To jest wojna

Minds that seek revenge destroy states, while those that seek reconciliation build nations
Nelson Mandela
(From Echeverría Martínez Chicali Wall)

Tabor Regresywny (vel Marek) i Ewa Maria Slaska

Tabor: Chodzi mi o taką myśl. Skoro oni nie chcą, to zróbmy to my. Berliński pociąg z napisem “wypierdalać” nabiera w tym kontekście kapitalnego znaczenia. Czas się przesiąść z pociągu byle jakiego do tego.

Ewa: “Ten pociąg” jeździ być może po Berlinie (linia nr 8, są tacy, którzy się bożą, że widzieli i jechali), a być może jako fantastycznie spreparowane zdjęcie krąży po forach społecznościowych, ale to przecież nieważne, ba, może nawet ważniejsza jest obecność tego pociągu w świecie surrealu…

TU

Tabor: Jak kobiety mówią „wypierdalać”, to wypierdalać i nie zadawać głupich pytań. Jak kobiety mówią „wypierdalać”, to wypierdalać , żeby potem nie mówiły – a nie mówiłam. Kobiety „widzą” i dlatego się nie mylą. To jest wojna. To jest trzecia wojna światowa. Tym razem między Gają a człowiekiem. Pandemia jest tylko orężem w tej wojnie tak jak ekstremalne zjawiska pogodowe czy inne katastrofy. To jest wojna, którą człowiek musi wreszcie przegrać.

Jak to ludziom wytłumaczyć? Od czego zacząć? Na razie się miotam i próbuję zachować zimną krew. Czuję się jak żołnierz w okopie do którego dowódca mówi, jeszcze poczekaj, niech podejdą bliżej.

Ewa: Odjedziemy zatem na łodzi albo pociągiem “wypierdalać”, a wsiądziemy do niego o godzinie 11 na peronie dziewięć i trzy czwarte. Popłyniemy na Wyspy Szczęśliwe, każdy na swoje, bo ja twierdzę, że mieszkają tam Umarli, a Tabor Regresywny, że mieszkają tam szczęśliwi ludzie, którym udało się uciec ze świata, gdzie głównym zadaniem człowieka jest “czynienie Ziemi sobie poddaną”. Nie wiem, co my będziemy robić na “moich” Wyspach Szczęśliwych, mam nadzieję, że czytać, rozmawiać, sadzić kwiaty i kochać, oni zamierzają zrealizować Nową Baratarię. Sancho Pansa zrezygnował już ze stanowiska gubernatora, a Marek zamierza powołać Rząd na Uchodźstwie, którego premierem zostanie jego żona Olimpia (proponowałam formę “ta premiera”, ale podobno ma być parytet i wprawdzie wszystkie stanowiska zostaną obsadzone przez kobiety, zawsze po dwie na każdy (podwójny) fotel (projektant Gaudi) ale maskulinizmy zostaną zachowane. Myślę, że tak bywało w Egipcie, faraonem mogli być kobieta, albo mężczyzna, ale zawsze pełnili oni funkcję mężczyzny, dopiero królowa Hatszepsut była prawdziwą kobietą na tronie.  

