Ewa Maria Slaska
28 kwietnia akcja ratownicza wyprowadziła na Wody Morza Północnego wieloryba, który 31 marca utknął w zatoce Kirchsee na wyspie Poel koło Wismaru.
Wieloryb, jak wiadomo, duża istota – ten waży 12 ton i mierzy 12 metrów. Zwierzę przez niemal miesiąc nie potrafiło wypłynąć z wąskiej, ciasnej i płytkiej zatoki, w którą się zapędziło. Dodajmy może od razu, że po kilku tygodniach wieloryb wreszcie sam wypłynął z najciaśniejszej zatoki, ale dalej nie odpływał. Ale nie to jest ważne, bo ważne zaczęło się niemal od razu. Jest wiek XXI, potrafimy wyprodukować kindżały i tomahawki, rakiety samosterujące i drony. Ale przez prawie cztery tygodnie nie potrafiliśmy wyprowadzić na pełne wody wieloryba, który utknął jak Kubuś Puchatek w norze Królika. Instytucje państwowe zawiodły, udała się wreszcie prywatna akcja ratownicza.
Niemożność wyprowadzenia wieloryba była przez wiele tygodni tematem, który nie schodził z pierwszych stron gazet i głównych rubryk portali informacyjnych.To bardzo dziwaczna niemożność, ale przyjmijmy, że tak było naprawdę.
Tym niemniej jest w tym również druga strona medalu. Są wtereynarze i biolodzy morscy, którzy są zdania, że Timmy, bo tak media ochrzciły wieloryba, jest bardzo chory. Dopłynął tam, gdzie chciał umrzeć, jak każde stare, chore zwierzę oprócz człowieka, który za nic umrzeć nie chce. Dlaczego więc nie możemy pozwolić mu godnie umrzeć? Dlaczego w imię wątpliwego dobra, jakim jest stare, chore życie, szturchamy go, popychamy, zadajemy mu ból i nie dajemy mu umrzeć? A gdy wreszcie sam się wydostał z pułapki i nadal nigdzie nie odpływał, usilnie staraliśmy się go zmusić do pływania. Dlaczego, po co? Kto nam dał prawo do decydowania, jak ma się kończyć życie wolnego stworzenia?
To moja teza. Ale jest jeszcze teza obrońców zwierząt.
W czasie, gdy opinia publiczna przejmuje się Timmym zjedliśmy, a zatem spowodowaliśmy śmierć innych zwierząt i te śmierci nas w ogóle nie obchodzą. Obrazek poniżej pokazuje, ile zwierząt zostało zabitych w kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie (Meklemburg Vorpommern, czyli MV). Tu leży Wismar i wyspa Poel. Tyle zwierząt zjedli mieszkańcy Meklemburgii od dnia, kiedy Timmy się u nich pojawił do 21 kwietnia. W dniu, gdy Timmy został zabrany było ich zatem jeszcze o 1/4 więcej. W sumie 3 konie, 9.500 krów, 2.750 świń, ponad 30 kóz i około 250 owiec. Rysunek nie pokazuje kurczaków, ryb ani krewetek, że nie wspomnę o krylu, czyli mini-krewetkach. Wśród kręgowców kurczaków zapewne było najwięcej. A tak poza tym to na pewno kryla. Jak jest duży zjadają go ludzie, małym żywią się ryby w akwariach i wieloryby. Sama pamiętam bułki z krylem sprzedawane w różnych budach z jedzeniem w północnej części Niemiec. Teraz w internecie ich już nie ma. Z delikatności, by nie ranić naszych uczuć, czy raczej dlatego, że został przetrzebiony. W każdym razie Timmy żywi się przede wszystkim krylem.




Dlaczego? Dlaczego nie obchodzi nas los tych zwierząt?
Ale to chyba temat, który na dzisiaj przekracza moje możliwości. Może Konrad się wypowie. Dowiedziałam się w każdym razie od niego, że jest to zjawisko, które nazywa się “gatunkizm” i oznacza, że niektóre gatunki zwierząt, te “nasze”, nas obchodzą, a inne nie.
Ale i “naszych” zwierząt potrafimy się bezlitośnie pozbyć. Przypiąć psa łańcuchem do drzewa w lesie, wyrzucić zimą żółwia do stawu w parku, zaprzęgać nasze szkapy do wozów pełnych turystów i pozwalać, by podczas pracy waliły się martwe na ziemie…W kanalizacji w Kalifornii żyje biały i ślepy gatunek krokodyli, które są potomkami zwierząt kupionych do zabawy i spuszczonych z wodą w toalecie, gdy zanadto urosły…
Jeśli krowa, karp albo kurczak nie są nasze, gdy szczur lub chomik już nie są nasze, ich śmierć nic nas nie obchodzi.
Nic.

