Wyprawa po złote runo

Kasia Krenz i Ewa Maria Slaska

Jest teoria, napisała moja siostra, gdy wysłałam jej artykuł o bisiorze, że i Złote Runo i to, co na polski zostało przetłumaczone z Biblii jako “perły przed wieprze” to bisior, czyli oceaniczny jedwab. Aż dziw, że dopiero teraz naukowcy wzięli się za odtworzenie tych niteczek, bo np. podobno w medycynie to byłby idealny naturalny materiał do implantów.

W książce Katarzyny Krenz i Julity Bielak Księżyc myśliwych jest szczegółowy opis bisioru.

Ale zacznijmy od tego artykułu. Zaczynał się tym niezwykłym zdjęciem i tym tytułem: A legendary golden fabric lost for 2,000 years has returned

Legendarna złota tkanina, zaginiona od 2000 lat, powróciła

Zacznijmy od tego, że nie zaginiona, tylko taka, której w chwili obecnej nie da się już pozyskać. Po drugie w tłumaczeniu użyję polskiej nazwy bisior.

Naukowcom z Uniwersytetu Naukowo-Technicznego w Pohang w Korei Południowej udało się odtworzyć legendarny bisior, złoty jedwab morski z czasów starożytnych – i wyjaśnić, dlaczego jego olśniewający kolor może przetrwać wieki nie blaknąc. Otóż ów słynny złoty połysk wynika z drobnych struktur białkowych, które odbijają światło, a nie z barwników. Ponieważ kolor jest wbudowany w strukturę włókna, może pozostawać żywy przez wieki. Struktury te odbijają i manipulują światłem w podobny sposób, w jaki bańki mydlane lub skrzydła motyla i tworzą podobne wielobrawne, żywe kolory. Im precyzyjniej te białka są zorganizowane, tym mocniejszy i bardziej żywy staje się kolor.

Bisior był niegdyś ceniony przez cesarzy, a pozyskiwano go z włókien wielkiego małża pinna nobilis (szumień szlachetny). Jednym z najbardziej znanych przykładów dzieła wykonanego z bisioru jest Święte Oblicze Jezusa z Manoppello. Do pozyskania zaledwie 200–300 gramów czystego włókna potrzebne było pozyskanie wydzieliny ponad 1000 małży. Po wydobyciu włókna są starannie oczyszczane i ręcznie tkane. Bisior nie jest dostępny na rynku komercyjnym i jest praktycznie bezcenny. Jeśli jednak pojawia się na aukcjach czy w muzeach, jego cena może sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych za gram. To czyni go nie tylko luksusowym materiałem, ale także ważnym dziedzictwem kulturowym i historycznym.

http://www.voltosanto.it/ wikipedia

Jednak w ostatnich dziesięcioleciach zanieczyszczenie mórz i degradacja środowiska doprowadziły gatunek pinna nobilis do niemal całkowitego wyniszczenia, Unia Europejska całkowicie zakazała więc pozyskiwania bisioru. W rezultacie autentyczny jedwab morski stał się niezwykle rzadki i jest produkowany jedynie w niewielkich ilościach przez garstkę rzemieślników.

Aby znaleźć alternatywne źródło, naukowcy koreańscy zbadali małża atrina pectinata, który jest hodowany na potrzeby spożywcze w wodach koreańskich. Podobnie jak pinna nobilis, małż piórowaty wytwarza nici biszowe, które pomagają mu przyczepiać się do powierzchni. Nici, podobne i fizycznie, i chemicznie, rzeczywiście dają się przetworzyć we włókna przypominające starożytny bisior. Co ciekawe, włókna małża koreańskiego były dotychczas traktowane jako śmieci, a to oznacza, że nowa technologia nie tylko pozwala odtworzyć bisior, ale zmniejsza ilość odpadów.

Złote runo

Była to skóra z sierścią mitycznego złotego, skrzydlatego barana Chrysomallosa, będąca celem wyprawy Argonautów. Chrysomallos został zesłany zmuszonym do ucieczki dzieciom Atmasa – Helle i Fryksosowi, przez ich zmarłą matkę Nefele. Po ocaleniu i dotarciu do Kolchidy Fryksos złożył go Zeusowi w ofierze. Król Kolchidy Ajetes uważał runo za talizman przynoszący szczęście jego krainie. Zawiesił je na dębie w gaju Aresa, gdzie pilnował go smok. Jazon dokonał niezwykłych czynów, zabił smoka i zabrał runo. Z baranem o złotym runie kojarzony jest astrologiczny znak zodiaku, gwiazdozbiór Barana, a pośrednio również judajska symbolika baranka, który zastąpił ofiarę Izaaka, a przez to również chrześcijańska symbolika baranka jako symbolu zbawienia.
Mit o złotym runie może mieć zupełnie prozaiczne podłoże. Skóry baranów wykorzystywano do wyławiania drobin złota z rzek. Takie „pozłacane” runo suszono w słońcu, a złoty pył strzepywano.
Jazon, syn obalonego króla Tesalli, Azjona, został wysłany na naukę do centaura Chejrona. Gdy dorósł, spotkał zarówno swych rodziców, jak i stryja, który obiecał zwrócić mu nieprawnie zagarnięte królestwo, jeśli zdobędzie Złote Runo.

