Wehwaltland

Matylda Wikland

Wehwaltland, bądź na porzuconym cmentarzu jedynym stabilnym gruntem są kamienie z roztrzaskanych nagrobków, co jest niestety nie metaforą a obserwacją praktyczną, wraz z kilkoma spostrzeżeniami z okazji nadchodzącego zaćmienia słońca.

Pamiętasz, jak lubiłem Platona. Dziś wiem, że kłamał. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał, ale leży ciężka, krwawa praca człowieka.

Tadeusz Borowski, U nas, w Auschwitzu

Continue reading “Wehwaltland”

Byłam w Poznaniu

Ela Kargol

Między domem Greisera a cmentarzem żydowskim

Byłam w Poznaniu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Urodziłam się w tym mieście, tam dorastałam, tam przeżyłam swoje najpiękniejsze, bo młode lata.

Na Junikowie w Poznaniu mam już miejsce w grobie rodzinnym, choć o tym, czy będzie to ostatecznie moje miejsce, zadecyduje i tak rodzina. Mnie natomiast w zaświaty jeszcze się nie spieszy.

Berlin, w którym mieszkam od wielu lat i znacznie dłużej, niż mieszkałam w Poznaniu – jest dziś moim miastem. Jestem tu trochę z przypadku a teraz już z przyzwyczajenia, ze względu na rodzinę, na skromną emeryturę, na zasiedzenie i kilka innych powodów, które pewnie też by się znalazły. Na pewno jednak nie ze względu na sentymenty, korzenie czy groby przodków, bo te są gdzie indziej.

Continue reading “Byłam w Poznaniu”

Polin (Reblog)

Leo Mausbach

Do Polski zmierza kolejna fala imigrantów. Jest dla nich idealnym miejscem do życia

Polska, z konserwatywnym społeczeństwem, stabilną tożsamością narodową i niskim poziomem przestępczości wobec Żydów, jawi im się jako bezpieczna przystań. Ale czy polskie społeczeństwo jest gotowe na nową grupę imigrantów?

Sceny są niemal surrealistyczne. W korytarzach urzędów wojewódzkich w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, a także w polskich konsulatach od Tel Awiwu po Nowy Jork, ustawiają się kolejki, które przeczą logice historii XX wieku. Stoją w nich młodzi programiści z Doliny Krzemowej Izraela, lekarze i inżynierowie, rodziny z dziećmi, których śmiech odbija się echem od urzędowych ścian. W dłoniach ściskają teczki pełne pożółkłych dokumentów: metryk urodzenia dziadków z małych sztetli, przedwojennych świadectw szkolnych, wojskowych książeczek z orłem w koronie. Szukają potwierdzenia obywatelstwa, którego ich przodkowie zostali pozbawieni lub od którego uciekli, ratując życie przed Zagładą i powojennym antysemityzmem.

Continue reading “Polin (Reblog)”

Marek Hłasko, Polish James Dean


Marek Hlasko – writer, rebel, carouser – was described by the press as the Polish James Dean due to his striking resemblance to the famous actor, and as the Polish Boris Pasternak for the stunning quality of his prose and an experience of forced immigration. Escaping the tumultuous political climate in Poland, he arrives in Israel in the late 1950s. The land and its people become his inspiration, but also a curse and a trap of sorts.

Continue reading “Marek Hłasko, Polish James Dean”

Mam na imię Lech

Lech Milewski

Sunday, February 2, 2025

Pewna legenda

Mam na imię Lech.
Polacy kiwają głową ze zrozumieniem – wiadomo początek państwa polskiego… 

Bardzo dawno temu w pewnej słowiańskiej osadzie żyło trzech braci, Lech, Czech i Rus. Żyli pod wielkim świętym dębem, spod którego tryskało święte źródło, z którego pił święty koń. Bracia żyli w zgodzie ze sobą i harmonii z naturą, we wszystkim słuchając się starego i mądrego kapłana, który wiedział wszystko o naturze, ludziach, życiu i świecie. Leczył, doradzał i tłumaczył sny, zarówno młodym, jaki stary. Braciom kiedyś przyśniły się konie, a kapłan powiedział im, że te sny im się niedługo spełnią. Gdy byli młodzieńcami, ich ojciec podarował im trzy źrebaki, o które mieli dbać, by im służyły. Kapłan osady podarował im jeszcze jednego, białego konia. Przykazał im, by wyruszyli w drogę i podążali za tym właśnie koniem, aż dotrą do wielkiej północnej świątyni.  

Źródło TUTAJ.

Continue reading “Mam na imię Lech”

Moje wojny (3)

Ewa Maria Slaska

5. Moja prywatna wojna, żydowska i nieżydowska

W roku 1985 odkryłam, że jestem Żydówką. Nikt mi tego nie powiedział, doszłam do tego samodzielnie. Z jednej strony były moje sny i skojarzenia. W snach coraz częściej pojawiała się sprawa, że mama i ja musimy iść na piechotę do obozu koncentracyjnego, a może obozu zagłady. W tych snach nigdy tam nie dochodziłyśmy, co odpowiadało rzeczywistości, bo mama nie była ani w getcie ani w obozie. Ale groźba, że tam zostanie wysłana musiała jej ciążyć przez całe życie. Tak ciążyć, że dostałam ją również ja.

