Bo, czyli Bożenna

Widziałam się z nią pewnie 25 lat temu. Wyjechała, straciłam ją z oczu. Aż przysłała maila:

Dear All,
I am very happy to tell you that our film will have the North American premiere on February 25th.
Here is the article that appeared today in DEADLINE 🙂
Love,
Bo

A pod spodem mailowa wizytówka: Bo(zenna) Intrator
producer, writer

I’ll find you

Matt Grobar

Lech Mackiewicz, Małgorzata Kożuchowska, Connie Nielsen

Courtesy of Witold Baczyk

Gravitas Ventures has acquired North American rights to the WWII-era romantic drama I’ll Find You from director Martha Coolidge (Valley Girl, Real Genius). The Anthem Sports & Entertainment company plans to release the title starring Adelaide Clemens (To the Stars), Leo Suter (Sanditon, Beecham House), Stephen Dorff (Old Henry, Deputy), Connie Nielsen (Zack Snyder’s Justice League, Wonder Woman 1984) and Stellan Skarsgård (Dune, Chernobyl) in theaters and on demand on February 25.

Inspired by true stories of Polish musicians from the 1930s and 1940s, I’ll Find You centers on the tender, music-infused relationship between Robert (Suter) and Rachel (Clemens) that is forged when the pair meet as music school students – he, a promising singer and she, a violin prodigy. While Robert is torn away from Rachel following the German invasion of Poland, he vows to find her, no matter the cost.

David S. Ward (Flyboys, Sleepless in Seattle) and Bozenna Intrator (The Magic Stone, The Bait) penned the script for the film, which was shot on location in Poland and New York. Intrator also produced it alongside Lukasz Raczynski, Zbigniew John Raczynski and Fred Roos, with Alexander Roos exec producing.

“I’LL FIND YOU is a beautiful romance film set against the harsh background of World War II,” said Gravitas Ventures’ Manager of Acquisitions, Brett Rogalsky. “What director Martha Coolidge was able to do with these elements is truly impressive, and we’re excited to be able to bring this film to the public.”

“From the beginning I loved the theme in this film that music has an almost magical power to heal,” added Coolidge, “and that it can inspire and move all people even those at opposite ends of the ideological spectrum.”

Coolidge is an Emmy nominee and DGA Award winner who has previously directed films including Material Girls, The Prince and Me, Angie, Lost in Yonkers, Rambling Rose, Plain Clothes, Real Genius and Valley Girl, along with episodes of such series as Siren, Angie Tribeca, Madam Secretary, The Night Shift, Psych and Weeds.

Gravitas Ventures was founded in 2006 and sold to multi-platform media company Anthem Sports & Entertainment in November. Recent releases from the company include Michael Lembeck’s Queen Bees; Gabriela Cowperthwaite’s Our Friend, starring Casey Affleck, Dakota Johnson, and Jason Segel; Vanguard, directed by Stanley Tong and starring Jackie Chan; and Andy Tennant’s The Secret: Dare to Dream, starring Katie Holmes. Gravitas has also recently acquired titles including Adrian Martinez’s feature directorial debut iGilbert; the Kathy Bates drama Home, from writer-director Franka Potente; family adventure film The King’s Daughter, starring Pierce Brosnan; Jason Pollock’s doc Finding Kendrick Johnson; and The Accursed, a horror film marking the feature directorial debut of writer-directors Elizabeta Vidovic and Kathryn Michell.

Powrót płaczącego słonia

Teresa Rudolf

Stara łza

Patrzył na to zdjęcie
tej Jedynej, tajemnicy
jego życia…

Gdzie dziś jesteś?
Czy jeszcze jesteś?
Ty, ach Ty…

Powoli oddalało
się to “dzisiaj”,
to “teraz”…

Coraz bardziej
biło wzruszenie,
bęben w sercu…

Smutna łza, stara
jak on sam,
spłynęła…

Gdzie jesteś,
Czy jeszcze jesteś?
Ty, och Ty…

Powroty

Tamte miejsca,
tamte słowa,
pamiętał wszystko,

tę tęsknotę
za dziwną historią
sprzed lat.

Uśmiech nad
absurdem życia,
ciągle młodego.

Jak mogłem?
Jak mogłem zabić
motyla w tobie?

Słoń gruboskórny,
łka we mnie
cichym deszczem.

Słoń z motylem
na głowie, w sercu
w pamięci?…

Jakże to?
Jakże to?
A jednak…

Mity nasze powszednie 4: Edyp i Elektra

Ewa Maria Slaska

Przypominam, że wpisy pod ogólnym tytułem Mity nasze powszednie pojawiają się na życzenie Konrada i są cyklem bardzo niergularnym. Możliwe, że gdybym miała pisać na tematy przypadkowe, tak jak to było, gdy układałam pierwszy wpis z serii, ten o Ajtrze, matce Tezeusza, to byłoby mi łatwiej i może nawet mógłby z tego powstać cykl postów cotygodniowych, tak jak to było np. z Baratarią. Ale po pierwszym losowaniu mitycznej osoby, Konrad nigdy już nie sięgnął po tę metodę, tylko “zadaje mi” tematy, które mam opracować. Tak pojawił się najpierw Szyzf, potem matrona, a teraz Edyp i Elektra. Tematy bardzo znane. Nigdy nie wiem, co ja bym jeszcze mogła do tych pojęć dołożyć. Przy Ajtrze, nikomu nieznanej greckiej królewnie (w Grecji Homera co drugi właściel większego stada był już królem), mogłam sobie buszować po gęstej materii mitu, jak mi się żywnie podobało. Ale przy Syzyfie i Edypie już nie mogę. To są takie obszerne, poważne tematy, tyle o nich już napisano, tak weszły w nasze życie codzienne, na tyle niespodziewanych sposobów. Gdy wpisałam wujkowi google’owi temat zadany na dzisiaj, natychmiast pojawiło się śmieszne hasło: edyp i elektra w zgranej parze krzyżówka. Kliknęłam, ale wcale nie znalazłam odpowiedzi na pytanie, co by to miało być? Zapewne rozwiązaniem jest słowo kompleks i jest to od razu wyjaśnienie, dlaczego tak mi ciężko zabrać się za ten temat. No bo właśnie kompleks. Ciężka odpowiedzialność za własne i cudze udane lub nieudane życia, za możność lub niemożność wejścia w trwały związek.

No ale nie ma wyjścia, trzeba przypomnieć tę zgraną parkę: Edyp, królewicz i Elektra, królewna.

Edyp, syn Lajosa i Jokasty, władców Teb.
Wyrocznia oznajmiła Lajosowi, że jego syn go zabije i poślubi własną matkę. Kiedy więc urodził mu się syn, Lajos nakazał służącemu porzucić go w górach. Ten jednak uratował dziecko, które przygarnął bezdzietny król Koryntu, Polibos.
Kiedy Edyp dorósł, udał się do wyroczni delfickiej, która wyjawiła mu, że zabije ojca i poślubi matkę. Przerażony Edyp uciekł. W drodze natknął się na jakiegoś starca. Doszło do bójki, w której starzec zginął. Nie wiedząc tego, Edyp zabił ojca. Edyp dotarł do Teb, gdzie po śmierci Lajosa władzę przejął Kreon. Grasował tu okrutny potwór – Sfinks, mordujący tych, którzy nie umieli rozwiązać jego zagadki. Dzięki wizji ze snu Edyp rozwiązał zagadkę i w nagrodę otrzymał rękę królowej wdowy, Jokasty. Czyli ożenił się z własną matką. Miał z nią dwóch synów i dwie córki (jedną z nich była Antygona). Jednak Teby zaczęły nawiedzać nieszczęścia, aż wreszcie Edyp dowiaduje się, że przepowiednia się wypełniła i ucieka.
Elektra, królewna mykeńska, córka Agamemnona i Klitajmestry, siostra Orestesa i Ifigenii. Kiedy jej ojciec powrócił do domu po zakończeniu wojny trojańskiej, został zabity przez matkę Elektry i jej kochanka Ajgistosa. Elektra uniknęła śmierci i uratowała też swego młodszego brata, Orestesa. Również w tej opowieści ważną rolę odgrywa Los, bo to wyrocznia delficka nakazała Orestesowi powrót do domu i pomszczenie śmierci ojca. Po ośmiu latach od morderstwa Elektra wspólnie z Orestesem opracowała plan zemsty. Rodzeństwo pomściło ojca i zabiło matkę i jej kochanka.
Z krwi Klitajmestry i Ajgistosa narodziły się Erynie, boginie zemsty, które prześladowały Orestesa i doprowadziły wreszcie do jego śmierci. Erynie nie mściły się jednak na Elektrze, która była motorem zabójstwa. W rozumieniu starożytnych Elektra miała prawo do pomsty za śmierć ojca. Natomiast Erynie są, jak się wydaje, boginiami z czasów matriarchatu, i mściły się na synach, którzy zabijali matki.

Oczywiście starożytność znała znacznie więcej takich opowieści i były one znacznie bardziej jednoznaczne, a spotykamy je wcale nie tylko w mitach greckich, bo również w Starym i Nowym Testamencie.

Myrra
Była córką Kinyrasa i Pafos. Tu oczywiście trzeba tu wiedzieć, że sama Pafos była córką Pigmaliona – króla Cypru i Galatei – kobiety wyrzeźbionej przez Pigmaliona z mleczno-białego marmuru, tak pięknej, że Pigmalion zakochał się w swym dziele i wybłagał u bogów, żeby je ożywili. Pafos chwaliła się często, że jej córka jest piękniejsza od samej Afrodyty. Bogini z zemsty sprawiła, że księżniczka zapałała kazirodczą miłością do ojca i zaszła z nim w ciążę. Ojciec się wściekł (ciekawe zresztą dlaczego, skoro jednak przespał się z córką co najmniej raz), a Myrra uciekając przed jego gniewem, wybłagała pomoc akurat u Afrodyty. Ta zamieniła ją w krzew mirtu. Brązowa żywica mirtu uważana była w starożytności za łzy Myrry. I nie zapominajmy, że stała się jednym z darów, które trzej królowie-monarchowie ofiarowali Jezusowi. Myrra, już jako krzew, urodziła ślicznego chłopca – Adonisa. Wielka miłość do Adonisa kosztowała potem Afrodytę wiele cierpienia. Tak Myrra zemściła się na Afrodycie.

