Nina Lakomy, Kawa z diabłem

Konrad

Zobaczcie – muzyka zrobiona z pomocą sztucznej inteligencji po polsku, bardzo chętnie słuchana i co ciekawe w tym przypadku przede wszystkim przez nieco starsze pokolenia, nie nastolatków, a raczej 40+. Po dwóch miesiącach ma 14 milionów (tak!) wyświetleń – przy takiej popularności niewykluczone, że będzie to jedna z piosenek roku w Polsce. Tekst jest napisany przez człowieka, ale głos i muzyka są prawie na pewno stworzone przez sztuczną inteligencję.

To nie pierwszy przykład tego jak starsze pokolenia wydają się bardziej otwarte na twórczość generowaną z pomocą sztucznej inteligencji. Facebook pełen jest dziś sztucznych obrazków – bardziej znane anglojęzyczne przykłady obejmują Jezusa z krewetek czy konia zrobionego z chleba i podpisanego “upiekłam każdy detal z miłością, ale wygląda na to, że nikogo to nie obchodzi”. Popularne były też fikcyjne obrazki amerykańskich weteranów wojennych żebrzących o pieniądze. Niektóre z tych obrazków są realistyczne, inne (jak Jezus z krewetek) wydawałoby się mniej, ale patrząc po komentarzach, znajdują uznanie – do końca nie wiem czy jako dokumentacja “cudu” czy jako barwna ilustracja czyichś poglądów.


Nie mam liczb na poparcie tezy, że starsze pokolenia są bardziej otwarte na treści SI niż młodzi. Ale jedno jest pewne – zdają się bardziej otwarte, niż można by się tego ‘a priori’ spodziewać. Zawsze wydawało się, że to młodzi są nie tylko bardziej sprawni technologicznie, ale też bardziej zainteresowani nowinkami, które przełamują zastane formy. Czy coś tu się zmieniło, czy może starsi miłośnicy Niny Lakomy po prostu nie wiedzą, że ona nie istnieje, a gdyby wiedzieli, to już by jej nie słuchali?

Mnie to osobiście niepokoi. Są potencjalne pozytywy, jak to, że w przyszłości każdy będzie mógł mieć swojego własnego genialnego kompozytora, tworzącego taką muzykę, jaką kocha – być może muzykę dotyczącą rzeczy ważnych, ale na tyle własnych, że tematu nie podjęłyby się nigdy zwykłe zespoły. Mogą to być wspaniałe doznania estetyczne – choć jednocześnie izolujące, bo jeśli taki rodzaj muzyki zacznie dominować, możemy stracić wspólne muzyczne kody kulturowe, które zbliżają nas do siebie i nierzadko motywują do wspólnego działania. Ale to w nieco dalszej przyszłości (to znaczy pewnie za parę miesięcy lub lat) – obecnie ciekawe jest to, że już teraz większość osób chyba nie zauważa, że muzyka Niny została wygenerowana. Twórczyni Niny nie próbuje tego zatuszować – wspomina o użyciu SI na swoim profilu, a jej teledysk do piosenki to zlepek filmików jakiejś didżejki, która nie wykonuje “Kawy z diabłem”. Ale może to nie ma znaczenia – piosenka brzmi dość fajnie. Nieistniejąca wokalistka nie ma za sobą głębi przeżyć, które oddaje w muzyce – ma je wciąż zapewne autorka tekstu, ale czy i to ma znaczenie? Raczej liczy się to, że piosenka wyzwala w słuchaczach emocje. W większości przypadków nie dociekamy; dziś często nową muzykę odkrywa się, bo ktoś użył jej tako tła do krótkiego filmiku na TikToka (zazwyczaj o kompletnie innej treści niż muzyka) albo włączając playlistę na Youtubie, na przykład “jazzowe utwory do gotowania” – i to nam wystarcza. Nawet jeśli pragniemy głębi, to nie pragniemy jej zawsze, ani nawet większość czasu. Może to kolejne objawy naszej “tiktokizacji”, a może nihil novi i ludzka natura.

Ciekawe jest jednak, że z jednej strony bardzo wielu z nas deklaruje sprzeciw wobec “nieludzkiej” sztuki, z drugiej jednak zajmuje ona coraz więcej przestrzeni. Czasem stoi za tym żądza zysku, ale czasem są to nasze własne, nieskrępowane wybory. Czy rzeczywiście zależy nam na tym, by sztukę tworzyli ludzie, czy po prostu nie odkryliśmy jeszcze wytworów SI, które do nas przemawiają? Jeśli Nina już dzisiaj dociera do milionów Polaków, to co będzie za rok lub dwa, gdy każdy z nas będzie miał osobistego wirtuoza? Jeśli już teraz przymykamy oko, to co będzie wtedy?

Być może wcale nie zależało nam na artystach, tylko na tym, żeby było ciekawie.

Leave a comment