Nigra sum sed formosa

Głos w dyskusji o tym, czy mamy jeszcze używać słowa Murzyn. I komentarz. Kilkadziesiąt lat temu widziałam w polskiej (peerelowskiej) telewizji film o wchodzeniu na Mont Everest (to jeszcze nie było takie miejsce dla hipsterów, tylko niebezpieczny szczyt górski). Film nie był jednak o himalaistach, tylko o sherpach, kobietach, mężczyznach i dzieciach, którzy razem ze wspinaczami wchodzą na górę, niosą bagaże, rozbijają obozy, gotują i sprzątają (dziś nikt już nie sprząta, na Mont Everest są kolejki, a po drodze śmietnik). Byłam młoda, mało wiedziałam o świecie, a film mną wstrząsnął. Wydawało mi się oburzające, że biali mężczyźni uzyskują swoje sukcesy kosztem gromady ludzi biednych, ciemnoskórych, młodych i starych, kobiet i mężczyzn. Prawie płacząc opowiedziałam to znajomemu moich rodziców (od dawna to jest już mój znajomy), taternikowi, którego zawsze uważałam i nadal uważam za najszlachetniejszego człowieka, jakiego w życiu spotkałam. Wysłuchał mojej rozdygotanej relacji i powiedział: ale wiesz, najważniejszy jest szacunek dla godności tych ludzi.

Tylko tyle. Tak sobie myślę, że Tuwim pisząc Murzynka Bambo, szanował godność czarnych chłopaczków, a pewnie i dziewczynek.

Ale oczywiście, przyznaję, jestem nienowoczesna. Choć jednak prace Harmonii Rosales bardzo do mnie przemawiają. Może dlatego, że są obok i równolegle, a nie zamiast.

Soraia Alves

Reblog. Pintora cubana recria obras de arte clássicas com mulheres negras como protagonistas

Trabalho de Harmonia Rosales busca imaginar como seriam as obras clássicas se a estrutura dominante fosse feminina e negra

Usando obras de arte clássicas para levantar questionamentos na atualidade, a pintora cubana Harmonia Rosales, que mora em Chicago, tem feito versões de obras históricas colocando mulheres negras como protagonistas.

Com essa iniciativa, Rosales mostra como essas figuras foram negligenciadas da história da arte: “Não estávamos lá? Será que todos nós não ajudamos a construir essa terra em que vivemos?”, indaga a artista.

Um das obras analisadas por Rosales é “A Criação de Adão”, de 1508. Se a obra pretende retratar o momento da criação da humanidade, por quê todos os personagens pintados por Michelangelo são brancos? Além disso, se esse é o nascimento da humanidade, por que o há apenas homens na cena?

Obviamente algumas perguntas são respondidas pelo contexto histórico de quando as obras foram produzidas. Ninguém está dizendo que Michelangelo era racista ou misógino. O fato aqui é ver como a sociedade está há muito tempo sendo vista e representada por apenas um olhar: masculino e branco. Essa estrutura dominante de gênero e raça é o que tem ditado a História, e não é diferente com a história da arte.

A proposta de Rosales é imaginar como seriam essas obras clássicas se a estrutura dominante fosse outra: feminina e negra.

O trabalho de Rosales é poderoso. A forma como ela usa a arte para contestar modelos tão arraigados faz as pessoas verem alternativas que questionam as ideologias incorporadas da humanidade até hoje.

Autorka ma 35 lat i pochodzi z Chicago. Sławę przyniosła jej zreprodukowana na początku tego wpisu czarna i kobieca wersja stworzenia Adama wg Michała Anioła. Obraz poniżej, namalowany wg Botticellego, nosi tytuł:

Narodziny czarnej Oshun
Oshun to w religii Yoruba i brazylijskim Candomblé – Afrodyta, jedna z Orishas / Orixás.

Więcej na stronie artystki: Harmonia Rosales

Wygięcie jaszczurki

Autor, którego w zeszłym tygodniu zaprezentowałam z codzinnie zapisywaną ręcznie modlitwą, znalazł w kaligrafii pewną krzywą, która, jak mi się wydaje, zbliża go (nas?) do kosmicznej doskonałości. Krzywa ta pojawia się w przyrodzie, w różnych miejscach, na przykład w wygięciu jaszczczurki. Ale nie tylko. Autor odtwarza ją w ogrodzie. Ale nie tylko.