Tanais
Lizyppe, jedna z Amazonek, córek boga wojny Aresa i bogini miłości, Afrodyty, urodziła syna Tanaisa, który wdał się w dziadka i przedkładał wojnę nad miłość. Rozzłoszczona Afrodyta (one się doprawdy dość często złościły, te greckie boginie) ukarała wnuka i sprawiła, że zakochał się we własnej matce. Chłopak przerażony tym, że własne uczucia skłaniają, ba, zmuszają go do kazirodztwa, popełnił samobójstwo. Utopił się we frygijskiej rzece, która przedtem nazywała się Amazonka, a po jego śmierci przemianowana została na Tanais. Dziś jest to rzeka Don.

Historia Tanaisa jest o tyle ciekawsza psychologicznie od opowieści o Edypie, że ten w końcu wcale nie wiedział, że zabił ojca i ożenił się z matką. Tymczasem w przypadku Myrry i Tanaisa związek dziecka z rodzicem płci przeciwnej był znacznie głębszy i, przede wszystkim, świadomy. Myrra spała czy sypiała z własnym ojcem, podobnie zresztą jak biblijne córki Lota, podczas gdy Elektra tylko go kochała. Tanais miał świadomość, że pożąda matki, podczas gdy Edyp był tylko świadomy tego, że sypia z kobietą w wieku swojej matki, ale tego, że jest ona matką musiał się dopiero dowiedzieć. Ciekawe, że za kazirodczą miłość Myrry do ojca i Tanaisa do matki odpowiadała Afrodyta. Czego to jednak miłość nie może? Ewidentnie może być kazirodcza.

Tego oczywiście XIX wiek, który stworzył psychoanalizę i nazywał wszystkie sytuacje uczuciowe kompleksami (oczywiście poza jedyną sytuacją dopuszczalną – tą heteronormatywną), nie mógł zaakceptować. Dlatego też Freud i Jung nie mogli / nie chcieli / a może w ogóle nie przyszło to im do głowy – no ale załóżmy, że nie mogli, bo ograniczały ich konwenanse, sięgnąć po przykłady tego, że syn naprawdę pożądał matki, a córka ojca. Dlatego na patronów kompleksów wybrano te królewskie dzieci, które wcale świadomie nie wiedziały o istnieniu swego “niesłusznego” pożądania.

***
Ciekawym aspektem wszystkich opowieści greckich jest bezwzględna rola Przeznaczenia, czyli Losu, czyli bogów, w ludzkim życiu. Wbrew temu co my, jako nowocześni ludzie, myślimy, starożytny Grek przez całe życie czuł nad sobą nieubłagany Los. To on powodował, że mogłeś się stać winny bez własnej winy, jak chociażby Edyp, w którego życiu dwukrotnie pojawiła się decyzja, żeby uniknąć Przeznaczenia – raz, gdy Lajos kazał wyrzucić dziecko w górach, i raz gdy Edyp ucieka od przybranych rodziców – a który nieświadomie musiał dopełnić wyroków bożych. Zabił ojca, żył w kazirodczym związku z własną matką, za co został ukarany, zresztą nie tylko on, bo całe jego miasto. W Tebach źle się działo, Edyp postradał królestwo, wyłupił sobie oczy i dobrowolnie poszedł na wygnanie.

Podobna jest sytuacja Judasza w Nowym Testamencie. Gdybyśmy byli gnostykami, moglibyśmy czcić Judasza jako aktywnego uczestnika Bożego planu zbawienia, bo bez zdrady Judasza nie doszłoby do ukrzyżowania Jezusa, a co za tym idzie, nie byłoby Zmartwychwstania, a zatem nie zostalibyśmy uwolnieni od zmazy grzechu pierworodnego. Ale nawet jeśli patrzymy na to mniej radykalnie, to jednak i Mateusz, i Łukasz, i Marek piszą to samo: Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził.

Jeden z apostołów musiał zdradzić Jezusa, żeby się wypełniło i Proroctwo, i Przeznaczenie. Padło na Judasza.

Takie dramatyczne sytuacje pojawiają się również u Szekspira i wszystkich jego następców, ale Szekspir jest już człowiekiem nowożytnym i jednak sprowadza przyczyny katastrof do naszych ludzkich postępków. Tragedii Romea i Julii nie powoduje Los, ale waśń dwóch władczych rodów. U Słowackiego za śmierć Aliny odpowiada Balladyna i jej nieposkromiona żądza władzy. W bajce za los dwóch złych sióstr Kopciuszka, które będą teraz musiały całe życie przeżyć z pokaleczonymi stopami, odpowiadają ich własne ambicje, wspierane przez ambicję ich matki. W starożytności, za wszystkie te sytuacje odpowiadaliby bogowie.

***

Nie jestem psycholożką ani psychoanalityczką, nie podejmuję się nawet opisać tego, czym naprawdę jest dla nas ta zgrana krzyżówkowa parka. Jaką rolę odegrali w naszym życiu Edyp i Elektra? Jak funkcjonują te kompleksy, jak bardzo są nieubłagane? Nie wiem. Potocznie niemal każdy z nas wie, że kompleks Edypa to odkrycie Freuda – nieuświadomiona dziecinna miłość syna do matki i niechęć lub nienawiść do ojca, jako rywala. Nienawiść, która mogła się objawić potrzebą zamordowania konkurenta. Prawie każdy syn przeszedł w życiu taką fazę, że chciał zabić tatę i ożenić się z mamą. O kompleksie Elektry wiemy znacznie mniej, często nawet nie wiemy, że taki istnieje. Wymyślił go uczeń Freuda, a potem jego oponent, Carl Gustav Jung. Per analogiam zakładamy, że chodzi o podobną sytuację, dziewczynki ogłaszają wszem i wobec, że jak dorosną, wyjdą za mąż za tatę i mają taki okres w życiu, że nie lubią swojej matki. Niektóre nie wyrastają z tego jeszcze długo albo nigdy, ale kompleks Elektry i nienawiść do matki są na pewno słabiej wykształcone niż kompleks Edypa. Socjologowie twierdzą, że więź córki z matką jest najsilniejszym związkiem społecznym na świecie. Gdy jeszcze nie było systemów społecznych i państwowych, podobnie jak wtedy, gdy ich w przyszłości zabraknie (a takie scenariusze znamy wszyscy z niezliczonych filmów, gier i powieści science-fiction), to wtedy się okaże, że nadal jako ludzkość funkcjonujemy bardzo dobrze, bo trzyma nas i prowadzi miłość matki i córki.

Dziękujemy, Mamo!

Serwis do kawy i inne wiersze

Mieczysław Węglewicz
z tajemniczego bloga o żywym morzu 🙂
Wolno mi tam było sięgnąć, dostałam nawet wiersz na zachętę:

zajrzyj tam,
weź co chcesz
kilka słów,
rosę z róż
z tego wiersz
jakiś złóż
i tę ciszę
tę ciszę
też weź

Z cyklu ,,serwis do kawy”

Para

Mówili piękno zaklęte
takie kruche i proste
Zachwycali się
dotykali… Mnie i siostrę
Czuję jeszcze to ciepło rąk
ślad mi został jej szminki
na ustach
odkąd poszli stąd
w nas jest pustka … Przyszły godziny zimne
za długie, za grudniowe
Ona z innym i on dla innej
… rozstali się Kochankowie
zostawili filiżanki romantyczne te zgrabne, te kruche, te śliczne

Fifi*

Kiedy oddała wszystko
została sama
Chłodna,
z rozmazaną szminką
Kochała czułe dłonie i
gorące usta
Słyszała jak ktoś mówił o niej
że jest piękna
ale pusta.

* Fifi – ulubiona filiżanka. Każdy może taką mieć. Choć nie każda może taką być.

Koniec świata?

Koniec świata?
Nie dla nas!
Wierzysz?
To nie koniec!
Będą się dłonie splatać
i usta ust chciwe
tysiac razy powtórzą
dwa słowa żarliwe
Czuły dotyk
Smak szminki
będą noce majowe
i my
porcelanowe
filiżanki
z kawą
takie kruche
jak miłość

Inne wiersze o miłości

Caffe Cuba

Wpada tutaj
czasami
liść jesienny
lub wietrzyk
przypadkowy przechodzień
co to chce się przewietrzyć
A dziewczyna
z lokami
zakręcona jak walczyk,
która z liściem
jesiennym
chciała sobie
potańczyć
jeszcze nie
jeszcze nie
niekoniecznie
Ale w końcu
się uda
Będzie cud
w Caffe Cuba
i zatańczy
bo przyjdzie
maj
ciepły, zdrowy, zielony
wyczekany, szczepiony
Boże,
daj taki maj
zakochanym

Ogłoszenie 1

Poszukuję
wiosennego nastroju
dla dwu osób
samemu nie sposób

Ogłoszenie 2

Potrzebne
wiosenne nastroje
dla dwu osób
– sam się boję

Wiem

ciągle piszę coś i coś skreślam
ciągle nie to,
ciagle nie tu,
tylko gdzieś tam
Ale wiem Muzo,
czekasz, jesteś
nocą słyszę, w dzień…
na niebie
nie jem, nie śpię
tylko piszę,
dla Ciebie tylko piszę
nie płaczę przecież
Inni mają gorzej
Ona gdzieś w świecie
On za morzem
szukają się i wołają
ale nie widać
nie słychać
lata mijają
maj za majem
jaśmin usycha

Szuka, ale chyba ją znalazł, skoro pisze, że

Jestem zazdrosny

o wodę
bo lubisz jak Cię fale niosą
o wiatr
bo lubisz
wiatr we włosach
o piasek
bo po piasku lubisz
boso
o ogień
bo lubisz ogień
jak płonie
o kubek
bo go ustami muskasz
a Ty…
masz
takie usta..
I dłonie
dlatego o rękawiczki
co Ci pieszczą
ręce..
i już nic więcej
już koniec…
bo tylko jeszcze
o sny Twoje…
zazdrosny jestem

Miłość, starość, śmierć

Ewa Maria Slaska

Love, being old, death

For Łucja Fice

Od jakiegoś czasu “chodziła za mną” pewna piosenka. Słyszałam ją w głowie, jak to zazwyczaj jest, najpierw kawałek melodii, potem strzęp wersu, potem jeszcze trochę melodii. I dość szybko całą linijkę: If you want to be free, be free… Znalezienie, co to za piosenka to był już niewielki problem. If you want to sing out, sing out, If you want to be free, be free, if you want to be high, be high…

Sorry, the rest of that post is in English.

