Z wolnej stopy 51

Zbigniew Milewicz

Zakazane piosenki

Nie wiem, jak u Państwa, ale u mnie w rodzinie, póki mnie ganią, to pół biedy. Gorzej jest, jak pochwalą, bo wtedy w każdej chwili mogę nadepnąć na minę. Najnowszy przykład: po publikacji przedostatniego wpisu Dezerterzy, traktującego o zdarzeniach z czasów ostatniej wojny, mój brat Mariusz wysłał mi w komentarzu laurkę, po czym zapytał, czy miałbym również na tyle odwagi, żeby zmierzyć się z najnowszą historią Polski. Jakoś wymigałem się od odpowiedzi, braciszek pewnie zatarł dłonie, że łysemu sprzedał grzebień, a ja sobie tak myślę, że z odwagą może nie miałbym problemów, ale z wiedzą tak.

Od ponad trzech dekad, podobnie jak Mariusz, nie mieszkam na stałe w Polsce, informacje o tym, co się w kraju dzieje czerpię głównie z mediów, czyli z drugiej ręki i diabli mnie biorą, że nie widzę żadnego światła w tunelu, którym jedzie ten pociąg. Każdy maszynista, który go prowadzi twierdzi, iż kurs jest dobry i wszystko ma pod kontrolą, ale wagonami tak kiwa, że aviomarin nie pomaga i na żadnej stacji nie stoi nikt, kto choćby z daleka wydawałby mi się uczciwy i kompetentny, komu spokojnie powierzyłbym stery lokomotywy. Dlatego wolę pisać o czasie przeszłym dokonanym w polskiej historii, do którego mam pewien dystans.

Kiedy w czasie bodajże trzeciego roku studiów kupiłem na krakowskim bazarze bluzę z wyjściowego munduru armii Andersa, wiedziałem o tej formacji niewiele ponad to, że komuniści jej nie lubią. Zakładałem więc ten uniform tylko wtedy, kiedy chciałem sobie, albo innym koniecznie udowodnić, że jestem odważny, na przykład na randki z dziewczynami, na których mi zależało. W jakimś podziemnym wydawnictwie podpatrzyłem, że żołnierze Andersa zakładali do munduru beret. Zacząłem więc nosić go i ja, w latach sześćdziesiątych było to modne nakrycie głowy, więc nikomu nie wadziło, ale w połączeniu z reakcyjnym mundurem już mogło stanowić pewne wyzwanie dla czujnych stróżów społecznego ładu. W końcu podpadłem dzielnicowemu:

– Spod Monte Cassino wracacie? – zapytał przyjaźnie. – Jeszcze raz was w tym stroju zobaczę, to mnie popamiętacie…

Nie sprecyzował, co mianowicie mógłbym popamiętać, ale na wszelki wypadek przestałem w mundurze paradować po ulicy. W zamian nauczyłem się na pamięć Czerwone maki, które później z dziadkiem Kowalskim, Ryśkiem Goszczyńskim i Andrzejem Rygorowiczem odśpiewywaliśmy gdzie tylko można i nie można było. Uchodziło to śpiewać po cichu, u cioci na imieninach, ale nie na forum publicznym, cenzura zabraniała. Po kilku kolejkach nasz kwartet był jednak gotów wystąpić wszędzie – w słynnym Feniksie, na bruku ulicy Franciszkańskiej, Rynku Głównym, gdzie bądź i prawdziwy cud, że nam za to nigdy włos z głowy nie spadł. Potem Czerwone maki pod Monte Cassino śpiewał nawet rosyjski Chór Aleksandrowa, ale w głębokim PRL-u był to jakiś akt obywatelskiej odwagi, buntu przeciw systemowemu zakłamywaniu historii. Słuchając nas, zwykłych śpiewaczych amatorów, ludzie rozczulali się, niektórzy płakali. W lokalach dancingowych muzycy często akompaniowali nam na instrumentach, wykonywaliśmy ten utwór stojąc, kto go znał, śpiewał z nami. Nikt wtedy nie tańczył, z szacunku dla tych, co przy szturmowaniu góry polegli.

Autor w czasach, o których opowiada w tym wpisie

Inny repertuar mieliśmy na studenckich rajdach, przy ognisku, wtedy było weselej, ale zawsze mniej lub bardziej wywrotowo, nie tylko dosłownie, bo za kołnierz nie wylewaliśmy, ale i politycznie. Śpiewaliśmy na przykład Hymn pesymistów, który miał taki tekst:

My jesteśmy pesymiści,
Naszym hasłem dąb bez liści.
źle było, źle będzie
W całej Polsce i wszędzie.
Oprócz nas są wszyscy w błędzie.

Przeżyliśmy już sanację,
Przeżyjemy demokrację.
źle było…

Przeżyliśmy potop szwedzki,
Przeżyjemy i sowiecki.
źle było…

Przeżyliśmy Gagarina,
Przeżyjemy Kosygina.
źle było…

Same osły są u steru
Od komuny aż do kleru
źle było…

Były ułańskie żurawiejki, ze słynnym starczy jedna bomba silna i wrócimy znów do Wilna, albo odznaka komsomołu wpadła mi do rosołu. Rzewnie, na melodię Vaya Con Dios, brzmiało: nad kołchozem czarne chmury wiszą, idzie Wańka z pijaniuteńkim Griszą, Wania kandydat do partii, Grisza jest członkiem KC… Tylko raz mi się za to obrazoburcze śpiewanie oberwało, na studenckim poligonie wojskowym. W czasie przerwy w zajęciach, z nudów, któryś z kolegów zaintonował:

