Byłam w Poznaniu

Ela Kargol

Między domem Greisera a cmentarzem żydowskim

Byłam w Poznaniu. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Urodziłam się w tym mieście, tam dorastałam, tam przeżyłam swoje najpiękniejsze, bo młode lata.

Na Junikowie w Poznaniu mam już miejsce w grobie rodzinnym, choć o tym, czy będzie to ostatecznie moje miejsce, zadecyduje i tak rodzina. Mnie natomiast w zaświaty jeszcze się nie spieszy.

Berlin, w którym mieszkam od wielu lat i znacznie dłużej, niż mieszkałam w Poznaniu – jest dziś moim miastem. Jestem tu trochę z przypadku a teraz już z przyzwyczajenia, ze względu na rodzinę, na skromną emeryturę, na zasiedzenie i kilka innych powodów, które pewnie też by się znalazły. Na pewno jednak nie ze względu na sentymenty, korzenie czy groby przodków, bo te są gdzie indziej.

Continue reading “Byłam w Poznaniu”

Polin (Reblog)

Leo Mausbach

Do Polski zmierza kolejna fala imigrantów. Jest dla nich idealnym miejscem do życia

Polska, z konserwatywnym społeczeństwem, stabilną tożsamością narodową i niskim poziomem przestępczości wobec Żydów, jawi im się jako bezpieczna przystań. Ale czy polskie społeczeństwo jest gotowe na nową grupę imigrantów?

Sceny są niemal surrealistyczne. W korytarzach urzędów wojewódzkich w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, a także w polskich konsulatach od Tel Awiwu po Nowy Jork, ustawiają się kolejki, które przeczą logice historii XX wieku. Stoją w nich młodzi programiści z Doliny Krzemowej Izraela, lekarze i inżynierowie, rodziny z dziećmi, których śmiech odbija się echem od urzędowych ścian. W dłoniach ściskają teczki pełne pożółkłych dokumentów: metryk urodzenia dziadków z małych sztetli, przedwojennych świadectw szkolnych, wojskowych książeczek z orłem w koronie. Szukają potwierdzenia obywatelstwa, którego ich przodkowie zostali pozbawieni lub od którego uciekli, ratując życie przed Zagładą i powojennym antysemityzmem.

Continue reading “Polin (Reblog)”

Marek Hłasko, Polish James Dean


Marek Hlasko – writer, rebel, carouser – was described by the press as the Polish James Dean due to his striking resemblance to the famous actor, and as the Polish Boris Pasternak for the stunning quality of his prose and an experience of forced immigration. Escaping the tumultuous political climate in Poland, he arrives in Israel in the late 1950s. The land and its people become his inspiration, but also a curse and a trap of sorts.

Continue reading “Marek Hłasko, Polish James Dean”

Mam na imię Lech

Lech Milewski

Sunday, February 2, 2025

Pewna legenda

Mam na imię Lech.
Polacy kiwają głową ze zrozumieniem – wiadomo początek państwa polskiego… 

Bardzo dawno temu w pewnej słowiańskiej osadzie żyło trzech braci, Lech, Czech i Rus. Żyli pod wielkim świętym dębem, spod którego tryskało święte źródło, z którego pił święty koń. Bracia żyli w zgodzie ze sobą i harmonii z naturą, we wszystkim słuchając się starego i mądrego kapłana, który wiedział wszystko o naturze, ludziach, życiu i świecie. Leczył, doradzał i tłumaczył sny, zarówno młodym, jaki stary. Braciom kiedyś przyśniły się konie, a kapłan powiedział im, że te sny im się niedługo spełnią. Gdy byli młodzieńcami, ich ojciec podarował im trzy źrebaki, o które mieli dbać, by im służyły. Kapłan osady podarował im jeszcze jednego, białego konia. Przykazał im, by wyruszyli w drogę i podążali za tym właśnie koniem, aż dotrą do wielkiej północnej świątyni.  

