Łucja, żaden autorytet (8)

Łucja Fice

Intuicja

Wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czym jest intuicja. Ale już próbuje się ją badać. Joel Pearson, australijski profesor psychologii, prowadził doświadczenia, które udowodniły, że intuicja pomaga podejmować szybsze, pewniejsze i bardziej trafne decyzje. Intuicją zajmują się też nauki ścisłe, m.in. fizyka, która bada przestrzeń wielowymiarową. Naukowcy mówią, że intuicja, to rodzaj wewnętrznego przewodnictwa, nasza zdolność do uzyskiwania wiedzy na jakiś temat bez logicznego rozumowania. Moim zdaniem, to pewna subtelna więź, która łączy naszą świadomość z większą  całością, z jakąś głębszą, uniwersalną mądrością.

Są ludzie, którzy potrafią przeczuć wiele rzeczy i nie znaczy to, że oni intuicję mają, a inni są jej pozbawieni.

Myślę, że intuicja dostępna jest wszystkim, nie tylko ludziom, ale także zwierzętom, że mają ją wszystkie istoty czujące. Pisze o tym przekonująco Peter Wohlleben w książce Duchowe życie zwierząt. Kto ma do czynienia ze zwierzętami, ten wie, jak szybko wyczuwają zamierzenia ludzi. Psy np. intuicyjnie odczytują nasz nastrój, choć nikt ich tego nie uczył. Także dzieci mają  z intuicją wyjątkowy kontakt – zanim zaczną używać rozumu, działają intuicyjnie. W dorosłym życiu ważne jest, czy i jak intuicji słuchamy i jaki z niej użytek zrobimy.

Pewnie to zaskakujące, ale w szczególny sposób intuicję potrafią wykorzystywać przestępcy. Złodziej ma intuicję, kogo okraść. To często wynika z życiowej traumy. Ten człowiek zapewne znalazł się kiedyś w traumatycznej sytuacji i nauczył się słuchać przeczuć, żeby przeżyć. Dalej jest przekonany, że musi walczyć o życie, robi to, zagarniając dla siebie, niszcząc innych. Intuicja, której warto słuchać, nie niszczy, ale integruje z naszym  światem, i tym zewnętrznym, i wewnętrznym.

Intuicja kobieca

Mężczyźni nam jej zazdroszczą…

– Moim zdaniem, intuicja nie ma płci, ale kobietom łatwiej ją usłyszeć. To wynika z kultury i z ról, które społeczeństwo nam przypisało. Od mężczyzn oczekuje się  analitycznego myślenia i twardego stąpania po ziemi. Kobiety są bardziej nastawione na odczytywanie emocji, m.in. dlatego, że częściej zajmują się dziećmi. Mają też przyzwolenie na to, by słuchać przeczuć i czasem zachowywać się nieprzewidywalnie. A osoby, które słuchają intuicji, bywają nieprzewidywalne, nie trzymają się schematów.

Mam zatem jako kobieta łatwiejszy dostęp  do tej wewnętrznej mądrości.

Od kobiet dużo częściej słyszę, że mają przeczucia, choć nie wiedzą skąd. Ale wiele z nich to ukrywa. Boją się zderzenia z tzw. zdrowym rozsądkiem i zarzutu: “coś sobie wymyślasz, coś ci się przywidziało”. Szkoda, bo intuicja to nasza siła, wykorzystujmy ją i wzmacniajmy, zamiast ją zagłuszać.

W intuicji nie ma drogi na skróty ani gotowych rozwiązań, które moglibyśmy dostać na kursie. Trzeba zacząć od uporządkowania swojego realnego życia. Jeśli tego nie zrobimy, intuicję zagłuszą problemy, kłopoty w pracy, konflikt z partnerem, jakieś doświadczenia z przeszłości, które nie chcą puścić. Zacząć warto od porządków na najbardziej podstawowym, materialnym poziomie, np. wyrzucić dziurawe skarpetki z szuflady.

– To pierwszy etap: zadbać o to, co na zewnątrz. Kolejny, to poznać siebie, bo intuicja wiąże się ściśle z samoświadomością. Oczywiście, nie da się tego zrobić ot tak, często to praca na całe życie. Ale warto ją zacząć. Zatrzymać się i pobyć ze sobą. Uświadomić sobie emocje w ciele.  Czujemy je podobnie, ale nie jednakowo. Złość może być odczuwana jako fala gorąca, strach jako drżenie lub napięcie mięśni, np. na karku. Kiedy mamy świadomość siebie i typowych reakcji naszego organizmu i schematów myślowych, w które wpadamy, łatwiej nam zrozumieć to, co płynie z intuicji.

Pamiętajmy o tym.

