Tadeusz Rogala
Malarka Molly Bukowska w Cieszkowach
Starszym mieszkańcom Cieszków wciąż jeszcze zdarza się wspominać, jak w czasie II wojny światowej we dworze u Bukowskich przebywała malarka, którą widywano, gdy siadywała przy drodze i malowała stary, już ze starości pokrzywiony domek, przykryty strzechą. Nie wiadomo, dlaczego właśnie tę chatę artystka wybrała, choć we wsi było wiele domów znacznie ładniejszych i bogatszych. Można by rzec, że ta niewielka wieś na Ponidziu ma szczególne szczęście do artystów – nie była to bowiem jedyna twórczyni związana z Cieszkowami.
Ta artystka, Maria Harriet (Molly) Bukowska, z domu Schulze, była córką Juliusza i Marii z Weberów. Urodziła się 5 listopada 1883 roku w Petersburgu. Tu ukończyła gimnazjum, a następnie Akademię Sztuk Pięknych (ze złotym medalem). Studiowała potem w Monachium i w Paryżu oraz w Anglii, Szwecji i na Węgrzech.
Była wieloletnią nauczycielką w Państwowym Gimnazjum Żeńskim im. Emilii Plater w Warszawie. W roku 1935 za „Portret syna” otrzymała nagrodę na wystawie jubileuszowej Zachęty. W roku 1937 została laureatką Nagrody Miasta Warszawy.

Maria Harriet (Molly) Bukowska, z domu Schulze
Molly Bukowska malowała głównie pejzaże, portrety i kwiaty. Uprawiała grafikę artystyczną i użytkową. Ilustrowała podręczniki szkolne do jęz. polskiego, a także wiele przedwojennych książeczek dla dzieci popularnych autorów, m.in. Marii Konopnickiej, Artura Oppmana, Zofii Reutt-Witkowskiej, Marii Weryho, Zuzanny Rabskiej i innych. W latach 1929-1933 tworzyła okładki ilustrowanego tygodnika „Tęcza”. Jest autorką m.in. obrazów „Na plaży” i „Portret kobiety”. Za obraz „Ponury dzień zimowy” otrzymała srebrny medal na wystawie w Paryżu w 1936 roku. Obraz ten stanowił prezent ślubny dla Tadeusza i Wandy Bukowskich. Mimo wielu talentów (szyła również zarobkowo) borykała się z trudnościami materialnymi.
Wielokrotnie bywała z mężem w Cieszkowach, w dworze Bukowskich, nie tylko na wakacjach, lecz także po to, by przetrwać I wojnę, a później – już jako wdowa – II wojnę światową. W tym okresie namalowała wiele akwarel przedstawiających obiekty dworskie, portrety oraz motywy przyrodnicze, m.in. obrazy „Dwór w Cieszkowach” i
„Studnia” oraz grafikę „Stelmarnia”.
Po wojnie mieszkała we Wrocławiu u swojego syna Ryszarda, krótko w 1965 roku przebywała w Nysie, a następnie w Katowicach. Daleko posunięty, wieloletni artretyzm utrudniał jej już malowanie. Ostatni obraz namalowała, przebywając przez pewien czas u Tadeusza i Wandy Bukowskich w Świętochłowicach. Była to akwarela przedstawiająca widok z balkonu na hutę.
Zmarła w Gliwicach 28 kwietnia 1970 roku. Na jej nagrobku widnieje napis: „Molly Hariet Bukowska artystka malarka”.

Grób Molly Bukowskiej na Centralnym Cmentarzu Komunalnym w Gliwicach
Była żoną malarza Stefana Bukowskiego, urodzonego w 1878 roku w Michałowicach na Ponidziu, oraz matką Ryszarda Bukowskiego – kompozytora, pedagoga i krytyka muzycznego, urodzonego w 1916 roku w Cieszkowach. Stefan i Molly spędzili u brata, Karola Bukowskiego, Boże Narodzenie oraz Nowy Rok 1915/1916; dlatego też miejscowość ta stała się miejscem narodzin przyszłego kompozytora, jednak dzieciństwo i młodość spędził w większości w Warszawie.