Źródło TUTAJ.

Continue reading “Mam na imię Lech”

Moje wojny (3)

Ewa Maria Slaska

5. Moja prywatna wojna, żydowska i nieżydowska

W roku 1985 odkryłam, że jestem Żydówką. Nikt mi tego nie powiedział, doszłam do tego samodzielnie. Z jednej strony były moje sny i skojarzenia. W snach coraz częściej pojawiała się sprawa, że mama i ja musimy iść na piechotę do obozu koncentracyjnego, a może obozu zagłady. W tych snach nigdy tam nie dochodziłyśmy, co odpowiadało rzeczywistości, bo mama nie była ani w getcie ani w obozie. Ale groźba, że tam zostanie wysłana musiała jej ciążyć przez całe życie. Tak ciążyć, że dostałam ją również ja.

Continue reading “Moje wojny (3)”

Yeshivat Chachmei Lublin

Piotr Nazaruk

2024 has been the most amazing year for our Yeshivat Chachmei Lublin library project! As many of you already know, we have uncovered documents and press reports from the 1940s proving that the library of the Lublin Yeshiva–once the largest religious Jewish library in Poland–was not burned during the Second World War, as claimed by many sources, but rather looted and scattered around the world.

Continue reading “Yeshivat Chachmei Lublin”

Dziś premiera

Monika Sznajderman o Annie Bikont

Wydawczyni napisała: Jest to książka znakomita i wstrząsająca, jak tylko może być książka o świecie, w którym nieliczne ocalałe z Zagłady dzieci stają się przedmiotem handlu, rywalizacji, są towarem. O świecie, w którym uratowanego dziecka nie oddaje się ot tak, rodzinie, a nawet rodzicom, tylko trzeba je kupić, a jego wiek często poznać można tylko po zębach. O świecie, w którym dziecko nie jest dzieckiem, lecz tylko zakładnikiem religii i ideologii. I w którym nie ma dobrych wyborów, bo każdy najczęściej prowadzi do tragedii. Znakomicie zriserczowana i napisana z historycznym i reporterskim rozmachem, „Cena. W poszukiwaniu żydowskich dzieci po wojnie” odsłania przed nami całe połacie tego wciąż skrytego w mroku lądu, jakim jest Zagłada. A przy tym jest to książka wciągająca jak rzadko, jak najlepsza powieść detektywistyczna – każde poszukiwanie informacji o kolejnym dziecku zamienia się tu w pasjonujące śledztwo, które autorka za każdym razem stara się doprowadzić do końca. Trudno mi wyrazić moją wdzięczność za tę książkę – jako wydawczyni i osobiście.

Premiera 23 lutego, czyli dziś.

Frauenblick

Monika Wrzosek-Müller

Das Kino Kultura und der Film Wesele

Das Kino Kultura in Warszawa war schon zu meinen Studienzeiten eine Institution, doch nach der Renovierung und Neueröffnung im Jahr 2009 ist es einfach ein reines Vergnügen, sich in dem Kino einen Film anzuschauen. Der Saal ist riesig, 234 Sitze, in dezentem Mintgrün gehalten, Corona-sicher auch abends; es waren jedes Mal höchstens 15 Leute anwesend. Auf dem Programm stehen immer die neuesten aber ambitionierten Produktionen, besonderen Wert legt man auf die polnische Filmographie; das Kino wird vom Verband der Polnischen Filmemacher betrieben. Immer wieder werden auch Themenschwerpunkte gesetzt – z.B. eine Thriller-Woche oder die Woche des Vietnamesischen Films organisiert; es gibt Premieren, Previews. In das Kino kommt man durch ein anständiges italienisches Restaurant, das vor oder nach der Vorführung zum Essen und Trinken einlädt. Insgesamt eine richtige Institution, in der sehr belebten Krakauer Vorstadt 21/23.