OWEN – Niemcy, 1 grudnia 2019

Usnarz może być wszędzie

Zdjęcie z sieci

Manifest

Wzywamy Niemcy i inne kraje UE do natychmiastowego wstrzymania wszystkich dublińskich transferów osób ubiegających się o ochronę międzynarodową do Polski, a także do udzielenia pomocy humanitarnej ludziom z Afganistanu i innych krajów trzecich, umierającym z głodu i zimna na granicy Polski z Białorusią.

Stajemy w solidarności z ludźmi, którzy utknęli pomiędzy granicami Polski i Białorusi, bez dostępu do wody pitnej, żywności, schronienia, pomocy medycznej, oraz z polskimi organizacjami pozarządowymi, aktywistami i dziennikarzami, którym zabroniono wstępu na terytorium Polski w pobliżu tej granicy. Płoty i druty kolczaste, najstarsza europejska puszcza z dzikimi zwierzętami, zimno, deszcz i tysiące głodnych ludzi uwięzionych pomiędzy granicami Polski i Białorusi, granicy którą stała się dziś zwierciadłem, w którym możemy wyraźnie dojrzeć oblicze naszych wartości etycznych.

Jak zareagujemy na tę sytuację? Jako Europejczycy nie zgadzamy się na obojętność w obliczu kryzysu humanitarnego. Nie zgadzamy się na łamanie prawa do życia i innych podstawowych praw człowieka. Nie zgadzamy się na stosowanie siły i tortur, jak to ma miejsce dzisiaj na granicy polsko-białoruskiej. Żadna wojna, żaden stan wyjątkowy nie może być usprawiedliwieniem dla stosowania tortur. Obecna sytuacja jest dramatyczna, także dlatego, że w mediach jest bardzo mało informacji o tym, co naprawdę dzieje się na odciętym terytorium Polski, gdzie nikt nie ma wstępu. Dziś, w Berlinie, chcemy przerwać tę ciszę.

Narracja o “hybrydowej wojnie Łukaszenki” jest tylko echem propagandy jego reżimu, która powtarzana przez różne media, prowokuje w społeczeństwach europejskich strach, ale polscy aktywiści, wciąż monitorujący sytuację migrantów na leśnym pograniczu, donoszą o chorych i słabych ludziach – mężczyznach, kobietach i dzieciach, którzy nie stanowią żadnego zagrożenia.

“Czy zajmiecie się chociaż naszymi ciałami, gdy umrzemy?” – to ostatni sms, jaki otrzymali aktywiści, od jednego z afgańskich migrantów, który od 42 dni jest odcięty od jakiejkolwiek pomocy… W miniony weekend do mediów wyciekła informacja o pierwszych czterech martwych ciałach. Pojawiły się również informacje o tym, że co najmniej jedne zwłoki zostały przeciągnięte z powrotem z Polski na Białoruś. W środę aktywistom udało się uratować 11 wycieńczonych migrantów – tylko troje pozwolono zabrać do szpitali resztę zabrała Straż Graniczna. W Białorusi dziś przy polskiej granicy odnaleziono porzuconego nieprzytomnego cudzoziemca, miał przy sobie dokument medyczny z pobytu w Polsce….W odpowiedzi na pierwsze doniesienia o śmiertelnych ofiarach wśród migrantów, polski rząd wysłał więcej wojska do “ochrony granicy”. Najprawdopodobniej po to, by uchronić siebie przed kolejnymi tego typu doniesieniami. Ile jeszcze zgonów nie zostało zgłoszonych? Ile ciał usunięto po cichu w nocy na terytorium, gdzie nikt nie może wejść? Nikt tego nie wie.

Zwracamy się do polityków i rządów Niemiec oraz państw członkowskich Unii Europejskiej o solidarne działanie, nie tylko poprzez sankcje wobec reżimu Białorusi, ale poprzez wspólną akcję humanitarną wspierającą ludzi, którzy stali się bezbronnymi ofiarami politycznego impasu. Niedawne wyjście Białorusi z Partnerstwa Wschodniego nie daje krajom UE prawa do wycofania się z humanitarnych, i międzynarodowych zobowiązań do zapewniania ochrony osobom umierającym na wschodniej granicy Unii Europejskiej.