Ryszard Bukowski zdał maturę w 1935 roku. Poszedł w ślady artystycznych rodziców, wybierając jednak muzykę. W latach 1932–1939 uczęszczał do warszawskiego Państwowego Konserwatorium Muzycznego, gdzie uzyskał dyplom z kompozycji i teorii muzyki. Równocześnie, w latach 1936–1939, studiował na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W okresie wakacyjnym często przyjeżdżał do Cieszków. Ożenił się z Mariną Iwanow, a w 1941 roku urodził się ich syn. Gdy w 1943 roku rozpoczęły się bombardowania Warszawy, przyjechał do Cieszków. Po rozstaniu się z pierwszą żoną poznał tutaj Zdzisławę Podstawkę, wdowę, z którą zawarł związek małżeński w 1944 roku w Probołowicach. Następnie wyjechali do Katowic. Karierę muzyczną rozwijał później we Wrocławiu.

Cieszkowy, ok. 1943 rok. Od lewej: Ryszard i Marina Bukowscy, mała Irena Bukowska (córka Tadeusza Bukowskiego).
Stefan Bukowski od 1897 roku studiował w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, m.in. u Leona Wyczółkowskiego, a następnie w Monachium i Paryżu. Podróżował po Europie. W tym samym czasie, na tej samej uczelni, studiował starszy od Stefana o rok Karol Frycz z Cieszków. Nie ma jednak żadnych śladów ich znajomości, choć należy przypuszczać, że dobrze się znali.
Stefan i Molly przez pewien czas mieszkali i tworzyli w rodzinnym majątku Bukowskich w Michałowicach. Jak wspomina bratanek Stefana, Jerzy Bukowski, wybudowano dla nich specjalnie pracownię malarską – drewniany pawilon w przydworskim sadzie.

Molly Bukowska, „Chatka pod lasem”, Cieszkowy. Obraz namalowany na początku lat 40. XX wieku, w okresie okupacji niemieckiej. Przedstawiony na nim dom, położony przy lesie, na wylocie drogi do Probołowic, był zamieszkiwany przez rodzinę Załogów. Budynek został rozebrany na początku lat 60. XX wieku.
Molly i Stefan jednak na stałe związali się później ze stolicą, choć często gościli u rodziny na Ponidziu. Uczyli w Gimnazjum im. Emilii Plater i aktywnie uczestniczyli w życiu artystycznym miasta. Przed wybuchem I wojny światowej Stefan i Molly wystawiali w Warszawie, m.in. na głośnej Wystawie Wiosennej w 1914 roku w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych.
Stefan zmarł przedwcześnie w 1929 roku. Wówczas Molly sama utrzymywała dom, nadal ucząc rysunku w Państwowym Gimnazjum Żeńskim im. Emilii Plater w Warszawie i ilustrując książki dla dzieci.
O wycinkach z ich życia dowiadujemy się z pamiętników ojca Stefana, Emila Bukowskiego, gospodarującego na majątku w Michałowicach, w pobliżu Cieszków. Emil Bukowski tak pisze o początkach znajomości jego syna Stefana z panną Molly Schulze:
Stefan zainteresował się w Monachium panną Schulze, z matki Angielką, kształcącą się na malarkę. Stefan w tym roku jedzie na naukę do Paryża. On ma niewiele, a ona podobno nic — trudna sprawa, z czego żyć…. (Rok 1907 — przyp. autora)
Ojciec Stefana, z dziada pradziada ziemianin, wiedział, jak trzeba żyć, aby mocno stąpać po ziemi, i to tak w trudnych czasach. Mimo tego nie przeciwstawiał się wyborom swoich dzieci i pozwalał im iść własnymi drogami.
