Jawnogrzesznicy

Matylda Wikland

Czyli fragment o warszawskim cmentarzu na Okopowej i berlińskim Torze 17

Nie jest to noc, w której niczego nie widać, lecz noc, której nie widać, albo lepiej: noc, której niewidzialność jest widzialna wtedy, gdy na próżno usiłujemy coś zobaczyć.
Michał Paweł Markowski

Frei sein ist Knecht sein.
Niemieckie przysłowie

1. Notatki dla scenarzysty. Oddalone o kilka kilometrów od ówczesnej granicy polsko-niemieckiej Krzepice, województwo Kieleckie. Po powstaniu styczniowym odebrano miastu prawa miejskie, przywrócone za II RP. Najbliższym dużym ośrodkiem jest Częstochowa, gdyby kiedyś podjęto by się zwiezienia z miasta jakiejś grupy do dalszej wywózki, byłoby to tam. 40% ludności miasta stanowią Żydzi, w 1936 w mieście ,,doszło do ekscesów o podłożu antysemickim”; do interpretacji. Lokalny cmentarz żydowski stanowi jedno z największych europejskich skupisk żeliwnych macew.

Continue reading “Jawnogrzesznicy”

Ojczyzna

Lech Milewski

Oryginał tekstu został opublikowany 14 sierpnia tu: https://bloginglife2.blogspot.com/2026/08/oj-zna-czy-nie-zna-czyli-manna-z-ekranu.html

Oj, zna czy nie zna, czyli Manna z ekranu

Jak się łatwo z tytułu domyślić obejrzałem właśnie film Ojczyzna Pawlikowskiego – KLIK – powojenne odwiedziny Tomasza Manna w Niemczech.

Tomasz Mann…


Zajmuje trochę miejsca na mojej półce z książkami, wspominałem jego książki kilka razy na tym i innych blogach.

Nic dziwnego, że mimo niesprzyjającego rozkładu dnia – kilka męczących rozjazdów – pojechałem wieczorem do odległego kina.

Drugorzędnym argumentem była rocznica śmierci T. Manna – 12/8/1955.

Film wyświetlono w Melbourne z okazji Festiwalu Filmów Międzynarodowych – MIFF.

Spore kino, wypełnione na 80%, sporo młodych ludzi.

Film – czarno-biały – samochód jedzie marną drogą, mija ubogie budynki, trochę ruin…
Rok 1949 – zgadza się, też pamiętam ten rok w taki sposób.

Tomasz Mann odwiedził Niemcy z okazji 200-lecia urodzin J.W. Goethego –
najpierw Frankfurt nad Menem – miejsce urodzin.
Uroczystości skromne, wykład T. Manna – dość mętny, co krok niemiłe konfrontacje z czasami faszyzmu.
Drugi etap – Weimar – Goethe spędził tu większość życia i tu umarł – KLIK.
Problem w tym, że Weimar znajdował się w Niemczech Wschodnich – NRD.
Wiele osób sprzeciwiało się tej wizycie, w USA (T. Mann miał wtedy obywatelstwo USA) grożono mu poważnymi konsekwencjami.
Jednak pojechał… według mnie ta część wizyty przebiegała lepiej niż poprzednia.
Po pierwsze nie było potrzeby wracać do niechlubnej przeszłości Niemiec, bo okupacja radziecka wymazała ten temat.
Po drugie – T. Mann żywił sympatię do Rosjan – w książce Doktor Faustus zauważa – Rosjanie mają duszę, ale nie mają formy. Francuzi mają formę, ale nie mają duszy. My, Niemcy, mamy duszę i formę…
Wspomnę jeszcze, że T. Mann był oburzony książką J. Conrada – Tajny Agent – zarzucał autorowi chorobliwą nienawiść do Rosjan.
Rosjanie pokazali swoją duszę – T. Mannem opiekował się Sergiej Tulpanow – dyrektor wydziału propagandy w radzieckiej administracji NRD – KLIK  spora elokwencja i mocna głowa.
Radzieccy żołnierze śpiewali wesołe piosenki…

Podsumowując – sama wizyta była raczej bezbarwna, producenci filmu musieli pokręcić fakty, aby dodać trochę emocji.
W rzeczywistości T. Mann odbył tę podróż w towarzystwie żony, Katii. W filmie odbywa ją w towarzystwie córki Eryki… i robi się gorąco.