Foto: Ela Kargol & Krystyna Koziewicz

Sam autor napisał o tym tak:

Kierując się wskazówką, że jak coś się robi, należy czynić to konsekwentnie, ćwiczę się w gibkiej linii jaszczurki zwinki. Ornamenty układają się w model z regularnych wzorów. Powstaje taki kieszonkowy kosmos na własny użytek.
Gleicher Text für die deutschen Kameraden:
Einem Hinweis folgend, wenn man etwas macht, sollte man es konsequent tun, übe ich mich in dem Schwung der Linie einer Eidechse. Die Ornamente reihen sich zu einem Modell der regulären Muster zusammen. Es entsteht so ein Kosmos im Taschenformat für eigenen Bedarf.
Foto: Autor

 

Nigdy więcej i again

Komunikat Stowarzyszenia ‘NIGDY WIĘCEJ’

Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ zostało partnerem wystawy malarstwa pt. ‘Again’ Ryszarda Szozdy, którą będzie można oglądać w galerii sztuki współczesnej Nanazenit w Warszawie.

W obozie koncentracyjnym Dachau wzniesiono w 1968 roku pomnik Narodów, na którym – jako przestrogę – w pięciu językach umieszczono napis ‘Nigdy więcej’. W tym samym roku siły zbrojne USA w Wietnamie osiągnęły 549 tysięcy żołnierzy, zastrzelono Martina Luthera Kinga, a w całych Stanach wybuchły zamieszki rasowe. W Polsce rozpoczęto antysemicką nagonkę, a Praską Wiosnę spacyfikowano czołgami. W wojnie pomiędzy Nigerią i Biafrą giną 3 miliony cywilów.

‘Again’ dokumentuje historię przemocy. Wystawa jak rollercoaster wiezie nas przez zamieszki i egzekucje, jest w bajkach i filmowych zapisach z wojskowych dronów. Obecna wszędzie przemoc oślepia – w końcu przestajemy ją widzieć, akceptujemy ją i kapitulujemy. Cykl zamyka się – jesteśmy skazani na wieczne ‘Again’.

Dzięki uprzejmości noblistki Olgi Tokarczuk, jako uzupełnienie do malarstwa Szozdy, na wystawie pojawi się fragment mowy noblowskiej pod tytułem ‘Czuły narrator’.

Wernisaż odbędzie się 27 czerwca o godzinie 18, a wystawę będzie można zwiedzać od 25 czerwca do 14 sierpnia 2020 (adres galerii Nanazenit: ul. Zwycięzców 15 w Warszawie).

Ryszard Szozda – urodzony w 1976 roku w Krakowie. Mieszka i pracuje w Warszawie. Absolwent Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 2001 roku. W latach 1999-2000 studiował na Wydziale Fotografii Uniwersytetu Duisburg-Essen w Niemczech. Do 2007 roku zajmował się przeważnie grafiką i fotografią, od 2012 skoncentrował się na malarstwie. W swoich pracach eksploruje tematy związane z symboliczną przemocą, zagrożeniem rasizmem i wojną obecną we współczesnej ikonosferze. Autor projektów: ‘Sig Sauer’ i ‘Wiza Amerykańska’ w 2000 roku w Galerii Otwartej prowadzonej przez Rafała Bujnowskiego i Wilhelma Sasnala. Współtwórca i reżyser filmu dokumentalnego ‘Don’t pay me’ o negacji konwencjonalnego priorytetu gromadzenia pieniędzy i dóbr. Współredaktor audycji ‘Ptaki i ornitolodzy’ o sztuce współczesnej w internetowym projekcie radiowym Radio Głosy. Autor wielkoformatowych obrazów do przedstawienia ‘Zew Cthulhu’ w reżyserii Michała Borczucha w Teatrze Nowym w Warszawie w 2017. Laureat nagrody głównej Arte Laguna Prize 2019 w Wenecji.

Stowarzyszenie ‘NIGDY WIĘCEJ’ jest założoną w 1996 roku niezależną, apolityczną organizacją ekspercką, która monitoruje zdarzenia na tle ksenofobicznym. Prowadzi również kampanie społeczne, m.in. ‘Muzyka Przeciwko Rasizmowi’ i ‘Wykopmy Rasizm ze Stadionów’.‎

Więcej informacji:
www.nigdywiecej.org
www.facebook.com/Respect.Diversity
www.twitter.com/StowNIGDYWIECEJ

Galeria sztuki współczesnej Nanazenit: http://nanazenit.pl

 

 

 

XXX

Nowy Don Kichot (a nawet dwa)

Dla wyjaśnienia: gramatycznie rzecz biorąc Don Kichot jest rzeczownikiem liczby pojedynczej w rodzaju męskoosobowym, a zatem jest jeden Don Kichot, ale jeśli jest ich dwóch, to są dwaj lub obaj. Natomiast taki nowy don kichot jako obiekt badawczy to jest rzeczownik w rodzaju niemęskoosobowym, jeden jest jeden, ale już w liczbie dwóch są dwa. Od kilku dni borykałam się z nadtytułem tego wpisu i wciąż zmieniałam w nawiasie słowo dwa na dwaj, a potem dwaj na dwa, w końcu jednak zdecydowałam się na formę niemęskoosobową, chociażby dlatego, że odpowiada moim spontanicznym odczuciom.

