Ewa Maria Slaska
Wygląda na to, że stworzyłam teorię, a może nawet coś więcej, bo Prawo. Tak jak jest prawo Parkinsona i prawo Murphy’ego, tak ogłaszam niniejszym istnienie prawa Slaskiej.
Prawo tego rodzaju ma to do siebie, że istnieje niezależnie od swego odkrywcy. Po prostu jest i świat funkcjonuje zgodnie z tym prawem. Tak jak jest prawo tarcia i prawo grawitacji, tak są prawa Parkinsona, Petera i Murphy’ego. Panowie ci nic nie stworzyli, nie rozbili atomu, nie wymyślili agrafki, ani nawet potrawy (Boef Strogonov), czy sosu (Bechamel). Oni po prostu zauważyli to, co być może wiele osób już też widziało. Zauważyli i powiedzieli, o, popatrzcie, jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie żle (Murphy), każdy człowiek, który pnie się do góry i osiąga coraz lepsze stanowiska, dojdzie kiedyś do granicy swoich kompetencji i tam już zostanie na zawsze (Peter), każda praca rozszerza się tak, aby wypełnić cały czas dostępny na jej ukończenie i użyć wszystkich pracowników, którzy mogą być użyci do jej wykonania (Parkinson). Takich “ludzkich” praw, czyli stworzonych przez konkretnych ludzi o konkretnych nazwiskach, jest na pewno więcej, ja znam te trzy i dodaję do nich czwarte: prawo Slaskiej, czyli prawo 5 e, albo prawo ręki.
Twierdzę (Slaska twierdzi), że całym światem rządzi 5 e. Każde określa bardzo konkretny zakres stosunków.
Ekologia – kontakty człowieka ze światem zewnętrznym
Ekumena – kontakty grup społecznych, w tym wyznaniowych, między sobą
Etyka – prawidłowość kontaktów między ludźmi, co dziś się rozszerza na kontakty ze wszystkimi bytami czującymi (zwierzęta, rośliny, a zapewne również góry, rzeki, morza, oceany, pustynie, a więc Ziemia, Kosmos)
Empatia – uczucia kierujące naszym stosunkiem do nas samych i wszystkiego, co nas otacza
Ekonomia – ocena opłacalności wszystkich ludzkich działań
Tak jest na całym świecie. Tych e można dodawać więcej, na przykład ergonomia, albo na przykład efektywność, estetyka, elegancja, elokwencja, ale są one cząstkowe w stosunku do powyższych pięciu kategorii, zgodnie więc z brzytwą Ockhama nie będziemy mnożyć bytów.
I teraz przychodzi czas na prawo Slaskiej. Nie wiem, czy obowiazuje ono na całym świecie, być może nie. Odkryłam je w Berlinie i być może dotyczy tylko Berlina lub, szerzej, Niemiec,
Berlin rządzi się prawem dłoni, a raczej prawem 5 palców.

Od lewej:
mały palec – ekologia
palec serdeczny – ekumena
wielki palec – etyka i estetyka
palec wskazujacy – empatia
kciuk – ekonomia
Widzicie obrazowo to, co chcę Wam pokazać?
Cztery palce razem, a kciuk osobno, ba, przeciwko.
Wszystko w Berlinie, czym kiedyś rządziły ekologia, ekumena, etyka, empatia, estetyka dziś podlega tylko jednej wytycznej i jednemu prawu – ekonomii. Każdy mieszkaniec Niemiec to wie i codziennie widzi tego przejawy.
Wybieram przykłady na chybił trafił i bez żadnego trybu.
Właśnie na naszych oczach odbywa się rozpad systemu opieki zdrowotnej. Już dawno jako pacjenci sami płacimy za witaminy, minerały, protezy zębowe, wkładki do butów i okulary, dopłacamy do masaży, gimnastyki, leków i pobytów w szpitalu. Teraz za niebotycznie wysokie stawki nie dostaniemy niemal nic. Ale najgorsze jest to, że jednym nowym paragrafem zlikwidowana została pomoc zdrowotna dla rodzin osób ubezpieczonych. Za wszystkie niepracujące żony i dzieci, każde z osobna, trzeba będzie od stycznia 2027 roku płacić owe horrendalne stawki.
Od 35 roku życia każdy człowiek ma prawo do całościowej analizy jego stanu zdrowia. Ale dla tych co mają pieniądze analiza taka (a właściwie nie taka tylko lepsza) jest dostępna od zaraz za 4000 euro.
Na ulicy na której mieszkam wytnie się 200 dużych, ale jeszcze młodych, zdrowych drzew, bo czeka nas wymiana nawierzchni, a otoczenie drzew opieką na czas remontu jest znacznie droższe niż ich wycięcie.
Na pobliskim bilboardzie widnieje niewiarygodne hasło reklamowe sklepu Kaufland: Ojczyzna jest tam, gdzie jest tanio! Ciekawe jednak, że w sieci tego hasła nie ma. Nic dziwnego, chwalić nie bardzo jest się czym.