Cat Stevens

You Want To Sing Out, Sing Out

Well, if you want to sing out, sing out
And if you want to be free, be free
‘Cause there’s a million things to be
You know that there are

And if you want to live high, live high
And if you want to live low, live low
‘Cause there’s a million ways to go
You know that there are

[Chorus:]
You can do what you want
The opportunity’s on
And if you can find a new way
You can do it today
You can make it all true
And you can make it undo
you see ah ah ah
its easy ah ah ah
You only need to know

Well if you want to say yes, say yes
And if you want to say no, say no
‘Cause there’s a million ways to go
You know that there are
And if you want to be me, be me
And if you want to be you, be you
‘Cause there’s a million things to do
You know that there are

[Chorus]

Well, if you want to sing out, sing out
And if you want to be free, be free
‘Cause there’s a million things to be
You know that there are
You know that there are
You know that there are
You know that there are
You know that there are

But of course, when I found that song, I knew, that I was also seeing pictures, and it was no Cat Stevens, whom I saw, but of course Ruth Gordon, one of the most beautiful old ladies in the history of cinema. Ruth Gordon in unforgettable Harold and Maude.

Well, such a wonderful movie and so unrealistic love story. But it does not matter. It is an amazing movie with amazing life messages. Do not think, it is about love between a teenager and an old woman, or a movie about the the age difference. No! It is love story saying us, that real love transcends all our limitations. If you are bigger than what you have ever learned is proper. There’s always something new to learn. And it never ends, because long after you die, everyone else still will go that way, trying to be free and to sing out. The old age does not matter and the death does not matter. We shall die and you stay and still try to be free… If you want to be free, be free…

Starość, miłość, seks

Łucja Fice
w odpowiedzi na mój post na ten temat, nadesłała opowiadanie

Sanatorium miłości

ONA Początek turnusu. Tym razem nie przyjechała na rehabilitację. Jeszcze w domu uzupełniła arsenał ciekawych tematów do rozmów, do walizki zapakowała sukienki, w których wdzięki starszej pani (sześćdziesiąt plus) mogą jeszcze działać jak afrodyzjak. Przyjechała na polowanie. Nie na muchy. Przez czas turnusu będzie traktowała bycie kobietą w swoim wieku, jako sztukę albo dar. Już wszystko zaplanowała. Zawalczy o tę wymarzoną znajomość, choć i tak wie, że będzie robiła całkowicie co innego i odbiegającego od standardów, bo nie akceptuje status quo. Będzie dawała MU złudne poczucie komfortu, a i tak będzie robiła swoje. To cechy jej konformizmu. Będzie zmieniała rzeczywistość. Taka rebeliantka.
Poznała GO na drugi dzień.

ON Elegancki, też sześćdziesiąt plus, siedzi vis a vis przy następnym stoliku w sanatoryjnej jadalni. Uśmiecha się szarmancko. To nie grzecznościowy uśmiech. Chce ją złapać jak pająk w zastawioną, niewidoczną siatkę. Pająki są inteligentne, przebiegłe i szybkie. On jeszcze nie wie, że ta mucha da się złapać jego subtelnemu podrywaniu i da się zaciągnąć w pułapkę inteligentnym uśmiechem. Powoli wciągać ją będzie do gry zatytułowanej POLOWANIE. Na odległość perfumuje jej wyobraźnię. Pewnym rodzajem mowy ciała przesyła jej strumień telepatycznej wiadomości. Uwielbia te impulsy elektryzujące ciało.

ONA Wstaje od stolika. Czuje na sobie jego wzrok, który energetycznym ciepłem dotyka piersi, podbrzusza, ud, by zatrzymać spojrzenie na jej stopach, które w szpilkach podkreślały jej zgrabne nogi. Ponownie mierzy ją od stóp do głowy. Słucha więc głosu duszy i przysiada na kanapie tuż za szklanymi drzwiami jadalni. Zakłada nogę na nogę, prezentując, niby to granatowe szpilki (wie co robi) wyciąga z torebki czasopismo, będzie udawać, że czyta, ale myśli o tym, że pierwszy krok zrobiła. Jednak życie przynosi to, co zamówione. Planuje i stosuje zasady wolnego rynku. Przyjechała do sanatorium w poszukiwaniu mężczyzny do swojej bajki. Za marzenia się nie płaci. Uważa, że ma nosa i wie, gdzie jeszcze na tej planecie żyją dżentelmeni.

ON Czy to pani wysyłała ogłoszenie do rubryki „Poznajmy się”? Uśmiecha się tym uśmiechem kusiciela, na który podrywa szesnastolatek.

ONA Czy to pan jest tym dżentelmeni, na którego czekam? Zawiesza nisko głos z powagą matrony.

ON Zapraszam panią na spacer, a później do najlepszej restauracji w mieście. Czy dama się zgodzi?

ONA Brzmi ładnie i zachęcająco, odpowiada tym razem promiennym uśmiechem.

ON Wyglądał jak kultowy vintage. Jego koszulka, chyba od Armaniego, przylegała do ciała jak rodzaj alibi. Ten bywalec sanatorium podaje jej rękę, przedstawia się i pomaga wstać z kanapy.

ONA Obserwuje go. Przez moment ma wrażenie, że to nie oryginał, tylko hologram jej wyobrażeń o takim właśnie Herkulesie. Ideał, pomimo sześćdziesiąt plus. Mógłby śmiało brać udział w Światowych Igrzyskach Starszych Panów. Imponująco wysoki o wysportowanej sylwetce. Nie zrobiłby kariery na dworze Napoleona, nawet jego imię, brzmi, jak byłby łowcą, który poluje w wyrafinowany sposób, z seksualną gracją. Szybko karci się za te skojarzenia, bo przecież ona też sroce spod ogona nie wypadła. Sukienka wygląda jak od Gucciego, zgrabne nogi, figura bez zarzutu, duży bursztyn w srebrnej oprawie objaśnia jej cechy osobowości.

ON Paranormalnymi zmysłami i z doskonałą intuicją człowieka, co patrzy i już wie, wyczuwa, że nie przyjechał na darmo. To musi być niespokojna, rozgorączkowana, niepoprawna poszukiwaczka przygód, taka, która idzie z duchem czasu i nigdy nie ogląda się wstecz. Dla takiej chwila obecna jest najważniejsza. Poszukuje właśnie takiej, co nie boi się ryzyka i jasno widzi przyszłość. Takiej, co przy lwie będzie lwem. To musi być orlica, a nie kura.

ONA Została wychowana przez życie i czasy na silną, zdeterminowaną kobietę. Dzięki temu umie cieszyć się życiem, choć bywały trudne momenty. Zawsze stara się wykorzystać swoje możliwości i talenty. Nie próżnuje. Wszystkie cele osiągała sama. Te polowanie na niezależnego, przystojnego, inteligentnego dżentelmena też się powiedzie. Nigdy nie traci rezonu i nadziei.

ON Wygląda na złodzieja drogich klejnotów, który przyjechał do sanatorium w poszukiwaniu diamentu, klasy FS1. Podczas długiego spaceru wytwarza intensywne pole magnetyczne. Żadna tam subtelna erotyka, zwykła jaskrawa seksualność. Wciąga ją do gry. Nie o tron. Nadają na tych samych falach. Filozofia, metafizyka, teologia, mechanika kwantowa, sny. Ma wiedzę i nią błyszczy.

ONA Myśli, że przestaje działać grawitacja. Czuje się jak tachion i z szybkością światła zstępuje na nią jakieś nieokiełzane urzeczenie jego męskością. Nie jest w stanie obronić się przed arsenałem romantycznych sztuczek i cały czas podczas pierwszego spaceru wchłania odurzającą woń jego światowości. Niezaspokojone potrzeby jej ciała wywołują psychiczne napięcia, które on w mig rozszyfrował, a jej pogoń za przyjemnościami nie była zupełnie ślepa.

ON Masz coś, czego potrzebuję i pragnę. Zostań ze mną na czas turnusu. Możesz zostać słodką utrzymanką, młode kobiety mnie nie interesują

ONA Zaraz Eros strzeli jej w serce. Takiego szczęścia mogłyby jej pozazdrościć studentki. Dobrze jest być faworytą, jest kochanką króla i wszyscy się jej boją. Tak oto, przyjęła propozycję bycia razem przez okres turnusu, ale na własnych warunkach i cały ten czas medytowała nad przyjemnością bycia z tym dumnym pawiem, który rozkładał przed nią kolorowe skrzydła wdzięków.

ON Miał coś z obsydianu albo czarnego bursztynu, wszak kamienie mają swój własny ogląd świata i są jak ludzie. Tryskał wysokogatunkową energią i tajemnicą. Było w nim kilka gatunków tych szlachetnych kamieni oprawionych przez wytrawnych jubilerów i zakwalifikowanych na wystawę do Tate Modern.