Pierwszego Nowego Don Kichota podrzucił mi Arek Łuba (bardzo dziękuję), wciąż jeszcze badając polską satyrę polityczną, a to prowadzi go coraz głębej i głębiej. Zakładam, że następny może być Kochanowski, a potem to już tylko Bogurodzica lub “Daj to ja pobruszę, a ty poczywaj”:

A szukając tekstu, bo na reprodukcji ciężko się czyta, znalazłam proszę Państwa, tratatata! Nowego Don Kichota czyli 100 szaleństw Fredry i Moniuszki!!!

No ale po kolei, najpierw byli Fredro i Moniuszko, więc od nich znaczniemy. Hemar i Lipiński za chwilę.

W roku 1841, kompozytor miał wtedy zaledwie 23 lata, Stanisław Moniuszko napisał swoje dzieło, często nazywane krotochwilą w trzech aktach, w oparciu o tekst Aleksandra Fredry – Nowy Don Kiszot, czyli Sto szaleństw. Moniuszko dedykował operę Fredrze, na karcie tytułowej rękopisu napisał: „w dowód najszczerszego uwielbienia / dla Autora tego dzieła / poświęcona”. Choć dzieło tworzył niezwykle młody człowiek, to już zapowiada się w nim wielki kompozytor. Tak twierdzą znawcy.

W tekście do wystawienia opery w Teatrze Kameralnym czytamy przede  wszystkim, że to wcale nie … opera, lecz Singspiel, śpiewogra.

Ktoś powie, opera z dużą dozą słowa mówionego (monologi, dialogi) a ktoś inny: dramat sceniczny, często komedia szczodrze okraszona muzyką w postaci arii, ansambli, poprzedzona uwerturą, bywa, że ozdobiona chórami bądź tańcami. I oba opisy są zgodne z prawdą. Taka forma miała być kontrpropozycją do sztywnej formuły opery, według włoskiego kanonu. Po pierwsze, miała być pisana w języku właściwym dla ojczyzny twórcy i odbiorców. Po drugie, miała być osadzona w muzycznej kulturze miejsca, w którym powstawała. Dlaczego? Bo z założenia miała docierać do prostych ludzi a nie – wyłącznie – koneserów. Jak to wyglądało w wydaniu polskim, koniecznie trzeba obejrzeć i posłuchać krotochwili w trzech aktach, opartej na dramacie Aleksandra Fredry do której muzykę skomponował nasz mistrz, luminarz, wręcz ojciec polskiej opery narodowej, Stanisław Moniuszko.

Krotochwila zawiera dziesięć numerów wokalno-instrumentalnych (cztery – w pierwszym, trzy – w drugim oraz trzy – w trzecim akcie), rozbudowaną symfoniczną uwerturę i orkiestrowe preludium – Entreacte przed aktem drugim. Akcja toczy się w podwarszawskich lasach, perypetie są grubaszne i rubaszne, funkcję Don Kichota przejmuje młody panicz Karol, który ma pstro w głowie.


A gdyby ktoś chciał obejrzeć całość, to TU.

Historyjka, o którą w tej krotochwilce chodzi, to przedmałżeńskie perypetie Zosi, którą jej opiekun prawny, stryj, Kasztelan wydaje za mąż za swojego syna Karola. Młodzi mają się ku sobie, rodzina sprzyja, a tu tymczasem Karol…

…tymczasem, pisze Lubosz, plenipotent, do Kasztelana, smutne doszły mnie wieści, że Karol drugim stał się Don Kiszotem. Byłem u niego, odpowiedział, że „chce odnowić dawne czasy rycerstwa, kiedy słabość i cnota uciemiężona znajdowały obronę w dzielnej młodzieży, i że chce być wzorem dla świata“…

Trzeba być warjatem,
Aby chcieć świat przerobić, walczyć z całym światem.
(czyta)
„Po moich odwiedzinach pierwszego dnia, wpadł do
klasztoru zakonnic, nie pomnę których, w czasie, gdy jedna młoda osoba votum czyniła, i mniemając pewnie, że jest przymuszoną, chciał gwałtem ją wyrwać, jak mówił, barbarzyństwu“…
Proszę. (czyta)
„Drugiego dnia chciał przez okno wyrzucić źle mówiącego o całej płci pięknej“…
Co mu do tego! (czyta dalej)
„A dowiedziawszy się, że jakiś Jegomość w najgorszym sposobie obchodzi się ze swoją żoną, wyzwał i obciął go dnia trzeciego, a czwartego wyjechał ztąd nie wiem dokąd, zapewne dla wypełnienia swoich szalonych zamiarów. — P. S. Trzeba mu jednak oddać sprawiedliwość, że zawsze myśli uczciwie i Zofią szczérze kocha. Bądź zdrów. — Twój przyjaciel — Lubosz.“

Zofia

On mnie zawsze kocha!
Nie gniewaj się, stryjaszku, myśl jego za płocha,
Ale serce szlachetne, wierne, dusza stała.

