Wróżby i koty

Teresa Rudolf

Takie wróżby…

Otwórz  rękę,
ależ pokiereszowana
losem, zamknij…

Otwórz rękę,
ależ bardzo pracowita
zawsze, zamknij…

Otwórz rękę,
gwiazda tam znów
świeci, zamknij…

Otwórz rękę, znów
księżyc tam w pełni,
dzisiaj??? zamknij…

Otwórz rękę,
serce czyjeś z piernika
ci wpadło, zamknij…

Znudziło się?
Nie otworzysz?
Biegniesz do wróżki?

Otwórz rękę, ten
jeden, ostatni, jedyny
znów raz…

Jestem  tylko Cyganką,
to wiesz, ohooo… wróżka,
zmarła, zamknij.

Kotka Lili

Piękny,
elegancki chód,
cichej pantery…

Oczy
szmaragdy,
z ironią wyższości.

Błysk
czarnego aksamitu
odbijał księżyc,

w dzien
lśnił w słońcu
wielokaratowo…

Położyła się
na mym sercu
jak w łóżku…

I nie pozwala
mi go na długo,
teraz zaścielić.

Samotność kota

Moritz, mój kot, nastroszona sierść,
nos przy parkiece
i na balkonu betonie.

Moritz mały tygrys,
zagrzebuje łapą swą
“podłość”, błaga wciąż
o kocie wybaczenie.

Moritz, koci macho,
nie chce niczego,
a jedynie, by wyszła,
by weszła, przeszła,

by spadła znów
z nieba, ta sama,
z tej samej mamy,
czarna kotka Lili.

A ona? A Lili?
Na tęczowym moście
wciąż, zanim przejdzie,
najpierw chce wybaczyć.

I calkiem niewinna,
szybsza jak człowiek,
jak zawzięty człowiek,
da mu sygnał: OK.

Dzisiaj,
bo dziś
niedziela…

Myśli

Teresa Rudolf

Myśl w pułapce

Myśl wyleciała nagle,
jak ptak z jego głowy
i siedzi na ramieniu.

Nerwowo dziobie,
straszy, nie daje spać,
czeka na rychły odlot.

Póki co, pyta i pyta,
drąży, chce tej jednej,
jedynej odpowiedzi.

Ten pająk pracowity
tka siatkę rozwiązań,
trzyma w pułapce.

I wszystko wciąż po to,
by wreszcie wiedziec,
co zrobić i nie przegrać.

A życie może wzniesie
“łapkę w górę”, a nie opuści
znów tej “łapy w dół”…

Słuchaweczka

Muzyka w środku nocy
u mnie w uchu, dla mnie,
w  ciszy wielkiej, głośna
w moim cichym wnętrzu.

Raz tańczy, a  raz płacze,
raz zawodzi jak Cyganie,
a raz gra znów, na mego
serca starych bębnach…

Dziś jestem na  koncercie
mych uczuć, biję brawo,
szaleję, wrzeszczę, tańczę
i zamieram nagle w lęku,

co będzie, jeśli ona kiedyś
ucichnie nagle, na zawsze,
bo moje uszy umrą
ze starości…
lub ja…

Debiut przed 40 laty

Debiut jest ze stycznia 1980 roku. W życiu jeszcze nic nie zapowiadało tego, co kilka miesięcy później miało się zacząć, a jak przyszło, to przeorało nasze życie i politykę na świecie, a dobre i złe konsekwencje tego, co się zdarzyło, odczuwamy do dziś. W styczniu 1980 roku świat się mógł jeszcze wydawać zwyczajny, ale poeci oczywiście wiedzieli…

Wiersze przypominam zatem w pewnym sensie rocznicowo. Właśnie się zaczynało. 7 sierpnia przed 40 laty wyrzucono z pracy na stoczni Annę Walentynowicz, co stało się początkiem końca PRL-u.

Obok kolumny debiutanckich wierszy Kultura publikuje dyskusję o nowej poezji, w której między innymi zarzuca się młodym poetom, że nie odtwarzają życia, jakie jest, a jest straszne, brudne, szare: zmęczone twarze w tramwajach, pejzaże przemysłowe współczesnej Polski, przeraźliwych nowobogackich, ulice zapełniające się jednakowymi samochodami…
A poezja tymczasem o miłości i śmierci, i naszych korzeniach w tym, co minęło.

Kultura – była tygodnikiem społeczno-literackim, ukazującym się w Warszawie w latach 1963–1981, jej redaktorami naczelnymi byli kolejno Janusz Wilhelmi (do 1973) i Dominik Horodyński. Tygodnik został zawieszony po wprowadzeniu stanu wojennego.