Wiadomość o niezwykłej wyprawie lotem ptaka rozeszła się po całej Grecji. Na wezwanie Jazona odpowiedziało 50 herosów m.in. Herkules, Tezeusz, Kastor czy Nestor. Popłynęli na statku Argo do Kolchidy, gdzie król Ajetes oddał im złote runo po spełnieniu trudnych warunków. Jazonowi pomogła córka króla, Medea. Jazon powrócił do Tesalii, gdzie zabił swojego wuja uzurpatora i odzyskał tron. Niestety okazał się niewdzięcznikiem i porzucił Medeę, która okrutnie się na nim zemściła.

Nie jest to nieznany motyw w mitologii greckiej, bo Tezeusz też pokonał Minotaura dzięki pomocy córki króla, Ariadny, po czym wracając z Krety do Aten, porzucił ją na wyspie Naksos.

Perły przed wieprze

To ustęp 7,6 z Ewangelii św. Mateusza: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały (wg. Biblii Tysiąclecia).

Tu już pomyślałam, że moja siostra przesadza, twierdząc, że te perły to też bisior, i co znalazłam? To:

Jezus powiedział do faryzeuszów:
Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień ucztował wystawnie.
(Ewangelia wg. św. Łukasza 16,19)

A poza tym to:

Bisior (starorus. biser – naszyjnik z pereł) – wiązka jedwabistych nici powstająca z szybko krzepnącej wydzieliny niektórych, głównie morskich małży (omułek, szołdra) lub rzadko słodkowodnych (racicznica). Wśród gatunków występujących w Polsce bisior wytwarza racicznica zmienna.

Nici te powstają z wydzieliny gruczołu bisiorowego, leżącego u nasady nogi małża i służą do przytwierdzania się małża do podłoża. Osiągają długość do 6 cm. U niektórych gatunków małży z rodziny gniazdówkowatych służą także do sklejania materiałów gniazda. Bisior nie zrasta się z nabłonkiem małża – jest przytrzymywany mięśniem nogi i w każdej chwili może być porzucony.

W starożytności i w średniowieczu wyrabiano z bisioru bardzo cienkie i lśniące tkaniny określane jako jedwab morski lub oceaniczny, po włosku „tarantine” (od miejscowości Tarent, gdzie bisior był produkowany); były one prawdopodobnie najdroższą tkaniną starożytności. Powstawał z nici pozyskiwanych głównie z dużego, bo dorastającego do 60-90 cm długości, małża Pinna nobilis L. (pol. przyszynka szlachetna) z Morza Śródziemnego.

Ośrodkami produkcji bisioru były Włochy, Tarent, Korsyka, Sardynia i Sycylia. Jedwab morski był bardzo ceniony ze względu na swoją rzadkość i złocisty połysk. Był niebywale drogi, ponieważ produkowano go ręcznie, a zdobycie nici bisiorowych nie było proste. Przyczyniło się to też do przetrzebienia siedlisk Pinna nobilis L.

W wieku XVIII modna była bisiorowa galanteria (pończochy, apaszki, rękawiczki) – zachwycano się jej lekkością: poskładaną parę rękawiczek dało się zmieścić w skorupce włoskiego orzecha.

W dzisiejszych czasach morski jedwab produkowany jest tylko na wyspie Sant’Antioco koło Sardynii. Mieszka tam jedyna na świecie kobieta, która potrafi wytwarzać tkaniny bisiorowe – Chiara Vigo. Jej przodkami mają być Chaldejczycy i Fenicjanie, ludy, u których umiejętność wytwarzania jedwabiu morskiego przekazywano sobie z pokolenia na pokolenie od tysięcy lat.