W międzyczasie dzieje się nieco, ktoś ucieka, ktoś kogoś obije, ktoś się przebrał, a ktoś kogoś do lochu wsadził, na koniec jednak wszystkie perypetie się wyjaśnią, Zofia i Karol upewnią się nawzajem o swej miłości, a papcio stryjcio pobłogosławi im, mówiąc:

Wstańcie, dzieci moje.
Karolu, łatwo ojciec przebłagać się daje:
Uciecha jego dzieci, szczęściem mu się staje;
Lecz pamiętaj, pamiętaj, Don Kiszocie nowy,
Że dawne myśli trzeba wyrugować z głowy.

No i finał:

Nie szukajmy wśród marzenia
Szczęścia, co się stokroć zmienia,
Jak cień własny nas uwodzi,
Gdy go gonim, to uchodzi!
Między swemi,
W swojej ziemi,
Żyjmy zgodnie
I swobodnie!
Tylko miłość, stałość, cnoty,
Mogą wrócić nam wiek złoty!

PS. Od Adminki: W sztuczce Nowy Don Kichot NIE MA BARATARII!


Tekst Hemara ukazał się w Szpilkach 22 stycznia 1939 roku. Niestety, wyjaśnienia nie są potrzebne.


Najpierw czytamy stronę pierwszą, a dopiero potem drugą.

No cóż, w ciętej satyrze Hemara też NIE MA BARATARII!

Stay at home, make art

Ewa Maria Slaska

Kochani, dziwne te święta, chociażby dlatego, że nawet my, single, święta jednak spędzaliśmy z kimś, z rodziną, z przyjaciółmi. Ci co mieszkają rodzinnie, w związkach, we wspólnych mieszkaniach, nie mają problemu, ktoś będzie koło nich. Ale my, single?

Taki więc mi przyszedł pomysł, ukradziony, przyznaję, ze strony bored panda, strona z kolei podłapała wyzwanie rzucone wirtualnym zwiedzającym przez Getty Museum, które to muzeum zainspirowało się amsterdamskim pomysłem Tussen Kunst en Quarantaine (aka Between Art and Quarantine). Nie szukam dalej, bo może cofniemy się w czasie do jaskiń Altamiry. Starczy tyle genealogii, ile jej podaje znudzona panda. Wyzwanie było proste, zrób swoje ulubione dzieło sztuki z tego, co masz pod ręką, z tym, kto jest w domu,

Tu podaję tylko jeden przykład, ale za to z mojego ukochanego dzieła. Myślę, że kochałam je już zanim je kiedykolwiek zobaczyłam na reprodukcji. Opowiadała mi o nim mama, gdy po raz pierwszy wyjechała do Londynu, i naprawdę wiele lat minęło od tego czasu do dnia, kiedy i ja tam dotarłam, weszłam po schodach do National Gallery i popędziłam do sali van Eycka, żeby zobaczyć śliczną średniowieczną kobietę w ciąży, w sypialni, w prywatnej, intymnej sytuacji, i jej młodego męża. I pantofelki pod łóżkiem, i pieska, a przede wszystkim to niezwykłe lustro w głębi, w którym widać czworo gości weselnych, malarza, potretującego małżonków Arnolfini, i ich plecy, a w 12 kołach wmotowanych w ramę lustra malarz namalował jeszcze 12 scen z życia Jezusa. Obraz Małżeństwo Arnolfini został namalowany na desce w roku 1434.

No to teraz wyzwanie świąteczne. Umieściłam je na Facebooku 31 marca. Zaapelowałam: Kochani moi Czytelnicy i (nie)Czytelnicy, ukradłam pomysł na przednią zabawę podczas kwarantanny. Moje wyzwanie brzmi: Zróbcie obraz, który Waszym zdaniem oddaje atmosferę świąt Wielkiej Nocy. Zróbcie i przyślijcie do mnie lub umieście na FB pod moim wpisem lub od dziś, tu, w komentarzu pod wpisem. Po świętach pokażę na blogu wszystkie prace, zrobimy głosowanie i wybrane przez nas DZIEŁO zostanie nagrodzone 🙂

Tu na zachętę Dzieło wykonane przeze mnie czyli Adminkę 31 marca 2020 roku, w dniu, gdy przygotowywałam ten wpis. Nie zastanawiałam się długo, postanowiłam, że powtórzę Jacka Malczewskiego z pisanką. Ciekawe jednak, że miałam w pamięci zupełnie inny obraz niż ten, który znalazłam w sieci. Trudno, słowo się rzekło, nawet jeśli tylko mnie samej…

Kobieta zamiast mężczyzny, niebieska ściana i granatowy szal zamiast nieba. No i na dodatek nie umiem robić selfików. Trudno, tak krawiec kraje, jak mu materii staje. No, a Malczewski, jak zawsze, podobny do Don Kichota (więc może ten krajobraz za nim, to polska La Mancha. Nota bene, ja nie wiedziałam i nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby to sprawdzić, czy wiecie zatem, że Mancha to po hiszpańsku plama? Wiadomo Kto mi to powiedział. Dziękuję.)

