Byłam w Klaistow

Ela Kargol

Dynie

(Kürbis goes to Hollywood)

Dynia mała, dynia duża,
Pomarszczona i gładziutka,
Wąska, cienka i malutka
Dynia UFO, dynia łabędź
Dynia boska i anielska.
Czarna, to chyba diabelska?

Dynia z tyłu, dynia z przodu.
Dynia z mojego ogrodu.
Dynia z pestki,
Pestka z dyni.
Dynia olbrzym, dynia mini.
Dynia pod i dynia nad.
Dynia, a pod dynią świat.

Ciocia Bronia mówiła na nie korbole. Gotowała z nich albo z ich dodatkiem mleczne zupy z kluseczkami. Wstrętne. Tak samo wstrętne były te zamykane w słoikach, zalane octem, o zapachu, który unosił się po całej kuchni. Dopiero dużo później odkryłam, że dynie mogą smakować inaczej. Lepiej. Upieczone z owczym albo kozim serem, kremowe zupy o różnych konsystencjach, smakach i kolorach, ciasta, soki, oleje, ostatnio nawet szaszłyki…

Continue reading “Byłam w Klaistow” →

Franciszek. Nostalgia z nutką goryczy…

Diogenes nie całkiem z Synopy

czyli ze wspomnień ex-franciszkofila

W którymś tam życia mego lecie,
Żółcią do syta napoiony,
Ni źrały mąż, ni puste dziecię,
Mimo iż ciężko doświadczony
Kaźnią, ścirpianą z ręki krwawey
Nieprzeliczonych hord waszmości
Chwytayąc resztki myśli żwawey
Powracam snadnie w czas juności…

Juności, czyli młodości… Powracam w czasy, gdy, pacholęciem będący – naiwnym i pełnym miłości ku światu – zafascynowałem się postacią Biedaczyny z Asyżu. Postaci żyjącej jakieś dwa i pół wieku wcześniej, niż Poeta Szubieniczny François Villon, którego Inwokację do Le grand testament pozwoliłem sobie nieco przerobić i przytoczyć na początku tego tekstu, gdyż dobrze oddaje moje nastawienie do tamtych dawnych fascynacji.

Continue reading “Franciszek. Nostalgia z nutką goryczy…” →

Deszcz jesienny

Hanna Kempa

Dzwoni o szyby i mokną na nim karabiny, ale kwiatom i grzybom służy wyśmienicie.

Ogród w deszczu

A w lesie rosną grzyby po deszczu

Dopisek od Adminki:

Znacie teorię, że tak naprawdę to grzyby rządzą światem i jest im dość obojętne, co robimy, bo tak czy owak, prędzej czy później umrzemy i zjedzą nas rośliny, a te zostaną pożarte przez grzyby, albo grzyby pożrą nas bez pośrednictwa roślin. Trump zachowuje się jakby był niespełna rozumu, Netanjahu się kompromituje, w Berlinie do władzy dojdzie być może koalicja, w której najsilniejszą partią jest skrajnie lewicowa lewica i będziemy mieli burmistrzynię-kobietę i na dodatek Turczynkę, w Polsce znowu próbujemy, czy udałoby się zdelegalizować Brauna, ale ten trzyma się mocno, Chińczyki też trzymają się mocno, chyba już nawet najmocniej na świecie, a grzyby rosną jak rosły przed milionem lat i tak jak przed milionem lat czekają na to, co im w grzybnię wpadnie.

Według mnie oznacza to (może oznaczać), że Prawdziwy Bóg, taki najprawdziwszy z prawdziwych, jest grzybem i to on stworzył świat tak, żeby istotom stworzonym na jego obraz i podobieństwo wiodło się dobrze niezależnie od okoliczności. A reszta to Ziemia, którą grzyby czyniły i czynią sobie poddaną, bo tak im dopomógł bóg. I nic im nie przeszkadza, ani maczuga, ani miecz, ani atom. Ciekawe, jak sobie poradzą ze Sztuczną Inteligencją?

Mała filozofia chwili

Teresa Rudolf

Wybaczyć –
bez złości, goryczy
pamiętać,
odciąć pamięć uczuć,
zostawiając wiedzę,
by “patrzeć pod nogi”

lub zaufać,
dając wysoko oprocentowany
…kredyt.

Mowa –
głos pochodzenia,
pierwszych dźwięków,
myślenia (lub braku),

w niektórych rękach
diamentem, w innych
szarym kamieniem
do puszczania kaczek
lub precyzyjnego ciosu.

Dar życia…
…lub broń z lombardu.

Taniec –
ciało tańczy
we wszystkich
mięśniach,
w pulsującej krwi,
w zmysłach, 
na parkiecie swej
chętnej duszy,

…lub tak naprawdę
i nie ma już nic…

Franciszek. Pia Górska i Zofia Kossak-Szczucka

3 października mija 800 lat od śmierci świętego Franciszka. Poświęcimy mu tu na blogu w najbliższych miesiącach kilka wpisów. Na pewno na nie zasłużył. Zapraszam też każdego, kto chciałby coś o Franciszku napisać, do nadsyłania materiałów. Ela Kargol pisała kiedyś o franciszkańskich świętych, Tomasz Fetzki o świętym Franciszku na Łużycach, Lidia Głuchowska o tym, że był to ulubiony święty Stanisława Kubickiego. Może coś napiszą, może coś zrebloguję.

Zacznijmy jednak od tego, że jak już postanowiłam, że na przełomie września i października będzie na blogu sporo o św. Franciszku, byłam w Londynie i poszłam z pewnym artystą zjeść kluseczki z miseczki w czarodziejskim ogrodzie, który jest taką skromną, osadzoną w Londynie, polską, ludową wersją Wielkiego Ogrodu Tarota Niki de Saint Phalle w Toskanii.

W Ogrodzie Pana Wiesława, tak jak w wielkim pierwowzorze, są rzeźby. Nie ma, jak tam, królów, władców i wisielców, kielichów i mieczy, są za to kaczki, kury, samochody, misie i pajace. Siedzą, stoją na postumentach, zamieszkują groty wycięte w gęstych krzakach. Nad wszystkim czuwa święty Franciszek w towarzystwie żaby i kota, a to dwa moje ulubione zwierzęta.

Continue reading “Franciszek. Pia Górska i Zofia Kossak-Szczucka” →

Porozmawiajmy o Beresce! Reden wir von Henryk Bereska!

To już dziś. Heute treffen wir uns im SprachCafé Polnisch, um über Henryk Bereska zu reden, uns zu erinnern, ihn zu würdigen.

A od czasu jak zapowiadamy to wydarzenie, przychodzą komentarze, listy, wspomnienia. / Und seit wir diese Veranstaltung angekündigt haben, erreichen uns Kommentare, Briefe und Erinnerungen.

Continue reading “Porozmawiajmy o Beresce! Reden wir von Henryk Bereska!” →

Don Kichot na lato

nadesłał Wiadomo Kto:

Oczywiście wiemy już, że lato się dziś skończyło. Pisała o tym wczoraj Joasia Rubinroth. Choć ona miała na myśli temperatury, a ja astronomię. Ale książka się tak nazywa: Lato z Don Kichotem. Jeszcze jej nie kupiłam, nie pożyczyłam, nie czytałam, poniższe publikuję więc nieco w ciemno, ale czy książka jest dobra, czy nie, ma tytuł, który zobowiązuje.

Continue reading “Don Kichot na lato” →