Wzywamy do natychmiastowego wstrzymania wszystkich transferów dublińskich do Polski. Sytuacja cudzoziemców, ubiegających się o ochronę międzynarodową w Polsce, była niezwykle trudna nawet przed obecnym kryzysem i ogłoszonym niedawno przez polski rząd stanem wyjątkowym. Praktyka systematycznych push-backów wobec osób próbujących legalnie wjechać przez przejścia graniczne Brześć – Terespol i inne przejścia graniczne w Polsce istnieje od lat. Jako Międzynarodowa Inicjatywa Humanitarna byliśmy obecni na granicy Polski i Białorusi od 2016 roku. Pracując z osobami wypychanymi na Białoruś byliśmy bezpośrednimi świadkami łamania ich prawa dostępu do ochrony międzynarodowej przez polską Straż Graniczną. Obecnie procedurę push-backów zalegalizowało nowe prawo wprowadzone w Polsce, pozostające w skrajnej sprzeczności z Konwencją Genewską. Ponadto, po ostatnich ewakuacjach z Afganistanu, w Polsce nie ma już miejsc w otwartych ośrodkach recepcyjnych. Większości osób przekazywanych do Polski będzie więc grozić odkonwojowanie bezpośrednio z granicy do ośrodków detencyjnych, w których polskie przepisy pozwalają na przetrzymywanie kobiet, dzieci w każdym wieku w warunkach przypominających więzienie nie przez kilka dni, ale nawet powyżej roku. Zatrzymanie transferów dublińskich do Polski leży wyłącznie w gestii rządu niemieckiego i innych państw EU, ich kontynuacja będzie jednoznaczna ze zgodą na nieludzkie traktowanie i tortury osób ubiegających się o ochronę w EU.

Prosimy również o konsekwentną polityczną presję wobec Polski, prowadzącą do niezwłocznego umożliwienia dostępu do pomocy humanitarnej osobom na granicy polsko-białoruskiej, będącej wciąż wschodnią granicy UE, oraz do wdrożenia odpowiednich do sytuacji mechanizmów kontroli działania polskich służb wobec migrantów.

Link do petycji: openpetition.de/!rsdzn

Tekst: Maria Książak, Fundacja Międzynarodowa Inicjatywa Humanitarna
Foto: Maciej Soja | Soja Photography

***

I jeszcze taka akcja:

PYTALIŚCIE I JEST!

Ruszyła długo oczekiwana zbiórka środków na działania Grupy Granica, te graniczne i okołograniczne. To dzięki Wam osoby w terenie, ale też prawnicy, psycholodzy i cała armia dobrych ludzi może robić to, co robi. Dziękujemy
💙https://zrzutka.pl/kk4yh2
Monitorując sytuację na pograniczu, działamy razem jako Grupa Granica, w składzie: Nomada Stowarzyszenie, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, Homo Faber, Polskie Forum Migracyjne, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Salam Lab, Dom Otwarty, Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć, CHLEBEM I SOLĄ, uchodźcy.info, Testigo Documentary, RATS Agency, Kuchnia Konfliktu, Strefa WolnoSłowa + niezależni aktywiści.Połączyliśmy siły, bo razem mamy więcej wiedzy i możliwości działania

A na zakończenie wiersz znaleziony na Facebooku:

Marek Maj

To nie jest wiersz o drucie kolczastym…

Niedziela, to niedziela,
spacery i toasty,
a serce mi spopiela
drut kolczasty.

Ojczyzna, to ojczyzna –
żelazo, woda, plastik,
i skała, i mielizna –
drut kolczasty.

W umyśle zmyślne zwoje,
krew blednie, odruch zastygł
– pokoje, niepokoje –
drut kolczasty.

I patrzę w ten swój rentgen,
bez duszy w ciele własnym,
bez serca i bez ścięgien –
w drut kolczasty.

Wspomnienia o Maryli (21)

Magdalena Ciechomska

Jesień w pełni, teraz bardzo piękna, kolorowa i słoneczna. Złota polska. Taką jesień lubię najbardziej. Robi się coraz chłodniej, naturalną koleją rzeczy. W sklepach pojawia się coraz więcej zniczy, sztucznych kwiatów na nagrobne wiązanki, na straganach królują wrzosy, suszki, coraz więcej chryzantem. Za niecały miesiąc Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, te nasze polskie Dziady, najważniejsze, po Bożym Narodzeniu święto w całym roku. Ponieważ wszyscy mamy coraz więcej mogił do odwiedzenia, uporządkowania, przystrojenia, już powoli zaczyna się wędrówka po cmentarzach, również do tych miejsc położonych w odległych zakątkach kraju. Jesień w naturalny sposób przywołuje temat przemijania i śmierci. To pora roku gdy najbardziej odczuwam obecność archetypów. Czas uświadamiania sobie istnienia granic, schyłku, przesilenia, zamknięcia. Czas zwrócenia się ku eschatologii. Dla mnie jest to jednocześnie pora obfitująca w doznania zmysłowe. Bogactwo kolorów, mocnych, nasyconych, intensywne zapachy, ostre, korzenne, jakby płynące z samego wnętrza ziemi, powiedziałabym – chtoniczne. Jesienne warzywa i owoce mają też inny smak niż letnie.

