Jak by nie spojrzeć

Teresa Rudolf


Względność rzeczy

Światło jasne w tunelu
już na łożu  śmierci, 
lub też wybawienie 
z niewiary “na lepsze”,
albo błysk prosto w oczy
podczas przesłuchania.

Nadzieja “matką głupich”
ręka wyciągająca cię
z bagna myśli koloru 
węgla spopielałego, 
rozwiewanego wiatrem,
aż do samiutkiej nicości,

a i ona też jak powiew wiaterku,
z tych tylnych, 
niedomkniętych drzwi, 
zanim los je dla kawału
przed nosem zatrzaśnie, 
w sekundowej, ostatniej… 

…szansie życia
nie przeoczmy…


Bajka o sądzie sprawiedliwym

Nietoperzom obywatelstwo
odebrać? Winne, niewinne?
Dyskusja zwierząt.

Dziś przewodniczy wilk;
winne one, czy niewinne?
Tak ciężko rozsądzić.

W maskę często drapiąc się,
przegląda wciąż chińskie,
zdjęciowe dowody:

nie wiszą tutaj głową w dół,
nie latają nocą, 
tu… jakieś cmentarzysko?

Drapiąc się też w głowę,
słucha tych dyskutantów,
gatunków przeróżnych.

A… w rogu leśnej sali 
skulony nietoperzyk wisi,
że… winny, przerażony.

Nienawiść w zwężonych
oczach innych, przykłuwa go
gwoździami do ściany.

“Serce jego aż tu słychać!”
– krzyczy nagle stary wilk. –
“NIEWINNY, bo przecież…

…on się aż tak boi, 
i wisząc w dół … żyje,
a nie, jak tamte,
ze zdjęć”.





Wiosenne drzewka pamięci

Teresa Rudolf


Moje drzewko

Mam swoje drzewko 
pamięci we mnie: 
te odpływające twarze
znów w swą nicość,
lub wołające tesknotą
o tę z daleka, bliskość.

Ileż teraz tych twarzy 
z czarno-białych zdjęć,
wiszących na gałęziach
półnagich mej pamięci,
trzepoczą dziś na wietrze
tiulowego wzruszenia?

Ileż też kolorowych zdjęć
depczących po piętach,
tych jakby wczorajszych
wspomnień, jakby… jakby, 
a niektóre z nich odlecą
z wilczym listem do nikąd,

…bo człowiek ma wciąż wybór, 
za kim chce płakać, tęsknić, 
albo  puścić wolno… daleko
od serca, ono wciaż wybacza, 
niestety ma pamięć słonia,
a wrażliwość mimozy…


Oczywiście, oczywiście

Tak, tak, często myśli
me, o Ciebie pytają i o Ciebie,
też i o Ciebie!


I o Was, też tych, już
z mych starych zdjęć,
jak Wam naprawdę było?


Na przykład Ty, tak Ty,
byłbyś dziś ciągle w tym
mieście, też i… z nią?


A Ty wciaż żyjąc, uwierzyłabyś
w tę niezawodną prawdę
zaufania, ale go nie miałaś?


A Ty, ta z mego tego “teraz”
ale nie tu, jesteś jeszcze
gdzieś, gdzie można Cię…


…szukać, 
by znaleźć,
i jest jeszcze, 
po co?

Majowa wiosna

Teresa Rudolf

Wiosna, wiosna

Och, wiosna zawstydzona 
zza drzewa cicho wychodzi, 
naręczem kolorowych kwiatów, 
zielenią soczystą przeprasza.   

Słonecznie ciał ludzkich
dotyka, raz dość lekko,
to znów dość nachalnie,
jakoś brakuje jej miary.

Zadumana, zamyślona pyta:
“jak co roku jestem, można
na mnie liczyć?”, samej siebie 
bezbrzeżnie bedąc niepewna.

Kimże jestem, raz podobna
jesieni, a raz bliska zimie?
Raz kochającą, a raz pełną 
podłych humorów kobietą?

Wszystkie kwiaty, owoce,
zapachy ziół, brzęczenie
pszczół na majowym stole 
dziś złożę, spóźniłam się…
…wybaczcie.

Niebezpiecznie piękny maj

Piknikowe majówki,
w kapeluszach słomkowych,
z koszami delikatesów
jak w tych starych filmach,
motyle w sercach.

Majówki pełne głosów
gromkich w kościołach,
nastrój podniosły oczyszczenia
wiosennego, sypanie kwiatów, 
by zapomnieć grzechy.

Maj zamienny z nowym
rokiem, znów odrodzenie,
mizdrzenie się przyrody
pachnącej bzem i różą, 
do człowieka na rauszu…

… często pijanego miłością,
zdradą, dziwną amnezją,
powalonego motylami
już nie tyle w sercu, 
lecz też w brzuchu…

Bez skrótów

Teresa Rudolf

Bez skrótów

Streszczenie 
książki w pigułce,
muzyka na smartfonie.