Tibor Jagielski

obraz szkoły flamandzkiej XVI w. “polowanie na dzika”

niepomny przestróg
przyglądasz się starym obrazom
jęk rogu tnie stalowe niebo
czerwone ręce napinają łuki
psy mkną wraz ze spojrzeniami
wiatr targa brunatne opończe
śledzisz martwe jeszcze oszczepy
a już gotowe do ciosu
w niewidzialną zwierzynę
i nagle zrywasz się
sfora wypada na ciebie
i świst pocisków znaczy drogę bólu
ciało pokrywa się szczeciną
a ryj już orzą psie zęby
zwycięski krzyk rogu
niesie się niesie się niesie

sonata

posadzono mnie
w ogrodzie kwartetów smyczkowych
więc siedzę kurczowo ściskając skrzypce
było to zaraz po tym
jak urodziłem zwierzę
wszystkie zmysły mówiły mi że to jest miłość
lecz zwierzę wstało i walnęło mnie w twarz
mówiąc
– no matka
gramy coś o waszym wielkim uczuciu –
teraz jest noc
ono stoi obok
przerzucając strony partytury
chociaż to niepotrzebne
wszystkie nuty bólu znam na pamięć

Średniowieczna uwertura

na trzy palce od horyzontu
namalowałem księżyc
teraz wędruję
prowadzony pędzlem Boscha
z obosiecznym mieczem wyobraźni na ramieniu
przez płócienną równinę niepokoju
a drogi do Twojego zamku strzeże
setka smoków
Czarny Rycerz
Śmierć
a zwłaszcza Ty

Zamach na agape

chwile gdy leżymy obok siebie
pełne są długich łodzi lądujących na brzegu
czerwonych i niebieskich
proszę Cię
zamknij oczy
żebyś nie widziała
jak biegnie czas
z toporem w ręku

Melancholia

Teresa Rudolf

A przecież…

Uleciało z niej powietrze,
zapadła się jej dusza,
zaniedbany grób nadziei.

Nie wie, jak to możliwe,
by za życia już fruwać
nad sobą jak ptak,

patrząc ciekawie z góry
na to ciało obolałe,
od zastygłej niemocy.

Czy to już Ty, pytała
ze smutkiem patrząc
jak po sekundzie,

po milimetrze jej ubywa,
czuła to, będąc dla siebie
wścibską podglądaczką.

Kogo pytać o azyl,
argumenty dla duszy,
że czas już gdzieś osiąść?

Obudziła się, o co chodzi,
gdzie jest, przerażona,
kot polożył się na poduszce.

To jest mój kot przecież,
moja poduszka przecież,
mój ból serca przecież.

Żyję ciągle… przecież…
i przecież… to dobrze…
kot zeskoczył na podłogę.

Jest kotem… przecież.

Modlitwa inaczej…

Twój wskazujący palec
zamiast długiej, siwej
brody na dużej chmurce?

Twój wskazujący palec
nad ziemią deptaną
brutalnie przez ludzkość?

Twój wskazujący palec
na sumieniach ludzi,
bez krztyny sumienia?

Twój wskazujący palec
hamujący usta, aby
przestały wciąż kłamać?

Twój wskazujący palec,
zaciskany na rękach, by
piszac, też nie kłamały?

Twój wskazujący palec
trzymający za serca,
by zaczęły coś czuć?

Karcisz, dotykasz, prosisz,
“a teraz będą same plagi”
mówią, “teoria spiskowa”…

I woleliby Cię znów ujrzeć,
z uśmiechem, na chmurce,
z długą brodą, a Ty Panie?

A Ty Panie?
Co chciałbyś powiedziec?
Byśmy zrozumieli?

 

Dmuchawiec

Tibor Jagielski

nam nie jest
ten następny świat
łaskawy
ani święty piotr pobrzękuje kluczami
ani hurysy depilują łydki egipskim woskiem
jak dobrze wypadnie
– moim zdaniem –
będziesz w skrzydle chrząszcza
albo
tak jak ja
nasieniem dmuchawca
nic
po piramidach
dobre 10 lat temu, pewien znajomy r. wysłał mi pdf z moim wierszem “korespondencja” (pisanym w sw 1981- 83) i twierdził, że ja mu ten wiersz zadedykowałem
odpowiadam, przepraszam, że dopiero dzisiaj:
nie moglem panu tego wiersza zadedykowac, bo poznaliśmy się dopiero po odwołaniu stanu wojennego w prl na terenie  berlina zachodniego;
natomiast wiersz “korespndencja” wisiał na drzwiach studia montażu już w drugiej połowie grudnia 1981 telewizji polskiej w szczecinie (w okresie militaryzacji zakładu) a powiesila ten wiersz moja znajoma m. dla której ten wiersz napisałem;
także to, że jeden z moich wierszy panu r. zadedykowałem jest prawdą
ale dotyczyło to innego utworu p.t. “kasandra” wiersz powstały dopiero na terenie sektora francuskiego
w berlinie zachodnim w roku 1986
myślę że jesli pan r. poszuka (a potrafi) to może on ten wiersz gdzieś odnajdzie i mi prześle
o co serdecznie prosi
tibor jagielski

Wiersze z lekką nutą miodu

Teresa Rudolf

“Jadą wozy kolorowe…”

Dzisiaj Wielki Jarmark
wszystkich uli świata,
zjazd brzęczący!
X
Rozłożone miodów
plastry, obrusy wielkie,
ręcznie haftowane.
X
Aromatem swym nęcąc,
kradnie usta i nos
miód z tysiąca kwiatów.
X
“Miód akacjowy, malinowy,
spadziowy, leśny, lipowy”!
– głośno wybrzęczane. –
X
Pszczoły krajowe, dumne
jedna przez drugą brzęczą,
w nadziei wygranej.
X
Goście z innych krajów,
żółto-brązowi, jak to pszczoły,
zachwalają też swój towar.
X
Pszczoły, afrykańskie, arabskie
afgańskie, indyjsko-wschodnie
i algierskie brzęczą wspólnie.
X
A królowe w złocie miodowym,
czekają na werdykt, która to ta
“kraina  miodem płynąca”?…
X
I gdzieś daleko od stołów
niepozorne, wolne od trosk
trutnie tańczą na zielonej łące.