Nasz stary, mokotowski ogród pachniał jesienią liśćmi drzew orzecha włoskiego. Orzechy spadały na ziemię i trzeba było systematycznie je zbierać, żeby zdążyć, zanim zostaną przykryte kolejną warstwą liści. Te liście grabiliśmy i początkowo paliliśmy w ogrodzie, wtedy jeszcze w mieście wolno było to robić. Charakterystyczny był ten zapach jesiennych ognisk, unoszących się ze wszystkich ogrodów. Później, gdy w zamieszkały u nas jeże, zostawialiśmy pryzmy liści i gałęzi dla nich na zimę. Przez wiele lat ogrzewaliśmy dom za pomocą starego, jeszcze przedwojennego pieca koksowego. Był to niewątpliwie zabytek techniki, wyglądem przypominał mały parowozik, wmurowany był w podłogę piwnicy, w wydzielonej kotłowni, obok której znajdowało się pomieszczenie na opał. I działał jeszcze dobre dziesięć lat. Codziennie rano musieliśmy w nim rozpalać. Rozgrzewał się powoli i trzeba było poczekać z godzinę, zanim gorąca woda zacznie krążyć w kaloryferach. Zapach dymu węglowego każdego rana wypełniał kuchnię, z której schodziło się do piwnicy, żeby dorzucić do pieca. Jesienne chłody zawsze były utrapieniem Maryli, z trudem je znosiła. Często się przeziębiała. Narzekała na jesień i zimę w Berlinie, bardziej deszczowe i wilgotne niż w Polsce. Otulała się w wełniane, luźne swetry, pod które mogła założyć kilka warstw, „na cebulkę”. Pamiętam czasy, gdy sama dziergała na drutach te swoje swetry, chusty, szale. Potem zrezygnowała, gdyż intensywna praca przy komputerze zbytnio męczyła jej wzrok. Za to nieraz szyła coś na starym Singerze, do którego domontowano elektryczny silnik. Przeważnie były to przeróbki zasłon lub poszewki na poduszki. Jesienią Maryla odkładała do szafy krótkie spódniczki, które tak chętnie nosiła latem. Przez cała zimę chodziła wyłącznie w spodniach, wtedy nie marzła. Do tego zakładała długie płaszcze lub kurtki sięgające przynajmniej za kolana. Przez pewien czas miała długie, prawie do kostek, sztuczne futro . Zwykle dużo wcześniej niż ja zakładała czapkę lub beret i wełniane rękawiczki.

W domu po wstaniu rano z łózka otulała się w długi, ciepły szlafrok, na nogi naciągała wełniane getry i ciepłe skarpety. W tym stroju i z kubkiem gorącej herbaty w ręku zasiadała do pisania. Początkowo przy maszynie, później przy komputerze. Było to zawsze miejsce, w którym spędzała najwięcej czasu. Z jej pokoju dobiegał stukot klawiatury, a gdy nie pracowała, grające radio lub jakaś muzyka. Tak było również w nowym domu, gdy przyjeżdżała z Berlina. Te dźwięki oznaczały, że Maryla jest w domu. Zawsze miała jakąś pracę do wykonania. Po jej śmierci, wchodząc na górę do jej mieszkania, długo odczuwałam przede wszystkim dojmującą ciszę.

Jesienna kabała

Teresa Rudolf

Liść jesienny

Czytam z niego
jak z mojej ręki,
wiatr go przyniósł
i gdzieś zagoni.

Linia życia.. 
jakaś taka dziwna,
porozrywana,
co z Tobą listku?

A liść  patrzy 
rdzawo na mnie,
gotowy do odlotu,  
wiatr nim kręci.

I oto odleciał,
patrzę na swą
rękę, linia życia
pozrywana jakaś,

…eeee tam,
nie znam się
przecież
ani na rękach…

…ani na liściach

Czarny sen o przyszłości

Patrz, patrz, patrz,
ale czy widzisz?
Słuchaj, słuchaj,
ale czy słyszysz?

To ta autostrada 
głośniejsza od szumu
wiatru, śpiewu ptaków,
tu w środku lasu.

Jakaś mieszanka
tego, co chcesz,
z tym, co musisz,
i z tym, co jest.

Zamknij oczy, 
zamknij uszy,
usłysz znowu
świergot ptaków,

zdrowych drzew
zieleń zobacz, 
zapach tego mchu
poczuj, odpręż się.

Otwórz oczy, 
znów autostrada,
zapach smogu rani
ogołocony las… 

…za ile to już lat? 

Tęsknoty jesienne

Teresa Rudolf

Tęsknota

W głowie obrazy,
zapachy, smaki,
wspomnienia,

pora roku uwodzi
na spacer tam,
lub tam, albo tam,

w sercu ciepło, 
oczekiwanie ponad  
miejscem i czasem

w całym ciele,
niepewność jakaś 
drży, co się spełni…

znów ten zapach
wraca, ten obraz, 
i to wspomnienie…

w głowie stary  film, 
a nowy smutek
w sercu…

że jeśli nawet…
to może być coś
“nie tak”.

