Adminka: O tymczasowym Pomniku Polaków w Berlinie, czyli głazie, było już sporo na tym blogu. Ale temat jest kontrowersyjny i pojawia się w niespodziewanych miejscach. Postanowiłam więc spróbować – może uda się wywołać jakąś znaczącą debatę na ten temat.




Zdjęcia: Ela Kargol
O pomniku można poczytać na blogu:
Ela Kargol
https://ewamaria.blog/2025/06/26/reichstag-zapakowany-odpakowany/
Matylda Wikland
https://ewamaria.blog/2026/05/15/pokoj-dzienny/
https://ewamaria.blog/2025/08/01/nekrospecja-berlinska-badz-garsc-mysli-po-wizycie-nad-szprewa
Ewa Maria Slaska
https://ewamaria.blog/2025/07/31/las-zamiast-pomnika/
Krzysztof Ruchniewicz
https://ewamaria.blog/2018/01/17/reblog-z-dyskusja-pomnik-polskich-ofiar-wojny-w-berlinie/
Dziś tekst Julii Szenwald na temat Marii Rink, jednej z Polek, które podczas wojny zostały zamordowane w Plötzensee. Było ich ponad 40. Teksty o nich powstały w większości dwa lata temu podczas trzech warsztatów zatytułowanych “Kobiety w cieniu gilotyny – Polki stracone w Plötzensee”. Warsztaty te zostały wówczas sfinansowane przez Fundację EVZ – Erinnerung, Verantwortung, Zukunft. Po warsztatach zostało jednak jeszcze do napisania kilkanaście biografii. Napisaliśmy je dopiero teraz, 9 maja 2026 roku, podczas warsztatów, które zorganizowałam prywatnie, dzięki uprzejmości naszych autorów – Moniki Wrzosek-Müller i Michaela G. Müllera, w ich pięknym mieszkaniu na Charlottenburgu.
I mimo iż jest to tekst na inny temat i w nim pojawia się kwestia pomnika. Reblog z Polkopedii. https://polkopedia.org/wiki/Maria_Rink
Autorka: Julia Szenwald
Maria Rink
Maria Rink (pseudonim „Radler”) urodziła się 22.03.1901 na Górnym Śląsku w Łagiewnikach (Hohenlinde), dzielnicy Bytomia (Beuthen). Jej rodzice otrzymali polskie obywatelstwo po zdobyciu niepodległości w 1918. Od 1907 do 1915 Maria uczęszczała do szkoły ludowej i otrzymała wykształcenie zawodowe jako przedszkolanka. Straciła pracę w 1929 i wtedy też przeprowadziła się z powrotem do domu rodzinnego w Chorzowie (Königshütte).
W grudniu 1932 spotkała w Chorzowie dawnego znajomego, Wilhelma Olescha (z zawodu elektryka), który w tamtym czasie pracował dla tajnej służby polskiej. Kilka dni potem dzięki niemu weszła w kontakt z oficerem wywiadu tajnej służby, Kołodziejczakiem. Nadano jej pseudonim operacyjny „Radler”. Odbywała regularne podróże do Niemiec od końca 1932 roku do października 1935, aby prowadzić śledztwo i rozeznanie środowiskowe o Reichswehr (Obrona Rzeszy, nazwa sił zbrojnych w Niemczech od 1921 do 1935, od 1935 Wehrmacht), Schupo (Schutzpolizei), SA oraz SS. Na początku zadania Marii polegały na dostarczaniu listów. Od grudnia 1932 do marca 1933 spotkała się z Kołodziejczakiem jeszcze dziesięć razy. Później obowiązki Marii obejmowały obserwację osób podejrzanych o współpracę z Niemcami, raportowanie na temat ruchów niemieckich sił zbrojnych, ale również struktur i wyposażenia Reichswehr, SA i SS. Rekrutowała również dalsze osoby do służby, m. in. agenta Podsiadły, który był znajomym jej kuzyna i dostarczał wiadomości o niemieckim lotnictwie.
Maria szybko zapoznała się z dowódcą Partii Młodoniemieckiej (Jungdeutsche Partei in Polen, „Jungdeutschen”) w Chorzowie, partii dla mniejszości niemieckiej w Polsce, którą cechowały poglądy antysemickie, nacjonalistyczne i antymarksistowskie. Miał być on jednym z celów jej działań w ramach służby.
Od 29.03.1933 została oficjalnie przyjęta przez Kołodziejczaka jako agentka tajnej polskiej służby. Jej kariera zakończyła się 31.10.1935 przez decyzję kapitana Szczepańskiego. Decyzja ta motywowana była brakiem produktywności w ramach służby.
Maria była niezamężna i do czasu aresztu, który miał miejsce 30.10.1939, niekarana. Podczas przesłuchania przez niemieckie służby określiła się jako Volksdeutsch, zapewne z nadzieją uniknięcia wysokiej kary. W akcie oskarżenia napisano również, jakoby Olesch miał próbować przekonać Marię do pracy na rzecz tajnej służby, twierdząc, że zarobek wynosi 100 dolarów, choć wyrok śmierci mówi o otrzymywanych przez nią 250 zł miesięcznie – i każdy konspirant przedstawiany jest w ten sposób (np. regularnie wspominane jest, że agenci mieli upominać się o wyższe sumy), jakoby zajęcie to wykonywało się jedynie ze względu na zarobek, a każdy Polak dla pieniędzy gotowy był zrobić wszystko. Niezwykle obszernie opisuje się działania innych agentów (w sprawie Rink i Olescha), zacierając granice odpowiedzialności i umiejscawiając ’oskarżoną’ wśród szerokiej siatki konspiracji i oporu tak, że sam fakt jej istnienia urasta do rangi poważnego zagrożenia dla Rzeszy. Jednocześnie zamyka to w sobie paradoks totalitarnego państwa i jego ideologii – wszechobecne i niezwyciężone imperium, z drugiej strony niemalże rzucone na kolana przez Marię „Radler”’ Rink, z zawodu przedszkolankę, z racji czego za ten krótki epizod działalności wywiadowczej przyszło jej zapłacić najwyższą cenę. Mowa również o jej rzekomej ’nadgorliwości’ podczas wykonywania zleconych zadań.