Doch eigentlich wollte ich über einen Film berichten, der Polen noch stärker polarisiert hat (sollte es denn überhaupt noch Versuche geben, zu einigen), nämlich über Wesele [Die Hochzeit] 2 von Wojciech Smarzowski. Den habe ich im Kino Kultura gesehen. Es ist eindeutig kein Film, der gefallen will, eher soll er aufrütteln, schockieren, erschrecken, zum Nachdenken zwingen. Jeder, der den Film gesehen hat, entwickelt dazu seine ganz eigene Meinung; er wurde total kritisiert und hoch gelobt und es ist auf jeden Fall wieder einmal ein für Polen wichtiger Film.

Die Handlung ist eigentlich simpel: die Tochter eines mächtigen Schweinefleischproduzenten in einer ostpolnischen Provinzstadt heiratet ihre Jugendliebe; natürlich ist die Feier überdimensioniert, reich und geschmacklos. Der Vater ist in mehrere Probleme verwickelt, über die im Verlauf der Handlung erfahren. Die Mutter hat ihr Leben als immer betrogene reiche Ehefrau eigentlich satt, passt auch gar nicht in das neureiche Interieur. Als die fast wichtigste Person entpuppt sich im Laufe des Films der Großvater, dessen Erlebnisse im Zweiten Weltkrieg den Hintergrund und zugleich eine Brücke bilden – Analogie zu einem der „polnischsten“ Dramen, Stanislaw Wyspianskis Wesele von 1901.

Die Fleischfabrik, ein Ort des Grauens, betrieben hart an der Grenze der Legalität, könnte schlimmer erscheinen als die Ereignisse des Zweiten Weltkriegs. Es geht darum, immer billiger, immer mehr und mit immer größerem Profit zu produzieren. Dabei spielen auch deutsche Interessenten am Kauf von billigem Schweinefleisch eine wichtige Rolle. Für mich folgt der Film präzise einer Linie: er zeigt, dass man dem früheren Bösen nicht entkommen kann, malt eindringlich aus, wie es ist, das Böse, Schreckliche mit sich schleppen zu müssen, die Last auf den Schultern zu spüren und ihn noch so viele Jahre nach dem Krieg nicht abschütteln können. Man ist in der Vergangenheit gefangen, die alten Geistern steigen auf und vermischen sich mit den gegenwärtigen, so ist die Vergangenheit in der Gegenwart immer präsent und kann nicht aufhören mitzumischen.

Wenn man an in Polen an Wesele denkt, kommt einem ganz natürlich das große, mit den polnischen Mythen der Gesellschaft abrechnende Drama von Wyspianski in den Sinn. Da ist die Kluft, die Spaltung der polnischen Gesellschaft wunderbar sichtbar: die Bildungsbürger [inteligencja] sind guten Willens, die adligen Gutsbesitzer weniger; sie können die Bauern nicht verstehen, sie nicht aus ihrem Elend erlösen. Alles dreht sich in einem verträumten Tanz im Kreis und ganz tief ändert sich wenig. Der Alkohol erwärmt die Gemüter, sie sind so eher bereit, vieles einzugestehen, in diesem Moment zu vergeben…

Die Vermischung des Alkohols mit dem großen familiären Ereignis, dem Tanz, spielt auch bei Smarzowski eine große Rolle; der Alkohol bringt die Situation zum Überkochen, nach dem Höhepunkt ist nur noch der Absturz möglich. Das schicke Auto, ein Porsche, wird zerstört, der Bräutigam betrügt die Braut, die Mutter will die Scheidung, das Schicksal der Fabrik hängt von den deutschen Einkäufern ab, die man ganz schlicht versucht betrunken zu machen und dann durch inszenierte Sexexzessen, die gefilmt werden, zu erpressen, damit sie den Vertrag unterschreiben. Dass am Ende auch noch die Knochen von jüdischen Opfern des Zweiten Weltkriegs ausgegraben werden, ist eindeutig zu viel für den Zuschauer, auch für die Geschichte, die stark durch die Musik und die fantastische schauspielerische Leistung getragen wird. Dass dann auch noch arme und völlig ahnungslose Vietnamesen für die Arbeit in dem Schlachtbetrieb eingesetzt werden, ist der Symbolik zu viel. Polen ist wie ein großer Topf, in dem es von Gräueln nur so brodelt. Wir sehen keinen positiven Helden, am ehesten sind es die beiden Frauen: die Mutter und die Braut, doch sie sind in ihrer Harmlosigkeit so verwurzelt, dass sie dem überbordenden Bösen wenig entgegenzusetzten haben. Doch für die Polen, für ihr Geschichtsbewusstsein, ihr Gerechtigkeitsempfinden könnte es bedeutsam sein.