Jesienne słońce

Jesień znów,
lato zabrało już
prawie wszystkie
“szmatki i lalki”

i “poszło się bawić
na inne podwórko”,
pozostawiając złote
słońca  resztki…

A ono, jak złocista
lampa na niebie, 
raz zapala się,
a raz gaśnie,

…jak i we mnie,
raz zapala się,
a raz gaśnie…

…tak, tak
we mnie też
już jesień…

Z wolnej stopy (54)

Zbigniew Milewicz

Seksturystki

Myślę, że nieprzypadkowo filmik ten chodził po mediach społecznościowych akurat przed wyborami do Bundestagu. Okoliczności przyrody wskazywały na to, że nakręcono go w Dominikanie, albo w Kenii, gdzie niemieckie turystki chętnie spędzają urlop. Młody, szczupły tubylec z jedną z nich wynurza się z oceanu, trzyma ją za rękę, wychodzą na brzeg i to wszystko. Gdyby nie fakt, że kąpali się nago, to w ogóle nie byłoby wiadomo, po co nakręcono ten skądinąd banalny obrazek. Brak konfekcji pozwala zauważyć, że pani panu bardzo się podoba, mimo, iż wiekowo mogłaby być jego mamą. Spieszno mu znaleźć się z nią na plaży, bo trochę ciągnie ją za rękę, a ona jakby się jeszcze trochę wahała, ale przecież skwapliwie podąża naprzód. Na pytanie, po co nakręcono (pewnie telefonem komórkowym) ten clip, odpowiada jego tytuł : Jak zdobyć niemieckie obywatelstwo. Złożony cyrylicą, po rosyjsku.

Nie pokażę go, bo sam nie jestem naturystą; zainteresowani bez problemów znajdą go w internecie. Ciekawi mnie natomiast, kto za tym filmikiem stoi? Przypadkowy podglądacz, czy któraś z partii, konkurujących z CDU? W końcu jeszcze nie wiadomo, kto w przyszłości będzie tutaj gospodarzem i problem migrantów jest najbardziej drażliwy, najmocniej polaryzuje społeczeństwo. Najmniej prawdopodobne, że nakręciły go rosyjskie służby, n.p. w rewanżu za udaną hospitalizację opozycjonisty Nawalnego, ale przecież można spróbować im go przypisać.

Komu się zaś nie podoba, że Niemki, sfrustrowane nudą w swojej sypialni, wyjeżdżają na balety do ciepłych krajów, a później czasami nawet poślubiają swoich beachboys, niech pocieszy się tym, że z takich związków pochodzą często śliczne dzieci.

Oczywiście na seks-wakacje wyjeżdżają nie tylko Niemki, są Brytyjki, Rosjanki, Polki, Amerykanki, Kanadyjki, panie innych narodowości, zwykle dobrze sytuowane. Dla mediów jest to wdzięczny temat, można go zrobić dla gawiedzi, żądnej taniej sensacji, ale da się też go zgłębić. W Die Welt* dziennikarz zadał sobie ten trud; artykuł został napisany jedenaście lat temu, przez mężczyznę. Wtedy zjawisko damskiej seksturystyki było jeszcze w miarę nowe, nie tak rozpowszechnione jak dzisiaj i autor starał się dociec jego przyczyny. Niemieckojęzyczna lektura, ale można przeczytać choćby z pomocą translatora i warto. Zaledwie dwa lata później Der Spiegel** doniósł, że w samej tylko Tajlandii, uważanej tradycyjnie za światowe centrum męskiej seksturystyki, pracuje ponad 30.000 żigolaków, wyspecjalizowanych wyłącznie w usługach dla pań, co pokazywało, jak wielki już był na to popyt. Również załączam odnośny artykuł.

Jak się ma ten temat mniej więcej współcześnie, informuje Focus, w polskim wydaniu z 2 lipca 2019 r.:

Choć seksbiznes kojarzy się przede wszystkim z wykorzystywaniem kobiet przez mężczyzn, także współczesne kobiety korzystają z możliwości kupienia sobie paru chwil przyjemności w ramionach egzotycznego i młodego kochanka. Na co dzień to przykładne żony i matki, ale na wyjazdach potrafią iść na całość, bo na urlopie nie obowiązują te same zasady, co w domu – tu dozwolone jest niemal wszystko. Dla Europejek, także Polek, jednym z najpopularniejszych celów obok Tunezji jest Egipt. Na forach internetowych panie polecają sobie konkretne hotele, konkretnych barmanów. Na kolejne wyjazdy namawiają przyjaciółki.