Stefan trochę malował w wakacje — model się kręcił — nie bardzo podobny — daj Boże, aby się mógł wyrobić i coś z tego miał. Stefan jest w Paryżu i tam również jest na studiach malarskich panna Molly Schulze, z którą się poznał w Monachium, z tą się obecnie zaręczył. Rodzice jej są poddani Sascy — matka Angielka. Z początku byliśmy temu przeciwni, bo to z innej narodowości i wyznania panna — ale widząc jego stałość zgodziliśmy się na ten związek i dzisiaj widzimy, żeśmy dobrze zrobili. Panna wykształcona, mówiąca 6 językami. Młoda, ładna. Ojciec jej jest w Petersburgu w instytucji finansowej prywatnej…
Stefan oświadczył, że choć cudzoziemka, to nasz kraj kocha i do nas się przywiąże. (Rok 1908) Molly ze Stefanem byli u nas (w Michałowicach, przyp. aut.) przez 4 tygodnie, potem powróciła do Petersburga. Bardzo nam się spodobała…
(Rok 1908) Ślub Molly i Stefana odbył się w Warszawie w kościele pokarmelickim, a akt ślubu spisany w parafii św. Antoniego na Senatorskiej. Bardzo się wszystko elegancko odbyło. Z jej strony była tylko matka, ciocia i siostra. Ojciec nie mógł być, nie dostał urlopu: urzędnik w towarzystwie ubezpieczeń na życie. Ja podejmowałem ich śniadaniem, za które 40 rs (rubli) zapłaciłem. Wydałem przeszło 300 rubli. Ponieważ Molly jest wyznania reformowanego, przeto przed ślubem dała deklarację przed księdzem w Stradowie, że dzieci będą wychowywane w wierze katolickiej…
Stefan pisał: jest w Bretanii nad morzem, żywi się prawie rybami, ślimakami i ostrygami — bo tam to wszyscy jedzą. Ludność biedna — rybacka. Spotkał tam starca, który służył w wojsku podczas kampanii włoskiej i miał dowódcę Polaka, bardzo go chwalił, że był to człowiek bardzo dobry. Ten oficer Sowiński się zwał.
Zapewne była to podróż poślubna nowożeńców, spędzana we Francji, która w tamtym czasie należała do najchętniej wybieranych kierunków takich wyjazdów. Kraj ten cieszył się opinią miejsca szczególnie atrakcyjnego dla artystów i osób związanych z kulturą, dlatego chętnie odwiedzano go w ramach podróży o charakterze nie tylko wypoczynkowym, ale i inspiracyjnym.
22.05.1909 rok. Stefanowie przyjechali już na wakacje. Przywiózł swój portret namalowany przez panią Boznańską, za który dostała 1000 fr. premii. On go dostał w prezencie. Cieszę się, że już ta włóczęga się skończy i osiądą w Warszawie na stałe. Dużo ciekawych rzeczy z bytności swej nad morzem opowiadają. Kraj bogaty, piękna zabudowa, a już na morze to by się całymi godzinami z nad brzegu patrzyło. Sama droga z Bretanii do nas kosztowała ich 200 reńskich, chociaż II klasą jechali. 7 dni byli w drodze. Byli u nas 2 miesiące i pojechali do Finlandii, bo tam będą rodzice Molki na letnim mieszkaniu.
Odwiedziłem Stefanów w Warszawie. Wynajęli mieszkanie z pracownią w Alei Ujazdowskiej nr 22. Płacą 500 rs rocznie. Ogromnie mi byli radzi — widzę ich chęć do pracy. Wzięliby co się da, byle grosz zarobić. Żal mi ich ogromnie, bo niewdzięczny sobie wybrali fach, aby go można zrealizować na gotowy grosz.
Stefanowi ciężko, bo trudno się utrzymać, a samym tym malarstwem prawie nic nie mogę zarobić, chociażby gwałtem chcieli. A Stefan irytował się, jak mi się — oddanie się tylko malarstwu nie podobało. Sam sobie to zgotował. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
To tyle o małżeństwie Stefana i Molly Bukowskich pisał w swoich pamiętnikach ojciec Stefana, Emil Bukowski. W roku 1912 Emil Bukowski zmarł.