Tabor: Fritjof Capra w książce Punkt zwrotny opisuje plemiona, dla których każda choroba ma związek z jakimś naruszeniem ładu kosmicznego. To, że naruszyliśmy ład kosmiczny, to nie podlega dyskusji. Trudniej skojarzyć to z pandemią. Łatwiej szukać winnych w Chinach. Czy mamy szansę wyjść z tej pandemi, bez przyjęcia perspektywy tych prymitywnych plemion? Trzeba się liczyć z tym, że nie. Że nie znajdziemy szczepionki, a nawet jak znajdziemy, to już w kolejce czeka następny wirus. Trzeba się też liczyć z tym, że ostre restrykcje oznaczają huśtanie się między zahamowaniem a kolejną falą. Niczym choroba dwubiegunowa. Prawdopodobnie każda choroba zaczyna się ostrzeżeniem. A jeśli to, czego doświadczyliśmy na wiosnę, to było tylko ostrzeżenie, a teraz zaczyna się właściwa pandemia?
Ewa: Jak przeżywaliśmy wiosenny lockdown, wielu z nas się łudziło, że wywoła to pozytywne zmiany w naszej organizacji życia prywatnego i społecznego, że zmienimy systemy wartości, damy odpocząć planecie, pozwolimy, by zregenerowały się żywioły, woda, ziemia, powietrze, że damy roślinom, zwierzętom i ludziom szansę odnowy, zwolnimy tempo życia, przestawimy potrzeby z symboli statusu na symbole wspólnoty, a wielkie cele konsumpcyjne zastąpimy małym szczęściem, budowanym małymi krokami. Zaczęliśmy lepiej gotować i lepiej jeść, sprzątnęliśmy nasze domy i oddaliśmy innym to, czego sami nie potrzebowaliśmy.
Ale wiosna minęła, a z nią przeminęła wyciszona i uspokojona wizja innego życia. Ze zdwojoną siłą powróciły wrzask, szarpanina, manipulacje, pretensje, walki, pogarda. 
To jest wojna.

Gromiwoja, czyli wielkie WYPIERDALAĆ!

Dziękuję mojej siostrze, Kasi, za całościowy koncept tego wpisu od pierwszej linijki do ostatniej, zdjęcie Kasia B.

Rzecz się dzieje podczas wojny peloponeskiej. Trwała ona tak długo, że kobiety się zbuntowały, stanęły do walki i wygrały!

Gromiwoja (Lizystrata)

Tekst: Arystofanes 411 p.n.e
Komentarz (fragmenty przedmowy): tłumacz Edmund Cięglewicz (ur. 1862, zm. 1928)
Przypisy i uwagi: Ewa Maria Slaska 2020

Jest rok 411 p.n.e. Trwa druga wojna peloponeska. Otóż na wiosnę tego roku (…) gdy nieszczęsne Ateny zaledwie łzy osuszyły po klęsce sycylijskiej, wśród powszechnego przesilenia ekonomicznego, niesłychanej drożyzny, wywołanej przeludnieniem i przymusowym, już od lat dwu, zaniechaniem uprawy roli w znacznej części ziemi attyckiej, wystawia poeta (Arystofanes), w lutym, podczas świąt Lenajskich, Lysistratę-Gromiwoję, komedię, w której szalony, śmiechem i dowcipem pieniący się pomysł idzie o lepsze z głębią myśli polityczno-społecznej. (…) Mądra, wyższa, patriotyczna kobieta postanowiła zmusić Hellenów do zawarcia pokoju. Gromiwoja obmyśliła sposób, aby pogromić wojujące strony: widząc, że zwykłymi środkami nie zaradzi się temu, już dwadzieścia lat trwającemu obłędowi, użyła sposobu wyjątkowego, na który mamy dziś wyraz zanadto dobrze znany, aby go nie użyć: białogłowski strajk.

GROMIWOJA (do Starucha)

Słuchaj jeno
Czasu wojny długotrwałej
Myśmy siła
złego… siła,
Od was, mężczyzn, znieść musiały,
A cierpliwość… z nami była!
Nie lza było słówkiem pisnąć,
Choć burzyła się krew na was.
Więc śledziłyśmy was ładnie
I, bywało, siedząc w domu,
Słyszym nieraz, jak zapadnie
Straszny wyrok złej uchwały
W sprawie ważnej!