Niech żyje nam towarzysz Stalin…

A my wszyscy :

Co usta słodsze miał od malin

Niech żyją nasi sojusznicy
Amerykanie i Anglicy

Niech żyje nam Armia czerwona
Przez sojuszników uzbrojona, po zęby

Niech żyje nam generał Roko
Co jedną brew miał za wysoko, nad oko

Niech żyje nam Anders generał
Co z Moskwy ludzi powybierał…

To była skrócona lekcja z historii Polski, którą przerabiałem tutaj w ostatnich trzech wpisach, ale dowódca kompanii miał odmienne poczucie humoru. Kazał nam założyć maski przeciwgazowe i przez godzinę czołgał nas po łące przy koszarach. Mieliśmy przy tym dalej sobie śpiewać wywrotowe pieśni i jak pamiętam, co wytrwalszym to wychodziło. Nie pamiętam już innych zwrotek zarówno Pesymistów, jak i tej ostatniej, a myślę, że były. Jeżeli więc któryś z Czytelników ma lepszą pamięć, to się ucieszę z uzupełnień.

Podpis pod zdjęciem: W klasycznej pozie strzeleckiej. A tu ściągawka do piosenek:

9 thoughts on “Z wolnej stopy 51”

  1. “…Ale wagonami tak kiwa, że aviomarin nie pomaga…
    Super porównanie do obecnego
    i poprzednich systemow politycznych w Polsce. Ubawiło mnie ono setnie Zbychoo!
    Dzięki!
    Mniej jednak mi do śmiechu, gdy pomyślę, że to nasza narodowa wada, to ciągłe zakłamywanie narodowej rzeczywistości, egal, czy aktualnej, czy też tej historycznej. A przecież oznacza to ogłupianie ogromnych mas ludzi, które biorą wszystko co powiedziane, lub napisane na serio, czasem nieświadomie zgadzając się na zafalszowanie własnej identyczności.
    Czyli, super piosenka Maryli Rodowicz” Wsiaść do pociągu byle jakiego” zmienia sens, pasując niestety do tej naiwności, z jaką mamy ciagle teraz i na łamach historii do czynienia.
    No wtedy “nawet aviomarin nie pomaga”
    Dziękuję, że w takiej fajnej, sympatycznej formie, przybliżasz
    historię tych ważnych lat.
    Pozdrawiam T.Ru

  2. To nie to samo niestety, co jakbyśmy uzyskali prawdziwe nagranie prawdziwych piosenek z tamtych czasów w wykonaniu autora, ale niestety tego, co nadesłał, nie umiałam przerobić na plik, dający się zapisać, czy to we wpisie, czy w komentarzu. Za to tutaj taka bardzo zbarokizowana wersja tej piosenki o odznace komsomołu, co wpadła do rosołu – tu refren brzmi: wpadła mi do sedesu odznaka zetemesu:

    1. tak to jest wazny punkt kultury masowej ( patrz n.p. scraffities w pompeji, ktore mialem szczescie raz, kiedys odwiedzic, kopalnia satyry i zycia publicznego, chrzescijan maluje sie jako osly, innych wyzywa sie od najgorszych, a jeszcze inni pozostawiaja tylko symbole, ryby, psy, kruki, czy wszelkie rodzaje krzyzy, od ankh po swastyke; tak, ryba byla wtedy znakiem chrzescijanstwa, a nie krzyz – in hoc signio vinci zwyciezy dopiero, – ale ostatecznie – pod koniec cesarstwa, kiedy kleska jest juz nieuchronna i i zamiast znaku sol zaczyna sie wystawiac krzyze na mury)

  3. No to pan Sawicki zagrał przynajmniej odznakową melodię i chwała mu za to. Admince dziękuję ogromnie za jej syzyfowy trud, w zamian obiecuję zaśpiewać o malinowych ustach tow. Stalina na żywo, chyba, że mi jakiś jeszcze aktywny kagebista przeszkodzi. A miłejTeresie, za jak zwykle dobre słowo, moje najniższe ” buenos aires” składam. Tak się kiedyś, w dawnym PRL – u, dworsko ludzie komplementowali.

  4. A tu tymczasem brat Autora umiał jednak zrobić zapis jego śpiewu na FB i przysłał mi linka, więc go od razu wstawiłam do wpisu; rozmyślałam zatem, czy by nie usunąć komentarza z piosenką w wykonaniu pana Sawickiego, podyskutowałam ze Zbychem i jednak zostawiamy, i komentarz z muzyką i komentarz autora do komentarza 🙂

  5. Nad kolchozem czarne TTchmury wisza,jedzie pijaniutki Wania z Grisza,bo Wa nia kandydat do Partii,Grisza już czlonkiem KC. Kiedy .?.Wania
    ziemie orze,pijaniutki Grisza jedzie na traktorze ,bo Wania kandydat do Partii,Grisza juz czlonkiem KC. Tak zapamietalam ta budujaca czastuszke z lat 50-tych,tylko ciesz się, że nie mogę jej tu odspiewac,Zbyszku bo i chrypka by mnie nie uratowala

  6. Świetne wpisy. Nie znałam oprócz piosenki “Czerwonych maków” innych tego typu piosenek. Są super. Może byłam mało polityczna ale hymnu pesymistów nauczę się na pamięć. Piękne= Same osły są u steru od komuny aż do kleru Źle było. No cóż- poszerzam horyzonty. I jak tu się przygotowywać do przeprowadzki TAM, skoro jeszcze tyle się nie nawiedziało?

  7. Lucy, mam prosbe, nie spiesz sie tak bardo z ta przeprowadzka. Ustap miejsca starszym😇

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.