Tu rozpasanie kwitnie w najlepsze, a miejscowi mężczyźni wyspecjalizowali się wręcz w naciąganiu bogatych i spragnionych wrażeń kobiet. Choć islamskie prawo zabrania kontaktów pozamałżeńskich – jest w nim pewna luka. To kontrakt małżeński nazywany urfi. Choć jest zawierany przed notariuszem, do niczego mężczyzny nie zobowiązuje – właściwie jego jedynym celem jest „legalny” seks. Aby rozwiązać kontrakt – wystarczy podrzeć papier. Pół biedy, jeśli kobieta przyjmuje ten układ i wie, że wyznania miłosne śniadego kochanka nic nie znaczą. Gorzej, jeśli zakocha się i uwierzy w płomienne słowa i wartość takiego związku.

Kilka lat temu głośna była strona założona przez Rosjanki, na której kobiety poszukiwały konkretnych mężczyzn z egipskich kurortów, którzy złamali im serca. Na stronie są setki ogłoszeń. Wiele kobiet omamionych urokiem żigolaków pożyczyło im spore sumy pieniędzy.

Przytoczony tekst nie jest najwyższych lotów, uważam, że za dużo w nim taniego moralizatorstwa, ale z jego przesłaniem się zgadzam: trzeba uważać na naciągaczy. Ponieważ sezon urlopowy nad egzotycznymi morzami trwa przez okrągły rok, autor życzy Czytelniczkom, ich znajomym oraz znajomym znajomych, żeby przede wszystkim dobrze się nad nimi bawiły i na nic nie dały się nabrać, na co nie mają ochoty.

* Reife Frauen auf einem erotischen Trip – WELT https://www.welt.de › Lifestyle

  ** Weiblicher Sextourismus: Immer mehr Frauen reisen nach … https://www.spiegel.de › panorama

Łucja, wiersze

Łucja Fice

***
Prawda której szukam tylko się śni
Nie jestem w stanie kupić mądrości
Stwarzam tylko własny świat
Nigdy nie zawrócę
Zbiegi okoliczności w życiu?
Nie widziałam żadnego

***
Świat ma własną twarz, figurę, charakter
i na dodatek przegląda się w lustrze.
Wszystko jest nieprzebudzonym snem
Uwierzyć tylko trzeba w jego kształt
Pokochać senny pozór
W pół nie urywać snu
Gdziekolwiek jesteś
Dośnić do końca

Sen jak bajka

Plaża lśniąca połowem.
Umierające ryby na złocistym piasku
Jestem jedną z nich
Mam białe wargi ułożone do okrzyku BÓG
Z pyska wyślizgnęła się moja dusza
Podobna do pęcherza Jędrna
Przypomina obłok perłowej masy
Jak boskiego tchnienia
Rybaku! Spójrz na mnie
Na pierdnięcie mojej duszy
Myśli kuleją w pogoni ZA
Pokusa ślizgania się w poprzek
Jestem rybą
Zaczynam tańczyć
Rybak się przygląda
Podcina skrzela
Zamieniam się w kobietę
Jest ŚWIT

Shut down (4)

Tibor Jagielski

elektroniczne safari

trolle to nie lwice (jak się skromnie nazywają)
tylko szakale
atakują
(w ich mniemaniu)
najsłabszych

podczas gdy lwice z góry zastanawiają się jaką ofiarę dopaść
to szakale walą na oślep w stado
wychodząc ze słusznego założenia,
że starych, chorych i cielaków zawsze dość,
a jak ktoś z watahy skręci sobie kark, to tym lepiej, bo będzie więcej do pożarcia

podczas gdy lwy gardzą
to szakale delektują się padliną

nie oznacza to, że są leniwe
o nie
potrafią czekać

zawsze rusza trek
mielizna się znajdzie

droga znana

t.j. IX 21

elektronisches safari

trolle sind keine löwinen
(obwohl sie sich so wähnen)
sondern schakale
sie greifen die an
(die ihrer meinung nach)
die schwächsten sind

während die löwinen sich genau überlegen
welches opfer sie schnappen
schlagen die szakale blind in die herde
zu recht wissend dass die alten, kranken und fohlen
ihnen nicht entkommen werden
und wenn manches sich dabei den genick bricht umso besser
die meute hat danach mehr zu fressen

während die löwinen den aas zu meiden versuchen
schmeckt es den schackalen ausgezeichnet

es bedutet nicht, dass sie faul sind
o nein
die schackale können warten

der trek zieht immer wieder
am furth

weg ist bekannt

t.j. 2021/09

rzucone do sieci,
albo taka była wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba

________________________________________________________________

nie wiem, czy ktoś w roku 2010 nie wierzył w zwycięstwo partii pis, przynajmniej ja nie,
ja się takiego rozwoju sytuacji obawiałem;
katastrofa smoleńska była wtedy lokalnie, tak jak pandemia cov-19 dzisiaj globalnie,
wodą na młyn zwolenników teorii spiskowych („a nie mówiłam/em!”);
a krótko potem dochodzi do majdanu w kijowie, który kończy się aneksją krymu przez moskwę,
czy ktoś w to nie wierzył?
ja nie, ja się tego obawiałem;
a i dzisiaj nie wierzę w polexit, nie, ja się tego obawiam

22 IX 2021

________________________________________________________________

Auf Amrum

(Augenzeugenbericht)

Anfang August alarmierten anfliegende Austernfischer* Amrumer Areal.