Iwona Dadej zamieściła u siebie na FB dzieło i jego imitację bardzo pasujące do świątbo obraz można potraktować jako porządki świąteczne, naprawdę nazywa się W bibliotece lub Dziewczyna czytająca w bibliotece i został namalowany przez Edouarda (Johna) Mentha, szwajcarskiego malarza, żyjącego w latach 1858-1915. Naśladownictwo jest dziełem Darii Gerasimov. Autorka komentuje, że każda próba zrobienia porządku w bibliotece tak właśnie się kończy.

W międzyczasie akcja (nie moja, muzealna) objęła już chyba cały świat, a ogłaszają ją przede wszystkim muzea, np. Muzeum Narodowe w Warszawie. Warszawa zaproponowała odtworzenie kilkunastu obrazów polskich malarzy (w tym również Malczewskiego), ja wybrałam, żeby ją tu zaprezentować, Pomarańczarkę Gierymskiego. No bo pomarańcze to w Polsce zawsze przecież bardzo świąteczny akcent. Było sporo różnych wersji starej sprzedawczyni, oto jedna z nich:

Arkadiusz Łuba przysłał dożę Loredana, szykującego się do święta Paschy (Giovanni Bellini).

A tu kolejne propozycje z sieci, które można podzielić na porządki świąteczne i przygotowania oraz same święta. Jak dotąd nie znalazłam propozycji odnoszących sią do Pisma świętego i liturgii, a więc biczowania, ukrzyżowania, złożenia do grobu i zmartwychwstania…

Przygotowania:

I święta

I jeszcze dwie wersje Ostatniej Wieczerzy mistrza Leonarda, wykonana przez wnuka wersja damsko-męska z kotem w pozycji centralnej i moja wersja z apostołkami, ale postacią centralną jest, jak w Seksmisji, mężczyzna, którego jednak podrzucił wnuk. Ja chciałam umieścić syrenę.

Blog w czasach corony (koty i inne tematy)

 

 

 

 

 

 

 

Tibor Jagielski, Comic Erna

Wahałam się długo, czy w czasach tak skomplikowanych, jak dzisiejsze, mam i ja pisać o kotach, bo przecież koty łażą po tym blogu i tak wszędzie – w czwartki wychodzi zza węgła czarny kot, nazywany przez autora Księciem Ciemności, w piątki są aż dwa koty Teresy, podobne jak dwie krople wody do kota z opakowań Whiskasa (ale jedzą, jak się zdaje, Shebę) – Salcia i Salomon, u mnie oczywiście w domu jest Rysia, młoda, ale już stateczna dama, która 5 maja skończy dwa lata i wtedy… Ale nie uprzedzajmy wypadków, jak mawiali autorzy groszowych powieści (i ich postmodernistyczni naśladowcy) i na razie powiedzmy sobie, że skoro nawet najpoważniejszy z nas – Tibor – przysłał mi właśnie rysunki i wiersz o kocicy Ernie (i o sobie, i o coronie), pomyślałam, że jednak pokażę te koty, które mi się zawsze zbierają, przychodzą nie wiadomo skąd, choć o tych akurat wiadomo, kiedy – koty, które przyszły w marcu. Nawet pomyślałam, że to w sam raz wpis na Prima Aprilis.

No ale potem w sieci zaczął krążyć taki rysunek i już przestało być tak do śmiechu. Choć z drugiej strony, czy to ważne, czy to był kot w laboratorium, czy zupa z łuskowca, czy pieczony nietoperz. Jak wszystkie inne epidemie w historii ludzkości, ta też przyszła z Chin, i czy jest to zemsta Ziemi, czy wirus, który uciekł z laboratorium, to chyba wszystko jedno. I tak jest to lepsza wizja, niż ta, którą wpisałam kilka dni temu w komentarzu, czyli niż spiskowa wizja dziejów. Bo wtedy to nie kot wypuścił wirusa na Chiny, tylko Chińczyk na koty i resztę świata (zob. TU, komentarz nr 6).

Tibor Jagielski

eindringlinge in neheimer str. 2

irgendwie bin ich mir sicher,
dass mit so einen dreckskerl wie ich,
kann nur eine gemeine, wie erna,
verweilen, aber kein gekröntes haupt.

***
Ten piękny ogród letni w szarościach, błękitach i zieleniach został namalowany przez Nikolaja Bogdanowa-Bielskiego. Okno na ogród powstało w roku 1940 i bardzo przypomina wcześniejszą o 10 lat, złocistą Wiosnę w Gościeradzu Leona Wyczółkowskiego. Ile razy jestem w Muzeum w Bydgoszczy, zastanawiam się, czy nie dałoby się tego obrazu wynieść.