ONA Wyczuwa maskę. Wie, że w sanatorium maski są przydatne. Sama przecież programuje się każdego dnia, z nową maską na nowy dzień i nowe okoliczności. Będzie musiała uważać, by maska nie opadła i nie ukazała prawdziwej, niezakłamanej twarzy.

Minęły już dwa tygodnie

ONA Oswaja się z byciem zupełnie kimś innym, niż była do tej pory. Jest dobrze. Każdy zasługuje na takie życie. Ludzie przyciągają do siebie nie to, czego pragną, ale to czego potrzebują. Gra swoją rolę, jaką napisało dla niej życie. Maska, którą wybrała z prywatnego arsenału masek, jest odpowiednia na ten turnus. Pobyt tutaj to jej osobisty prywatny reality show. Nosi maskę pewności siebie, bo jest na obcym terenie wibrującym inną energią, musi więc stworzyć kolektywne pole, musi się dostroić. Od trafnego rozpoznania terra incognita zależy tu przetrwanie. Dopiero kiedy wróci do domu, zamieni się w siebie. Jest teraz tam, gdzie maski są potrzebne. Czy przez przypadek nie stała się ich kolekcjonerką? Otoczona maskami jak przyboczną gwardią, często waha się, w którą się na dziś ubrać.

ON Ma w zapasie maski Fałszu. Może będzie potrzebna maska z comedii dell’arte, w konwencji teatru wyobraźni? Swoją obecność umieścił w innym czasie i innej przestrzeni. Bajka na scenie w sanatorium pozbawiona dekoracji. Gra na rozgorączkowanej wyobraźni tej kobiety. Rozumieją się jak atom i antyatom. Półsłowa, pół oddechy, pół spojrzenia i półsenne marzenia. Życie jak wyrafinowana gra wstępna.

ONA Od siódmego roku życia była półsierotą, a teraz jest wdową i ma ochotę grzeszyć. Sama od siebie dostała dyspensę. Chce też dostać się do jego duszy, ale coś jej podpowiada, że w nim jest tylko krystaliczne wyrachowanie. Jego maska zbyt mocno przylega do jego duszy, ale mniejsza z tym, bo liczy na to, że ona sama będzie lekiem na jakieś zło? Chyba jest zaprzeczeniem zdrowego rozsądku, bo wierzy w coś więcej, niż ten szybki sanatoryjny romans. Trochę infantylna, bo ten mężczyzna jest prawdziwej wiary w rządy nierządów, nosi w sobie natarczywą chęć grzeszenia. Seks to czynnik postępu w jego świecie, miłość to kąkol, a waluta to moralność. Mimo to marzy się jej miraż skrojony specjalnie dla niej. A może? Chce więc płynąć dalej na tym luksusowym, sanatoryjnym statku w pięknej masce Kolumbiny. Najlepiej jakby zacumowali nad Gangesem i wzięli rytualną, oczyszczającą kąpiel w rzece, bo on tak dalece skorumpował jej zmysły.

ON Proponuje wyjazd do innego luksusowego SPA w okolicy. Chce stracić jeszcze więcej pieniędzy.

ONA Jeśli odrzuci tę propozycję, to będzie to zapewne ostatnie spotkanie, bo między nimi jest także jakieś niedopowiedzenie. Wyczuwa to kobiecymi zmysłami. Kim on jest? Wcześniej żadne trzecie oko się jej nie otworzyło, raczej chwilami czuła się, jakby siedziała w konfesjonale, a on się jej spowiadał. Miała wrażenie, że wie o nim wszystko, ale też od ostatnich dwóch dni miała przebłyski, że on ma jakieś zawiasy w swoim życiorysie, lecz bajka do której weszła nie pozwalała na zastosowanie logiki. Chciała w niej tkwić.

ON I ONA W dzień, w dzień rozkoszowali się sobą. Rozmowy gęstniały od zabawnych epizodów z przeszłości ich obojga. Śmiali się głośno. Tamtej nocy uświadomiła sobie jego lubieżne, kulturowe uzależnienia od alkoholu. Zrozumiała też, że scena na której gra główną rolę, to jego ulubione zajęcie. Pewny siebie Herkules, który kobiety zdobywa skinięciem palca. Idzie sobie przez życie bez lęku i oporu, nie boi się biedy, starości i samotności. Życie dla niego to jak egzotyczna podróż, która kończy się śmiercią, której też się nie boi. Miała wrażenie, że on przy narodzinach ustawił się kolejce do Bachusa, a dla takiego najlepszym zawodem byłby ksiądz. Mógłby pić wówczas w czasie pracy. Jest takie powiedzenie stare jak świat:

„By poznać człowieka, trzeba zjeść z nim worek soli.”

ONA Wie, że powszechna prawda o człowieku jest zamknięta w trunku na dnie ostatniego kieliszka. Ale on jest ostrożny, jakby alkohol to była trucizna. Tego wieczoru nie udało się rozszyfrować tajemnicy. Kim jest ten człowiek, który traci tak szybko pieniądze, jakby uzupełniał je co dziennie zbieraniem na tacę w katedrze turystycznego miasta?

Nowe spa

ON I ONA Dostali luksusowy apartament, tym razem we dwoje od rana do rana.

ON Chciałby spełnić jej sekretne marzenia.

ONA Tak! Ma marzenia, tęskni do rzeczy tajemniczych, statkiem UFO chce polecieć na inna planetę, która zarezerwowana tylko dla ich dwojga. Pragnie odszyfrować tajemnicę.- KIM JEST TEN CZŁOWIEK?

Luksusowa restauracja

ONA Bywała już w kilku. Pamięta te w Budapeszcie. Żeby zapłacić rachunek sprzedała kelnerowi złoty łańcuszek i pierścionek. Nigdy nie żałowała. To było jej pierwsze spotkanie z luksusem. Później był Londyn, Berlin. Był Strasburg i jeszcze inne stolice Europy.

ON I ONA Codziennie inna restauracja, zmieniają nawet miasta. Dzisiejszy lokal jest prawdziwą perłą konsumpcji, czysty w formie i elegancki. Życie jak wyśpiewany madrygał na ich cześć. Jest też szwedzki stół, który przypomina im film La Grande bouffe. Olbrzymie lustra przyciągają promienie i połyskują tęczowym blaskiem. Okna wychodzą na południe, wpuszczają słońce późnego lata. Ten blask poszukuje kształtu obleczonego w materiał. Natrafia na jej czarną luksusową koronkę, kradnie ciepło z tej czerni. Potem to już chłód natrafia na chłód. On to wyczuwa i z nonszalancją ściąga marynarkę i okrywa jej ramiona. Zamawia Kir Royal. Wydaje się jej doskonały, bo symetria jego twarzy współgra z jego ubiorem.

ONA Ma włosy finezyjnie upięte i profesjonalny makijaż. Sama sobie się podoba. Kelner przyniósł butelkę tego Kira. Nie znała tego trunku. Wznoszą toast i bez słowa naradzania zamawiają dania o bajkowych nazwach. On uśmiecha się do niej i szybkimi łykami pije za doskonale chaotyczny, przypadkowy świat. Po dwóch kieliszkach i kilku kęsach czegoś tam (mógłby równie dobrze być to sznycel z lamparta, czy glizdy w sosie szafranowym) ma problem. Chce rozwikłać tajemnicę tego super sympatycznego aroganta. Oby ta komedia nie zamieniała się w dramat, oby życie nie okazało się bogatsze od fikcji. Byle by tylko rozwikłać tajemnicę.

ON Moja dewiza to: komplikuj, a potem prostuj i zawsze będziesz miała co robić. Nie znoszę nudy i do życia zawsze wprowadzam nieco chaosu. W chaosie jestem szczęśliwy. Ostatnio czułem się nieco przeżyty, dlatego znalazłem się w sanatorium, by czasami za wcześnie nie opuścić materii.

ONA Doprowadza do tego, by następny kieliszek przedestylował prawdę o nim. No cóż! Rozmowa z nim jest dla niej jeszcze jak oddychanie. Myślę, że na nasze spotkanie pracował cały Wszechświat od zarania dziejów?, mówi. Konieczne były wszystkie wojny, zwycięstwa i porażki. W wielkiej loterii życia zachodziły różne konstelacje zdarzeń.

ON Tak! Tak! Gra przypadku i konieczności, potwierdza niskim urokliwym głosem, w którym ją uwięził. W pewnym momencie brakuje mu jednak dowcipu. I wtedy.

ONA Czuje coś tajemniczego, niedopowiedzianego w obrazie tego herkulesowego ciała. Odkryła jego cyniczność i nie pomaga mu w tej chwili znajomość kunsztu życia, maniery z Roal Palace.

ON Jest już przez Bachusa pokonany i zaplata wianek z chwastów słów. Każdy może dać tylko to, co ma, odzywa się jak heretyk, który wierzy w sakrament mamony. Spotkałaś mnie w najlepszym momencie życia i nie odtrącaj mojej propozycji spotykania się wówczas, kiedy będę chciał i mógł. W tym momencie przesiedli się na inne superstruny i drgają innymi cząsteczkami myśli.

ONA Zmienia kurs tego luksusowego statku, bo najprawdopodobniej zbliżają się do rafy. W jego oczach widzi bezsens życia. Tak! Wydaje ci się, że jesteś bogaty, nawet myślisz, że jesteś młody i z pomocą mamony czujesz się jak Herkules, a ze mnie chcesz zrobić swoją własność. „Fortuna jest kobietą piękną i kapryśną. Wziąłeś ją w ramiona, nagle sen twój prysnął, bo zraniłeś ją słowem albo jakimś gestem i wnet odeszła mówiąc, już twoją nie jestem.” Próbowała zatrzymać jego butę słowami fraszki Sztaudyngera. Nie! Jesteś wesołym starszym panem i jednym z żebraków świata, pachniesz potem samotności i bezradności, odsunięty od realnego świata, wylicza.