Kobieta, Polka, konspiratorka – Maria była czystą antytezą faszystowskiego maskulinizmu Rzeszy. Po ponad osiemdziesięciu latach od zakończenia drugiej wojny światowej wciąż stajemy przed wyzwaniem stworzenia konstruktywnej, płodnej pamięci o ofiarach nazizmu. Ideologia otaczająca historię zbrodni przeciwko ludzkości w Niemczech zamyka dyskurs w nieruchomym punkcie, odcinając wspomnienie od produktywnych przepływów procesów historycznych. Materializacja tego problemu obnaża się w ’tymczasowym’ pomniku dla polskich ofiar nazizmu w Berlinie – wielki kamień, niekształtna bryła, której głównym przymiotem jest niezdolność, skazana na bierne trwanie wobec rzeczywistości, ontologicznie zamknięta. Pomnik ten pozbawia ofiary ich cielesnego wymiaru, generując tragedię jako abstrakcję, nadając jej formę wykluczającą kontakt z publiczną przestrzenią, w której jest umiejscowiona. Zerwane zostaje również połączenie między kolektywną żałobą polskiej społeczności i jej obiektem, który staje się obcym elementem, wyalienowanym ze świata emocji i afektów. Aby właściwie uczcić pamięć kobiet takich jak Maria Rink, potrzeba nam epistemologicznego zaangażowania w przeszłość, które powinno cechować się plastycznością i odwagą, a przede wszystkim wysiłkiem intelektualno-emocjonalnym. Niemiecka polityka wobec historii, która dyktuje wykolejoną normatywność i zniekształcone standardy moralne, znajduje kulminację swojego kuriozum w nieorganicznie wytworzonym lęku przed włączeniem się w dyskurs o ofiarach, temat zyskuje status społecznego tabu, doprowadzając do rozproszenia się afektu skierowanego wobec oprawców i zbrodni.
Maria została skazana na śmierć za zdradę stanu. Wyrok wykonano 16.02.1943 w więzieniu Berlin-Plötzensee.

EWO. Przeczytałam z uwagą ten artykuł i zrozumiałam, że pamięć o wojnie nie jest ciężarem samym w sobie, jak niektórzy śmią twierdzić. Ciężarem jest jej brak. Tylko wtedy, gdy odważymy się spojrzeć wstecz bez iluzji, możemy spróbować zrozumieć teraźniejszość. W świecie, który wciąż produkuje nowe wojny, świat przypomina, że nie możemy zapominać, bo żadna z nich nigdy naprawdę się nie kończy, a pamięć o odważnych, jest jak materia po eksplozji – rozproszona, ale nieunicestwiona. Dzieje się tak zawsze, bo znajdą się, nawet dekady po wojnach tacy, co wspominać będą tych, co na pamięć zasłużyli. W życiu obserwujemy samych siebie poprzez pamięć i chwała każdemu, kto tę pamięć pielęgnuje. Dlatego sama napisałam powieść o kobietach wyrwanych z domu siłą i wywiezienie ich na przymusowe roboty w czasie II wojny i o dzisiejszych opiekunkach tych seniorów u których te kobiety pracowały. (750 tys. młodych polskich kobiet.) Powieść ukaże się w we wrześniu. Nie ma prawie nic w literaturze o tych kobietach oprócz dokumentacji i wspomnieniowych opowiadań. Pamięć o wojnie w obliczu nowej jest utrwalaniem cząstek, jest spowalnianiem ich rozpadu i tak rozumiem ten artykuł. Pamiętajmy.
Coś się dzieje i może po 80 latach doczekamy się jakiegoś godnego miejsca pamięci dla Polaków. Pod koniec kwietnia odbyła się konferencja na Uniwersytecie Humbolta, poświęcona konkursowi na projekt pomnika poświęconego polskim ofiarom II wojny światowej oraz ofiarom niemieckiej okupacji w Polsce w latach 1939-1945. Zorganizowana naturalnie w dużej mierze przez Polakówi była to głównie konferencja naukowa, jednakże ze strony niemieckiej jest zapewnienie, że pomnik powstanie. Słuchałam też audycji ze spotkania na ten sam temat w Info Radio z udziałem naszego ambasadora i przedstawicieli różnych środowisk, nie tylko naukowych, ale i dziennikarskich, jak równierz przedstawicieli firm. Tylko ze strony polskiej padło określenie, że to wstyd; w niemieckim odczuciu zostało dokonane wszystko, nie ma zażenowania, ani próby przeprosin. Niestety w odczuciu wielu Polaków, z którymi rozmawiałam w czasie konferencji, teraźniejsza próba załagodzenia sytuacji związana jest bardzo z pozytywnym rozwojem ekonomii w Polsce i miejscu, jakie zajmuje w świecie, a nie poczuciu odpowiedzialności i winy.
Podobno są już ciekawe projekty głównie artystów polskich i niemieckich. Ciekawe, kto będzie w jury i dokonywał wyboru.