 

 

 

 

 

 

Puste te pokoje, “państwo wyszło”, zostały tylko koty, fotele, kapelusze. U Bogdanowa-Bielskiego za oknem siedzi dziewczyna i czyta, u Wyczółkowskiego ten kto czytał, przed chwilą i na pewno tylko na chwilę opuścił pokój, skoro okno zostało otwarte, a książka leży na parapecie. Na obrazach Jarosława Łukasika zawsze jest pusto, ale zawsze widać, że przed chwilą jeszcze ktoś tu był. Ktoś już wyszedł, kot wciąż jeszcze jest. Kontempluje swoją samotność. Teraz, gdy patrzę na ten obraz, myślę, że ten ktoś być może odszedł na zawsze. Tego się nie robi kotu, ale zdaje się, że kot tego jeszcze nie wie.

O tym pisze Zbigniew Milewicz. O samotności w czasach corony. Pierwszy felieton z cyklu Z domowego aresztu

Pochwała samotności

Były naczelny redaktor „Dziennika Zachodniego” w Katowicach, srogi Bronisław Schmidt – Kowalski, u którego terminowałem w latach 70 ubiegłego stulecia jako szpunciarz, czyli zbieracz i autor informacji do kroniki miejskiej, był zagorzałym zwolennikiem zwięzłości treści. Mawiał, że absolutnie każdy temat dziennikarski można zmieścić na jednej stronie maszynopisu, przeciwko czemu buntowali się najczęściej publicyści, którym pozwalano wprawdzie pisywać dłuższe teksty, ale te nadmiernie rozgadane szły nieodmiennie pod gilotynę sekretarza redakcji. Wyjątek stanowiły pryncypialne materiały partyjne, pisane na zamówienie nieboszczki PZPR, ale to już inna historia. Gadulstwo nie wyszło jej na dobre, wiadomo, jak skończyła, a ja jeszcze żyję, bo mało gadałem i tego się będę dalej trzymał.

Zatem krótko: ludzie, przestańcie się nad sobą użalać, że z powodu korona wirusa siedzicie w domu, izolacja ma wiele zalet. W nieustannym, coraz większym pędzie po sukces, sławę i pieniądze, nie mieliście czasu na medytację, na zastanowienie się, po co ten cały stress. Szczurzy wyścig musiał wyhamować i niechcący dołączyliście do emerytów, od lat samotnie spędzających czas w swoich domach, do skazanych z wyrokami odsiadki, do chorych przykutych do łóżek. Zapytajcie ich, co czują, jak organizują sobie czas i dlaczego wielu z nich mimo wszystko zachowuje pogodę ducha i mogłoby swoim optymizmem obdzielić połowę świata? Paradoksalnie im jest teraz łatwiej, przyzwyczaili się do samotności, do swoich ograniczonych ruchów i duchowo sprawniej przyjdzie im przetrwać czas zarazy.

Kiedy okazało się, że wirus zbiera swoje śmiertelne żniwo zwłaszcza u ludzi starszych, zadzwonił do mnie mój młodszy syn i żartobliwie zapytał, czy sporządziłem już testament i nie zapomniałem tam o nim. Odpowiedziałem przecząco, w tonie równie lekkim. Zawsze – powiedział – mogę na niego liczyć, ale jak będzie ze mną źle, to mam wsiąść do auta i jechać po pomoc. Adresu niestety nie dostałem, sam go nie znał, więc póki co staram się dbać o zdrowie i chodzę na gimnastykę leczniczą do Eleny, która męczy się z moim stawem barkowym, oczywiście w obowiązkowej maseczce ochronnej na twarzy.

Dzisiaj jest to artykuł deficytowy, trudno dostępny na niemieckim rynku, jakiś czas temu zamówiła w Amazone trzy sztuki, do swojego prywatnego użytku, ale podała adres firmowy. Maseczki przyleciały z Hongkongu i… wylądowały w Urzędzie Celnym w Lipsku, który wystosował do Eleny pismo, że będzie musiała zapłacić cło za zamówiony towar i dopiero wtedy go otrzyma. Dokładnie w tym samym czasie media odtrąbiły wspaniałomyślny pakiet pomocowy niemieckiego budżetu dla gospodarki, dotkniętej pandemią koronawirusa. Pieniądze jeszcze nie zostały wypłacone, a już trzeba je zwracać, więc budżet za bardzo nie ucierpi, a Elena może. Twarda z niej jednak sztuka, wysłała odwołanie do Lipska i liczy na to, że może trafi na jakiegoś mądrego urzędnika. Mądrość urzędnicza jest jak legendarny potwór z Loch Ness, wszyscy o nim słyszeli, ale kto go tak naprawdę widział?

PS od Adminki: Od tego tygodnia poczynając będę co środę publikowała teksty, które z domowego aresztu będzie nadsyłał Zbychu, czyli Zbigniew Milewicz.

