Łucja o cierpieniu (1)

Łucja Fice

Zmiana

Ten program, który wprowadziłam do głowy, chyba nie działa. Zawsze, ale to zawsze, gdy czegoś bardzo pragnę, to Wszechświat jest przeciwko mnie. Może zacząć siebie okłamywać? Na siłę więc próbuję myśleć pozytywnie i kontrolować te parszywe obrazy w  głowie. Może to ja sama stwarzam myślami ten mój świat i to, jak go odbieram? Przecież myśli, choć nie są materialne i widzialne, to są to jakieś fale, cząstki, które płyną w moim umyśle bez przerwy jak niekończąca się rzeka.

Muszę zasiać w sercu radość, bo wszystko co złe w naszym życiu, konstruuję sama i to z mojego powodu nie ma w domu miejsca na pogodę. Uzmysłowienie sobie własnej winy przyszło nagle jak huragan. Przecież po każdym powrocie z Niemiec żyję po swojemu, ze swoją wolnością i możliwością robienia tego wszystkiego, na co mam w  danej chwili ochotę. A mąż cierpliwie na mnie czeka jak gospodyni, z przygotowanym obiadem, zamówionym deserem. Nagle zobaczyłam swój wizerunek, jakbym stanęła obok siebie i zobaczyła tę drugą JA, co siedzi we mnie i  przeszkadza w byciu szczęśliwą. Nie probuję się rozgrzeszać, już raczej oczyścić, bo przecież moje winy, te wszystkie małe grzeszki, to tylko złudzenie mojego umysłu – tłumaczę sobie. I przez moment mam wrażenie, że jestem bezgrzeszna, czysta, bezwinna. Czuję tę chwilę prawie materialnie. Tak jak po burzy świeci słonce, tak i we mnie ono zaświeciło. Moje ciało odbiera wibracje tych myśli. Lekko na sercu. Gaszę papierosa i wyciszona idę do pokoju. Przysiadam na sofie, oddaję się rozmyślaniom, nagrywam siebie na dyktafon. Myśli o miłości. Może wcale jej nie ma, może istnieje tylko marzenie o niej? Może mąż ma rację? Przecież nikt nie dostaje miłości dla zdrowia i za darmo z NFZ, tylko przekazujemy sobie swoje krzywdy w jej poszukiwaniu. Własne zdanie mnie ocknęło, bo ponownie czuję, jakby ktoś (kto?) wbił mi harpun w serce. Odczuwam to fizycznie. Natychmiast uznaję tę myśl za krzywdzącą i mam namacalny dowód na to, jak reaguję na własne myśli.

Zapisuję bezwiednie kilka razy słowo SERCE na kartce papieru i zaczynam rozumieć, że w tym słowie jest coś transcendentnego, choć w dzisiejszych medialnych przekazach, filmach jest ono zabrudzone, „zagównione”. Słowa Serce i Miłość są ze sobą spokrewnione. Milość jest dzisiaj na sprzedaż. To piękne aksjologiczne słowo, które być może nie pochodzi wcale z tego świata, jakby było z innego wymiaru. Kto je wymyślił? To nie tylko zostawiony pigmnent na kartce papieru. Nagrywam się dalej: Myślę, że mnie kochasz, tylko ja nie pozwalam dać sobie twojej miłości. Nie ma mnie w domu, a jak jestem, to nie ma ciebie, bo przecież jeszcze pracujesz.
Chce się zmienić, bo cierpię.Tak! Na pewno się zmienię. Potrzebuję ciebie, bo cię kocham. Jak ci to wszystko powiedzieć po tylu latach rozłąki.

Nie uciekaj ode mnie.

Leave a comment