Obraz Molly Bukowska Żniwa, akwarela, papier; 52 x 72 cm. Pola na cieszkowskim Gościńcu z widokiem na Czarnocin.
O Stefanie i Molly Bukowskiej pisała w swoich pamiętnikach też ich szwagierka, Zofia z Ryszkiewiczów Bukowska:
…Stefan, artysta malarz, poznał na studiach w Monachium p. Molly Schulze, b. zdolną malarkę, utalentowaną też w muzyce, ożenił się z nią w 1908 r. Ślub odbył się w Warszawie. Molly uważa się za Angielkę po matce, jakkolwiek ojciec był Saksończykiem, a urodziła się i wychowała w Petersburgu. Wybitnie utalentowana, inteligentna, zdolna, prędko opanowała język polski i wżyła się w stosunki polskie tak, że dziś za Polkę się uważa. Mieli jednego syna Ryszarda, utalentowanego jako muzyk, kompozytor – jest też wszechstronnie uzdolniony, nosi jednak wybitne cechy artysty, z pewnymi ich anormalnościami. Stefan zmarł dość wcześnie w 1929 r. Molly do dziś dnia pracuje zawodowo jako nauczycielka rysunków – nie zaniedbując sztuki, którą gorąco miłuje i w ten sposób zarabia na swoje utrzymanie. Stefan jakoś niefortunnie bowiem pokierował swemi finansami, tak że z otrzymanej z Michałowic spłaty, bodaj nic nie posiadają…
W „Tygodniku Ilustrowanym” z 4 kwietnia 1914 roku ukazał się artykuł H. Piątkowskiego o wystawie Molly i Stefana Bukowskich w warszawskiej Zachęcie.
Dwoje artystów, mąż i żona, pracujący w jednym zawodzie, fakt to nie nowy i w ostatnich czasach spotyka się dość często. Oryginalność polega na tym, że Bukowscy przedstawiają rzadki objaw zupełnej zgodności dążeń i celów: są to dwa organizmy, złączone wyrazem twórczym kreacji, jakby posiadały jedną duszę w dwóch ciałach.
Choć już od lat kilku zamieszkują Warszawę, Molly i Stefan Bukowscy mało są popularni w szerszych warstwach publiczności — znani są natomiast i szczerą koleżeńską sympatią otoczeni w tutejszej kolonii malarskiej.
Rozglądając bogaty, bo nacechowany wrodzonym talentem owoc ich pracy, w harmonii żywiołu malarskiego wyczuwamy harmonję dwojga istot skojarzonym wspólnym artystycznym wysiłkiem. Te dwie istoty są z sobą złączone nietylko węzłem małżeńskim, lecz i węzłem dopasowanym do siebie temperamentów. Wspólność poglądów opiera się tu na zobopólnej szczerości przekonań.
Dwa te duchy pokrewne idą w parze, choć każdy swą drogą — nie ich wina, że drogi te się wciąż łączą. Kto tu jest mistrzem? Kto podporządkowuje swój talent wpływom drugiego? — nie sposób odgadnąć. Aby odsłonić tę zagadkę, napróżno szukalibyśmy jej wytłumaczenia w propagowanym przez Hipolita Talne’a wpływie pochodzenia i środowiska.
Bukowski jest Polakiem, pani Bukowska — rodowita Angielka. Jej pierwszą mistrzynią była akademia petersburska — jego kroki kierował p. Wojciech Gerson.
Spotkali się dopiero za granicą, w monachijskiej szkole prof. Hollossy’ego, a następnie w Paryżu, w pracowni Henryka Martin’a. Przez kilka prac porowadzone studia samoistne, już po opuszczeniu murów akademickich, urabiały stopniowo ich artystyczną indywidualność.