Parallel dazu verläuft die Geschichte des Großvaters, der sich während des Krieges in ein jüdisches Mädchen verliebt hatte und dann nicht darüber hinwegkam, dass das Mädchen und dessen Eltern in einer Scheune verbrannt werden sollten – getrieben von deutschen Soldaten, aber ermordet von polnischen Bauern. Er versuchte, das Mädchen mit einigen anderen Juden zu verstecken und hoffte, unbemerkt zu bleiben, doch dafür bezahlte sein Freund mit dem Leben; die jugendlichen Entscheidungen, die harmlose Liebe entscheidet plötzlich über Leben und Tod. Der Junge ist dem nicht gewachsen, obwohl er es gut meint, sorgfältig organisiert. Immerhin überleben einige von ihm versteckte Juden den Krieg. Dafür wird er als einer der Gerechten unter den Völkern der Welt ausgezeichnet und soll in Yad Vashem geehrt werden; die Nachricht erreicht ihn während der Hochzeit und sie ist der Auslöser für seine Erinnerungen. Die Geschichte in der Gegenwart bewegt sich Richtung Katastrophe und die Geschichte der Vergangenheit kommt immer näher an uns heran.

Es ist eine Geschichte über die polnischen Dämonen der Provinzialität, des Egoismus, der Fremdenfeindlichkeit bei aller Gastfreundschaft, der Angst. Vielleicht ist es ein Film, der gewollt viel zu didaktisch, symbolisch ist und deswegen für das Ausland nicht lesbar, doch für Polen ein Lehrstück, an dem sich die Geister lange schinden werden. Es ist wie ein Spiegel, vielleicht ein etwas schiefer, doch die Themen des Films sind äußerst wichtig und in der öffentlichen Narration immer wieder präsent, so sollte man sich seine eigene Meinung dazu bilden, das versucht der Film jedem unter die Nase zu reiben.

Wesele [die Hochzeit], 2021
Regie und Drehbuch: Wojciech Smarzowski
Kamera: Wojciech Sobocinski
Musik: Mikolaj Trzaska
die Besetzung: Robert Wieckiewicz, Agata Kulesza, Marian Dziedziel, Ryszard Ronczewski, Maria Sobocinska und Mateusz Wieclawek

Z wolnej stopy 49

Zbigniew Milewicz

Dezerterzy

Tworzeniu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR towarzyszyły różne konferencje na wysokich szczeblach. Dnia 3 grudnia 1941 roku odbyło się spotkanie Stalina z generałami Sikorskim i Andersem, na którym omawiano sprawy organizacyjne, problemy związane z aprowizacją, zwalnianiem Polaków z łagrów oraz kwestię przyjmowania Żydów w szeregi armii. Po latach gen. Władysław Anders przytoczył (w swojej książce Bez ostatniego rozdziału. Wspomnienia z lat 1939-1946) następującą wymianę zdań :

Anders: – Liczę na sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi, ale w tym jest także sporo elementu żydowskiego, który w wojsku służyć nie chce.
Stalin: – Żydzi kiepscy wojacy.
Sikorski: – Wielu wśród Żydów, którzy się zgłosili, to spekulanci lub karani za przemyt. Tych w wojsku polskim nie potrzebuję.
Anders: – Przeszło sześćdziesięciu Żydów zdezerterowało z 5 Dywizji w przeddzień rozdania żołnierzom broni.
Stalin: – Tak, Żydzi to marni wojacy. Co wam po Żydach. Wam potrzebni Polacy, to najlepsi żołnierze .