Te wiersze

Jakże często wiersze
to motyle jednodniowe,
niepostrzeżone umierają,
dotańczając swe życie
wieczorem późnawym.
X
Jak Copperfield cicho,
przenikając przeze mnie
przelatują do nikąd,
fruwając z szelestem
nad tobą, odchodzą.
X
Kokietując słowem
łaskoczą wyobraźnię,
by malować obraz
smutkiem cieniowany,
lub przebarwny kolorem.
X
Wiersze motylki-motyle,
koloru przekiczowatych
papug, lub szarutkie
jak ćmy nocą prujące
poprzez czerń do ciebie.
X
Wiersze, jednodniowe
Kopciuszki bez bucika,
znikając o północy,
zostawiają bal innym,
w solidnym obuwiu.
X

Poezja – Poetry – Poesie – Poésie – Поэзия: Marsylianka

I naprzód…

Ewa Maria Slaska

W 231 lat później

Od razu uprzedzam wszystkie pytania: nie wiem, dlaczego Marsylianka. Choć akurat dziś można by pomyśleć, że wiem i to jak! Ale nie. Pojawiła się pewnego wiosennego dnia, czyli już jakiś czas temu i od tej chwili nie odstępuje mnie nawet o krok. Przypomniało mi się wtedy, że coś o niej wiem, bo przeczytałam to w jakiejś powieści, jednej z tych, jakie się czyta w niemieckim szpitalu, zanim ktoś z przyjaciół cię nie odwiedzi i nie przyniesie czegoś sensownego. Są to z reguły potwornie stare powieścidła, wysortowane ze zbiorów bibliotecznych. Według tejże powieści, a nie pamiętam ani jej autora, ani tytułu, pieśń została ułożona dla ochotników z Marsylii wyruszających na pomoc Rewolucji, która 14 lipca 1789 roku wybuchła w Paryżu, a która potem nazwana została Francuską.

Ale polska Wikipedia natychmiast przywołała mnie do porządku:

Słowa i muzykę tej pieśni stworzył 25 kwietnia 1792 w Strassburgu Claude Joseph Rouget de Lisle na widok wymarszu rewolucyjnej Armii Renu. Stąd jej oryginalna nazwa to: Chant de marche de l’Armée du Rhin lub Chant de guerre pour l’armée du Rhin (Marsz wojenny Armii Renu lub Pieśń wojenna Armii Renu). Jej pierwsze wykonanie miało miejsce 26 kwietnia tegoż roku. Zdobyła wielką popularność w okresie rewolucji francuskiej. Wówczas jako pierwsi zaśpiewali ją żołnierze z Marsylii, biorący udział w walkach o pałac Tuileries w Paryżu. Tak powstała jej nowa nazwa, najpierw Marche de Marseille, a później ostatecznie La Marseillaise, czyli Marsylianka.

Francja właśnie wzpowiedziała wojnę Austrii! A zatem Armia Renu wcale nie była niemiecka, jak by się nam, małym ludzikom mogło wydawać (bo Ojczulek Ren i straż na Renie), tylko francuska, i wcale nie była armią rewolucyjną, tylko królewską, została sformowana na mocy dekretu króla Ludwika XVI z 14 grudnia 1791 roku. Król w rok później utracił władzę. 6 października 1789 został zmuszony do opuszczenia Wersalu i zamieszkał wraz z rodziną w Tuileriach. Przebywał tam do chwili obalenia monarchii 10 sierpnia 1792. W szturmie pałacu, informuje Wikipedia, rozwścieczony motłoch paryski wymordował wszystkich żołnierzy królewskich z Gwardii Szwajcarskiej i obrabował pałac biorąc wszystko, co dało się wynieść. No cóż historia nie zawsze jest taka piękna, jak byśmy chcieli.

I co?

To podczas tego szturmu zasłużyły się oddziały marsylskich ochotników? Byli częścią plądrującego motłochu? I jeszcze na dodatek śpiewali pieśń ułożoną na cześć armii królewskiej?

Na wczesnym druku z tekstem Marsylianki dokładnie widać, że to marsz militarny.

Wikipedia niemiecka opowiada w tym miejscu nieco inną historię i nieco elegantszą:

Das Lied erhielt den Namen Marseillaise, weil es von Soldaten aus Marseille am 30. Juli 1792 beim Einzug in Paris, kurz vor dem Tuileriensturm, gesungen wurde. Am 14. Juli 1795 wurde die Marseillaise zur französischen Nationalhymne erklärt.

A więc pieśń śpiewali żołnierze z Marsylii wkraczając do Paryża przed szturmem na pałac Tuilerie.

