#GlobalScream #Globalny Krzyk #AufschreiGlobal

Globalny Krzyk to akcja artystyczna i performance polityczny polegający na minucie krzyku kobiet w określonej intencji, stworzony przez przez polską artystkę i aktywistkę Annę Krenz z kolektywu Dziewuchy Berlin (www.dziewuchyberlin.org) w 2019 roku. (https://www.dw.com/en/my-body-my-choice-anna-krenz/av-56776102)

Akcja powstała jako propozycja na obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet w 2019 roku dla niemieckiego Feministycznego Strajku Kobiet (Feministischer Frauen*Streik). Podczas zjazdu organizacyjnego 17 lutego 2019 roku w Berlinie propozycja została przedstawiona i przyjęta w głosowaniu większością głosów jako jedna z głównych akcja Feministycznego Strajku w Niemczech (obok akcji #IchStreike również zaproponowanej przez Annę Krenz / Dziewuchy Berlin). Akcja #GlobalScream po raz pierwszy odbyła się 8 marca 2019 roku w Berlinie i innych niemieckich miastach, w niektórych miejscach w Polsce (Poznań – Black Venus Protest, Kraków – Siostry Rzeki), Danii, Belgii czy Afryce Zachodniej. W samym Berlinie, krzyczało 25.000 osób (https://kommon.jetzt/globalscream-womenstrike-2019-berlin-2/).

W 2020 roku akcja ponownie przeprowadzona była w Berlinie i innych miastach podczas Międzynarodowego Dnia Kobiet (https://frauenstreik.org/event/aufschreiglobal-global-scream-globalnykrzyk/) (https://www.neues-deutschland.de/artikel/1134009.frauentag-ein-schrei-aus-tausenden-kehlen.html ) (https://www.altersdiskriminierung.de/themen/artikel.php?id=10972&search=Streik&searchin=all), na przykład w Norymberdze o godzinie 17.00 (https://femstreiknbg.home.blog/2020/03/11/8-marz-20-feministischer-sitzstreik-demonstration/) lub we Freiburgu (https://www.badische-zeitung.de/suedwest-1/um-17-uhr-aufschrei–167469460.html)

28 września 2020 Safe Abortion Day Foto Oliver Feldhaus

Koncepcja

Kolektyw Dziewuchy Berlin zainicjował #GlobalnyKrzyk jako symboliczną, ale i realną akcję solidarności kobiet ponad granicami, w której każda osoba może wziąć udział, bez względu na różnice ideologiczne, narodowość, język, wyznanie czy płeć.

Globalny Krzyk powstał również jako próba zjednoczenia podzielonego środowiska feministycznego w Berlinie w Międzynarodowy Dzień Kobiet. Tego dnia odbywają się dwa różne marsze, organizowane przez dwa kolektywy: Frauen*Kampftag i Alliance of Internationalist Feminists, które mają różne programy, ideologie i trasy przemarszów. (https://berlinlovesyou.com/anna-krenz/)

Dzięki symbolicznej akcji przeprowadzonej o tej samej godzinie uczestniczki obu marszy mogły zrobić coś wspólnie, choć znajdowały się w różnych miejscach – krzyczały przez minutę, razem choć osobno, a każda z osobistych powodów.

Z opisu akcji: „Global Scream jest kobiecym krzykiem wściekłości, gniewu, żalu a może i radości – każda z nas zna te emocje, nawet jeśli ich przyczyny są różne. I każda może krzyczeć. Nie musimy nawet mówić tym samym językiem, aby stać się jednym głosem. Głosem kobiet.
Krzyk staje się rodzajem katharsis, który wyzwala emocje. Fizycznie krzyk zamienia nasze negatywne emocje na pozytywne, a tlen uwalnia moc i energię.
Oddajemy nasz głos! Jesteśmy kobietami, jesteśmy wściekłe i nie poddamy się! Wszystkie kobiety razem!

To tylko minuta dla kobiety, ale globalny krzyk dla kobiet świata!
Będziemy głośno!
Dołącz do nas! Podnieś głos!” (Anna Krenz / Dziewuchy Berlin)

Hashtag

Globalny Krzyk posługuje się hashtagami: #GlobalScream, #AufschreiGlobal, #GlobalnyKrzyk, #ElGritoGlobal. Niemiecka wersja nazwy jest nawiązaniem i ukłonem w kierunku hasła #Aufschrei, spopularyzowanego przez niemiecką feministkę Anne Wizorek 23 stycznia 2013 roku na Twitterze (https://de.wikipedia.org/wiki/Aufschrei#). Była to reakcja na seksistowskie wypowiedzi polityków w niemieckich mediach i zapoczątkowała lawinę komentarzy w mediach społecznościowych – dotycząych doświadczeń seksizmu w życiu codziennym. Hashtag #Aufschrei był niemieckim odpowiednikiem hashtagu #MeToo, który powstał kilka lat później – w 2017 roku (https://www.augsburger-allgemeine.de/themenwelten/leben-freizeit/Chauvinimus-Debatte-MeToo-wir-alle-der-neue-Aufschrei-id43026451.html)

Kolejne performance Globalny Krzyk (#GlobalScream)

Kolektyw Dziewuchy Berlin (https://www.exberliner.com/features/zeitgeist/poland-abortion-protests/) organizuje Globalny Krzyk w Berlinie i współorganizuje akcje w innych krajach. Wybrane przykłady:

“Wir leben Widerstand! Für ein Ende der Gewalt gegen Frauen*” / Dość! Stawiamy opór!

Dziewuchy Berlin wzięły udział w Proteście na rzecz zaprzestania przemocy wobec kobiet*” 16.11.2019 na Hermannplatz w Berlinie i przeprowadziły akcję #GlobalScream.