Kiedy dwa miesiące później rozpoczął się oficjalny pobór do tego wojska, w składach komisji poborowych, poza Polakami, zasiedli urzędnicy NKWD oraz sowieccy lekarze, co miało niebagatelny wpływ na to, kto trafił w szeregi armii. Sowieci uważali, że wcieleniu do Armii Andersa podlegają jedynie obywatele, którzy w paszportach mają określoną narodowość „Polak“. Natomiast „ Żyd“, „Ukrainiec“ lub „ Białorusin“, którzy wcześniej zamieszkiwali wschodnie rubieże II RP, uznawani byli za „mniejszości narodowe, uciskane przez polskich panów“, a formalnie za obywateli sowieckich i jako tacy podlegających poborowi do Armii Czerwonej. Rząd polski na Zachodzie nie akceptował tej sprzecznej z prawem międzynarodowym klasyfikacji, stojąc na stanowisku, że wszyscy mieszkańcy terenów zaanektowanych po 17 września 1939 roku przez ZSRR, bez względu na narodowość, są obywatelami Polski i podlegają amnestii oraz prawu wcielenia do powstającej armii. Karty rozdawali jednak gospodarze.

Żydzi, Ukraińcy i Białorusini z łagrów szli więc w sołdaty i stamtąd, jak nadarzała się okazja, często uciekali do Andersa, zwłaszcza ci pierwsi. W ślad za uciekinierami władze sowieckie słały żądania wydania zbiegów, ale komisje rekrutacyjne odrzucały te postulaty. W gestii gospodarzy była aprowizacja armii polskiej, kwaterunek, a przy okazji polityki kadrowej – ideologiczna agitacja i praca wywiadowcza, bo musieli przecież wiedzieć, jakie są nastroje w obozie Polaków i co oni planują. Polscy kadrowcy starannie sprawdzali więc armijnych ochotników, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego, że dla poborowych – niezależnie od narodowości – generał Anders był jedynym wybawicielem z nieludzkiej ziemi łagrów, jedyną szansą wyrwania się z nich na wolność. W łagrach los był jednakowo okrutny dla wszystkich, dla Polaków, Żydów, Ukraińców i Białorusinów, więc nawet jeśli niektórzy z nich mieli później zginąć na polu walki, to pewnie każdy liczył na żołnierskie szczęście.

Zgoda Stalina na ewakuację polskiego wojska z ZSRR wydaje się niezrozumiała, zwłaszcza w świetle trudnej sytuacji na froncie. Jednakże Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę z nastrojów panujących w tej armii. Po cierpieniach, jakie przeżyli więźniowie łagrów, trudno było od nich oczekiwać przyjaznego stosunku do koalicjanta, który jeszcze niedawno miał ich na muszce. Poza tym Stalinowi było potrzebne wojsko podporządkowane jego celom politycznym i takie znalazł później w armii Zygmunta Berlinga. Niebagatelny wpływ na decyzję Stalina mieli również Anglicy, którym zależało na obsadzeniu przez Polaków ważnych strategicznie i gospodarczo terenów Bliskiego Wschodu. Zagrożenie stanowiły nie tylko wojska niemieckie, odnoszące sukcesy w Libii i Egipcie, ale i wewnętrzne zamieszki pod piramidami. Dodatkowo w Syrii zauważano wpływy proniemieckie. Nie mogąc własnymi siłami zabezpieczyć roponośnych terenów Iraku i Persji oraz Kanału Sueskiego, obsadzonych przez liczebnie słabe kontyngenty hinduskie, australijskie i nowozelandzkie, Brytyjczycy liczyli na wzmocnienie tych terenów polską armią. Solą w oku była jednak obecność Żydów w wojsku Andersa.