Francuzi preferują jednak jeszcze troszkę inną wersję:

Chant de guerre des armées aux frontières. De fait, ce sont les troupes des fédérés marseillais qui, l’ayant adopté comme chant de marche, l’entonnent lors de leur entrée triomphale, aux Tuileries, à Paris, le . Immédiatement, la foule parisienne, sans se préoccuper de ses différents noms, baptise ce chant: La Marseillaise. Ce titre, outre sa simplicité, a l’avantage de marquer de Strasbourg à Marseille, de l’Est au Midi, l’unité de la Nation.

A zatem jednak zdobycie pałacu Tuilerie, ale nie dokonuje tego motłoch, lecz żonierze i lud.
A Marsylianka jest tytułem prostym i to skłoniło “lud” do zmiany tytułu.

Na szczęście są jeszcze Anglicy, a ich Wikipedia przychyla się do mojej powieściowej wersji:

The melody soon became the rallying call to the French Revolution and was adopted as “La Marseillaise” after the melody was first sung on the streets by volunteers (fédérés in French) from Marseille by the end of May. These fédérés were making their entrance into the city of Paris on 30 July 1792 after a young volunteer from Montpellier called François Mireur had sung it at a patriotic gathering in Marseille, and the troops adopted it as the marching song of the National Guard of Marseille. (…) Mireur was headed to Marseilles to organize and lead volunteers from nearby towns. The song thus became known as “La Marseillaise”, which was adopted as the French national anthem in 1795. 

W Wikipedii jest jeszcze ze sto innych wersji językowych, ale postanawiam, że nie sprawdzam dalej. Niechta będzie po powieściowemu: wyruszli ochotnicy z Marsylii i śpiewali tę pieśń, nawołującą  dzieci ojczyzny do walki:

La Marseillaise

Allons enfants de la Patrie,
Le jour de gloire est arrivé!
Contre nous de la tyrannie
L’étendard sanglant est levé,
L’étendard sanglant est levé,
Entendez-vous dans les campagnes
Mugir ces féroces soldats?
Ils viennent jusque dans vos bras
Égorger vos fils, vos compagnes!

X
Aux armes, citoyens,
Formez vos bataillons,
Marchons, marchons!
Qu’un sang impur
Abreuve nos sillons!

Que veut cette horde d’esclaves,
De traîtres, de rois conjurés?
Pour qui ces ignobles entraves,
Ces fers dès longtemps préparés?
Ces fers dès longtemps préparés?
Français, pour nous, ah! quel outrage
Quels transports il doit exciter!
C’est nous qu’on ose méditer
De rendre à l’antique esclavage!

Aux armes, citoyens…

Quoi! des cohortes étrangères
Feraient la loi dans nos foyers!
Quoi! Ces phalanges mercenaires
Terrasseraient nos fiers guerriers!
Terrasseraient nos fiers guerriers!
Grand Dieu! Par des mains enchaînées
Nos fronts sous le joug se ploieraient
De vils despotes deviendraient
Les maîtres de nos destinées!

Aux armes, citoyens…

Tremblez, tyrans et vous perfides
L’opprobre de tous les partis,
Tremblez! vos projets parricides
Vont enfin recevoir leurs prix!
Vont enfin recevoir leurs prix!
Tout est soldat pour vous combattre,
S’ils tombent, nos jeunes héros,
La terre en produit de nouveaux,
Contre vous tout prêts à se battre!

Aux armes, citoyens…

Français, en guerriers magnanimes,
Portez ou retenez vos coups!
Épargnez ces tristes victimes,
À regret s’armant contre nous.
À regret s’armant contre nous.
Mais ces despotes sanguinaires,
Mais ces complices de Bouillé,
Tous ces tigres qui, sans pitié,
Déchirent le sein de leur mère!

Aux armes, citoyens…

Amour sacré de la Patrie,
Conduis, soutiens nos bras vengeurs
Liberté, Liberté chérie,
Combats avec tes défenseurs!
Combats avec tes défenseurs!
Sous nos drapeaux que la victoire
Accoure à tes mâles accents,
Que tes ennemis expirants
Voient ton triomphe et notre gloire!

Aux armes, citoyens…

La Marseillaise

Arise, children of the Fatherland,
The day of glory has arrived!
Against us, tyranny’s
Bloody standard is raised,
Bloody standard is raised,
Do you hear, in the countryside,
The roar of those ferocious soldiers?
They’re coming right into your arms
To cut the throats of your sons, your women!

To arms, citizens,
Form your battalions,
Let’s march, let’s march!
Let an impure blood
Water our furrows!

What does this horde of slaves,
Of traitors and conspiring kings want?
For whom have these vile chains,
These irons, been long prepared?
These irons, been long prepared?
Frenchmen, for us, ah! What outrage
What furious action it must arouse!
It is to us they dare plan
A return to the old slavery!

To arms, citizens…

What! Foreign cohorts
Would make the law in our homes!
What! These mercenary phalanxes
Would strike down our proud warriors!
Would strike down our proud warriors!
Great God! By chained hands
Our brows would yield under the yoke!
Vile despots would themselves become
The masters of our destinies!

To arms, citizens…

Tremble, tyrants and you traitors
The shame of all parties,
Tremble! Your parricidal schemes
Will finally receive their prize!
Will finally receive their prize!
Everyone is a soldier to combat you,
If they fall, our young heroes,
Will be produced anew from the ground,
Ready to fight against you!