(https://www.youtube.com/watch?v=05PxlO_CR6I)

Dzień BezpiecznejAborcji 2020

W Międzynarodowy Dzień Bezpiecznej Aborcji 28 września 2020 pod Bramą Brandenburską Dziewuchy Berlin zorganizowały protest i performance „Voices“, którego częścią była mobilna instalacja Ambasada Polek (Botschaft der Polinnen*) i Globalny Krzyk. Na proteście głos zabrały członkinie organizacji jak Ni una menos Berlin, Berlin-Ireland Pro Choice Solidarity czy Bündnis für sexuelle Selbstbestimmung.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2020/09/30/28-9-2020-voices-botschaft-der-polinnen-performance/) (https://www.sexuelle-selbstbestimmung.de/15893/pressemitteilung-berlin-feiert-den-internationalen-safe-abortion-day/)

CZARNY SPACER, czyli nigdy nie będziesz szła sama

Marsz solidarności z kobietami w Polsce, zorganizowany przez kolektyw Dzieuwchy Berlin w ramach Krwawych Tygodni, który odbył się 5 listopada 2020, prowadził z Bebelplatz do Bramy Brandenburskiej, gdzie zakończył się Globalnym Krzykiem.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2020/11/03/2-bloody-week-5-11-2020-czarny-spacer-black-walk-you-will-never-walk-alone/)

GlobalScream w Brukseli

Kongres Kobiet w Brukseli i Black Brussels Balloons zorganizowały protest 25 listopada 2020 “Protest #SolidarityWithPolishWomen – Manif de soutien“, którego częścią był Globalny Krzyk (https://www.facebook.com/events/400180964501763/)

Protest “Hańba! Schande! Disgrace! Soli demo with Polish women”

Po opublikowaniu przez Trybunał Konstytucyjny wyroku dotyczącego zakazu aborcji z powodu wad letalnych płodu, Dziewuchy Berlin zorganizowały protest solidarności z Polkami na Placu Paryskim, którego częścią był Globalny Krzyk.

(https://www.dziewuchyberlin.org/2021/01/30/31-1-2021-hanba-schande-disgrace-soli-demo-with-polish-womxn/);

Międzynarodowy Dzień Kobiet 2021

Na demonstracji zorganizowanej wspólnie z Omas Gegen Rechts Berlin na Nettelbeckplatz w Berlinie, Dziewuchy Berlin zorganizowały performance z manifestem „Jesteśmy Istotne“ oraz poezją poznańskiej aktywistki zamordowanej podczas II Wojny Światowej w więzieniu w Ploetzensee w Berlinie – Ireny Bobowskiej (https://www.dziewuchyberlin.org/2021/03/11/irena-bobowska-die-vergessene-heldin-zapomniana-bohaterka/). Częścią performance był Globalny Krzyk.

Więcej linków:

#AufschreiGlobal / #GlobalScream / #GlobalnyKrzyk 2019:

“8M in Berlin” (in spanish) / von Radosveta Strumenlieva >>>

“O prawach kobiet w Polsce i w Niemczech: Anna Krenz i Anna Czechowska” – Radio COSMO Po Polsku >>>

Global Scream –  video by kommon.jetzt/

Berlin: “Um 17 Uhr soll es eine Aktion geben, die auch diejenigen anspricht, die weniger gut Deutsch sprechen: Beim „globalen Aufschrei“ soll durch Schreien auf Arbeitskämpfe, fehlenden Klimaschutz oder Kinderbetreuung aufmerksam gemacht werden.” taz.de >>>

Leipzig: “Dort findet um 17 Uhr der globale Aufschrei statt: Wir werden bundesweit 100 Sekunden schreien, um darauf aufmerksam zu machen, dass Frauen* und Queers jeden Tag 100 Minuten mehr arbeiten müssen, um das gleiche zu verdienen wie Männer. ” kreuzer-leipzig.de >>>

Stuttgart: Internationaler Frauentag in Stuttgart / StN.de >>>

Hamburg: “Um 17 Uhr startete die Demo „Ohne uns steht die Welt still“ mit dem „globalen Aufschrei“, der bundesweit mit Trillerpfeifen, Töpfen etc. durchgeführt wurde. Die Demonstration kam auf halber Strecke mit der Demonstration des Pflegebündnisses zusammen. Insgesamt waren 10.000 Menschen auf den Straßen”. anfdeutsch.com >>>

Halle: “Kreative Protestformen wie ein globaler Aufschrei, die Niederlegung der Erwerbs- und Hausarbeit, Fahrraddemos, Performances zeigen, dass der Unmut unter den Frauen* wieder zunimmt und vielfältige Ausdrucksformen findet.”  www.hallelife.de >>>

Bonn: „Wir schreien 100 Sekunden für die 100 Minuten, die Frauen in Deutschland pro Tag unbezahlt mehr arbeiten“ www.rundschau-online.de >>>

“Internationaler Frauenkampftag am 8. März: Aktionsformen vom kollektiven Aufschrei bis zum diskreten Bummelstreik” www.jungewelt.de >>>

Chodzenie po mieście

Ela Kargol

Z Moabitu do Friedenau. Schoenholtz i jego rzeźby

Berlin, Moabit, dzielnica, którą odkrywam krok po kroku, kamienica po kamienicy, ulica po ulicy, zawsze z tego samego miejsca, czyli spod Zakładu Karnego Moabit.

Na rogu Rathenower Straße i Alt-Moabit, w miejscu, gdzie kiedyś znajdował się budynek sądu karnego, a przed jego budynkiem rozwścieczony lew odlany z brązu, autorstwa Alberta Wolfa, bronił zaciekle swoich lwiątek przed przebiegłym i równie potężnym wężem, stoi dzisiaj inny budynek i inna rzeźba, możliwe nawet, że dokładnie w tym samym miejscu. Ta inna rzeźba jest jedną z sześciu, które znajdują się na osiedlu Heinricha Zille’go i są odpowiedzią i przeciwwagą do Pomnika Ułanów Limburga.

Osiedle Zille’go (Heinrich-Zille-Siedlung) powstało na terenie dawnych koszar Drugiego Pułku Ułanów Gwardii w późnych latach 70 ubiegłego wieku.