Z jednej strony Żydzi popierali bowiem Wielką Brytanię w walce z III Rzeszą, ale z drugiej – różnymi sposobami starali się zwalczać Anglików w Palestynie, mając nadzieję na utworzenie tam swojego samodzielnego państwa. W powstałym konflikcie mieli swój udział również Arabowie, nieoficjalnie sympatyzujący z państwami Osi; w efekcie trwały ciągłe starcia wszystkich trzech stron konfliktu. Brytyjczycy zdawali więc sobie sprawę z konsekwencji, jakie może przynieść nowy przypływ Żydów, do tego wyszkolonych wojskowo i uzbrojonych. Brali oni nawet pod uwagę prawdopodobieństwo wybuchu wojny domowej, dlatego też nie wydali zgody na wprowadzenie jakichkolwiek odrębnych jednostek żydowskich do Palestyny. Wspomina o tym w swojej pracy*, cytowany już w poprzednim wpisie, Sylwester Strzyżewski. Historyk precyzuje na wstępie, że najpierw – w okresie od stycznia do lutego 1942 roku – żołnierze Andersa zostali przebazowani ze swoich obozów na teren Uzbekistanu i Kirgizji. Stamtąd ewakuowano ich do Iranu, w dwóch turach: na przełomie marca i kwietnia oraz w sierpniu 1942 roku. Pierwszy rzut objął ponad 30 000 żołnierzy, 3 000 osób z formacji pomocniczych i ponad 10 500 ludności cywilnej. Drugi – 44 000 żołnierzy i 25 500 cywili. Liczba Żydów w obydwu turach nie przekraczała 7 tysięcy osób.

W tym czasie uaktywniła się działająca w Palestynie i skupiająca głównie emigrantów z Polski – Rada Żydów, która ułatwiała chętnym opuszczenie polskiego wojska i zasilenie tworzących się żydowskich sił zbrojnych. Dezercje przybrały na sile jesienią 1942 roku, po letniej akcji mobilizacyjnej, przygotowanej przez Radę. Adresowana ona była formalnie do Żydów palestyńskich, ale liczono na szerszy zasięg. Organizacyjnie niczego tam nie brakowało – w żydowskich skupiskach rozwieszano stosowne plakaty, rozpowszechniono ulotki, wygłaszano emocjonalne przemówienia, wytykano osoby wymigujące się od patriotycznego obowiązku. Wszystkie gazety, niezależnie od poglądów jakie reprezentowały, agitowały za mobilizacją do żydowskiego wojska, a całość uświetniały duże defilady. W efekcie w ciągu miesiąca do komisji poborowych zgłosiło się 1870 osób, w tym także kobiet, które następnie skierowano do wojskowych obozów szkoleniowych. Oprócz tego kilkuset chętnych wstąpiło do policji.

O skali dezercji w Armii Andersa świadczy informacja przesłana przez generała na ręce ambasadora Polski w ZSRR, Stanisława Kota. Pisze on w niej o 193 Żydach, którzy zdezerterowali z I Dywizji Strzelców Karpackich w sierpniu i wrześniu 1942 roku. Dezercjom towarzyszyły rozpowszechniane przez Rosjan za pośrednictwem mediów plotki, że Żydzi w Wojsku Polskim są dyskryminowani. Celem tych kalumnii było zdyskredytowanie władz polskich w oczach koalicjantów, a także wywołanie konfliktu polsko-żydowskiego.