Język na skróty
w “spoko”, też”nara”, 
a opór w “olewam”.

Uznanie, to znana
łapka w górę, 
a rozwód przez online.

Seks przez telefon,
miłość… aż do następnej,
a sen po proszkach.

A tutaj proszę… Covid,
bardzo cierpliwy, 
nawet flegmatyczny,

twą skrótowatością
gra sobie jak piłeczką, 
czekając bez pośpiechu

na ważność rzeczy, 
bez skrótów, a ma
przecież dużo czasu!

A my ?…
“Spoko”
Już teraz też.

Bez-denne  roz-czarowanie

Odór rozkładu
wartości iluzyjnych,
kolorowych obrazów
wiary, nadziei, miłości.

Ból posiadacza
najdroższych dzieł sztuki,
gdy już wie,
wszystko fałszerstwem.

Katastrofa Greka Zorby, 
bez tańca, śpiewu, 
bezbrzeżnego śmiechu
i zielonego kamyka. 

Żałosna porażka
intuicji, zaufania w człowieka,
w niebo, w ziemię,
choć ona dalej…

… przecież się kręci.

Ach, to serce

Teresa Rudolf

Litość, współczucie?

Czy to była  litość,
może współczucie,
ale różnica gdzie?

Przecież powinna
wyczuć, wiedzieć,
nie kamienieć.

Patrzyła na starca
o łzach wielkich
jak leśne jagody,

Nie wiedząc: przytulić,
milczeć, płakać,
czy pieniądze ważne?

Gdzie jakiś kapelusz,
lub talerzyk gdzie,
a… tylko te łzy?

Na chodniku obok
zasiadła wygodnie,
pokażę: “mam czas”.

“Czemu, więc czemu?”
pytała, między łzami
wielkimi jego i swoimi,

“Dziś odszedł pies
mój, głodny, chory,
i stary, jak ja…”

Noc

Tajemniczość nocy
otula moje ciało
ciasno jak płaszcz.

Nogi wytresowane
jak konie, prowadzą
w miejsca stare,

a… a tam nie ma nic,
nic dawnego, nowego,
czuję tylko moje serce…

nie więcej tu warte
od tego piernikowego,
z taniego jarmarku…

Ptakiem będąc

Teresa Rudolf

Wolność

Lot we śnie dziwnym,
pruję dziobem
powietrze jak ptak,
słysząc syczący wiatr…

Lecę bez lęku,
kręcę kółeczka
w górę, w dół tańcząc,
bo jestem ptakiem.

Nieraz byłam sama
tym pięknym snem,
na pamięć znam lot,
układ mego ciała,

Wolność oplata mnie
świeżością powietrza,
odurza jak opium,
szaleję na niebie…

…aż do dzisiaj,
ktoś do mnie strzelił…

Zobacz,
ptak wariuje
z radości, w swych
piruetach zawrotnych.

Zobacz,
wiosna biało-zielona,
przebiśniegiem się
wywierca do życia.

Zobacz,
ktoś uśmiecha się
do nikogo, ot tak,
prosto w życie.

Zobacz,
koło ciebie pełnia
wszystkich kolorów
świata, w tęczy.

A też czasem
smutek, strach,
ból, cierpienie?
…musi być lepiej,

to szansa dla życia…

Marzenia o marzeniach

Teresa Rudolf

Tak sobie marzę…

Kot Moritz delikatnie
opuszkiem łapki
w policzek stuka.

Przebija się słońce
przez cienką szybę,
złodziej bezszelestny.

Kiczowatością koloru,
niebieskość nieba
razi śpiące oczy.

DZISIAJ wchodzi
przedwiosenny dzień,
drzwiami życia.

Dzień dobry, dzień dobry
krzyczeć się chce
zostań mi dobrym…


I też mi się marzy

Leciutki letni wiaterek,
z listkami kwiatów
w porannej mgle tańczący.

I te kolorowe parasolki
małych kawiarenek
pachnących kawą i lodami,

powietrze z dziecięcym
śmiechem, też te widoki
kotów na parapetach

okien, z których patrzą
ludzie tak ciekawsko
jak kiedyś, tak niedawno

…ale też i …dawno.

Marzenia o dobrej ulicy…

A mnie się marzy,
dobroć człowieka
do nielubianego
czarnego kota,
w białych bucikach

…kiedy jest głodny,

wiesz, też i do tego
w te tygrysie łatki,
i do tego rudego,
wiesz, one chcą jeść,
nie zabiora  ci niczego…

…więc nie kop!

A mnie się marzy,
dobroć człowieka
do małego brudaska,
z ulicy tak brudnej
jak on sam, biedaczek…

…nie gardź, nakarm!

