
Jak wiadomo Mariusz Szczygieł lubi Czechy i dużo o nich pisze. Gottland to chyba jego najsłynniejsza książka o Czechach, kraju Karela Gotta, ale może może również kraju Boga po niemiecku. Książka została wydana w roku 2006 przez Wydawnictwo Czarne; została wyróżniona przez wybór czytelników Nagrody „Nike” 2007, otrzymała też nagrodę im. Beaty Pawlak w tym samym roku 2007 oraz Europejską Nagrodę Książkową w roku 2009.
Zaczyna się od długiego reportażu pt. Ani kroku bez Baty, który opowiada historię czeskiego geniusza branży obuwniczej, Tomasa Baty. Człowieka, który wynalazł płócienne buty na skórzanej podeszwie. W tej opowieści Bata jawi się jak ideał liberalnej lewicy. To prawdziwy kapitalista, rzutki, przedsiębiorczy, inteligentny, pełen zaskakujących pomysłów, a jednocześnie dobry człowiek – kochający i wierny mąż, dobry choć wymagający ojciec, opiekuńczy przedsiębiorca, dbający o dobro swoich pracowników. Kapitalista, który zmusza robotników do wydajności wyższej niż w Ameryce, ale daje im domy z ogródkiem, stołówki, przedszkola, kino, domy towarowe, sklepy, szkoły dla dzieci, w tym dla uzdolnionych chłopaków, którzy uczą się zawodu, a jednocześnie gromadzą kapitał, który im umożliwi własny start.
Ale jednocześnie jest wyzyskiwaczem, tłumi strajki, wyrzuca z pracy za najdrobniejszy przejaw nieposłuszeństwa.
Jan, jego młodszy brat, który obejmie po nim imperium i powiększy je wielokrotnie, jest gorszą a zarazem lepszą wersją brata. Gorszą, bo jest zarozumialcem i arogantem, lepszą, bo będzie wspierał literaturę i sztukę. Gdy Niemcy obejmują władzę w Czechach, Jan współpracuje z najeźdźcą. To zresztą ciekawy problem – gdzie się kończy współpraca a zaczyna kolaboracja? Zanim zacznie się wojna, Jan będzie już w Ameryce, najpierw w USA, potem w Brazylii. Po wojnie zostanie zaocznie skazany za kolaborację z Niemcami, bo to umożliwi komunistom swobodne przejęcie całej “Batawii”, czeskiego imperium Baty. Jan jest dalej przedsiębiorcą.
Szczygieł fajnie pisze, jego książka to zbiór reportaży, a każdy reportaż to zbiór króciutkich rozdzialików. No i właśnie jeden rozdzialik w reportażu o Bacie to temat dzisiejszego wpisu.
Rok 1957: Eksperyment
Prasa pisze, że w Brazylii Jan Bata rozpoczął eksperyment z powiększeniem powierzchni krowiej skóry.
Zarządził: Krowie włożymy w małe otwory na całej skórze larwy gzów. Zrobią się bąble, skóra się naciągnie. I w ten sposób jej powierzchnia zwiększy się o sześdziesiąt procent.
Eksperyment został przerwany po śmierci pierwszej krowy.
Eksperyment Baty z drewnianą koleją przerwano po tym, jak drewniane tory rozjechały się pod pierwszą żelazną lokomotywą.
Oczywiście nie ma to żadnego związku z tym, że buty Baty sprzedają się rewelacyjnie.
Strona 40/41
Tak. Mały, fajny, sprawnie napisany rozdzialik.
Mam z tym rozdzialikiem dwa problemy.
Jeden jest prosty. To tekścik o tym, że kapitalista dla zysku zada zwierzętom każde cierpienie i nawet mu serce nie zadrży, gdy to wymyśli, ani ręka, gdy napisze taki rozkaz. I że tylko temu, że nie przeżyły, krowy zawdzięczają fakt, że nie ma obecnie hodowli, w których zaszczepiano by im w skórze larwy gzów. Dzięki temu oczywiście, nie chodzimy teraz w takich butach.
Ale jest też drugi problem. Bo jest to tekst bez najmniejszego komentarza odautorskiego.
Taki styl. Wiadomo.
Ale cóż, mam z tym problem.
Problem tak duży, że przestała mi się podobać stylistyka książki, jej treść, ba, ona sama.

Słucham sobie często pokastów Mariusza Szczygła “Rozmowy niewygodne” i bardzo mi się podobają. Są przesączone daleko idącą tolerancją i zrozumieniem rozmówców. Myślę, że trochę jest w nich (tych rozmowach) luzu i całkowitej akceptacji drugiej strony, z którą się spotkałam w Czechach i o których p. Mariusz tyle pisze i jest tam również bardzo znany. Mnie się akurat jego styl bardzo podoba.
Mnie się też zawsze jego styl podobał. Dlatego tak mnie zdziwiło, że nie dodał w tym opisie ani jednego słowa od siebie. Owszem, styl, lakoniczność, skrótowość. Ale w innych miejscach jednak autor pisze też własne zdania i odczucia, a tu nic. Wiem, drobiazg, ale ja od lat jestem uczulona na brak osobistej refleksji odautorskiej. I myślę, że gdyby Bata robił takie eksperymenty na kotach lub psach, zwierzętach, którymi się przejmujemy, to by jednak, choćby z uwagi na nasze czytelnicze odczucia, napisał słowo od siebie. Ale eksperymenty Baty z krowami to jednak tylko krowy.
a moze, co tez nie bez znaczenia, 1) z poczatkiem lat dwutysiecznych jeszcze tak nie “wariowano” w temacie ochrony zwierzat (choc w reportazu pojawia sie zdanie, ze “przerwano po smierci pierwszej krowy”, wiec jednak ktos sie tam zreflektowal), a 2) reporter raczej nie mowi wprost swoich sadow, inaczej nie bylby reporterem, a komentatorem (rozumiem, ze dzis sie swobodnie miesza gatunki i wszyscy maja cos do powiedzenia w kazdym temacie szczegolnie w internecie, ale w tradycyjnym i powaznym dziennikarstwie jednak komentarz oddziela sie od reportazu). i w koncu, 3) kiedy tak uwaznie sie wczytac w ten niewielki fragment, to wybija z jego miedzywierszy i zdumienie/zadziwienie, i nieco palca wskazujacego, i nieco krytyki, i nieco szoku, mimo ze nie ma ich tam wprost… styl i gatunek chyba sie jednak pogodzily. i to jak.
kilka lat temu prowadziłem z Mariuszem Szczyglem spotkanie w berlinie. jego przebieg można odsluchac tu: [w uploadowaniu, link niebawem]
W innych częściach tego samego reportażu reporter mówi wprost, co czuje i co myśli
moze w tym fragmencie nie pasowalo. dajmy pisarzom pisac, jak chca…