ON Przez chwilę milczy z opuszczonymi powiekami, jakby wsłuchiwał się w zegar własnego bólu i cierpienia. Po chwili nerwowo pije szybkimi łykami i uzupełnia kieliszek i tak kilka razy. Jestem ulubieńcem bogów. Na śniadanie łykam czarne bursztyny, kąpię się w gwiezdnym pyle, jestem jeden jedyny w całym kosmosie. Nie ma drugiego takiego Herkulesa, broni się.

ONA Te metafory ją bawią i zastanawiają, bo to jej metafory. Może wykorzysta je w następnej książce.

ON Zamawia już którąś z kolei butelkę i mówi, że według Francuzów tylko pierwsza butelka jest droga – zrobił ironiczny rejestr jej cnót, uznając jej pisanie za pełne kulturalnych i filozoficznych podtekstów i zapachów starych ludzi. Zamiast zachęcać swoich seniorów do śpiewania psalmów w drodze w zaświaty, to pani cnót nad nimi się rozczula. Ja nie wyśpiewałem jeszcze swojego hymnu miłości. Sama przecież podałaś mi pomysł na młodość. Powiedziałaś, że czas można oszukać. I ja to robię. W twoich książkach, moja pani cnót, toczy się walka piękna ze złem, a gdzieś na zapleczu, starość heroicznie walczy z życiem. Ale mogę pochwalić za amplitudy emocji i to, że z demonami starości rozprawiłaś się po mistrzowsku i z tego brzydkiego słowa, za jakie uważam starość, zrobiłaś poezję życia. Kiedy społeczeństwo usunie mnie z przestrzeni użyteczności, czyli kiedy będę stary, to poddam się eutanazji. Chcę być wolny.

ONA Chcę wiedzieć kim jesteś, nie obchodzi mnie skąd wyciągasz kasę, ale kim jesteś?

ON Teraz jestem wolny, a za pieniądze mogę kupić co będę chciał. Cały świat. I ciebie

ONA Jesteś emocjonalnym sierotą i uważaj, bo zamienisz się w złoto. Liżesz jakieś rany alkoholem i wydawaniem pieniędzy, i to chyba nie zarobionych. Też wypiła kilka kieliszków, a jego słowa upchnęła w zakamarkach umysłu. Muzyka i alkohol, niepewne emocje wzmagają jej apetyt, który nie jest sublimacją i poszukiwaniem rozkoszy podniebienia, ale reakcją na zaistniałą sytuację. Przypomniała sobie powiedzenie: pokaż mi, ile jesz, a powiem ci, kim jesteś. Syta i na rauszu może się pewnie odezwać. Tak! Możesz kupić, ale tylko półświatek. Z życia zbieramy to, co zasialiśmy i to po wielokroć. Czas zrobić ci psychiczny peeling, taki prezent koniecznego zła i wątpliwego dobra. Uzupełnia kieliszki i wznosi toast za powrót do PRAWDY. Tym słowem powoduje zachwianie jego równowagi, bo nieświadomy obnaża swoje drugie oblicze i robi to w bardzo wysublimowany sposób, wierząc, że ona się nie domyśli.

ON W młodości mogłem przebierać w pięknych Gracjach, ale nie wybrałem zbytku i radości, a powinienem kobiety wlewać sobie do krwi i się nimi zarażać jak bakteriami. Kobiety, to jak Katedry, w nawach których mógłbym przeleżeć i przemodlić o rozkosze na całe wieki. Kiedy zrozumiałem, że bez was nie ma życia, było za późno, by cokolwiek zmieniać. Pomagały pieniądze, za które mogę kupić wszystko. No! prawie wszystko. Ciebie na pewno.

ONA Jego buta w jednej chwili wywołała nienawiść do mężczyzn. Więcej wina! zawołała. Chciała mieć całkiem zmącony umysł. Zrozumiała, że jego tajemnica jest za zasłoną siódmej prawdy. Wino w nadmiernych ilościach zawsze odsłania to, co w człowieku pokiereszowane. Nie przypominasz już rajskiego pięknego pawia, prezentującego swoje barwy samiczce, choć jeszcze trochę w tobie wdzięku, ale ten też się zestarzał, a udawanie młodzieniaszka, to tylko farsa.

Ostatni wieczór

ONA Pokażę ci, gdzie pieprz rośnie, Założyła na ten wieczór kuszącą sukienkę. Ktoś mógłby powiedzieć, że od Gucciego. Restauracja z widokiem na niebo i park. Zupełnie jak kiedyś w Budapeszcie. Dobrze ten wieczór zaplanowała. Odbierze mu godność. Nagle słyszy podszept, chyba samego diabła, bo już nogi jej więdną, a w ustach zasycha, bo ten Herkules ujmuje ją swoim trikami w dyby męskiej niewoli. Chyba nie uda się ta intryga, bo on nadal działa na nią jak afrodyzjak, usypia czujność.

ON Ubrany w nową, mistrzowsko skrojoną marynarkę. W ogóle przez cały sanatoryjny czas wyglądał, jakby przyleciał na chwilę z innej, jakiejś super eleganckiej planety. Kelner czeka w pogotowiu, jakby miał uprawnienia do reanimacji, bo macha już białą serwetą.

ONA Dzisiaj zje nawet te glizdy w sosie szafranowym. Jak każda neurotyczna kobieta wnosi ze sobą tratwę ratunkową w razie, gdyby wypadła za burtę własnego fortelu. Atmosfera na sali jest hipnotyzująca. Dostali dekoracyjne menu. Naturalnie zrelaksowana patrzy na tego półboga, którego trzeba sprowadzić na ziemię. Myśli obrazami, jak każda kobieta i nie zapomina o fortelu, mającym ukrócić półboskość tego Herkulesa .

ON Ostatnio pił za dużo, jakby celowo chciał „upuścić farby,” a nie wypowiedzieć się do końca. Jeśli świat jest alchemiczną kombinacją porządku i przypadkowości, to wypijmy za przypadek, który nas zetknął. Szczęściarz ze mnie, że obok siedzi tak ciekawa metafizycznie kobieta, którą, gdy tylko będę chciał, to będę miał, bo odkąd Fenicjanie wynaleźli pieniądz, wszystko ma swoja cenę. Chcę ciebie i chcę za to płacić. Dał się namówić na Białego Niedźwiedzia, tylko nie wiedział, że przekupiony kelner zmienił proporcje.

ONA Zachwyca się możliwością niemożliwego, patrzy mu w oczy, jest gotowa wejść w tę przestrzeń, w której jeszcze przebywa. Ponoć oczy są zwierciadłem duszy. Otwórz ten margines, wyjaw tajemnicę, kim jesteś? Powiedzmy sobie dzisiaj naprawdę wszystko.

ON A co! Chcesz być moim konfesjonałem i jesteś w stanie dać mi rozgrzeszenie? jeszcze trzyma się twardo, jeszcze nie wychodzi z niego jeż.

ONA W jakiej parafii pracujesz i jaką masz kościelną rangę, to Kościół Katolicki, prawda? Na pewno nie jesteś zwykłym księdzem.

ON Ten hedonista zaczyna wszystkiego się wypierać i na poczekaniu tworzy scenariusz, chyba do nowego filmu na Discovery, o sprzedaży luksusowych domów w Europie. Ostatnio odrzuciłem kilka intratnych kontraktów, bo przecież muszę mieć czas na życie towarzyskie. Język już mu się plącze, z minuty na minutę wyłazi z niego zwierz. Wynocha z lokalu, mówi, stojąc na chwiejących się nogach, do wszystkich gości, bo jak będę chciał, to, to, to… Teatr się rozpoczyna, ale jeszcze nie wiadomo czy to komedia. Na koniec wynoszą tego aktora ze sceny w opłakanym stanie.

ONA Jeszcze robi telefonem ostatnie zdjęcie, jeszcze ostatnie zerknięcie i wychodzi z lokalu. Kiedy jest już u siebie, dzwoni ten Richard Gere z przeprosinami i pytaniami o swoje zachowanie. Spadłeś wczoraj z piedestału i puściła fastryga. Mam zdjęcia. Biały Niedźwiedź w zmienionych proporcjach wspaniale rozwiązał zagadkę.

ON Wiesz kim jestem? Przecież chciałaś wiedzieć? Jestem nikim.

Kiedy maski opadły, okazało się, że to lwica romansowała z baranem.

 

Starość

Ewa Maria Slaska

Miłość, erotyka, seks

O starości pisałam wprawdzie bardzo dużo, ze dwadzieścia lat temu prowadziłam nawet jakiś czas bloga na ten temat, ale nigdy nie rozmawiałam, nie pisałam, nawet chyba nie myślałam o seksie, miłości czy erotyce starych ludzi. Teraz jednak ten temat wydał mi się ważny, a dlaczego – okaże się na końcu tego wpisu. Poczułam, że muszę go napisać, bo się rozzłościłam. Tym niemniej zabierałam się do pisania jak pies do jeża. Pocieszało mnie tylko, że z plotek, filmów i literatury pamiętałam jakieś wzmianki i napomknienia na ten temat.

Były więc oczywiście Golden girls, słynny serial amerykański o flirtach i erotycznych znajomościach trzech starszych kobiet, mieszkających wspólnie z kobietą jeszcze starszą, matką jednej z nich, która pełni rolę mentorki i komentatorki. Było to zabawne, ale nie miało nic wspólnego z prawdziwym życiem. Wszyscy wiedzieli, że producenci ubrań, kosmetyków i gadżetów odkryli właśnie starych ludzi, głównie zresztą kobiety, jako nowy target, a serial miał na stałe zapewniać grupę docelową, że warto się starać, bo za każdym zakrętem czeka kolejny wielbiciel.

