Ruiny i truchła

Ewa Maria Slaska

W najbliższy weekend, 12 – 14 czerwca, cztery muzea berlińskie zapraszają za darmo. Do obejrzenia zbiorów i do udziału w najprzeróżniejszych eventach, takich jak tańce na świeżym powietrzu albo warsztaty tanga. Są to:
Muzeum Medycyny Charité
Hamburger Bahnhof (Muzeum Sztuki Nowoczesnej)
Museum für Naturkunde (Muzeum Historii Naturalnej)
Futurium.
Trzy z tych muzeów oferują wgląd w ruiny i truchła, czyli elementy morbidalne. Najbardziej morbidalnym miastem w Europie jest na pewno Wiedeń, ale Berlinowi doprawdy niewiele brakuje.

Museum Medycyny Charité

Matylda Wikland i ja w zrujnowanej sali wykładowej w Muzeum Medycyny w klinice uniwersyteckiej Charité w Berlinie (selfie)

Muezum jest świetne. Jedna z najlepszych rzeczy, jaką tam wystawiają, to ogromna tablica pełna kamieni nerkowych. Dwa lata temu urodziłam w bólach malusieńki kamień nerkowy, a w Charité jest taka kolekcja, że w życiu by człowiek nie pomyślał, że można sobie z takim kamieniem w ogóle poradzić. One są ogromne! I jakie kolorowe! Trzeba siły woli, żeby zapomnieć o tym, że kolorowe kamyki są wesołe i w każdym z tych obiektów zobaczyć ogrom ludzkiego cierpienia.

26 marca 1660 roku angielski pamiętnikarz Samule Pepys zapisał w swym Dzienniku: Tego dnia minęło dwa lata, jak z przyczyny kamienia (nerkowego) byłem krajany u pani Turner w Salisbury Court; i postanowiłem, póki żyję, świętować ten dzień… W rok później: To dziś mój wielki dzień, w którym trzy lata temu krajali mnie na kamień i chwała Bogu, jak dotąd, wolny jestem od tej choroby… I tak co roku. Bo też i jest co wspominać i za co dziękować Bogu, bo kamień okrutnie boli.

https://bmm-charite.de

Do muzeum należy też Tieranatomisches Theater (Amfiteatr Anatomiczny) i tu jest zawsze wstęp wolny.

https://www.tieranatomisches-theater.de

Hamburger Bahnhof

W Hamburger Bahnhof otwarto właśnie nową wystawę (Berlin po tysiąckroć). Jest tu co najmniej kilka perfekcyjnych przykładów sztuki morbidalnej. Skamieniałe bryły ni to tłuszczu ni to wosku Josepha Beuysa są jak zawsze nawiązaniem do tego, jak Czukczowie używając wosku, miodu, futer i filcu przywrócili go do życia, gdy podczas wojny wyciągnęli go z zestrzelonego gdzieś na Syberii samolotu. Ostatnio twierdzi się, że to nieprawda i że Beuys zbudował sobie taką legendę i konsekwentnie się jej trzymał. Ale prawda czy nieprawda, używane przez Beuysa materiały zawsze przypominają nam, że natura może nas zabić, ale może też uleczyć.


Innym przykładem sztuki morbidalnej są rozrucone po całej wystawie, wykonane z brązu truchła zwierząt autorstwa Rosemarie Trockel. Nie są najmłodsze, powstawały w latach 90. Artystka nazwała je Gewohntheitstier i ponumerowała. Na wystawie są numery trzy, cztery, pięć, sześć – jest ich zatem więcej. Niemieckie słowo Gewohntheitstier oznacza zwierzę kierujące się w swych działaniach utrwalonymi przyzwyczajeniami. Zapewne kiedyś słowo to odnosiło się rzeczywiście do zwierząt, może do krów, które wieczorem same idą z pastwiska do obory, albo kur uciekających do kurnika, czy konia wracającego do domu – teraz jednak używane jest w sensie metaforycznym i opisuje ludzi, chętnie poddających się rutynie przyzwyczajenia. Przyzwyczajenie, pisał Marce Proust, ta pracowita prządka, pozwala nam znieść nieznośność życia. Trockel jednak przywraca temu słowu jego pierwotne znaczenie. Rzeczywiście są to zwierzęta, martwe zwierzęta, martwe, bo sztuczne, wykonane przez człowieka, martwe, bo leżą nieruchomo, a może jednak martwe tylko pozornie, bo śmierć jest po niemiecku bratem snu, a tak sugeruje opis: pomyślmy, że one może tylko śpią. Do czego jednak te zwierzęta się przyzwyczaiły? Do swej nieruchomości? Do swej martwoty? A może to jednak nie obserwacja zachowań zwierząt, lecz oskarżenie człowieka – bo może to my przyzwyczailiśmy się do tego, że to nic takiego, takie martwe zwierzę, bo wszędzie wokół nas są martwe zwierzęta. Kuratorzy twierdzą, że rzeźby Trockel stawiają nam pytanie, ile z naszych decyzji to nasze świadome działania, a ile – przyzwyczajenie, ale przyznaję, że w ogóle tak tych rzeźb nie odbieram. Oczywiście nie jest wykluczone, że 30 lat temu można je było zinterpretować w ten sposób, teraz, gdy nasza wrażliwość na cierpienie zwierząt niepomiernie wzrosła, taka wykładnia jest już nie do pomyślenia.