Teren koszar, nie tylko drugiego pułku, ale też innych regimentów, rozciągał się między Perleberger Straße, Rathenower Straße, Invalidenstraße prawie aż do obecnego Dworca Głównego w Berlinie (Berlin Hauptbahnhof), zajmował obecny Fritz-Schloß-Park, graniczył ze słynnym więzieniem moabickim, Zellengefängnis Lehrter Straße, na którego miejscu znajduje się teraz park historyczny. Drugi Pułk Ułanów Gwardii został zdemobilizowany w 1918 roku. Budynki przejęła Reichswehra, potem Wehrmacht. W 1943 roku w koszarowych stajniach 2000 Żydów, uwięzionych podczas tzw. Fabrikaktion, czekało na transport do KZ Auschwitz. W czasie wojny część budynków została zniszczona, do nich dołączyły gruzy innych moabickich budowli, część budynków zajęła berlińska policja. Z koszarowych gruzów powstało wzniesienie, jakich jest w Berlinie kilka – są to tzw. Trümmerberg (góry z gruzów). Kubistyczny pomnik przy wejściu do parku o tym przypomina.

W 1923 r. ostatni dowódca pułku Ludwig Karl Maria Graf von Maldeghem odsłonił pomnik ku czci poległych ułanów w czasie I wojny światowej. Pomnik nie stoi w tym samym miejscu, w którym został pierwotnie postawiony, ale dość niedaleko, a mianowicie przy Claire-Waldoff-Promenade, prawie w środku Osiedla Zille’go. Zauważalny jest niemal od razu, czego nie mogę powiedzieć o jego sześciu przeciwstawnych odnośnikach, które giną wśród bloków. Architekt planując osiedle zadał sobie naprawdę wiele trudu angażując i rozpisując konkurs na zagospodarowanie i upiększenie osiedla sztuką, sztuką nawiązującą do historii miejsca.

Konkurs wygrał rzeźbiarz, profesor Berlińskiego Uniwersytetu Sztuki (UdK Berlin) Michael Schoenholtz. Schoenholtz zaprojektował sześć rzeźb nawiązując i przeciwstawiając je pomnikowi Limburga, gloryfikującemu wojnę i militarność, nawiązał do koloru pomnika ułanów, do dwustopniowego cokołu i elementów, które zawiera. I tak powstały: Broń (Waffen), Miłość (Liebe), Życie (Leben), Harmonia (Harmonie), Słońce (Sonne), Sny (Träume).

To są tytuły nadane przez architekta osiedla Volkera Theißena. Artysta Schoenholtz nazwał swoje dzieła trochę inaczej. Podaję je tutaj w tej samej kolejności jak wyżej: Przeciwko wojnie, Roślina, Grono, Zniszczona forma, Słońce, Nadające się do zamieszkania.

W cokołach rzeźb umieszczone są metalowe tabliczki z cytatami Nitzschego, Goethego, Blocha, Salomo, Camusa, Ponge’a. Pierwszą, którą zobaczyłam była Broń lub jak chciał rzeźbiarz – Przeciwko wojnie. Na metalowej tabliczce umieszczone są słowa Nitzschego:

Die eherne Notwendigkeit ist ein Ding, von dem die Menschen im Verlauf der Geschichte einsehen, dass es weder ehern noch notwendig ist.

“Bezwględna konieczność jest rzeczą, która – jak się w przebiegu dziejów okazuje – nie jest ani bezwzględna, ani konieczna.” (tłumaczenie Ela Jagiełło)

Gdybym nie zobaczyła przy Rathenower Straße pierwszej rzeźby, dla mnie pierwszej, nie dotarłabym nigdy do pozostałych tak starannie i szczegółowo zaprojektowanych, ustawionych na planie starych koszar, z przekazem antywojennym. Niektóre z nich zarosły zielenią osiedlową, niektóre stały się niewidoczne dla mieszkańców osiedla, przemykających między Słońcem, Życiem i Miłością. Bardziej widoczny jest ślimak lub rzeźba przedstawiająca jeden z rysunków Zille’go, są to rzeźby innych artystów. Osiedle aż tętni sztuką, szkoda, tylko, że za pierwszym, ani nawet za drugim razem nie jest ona widoczna i zrozumiała.

Wracając do artysty Schoenholtza, muszę się przenieść z Moabitu na Friedenau. Miał pracownię niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, przy Görresstraße. Zmarł w roku 2019, pochowany jest na cmentarzu przy Stubenrauchstraße, wśród sławnych i mniej sławnych artystów. Gdy jeszcze żył, oferował kursy rzeźbiarskie w kamieniu dla dzieci. A ja wtedy bezskutecznie szukałam takich kursów dla wnuka. Dzisiaj weszłam na podwórko, gdzie Schoenholtz tworzył, jedyne podwórko z pracowniami rzeźbiarzy, które zostały na tej ulicy, dawnej Wilhelmstraße. Przeszło sto lat temu w prawie co drugim domu znajdowało się atelier rzeźbiarskie. Tu mieszkali i tworzyli tacy rzeźbiarze jak: Valentino Casal (1867-1951), Johannes Götz (1865-1934), Eberhard Encke (1881-1936), Paul Hubrich (1869-1948), Edmund Gomanski, (1854-1930), Ludwig Manzel (1858-1936, twórca szczecińskiej Sediny). Podobno cesarz Wilhelm II nazwał to miejsce Klein Carrara. To właśnie tu dostarczono wielki blok marmuru karraryjskiego, z którego miały powstać na zlecenie cesarza 32 pomniki ustawione później w Alei Zwycięstwa (Siegesallee).

Ale to będzie już inny spacer, z Friedenau do Tiergarten.