We wrześniu 1942 roku Armia Andersa została przetransportowana z Persji do Iraku w rejon Kirkut-Mosul. I jeżeli tym razem z przesunięciem wojska nie było większych problemów, to z kolei administracja brytyjska sprzeciwiła się ewakuacji ludności cywilnej, wyrażając zgodę na jej przesunięcie jedynie wtedy, gdy nie będzie wśród niej Żydów. Zmusiło to polskie władze do ominięcia zakazu poprzez zorganizowanie transportu morskiego wokół Półwyspu Arabskiego. Z kolei dzieci żydowskie, przebrane w mundurki szkoły katolickiej, odbyły podróż do Palestyny samochodami ciężarowymi. Przybycie Wojska Polskiego do Palestyny należy datować na kwiecień 1943 roku – pisze S. Strzyżewski.

Jak tam było, relacjonuje Jan Zaściński**:

W Palestynie w roku 1943 sytuację polityczną cechowało napięcie. Nacjonaliści żydowscy planowali zajęcie tego kraju przez akcję zbrojną przeciwko Arabom. Sprzeciwiali się temu Anglicy. Gdy przybył tam nasz korpus, podziemna armia Izraela prowadziła przeciwko armii brytyjskiej podjazdową walkę, która ograniczała się do pojedynczych ataków na samochody i inne obiekty wojskowe. Miała ona na celu zmuszenie Anglików do opuszczenia Palestyny. Nasi żołnierze-Żydzi zaczęli od razu nawiązywać kontakty ze społeczeństwem żydowskim. Inteligentny chłopak z mojej baterii opowiadał mi po powrocie z pierwszej przepustki do Tel-Avivu, jak serdecznie był przyjęty przez palestyńskich pobratymców. Fakt ten zachęcał jego kolegów do szukania szczęścia pod tym samym adresem. Nieco później zaczęły krążyć pogłoski, że niedługo mamy wyjechać do Egiptu. I wówczas zaczęły się pierwsze dezercje. Po prostu żołnierz jechał na przepustkę i już nie wracał. W takich wypadkach pułk miał obowiązek sporządzić list gończy i przekazać go do dowództwa korpusu. Gdy ilość wypadków zaczęła rosnąć, pułkownik kazał mi się zająć tą sprawą. Dyskutowaliśmy w kasynie o tym problemie. Stosunek do niego naszych oficerów był jednomyślny: jeśli lojalność tych uciekinierów jest po stronie Izraela, to niech idą. Pułkownik przypominał nam, aby nie dopuścić do szykan. Nie mieliśmy z tym żadnych kłopotów.

Tak na ogół reagowali oficerowie na przypadki dezercji. Mniej wyrozumiale odbierali zachowanie Żydów podoficerowie i szeregowi – znali się z delikwentami bezpośrednio i ich reakcje były bardziej żywiołowe. T.M. Czerkawski, w swoich wspomnieniach stwierdza:

We wrześniu masowa dezercja żołnierzy Żydów, ponad trzy tysiące. Mój celowniczy Tejblum też nie wrócił z przepustki, Ernfid również. Całe szczęście, że przeszkoliłem Alberta Sinickiego! Kapral Maksymilian Kaczko i Julek Hütter – podchorąży z pierwszego dyonu, odmówili zrzucenia munduru.***

W opinii żołnierzy dezerterzy byli często zwykłymi kombinatorami, wyzutymi z honoru i poczucia lojalności wobec Rzeczpospolitej, którzy wykorzystywali polskie obywatelstwo do własnych celów:

Podczas przerwy w ćwiczeniach dostrzegam, że dwa „Carriersy” gonią kogoś biegnącego po polu. Posyłam kaprala, aby sprawdził, co się tam dzieje. Wraca i melduje: „Ułani poznali Żyda z któregoś batalionu V Dywizji”. Był już w cywilnym ubraniu i pracował na tym polu. Jest to jeden z wielu Żydów, którzy wyszli razem z Korpusem ze Związku Radzieckiego. Niektórzy w Palestynie uciekli do kibuców – on też. (…) Zestawiam te dwa obrazy i staram się zrozumieć zarówno tych, którzy samochcąc wyjechali kiedyś z Polski, a tęsknią do opłotków Niemenczyna, oraz tych, którzy znaleźli się w armii polskiej i w chwili, kiedy ma ona iść do walki z Niemcami zostają na polach kibuców. Nie odpowiedziałem sobie na to pytanie. Pozostawiłem je tam, w Palestynie .****