Na wystawie są jeszcze co najmniej dwa obiekty, które przypominają nam o tym, jak łatwo człowiek dla własnych potrzeb zadaje cierpienie zwierzętom.

Futra

Te futra nie wymagają komentarza. Instalacja jest dziełem dwóch artystek, które nazwały siebie Eva & Adele i twierdziły, że przybyły z przyszłości. Teraz jedna z nich już tam wróciła.

Krewetki

Autor Matthew Barney, klatka z filmu fabularnego Drawing Restraint 9: Toya (Ograniczenia rysowania) z roku 2006, którego akcja dzieje się na pokładzie japońskiego statku wielorybniczego. Kucharz okrętowy pozuje do kamery trzymając w ręku przygotowany posiłek – talerz krewetek – i wielki nóż, absolutnie nieadekwatny do prezentowanego pożywienia. Wg mnie nóż oznacza tutaj gotowość zabicia znacznie większego zwierzęcia, a krewetka jest tylko symbolem tego, że z obojętną miną można zadać śmierć każdej istocie, żeby ją zamienić w posiłek. I to, dodajmy, posiłek niekonieczny, luksusowy. Zdjęcie w sposób raczej luźny łączy się z dwoma głównymi tematami filmu: tworzeniem dzieła sztuki wielkiego jak wieloryb i rodzącą się miłością dwojga osób, które pod wpływem uczucia przekształcają się z ssaków lądowych w morskie. Muzykę do filmu stworzyła Björk.

https://www.smb.museum/museen-einrichtungen/hamburger-bahnhof/home

Muzeum Historii Naturalnej

Muzeum oferuje taką dawkę morbidalności, o jaką trudno w innych instytucjach kultury. Przede wszystkim szkielety, w tym dinozaury (imponujące). Dinozaury łatwo przyswajamy, bo to jednak nie my ludzie je wykończyliśmy. Z mamutami byłoby już inaczej. Dinozaury wyginęły około 55 milionów lat przedtem, zanim nasi przodkowie zeszli z palm kokosowych, wyprostowali się, przekształcili niezgrabne łapsko w sprawne narzędzie złożone z płaskiej dłoni i przeciwległego kciuka i ujęli w tę sprawną dłoń kamień i kij, obiekty, które rozwijały się tak długo, aż stały się komputerem i albo już mają świadomość, albo zaraz ją będą miały.

A zatem szkielety. Wypchane zwierzęta, takie jak żywe. Sztuczne zwierzęta, też jak żywe. No i nieprawdopodobny zasób tzw eksponatów mokrych, czyli tysiące słoi z zakonserwowanymi istotami nigdyś żywymi oraz ich poszczególnymi częściami, takimi jak mózg, albo nerki (z kamieniami i bez), albo serce.

Wikipedia podaje, że muzeum posiada 30 milionów obiektów, w tym 130.000 słojów z preparatami, zakonserwowanymi jednak nie tak jak dawniej w formalinie, lecz w 70% alkoholu. Niektóre słoje mają ponad 100 lat. Ich zawartość też.

https://www.museumfuernaturkunde.berlin

***

Oprócz tych trzech muzeów ruiny i trupy znajdziemy jeszcze w Gropiusbau, gdzie można obejrzeć wystawę Mariny Abramowicz, kontrowersyjnej artystki, znanej przede wszystkim z tego, że pracując z ciałem – własnym i cudzym – analizuje związki Tanatosa i Erosa.

Niestety Gropiusbau nigdy nie oferuje wejścia za darmo. Podkreślają nawet ten fakt na swojej stronie internetowej.

https://www.berlinerfestspiele.de/gropius-bau/programm/2026/ausstellungen/marina-abramovic

***

A na zakończenie trzeba jeszcze koniecznie iść do Neue Nationalgalerie (Nowej Galerii Narodowej) na wystawę o latach 20 XX wieku w sztuce, zatytułowaną, jakżeby inaczej: Ruin und Rausch (Ruiny i rausz). W pierwszy czwartek miesiąca wystawę można obejrzeć za darmo w godzinach od 16 do 20.

https://www.smb.museum/ausstellungen/detail/ruin-und-rausch

Leave a comment