Wieczorem w Berlinie na wszystkich głównych ulicach jest ciemno. Najwyraźniej obniżona została moc lamp. Na bocznych ulicach po prostu wyłącza się niektóre lampy. Gdybyśmy szykowali się na oblężenie, można by zrozumieć, dlaczego w mieście ma być ciemno, ale przecież nie jesteśmy oblężeni. Ciemne ulice to skutek oszczędności a nie przezorności. Tylko że, jeżli na ulicach jest ciemno, ludzie nie będą wychodzić, wtedy będzie nie tylko ciemno, ale i pusto, a to jest zachęta dla złodziejaszków i rzezimieszków. Jak będzie ciemno, stanie się niebezpiecznie. Ta ciemność Berlina jest dość straszna. Gdy samolot zbliża się nocą do Paryża, miasto jarzy się jak złocisty przejrzysty bursztyn. Gdy zbliża się do Berlina, wita go czarna noc.
W Berlinie wszędzie jest brudno. To park w centrum miasta podczas majówki.
Zatkał mi się zlew. Gdy dzwonię do administracji, dowiaduję się, że to potrwa z tydzień, bo jest weekend i bo trzeba sprowadzić firmę.
– Ale po co firmę, pytam. Czy nie mógłby przyjść gospodarz domu ze spiralą? Mieszka tuż obok, za godzinę będzie gotowe i za darmo.
– Ale przecież to pani nie będzie kosztowało, odpowiada człowiek z administracji.
– Ale was to będzie kosztowało, odpowiadam i słyszę namacalne zdumienie mojego rozmówcy.
– Co to panią obchodzi?
No i racja. Co to mnie obchodzi? Co to kogokolwiek obchodzi? Co w ogóle kogokolwiek obchodzi?
W sklepie nigdy nie ma tego, co akurat chcesz kupić, więc zamawiasz, zamówiony widelec przychodzi pocztą w ogromnym zestandaryzowanym kartonie, który zapycha kubły na śmieci.

Komunikacja miejska co najmniej od pandemii nie funkcjonuje zgodnie z rozkładem jazdy, wszystko jeździ jak chce, nigdy nie wiadomo, czy w ogóle coś przyjedzie, albo czy nie zostaniemy wyrzuceni z pojazdu pod byle pretekstem. Przyjaciele spóźnili się na śniadanie wielkanocne, bo wagony były… pomalowane i motorniczy ni stąd ni z owąd odmówił dalszej jazdy pomalowanym pociągiem. Gdy pociągi nie jeżdżą słyszymy jedno z dziesięciu standardowych nagrań, które mają nas poinformować, że zarząd komunikacji miejskiej wie, że jest problem i być może coś z tym zrobi.Słyszymy więc na zmianę, że zepsuły się przekładnie, uszkodzony został tabor, ma miejsce interwencja policji lub lekarza, są zwierząta na torach… Ponieważ puszcza się byle co, byle by było jakieś wyjaśnienie, kiedyś usłyszałyśmy z koleżanką informację po niemiecku, że nie wolno palić. I już zaczęła się informacja po angielsku, gdy ktoś się nagle zorientował, że to nie to, co miał puścić i po wyrazie “smok” informacja się urwała. To ten smok nam psuje metro. Wiadomo. Metro i kolejka się tłumaczą ze spóźnień, autobusy nigdy. Ponieważ ciągle coś nie jeździ, trzeba wychodzić z domu znacznie wcześniej, żeby na pewno się nie spóźnić, a to oznacza, że jak jeździ akurat wszystko, to będziemy stanowczo za wcześnie.
Pociągi się spóźniają jak w PRL w latach sześćdziesiątych. To skutek przestarzałego taboru, niewymienianych szyn i braku personelu. Oczywiście pełno jest ludzi, którzy mogliby to wszystko robić, sprzątać, myć, wyrzucać śmieci, naprawiać pociągi lub je prowadzić. Ale nikt im nie zamierza płacić.
Wszystkie trasy kolejowe są od lat w remoncie. Do Hamburga jedzie się trzy godziny zamiast półtorej, do Szczecina też i dobrze jeśli są to tylko cztery godziny, bo czasem jest sześć, w tym dwie lub trzy zastępczą komunikacją autobusową (jest zawsze tłok i nie ma gdzie sikać). Na przesiadki przewiduje się cztery minuty i pociągi zawsze przyjeżdżają co najmniej 5 minut później, co oznacza dwie godziny czekania bez poczekalni i bez choćby baru z kawą.
I tak dalej.
Dopisujcie.
I pamietajcie, że rządzi prawo ręki. Nic się nie liczy, tylko kciuk.