Amrumbewohner, aber auch Amerikatouristen, achteten angespannt auf außergewöhnlichen Aufruhr am Abendhimmel.

„ Ach!“ – ächtzte ängstliche Apothekenangestellte Annabell Aalglatt – „Austernfischer am Abend! Abscheulich! Alle abschießen!!“

Aber allgemeiner Aufstand anständiger Anwohner animierte Austernfischerliebhaber, arge Agitation abzulehnen.

Auf abendrotgetünchten Austernbänken aßen Austernfischer ausgezeichnete Amrumaustern.

VIII 06

* 1 793 Aexemplare

Austernfischer/ ostrygojad zwyczajny

Wspomnienia o Maryli (20)

Tadeusz Ciechomski

Boże Narodzenie 1981 roku Maryla spędziła wraz z innymi kobietami podziemia antykomunistycznego w celi aresztu śledczego w Warszawie – Olszynce Grochowskiej. Przebywały tam około trzech tygodni. Chyba w styczniu 1982 roku zostały wywiezione do miejsca internowania , Ośrodka Wypoczynkowego Pracowników Radia i Telewizji w Gołdapi. Maryla opowiadała, że podczas podróży traktowano je po ludzku, co jakiś czas autokar zajeżdżał pod najbliższą komendę MO, żeby umożliwić im skorzystanie z toalety. Przeżyły jednakowoż chwile grozy, gdy po dłuższym czasie podróży zorientowały się , że jadą w kierunku północnego wschodu. W głowach wszystkich pojawił się stary, koszmarny archetyp: SYBIR! Jedna ze strażniczek, widząc ich zdenerwowanie, po cichu wyjawiła prawdziwy cel podróży, co zostało przyjęte z ulgą.

W listach, które Maryla pisała do rodziny, nazywała ośrodek odosobnienia „złota klatką’. Warunki lokalowe były bardzo dobre, tyle że nie wolno było opuścić budynku. Po raz pierwszy Tadeusz z mamą odwiedzili ją w marcu 1982. Tadeusz wspomina, że kiedy dochodzili do ośrodka, usłyszeli z daleka śpiew. To był dzień odwiedzin, wszystkie kobiety stały na balkonach i na powitanie śpiewały „Niech się junta wystrzela, trafi szlag Jaruzela…” Później kilka razy przyjeżdżał tam także ojciec. Wspominał, że w latach 50 odbywał zasadniczą służbę wojskową właśnie w Gołdapi. Z lasu otaczającego ośrodek przywiózł dwie pamiątki. Raz wykopał mały świerk , który zasadził w ogrodzie. Innym razem uciął dwa patyki, zrobił z nich krzyż, a na nim przypiął znaczek z herbem Gołdapi, kupiony w kiosku znajdującym się w ośrodku. Ten krzyż wisiał później w pokoju Maryli nad drzwiami (teraz znajduje się, wraz z całym Archiwum Maryli, w Archiwum Forschungsstelle Osteuropa Uniwersytetu w Bremie).

W kiosku w ośrodku można było zaopatrzyć się m.in. w widokówki. Największym powodzeniem cieszyły się te przedstawiające sam ośrodek, położony malowniczo w głębi lasu. Każda z internowanych chciała wysłać taka kartkę rodzinie… Prawie jak z wakacji…

Kobiety miały przemyconą gitarę i magnetofon kasetowy. Wspólny śpiew, a także tworzenie i nagrywanie piosenek było ważnym czynnikiem integrującym wspólnotę internowanych i namiastką życia kulturalnego. Bardzo dokuczała im nuda. Życie w ośrodku cechowała monotonia, kobiety szukały więc różnych aktywności, które mogły ją przerwać. Regularnie odprawiane były msze święte , na które chodziły wszystkie, zarówno wierzące jak i niewierzące. Korzystały ze znajdującej się w ośrodku biblioteki. Całe godziny spędzały na robótkach ręcznych, dziergały swetry, a także długie węże z kolorowych resztek wełny. Na piękny las otaczający ośrodek mogły tylko popatrzeć przez okna. Maryla opowiadała, jak obserwowały biegające po konarach drzew wiewiórki, kiedyś widziała mamę-wiewiórkę przenoszącą w pyszczku swoje młode…

Internowanych pilnowali milicjanci, z reguły zachowujący się przyzwoicie. Wartę na zewnątrz pełnili młodzi żołnierze, z którymi, jak twierdziła Maryla, relacje były pozytywne. W zimowe, mroźne noce kobiety robiły im kawę, którą następnie w słoikach uwiązanych na sznurkach spuszczały przez okno.