Poeta wyprowadza na scenę niewiasty, walczące doskonale tą bronią, jaką im dała natura, a celem tej walki jest powszechny pokój. Pomysł poety świadczy, że kobieta w Atenach miała swoje aspiracje, dążące do emancypacji; dążenia te, nawet dziś tu i owdzie ironicznie pojmowane, niekiedy namiętnie zwalczane, przedstawia poeta w sposób, zapewne, wielce komiczny, lecz niezmiernie sympatyczny: jego Gromiwoja nie jest śmieszną, lecz owszem dzielną i wielką obywatelką, której się słusznie wszystkie należą prawa.

Jak wykonał poeta ten pomysł?

„W naszym ręku leży zbawienie Hellady”, woła bohaterka komedii, piękna i mądra Gromiwoja, do zwołanych z całej Grecji przedstawicielek płci pięknej. (…) “Zmusimy ich zaprzestać tej obmierzłej wojny, jeżeli zgodzimy się na jedno… Od dziś kwita z wszelkich czułości”. (…)

Na zamku, w obronnym grodzie, pod opieką dziewiczej Pallas Ateny, strajkowiczki przebywają tak długo, aż wreszcie mężowie, zrazu oburzeni, potem „prywacją kobiet” (…) srodze znękani, składają broń przed tym pospolitym kobiet ruszeniem, zawierając pokój panhelleński (…).

Ale Lizystrata to nie tylko historia kobiecego strajku. To również apel o demokrację. Oto, co mówi dalej Gromiwoja do Senatora, przyrównując obywateli i politykę do wełny

Naprzód tedy, jak się z brudu
Myje wełnę na potoku,
Tak kołtuństwo trzeba z ludu
Zmyć i z miasta, jako wióry
Gnać, a kłęby powikłane
Polujących na godności
I na tłuste synekury
Zgrzebłem międlić bez litości —
I urywać łby skalane!
Potem czesać czystą wełnę,
W jeden kosz swobody wspólnej
Wszystkich kładąc: więc wmieszkanych
Pobratymców i związkowych
Nawet i dłużników owych,
Co stracili prawa ludzkie,
Trzeba mieszać w ten kosz wspólny.
Przebóg, wszystkie miasta one,
Zakładane, jak osady
Naszej macierzystej ziemi,
Wiedz, że jako rozrzucone
Pasma leżą, zatem słabe.
Więc te pasma
Zebrać wszystkie w ten kosz pełny,
Potem zbić na jeden wełny
Zwał, chociażby nie bez trudu
I tkać nowy płaszcz dla ludu!

Tą odezwą wystawił sobie Arystofanes największy pomnik, jako myśliciel, jako polityk, jako obywatel. Tak, obywatel, bo ta wełna w koszu, to wszak “wspólność praw obywatelskich”. Ale niestety głos natchnionego wieszcza był głosem wołającego na puszczy; przezornej myśli, najdonioślejszej, jaką kiedykolwiek wypowiedział Ateńczyk, którą należało przyjąć jako program dyplomatyczny, współczesność nie zrozumiała, a gdy zrozumiała, było już… za późno. Nie przyznano metojkom praw obywatelskich, nie zrównano ludzi wobec prawa. To zrobił dopiero Rzym.

Wróćmy jednak do naszych bojownic. Ich cel bardzo przypomina to, o co teraz pod wodzą kobiet walczy cała Polska: o wielkie WYPIERDALAĆ! skierowane do, ujmijmy to skrótowo, dziadersów wszelkiej maści.

Rzekłby kto, no ale jednak pardon fi donc, nieprzyzwoite to słowa. A tu tymczasem:

Śmiałym słowem przemawia Grek w życiu i na scenie; wyobrażenia helleńskie o przyzwoitości, zwłaszcza scenicznej, różnią się od dzisiejszych, o zewnętrzną tylko przyzwoitość dbających. Nasza scena przemyca częstokroć prawdziwą i potworną zgniliznę, ale ten jeden warunek musi być zachowany: o wszystkim wolno mówić, byle parafrazą, przyzwoicie i mniejsza o to, że pod tą osłoną wypranych, wyprasowanych i ublanszowanych Tłumacz, chcący oddać poetę, jakim był, nie może trzymać się tej recepty: zbyt wielki to umysł, aby go przykrawać do pojęć cnotliwego emeryta lub zwagneryzowanego pajaca. Niech więc nikogo
…nie razi, że tu greckie panie
Mówią dość śmiałą mową, a panienki,
Niepowstrzymane swym greckim sumieniem,
Zwą często rzeczy… właściwym imieniem.