Czyli spokojnie tłumacz mógł napisać, że ten bisior, którego nie mamy rzucać świniom, to perły. Bo perły łatwiej zrozumieć. Luter też tak to przetłumaczył: Ihr sollt das Heilige nicht den Hunden geben, und eure Perlen sollt ihr nicht vor die Säue werfen, damit die sie nicht zertreten mit ihren Füßen und sich umwenden und euch zerreißen. I angielski tłumacz takoż: Do not give dogs what is sacred; do not throw your pearls to pigs. If you do, they may trample them under their feet, and turn and tear you to pieces. I po łacinie: Nolite dare sanctum canibus: neque mittatis margaritas vestras ante porcos, ne forte conculcent eas pedibus suis, et conversi diripiant vos.

Wędzidło końskie (cierpienie zwierząt)

Gdy zapytasz sieć, czy wędzidło boli konia, znajdziesz masę odpowiedzi, że ależ skądże, że to subtelny sposób prowadzenia konia i porozumiewania się z nim. Tym niemniej nawet sztuczna inteligencja przyznaje, że jeździec niewprawny, szarpiący konia lub o twardej ręce zada koniowi ból. W trakcie tych poszukiwań trafiłam na artykuł niejakiej Czubajki (ale nie kani, bo czubajka kania to grzyb) tylko tej od Koni.

Na zdjęciach drewniane koniki z Dalarny, popularna zabawka szwedzka; podobno czerwony konik postawiony koło komputera pomaga w pracy 🙂


Czubajka

10 mitów na temat wędzidła

Nie wyobrażamy sobie konia do jazdy bez wędzidła w pysku. Tak jak sami zakładamy toczek i bryczesy, tak koń powinien mieć siodło i kiełzno. Wszyscy chętnie się zgadzają, że tradycja wymaga kiełznania konia, ale ile jest mitów, w które wierzymy, wkładając koniowi w zęby narzędzie tortur? Dziś rozprawiam się z najpopularniejszymi.

Continue reading “Wędzidło końskie (cierpienie zwierząt)” →

Kabała lata

Teresa Rudolf

Kabała lata

Lato rozkłada kabałę;
nie wie, co je czeka,
w co ręce włożyć,
tyle oczekiwań…

powinno być ciepło 
lecz bez upałów,
powinien być deszcz
lecz bez powodzi….

a tych zwierząt o tej
porze “dużo za dużo”,
a te gdzieś wyginęły,
jakieś obce insekty…

…i wszyscy czekają

po prostu czekają;
wciąż bez ograniczeń
w niszczeniu lasów,
strzelaniu do zwierząt,

po prostu czekają;
rozwalają niebo,
strzelając z góry 
na te “bezradne”…

…ludzkie mrowiska,
kotłujące się,
od zarania dziejów,
tak już mają…

Lato rozkłada znów karty
“no cóż, ciągle to samo,
taki już jest ten świat,
burze nie pomogą…
powodzie też nie,
upały także nie…

nie uda 
mi się 
nic…

no cóż…

…posłucham sobie
francuskiej muzyki,
tak pięknie fruwa,
i nie chce niczego”…

Zdrada czerwieni

Czerwone wiśnie,
czerwone usta,
czerwone korale,

czerwony balon,
czerwona sukienka,
czerwona róża,

czerwone serca,
czerwona wstęga…
…zielona nadzieja.

Byłam w Poznaniu

Ela Kargol

Między domem Greisera a cmentarzem żydowskim

Byłam w Poznaniu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Urodziłam się w tym mieście, tam dorastałam, tam przeżyłam swoje najpiękniejsze, bo młode lata.

Na Junikowie w Poznaniu mam już miejsce w grobie rodzinnym, choć o tym, czy będzie to ostatecznie moje miejsce, zadecyduje i tak rodzina. Mnie natomiast w zaświaty jeszcze się nie spieszy.

Berlin, w którym mieszkam od wielu lat i znacznie dłużej, niż mieszkałam w Poznaniu – jest dziś moim miastem. Jestem tu trochę z przypadku a teraz już z przyzwyczajenia, ze względu na rodzinę, na skromną emeryturę, na zasiedzenie i kilka innych powodów, które pewnie też by się znalazły. Na pewno jednak nie ze względu na sentymenty, korzenie czy groby przodków, bo te są gdzie indziej.

Continue reading “Byłam w Poznaniu” →

Debata nt Pomnika Polskich Ofiar II Wojny (3)

Tadeusz Rogala

Upamiętnienie Polaków – ofiar II wojny światowej w Ludwigsburgu

O ile w Berlinie już dziewiąty rok realizowany jest projekt upamiętnienia Polaków – ofiar II wojny światowej – i jego zakończenie wciąż pozostaje odległe, to w Ludwigsburgu przedsięwzięcie to zostało przeprowadzone sprawnie, we współpracy z zainteresowanymi środowiskami i instytucjami, a także bez zbędnych kosztów. Nie organizowano konkursów na formę pomnika ani nie ponoszono wydatków na dodatkowe ekspertyzy – projekt zrealizowano w dużej mierze społecznie.