Bukowscy są dziećmi epoki, która ich wydała – inaczej być nie może. Zwrot, który się zasadniczo krystalizował w powstających w końcu zeszłego wieku tzw. secesjach, w formie protestu przeciw akademickiej rutynie, pchnął całe pokolenia w kierunku eksperymentów. I gdy jedna część młodzieży artystycznej za podłoże do wyrobienia samodzielnego wzięła przyrodę, starając się ją zgłębić i tajnie w niej ukryte własnym słowem wypowiedzieć — inni, mniej silni duchowo, rzucili się do gemialnego naśladownictwa twórczych jednostek lub odgrzebywali prymitywne bądź egzotyczne ideały.
Bukowscy należą do tych, którzy, nie zrywając z tradycją wiekową, widzą w sztuce, opartej na naturze najwybitniejszy czynnik jej ciągłego postępu. Eksperyment, któremu się oddają, opiera się nie na fantazyi, lecz na szczerszej dążności do prawdy artystycznego wyrazu. Pragną pozostać sobą, jak nimi są zawsze rzeczywiści artyści.
To też wobec dorobku pary malarskiej, który widzimy zgromadzony w obecnej chwili w jednej z sal Towarzystwa Zachęty, dalecy jesteśmy od tzw. monachijskich sosów i paryskich poprawności. Czuć w tem ducha modernizmu, który w dodatnich swych cechach pozostanie jako dalszy ciąg logicznego przebiegu rozwoju sztuki, gdy z drugiej strony uważany będzie za genezę wszelkich dziwactw, które z niego się wyrobiły.
W szeroko malowanych, jasnych w harmonii, wolnych od utartej formuły produkcjach obojga Bukowskich widnieje dążenie do zogniskowania w dziele sztuki sumy wrażeń odebranych z rzeczywistości.
Nie są to fotograficznie wierne zarysy widzianych przedmiotów, lecz jakby artystyczna synteza chwili przedstawionej lub jednostki wybranej do odwzorowania. Bukowscy w portrecie lub studium z człowieka kładą nacisk na charakter postaci, nie zapominając nigdy o stosunku jej do otoczenia — malują człowieka i jako daną charakterystyczną jednostkę, i jako przypadkową plamę kolorową, którą stanowi względnie do tło. Krajobrazy ich również wychodzą z tegoż punktu widzenia — charakteryzują przede wszystkim nastrój chwili, reasumują, że tak powiem, wizję rzeczywistości w konkretnej formie odczutego wrażenia.
Z tak bliskiego zestawienia prac obojga artystów wysnuwa się jednak wniosek, że Molly Bukowska skłania się bardziej ku portretowi, Stefan Bukowski zaś zdaje się posiadać w sobie więcej pierwiastków, właściwych pejzażyście. Z dwóch portretów, w których mąż żonę, a żona męża malowali, praca pani Bukowskiej posiada głębsze odczucie wyrazu i formy. Jej inne studia, jak: „Dziewczynka z lalką”, szkic z dużym nerwem i rozmachem zaznaczony, „Dziewczynka na tle zieleni” oraz „Jędrek” — są to rzeczy, które, zewnętrznie przedstawiając gorączkowe rzuty pędzla, mieszczą w sobie doskonałe owładnięcie formy i wiarygodną obserwację.
Talent Stefana Bukowskiego zaznacza się przede wszystkim w jego pejzażach. Są one jaskrawe w swej jasności, jednostajnie może nieco w zieleni, lecz równocześnie wyraziste w kolorystycznym zespole. Artysta operuje bardzo trudnymi do zharmonizowania farbami — gorącą zielenią, którą łamie zimnymi, niebieskimi tonami. „Z krakowskiej ziemi”, „Oset”, „W południe” i tyle innych, pociągają poezji oddanej wizji natury. Bezpośrednią obserwację łączy on z pełną samowiedzą odniesionego wrażenia. W ten sposób powstają obrazy o silnym piętnie samodzielnego wyrazu.
Cały szereg studiów, rysowanych kolorowymi kredkami, uzupełnia tę wielce zajmującą ekspozycję idealnej pary małżeńskiej — idealnej, gdyż skojarzonej szlachetnym uczuciem miłości sztuki. H. Piątkowski.”