Zapiski na mankietach 2

Tibor Jagielski

Geriatric Clinic of Doctor Klaus von Strohsack, Black Forest, Germany

A young reporter of NYT hear that in a famous Geriatric Clinic of Doctor Klaus von Strohsack, Black Forest, Germany, live more then one over hundred years and sexually active men.
She takes the plane and fly to Europe to make a good story.
At the place, wonderful, old castle in the mountains, she meet a group of old men
they work or walk in pretty, full of flowers and fruit trees, garden.
She go to the man looking very old and ask:
– Hello, can you say me how old you are?
– I’m 103 years old, my child
– Great! And can I ask you something very private?
– No matter, try…
– How long you are sexually active?
– 99
– Wow! Congratulations! And what is a secret of so successfully way of life?
– I try all the time gymnastics and drank only yoghurt.
– Thank you very much!, she leave the old man and go to the next
– Hello, can you say me how old you are?
– I’m 105 years old, drank yoghurt and try gymnastic.…
– And can I…
– 100!
– Marvellous!, she shakes the micro and went to the next one
– I’m 98, active till 96, gymnastic and yoghurt
– Very good!, she says and turns to the one, which looks much older, than the others and ask
– And how long stay you active, dear mister?
– I’m into.
– Amazing! And what is your secret?
– All the time beer.
– ???!!! And… how old are you, great master?
– 36.

Ten rysunek, dzieło Autora, został podpisany Haus Abo-Moen. A te na końcu wpisu: Krab i Rapperswill.

Sałatka wodnika

1 miska młodych wodorostów
1 bukiecik drobno pokrojonego koperku
do tego
4 dorodne pomidory, pokroić w dzwonka
2 cukinie pokrojone w plastry,
które przysmażyć na patelni z oliwą, tymiankiem, gałązką rozmarynu i szałwią
i odstawić na moment w ciepłe miejsce (przy ognisku – w popiele)
do miski wrzucić pomidory, posiekany koperek i sos:
2 ząbki czosnku rozdusić i wymieszać
z 4 łyżkami oliwy
dodać
2 łyżki stołowe ostrej musztardy
i wymieszać
1 cytryna (sok)
cukier, sól do smaku

wszystkim ostrożnie wstrząsnąć
i posypać przysmażoną cukinią

podawać najlepiej z prażonym nad ogniem pumperniklem
tudzież dobrze zmrożonym aquavitem i pinot noir najlepiej z alzacji

smacznego!

a na deser krokusy i przebiśniegi w sosie poziomkowym
(asti spumante, sambucca i espresso)

PS. zamiast wodorostów można użyc queller (solirody)
https://de.wikipedia.org/wiki/Queller
(w Anglii i Holandii do nabycia w supermarketach, właśnie zaczął się sezon)

Akurat niedawno pisał o tym faz:
https://www.faz.net/aktuell/rhein-main/region-und-hessen/kochen-mit-queller-gemuese-von-der-salzwiese-17292764.html

***
Autor sam mnie sprowokował do wtrącania mu się we wpis, bo przysłał mi kartkę z wiatrakiem. Dodaję więc dwa inne wiatraki znalezione w Berlinie oraz niebieską kartkę (z Dulcyneą?), którą przysłały Joanna i Tania, nasze blogowe autorki-podróżniczki. I informuję, że w mojej ulubionej książce kucharsko-literackiej Yummy books mówi się o pewnym (nieznanym mi zresztą) bohaterze literackim (Sprzysiężenie osłów Johna Kennedy’ego Toola), że był skrzyżowaniem szalonego Olivera Hardy, Don Kichota i Tomasza z Akwinu. I opychał się donatami.

Chodzenie po mieście. Od Nova

https://vimeo.com/480048841

Part of this project is also walking.

Walking in the desert and walking in the city.

Walking

Bungeeing or flying.

But flying doesn’t let the traces on the surface of the world. Walking does.

Mostly she is alone, there are no words and no real traces. Just space.


long duration performance 12 h, 2018

(…) it was 12-hour walk around Berlin during which, thanks tu the connection to Google Maps and an application for drawing a route, I enter the word FORCE in the City map. My path is defined by the order of the letters. No mapping out the route contributed to any inadvertent breaking of laws and arrest by the police(force) and consequently, the necessity to choose another path, which could be observed in the letter F.

When walking, I followed the principle of “keep walking”. I hat twelve envelopes prepared with a link to the performance and the phrase “keep walking” written on each, which I would hand out on the hour, every hour, on random to different people, without any additional explanation.

performance, experience, action in public area
exlusive ecological art, 2017

Felicja meaning “happy”. Here is one of that has not finished up in the broth (in Poland, the obligatory dish served on Sunday’s lunch) was what we manifested during our Sunday walks, that we took in Old Town, in Kraków. The price for saving her life was an adaptation to new conditions. Fela took up residence in one of Cracow tenements houses on Lea Street with myself. MT, Lumiér’s cat and several plants including two ficuses benjamins. In the kitchen by the balcony, there was a wooden chicken coop arranged for her.

Walking with Felicja and the experience of sharing a living space with her aroused a lot of emotions. McDonald’s environs aroused the most critical underbelly point. Our walks turned to be devastating.

And an the top of it, drawing the city with / by Maria Nova:

https://en.supernova-2.com

Zapiski na mankietach / Notizen auf den Manchetten

śmierc jest jak stara kurwa na kudamie
                                                            (al)

jak staniesz na hermannplac, weźmiesz pomarańczę do ręki, zamkniesz oczy, kilka razy się obrócisz i tą pomarańczą rzucisz, to zawsze trafisz mewkę albo tajniaka
                                                                                      (k-c)

– też chciałbym mieć taki drut w głowie jak wujek, tato!
– nie narzekaj, polewaj!
                                   (l)

– a wiesz jak sie teraz ubana nazywa?
– ??
– corona express
                        (b) 

Wußtest Du schon…

…dass Weinbauern als Haustiere
   bevorzugt Lachtauben halten?
                                             (pg)



               Politikier

Steht auf meinen Zehen und
    behauptet, daß er den
           Schmerz fühlt.
                              (pg)

Gut gesagt!