Dwójka starszych dzieci T. Manna – Klaus i Eryka była mocno pomieszana seksualnie.
Na poniższym zdjęciu – T. Mann, jego żona Katia i… córka – Eryka…


W filmie Eryka obawia się o stan psychiczny brata – słusznie – dwa dni później popełnił on samobójstwo.
Tomasz Mann przyjmuje informację o śmierci syna spokojnie – czasami odnoszę wrażenie, że rodzinne tragedie przyjmował jako ciekawe inspiracje dla swoich książek…
Siostra Tomasza – Karla – też popełniła samobójstwo, Tomasz wykorzystał to w książce Doktor Faustus.
Główny bohater tej książki Adrian Leverkuhn wykazuje też wiele podobieństwa do wspomnianego wcześniej Klausa Manna.
A Klaus Mann – zasłynął książką Mefisto – KLIK – jej główny bohater to słynny aktor, który zaprzedał duszę diabłu – niemieckim nazistom.
Pierwowzorem był ówczesny mąż Eryki Mann.
W filmie Eryka spotyka swojego byłego męża – to już fikcja.

Podsumowując… film uaktywnił mi w głowinie mieszaninę informacji i emocji związanych z twórczością T. Manna i życiem jego rodziny, ale sam w sobie – jako film – nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.
Ocena – 2/5.

Źródła:
Tomasz Mann – KLIK.
Carla Mann – KLIK.
Eryka Mann – KLIK.
Klaus Mann – KLIK.
The House of Exile – KLIK.
Victor Mann – Było nas pięcioro.
Coml Toibin – The Magician – KLIK.

***

Jeden z komentarzy:

No proszę, a recenzenci tak się zachwycają filmem, wręcz typują go do Oscara. Podobno podobał się w Cannes.

Odp. autora: Pawlikowski dostał Złotą Palmę w Cannes za reżyserię. I bardzo dobrze, ale ja jestem tylko marginesowym widzem.

300 Männer

Michael G. Müller

„Dreihundert Männer. Aufstieg und Fall der Deutschland AG“. Ein Buch von Konstantin Richter1

Was könnte man hier erwarten: Eine nostalgische Heldenerzählung über die Unternehmer und Bankiers, denen Generationen von Deutschen ihren Wohlstand verdankten? Oder das Gegenteil, eine radikale Abrechnung mit den Wirtschaftsbossen, die das kapitalistische System „Deutschland AG“ durch das katastrophale 20. Jahrhundert gesteuert haben? Es geht aber weder um das eine noch um das andere. Stattdessen um eine ganz nüchterne, dabei genauso unparteiische wie kritische wirtschaftshistorische Analyse – um den gelungenen Versuch, das System Deutschland AG in seiner Entwicklung vom späten 19. Jahrhundert bis heute zu verstehen und verständlich zu beschreiben.

Continue reading “300 Männer”

Wehwaltland

Matylda Wikland

Wehwaltland, bądź na porzuconym cmentarzu jedynym stabilnym gruntem są kamienie z roztrzaskanych nagrobków, co jest niestety nie metaforą a obserwacją praktyczną, wraz z kilkoma spostrzeżeniami z okazji nadchodzącego zaćmienia słońca.

Pamiętasz, jak lubiłem Platona. Dziś wiem, że kłamał. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał, ale leży ciężka, krwawa praca człowieka.

Tadeusz Borowski, U nas, w Auschwitzu

Continue reading “Wehwaltland”

Byłam w Poznaniu

Ela Kargol

Między domem Greisera a cmentarzem żydowskim

Byłam w Poznaniu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Urodziłam się w tym mieście, tam dorastałam, tam przeżyłam swoje najpiękniejsze, bo młode lata.

Na Junikowie w Poznaniu mam już miejsce w grobie rodzinnym, choć o tym, czy będzie to ostatecznie moje miejsce, zadecyduje i tak rodzina. Mnie natomiast w zaświaty jeszcze się nie spieszy.

Berlin, w którym mieszkam od wielu lat i znacznie dłużej, niż mieszkałam w Poznaniu – jest dziś moim miastem. Jestem tu trochę z przypadku a teraz już z przyzwyczajenia, ze względu na rodzinę, na skromną emeryturę, na zasiedzenie i kilka innych powodów, które pewnie też by się znalazły. Na pewno jednak nie ze względu na sentymenty, korzenie czy groby przodków, bo te są gdzie indziej.

