Ela Kargol
Urodził się sto lat temu w Szopienicach, dziś kojarzonych przede wszystkim z netflixowym serialem Ołowiane dzieci. Ta niegdyś samodzielna, robotnicza dzielnica jest obecnie częścią Katowic.
Henryk Bereska wspominał swoje dzieciństwo z czułością. Dorastał wśród kochającej rodziny, niedzielnych obiadów i przydomowych ogrodów. Dzieciństwo biedne, ale szczęśliwe.
Jego późniejsze losy potoczyły się tak, a nie inaczej.
Wybory, przypadki i historia poprowadziły go drogą, której nie sposób było przewidzieć, a która stała się jego biografią.
Urodziłem się
Na górnośląskim styku trzech krajów –
Rosja, Prusy, Austria –
8 lat po pierwszej
I 13 lat przed drugą wojną
z Marii Józefa,
moich rodziców.
I rzuciło mnie w Berliński
Styk czterech krajów. Sektory.
Amerykański, angielski, francuski, sowiecki.
Rzuciło mnie w sowiecki.
Pozostał we wschodnim Berlinie. Ukończył slawistykę na Uniwersytecie Humboldtów, a następnie podjął pracę w wydawnictwie Aufbau Verlag jako redaktor literatury polskiej. Z czasem coraz wyraźniej odczuwał ograniczenia narzucane przez system, a represje wymierzone w samo wydawnictwo sprawiły, że zrezygnował ze stałego etatu. Wycofał się z życia publicznego.
Udał się na emigrację zewnętrzną i wewnętrzną do brandenburskiego Kolbergu. Daleko od życia i bardzo blisko.
W latach 60 ubiegłego wieku Kolberg był oazą wielu artystów. Bereska tworzył, zbierał grzyby, odpoczywał, był u siebie. I tam też pozostał po śmierci.
Byłem przewoźnikiem
wiozłem cenne ładunki
na drugi brzeg, w niemiecki las liter –
słowa polskiej poezji.
Wieczorem, 17 maja 2026 roku statek poetów dobił do brzegu we Frankfurcie nad Odrą. Przewoźnik wiedzial, jak kierować łodzią, znał każdy jej kaprys, każde drgnienie fali. Sterował z wyczuciem, wolno i majestatycznie z właściwym doborem liter i słów. Odra słuchała, bo to o niej mówiono i czytano. O tym co wokół niej i w niej. W tekstach Carmen Winter, Marii Sidorskiej-Ryczkowskiej i Uwe Rady. W obu językach.






A wcześniej, po drugiej stronie Odry, w Collegium Polonicum odbyło się duże urodzinowe przyjęcie, z wystawą, teatrem, wykładami, rozmowami o artyście i życiu. Wszystko przy dźwiękach fanfar wygrywanych na tubach przez duet Janni Struzyk i Orlando de Boeykensa.


Ten tubalny dźwięk przewijał się przez całą oprawę urodzin Henryka Bereski. I mogę sobie wyobrazić, że Beresce z całej ceromonii najbardziej ta mocna, bezpośrednia muzyka przypadłaby do gustu.
Po części muzycznej i powitalnej otwarto wystawę Bez poklasku… O cichej sztuce tłumaczenia. Henryk Bereska 1926–2005. Kuratorką wystawy jest Agnieszka Brockmann. To właśnie tam po raz pierwszy usłyszałam o zamiłowaniu Bereski do grzybów, o Kolbergu i o Szopienicach. I o wielu innych rzeczach, które dopiero ułożyły mi w głowie pełniejszy obraz Bereski.
A potem artyści frankfurckiego Teatru Śmiechu zaprezentowali spektakl oparty na tekstach Bereski, Kiedy wyruszam nocą. Na scenie pojawił się sam autor, do życia przywrócony jako lalka portretowa (kukła) przez Judith Mähler. Z pomocą innych aktorów radził sobie Bereska na scenie całkiem dobrze. Odbierał telefony z życzeniami urodzinowymi od przyjaciół, niektórych starszych od niego, wysłuchiwał nieustannie wyśpiewywanego do słuchawki sto lat, unosił się nad ziemią, biurkiem i maszyną do pisania, z dala od zgiełku i polityki. Świętował z kuflem piwa i z przyjaciółmi.




Opracowaniem scenicznym spektaklu zajęła się córka artysty, Odette Bereska, której wkład w zorganizowanie całości był też bardzo duży.
Po przerwie na kawę i duże co nieco o dziennikach wydanych jako Kolberger Hefte opowiadała prof. Ines Geipel.
W ramach Poetyckiego Laboratorium Codzienności niektóre teksty tłumaczone zostały na język polski i zaprezentowne przez studentki Uniwersytetu Viadrina.
Rejsy Wujkiem Helmutem, zamienionym w statek poetów były dwa, w godzinach porannych i wieczornych.
W godzinach porannych można również było zobaczyc sztukę, Jak pokonać smoka i poślubić księżniczkę… na podstawie polskiej baśni Trzy igły, trzy kłosy i zaczarowany flet Stanisława Wasylewskiego w tłumaczeniu Henryka Bereski i reżyserii Odetty Bereski.
Gdyby żył, 17 maja 2026 skończyłby sto lat. Bereska, poeta nieco zapomniany po obu stronach Odry, dzień swoich setnych urodzin świętował należycie, na miarę swojej twórczości, a że twórczość była wielka i ciekawa, obchodzone urodziny musiały jej dorównać. I dorównały.
Wiersz Fährmann, którego fragmenty cytuję, tlumaczyła Ewa Maria Slaska, a powstał na statku poetów między Frankfurtem a Eisenhüttenstadt we wrześniu 1996 roku.
Cały program uroczystości oraz (nie wszycy) jej twórcy wymienieni są w linku poniżej.
Przewoźniczką słów w obie strony na urodzinach u Bereski była Agnieszka Grzybkowska. Bez poklasku… cicho tłumaczyła.