Gdy Maryla i jeszcze jedna z kobiet zachorowały, zezwolono im na pobyt w pobliskim szpitalu, na czas potrzebny do wyleczenia. Tu, w szpitalu nie pilnowali ich strażnicy, można było nawet na krótki czas wyjść na zewnątrz.

30 czerwca 1982 roku Maryla otrzymała miesięczną przepustkę z internowania. Maryla nie wróciła już do ośrodka odosobnienia, ponieważ generał Jaruzelski wydał decyzję o zwolnieniu z internowania wszystkich kobiet z dniem 22 lipca. Było to wówczas święto o nazwie „Odrodzenia Polski”, symboliczna data przejęcia władzy przez komunistów w 1944 roku.

Listopad 1982 roku był miesiącem szczególnym. Dziesiątego tego miesiąca zmarł Leonid Breżniew. W tym dniu przypadała rocznica rejestracji NSZZ Solidarność, planowana była manifestacja. Zapewne dlatego o śmierci Breżniewa oficjalnie poinformowano dopiero następnego dnia. Maryla w tym czasie znów przebywała w szpitalu z powodu planowanej wcześniej operacji laryngologicznej. Termin wybrała chyba też dlatego, że obawiała się ewentualnych prewencyjnych aresztowań związanych z rocznicą.

Na Placu Hiszpańskim

Ewa Maria Slaska
inspiracja: Tomasz Fetzki

Dawno nie byłam w Brukseli, tak dawno, że jak tam byłam ostatni raz, to się jeszcze nie interesowałam ani Don Kichotem i Sancho Pansą, ani utopiami i wyspami. Tomasz natomiast udał się był z małżonką w podróż, z której najpierw przysłał mi zdjęcia pomnika obu moich ulubieńców z San Sebastian, a potem dodał ich obu w wersji z Brukseli. To ich adres: Place d’Espagne / Spanjeplein / 1000 Brüssel.

Patrzę i patrzę na te dwie twarze i myślę sobie, że o ile Don Kichot wygląda tak jak zawsze wygląda (choć nie wiadomo czemu, jak Pantokrator błogosławi nam wzniesioną prawicą), o tyle Sancho Pansa jest odmienny, bardziej pański – najbardziej mi przypomina polskiego szlachcica, a dokładniej rzecz biorąc – Onufrego Zagłobę. Zapewne rzeźbiarz wzorował się tu na Falstaffie, grubasie i samochwale ze sztuk Szekspira. Duchowo są zresztą podobni do siebie ci trzej poboczni bohaterowie, bez których jednak bohaterowie właściwi wcale by nie przetrwali. Bo bohater musi się zajmować swoją ważną misją, czy jest to Wolność Ojczyzny czy Sprawiedliwość Społeczna, oraz ważną misją uczuciową – Uwalnianiem Uciśnionych Dziewic, a tymczasem oni troszczyć się będą o nocleg, spyżę i napitek, bezpieczeństwo, zasięganie języka, zmylenie pogoni, oszwabienie oszustów, wywinięcie się z opresji i inne praktyczne zadania rycerskiego dnia codziennego. Są mądrzy i choć chciałoby się o nich powiedzieć, że to takie chłopki roztropki, to jednak na tej ich ludowej mądrości można naprawdę polegać.

Przyznam się tu, że gdy myślę o Brukseli, mniej pamiętam moje tam wizyty, a lepiej świetną powieść wiedeńczyka Roberta Menasse – Stolica. Czytałam ją po niemiecku, po polsku ukazała się w roku 2019 w Oficynie Literackiej Noir sur Blanc, w tłumaczeniu Jacka Burasa.

A na zakończenie tego wpisu pokażę Wam coś jeszcze – baratarystyczną lampę dotykową Don Kichot. Za jedne 600 euro.

Don Quixote Tischleuchte Ingo Maurer

Die Tischleuchte Don Quixote von Ingo Maurer zeichnet sich durch extreme Vielfalt aus. Die Leuchte ist bieg- und schwenkbar und kann sich drehen und strecken. Der Leuchtenhersteller Ingo Maurer brachte bei der Don Quixote Tischleuchte die Materialien Stahl, Aluminium und elastisches Kunststoff in Einklang. Don Quixote – ein wahrer Hingucker.

Die Don Quixote von Ingo Maurer besitzt einen integrierten Touch-Tronic Dimmer. Auf diese Weise kann die Helligkeit der Leuchte stufenlos geregelt werden.