Dezerterzy w większości trafiali do różnych podziemnych organizacji walczących o niepodległość Izraela, część szła do kibuców, aby bronić ich przed Arabami, inni przenosili się do Armii Brytyjskiej, z nadzieją uzyskania brytyjskiego obywatelstwa, co wiązało się z możliwością pozostania w Palestynie. Najwięcej Żydów decydowało się przystąpić do organizacji Hagana, na której później zbudowano armię izraelską. Dlaczego dezerterowali z armii polskiej? Ponieważ bardziej czuli się Żydami, niż Polakami. Michał Zammel***** – Żyd z Piotrkowa Trybunalskiego, urodzony w 1917 roku, tak wspominał tamten czas:

Usłyszał, że następnym etapem wędrówki będzie Palestyna. Wielu żydowskich żołnierzy szeptało już po cichu, że ich właściwym miejscem jest tzw. legion żydowski – nie tylko walka z Niemcami, ale też walka o żydowską Palestynę. (…) Codziennie otrzymywali przepustki, w sobotę i niedzielę można było jechać do Jerozolimy, Tel Awiwu lub Hajfy. Podziemna organizacja żydowska Hagana (…) potrzebowała takich młodych i zdrowych ludzi, a do tego jeszcze dobrze wyćwiczonych żołnierzy z różnych formacji: piechoty, artylerii, saperów, kierowców ciężarówek. (…) Podjął trudną decyzję, uznając, że „trzeba walczyć za swoją sprawę, to znaczy za uwolnienie Palestyny od brytyjskiej dominacji”. Wraz z innymi opuścił obóz: „Czekały już na nas przygotowane przez Haganę ciężarówki, którymi rozwieziono nas do kibuców położonych na terenie całej Palestyny. Ta operacja została przeprowadzona jednocześnie w każdej formacji wojskowej, a po nadejściu kolejnych transportów z ZSRR było nas już ponad dwa tysiące żołnierzy”.*****

Zastanawiając się nad przyczynami analizowanego zjawiska, Sylwester Strzyżewski stwierdza, że część Żydów nie widziała możliwości ułożenia sobie życia w powojennej Polsce. Wskazuje także na jednak obecny w wojsku antysemityzm. Był to między innymi – pisze efekt zamierzonej polityki Rosjan, którzy po ogłoszonej amnestii w pierwszej kolejności wypuszczali z więzień Żydów, a następnie utrudniali ich przyjęcie do wojska, jednocześnie rozgłaszając pogłoskę, iż Rosja nie zakazuje przyjęć do Wojska Polskiego, lecz to Polacy nie chcą przyjmować Żydów do armii. Dla porównania powołuje się on na przykład ewakuowanej w 1940 roku z Syrii Brygady Karpackiej, która była dobrze przyjęta przez Żydów, m.in. dlatego, iż jej żołnierze nie byli oskarżani o antysemityzm.

Jakie były skutki dezercji dla Armii Andersa i jak reagowało na nią naczelne dowództwo, o tym za tydzień, w ostatniej części tego tematu.
_________

* Sylwester Strzyżewski, Dezercje Żydów z Armii Andersa w świetle dokumentów Instytutu Polskiego i Muzeum im. Władysława Sikorskiego w Londynie, 2012

** Jan Zaściński, Pieśń o Warze, Warszawa 1999

*** Tadeusz Mieczysław Czerkawski, Byłem żołnierzem generała Andersa, Warszawa, 1991, s. 189

**** Romuald Kobecki, Kartki z kalendarzy 1940-1946, Warszawa 1966, s. 102

***** Cyt. za Piotr Szubarczyk, Historia życia Michała Zammela, [w:] „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”, nr 11/2005, Warszawa 2005, s. 76-85