Bei manchem ist Propfen
und Schmalz verloren.
                                  (pg)

Beim Sex:
sie – “Sag’ mir schmutzige Sachen!”
er  –  “Küche, Wohnzimmer…”
                                  (pg)

Aus der Vogelwelt

Eine Krähe hackt der anderen kein Auge aus,
es sei denn, es lohnt sich.
                                     (pg)

“Guten Tag” wird abgeschafft.
Dafür folgt “Smörebröd”.
                                    (pg)

Wusstest Du schon…

… dass Chemie und Wahnsinn nahe beieinander liegen?
                                                                                       (pg)

Tip für den Haushalt

Die Helligkeit der Wohnung
kann bedeutend verbessert werden.
wenn man statt Äpfel,
Birnen in die Lampe(n) schraubt
                                                     (pg)


“Warum können wir nicht alle am gleichen Strick ziehen?”
fragte der Delinquent seinen Henker
                                                       (pg)
——————————————-
(al) – adam legyel
(b) – berlinera (polski slang w berlinie zach.)
(l) – ludowe
(k-c) – kaziu – cwaniaczek
(pg) – peter gregor

——————————————

Rysunki Autor: Gekko, Halb&Voll, Troll; winieta: Fakty z kuchni


Chodzenie po mieście. Ciotka.

Ewa Maria Slaska

Poszłyśmy z Elą Kargol na cmentarz. Myślę, że wszyscy już wiedzą, że to nasza ulubiona rozrywka. W Wielką Sobotę był to cmentarz Wilmersdorf, gdzie jak wszędzie, kwitną kwiaty, skaczą wiewiórki, leżą obok siebie ofiary i sprawcy wojny, ale gdzie też, jak zawsze, każda z nas znajdzie coś dziwnego i niezwykłego. Tym razem znalazłam… Ciotkę.

To ona, jej rzeźbę nagrobną wykonał Thorsten Stegmann w grudniu 2005 roku. Napisał, że to nagrobek Tante Jenny, czyli Cioci Janki. Urodziła się 5 grudnia 1911 roku, umarła 11 marca 2004 roku. Miała 93 lata.

Jak mam sobie Ciebie przedstawić, pyta artysta. Z papierosem i koniaczkiem w drżącej ręce. Kiedyś, gdy dzieliła nas zasłona byłaś piękna, tak piękna jak kobieta o długich włosach na Twoim obrazie.

Wchodzę oczywiście na stronę Stegmanna. Urodził się w roku 1969 w Essen. Pracuje zarówno w Zagłębiu Ruhry, jak i w Berlinie. Maluje, rysuje, rzeźbi. Jest też kamieniarzem, na stronie można znaleźć wiele nagrobków, które wykonał. Jest i Ciotka. Ale tak jak na cmentarzu, tak i tu Zmarła nie ma imienia ani nazwiska, jest tylko Ciotką.

Bardzo lubię tę rodzinną funkcję. Z moim siostrzeńcem omówiliśmy nawet kiedyś dość dogłębnie rolę ciotki, która może, a nawet chyba powinna być nieco szurnięta lub dzika. Jeśli rodzice są solidni i uporządkowani, co zapewnia dziecku i młodemu człowiekowi pewność i bezpieczeństwo, szalona ciotka jest fantastyczną odskocznią – pokazuje inne perspektywy, trudne drogi, bagienne moczary, ale nie wciąga tam i nie kusi. Szalona ciotka może być uwodzicielką – vide Sto lat samotności Marqueza albo Ciotka Julia i skryba Vargas Llosy – ale nie musi i z reguły nie jest. Jest tylko odmienną możliwością. Po tych rozmowach zakupiłam pewną ilość książek o ciotkach – Sto lat samotności nie znalazło się na liście, bo ciotka musiała być w tytule.

Sama czytam teraz książkę, która wprawdzie też nie ma ciotki w tytule, ale o tym jest, o tym jak ciotka wychowuje osieroconego chłopczyka, który ma na imię Pax.

Zniosło mnie, przestałam spacerować, zaczęłam czytać, ale wrócę jeszcze na chwilę na spacer. Na cmentarzu fotografuję kaplicę, a po wyjściu jeszcze meczet i cerkiew.

Fajny spacer.

Four horsemen

Czterech jeźdźców

Wczoraj minęła rocznica śmierci Albrechta Dürera. Urodził się w maju 1479 roku w Norymberdze, umarł tam 6 kwietnia 1528 roku. Miał 49 lat.

Obok reprodukuję jeden z najsłynniejszych sztychów Dürera, Czterech jeźdźców Apokalipsy, czyli Zaraza, Wojna, Głód i Śmierć. Ciekawe, że dziś czterech jeźdźców pojawia się przede wszystkim jako nowe pojęcie społeczno-filozoficzne: czterech jeźdźców ateizmu.

O tym jednak za chwilę, bo najpierw chciałabym oddać hołd jednemu z twórców, którzy pomagali (i pomagają) mi przetrwać najgorsze nawet czasy.  Wikipedia pisze, że był najwybitniejszym artystą niemieckiego renesansu, a ja mam poczucie, że był melancholiaDuerer1514najsłynniejszym artystą niemieckim wszechczasów.

W powieści Güntera Grassa, Z pamiętnika ślimaka, nauczyciel Zweifel (czyli… Wątpliwości), uciekając przed nazistami, zabiera ze sobą reprodukcję sztychu Melancholia. Sztych zainspirował też Edwarda Muncha (który stworzył kilka obrazów o tym samym tytule, wszystkie wzorowane na Dürerze), Jean-Paula Sartra (Mdłości), Thomasa Manna (Doktor Faustus), Dana Browna (Zaginiony symbol) i wreszcie Larsa von Triera, słynnego reżysera, założyciela ruchu Dogma 95, autora filmu… Melancholia.

Najprawdopodobniej jednak Czytelnicy (i Czytelniczki) najlepiej znają jeden ze słynnych autoportretów artysty – ten, który poświadomie uważamy za portret Jezusa. Nikt z nas się do tego oczywiście nie przyzna, bo dobrze wiemy, że Jezus musiał być żydowskim mężczyzną,selbstbildnis-im-pelzrockalbrecht-duerer-1509 miał ciemne oczy, śniadą cerę i czarne włosy, ale nic na to nie poradzimy, lata indoktrynacji zrobiły swoje i wdrukowały nam na zwasze portret Jezusa jako rudawego blondyna, z bródką i długimi lokami, a opowieści o portrecie Zbawiciela na całunie turyńskim tylko ten imprint wzmocniły. (Może zresztą akurat widzieliście wielkanocną transmisję z Katedry w Turynie – po raz drugi z rzędu całun został wystawiony  jako znak nadziei w czasach pandemii.)