Continue reading “Moje wojny (3)”

Yeshivat Chachmei Lublin

Piotr Nazaruk

2024 has been the most amazing year for our Yeshivat Chachmei Lublin library project! As many of you already know, we have uncovered documents and press reports from the 1940s proving that the library of the Lublin Yeshiva–once the largest religious Jewish library in Poland–was not burned during the Second World War, as claimed by many sources, but rather looted and scattered around the world.

Continue reading “Yeshivat Chachmei Lublin”

Dziś premiera

Monika Sznajderman o Annie Bikont

Wydawczyni napisała: Jest to książka znakomita i wstrząsająca, jak tylko może być książka o świecie, w którym nieliczne ocalałe z Zagłady dzieci stają się przedmiotem handlu, rywalizacji, są towarem. O świecie, w którym uratowanego dziecka nie oddaje się ot tak, rodzinie, a nawet rodzicom, tylko trzeba je kupić, a jego wiek często poznać można tylko po zębach. O świecie, w którym dziecko nie jest dzieckiem, lecz tylko zakładnikiem religii i ideologii. I w którym nie ma dobrych wyborów, bo każdy najczęściej prowadzi do tragedii. Znakomicie zriserczowana i napisana z historycznym i reporterskim rozmachem, „Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie” odsłania przed nami całe połacie tego wciąż skrytego w mroku lądu, jakim jest Zagłada. A przy tym jest to książka wciągająca jak rzadko, jak najlepsza powieść detektywistyczna – każde poszukiwanie informacji o kolejnym dziecku zamienia się tu w pasjonujące śledztwo, które autorka za każdym razem stara się doprowadzić do końca. Trudno mi wyrazić moją wdzięczność za tę książkę – jako wydawczyni i osobiście.

Premiera 23 lutego, czyli dziś.

Frauenblick

Monika Wrzosek-Müller

Das Kino Kultura und der Film Wesele

Das Kino Kultura in Warszawa war schon zu meinen Studienzeiten eine Institution, doch nach der Renovierung und Neueröffnung im Jahr 2009 ist es einfach ein reines Vergnügen, sich in dem Kino einen Film anzuschauen. Der Saal ist riesig, 234 Sitze, in dezentem Mintgrün gehalten, Corona-sicher auch abends; es waren jedes Mal höchstens 15 Leute anwesend. Auf dem Programm stehen immer die neuesten aber ambitionierten Produktionen, besonderen Wert legt man auf die polnische Filmographie; das Kino wird vom Verband der Polnischen Filmemacher betrieben. Immer wieder werden auch Themenschwerpunkte gesetzt – z.B. eine Thriller-Woche oder die Woche des Vietnamesischen Films organisiert; es gibt Premieren, Previews. In das Kino kommt man durch ein anständiges italienisches Restaurant, das vor oder nach der Vorführung zum Essen und Trinken einlädt. Insgesamt eine richtige Institution, in der sehr belebten Krakauer Vorstadt 21/23.

Doch eigentlich wollte ich über einen Film berichten, der Polen noch stärker polarisiert hat (sollte es denn überhaupt noch Versuche geben, zu einigen), nämlich über Wesele [Die Hochzeit] 2 von Wojciech Smarzowski. Den habe ich im Kino Kultura gesehen. Es ist eindeutig kein Film, der gefallen will, eher soll er aufrütteln, schockieren, erschrecken, zum Nachdenken zwingen. Jeder, der den Film gesehen hat, entwickelt dazu seine ganz eigene Meinung; er wurde total kritisiert und hoch gelobt und es ist auf jeden Fall wieder einmal ein für Polen wichtiger Film.

Die Handlung ist eigentlich simpel: die Tochter eines mächtigen Schweinefleischproduzenten in einer ostpolnischen Provinzstadt heiratet ihre Jugendliebe; natürlich ist die Feier überdimensioniert, reich und geschmacklos. Der Vater ist in mehrere Probleme verwickelt, über die im Verlauf der Handlung erfahren. Die Mutter hat ihr Leben als immer betrogene reiche Ehefrau eigentlich satt, passt auch gar nicht in das neureiche Interieur. Als die fast wichtigste Person entpuppt sich im Laufe des Films der Großvater, dessen Erlebnisse im Zweiten Weltkrieg den Hintergrund und zugleich eine Brücke bilden – Analogie zu einem der „polnischsten“ Dramen, Stanislaw Wyspianskis Wesele von 1901.