Bukowscy wystawiają swoje prace w Zachęcie wiele razy, a wraz z nimi m.in. Jacek Malczewski, Juliusz Fałat, Leon Wyczółkowski, Józef Brandt, Józef Chełmoński, Włodzimierz Tetmajer, Wojciech Kossak, Włodzimierz Konieczny – cała plejada ówczesnych najznakomitszych polskich malarzy. Stefan Bukowski bywał także w jury wystaw w Zachęcie.

Molly Bukowska, „Pierwszy Dzień Wiosny”, obraz wystawiony w 1914 roku w Zachęcie. Przedstawia widok spod spichlerza wzdłuż alei lipowej w kierunku obory w majątku cieszkowskim.
We wrześniu 1939 roku Molly Bukowska traci możliwości pracy i opuszcza Warszawę – znalazła schronienie w majątku Karola Bukowskiego w Cieszkowach. Podczas gdy okupowana Warszawa była miejscem skrajnie niebezpiecznym, to właśnie tam, na świętokrzyskim Ponidziu, artystka mogła w relatywnym spokoju przetrwać najcięższe lata, poświęcając się pracy twórczej. Cieszkowami zarządzał wówczas już syna Karola Tadeusz wraz z żoną, Wandę z Maliszów. Majątek dał bezpieczną przystań ponad trzydziestu osobom przybyłym z Warszawy, Poznania i Śląska. Molly Bukowska z pewnością ceniła pobyt w Cieszkowach. Miejsce to mogło stanowić dla niej źródło inspiracji twórczej, sprzyjając pracy artystycznej i refleksji nad otaczającą rzeczywistością.

Molly Bukowska, „Harcerz”, rok 1937; Jan Nepomucen Bukowski, syn Karola, w oknie dworu w Cieszkowach. Z okna widoczne aleje lipowe, za nimi wierzchołek ponad 300-letniego wiązu rosnącego na kopcu.
W Cieszkowach przechowywano dużą kolekcję dzieł Molly z lat 1935–1945, co sprawiło, że ta część jej dorobku przetrwała do dziś. Jej prace z poprzednich lat uległy zniszczeniu podczas Powstania Warszawskiego.Taka spójna, nienaruszona kolekcja jednego autora, skupiona wokół konkretnego miejsca i dramatycznego okresu historycznego, ma ogromną wartość historyczną, dokumentacyjną i emocjonalną.

Stanisława Malisz (po lewej) i Molly Bukowska przed dworem w Cieszkowach, okres wojenny.
Dwór rodziny Bukowskich, określany przez miejscowych mianem „pałacu”, uchodził za jeden z najpiękniejszych dworów szlacheckich na Ponidziu. Jego architektura i reprezentacyjny charakter sprawiały, że bywał porównywany zarówno do warszawskiego Belwederu, jak i – w opinii niektórych – do Białego Domu w Waszyngtonie.

Dwór w Cieszkowach od frontu; na schodach – Karol Bukowski
Również historyczne otoczenie dworu w Cieszkowach musiało w szczególny sposób inspirować Molly. W bezpośrednim sąsiedztwie dworu wznosił się stary zbór ariański, później kalwiński, który wraz z otaczającą go przestrzenią nadawał temu miejscu atmosferę sprzyjającą twórczym poszukiwaniom. Uzupełniały go ponad 300-letnie aleje lipowe, tworzące niepowtarzalny pejzaż i nadające całej okolicy wyjątkowy, nastrojowy charakter.

Molly Bukowska, tył dworu w Cieszkowach od strony północnej.
Z tego właśnie miejsca, z jego atmosfery i z ducha przenikniętego obecnością starych drzew, czerpał inspiracje do swojej pracy artystycznej inny wybitny Cieszkowianin, Karol Frycz. Te wiekowe lipy w alejach dworskich „gościły” przez lata wiele znakomitych osobistości — nie tylko ze świata sztuki, lecz także nauki i życia publicznego.