Continue reading “Byłam w Poznaniu”

Zehdenick, die Havelstadt

Monika Wrzosek-Müller

Zehdenick liegt auf dem Weg von Berlin nach Warthe; über das Dorf habe ich hier im Blog immer wieder geschrieben. Zehdenick ist ein kleines Städtchen, viel kleiner als Templin und weniger lebhaft, weniger lebendig. Selten trifft man auf den Straßen die Einwohner. Ich erinnere mich, wie wir vor Jahren noch ein Café auf dem Marktplatz gesucht haben, vergeblich. Jetzt lese ich, dass es sich um das am weitesten ausgedehnte Städtchen in der Region handelt, denn es umfasst auch die umliegenden Dörfer,-Ortsteile in großer Zahl: Badingen mit einer Schlossruine, Bergsdorf, Burgwall, Kappe, Klein-Mutz mit einem Bismarckturm, Krewlin mit einer schönen Fachwerkkirche von 1690 (echt alt), Mildenberg mit dem Ziegeleipark, Ribbeck, Vogelsang – das wir immer auf dem Weg nach Warthe durchqueren – Wesendorf, Zabelsdorf. Es gibt insgesamt dreizehn Ortsteile. Das ist schon ein riesiges Gebiet, ich würde das Gebiet Zehdenicker Land nennen, so wie die Großgemeinde Boitzenburger Land, zu der auch Warthe gehört. Der Name Zehdenick hat mich neugierig gemacht, jetzt lese ich, dass es sich tatsächlich um ein slawisches Wort handelt; Cydzynek oder Sadniki hieß die Siedlung im Mittelalter; sie wurde bereits 1216 erwähnt. Ein Städtchen mit einer langen Geschichte also.

Continue reading “Zehdenick, die Havelstadt”

Pięć e

Ewa Maria Slaska

Wygląda na to, że stworzyłam teorię, a może nawet coś więcej, bo Prawo. Tak jak jest prawo Parkinsona i prawo Murphy’ego, tak ogłaszam niniejszym istnienie prawa Slaskiej.
Prawo tego rodzaju ma to do siebie, że istnieje niezależnie od swego odkrywcy. Po prostu jest i świat funkcjonuje zgodnie z tym prawem. Tak jak jest prawo tarcia i prawo grawitacji, tak są prawa Parkinsona, Petera i Murphy’ego. Panowie ci nic nie stworzyli, nie rozbili atomu, nie wymyślili agrafki, ani nawet potrawy (Boef Strogonov), czy sosu (Bechamel). Oni po prostu zauważyli to, co być może wiele osób już też widziało. Zauważyli i powiedzieli, o, popatrzcie, jeśli coś może pójść źle, to na pewno pójdzie żle (Murphy), każdy człowiek, który pnie się do góry i osiąga coraz lepsze stanowiska, dojdzie kiedyś do granicy swoich kompetencji i tam już zostanie na zawsze (Peter), każda praca rozszerza się tak, aby wypełnić cały czas dostępny na jej ukończenie i użyć wszystkich pracowników, którzy mogą być użyci do jej wykonania (Parkinson). Takich “ludzkich” praw, czyli stworzonych przez konkretnych ludzi o konkretnych nazwiskach, jest na pewno więcej, ja znam te trzy i dodaję do nich czwarte: prawo Slaskiej, czyli prawo 5 e, albo prawo ręki.

Continue reading “Pięć e”

Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (3)

Brigitte von Ungern-Sternberg

München

Eines Tages 1951 brachte das Auto des Dekans, das nur ansprang wenn mehrere Leute es anschoben, die Pfarrersfamilie zum Kulmbacher Bahnhof. Die Fahrt mit der Dampflok, die mir endlos vorkam, ging nach München, wo mein Vater als Pfarrer an die Erlöserkirche nördlich des Siegestor im Herzen von Schwabing versetzt worden war.

Continue reading “Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (3)”

Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (2)

Brigitte von Ungern-Sternberg

Kulmbach

Meine frühesten Kindheitserinnerungen setzen ein in einer fränkischen Kleinstadt, in Kulmbach, berühmt für sein gutes Bier. Dort bekam mein Vater 1947 eine Stelle an der Petrikirche, die das Stadtbild dominiert. Sie steht am Anfang einer steil auf einen Berg führenden Zugangsstraße zur Plassenburg, bei weitem dominanter als die Petrikirche – kleine altfränkische Stadt gegen eine Festung mit imposanten Mauern.

Continue reading “Eine protestantische Pfarrfamilie in schwierigen Zeiten (2)”