Continue reading “Debata nt Pomnika Polskich Ofiar II Wojny (3)” →

Eine Buchseite auf der Strasse

Ewa Maria Slaska

Meine treue LeserInnen wissen, dass ich gerne ausgerissene Buchseiten auf den Strassen sammle und versuche, den Titel des Buches zu finden. In Berlin findet man erstaunlich viel ausgerissenen Buchseiten. Weshalb, weiß ich nicht. Als ich das erste Mal das Errate-Spiel mit mir selber spielte, musste ich noch in die Bibliothek gehen und eine wirklich akribische Suche veranstalten. Manchmal brauchte ich Hilfe eines Bibliothekars. So war es mit dem Roman von Hermann Kasak Die Stadt hinter dem Strom.

Seitdem haben sich die Zeiten immens geändert, die Rätsel ließen sich immer schneller lösen, aber so schnell wie heute, war ich noch nie findig.

Ich tippte zuerst einen Satz in die Suchzeile von Google: Weißt du, was gegen Chiliverbrennungen hilft?
Wenn es nichts brachte, verlegte ich die Suche in Google Books. Derselbe Satz, weiter nichts. Ich schrieb einen Satz weiter: Ich schüttele den Kopf und fächele mir Luft zu, um meinen Mund zu kühlen.
Und schon weiß ich alles:

Hanna Dietz, Fußballmütter, 2017. Und gar der Buchumschlag.

Dodatek po polsku:

Bardzo pasuje do aktualnego czasu. W końcu do 19 lipca trwają mistrzostwa świata w piłkę. Polska, jak mnie poinformowała właśnie Ela Kargol, nie przegrała jeszcze żadnego meczu! Niemcy w nowej fazie przegrały z Ekwadorem, piłkarze Afryki Południowej grali w strojach takich jak normalnie wyglądają kostiumy brazylijskie, a ulubieńcem Mistrzostw został Vozinha, 40-letni bramkarz z Wysp Zielonego Przylądka, który sprawił, że drużyna zwana Błękitnymi Rekinami sensacyjnie wręcz przeszła do fazy finałowej podczas meczu z faworyzowaną Hiszpanią. Vozinha obronił wszystkie strzały.

Komuś się jednak podczas mistrzostw ta książka niezbyt spodobała, skoro wyrwał z niej kartki i porzucił je na schodach do metra.

Nach dem Spiel ist vor der Liebe, verspricht der Texter des Verlags. Und es ist ein guter Verlag. Sogar ein sehr guter. Obwohl der Zitat “Hanna Dietz spricht Milionen Frauen aus dem Herzen”, stammt von der Zeitung Bild und die ist keine renommierte Zeitung. Sogar wirklich keine.

Na ja.

Vielleicht braucht gar Rowohlt ein bißchen Geld, das man mit einem sog. Frauenroman eventuell schnell ansammelt.

Bis jetzt habe ich immer die Bücher, die ich auf dieser weise entdeckt habe, gekauft und gelesen. Bis ich bei dem letzten Buch auf so einen ununteressanten Batzen traf, dass ich prompt entschieden habe, dass ich keine derartige Romane mehr kaufen werde. Das ist der, der dafür verantwortlich ist:

Ludzie byli już prawie gotowi się poddać. Ale delfin nie.

Wpis portalu kawa z mlekiem, znaleziony i udostępniony przez Zbigniewa Milewicza na Facebooku, od którego ja go przejęłam i publikuję dziś w naszym co sobotnim cyklu o zwierzętach. Właściwie chciałam napisać o tym, że już kilka tygodni temu znakomitą większością głosów sejm polski przyjął ustawę antyłańcuchową. Już nie wolno trzymać kotów i psów na uwięzi. To będzie karane zgodnie z prawem. Już teraz polskie sużby porządkowe używają dronów, żeby odkrywać, gdzie się trzyma psy na łańcuchach. To wielkie osiągnięcie. Media napiętnowały od razu 28 osób, które głosowały “nie”. W tym trzy kobiety. Karina Bosak, Anna Cicholska, Maria Kurowska. Chciałam je też napiętnować, ale wpis Zbycha powiedział mi: nie, zostaw, karma wraca. Jeśli usiądziemy nad rzeką i będziemy spokojnie czekać, nurt kiedyś przyniesie nam ciała naszych wrogów. Zapamiętajmy więc raczej delfina Moko niż Karinę Bosak.

Continue reading “Ludzie byli już prawie gotowi się poddać. Ale delfin nie.” →