Znalezione na FB: Polański

Jacek Dehnel

Sprawa Polańskiego ze względu na kwestie ugody, osobistych ambicji sędziego i prokuratora, samej ucieczki itd. jest powikłana, ale nie można pisać, że odsiedział już swój wyrok, skoro uciekł przed jego ogłoszeniem. Można pisać, że “swoje odpokutował”, w sensie wielu lat dobrowolnej banicji, ale była to jednak banicja w warunkach luksusowych, to jest międzynarodowej kariery i wygodnego, dostatniego życia na świeczniku. Nie mówiąc o tym, że częścią pokuty jest wyznanie win, o czym dalej.

Dla mnie Polański jest wybitnym artystą, którego ogromnie lubię i cenię za jego osiągnięcia, więc tym bardziej rozumiem, że dla ludzi, którzy oprócz tego znają go osobiście, sprawa gwałtu jest szczególnie przykra. Nie chce się słuchać takich rzeczy o kolegach. Podobnie jak oskarżenia wobec Billa Cosby’ego były przykre dla tych wszystkich, którzy wychowali się na jego programach, a zwłaszcza dla tych, dla których był on symbolem emancypacji czarnych z klasy średniej. Ważne jest też decorum: każdy z nas ma jakieś życie seksualne i, nawet jeśli w przypadku większości z nas nie łączy się ono z żadnym przestępstwem, to wystawianie go na widok publiczny byłoby przykre nie tylko dla nas, ale i dla naszych bliskich (wiąże się to właśnie z poczuciem prywatności, tabu, itd.). Do tego Polański ma za sobą bardzo – po ludzku – ciężką biografię, która może stanowić pewne usprawiedliwienie i okoliczność łagodzącą (acz nie uniewinniającą) dla rozmaitych czynów, w tym przestępstw.

To, co jest problemem, to brak skruchy. Permanentny, oparty na poparciu establiszmentu brak skruchy, właściwy ludziom takim, jak Polański, Weinstein, Bill Cosby, czy kardynałowie i biskupi. Więcej, wyzwanie – to Paetz idący na mszę mimo zakazu, Jankowski pytający „Co, fiuta chcesz pokazać?” i otaczający się ostentacyjnie nadobnymi ministrantami. Cały film o Dreyfusie jest przecież takim wyzwaniem – strojenie się w piórka niewinnie oskarżanego, choć przecież różnica między Dreyfusem a Polańskim jest zasadnicza: Dreyfus nie szpiegował, Polański zgwałcił. Dreyfusa establiszment zwalczał, Polańskiego – chronił. To właśnie ta symboliczna bezczelność sprawiła, że ujawniła się najnowsza z oskarżających go o gwałt kobiet.

Myślę, że jego biografia obfituje w procesy, które innym przydarzają się raz w życiu, jeśli w ogóle – ileś razy był częścią czegoś większego: dzieckiem Holokaustu, imigrantem zza żelaznej kurtyny, wreszcie ofiarą (trafioną rykoszetem tragedii) bandy Mansona. I, bez względu na to, jakie straszliwe rany i blizny zostawiło to w Polańskim, było również po części – obok niekwestionowanego wybitnego talentu – tworzywem jego sukcesu, falą wypychającą go do góry. Tu jest odwrotnie: to on był krzywdzącym, a fala spycha go na dół. Spycha go, bo przyszło #metoo, bo kobiety się wyemancypowały, bo stosunki w kinie z alfa-maczo-ruchaczem na szczycie i wszystkimi poniżej się skończyły (a przynajmniej się kruszą). Spycha go, bo coś się zmieniło w urządzeniu społeczeństwa, biskupi są odwoływani, księża a nawet purpuraci trafiają do więzień, Cosby podobnie, Weinstein stoi przed sądem, inni potracili swoje kariery i miliony w ugodach. Ale właśnie dlatego, że wielu z nas chce widzieć w więzieniu biskupów, winnych chronienia pedofilów i ułatwiania im zdobywania kolejnych ofiar, Polański musi zatonąć z tym okrętem. Godzi się na wywiad – ale jest to wywiad z dwoma facetami, samcami alfa, z Michnikiem i Kurskim, naczelnym i zastępcą naczelnego, kolegami z establiszmentu. Załatwią to w swoim gronie, bez kobiet, będą tylko mówili o kobietach. W wywiadzie zapewnia: „wiele razy za to przepraszałem” (może, ja pamiętam tylko raz), ale głównie przedstawia się jako niewinnie ściganego i oskarżanego bez pokrycia. Po ucieczce ze stanów mówił w wywiadzie Amisowi: „Gdybym, rozumiesz, kogoś zabił, prasa by się tym tak nie interesowała. Ale ruchanie, rozumiesz, i to młodych dziewczyn. Sędziowie chcą ruchać młode dziewczyny. Jurorzy chcą ruchać młode dziewczyny. Wszyscy chcą ruchać młode dziewczyny”. Otóż: nie. Nie wszyscy dorośli chcą ruchać trzynastolatki (czy trzynastolatków). Serio.

Żyjemy w społeczeństwie i poza samym prawem są społeczne obrzędy – w tym obrzęd publicznego przyznania się do winy. Polański odmawia dokonania tego rytuału, stawiając się ponad innymi. Robi z siebie ofiarę, użala się nad sobą, zasłania się dziećmi, żoną, nawet śmiercią Sharon Tate. Ta odmowa ukorzenia to jest hybris i w tej kwestii od czasów antycznej Grecji niewiele się zmieniło: to za hybris, nie nawet za sam gwałt (też przecież z hybris po części wynikający), spotyka go teraz upadek. Jako reżyser powinien wiedzieć, że z sądem może wygrać, ale z eumenidami – nie.