Ten kawałek sztuki ulicznej znalazłam na Facebooku, a podpisany był: academia-lorenense-de-letras-e-artes, Akademia literatury i sztuki w Sao Paulo, w Brazylii.

Tibor Jagielski, twierdzi, że TEN kot to Kot morski. No nie wiem, koty morskie to jednak małpki, o czym TU już kiedyś pisałam, a to ewidentnie kot.

 

Wśród kocich znalezisk są też trzy, które nie dają się nijak połączyć w jakąś myślową całość, ale dla porządku dodam je tu, bo inaczej będą się przez następne miesiące dopominały o swoje miejsce na blogu. Zresztą skarpetki są w końcu bardzo fajne.

O jednym z tych kotów pamiętajmy tak, jak na to zasługuje, jeśli rzeczywiście 10 maja Czytelnicy z Polski rzeczywiście będą mieli głosować. My, Polacy mieszkający i przebywający poza Polską, zostaliśmy wykluczeni już jakiś czas temu podczas głosowania w sejmie 28 marca o 3 nad ranem. Nie chcę nikogo do niczego namawiać, ale może warto by się zastanowić nad bojkotem tych wyborów. No, ale może Unia zmusi Polskę  do ich odwołania z powodu corony. Na razie przedstawiciele samorządów odmawiają ich zorganizowania. To słynne nieposłuszeństwo obywatelskie. Chwała im za to!
Zdjęcie szarego kota na szarej rzeźbie zrobił Elliot Erwitt, (właśc. Elio Romano Erwitt, ur. 26 lipca 1928 w Paryżu) – amerykański fotograf i filmowiec, słynący z ironicznych czarno-białych zdjęć przedstawiających codzienne życie. Tak pisze Wikipedia. Ale takie znowu codzienne to to zdjęcie nie jest.

Z lamusa

Tibor Jagielski

na razie internet znajduje się nadal w powijakach
ten oblepiony spamem bobasek wygraża nam piąstką hejtera
i oznajmia, że jak dorośnie, to nam dokopie,
bo nie ma większego filozofa niż google, a filozofki jak wikipedia
te dwie niańki to wektory w przyszłość kiedy to do okna zastuka drona,
uprzejmie ostrzeże, że w przypadku użycia fałszywej karty kredytowej zacznie natychmiast strzelać,
i uprzejmie zapyta
– kto zamówił pizzę, a kto fryty?

Wisława Szymborska

Der Hass

Schaut, wie er immer noch tüchtig,
wie gut er sich hält
in unserem Jahrhundert der Hass.
Wie leicht nimmt er die hohen Hindernisse.
Wie einfach für ihn – springen, zupacken.

Anders als die anderen Gefühle.
Gleichzeitig älter und jünger als sie.
Gebiert selbst Ursachen,
die ihn zum Leben erwecken.
Sein Schlaf wird nie Ewiger Schlaf.
Schlaflosigkeit nimmt ihm keine Kräfte,
sonern vermehrt sie.

Die Religion oder nicht
– in den Startlöchern zu knien, drauf kommt es an.
Die Heimat hin oder her
– Sturmlaufen, das ist es.
Und selbstgerecht von anfang an rennt er alleine.
Der Hass. Der Hass.
Sein Gesicht verzehrt durch Grimmase
einer Liebesekstaze.

Ah, diese anderen Gefühle
– schwächlich und lahmarschig.
Seit wann kann die Bruderschaft
auf die Menge rechnen?
Ist Mitleid jemals
als erstes ans Ziel angelangt?
Wieviele hat Zweifel mit sich gerissen?
Er reisst nur, der seins weiss.

Begabt, aufnahmefähig, emsig.
Braucht man darüber zu sprechen wieviele Lieder er schuf?
Wieviele Seiten der Geschichte er schrieb?
Wieviele Teppiche aus Menschen breitete er aus,
auf wievielen Plätzen und Stadien?

Belügen wir uns nicht:
er kann die Schönheit schaffen.
Prächtig sind seine Brände in der dunklen Nacht.
Ausgezeichnet das Gewimmel der Explosionen
in rostiger Morgendämmerung.
Es ist schwer den Trümmerrn das Pathos abzusprechen,
und den derben Witz, einer, ins Himmel ragenden, Kollonade.

Er ist ein Meister des Kontrasts
zwischen Lärm und Stille
zwischen rotem Blut und weissem Schnee.
Aber vor allem langweilt ihn nie
das Motiv der geplegten Häscher
mit seinen geschändeten Opfern.