To arms, citizens…

Frenchmen, as magnanimous warriors,
Bear or hold back your blows!
Spare those sorry victims,
For regretfully arming against us.
For regretfully arming against us.
But these bloodthirsty despots,
These accomplices of Bouillé,
All these tigers who mercilessly
Tear apart their mother’s breast!

To arms, citizens…

Sacred love of the Fatherland,
Lead, support our avenging arms
Liberty, cherished Liberty,
Fight with thy defenders!
Fight with thy defenders!
Under our flags may victory
Hurry to thy manly accents,
So that thy expiring enemies
See thy triumph and our glory!

To arms, citizens…

Marsylianka

I naprzód marsz, Ojczyzny dzieci,
Bo nadszedł chwały naszej dzień.
To tyran przeciw nam zawiesił
Zbroczony krwawo sztandar ten.
Zbroczony krwawo sztandar ten.
Słyszycie z bitew pól niesiony.
Żołnierzy przeokrutnych ryk?
Już idą, wam zaciągnąć stryk,
By zarżnąć wasze syny, żony

Do broni, bracia dziś!
Zewrzyjcie szyki wraz!
I marsz, i marsz!
By ziemię krwią
napoić, przyszedł czas!

Cóż chce służalczy tłum i zmowy
Ludzi, co zdradę wszędzie ślą,
I łańcuch hańby już gotowy,
Czyjże kark skrępować chcą?
Czyjże kark skrępować chcą?
Wstyd nasz, Francuzi, czy czujecie?
Czy wasza krew nie burzy się,
Że tyran wolnych wtłoczyć chce
Pod jarzmo, co niewolnych gniecie?

Do broni…

Co? Stopa obcych najezdników
Świeży kwiat naszych wojowników
Ma skalać siedzib naszych próg?
Lec ma od miecza podłych sług?
Lec ma od miecza podłych sług?
Przebóg! Żołdacka dłoń skalana
Ma karki nasze w jarzmo wbić
A jeśli nam pozwolą żyć,
Masz to być łaską sług tyrana?

Do broni…

Biada despotom, zdrajcom biada!
Zadrżyj, o hańbo naszych dni!
Przez was Ojczyzna kona blada,
A ojcobójstwo woła krwi!
A ojcobójstwo woła krwi!
Wojaków dość, by was wyparli,
A jeśli zginie młodsza brać,
To Francja każe zmarłym wstać
I z mieczem na was spadną zmarli.

Do broni…

Francuzy, wielkoduszni wojownicy
Niosą lub wstrzymują cios!
Szczędzą te żałosne ofiary
Co się na nich boją unieść broń!
Co się na nich boją unieść broń!
Lecz nie tych krwawych despotów,
Lecz nie tych sprzedawczyków Bouillé
Te wszystkie bezlitosne tygrysy
Co matki łono rozerwały!

Do broni…

O miłości Ojczyzny święta!
Dziś w zemście prowadź, wspieraj nas.
O Wolności w sercach zaklęta!
Z obrońcy Twymi wespół walcz.
Z obrońcy Twymi wespół walcz.
Zwycięstwo z Tobą dziś wspaniałe,
Gdy z nami mężnych głosów duch.
Niech zobaczy śmierci bliski wróg
I tryumf twój, i naszą chwałę.

Do broni…

Die Marseillaise

Auf, Kinder des Vaterlandes,
Der Tag des Ruhmes ist gekommen!
Gegen uns ist der Tyrannei
Blutiges Banner erhoben.
Blutiges Banner erhoben.
Hört ihr auf den Feldern
Diese wilden Soldaten brüllen?
Sie kommen bis in eure Arme,
Um euren Söhnen, euren Gefährtinnen
die Kehlen durchzuschneiden.

Zu den Waffen, Bürger,
Formiert eure Truppen,
Marschieren wir, marschieren wir!
Unreines Blut
Tränke unsere Furchen!

Was will diese Horde von Sklaven,
Von Verrätern, von verschwörerischen Königen?
Für wen diese gemeinen Fesseln,
Diese seit langem vorbereiteten Eisen?
Diese seit langem vorbereiteten Eisen?
Franzosen, für uns, ach! welche Schmach,
Welchen Zorn muss dies hervorrufen!
Man wagt es, daran zu denken,
Uns in die alte Knechtschaft zu führen!

Zu den Waffen…

Was! Ausländische Kohorten
Würden über unsere Heime gebieten!
Was! Diese Söldnerscharen würden
Unsere stolzen Krieger niedermachen!
Unsere stolzen Krieger niedermachen!
Großer Gott! Mit Ketten an den Händen
Würden sich unsere Häupter dem Joch beugen.
Niederträchtige Despoten würden
Über unser Schicksal bestimmen!

Zu den Waffen…

Zittert, Tyrannen und ihr Niederträchtigen,
Schande aller Parteien,
Zittert! Eure verruchten Pläne
Werden euch endlich heimgezahlt!
Werden euch endlich heimgezahlt!
Jeder ist Soldat, um euch zu bekämpfen,
Wenn sie fallen, unsere jungen Helden,
Zeugt die Erde neue,
Die bereit sind, gegen euch zu kämpfen.