Dürer piękny i genialny. Dürer Superstar.

W winecie wpisu umieściłam szkic artysty, ręce złożone do modlitwy, a tu przypomnę jeszcze dwa jego dzieła: Zająca i Nosorożca.

Ten Zając i te Ręce towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo, bo wisiały jako reprodukcje w mieszkaniu prababci, oglądałam je co niedzielę i do dziś zając Dürera kojarzy mi się z zapachem świeżo mielonej kawy, pieczonymi w domu herbatnikami, moją maleńką jak lalka prababcią i stołem nakrytym kilimem na werandzie, gdzie kwitły begonie. Prababcia była z domu Karpińska i jest naszym rodzinnym powodem do dumy, gdyż jej stryjecznym dziadkiem był Franciszek, autor Laury i Filona.

Nosorożca wybitnie lubię i zastanawia mnie, że Dürer nigdy go nie widział, a stworzył pierwszy “prawdziwy” portret tego dziwnego zwierzęcia, które wygląda jak żart, albo wprawki demiurga przed stworzeniem słonia.

***
Ci czterej mężczyni to Richard Dawkins, Christopher Hitchens, Sam Harris i Daniel Dennett, a nazywa się ich Czterema Jeźdźcami (Nowego) Ateizmu. Dowiedziałam się tego od Konrada, jak zresztą bardzo wielu innych rzeczy o świecie współczesnym.

Nowy ateizm, pisze Wikipedia, to ruch antyteistycznych pisarzy i naukowców XXI wieku, wyznających pogląd, że „religii nie powinno się jedynie tolerować, lecz należy jej przeciwdziałać, krytykować ją i poddawać racjonalnej argumentacji wszędzie tam, gdzie sięgają jej wpływy”. Nowy ateizm głosi, że współcześnie nauka wymaga mniej przyzwalającej postawy wobec religii, przesądów i religijnego fanatyzmu niż do tej pory. W trakcie dyskusji, która odbyła się w 2007 r. na temat krytyki religii, czterej dyskutanci zostali nazwani Czterema Jeźdźcami i ta nazwa do nich przylgnęła.
Do ruchu Nowego Ateizmu zalicza się też Victora J. Stengera, autora książki: Nowy ateizm: stanowisko wobec nauki i rozumu.

Jest taka książka zalecana przez Neuropę, polski portal “nowych Europejczyków”:

  • Bóg bez znaczenia, Janusz Majcherek
    Pozycja jest polskim wkładem w nurt „nowego ateizmu”, ale skupia się nie na dyskusji o (nie)istnieniu Boga, a na pytaniu, czy to zagadnienie ma współcześnie jeszcze jakieś znaczenie. Książka zawiera szeroki przegląd debaty o religii w anglosferze w ostatnich dekadach i nakierowuje na dalsze lektury. Na polskim rynku wydawniczym przeszła bez większego echa, ale polecamy ją jako rodzimą alternatywę dla książek „czterech jeźdźców nowego ateizmu”.

***
Ilustracje w tym wpisie, dzieła Albrechta Dürera, zostały wzięte z domeny publicznej: Czterech jeźdźców Apokalipsy, sztych, Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork; Melancholia, sztych, National Gallery of Art, Waszyngton; Autoportret, obraz olejny, Nowa Pinakotheka w Monachium, Modlitwa (Ręce), szkic, Albertina, Wiedeń. Portret czterech współczesnych filozofów znalazłam w Wikipedii.

***

Oczywiście Czterech jeźdźców Apokalipsy można i bez różnych przenośni łączyć z panującą nam dziś miłościwie pandemią coronawirusa. W końcu jeden z jeźdźców to Zaraza. Ela Kargol po lekturze tego wpisu poszukała jeszcze trochę w sieci i znalazła zeszłoroczny artykuł nt. pandemii i tego, jak sobie z nią radzono. Ciekawe wydaje mi się, że o ile dawniej najlepszym sposobem na zarazę było zalecenie: Uciekaj, o tyle obecnie podstawowy nakaz głosi: Siedź w domu.

wyborcza pandemia

Flughafen Tegel & macierzanka

Tibor Jagielski

der weisse maybach

berlin-west (1961 – 1989) und heiko (1959 – 2018) in memoriam

wir trafen uns
schon nach dem untergang
der insel

so wie sie plötzlich erschien
verschwand sie wieder

ich zugezogen in den siebziegern
er – insulaner, mit dieser stadt aufgewachsen

mit allen grenzen gewaschen
(– gänsefleisch waffen? munition?)

manchmal stundenlanges warten
manchmal durchgewinkt

wir fuhren diesselben strecken
und besuchten diesselben discos
ohne voneinander ahnung zu haben

zum beispiel dreilinden – hamburg
oder sound

ja wir traffen uns erst
als unsere wilde jugend zu ende war

als wir keine zweihundertfünfzig sachen mehr auf der autobahn fuhren
und die durchtäntzte nächte hinter uns liesen

zum sterben waren wir damals zu jung
und gegen die walze, die kam
keine chance

auf eine art und weise
waren wir von der furie des verschwindens
entsetzt

und retteten uns manchmal
in die vergangene träume
vergebens

aus dem band “tod in tegel”
2020

macierzanka

same tragedie
nawet herakles po powrocie do domu
otrzymuje w darze od dejaniry koszule
koszule!