Takim na przykład:
Haj, na dwa bożyca, dyć
goła hipkam i piętą w rzyć biję!

Z jednej strony gromada dorodnych erotycznie rozbuchanych rokoszanek, z drugiej (nie do wiary!): na scenę wkracza powoli zadyszany chór Starców siwobrodych, złożony z 12 choreutów (…) Dziady owe dźwigają pęki chrustu, wleką polana i konary; dwaj dzierżą sagan miedziany z żarzącym węglem i dmuchają, raz po raz kaszląc od gryzącego dymu. (…) Na końcu wlecze się przodownik chóru, koryfajos, imieniem Strymodoros; stary wyga, nie dźwiga nic, tylko dowodzi. (…) stają, krztusząc się, kaszląc i ocierając pot.

Strymodoros! Ten ze sceny wypisz, wymaluj jak ten nasz!

Ale choć główną bronią ma być odmowa chędożenia się, dziewczyny i dziady naparzają się też bezpośrednio. Mają nie tylko normalną broń. Starcy walczą ogniem, rokoszanki, jak je nazywa tłumacz, wodą. Kobiety zwyciężają. Główny Staruch bardzo nad tym ubolewa. Gromiwoja odpowiada mu beztrosko:

Azaś ty myślał, że baby nie… biją,
Że my niewolne? Że może kobiety
Nie mają ducha? (…)
Więc my tedy obwołały
Sejm niewieści, by Helladę
Wyrwać z toni wspólną mocą.
Czekać jeszcze? Na co, po co?
Więc gdy zbawczą kobiet radę
Przyjąć chcecie sercem wdzięcznym,
I, jak my wpierw, milczeć, luby,
Ocalimy was od zguby!
(…)
CHÓR BIAŁOGŁÓW

Ninie zbliż się który do mnie, a wybiję zęby!
Czosnku ten nie będzie gryźć,
Grochu, bobu, ni ziarenka:
Jednym słówkiem spróbuj lżyć,
Wściekła jestem, będę bić,
Że polecą z was otręby,
I wspomnisz bajkę, jak żuk orła nęka!
(…)
Nie dbam o was, póki żyje
Ma Lampito, wierna straż,
I tebańska krasawica,
Ismenija — zaszczyt nasz!
Wy bezsilni, nie pomoże
Na to nawet uchwał sto,
Zwłaszcza, że wam wszyscy wkoło
Źli sąsiedzi zemstą klną.

Niezaspokojeni seksualnie wojownicy ze Sparty i Aten, wspierani przez pokonanych starców, podejmują decyzję o zawarciu przymierza, które zakończy wojnę.

Nie trudna to rzecz, kiedy obie strony
Bez fałszu zadmą już w jednakie tony
A zatem: ***** ***

Kochani i jeszcze opis do zdjęcia: zostało zrobione 3 listopada podczas demonstracji w Gdańsku w obronie wolnych mediów. Pochód formował się we Wrzeszczu na ulicy Grunwaldzkiej, pod pięknym pałacykiem czyli siedzibą radia Gdańsk (to było kiedyś fantastyczne radio), a potem szedł do Gdańska, pod siedzibę ***. Poszłyśmy z koleżanką. Miałyśmy mnóstwo rzeczy do obgadania, a na trasie nikt nic nie skandował, to, zatopione w rozmowie, szłyśmy coraz wolniej. Nagle okazało się, że idziemy jako ostatnie i chyba byśmy tego nawet nie zauważyły, gdyby nie pogoniły nas buczkiem zamykające pochód auta policyjne. Upozowałam się na ich tle, a koleżanka zrobiła zdjęcie. A dopiero dziś zrozumiałam, że wystylizowałam pozę na zdjęciu na Gromiwoję. Trudno się zresztą dziwić, pisałam o niej przecież przez cały dzień.

