturę. Ukończył studia i na kilka lat wyjechał do pracy za granicę. Jak wrócił w 1969 roku, mnie już nie było, bo właśnie wyjechałam na studia do Poznania.

Spotkaliśmy się zatem dopiero po wielu latach. Krzysztof z żoną i dziećmi mieszkał na osiedlu Sopot Brodwino. Jak to często w życiu bywa w sąsiedniej klatce schodowej zamieszkały moja teściowa i szwagierka. Wsiadało się do windy, jechało na ostatnie piętro i długim korytarzem można było przejść do sąsiednich klatek schodowych.

Krzysztof miał już żonę i czworo dzieci, ja męża i jedno dziecko…

Przez prawie 10 lat spotykaliśmy się bardzo często, aż w roku 1985 ja wyjechałam do Berlina i pierwszy raz mogłam przyjechać do Polski w roku 1989. Dokładnie tego dnia, kiedy Szczepkowska w telewizji powiedziała, „Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm”.

Ale zanim się skończył komunizm, trzeba mu było pomóc w tym kończeniu się. Krzysztof od początku działał w zarządzie regionu „Solidarności”. Po wprowadzeniu stanu wojennego był internowany, i to długo, bo do roku 1983, a potem został skazany i osadzony w roku 1985 w więzieniu w Potulicach. Był tam redaktorem naczelnym nielegalnej gazetki więziennej, dystrybutorem pomocy kościelnej, nauczycielem języka francuskiego i przywódcą protestów więziennych.

W międzyczasie wyprowadził się do Redłowa, odwiedzał jednak niekiedy moją teściową i tak po latach spotkaliśmy się po raz kolejny. Widywaliśmy się, gdy przyjeżdżałam do mojej teściowe. Odwiedzałam jego i jego żonę Micię (naprawdę miała na imię Anna, ale chyba nikt z nas tego nie wiedział) w Redłowie. Dzieci już nie było, wszystkie się wyprowadziły, czasem bywał któryś z wnuków. Chodziliśmy na spacery lasem w dół Kępy Redłowskiej do morza. Nad nami latały dwa wielkie ptaki.

– To orły, powiedział kiedyś Krzysztof. Pilnują swojego terytorium.

Czyli Polski, pomyślałam.

A teraz umarł.

Do widzenia, Krzysztofie, jak tylko dotrę tam, gdzie Ty już jesteś, natychmiast pójdziemy na spacer. Może tak jak Ty kiedyś, całkiem jednak niedawno – miałeś 80 lat – pójdziemy zimą po lodzie na przełaj przez Zatokę Botnicką.

One thought on “Krzysztof Dowgiałło

  1. “”Ludzie przychodzą i ludzie odchodzą – tylko serca znają prawdę”. Życie napisało piękny scenariusz Jego życia, a Ty Ewo, wzruszyłaś mnie swym wpisem Napisałaś piękne, pełne czułości pożegnanie i wyjątkowe podziękowanie za człowieka, który był ważną częścią Twojego życia. Mam takie samo odczucie – są ludzie, którzy po prostu wiedzą, że byli dla nas ważni.”

Leave a comment