Zu den Waffen…

Franzosen, ihr edlen Krieger,
Versetzt eure Schläge oder haltet sie zurück!
Verschont diese traurigen Opfer,
Die sich widerwillig gegen uns bewaffnen.
Die sich widerwillig gegen uns bewaffnen.
Aber diese blutrünstigen Despoten,
Aber diese Komplizen von Bouillé,
Alle diese Tiger, die erbarmungslos
Die Brust ihrer Mutter zerfleischen!

Zu den Waffen…

Heilige Liebe zum Vaterland,
Führe, stütze unsere rächenden Arme.
Freiheit, geliebte Freiheit,
Kämpfe mit deinen Verteidigern!
Kämpfe mit deinen Verteidigern!
Unter unseren Flaggen, damit der Sieg
Den Klängen der kräftigen Männer zu Hilfe eilt,
Damit deine sterbenden Feinde
Deinen Sieg und unseren Ruhm sehen!

Zu den Waffen…

In Russia, La Marseillaise was used as a republican revolutionary anthem by those who knew French starting in the 18th century, almost simultaneously with its adoption in France. In 1875 Peter Lavrov, a narodist revolutionary and theorist, wrote a Russian-language text (not a translation of the French one) to the same melody. Рабо́чая Марселье́за became one of the most popular revolutionary songs in Russia and was used in the Revolution of 1905. After the February Revolution of 1917, it was used as the semi-official national anthem of the new Russian republic. Even after the October Revolution, it remained in use for a while alongside The Internationale.

Отречёмся от старого мира,
Отряхнём его прах с наших ног!
Нам враждебны златые кумиры,
Ненавистен нам царский чертог.
Мы пойдём к нашим страждущим братьям,
Мы к голодному люду пойдём,
С ним пошлём мы злодеям проклятья —
На борьбу мы его поведём.
Припев:
Вставай, поднимайся, рабочий народ!
Вставай на врага, люд голодный!
Раздайся, клич мести народной!
Вперёд, вперёд, вперёд, вперёд, вперёд!

Богачи-кулаки жадной сворой
Расхищают тяжёлый твой труд.
Твоим потом жиреют обжоры,
Твой последний кусок они рвут.
Голодай, чтоб они пировали,
Голодай, чтоб в игре биржевой
Они совесть и честь продавали,
Чтоб глумились они над тобой.
Припев.

Тебе отдых — одна лишь могила.
Весь свой век недоимку готовь.
Царь-вампир из тебя тянет жилы,
Царь-вампир пьёт народную кровь.
Ему нужны для войска солдаты –
Подавай ты ему сыновей.
Ему нужны пиры и палаты —
Подавай ему крови своей.
Припев.

Не довольно ли вечного горя?
Встанем, братья, повсюду зараз —
От Днепра и до Белого моря,
И Поволжье, и Дальний Кавказ.
На врагов, на собак — на богатых,
И на злого вампира — царя
Бей, губи их, злодеев проклятых,
Засветись, новой жизни заря.
Припев.

И взойдёт за кровавой зарёю
Солнце правды и братской любви,
Хоть купили мы страшной ценою —
Кровью нашею — счастье земли.
И настанет година свободы:
Сгинет ложь, сгинет зло навсегда,
И сольются в одно все народы
В вольном царстве святого труда.
Припев.

Wiersze

Teresa Rudolf

Ostatnio tak się składa, że obok mnie wokoło bardzo dużo ludzkiego cierpienia… w każdej formie.
I tym wszystkim ludziom poświęcam, jak i też poprzednio, moje wiersze…

Ból oporu…

Ból duszy niebywały,
w wyścigu przed
zmęczonym ciałem,

Ból ciała dzielnego,
strach przed bólem
tej gnębionej duszy.

Dusza zmartwiona
ciałem, czy starczy
jej sił pocieszania.

Splątane nadzieją
świętą i wzniosłą
ciało i dusza.

Dusza i ciało
siłą walki o to “tu
i teraz” związane.

Zaborczość
podłego najeźdźcy,
i opór czlowieka…

trzymanie kciuków.

Dziś dobry dzień…

Dziś dobry dzień,
ale podejrzliwość,
gdzie jakiś tu haczyk…

Dziś dzień dobry,
i ptaki głośniejsze,
niż krzyk mego bólu.

Dziś mam siłę być
zły na ciebie, a po co
gdy cię kocham?

Dziś mogę nosić
cię głośno w sercu,
niech też inni słyszą…

Dziś powietrze tak
czyste jak nigdy,
swieże oddychaniem.

Dziś, życie zamknięte
w jednym dniu, aż
do jutra i do jutra….

Będzie dobrze, do jutra.

Kicia Kocia wiersze pierwsze

Wszyscy oczywiście wiedzą, że Kicia Kocia Rysia zniknęła. Zniknęła w dzień urodzin syna (mojego, ona syna nie ma), a odnalazła się w Bloomsday. Obie daty dla Kici Koci bez znaczenia, ale dla innych, Autorów i Czytelników – znaczące. Kici nie było 19 dni. Znalazłam Kicię na ulicy. Znawcy twierdzą, że zdarzyło się tak, bo Kicia postanowiła, że da się znaleźć.