Zu neuen Aufgaben immer bereit.
Wartet er mit Geduld.
Man sagt er sei Blind. Blind?
Er hat rege Augen eines Scharfschützen
und blickt brav in die Zukunft
– er allein.

aus dem Polnischen von Tibor Jagielski (1996)

 


Kongres owadów – W Francji nazywają nas Prusakami, w Prusach – Francuzami

naprawdę nie wiem, co mnie pozytywnie nastroi, może to, że żeby się zalogować tutaj, nie potrzebuję wieczności; może z tego powodu, że szelowska wieś (otoczona drutem z kolczastych bajkopisarzy – dorn 😉 ) pochrapuje nadal spokojnie (podczas gdy medialne haubice szeryfowej angeli po przeoraniu grecji, dobrały się do węgier), a jej prezydent czyta uśmiechając się łagodnie, a wręcz dziewiczo na tle zramolałej sceny politycznej zaścianka; polskiej lewicy nie pozostanie nic innego jak poprosić o azyl w chile

(chiny nie wchodzą w rachubę – nie ma gdzie się spowiadać), a najbardziej krewcy udadzą się, pod przywództwem millera, do boliwii, aby założyć tam rodziny z indiankami i plantacje koki

być moze dopiero tam, w cieniu andyjskich wulkanów i w słodkiej melodii fletów, narodzi się nowa lewica aby, najpóźniej za dwieście lat, obalić totalną dyktaturę happytalizmu; venceremos!

Don Kichot udomowiony

Nazbierało się po domu donkichotowych drobiazgów i trzeba je udostępnić publiczności.

Będą filmy (no, nie przesadzajmy – filmiki) i muzyka, której posłuchamy oglądając filmiki. Ale najpierw jeszcze Mrożek, Sławomir z książeczki wydanej 30 lat temu, a zatytułowanej najprościej jak można: Rysunki (Oficyna Literacka, Kraków 1990). Rysunki odkrył i przysłał Wiadomo Kto czyli Arkadiusz Łuba.

Don Kichot po polsku. Obok Hamlet, ale zostawiłam ich obu, to w końcu bracia, i duch ich łączy, i epoka ta sama. Warto o tym pomyśleć, że czas złota, walki, odkryć geograficznych, podbojów i królów, wydał też takich jak oni, niedopasowanych fantastów. W średniowieczu, jeśli udało im się uniknąć wypraw blisko i daleko i nie poginęli w krucjatach, zostawali trubadurami na dworach opuszczonych przez mężów-rycerzy pięknych dam, którym śpiewali o miłości. Dlatego po niemiecku nazwano ich Minnesänger, ci co opiewają miłość, Minne. Podobno zresztą byli stale na haju, tak jak zapewne cała ludność Europy, bo wszyscy jedli zboże zatrute sporyszem, z którego (jak wiemy) można uzyskać LSD.
W renesansie, kiedy zaczynał się już prawdziwy podbój świata, a nie jakieś średniowieczne wyprawy łupieżcze, Minnesängerzy zniknęli, ale świat nie może tylko produkować i ujarzmiać, świat potrzebuje również tych, co myślą, marzą i miłują. Tak pojawili się neurotycy i już nie zniknęli. Póki wy (my?) zajmujecie się czynieniem sobie ziemi poddaną, oni (my?), oddając się szaleństwu, sprawiają, że sztuczny świat sztucznych ludzi w ogóle jest zdolny do istnienia. Bo może nie wiecie o tym, ale jak to kiedyś w wierszu, dawno temu, napisał Leszek Szaruga: jeśli nie będzie poetów, nie będziecie umieli nawet wywieźć śmieci. Dziś, po 30 latach, wiemy że tak jest, za mało zwracaliśmy (zwracaliście) uwagi na szaleńców i nawet nie umiemy wywieźć śmieci.

 


KLICK (Tu jest cała płyta w streamingu)

Meditaciones Sobre el Quijote
na gitarze gra Giuliano Belotti
muzyka Francisco Fleta Polo, Erik Marchelie, Peter Toth. 

14. Sancho Panza na wyspie Barataria, komp. Fleta Polo


Filmiki nakręcili Konrad i Anton, używając aplikacji StopMotion z WhatsAppa. Obiektu, będącego ewidentnie Don Kichotem, dostarczył Wiadomo Kto.

Amarcord

Tibor Jagielski

raz, pamiętam kolacja po pracy, bruksela,
(siedem dań, kuchnia genialna, eleganccy kelnerzy, znakomite wina),
przedtem krótka mowa patrona:

cieszy się, że mógł z nami pracować i dziękuje nam wszystkim za zapieprz
wznosi kielich i mówi – na zdrowieI
i cała załoga czyni to samo,
serio, tak się wzruszyłam, że o mało nie rozlałam
s-bhf yorckstraße,
na dachu sześciopiętrowego domu,
wielkimi białymi literami na czerwonych dachówkach
NIE WIEDER DEUTSCHLAND!
na dole jest warsztat rowerowy, a obok knajpa

z gościnnymi stołami w ogrodzie,
gdzie rosną jabłonie, grusze i konopie;

w środku gwarnego miasta
nagle cisza 

brzemienna latem