We wspaniałej powieści Edgara Hilsenratha Fryzjer i nazista jest epizod, jak uciekający z obozu główny bohater znajduje schronienie u starej kobiety, która oczekuje w zamian życia seksualnego.
– Ale ja nie sypiam z kobietami po siedemdziesiątce – mówi mężczyzna.
– Aby na pewno? – pyta kobieta. I oczywiście, ponieważ to ona jemu ratuje życie, on z nią jednak sypia.

Na pewno widziałam kiedyś jakiś film o życiu starych ludzi w domu opieki. Odwiedzające starą matkę dzieci z zaskoczeniem odkrywają przed jej łóżkiem dwie pary pantofli, jej własne oraz przydeptane męskie laczki.

Ale gdy to piszę, jak błyskawice przelatują mi przez myśl dwie historie prawdziwe.

Mam spotkanie autorskie w domu seniora i przy okazji poznaję pewną bardzo starą autorkę (jej samej nie znam, czytałam kiedyś jej książkę) – siedzi przy stoliku tuż obok bardzo starego pana, który ją serdecznie przytula. “To Franz”, mówi mi pani po spotkaniu, “poznaliśmy się tu i tu będziemy ze sobą aż nas śmierć nie rozłączy.”

Bardzo wiekowa ciotka (chyba nawet cioteczna babka) wyszła za mąż za bardzo wiekowego pana. Cała rodzina uważa, że to rozsądne. Mają dwie emerytury, a będą płacić za jedno mieszkanie, wynajmować jedną sprzątaczkę, no i będą mieli towarzystwo. Córka tej pani, nocując kiedyś u mamy i ojczyma, weszła rano do sypialni starszych państwa, bo chciała coś wyjąć z szafy. Weszła bez pukania i wycofała się z okrzykiem zażenowanego zdumienia, bo starsi państwo (w interesujący sposób) uprawiali seks. Mama tłumaczyła potem córce, popijając kawę, że “ona wprawdzie nie musi, ale on jest taki, no wiesz…”

I nagle przypomina mi się cała masa książek, w których pojawiają się starzy ludzie, uprawiający seks. I nie są to “stare, dobre małżeństwa”, tylko historie o nowych znajomościach, zawartych w podeszłym wieku.

Myślenie życzeniowe, można by pomyśleć. Starsi ludzie chcieliby, żeby tak było, bo wciąż marzą o romantycznej miłości, a młodsi chcieliby, żeby tak było, bo dobrze jest pomyśleć, że stary rodzic jest na stare lata szczęśliwy.

Zresztą może to być też myślenie pragmatyczne, nie tylko z uwagi na podwójną emeryturę i mniejsze wydatki mieszkaniowe. Stary mężczyzna chętnie by się znowu ożenił, bo zapewni sobie tym samym opiekunkę, kucharkę, pomoc domową, damę do towarzystwa i jeszcze na dodatek, jeśli się będzie miało ochotę, towarzystwo do łóżka.

Jest też oczywiście “klasyka”, czyli historie o starych bogatych ludziach, znacznie częściej mężczyznach niż kobietach, którzy “kupują sobie” młodą (a w każdym razie młodszą) osobę jako żonę czy męża, ale “klasyka” mnie nie obchodzi. Tak jak nie interesuje mnie tu płatny seks i w ogóle żadne mniej lub bardziej ukryte intencje. Interesuje mnie MiSEr – Miłość, Seks, Erotyka starych ludzi – w odbiorze społecznym.

Ponieważ jestem Polką i mieszkam w Niemczech, widzę dwa odmienne podejścia: w Niemczech ocenia się, że potrzeby ludzi w starszym wieku istnieją i są być może nawet bardziej szalone u tych, którzy pokończyli już 50, 60 czy 70+ lat, niż u trzydziestolatków, bo ci się “muszą” dorabiać i ustawiać w życiu. Ale też dlatego, że tak po prostu jest: je toller, desto oller, mówi niemieckie przysłowie, im człowiek starszy, tym bardziej hula. W Polsce generalnie się zakłada, że starzy ludzie nie mają libida, czyli są z racji wieku aseksualni. A to z kolei z góry ma wykluczać i erotykę, i miłość.

Ryszard Przybylski w eseju o starości pisze o poetach. Michał Anioł (już go tu cytowałam), Iwaszkiewicz i Różewicz gdy piszą o starości, są starzy, Thomas Stearns Eliot, czwarty poeta Przybylskiego, jest jednak młody, ma 32 lata. Nie pisze więc o tym, co przeżywa, lecz o tym, co sobie wyobraża na temat starości. Gerontion, Stary Człowiek, pisze Przybylski, tracąc na starość wrażliwość zmysłów, traci jednocześnie chęć kochania.
Straciłem wzrok i dotyk, słuch, smak, powonienie.
Jakże więc mam ich użyć do zbliżenia z tobą.
Zanim Stary Człowiek umrze zdrętwienie zmysłów odbirze mu możność kochanoa: pozbawi go dobra, które odsłania ludziom piękno świata, radość istnienia, sens bytowania. Eliot był przekonany, że istnieją trzy stopnie wtajemniczenia w poznanie własnego losu: seksualność, która rozpoczyna ten niełatwy proces; Eros, który rozświetla drogę zbawienia i Boska Miłość, zespolenie z którą stanowi cel wszystkiego, ponieważ to ona stworzyła świat i ciągle nim rządzi jako Dantejska Miłość, “co wprawia w ruch słońce i gwiazdy”.

Tak właśnie myślą młodzi ludzie. Gdy jesteśmy starzy nie kochamy, nie marzymy, nie pożądamy. Starzy ludzie też zresztą nie będą się do tych marzeń przyznawać, a jeżeli to nie publicznie, żartem, mimochodem. “Zakochałabym się”, mówi moja rówieśnica, a ja odruchowo pytam: “Ale po co?”

Pewnego dnia kilka lat temu brałam udział jako tłumaczka w spotkaniu grupy rencistek niemieckich i polskich. Niemki mówiły o podróżach, odkrytym zainteresowaniu uprawianiem sztuki (niech żyje malarstwo na jedwabiu!) i zaangażowaniu społecznym. Polki – o wnukach, chorobach i ogródkach. O miłości nie mówiły ani Polki, ani Niemki. To jednak wciąż tabu, mimo że nawet w Polsce coś się powoli zmienia. Podobno był w polskiej telewizji jakiś program o seniorach, który poruszał takie tematy. Zresztą seks i erotyka to nie wszystko, nawet zaangażowanie polityczne starych kobiet było przez młode kobiety krytycznie oceniane. Jeszcze kilka lat temu obecność starej kobiety na demonstracji antypisowskiej była odczytywana albo jako wsparcie dla wnuczek, albo jako mieszanie się w nieswoje sprawy (np. TU – mój własny wpis sprzed czterech lat). Dziś na demonstracjach pojawiły się Polskie Babcie i nikogo to już nie dziwi, a raczej wszyscy są dumni.

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy, jeśli doczytaliście aż dotąd, to znaczy, że temat Was też interesuje. Być może pomyśleliście sobie w międzyczasie, że ta Slaska to ma dobrze, bo starość jej nie przeszkadza. Może macie rację, ale miałam pecha i postanowiłam przypomnieć sobie, co o tym naszym wieku napisała moja ulubiona autorka, Simone de Beauvoir w klasycznym dziele o kobietach, czyli Drugiej płci. A ponieważ w Czarnej Owcy ukazało się właśnie II wydanie, zakupiłam je byłam czym prędzej i… zdębiałam. Ale po kolei. We Francji książka ukazała się w roku 1949, a autorka (1908-1986) pisząc ją miała 40-41 lat. Wikipedia przypomina, że jest to jedno z jej najsłynniejszych i najbardziej kontrowersyjnych dzieł, które zdobyło jej miano “duchowej matki” drugiej fali feminizmu. Książka zyskała nieprawdopodobną wręcz popularność. W ciągu pierwszego tygodnia po wydaniu sprzedano ponad 20 tysięcy egzemplarzy.
Najsłynniejszy cytat brzmi: Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi.

Druga płeć została zaliczona do stu najsłynniejszych książek XX wieku wg czasopisma Le Monde.

Przeczytałam tę książkę po niemiecku, nawet nie pamiętam kiedy, pewnie w czasach, kiedy czytałam wszystko na temat feminizmu, czyli w latach 80 i 90. Książka ukazała się w Niemczech w dwa lata po wydaniu francuskim, czyli umówmy się – była tu zawsze.  Pierwsze wydanie po polsku przegapiłam, wzięłam do ręki dopiero drugie, no i właśnie… zdębiałam.

Bo może było tak, że wtedy byłam za młoda, żeby uważnie przeczytać to, co teraz interesuje mnie najbardziej. Byłam w wieku autorki, wtedy, gdy to pisała, i automatycznie przyjmowałam jej punkt widzenia. A może w ogóle to, co teraz interesuje mnie najbardziej, wtedy nie interesowało mnie w ogóle. Może w ogóle tego nie przeczytałam. A może po niemiecku czytałam to jednak inaczej niż po polsku. Nie wiem, ale teraz prawie się popłakałam ze złości. Na nią, panią o wcale niepięknym spojrzeniu, a może na siebie tamtą, młodą i obojętną, a może na to, że dożyłam wieku, kiedy mnie to złości.

Zaczęłam lekturę od rozdziału o starości (tom II, część II, rozdz. 9) i chyba na razie na nim zakończę. Uwaga, to co poniżej, to cytaty, ale ponieważ je mocno poskarcałam, oszczędzę Wam i sobie ciągłego używania znaku skrótu: (…).