Bazyli Kellersdorf-Szałas (z żoną Anną Szałas)
*

kicia kocia, mała psocia
zagubiła się na dachu
na dół zlazła, gdzieś polazła
tracąc z oczu locus gmachu

pańcia owej kiciej koci
bardzo zgubą się martwiła
i by kiciej dać, co kocie
jęła sypać karmę w milach

tak – naprawdę! całe szlaki
mniamkich kici-chrupków poszły
od okiennic domu Ewy
aż do den Haweli, Szprewy

był to wytrych czarownicy
wyszukany z ksiąg pradawnych
na to, jak namierzyć zwierza
który cni się do kobierza

prawdą jest, że inne miałczki
też poczuły się wezwane
i ruszyły, niczym tanem
w matnię kicio-kociej matki

taka oto liczna rajza
jęła wlewać się oknami
rzeka puchu – się zdawało
ranty ciał niknęły w fali

Ewa ledwo dech łapała
pod ciężarem spasłych maści
co, choć w drodze żarła miały
miast wdzięczności – “nachschlag!” piały

jedna tylko jakaś kicia
czyżby kocia? niemożebne
ale tylko jedna ona
w czas, gdy karmicielka kona

cicho siedzi na dywanie
“czy tej Pani coś się stanie?
pewnie tylko sobie leży
uliczników chce opierzyć!
może zrobi dywan nowy…
w każdym razie – problem z głowy”

Rysia! – pańcia ją poznała
i w te pędy się zerwała
siłą jakąś z innych światów
zdjęła z pleców puchu napór

biegnie, klęka i przytula
kipi szczęściem do kocura
a ten nieugięty stoik
niewzruszeniem wzrusza swoim 🙂


* Wiersz o Kici Koci Rysi przyszedł jako pierwszy, potem pojawiły się rozważania na temat pseudonimu.
Są bardzo śmieszne, dlatego je tu zacytuję w całości:

Muszę wymyślić pseudonim.
“Bazyli Kellersdorf-Szabas (z żoną Anną Szabas)”.
Albo Jan Rolnik.
Które lepsze?
A może Bazyli Kellersdorf-SzaŁas.
Połączenie dwóch światów.
Oczywiście z żoną, Anną SzaŁas.
Tak, to chyba będzie najlepsze.
Poproszę o pseudonim “Bazyli Kellersdorf-Szałas (z żoną Anną Szałas)”.
Żona w nawiasie, nie dlatego że gorsza, ale po prostu tylko robi korektę.
No i zachowała nazwisko panieńskie. Nie chciała być “Kellersdorfem”.
Za to mąż zdecydował się na dwuczłonowe.
Fajnie, z duchem czasu.
Myślę że nawet dobrze z nim wygląda, to znaczy dobrze się je czyta.
Jak Anna nie chce, to nie musi, nikt jej nie będzie zmuszał.

Wiersze gorszego sortu

Roman Brodowski

Polska To – My

Odnalazłem się wczoraj
Niby w domu a bezdomny
Odarty z wolności słowa
Zdobytej dramatem niemych ust
Ojczyźnianego aktu „Jestem“
Przytuliłem matczyny płacz

Tak niedawno szliśmy „My“
(Nie oni, tamci, inni, ale „My“)
Ciernistym żywotem ojców
Do ziemi wielobarwia Dusz
Szliśmy po nowy lepszy los
Dla dzieci, wnuków… “Nam”

W końcu doszliśmy zmęczeni,
Silni mocą polskiej wspólnoty
Nad brzeg rzeki zakrzepłej krwi
Płynącej losem przodków naszych
Do chłodnych ruin pustego gniazda
Do kolejnej szansy naszego “Być”

To gniazdo ponownie odzyskało blask
Powstało niby z zmartwychwstania
Z tradycji kultur, z wiar, z przekonań
Z szacunku innym z tolerancji
Polskiej Rzeczy jakże nam Pospolitej
Z żywej historii wielobarwna w “nas ”

Dziś ta mozaika wspólne dzieło
Obraz Ojczyzny dumnej i trwałej
Ta nasza jedność “My Nam i w Nas”,
Po raz kolejny w fekaliach tonie
W poklasku, w tanim populizmie
W faszyzmie w dyktatorskim “ja”

Nie dajmy więcej się podzielić
Z różnego ciasta może powstać chleb
Tęcza jest ponoć znakiem z nieba
Bożym przymierzem z ludzkim rodem
Nie ze mną, z Toba, lecz nie z nim…
Obudź się Polsko jednym sortem.

Sortem, co zwie się – “Jedność, My ”

W mojej kolekcji

Wczoraj kupiłem
Czyjeś sumienie
Za bezcen
Leżało przecenione
W starym koszu
A na nim napis
Towar przeterminowany

Zbędny przedmiot
Pomyślałem
Wkładając nabytek
Do starego plecaka.
Z zapałem zbieram
Zużyte wartości
Człowieczego “wczoraj”

W mojej kolekcji
Mam ich wiele.
Zagubioną prawdę
Namiastkę empatii
Zużytą tolerancję
I młodzieńczą życzliwość
Do rozdania

Nikt jednak nie chce.
Dziwny świat z lamusa
Jakże już niemodny
Komu potrzebna
Ludzka słabość
Minionej epoki…
Nadszedł “lepszy” Dla “silnych” czas

09.11.2019

Nadzieja odchodzi ze mną

Odnalazłem pożółkłą
Obleczoną w przeszłość
Pamięć zapisaną
Młodzieńczym tekstem

Usłyszałem siebie
W nocnym seansie
Niemego kina snów
Podczas pierwszego – ach!