W lipcu, gdy lipy rozkwitały pełnią swej urody, aleja zmieniała się niemal w żywy organizm. Tysiące pszczół wypełniały przestrzeń nieustannym, pulsującym brzęczeniem, które zdawało się przeradzać w wielki, naturalny koncert. W powietrzu unosił się ciężki, słodki zapach kwiatów, tworząc aurę, w której czas jakby zwalniał, a rzeczywistość nabierała niemal malarskiej, onirycznej głębi.

Molly Bukowska pracuje w ogrodzie dworu w Cieszkowach (1942 r.)
Molly Bukowska w latach 1935–1945, a zwłaszcza po wybuchu wojny w 1939 roku, malowała akwarelami. Farby olejne, płótna oraz krosna były towarem luksusowym i niemal niedostępnym na polskiej wsi. Malowanie akwarelami wymagało jedynie papieru, zestawu podręcznych farb wodnych i pędzli. Była to technika mobilna – Molly mogła łatwo zabrać blok papieru w plener, usiąść w sadzie lub przed dworem w Cieszkowach i szybko uwiecznić architekturę czy grę światła.
Akwarela to jedna z najtrudniejszych technik malarskich. W przeciwieństwie do farb olejnych nie wybacza błędów – raz położonej plamy barwnej na papierze nie da się zamalować ani poprawić. Świadczy to o znakomitym warsztacie Molly Bukowskiej, który wyniosła z europejskich akademii. Jej petersburskie i paryskie wykształcenie pozwoliło jej na operowanie czystą, precyzyjną plamą i światłem na papierze.
Warto także wspomnieć o ilustracjach książkowych Molly Bukowskiej. Przeglądając je, nietrudno dostrzec rodowitemu Cieszkowianinowi, że wiele ich elementów czerpie inspirację z krajobrazu cieszkowskiego i okolic. Te ponidziańskie pagórki czy stare wierzby przy łąkowym rowie tworzą typowy, lokalny pejzaż.

Maria Konopnicka „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”,ilustracje: Molly Bukowska, Warszawa, 1933 r., Wydawnictwo M. Arcta. To stare drzewo na ilustracji po prawej to prawdopodobnie stary wiąz, który stał na kopcu w Cieszkowach. Po lewej – typowa łąka cieszkowska ze starymi wierzbami.
Jakże nie docenić zasług tej artystki, która tak wyraźnie wpisała się w historię Cieszków, choć miejscowość tę wybrała na kilka lat z konieczności dziejowej. Zbiór akwareli Molly Bukowskiej z lat 1935–1945 stanowi dziś jedyną, bezcenną i autentyczną ikonografię obiektów tego majątku, zanim został on bezpowrotnie wymazany z mapy Ponidzia.
Po 1945 roku, w realiach nowej władzy ludowej, w ciągu niespełna dekady doprowadzono ten okazały i historycznie cenny dwór do stopniowej degradacji, a ostatecznie do jego zniszczenia i rozbiórki. Wypędzając ziemian z ich posiadłości, władza ludowa pozbawiła wieś jednej z jej najwartościowszych warstw społecznych. Oddzieliła od organizmu wsi jego duszę, by następnie pozostawić zarówno ją, jak i samą wieś, na pastwę losu.
Choć sam modrzewiowy dwór zniknął, w Cieszkowach wciąż można odnaleźć materialne ślady dawnego zespołu dworskiego. Należą do nich pozostałości parku dworskiego z wiekowymi alejami lipowymi oraz stojący tuż obok szkoły historyczny, murowany zbór braci polskich (ariański) z XVII wieku, który w czasach Bukowskich służył jako dworski spichlerz i lamus.
Historyczne aleje lipowe, choć w znacznym stopniu przetrzebione i zaniedbane, są świadkami wielu historycznych i kulturalnych wydarzeń, uwiecznionymi w polskiej literaturze i na obrazach artystów. Pozostają w spokojnej, niewzruszonej formie, czekając na dalszą łaskę lub niełaskę władz lokalnych.