Wszystkie etapy życia kobiet są równe i monotonne, ale przejście z jednego do drugiego cechuje groźna brutalność; z każdym związany jest przełom: pokwitanie, wtajemniczenie seksualne, klimakterium. Mężczyzna starzeje się stopniowo, kobieta zostaje nagle odarta z kobiecości; w młodym stosunkowo wieku traci urok erotyczny i płodność. A przecież ma wtedy jeszcze przed sobą, bez żadnych widoków na przyszłość, mniej więcej połowę dorosłego życia. Klimakterium przecina życie kobiety na pół. Na długo przed zniedołężnieniem kobietę zaczyna prześladować strach przed starością. Przypatruje się bezsilnie upadkowi cielesnego obiektu, z którym stanowi jedność. Zaczyna walczyć, lecz farbowanie włosów i zabiegi kosmetyczne mogą tylko przedłużyć konającą młodość. Może szachrować z lustrem, może kokietować i udawać, że wciąż jest jeszcze młoda, ale czuje, że musnęło ją skrzydło śmierci.

Staje bezbronna twarzą w twarz ze sobą. Przypomina sobie, czym mogło i czym miało być jej życie, ale nie było. Wie, że nie jest już obiektem erotycznym, nie tylko dlatego że utraciła powaby, lecz również dlatego że dzięki doświadczeniu stała się indywidualnością, a to odstrasza mężczyzn. Szuka kochanków, chce jeszcze urodzić dziecko, uczy się tańców, czy podróżuje. Zaczyna znów uprawiać onanizm, zaniechany od czasów dzieciństwa, dopuszcza tendencje homoseksualne. Szuka przygód. Kocha się potajemnie we wszystkich mężczyznach, ma obsesje kazirodcze, marzy o gwałcie i prostytucji, staje się erotomanką. Doznaje schizofrenicznego rozszczepienia na tę, która wciąż jest młoda i tę, która jeszcze nigdy nie była taka stara.

Gdy nie może zrealizować seksu, erotyki i miłości, zaczyna ją pociągać dewocyjna pobożność. Spowiednik zyska nad nią potężną władzę, ale może też popaść w sekciarstwo, ezoteryzm, poszukiwanie prawdy ostatecznej. Krzewią się objawienia, posłannictwa i znaki.

Przekracza granice rzeczywistości, zatraca krytycyzm i kontakt ze światem, umiera i zmartwychwstaje, ale ziemia się nie zmieniła, szczyty są nadal niezdobyte, posłannictwo nie daje się odcyfrować, przed lustrem pozostaje kobieta postarzała od wczoraj o jeden dzień. Niepokój chwyta za gardło, życie się skończyło, a do śmierci daleko. Odarta z uroku przez przyzwyczajenie i czas, nie ma już szans na obudzenie mężowskich zapałów… Poluje na mężczyzn, przytłacza ich, w najgorszym wypadku – płaci im. Ale nawet, gdy nie robi tego bezpośrednio, lecz utrzymuje pozory tajemniczej hojności, jest narażona na okrutną klęskę.

Wreszcie poddaje się, przestaje walczyć. Uznaje, że jest stara. Klimakterium się skończyło. Kiedy zrezygnowała z walki z fatalnością czasu, zaczyna walczyć o miejsce na ziemi. Uwolniona od fryzjerek, krawcowych, gorseciarek, folgując łakomstwu, staje się wolna, ale nie ma gdzie tej wolności zrealizować…

I tak dalej.

Autorka z zimnym turpistycznym okrucieństwem analizuje kolejne pięcioletnie etapy starzenia się. Nigdy jednak nie spojrzy na opisywane przez siebie obiekty chociażby obiektywnie, nie mówiąc już o okazaniu im choćby cienia sympatii, chociaż odrobiny współczucia, a przynajmniej przeczucia wspólnego losu. Odziera z godności każdy postępek i każdą decyzję, już sam dobór słów przekreśla wszelkie nadzieje, że można być na starość kobietą mądrą, albo miłą, serdeczną, czy lubianą, pomocną lub szlachetną, że ktoś może do nas żywić sympatię. Każdy gest i każdy krok są tylko oznaką fałszu, nic nie jest prawdziwe, niczemu nie pozostał nawet cień wartości. Po analizie filozoficznej, dokonanej w końcu przez kobietę, pozostajemy jak stare puste łachmany na jałowym pobojowisku.

Myślę, że nawet mężczyźni nigdy okrutniej nas nie opisali, niż zrobiła to ta czterdziestoletnia kobieta, którą czciłyśmy jak bóstwo. Dobrze, że czasy się zmieniły.

Do widzenia piękna, zimna pani. Może kiedyś jeszcze do ciebie wrócę, ale na pewno nie teraz.

Znalezione w pudełku sprzed dziesięciu lat

Ewa Maria Slaska

Miłość wyżera trzustkę

Jestem po ciężkiej operacji. Rzeźnickiej jak określił jeden z moich lekarzy, który grzecznie zapytał, czy mógłby obejrzeć bliznę. Mam w brzuchu węzeł, który nie chce się rozpuścić. Wściekle boli. Nie mogę się ruszać, cierpię. Lekarze (niemieccy) mówią, że przejdzie, a jak do jesieni nie przejdzie (jest wiosna!), to będzie trzeba zoperować bliznę. Dopiero polski doktor w sanatorium aplikuje mi zastrzyki, sprawia, że ból mija niemal natychmiast, a ja jak ciemna baba z ludu, gotowa jestem paść na klęczki i wielbić lekarza cudotwórcę boga. Ale to później. Na razie leżę w szpitalu po operacji i oświadczam: Nie dam się już więcej operować. Jeden zabieg za drugim. Nie chcę. Żyć a potem umrzeć. Żółta krowa uratowała mi życie.

Informuję Czytelników, że nie wiem, o co mi chodziło z tą krową. O Kandinsky’ego? Reprodukuję tu jednak nie Kandinsky’ego, lecz inną krowę: Lena Róża Wawrzyńczak. Ta krowa była już na blogu dwa lata temu, ale dopiero widzę, że to jednak byk, ale nie ten, co porwał Europę, tylko taki bardziej swojski, bo w domku w środku byka mieszka kot, Europa jest żydowskim (chyba) Wodnikiem, komin jest grzybem (a dokładniej kanią, czyli sową) i przypomina, że właśnie zaczyna się jesień (podpis z roku 2020)

Dopiero jak przestaje boleć, jestem w stanie zacząć normalnie myśleć. Sęp wyżera mi nie wątrobę jak Prometeuszowi, lecz trzustkę. Porobił w niej dziury i trzeba ją było wyciąć. Za karę. Nie wolno kochać aż do samozatraty. Za to bogowie ukarali Prometeusza. Nie za to, że zabrał im ogień, lecz za to, że kochał jak bogowie bez oglądania się na konsekwencje. Oni mogli, byli w końcu bogami. On nie. Był człowiekiem (a tak naprawdę – był człowiekiem?) I został ukarany. Gdzie jest ta skała, do której go przykuto? Kaukaz, prawda? Czy można ją obejrzeć, jak się jedzie koleją transsyberyjską?

Potrójny celtycki Biały Jeleń w Trzech Koronach urodzony pod znakiem Trzech Króli wyżarł mi trzustkę i zostawił brzuchu węzeł. Mógł być królem i symbolem, a był tylko głodnym facetem. Wiedziałam to, a przecież nie mogłam się ruszyć, nie mogłam odejść. Nie mogłam się oderwać od spektaklu, jaki mi zafundowali bogowie. Patrzeć, jak królewicz z bajki w swej prawdziwej postaci węszy po mrocznych zakamarkach, szukając żeru. Nie powinno mnie to było dotykać. Oficjalnie byliśmy tylko zaprzyjaźnieni.

Z książek sączą się wzniosłe mądrości. Na przykład – przyjaźń to miłość dwóch niezależnych duchów. To się naprawdę Mallarmemu udało. Facetowi, który zakochał się w otyłej, utlenionej utrzymance (skąd ja to wiem?) w guście dzisiejszej polskiej fryzjerki na emigracji.

W każdym razie, dopiero, gdy doktor R. rozbił węzeł, uświadomiłam sobie, że to wróci. Jak nie dziurami w trzustce, która się sama wyżera, to węzłem nierozsupłanych nici w brzuchu lub guzem w gardle. Wróci zawsze i będzie wracało, dopóki się go nie pozbędę.

Doktor R. twierdzi, że jestem wojowniczką i że z trzustką w garści wygrałam walkę ze śmiercią. Ale ja wiem, że po kilku latach beznadziejnych zmagań wreszcie wygrałam walkę z królewiczem z bajki, który przecież był tylko głodną zmorą. On był królewiczem, ja królową elfów, która się zakochała w głowie osła.


Lena Róża Wawrzyńczak, Kobieta z kotem (dopisek Adminki: czyli kobieta wyzwolona). Zaczyna się jesień, życie jest piękne. Jak to dobrze, że wszystko minęło i nie potrzebuję już królewicza z bajki.
Poniżej: tańce na łące podczas festynu w Lübars 13 września 2020 roku
(filmik Ela Kargol) – TU

Frankfurt Słubice Pride Parade 2

Ewa Maria Slaska

Zdarzyło się, co się nigdy nie zdarza. Autor wpisu na dziś wpisu nie przysłał (to zdarza się czasami), a ja, zmęczona po paradzie, nie wpisałam nic innego, ba, w ogóle o tym nie pomyślałam, tylko poszłam spać o godzinie 19 i wstałam dziś o 7 rano. Prawdę mówiąc, żeby Wasza Adminka spała 12 godzin, to też się nie zdarza. Skoro jednak już tak się zdarzyło, to obudziwszy się, spieszę, by wstawić Wam tu relację z wczorajszej fantastycznej Parady Dumy w Słubicach i Frankfurcie nad Odrą.

Info auf Deutsch

Ela Kargol

Pierwszy polsko-niemiecki marsz równości, z Placu Bohaterów do Holzmarktu Miłość bez granic przeszedł ulicami połączonego i podzielonego miasta Słubfurtu / Słubic i Frankfurtu, a most, kiedyś przyjaźni, stał się mostem miłości. Nad Odrą załopotała tęczowa flaga.