Die Fleischfabrik, ein Ort des Grauens, betrieben hart an der Grenze der Legalität, könnte schlimmer erscheinen als die Ereignisse des Zweiten Weltkriegs. Es geht darum, immer billiger, immer mehr und mit immer größerem Profit zu produzieren. Dabei spielen auch deutsche Interessenten am Kauf von billigem Schweinefleisch eine wichtige Rolle. Für mich folgt der Film präzise einer Linie: er zeigt, dass man dem früheren Bösen nicht entkommen kann, malt eindringlich aus, wie es ist, das Böse, Schreckliche mit sich schleppen zu müssen, die Last auf den Schultern zu spüren und ihn noch so viele Jahre nach dem Krieg nicht abschütteln können. Man ist in der Vergangenheit gefangen, die alten Geistern steigen auf und vermischen sich mit den gegenwärtigen, so ist die Vergangenheit in der Gegenwart immer präsent und kann nicht aufhören mitzumischen.

Wenn man an in Polen an Wesele denkt, kommt einem ganz natürlich das große, mit den polnischen Mythen der Gesellschaft abrechnende Drama von Wyspianski in den Sinn. Da ist die Kluft, die Spaltung der polnischen Gesellschaft wunderbar sichtbar: die Bildungsbürger [inteligencja] sind guten Willens, die adligen Gutsbesitzer weniger; sie können die Bauern nicht verstehen, sie nicht aus ihrem Elend erlösen. Alles dreht sich in einem verträumten Tanz im Kreis und ganz tief ändert sich wenig. Der Alkohol erwärmt die Gemüter, sie sind so eher bereit, vieles einzugestehen, in diesem Moment zu vergeben…

Die Vermischung des Alkohols mit dem großen familiären Ereignis, dem Tanz, spielt auch bei Smarzowski eine große Rolle; der Alkohol bringt die Situation zum Überkochen, nach dem Höhepunkt ist nur noch der Absturz möglich. Das schicke Auto, ein Porsche, wird zerstört, der Bräutigam betrügt die Braut, die Mutter will die Scheidung, das Schicksal der Fabrik hängt von den deutschen Einkäufern ab, die man ganz schlicht versucht betrunken zu machen und dann durch inszenierte Sexexzessen, die gefilmt werden, zu erpressen, damit sie den Vertrag unterschreiben. Dass am Ende auch noch die Knochen von jüdischen Opfern des Zweiten Weltkriegs ausgegraben werden, ist eindeutig zu viel für den Zuschauer, auch für die Geschichte, die stark durch die Musik und die fantastische schauspielerische Leistung getragen wird. Dass dann auch noch arme und völlig ahnungslose Vietnamesen für die Arbeit in dem Schlachtbetrieb eingesetzt werden, ist der Symbolik zu viel. Polen ist wie ein großer Topf, in dem es von Gräueln nur so brodelt. Wir sehen keinen positiven Helden, am ehesten sind es die beiden Frauen: die Mutter und die Braut, doch sie sind in ihrer Harmlosigkeit so verwurzelt, dass sie dem überbordenden Bösen wenig entgegenzusetzten haben. Doch für die Polen, für ihr Geschichtsbewusstsein, ihr Gerechtigkeitsempfinden könnte es bedeutsam sein.

Parallel dazu verläuft die Geschichte des Großvaters, der sich während des Krieges in ein jüdisches Mädchen verliebt hatte und dann nicht darüber hinwegkam, dass das Mädchen und dessen Eltern in einer Scheune verbrannt werden sollten – getrieben von deutschen Soldaten, aber ermordet von polnischen Bauern. Er versuchte, das Mädchen mit einigen anderen Juden zu verstecken und hoffte, unbemerkt zu bleiben, doch dafür bezahlte sein Freund mit dem Leben; die jugendlichen Entscheidungen, die harmlose Liebe entscheidet plötzlich über Leben und Tod. Der Junge ist dem nicht gewachsen, obwohl er es gut meint, sorgfältig organisiert. Immerhin überleben einige von ihm versteckte Juden den Krieg. Dafür wird er als einer der Gerechten unter den Völkern der Welt ausgezeichnet und soll in Yad Vashem geehrt werden; die Nachricht erreicht ihn während der Hochzeit und sie ist der Auslöser für seine Erinnerungen. Die Geschichte in der Gegenwart bewegt sich Richtung Katastrophe und die Geschichte der Vergangenheit kommt immer näher an uns heran.

Es ist eine Geschichte über die polnischen Dämonen der Provinzialität, des Egoismus, der Fremdenfeindlichkeit bei aller Gastfreundschaft, der Angst. Vielleicht ist es ein Film, der gewollt viel zu didaktisch, symbolisch ist und deswegen für das Ausland nicht lesbar, doch für Polen ein Lehrstück, an dem sich die Geister lange schinden werden. Es ist wie ein Spiegel, vielleicht ein etwas schiefer, doch die Themen des Films sind äußerst wichtig und in der öffentlichen Narration immer wieder präsent, so sollte man sich seine eigene Meinung dazu bilden, das versucht der Film jedem unter die Nase zu reiben.

Wesele [die Hochzeit], 2021
Regie und Drehbuch: Wojciech Smarzowski
Kamera: Wojciech Sobocinski
Musik: Mikolaj Trzaska
die Besetzung: Robert Wieckiewicz, Agata Kulesza, Marian Dziedziel, Ryszard Ronczewski, Maria Sobocinska und Mateusz Wieclawek