Kilka prostych rymów
W intymności serca,
Romantyczne kocham
Pachnącej ekstazy

Dziś znów imię miłości
Powróciło tęsknotą
Wnętrze płacze cicho…
Mefisto – dlaczego?

A Ona wiernie czeka
W mroku przemijania
Moja wielka… no właśnie
Zegar wybija kolejny rok

Nadzieja?

22.03.2020

Przyrzeczenie

Obiecałem Ojczyźnie i sobie
Że się w nowym roku zmienię
Bo i szronu przybyło na głowie
I społecznie mniejsze przyzwolenie.

Dziś po latach walki z PiS dyktatem
Walki w sprawie polskiej Konstytucji
Zrozumiałem czego chce nasz naród
Kasy, wódy, politycznej prostytucji…

Znów historia zatoczyła koło
Kiedyś były “Bar” i “Targowica”
A obecnie? – sorty – lepszy, gorszy
Władza PiS-u, dyktator, ulica.

Niepotrzebne są moim rodakom
Praworządność, jedność, demokracja
Dla nich ważne są treści z ambony,
Polityka dyktatu, populizm, dewiacja.

Żal mi naszej polskiej tożsamości,
Krwi ofiary przodków naszych…
Dziś historię nową pisze PiS-u władza
Dumnie kroczy nacjonalizm, faszyzm

Obiecałem Ojczyźnie i sobie
Że się w nowym roku zmienię
Gaśnie we mnie dusza romantyka
Pozostają gorycz i … łzawienie.

15.02.2020

Mojej Liluszce

Moja Żoneczka jak przed laty
Gdy ją ujrzałem po raz pierwszy
Uśmiechem kusi mnie codziennie
Więc nie żałuję dla niej wierszy.

Z ochotą biorę pióro w dłonie
W myślach przytulam mą Liluszkę
I piszę strofy, tylko dla niej
Bo ona jest mym dobrym duszkiem

Ona jest mamą mej córeczki
Płomykiem ciemnej duszy mojej
Jest tym kto sens nakreśla życia
Mojego życia… za nas troje.

Chociaż nie zawsze świeci słońce
Czasami wieje wiatr mi w oczy
To wiem że “jutro” będzie lepsze
Bo ona śmiało przy mnie kroczy.

Moja Liluszka jak przed laty,
Gdy ja ujrzałem po raz pierwszy,
Niezmienna treścią swoich uczuć
Miłością… wartą także wierszy.

13.04.2019

Z cyklu Apokryfy Broma

Apokryf XXXVIl

Wiatr znów nam
Wieje ze złej strony
Znów nie tę prawdę
W purpurze niesie
Zmienia się wiara
Ginie przeszłość
Nastał czas rządu
Dla nierządnych

Naród się ubrał
W czas pogardy
Ruszyła przed się
Myśl prostacza
Przewodnik powiódł
W otchłań bagien
Na horyzoncie
Widać strach

Dzwony na alarm
Biją żałośnie
Nikt nie chce słuchać
Ich wołania
Kupionym duszom
Dziwnie dobrze
A ja się boję
Wściekłość i żal

Dziś “dobra zmiana”
Jutro? Nie wiem
Nie wiem czy będzie
Dla nas jutro
Brunatny sztandar
Wciąż powiewa
I polskie krzyże
Na nich… Nikt

Na mojej starej
Polskiej ziemi
Jedność narodu
W błocie tonie
Nienawiść, kłamstwo
Płoną w ofierze
Nowemu Bogu
Smutny to dar

A ja wciąż szukam.

Listopad 2017 – 29. 04.2020

O jeden strach za dużo

O tym strachu
Co większy niż mój
Już powstały
Ballady i wiersze
Więc napiszę
Ja także
A niech tam
Nie ostatnim
Wszak będę
Nie pierwszym

Widać coś się
W przyrodzie zmieniło
Jakaś nowa
Zależność powstała…
Więc strach większy
Lub mniejszy
Jest teraz
W zależności
Od rozmiarów
Ciała

Nasz dyktator
Jest przecież
Niewielki
Nosi z sobą
Tę swoją drabinkę,
Więc go straszy….
Strachem Jego większym
Pożałujmy Jarka
Odrobinkę

Strachów mamy
W kraju dziś
Dostatek
Obrodziły latoś
Ponad miarę
Zaś strach
Sortu najlepszego,
Ten strach PiS-u
Jest ponad wymiarem

Ja nie równam
Tu mojego strachu
(Bo moj strach, strachem hołoty)
Z wielkim strachem
Jaśnie Kaczyńskiego
Jego strach jest Potężny
Wręcz złoty

Strachów mamy
W kraju dziś bez liku
Nikt nie może
Zaprzeczyć to fakt,
A kaczyści tworzą
Nam wciąż nowe
Więc empatii
Na kaczy strach
Brak

12.06.2020