Foto Ela Kargol
EMS
I szalik 🙂
W paradzie wzięło udział 800 a może nawet 1000 osób i było fantastycznie. A wcale się nie zapowiadało. W pociągu do Frankfurtu było wprawdzie sporo osób z tęczowymi emblematami, ale nie przesadnie wiele i nie wykazywali potrzeb bratania się i siostrzania. To samo podczas spaceru z jednego miasta do drugiego. Pusto i raczej niezbyt solidarnie. Tymczasem paradzie miało przyświecać hasło “Solidarność naszą bronią”.  Porządne hasło – to dla niego starsze panie, jak Ela czy ja, przjechały tu dzisiaj.

Po mieście, jak się dowiaduję od pewnego clocharda, już od tygodnia jeżdżą ciężarówki Ordo Iuris, których nikt tu przedtem nie widział – przed paradą sfotografowałam trzy takie pojazdy, duży, średni i mały, wszystkie z głośnikami i krótkim tekstem, o tym, że homoseksualiści pedofile deprawują i wykorzystują seksualnie nasze dzieci. W tekście nikt wyraźnie nie mówi, że wszyscy homoseksualiści to pedofile, ale wniosek jest jednoznaczny.

Na placu Bohaterów niewielkie grupki kolorowo ubranych ludzi z flagami i parasolkami, w bocznych ulicach widzę szeregi policji w czarnym rynsztunku bojowym i gdzie niegdzie grupy młodych mężczyzn z polskimi flagami. W Dwumieście ma być dziś w sumie pięć parad – trzy kolorowe i i dwie czarne. Czarna ciężarówka w bocznej ulicy. Fotografuję akcję dwojga młodych ludzi z tęczową flagą, przyklejają naklejkę “Stop bzdurom”, dziewczyna woła: “Nawet nie dotknęłam Waszej ciężarówki!”, co jest oczywiście przypomnieniem sprawy Margot. Stojący obok dziennikarze półgłosem komentują, że sytuacja prawna w Polsce jest taka, że nikt nie może ani zakazać parad równości, ani karać ich uczestników. Można tylko, jak za Komuny, karać ich za zniszczenie mienia prywatnego lub społecznego (dlatego później organizatorzy wciąż będą przypominać – nie depczcie trawników!) No i można wypuścić na demonstrantów “oburzonych obywateli”.

Na placu coraz więcej ludzi, pośrodku kolorowi, po bokach czarni. Organizatorzy formują nas (prawa strona placu, lewa strona placu) i informują. Maski, odstęp, odstęp maski. Jest nas już dwieście kilkadziesiąt osób, musimy zostać podzielenie na dwa pochody, bo zgłoszona została parada z udziałem 150 ludzi. Króciutkie przemówienie, rusza samochód z aparaturą nagłaśniającą i hasłem “Solidarność naszą bronią”. Nagle robi się nas bardzo dużo. Widzę, że w mojej grupie (prawa strona placu z punktu widzenia formującej nas organizatorki) robi się nas coraz więcej i więcej, w drugiej grupie na pewno też tak jest.

Godzina 14. Pierwsze i jedyne przemówienie. Kacper z Zielonej Góry informuje nas, że w jego mieście podjęto pierwszą w Polsce deklarację. Są “Miastem wolnym od nienawiści”. Kacper woła, że chcemy w całej Polsce takich stref, które byłyby odpowiedzią na “Strefy wolne od LGBT”.

Ruszamy.


Foto Aleksandra vel Ola: Wyruszyliśmy.

O 15 dojdziemy do placu za mostem, gdzie, już po stronie niemieckiej, odbywają się publiczne wystąpienia. Nie ma władz miasta Słubice, ale, jak podkreślają organizatorzy, Słubice to nie tylko miasto ale i powiat, czyli samorządowcy, a w ich imieniu wita nas wicestarosta Robert Włodek. Mówi, to co powinien powiedzieć każdy samorządowiec, w każdym miejscu świata: władze są po to, żeby chronić swoich obywateli. Dodaje też, że Parada Dumy, a jest nas już po prostu morze, jest zapewne największą demonstracją, jaka się kiedykolwiek z jakiegokolwiek powodu odbyła w Słubicach.

Autorką zdjęć w galerii jest Ela Kargol

Pogoda dopisała, frekwencja dopisała, oprócz pokojowej konfrontacji kolorowego pochodu z modlącymi się na głos obywatelami Słubic, nie było żadnych incydentów, na własne oczy widziałam, jak na obrzeżach parady policja przeganiała jakichś krewkich patriotów z flagą polską.

Foto Helena Kargol

Wzięliśmy udział w pięknym święcie obywatelskim i chwała organizacji Frankfurt Pride, że je zorganizowała.

Miłość i nauka

Miguel de Cervantes i Rob Davis (ilustrator) wydali w roku 2013 po angielsku powieść graficzną zatytułowaną Don Quixote. W roku 2015 Miguel de Cervantes, Rob Davis i Jan Dinter (tłumacz) wydali ją w Edition Egmont po niemiecku.

Piszę tak, bo tak się ją wszędzie zapisuje. Jakby Rob Davis ściśle współpracował z autorem przy tworzeniu Dzieła, a nie jakby wziął stary tekst i przerobił go po 400 latach na komiks.

O tym nowym Don Kichocie można by powiedzieć, że to ilustrowany bryk, mający ułatwić dziatwie kontakt z czymś, co w wersji oryginalnej jest już niestrawne. I tak też pisało o tym przed kilku laty wielu recenzentów niemieckiej wersji.
Z góry się więc założyło, iż tego dzieła nikt już w dzisiejszych czasach nie będzie czytał bez wsparcia ze strony rysownika, tłumacza czy tekściarza. Sama za nim jako młoda panna nie przepadałam. Ale ponieważ nie lubię komiksu (podobnie jak groteski i karykatury), opracowanie w postaci bryku graficznego też nie wzbudziło mojego zachwytu. Czytałam i się nudziłam. Wydawało mi się, że dostałam do ręki to samo, co u Cervantesa. To samo i tak samo. Nic nowego.

Ciekawe jednak, że recenzenci nie mieli racji, bo wersja Davisa jest jednak tu i ówdzie uwspółcześniona i przekazuje idee, o których się Cervantesowi nie śniło.

Nośnikiem  nowych koncepcji są u Davisa kobiety.

Na stronie 54 pojawia się pasterka kóz Marcela, współczesna… feministka. “Jeżeli mój adorator umarł z miłości do mnie, bo go nie chciałam”, mówi Marcela, “to nie jest to moja wina. To jego wina, to on chciał ode mnie tego, czego mu nie mogłam dać. To nie moja piękność go zabiła, lecz jego pożądliwość. Was też to czeka, bo wcale nie kochacie, tylko chcecie dostać na zawsze moje piękno. Nie chcę was i musicie respektować moje życzenie. Chcę być wolna!” Marcela wydaje mi się tu nowym wcieleniem homerowej Kirke, która, żeby czarować, wcale nie potrzebuje czarodziejskiej rośliny mola. Zamieniłam twoich towarzyszy w świnie? mówi feministyczna Kirke do Odyseusza. Ależ skąd, to oni sami chcieli tylko najeść się i dostać tyle seksu, ile się go uda wydębić od moich dziewek służebnych, sami siebie zamienili w świnie. Ta sama sytuacja powtórzy się w Mistrzu i Małgorzacie, kiedy Małgorzata i jej służąca odlatują na bal, lubieżny sąsiad sam zmienia się w wieprzka…

Kolejną współczesną kobietą jest w tej komiksowej opowieści Altisidora: “Myślałeś, że cię kocham?”, mówi na stronie 280. “Uważałeś, że to możliwe? Nic nie rozumiesz. Jesteś starym, durnym osłem, który nie rozpozna prawdy, nawet jeśli ma ją przed samym nosem. / Nie umarłam. Nikt nie wstaje z grobu! Nic tu nie jest rzeczywiste. Wszystko co się tu, w zamku Księcia i Księżnej, wydarzyło, jest ich małą podłą intrygą. Nie widzisz tego? Niczego się nie nauczyłeś?”

Każdy stary biały mężczyzna wierzy, że młoda piękna kobieta go kocha. Odyseusz też myślał, że Nauzykaa może go pokochać. I od tego czasu nic się nie zmieniło.

Miłość, główny temat opowieści rycerskich, pojawia się też w opowiastce o Kamili. Jej mąż Anzelmo po trzykroć wystawia na próbę miłość żony i wierność przyjaciela, dwa razy na próżno, za trzecim razem… no cóż, cosi fan tutte, wszyscy tak czynią i jest to ta sama opowieść. Jak przystało na renesansową historię, gdy rzecz cała się wydaje, zrozpaczony kochanek popełnia samobójstwo od razu, jego ukochana, niewierna Kamila, idzie najpierw do klasztoru (jak Ofelia – kolejne odniesienie do kolejnego wielkiego dzieła), gdzie i ona się zabije. Anzelmo, który na skutek podejrzeń stracił żonę i przyjaciela, umiera z powodu podwójnie złamanego serca, co współczesny autor skwituje komentarzem: Próbował uczynić z miłości naukę i to go zabiło. “No cóż”, komentuje Dorota, “jest w tym wiele prawdy”.

Bo nauka, pisałam już o tym jakiś czas temu, jest wielka, jeśli jest wizjonerska i kieruje nią miłość do Nieznanego, ale staje się domeną oschłych bakałarzy, gdy drobiazgowo udowadnia coś, czego udowadniać wcale nie trzeba. Umysł wolny myśl wolną ubezpieczający polata nad wodami i trudno mu ograniczyć swe wizje pytaniem: a na której to stronie było to, co sobie jak Homer pomyślałaś? Na 129 odpowiadam i już nie chce mi się myśleć. Jest 6 rano. Dobranoc.

A to zdjęcie robota, wykonane przez dzieci z pewnego berlińskiego przedszkola. Wydaje mi się, że ten robot bardzo by przypominał Rycerza o Smętnym Obliczu, gdyby tylko miał oblicze.