na polach elizejskich
szary popiół spada z nieba
jak śnieg
na tłumy
wędrujące po monotonnej szarej równinie

syzyf to pestka
kompleks edypa?
nieznany
elektra?
bajka na dobranoc

tylko macierzanka
rośnie razem z nami
jak milczenie starego telefonu
nikt nie wykręci już jego tarczy

tylko macierzanka
różanopalca pozdrawia nas o świcie
i pozwala
na oddech

Biedny poeta / Der arme Poet / The poor poet

Auf Deutsch – unten  & In English – beneath

Ela Kargol bywa teraz często na Moabicie, o czym wczoraj pisała. To dzielnica, którą bardzo lubię. Mieszkałam kiedyś dość długo w domu niemal naprzeciwko więzienia Moabit, a przedtem jeszcze, na samym początku mego pobytu w Berlinie, bywałam często u Marii Kureckiej-Wirpszowej, która miała mieszkanie w przylegającej do więzienia kamienicy na ulicy Alt-Moabit, (bodaj czy nie numer 22?). Mąż pani Marii, Witold Wirpsza, był znanym opozycjonistą z lat 70 i 80. Oboje byli rodzicami Leszka Szarugi i to on mnie przedstawił swojej mamie. Gdy zaczęłam bywać u pani Marii, Wirpsza już nie żył, ale pamiętałam go z Polski, przede wszystkim z powodu słynnej książki, którą wszyscy po prostu pożeraliśmy – Polaku, kim jesteś? Wirpsza napisał kiedyś wiersz o tym, jak wychodzi z domu i on, człowiek, dla którego tak ważna była wolność, idzie na spacer wzdłuż więzienia.

Ela fotografuje Moabit  i znalazła tam mural z biednym poetą, który dziwnie pasuje do moich wspomnień o dzielnicy Moabit, a może, zwłaszcza, do mojej pamięci o Witoldzie Wirpszy i Marii Kureckiej. Oboje byli przecież “biednymi poetami”. 

Zapraszam na wędrówkę tropem biednego poety. Od razu powiem, to postać symboliczna, obraz nie oznacza (a w każdym razie nie musi oznaczać), że kiedyś poeci żyli aż w takiej nędzy. Choć jeśli przypomnimy sobie choćby Sceny z życia Cyganerii we Francji (tu o tym piszę), to możemy przypuszczać, że i w Niemczech nędza artysty nie była mniej dotkliwa.

Mural na Moabicie, styczeń 2021
Mural in Moabit, Seydlitzstraße, Januar 2021
Foto: Ela Kargol
Mural jest już tu od kilku lat, bo znalazłam w sieci zdjęcie z roku 2015.

Original, Der arme Poet / Oryginał, Biedny poeta /Original, The poor poet
Carl Spitzweg (1808-1885)
1839
Neue Pinakothek München / Monachium / Munich
The best known and most popular painting in Germany / Najbardziej popularny obraz niemiecki i najlepiej znany obraz w Niemczech / Das bekannteste und beliebteste Bild in Deutschland
I przy okazji przypomnienie, że kilka dni temu obchodziliśmy 213 rocznicę urodzin autora obrazu.

Creatobil by Reinhard Heel

Famous figures re-constructed with playmobil / Słynne postaci zrekonstruowane za pomocą klocków playmobil / Bekannte Figuren rekonstruiert mit Playmobil


Vita imitatur artem

Bild Komposition Valentin Abgottspon (November 2006 in Freiburg im Üechtland, court-chemin 15, Dachstockwohnung), Foto Eva Dietl. / Kompozycja Valentin Abgottspon, Foto Eva Dietl, Freiburg im Nov. 2006 / Picture setting Valentin Abgottspon, Foto Eva Dietl


JK

Art Cornelius

Auf Deutsch:

1976 entführte der Performancekünstler Ulay das Spitzweg-Gemälde “Der arme Poet” aus der Neuen Nationalgalerie. Ulay, eigentlich Frank Uwe Laysiepen, spazierte am 12. Dezember 1976 in die Neue Nationalgalerie, reißt Carl Spitzwegs Gemälde “Der arme Poet” (1839) von der Wand und rennt los. Durch die Feuertür entkommt er, rutscht aber vor dem Museum aus. Einer der Wachmänner hält ihn an der Jacke fest: “Jetzt haben wir ihn!“ Doch Ulay kann sich losreißen und springt in seinen schwarzen Citroën. Mit höchster Vorsicht vor Taxifahrern, die nicht selten die Polizei informieren, fährt der Wahl-Amsterdamer nach Kreuzberg. Dort parkt er den auffälligen Fluchtwagen und stapft durch den Schnee – das Biedermeier-Original unter den Arm geklemmt. Ulays Ziel: die Wohnung einer türkischen Gastarbeiterfamilie. Dort platziert er den armen Poeten einfach über dem Sofa im Wohnzimmer.Für die Medien der 70er-Jahre war der Kunstraub ein gefundenes Fressen. Die Bild schrieb “Linksradikaler raubt unser schönstes Bild”, die Berliner Zeitung “Irrer raubte in Berlin das weltberühmte Spitzweg-Gemälde”. Dass das Kunst war, verstand offensichtlich keiner. Und das, obwohl der Aktionskünstler zuvor europaweit sowohl Presse als auch Kunstinstitutionen mit einem Brief informiert hatte. Auch der sofortige Anruf bei Dieter Honisch, damaliger Direktor der Neuen Nationalgalerie, schützte Ulay nicht vor der U-Haft und einer Geldstrafe.

Dokumentiert wurde die gesamte Aktion vom Kameramann Jörg Schmidt-Reitwein, der Ulay mit einem Van folgte. Im Museum machte die Künstlerin und damalige Lebenspartnerin Ulays, Marina Abramović, heimlich Aufnahmen. Der Berliner Galerist Mike Steiner übernahm die Finanzierung des Videos “Da ist eine kriminelle Berührung in der Kunst” sowie den Schnitt – zusammen mit der Fernsehregisseurin Wilma Kottusch. Ulay hat seine Motive klar formuliert: Angeblich war der Künstler schockiert darüber, dass eines von Hitlers Lieblingsbildern in einem zukunftsorientierten Museum Westberlins hing. Tatsächlich war der Kunstraub aber nur ein Teil der Aktion “Da ist eine kriminelle Berührung in der Kunst”.