I nie ma tu poezji,
tematu do wiersza,
to smutna przepaść,
z setkami miauczeń,
twarzy, to nie zły sen

…obok ciebie sytego…

to też i twoje życie,
nie uciekniesz nigdzie,
choć czegoś nie lubisz,
gardzisz, a ja marzę,
by cię dopadło…

…obok dobrobytu,

w najpiękniejszym
momencie życia…
podła jestem, tak?
Przecież to takie
proste, być podłym,

…ty i ty, znasz to!

Powrót płaczącego słonia

Teresa Rudolf

Stara łza

Patrzył na to zdjęcie
tej Jedynej, tajemnicy
jego życia…

Gdzie dziś jesteś?
Czy jeszcze jesteś?
Ty, ach Ty…

Powoli oddalało
się to “dzisiaj”,
to “teraz”…

Coraz bardziej
biło wzruszenie,
bęben w sercu…

Smutna łza, stara
jak on sam,
spłynęła…

Gdzie jesteś,
Czy jeszcze jesteś?
Ty, och Ty…

Powroty

Tamte miejsca,
tamte słowa,
pamiętał wszystko,

tę tęsknotę
za dziwną historią
sprzed lat.

Uśmiech nad
absurdem życia,
ciągle młodego.

Jak mogłem?
Jak mogłem zabić
motyla w tobie?

Słoń gruboskórny,
łka we mnie
cichym deszczem.

Słoń z motylem
na głowie, w sercu
w pamięci?…

Jakże to?
Jakże to?
A jednak…

Co zostaje w nas?

Teresa Rudolf

Aznavour i Maradona 

I znów to przedziwne
poruszenie serca,
gdy nagle znany głos,
skądś się wyłania.

Znowu gdzieś cię dopada,
ten z zaświatów dalekich
głos, duch z przeszłości,
z przemijania twego.

Wkrada się wzruszenie,
gdy tu melodia, tam obraz,
tam z dzieciństwa książka,
a tam twoje zakochanie.

Wychodzą duchy i duszki,
bez rytuałów i zaklinania,
z pamięci, z odchodzenia,
w zwykłej codzienności.

Odpłynęło tylu twórców,
idoli, tu Presley, tu Van Gogh,
tu Osiecka, a tu Maradona,
jak komuś kiedyś pisane…

…taki dzisiejszy duch…

Odpływy i przypływy

Gdy zamykam oczy,
leciutkie wspomnienia,
chmurkami przypływają
pachnąc morzem i solą,

mając swoją melodię
spowalniają moje myśli,
rozleniwienie tuli ciało,
w dal odpływające.

Jakieś dziwne wzruszenie,
przepływa przeze mnie,
niepokój kłóci się z ciszą,
dobrze mi i też niedobrze.

Przypływa coś dość znanego,
muska pamięć cichej duszy,
łaskocze, irytuje, głaszcze
pocieszając, że odpłynie…

…w mojej tęsknocie.

Obserwatorzy niebiescy

Teresa Rudolf

Słoneczne zabawy

Słońce rozsunęło chmury,
nieśmiało spojrzało,
z lękiem na ziemię.

Nic się nie dzieje,
pustki, nie wiem
po co się wyłaniać?

Drzewa nagie, ptaki
bez żadnej ambicji,
a ludzie w bezruchu?

Spojrzę do Google’a,
co tam na tej ziemi,
A może chora i w łóżku?

A to może i dobrze?
Nie trzeba myć nieba,
popływam dziś po nim,

w czyściusieńkiej, pięknej,
słonecznej wodzie
oceanu niebieskiego.

A na tej nijakiej ziemi,
niewidoczne… niech
stanie się widocznym.

Księżyc w pełni

Patrzę na Ciebie,
ty srebrny, okragły,
w półuśmiechu…

Jesteś tajemniczy,
skarbnica wiedzy,
o zagadkach świata.

Pamiętasz dinozaury,
Ikara w spadaniu,
wszystkie plagi świata?

Pamiętasz wojny,
wielkie zimy,
historyczne wiosny?

Przyglądasz się
milcząco światu
ironicznie, stąd uśmiech?

Wiesz to, człowiek
się do ciebie wybiera…
nieproszony gość?

Och, ty tajemniczy,
potrafisz się obronić,
gdy zrobi ci najazd?

Człowiek trauma,
czołg wypuszczony
na wszystko co żyje.

Patrzę na ciebie,
ty srebrny, okrągły,
widząc twą pogardę,

nad człowiekiem,
litość nad zwierzęciem,
i pełnymi kościołami

z prośbą o wybaczenie,
modłami lamentującymi
nad tym, “co nie tak!”

Ach ten człowiek,
ciągłe dziecko Boga,
z sumieniem w pampersie.