In English:

Ulay (Frank Uwe Laysiepen, b. 1943), a German artist, based in Amsterdam and Ljubljana, is photographer, performance artist (collaborating f.e. with Marina Abramović). His work continuously deal with politics, identity and gender.In 1976 Ulay decided to steal the painting ‘Der arme Poet’ (The Poor Poet) (1839) by Carl Spitzweg, which was said to be Hitler’s favorite painting, from the Neue Nationalgalerie (New National Gallery) in Berlin. After he succeeded in getting the painting out of the museum, Ulay drove – with the museum guards at his heels – to Kreuzberg, which was known as a ghetto for immigrants. Here, Ulay ran through the snow with the painting under his arm, first to Haus Bethanien (now Kunstquartier Bethanien) and then to a Turkish family living in Muskauerstraße, who had agreed to let him shoot a documentary film in their home – however unaware that it involved a stolen painting. Before entering the family’s home, the artist called the police from a phone booth and asked for the director of the museum to pick up the painting. He then hung up the painting in the home of the family “for the reason to bring this whole issue of Turkish discriminated foreign workers into the discussion. To bring into discussion the institute’s marginalization of art. To bring a discussion about the correspondence between art institutes from the academy to museums to whatever.” Marina Abramović photographically documented the entire action, while Werner Herzog’s former cameraman Jörg Schmidt-Reitwein recorded the action from a vehicle following Ulay’s van. It was a part of the project “criminal touch to art”.

Artystka z Turmstraße

Ela Kargol

Nie wiem kim jest artystka, wiem tylko, że jest kobietą. Sztukę swoją wystawia na i przy Turmstraße w Berlinie, nie zważając na jej ulotność.
A ulotność bierze się stąd, że, jak każdy rodzaj street art, narażona jest na działanie warunków atmosferycznych, zamierzony lub niezamierzony czas jej trwania i ingerencję osób trzecich.
Artystka z Turmstraße jest konsekwentna w tym co robi, nie dbając o poklask i zachwyty.

Zamalowywuje kartki papieru słowomalunkami. Gdy jedne znikają, powstają nowe. Napisy na starych słupach ogłoszeniowych zniknły wraz z nimi, sztukę na trotuarach zmył deszcz i przydeptali przechodnie.

Ostatnio artystka znalazła miejsce, którym zawładnęła. Jest to prawdopodobnie pustostan o nazwie, z której byłaby dumna niejedna galeria – „Milano”.

Zwiedzającego lub przechodnia, któremu niespieszno i który choć trochę zna język polski, zdumiewa, fascynuje, zachwyca konsekwencją i „dowolnością wyrazu artystycznego, zerwaniem z wszelką tradycją i swobodą twórczą, odrzucającą istniejące kanony”, jak w dadaizmie, powtarzalnością jak u Opałki, pasją jak u Nikifora…

Jej notatki, które nazwałam słowomalunkami, są zaszyfrowane dla odbiorcy, może dla niej samej też, pisane najczęściej wielkimi literami, czarnym flamastrem, rzadziej kolorowym.

Pewne słowa powtarza jak mantrę, jakby chciała je szczególnie uwypuklić nadać im ważność, zapewnić im dotarcie do odbiorcy ze swoim przesłaniem.

Turmstraße, ulica, którą wytyczono prawie dwieście lat temu, nazwę swoją, jak podaje wikipedia, zawdzięcza dwóm kościelnym wieżom kościołów dość daleko położonych od siebie. Jeden z nich to kościół św Zofii położony w berlińskiej dzielnicy Mitte, a drugi to kościół św. Mikołaja w Spandau. Wydawało się wtedy, że obie wieże łączy oś widokowa, wzdłuż której wytyczono ulicę Wieżową (Turmstraße). Według Wolfganga Herrmanna, z zamiłowania historyka, było podobno inaczej. Przy Turmstraße były prochownie z czterema prochowymi wieżami i stąd wzięła się nazwa ulicy. Część ulicy, która zniknęła z mapy miasta, przebiegała przez dzisiejszy park Fritz-Schloß-Park, wcześniej koszary Drugiego gwardyjskiego pułku ułanów i dochodziła w pobliże dzisiejszego Dworca Głównego (Berlin Hauptbahnhof).

Przy Turmstraße jest kilkanaście miejsc i budynków wpisanych do tzw. rejestru zabytków, miejsc z historią tą bliską i dalszą.

Do monumentalnego wnętrza gmachu sądu karnego, budynku z początku XX wieku przy Turmstraße prowadzi tylko jeden portal, pozostałe są zamknięte. Wchodzę do środka, żeby zachwycić się znanym mi z fotografii „pałacowym” holem i klatką schodową. Niestety zdjęcia zrobić nie mogłam, czemu się dziwię, sąd to przecież budynek użyteczności publicznej. Do budynku, a ściślej do księgarni (Dorotheenstädtische Buchhandlung) położonego na przeciwko sądu można wejść, a gmach sądu odbija się w dużych oknach wystawowych księgarni.

Idąc dalej mijam budynki do niedawna jeszcze szpitala Moabit, park Kleiner Tiergarten, który w przeszłości cieszył się dużo lepszą renomą, dostrzegam ustawione na cokole półpiersie nieznanego mi dotąd filologa, pisarza, zbieracza baśni i legend, Wilhelma Schwartza, rektora gimnazjum (Luisengymnasium), przy Turmstrasse, które mogę zobaczyć tylko na starej widokówce. Za nią stoi do dziś budynek dawnej szkoły parafialnej, Szkoła graniczy z cmentarzem przy kościele Jana Chrzciciela (Johanniskirche w dzielnicy Moabit) ).

Spotykam szczura, umykającego w zarośla parku i wreszcie widzę z daleka „galerię Milano“ i kartki, napisy, jeden na drugim, jeden obok drugiego, poprzylepiane, podopisywane, zaklejone, odklejone, niby bez składu i ładu.

Są przekazem, niekoniecznie zrozumiałym, są życiorysem, manifestem, pamiętnikiem, zapisem myśli, przestróg i obaw, są sztuką i niesztuką, literaturą i nieliteraturą, o której na pewno warto wspomnieć i ją zapamiętać, bo jest ulotna i ograniczona w czasie. I tak jak wielkie dzieła Christo i Jeanne-Claude, Banksy’ego, czy artystów z berlińskiej East Side Gallery, i wielu innych, tutaj nie wspomnianych, warto ją zatrzymać w pamięci i udokumentować, żeby gdzieś pozostał po niej ślad.