Übersetzer Workshop 3

Vor einer Woche und gestern berichteten wir (ich und Plamena Maleva) über Übersetzer Workshop, der im Rahmen der Osteuropa-Tage organisiert wurde.

Heute präsentieren wir polnische Autorin und Aktivistin der neusten Frauen- und Kampfbewegung in Polen

Monika Tichy

Die Autorin des polnischen Textes Monika Tichy hat sich am zweiten Workshop-Tag eingewählt und sich mit der polnischen Gruppe über ihren Text und über die aktuelle Lage in Polen unterhalten. Ihr machen die aktuellen Umstände in Polen rund um das Abtreibungsverbot Sorgen.

Monika Tichy (l) & Katarzyna Hajduk

Ein Video von unserem Zoom-Gespräch findest du HIER / TU
Text Original  / Tekst po polsku: TU / HIER

Der Ausschnitt aus der entstandenen Übersetzung (grün auf Polnisch / zielony po polsku)

Ich war mal eine ins Gebet vertiefte, Bibel lesende und drei Mal pro Woche im Gottesdienst dienende junge Frau. Sakramentale Ehefrau. Glaubend an den Schwindel des Patriarchats, verpackt in ein lyrisches Sacrum, an das mein Vater glaubt.
Vater weiß nicht, dass ich nicht mehr glaube. Ich spreche mit ihm über nichts Wichtiges, obwohl wir hin und wieder aufeinander treffen, denn meine Mutter passt manchmal auf meinen Sohn auf. In diesem Moment, so wie immer mittwochnachmittags, ist der Kleine bei der Oma, aber ich bin nicht auf Arbeit, so wie üblich. Ich streike.
Vater weiß nicht, dass mein Mann, der im Ausland arbeitet, schon jemand anderen hat und ich ebenfalls. Vater weiß nicht, welche Ethnie, welches Geschlecht, welches Alter unsere neuen Partner haben. Warum soll ich es ihm sagen, wenn ich weiß, dass er „solche“ nicht akzeptiert?
Vater weiß nicht, dass ich bei jedem lokalen und zentralen Antiregierungsprotest war, seitdem die Partei an die Macht kam. Seine Partei.
Vater ist ein Mitglied der Partei.
Also was macht er hier?

Kiedyś byłam młodą, rozmodloną panną czytającą Biblię i trzy razy w tygodniu służącą do mszy. Sakramentalną małżonką. Wierzącą w te ściemy patriarchatu, opakowane w liryczne sacrum, w które wierzy mój ojciec.
Ojciec nie wie, że ja już nie wierzę. Nie rozmawiam z nim o niczym ważnym, mimo że widuję go, bo moja mama czasem zajmuje się moim synem. W tej chwili, jak zawsze w środy po południu, mały też jest u babci, ale ja nie jestem w pracy, jak zazwyczaj. Jestem na strajku.
Ojciec nie wie, że mój mąż pracujący za granicą ma już kogoś innego, i że ja mam również. Ojciec nie wie, jakiej rasy, płci i wieku są nasi nowi partnerzy. Po co mam mu mówić, skoro wiem, że on „takich” nie akceptuje?
Ojciec nie wie, że byłam na każdym antyrządowym proteście lokalnym i centralnym od czasu, gdy do władzy doszła Partia. Jego Partia.
Ojciec jest członkiem Partii.
Więc co on tu robi?
2.
Sie sind wie die Pharisäer, über die Jesus sprach: „Sie bürden den Menschen unerträgliche Lasten auf, doch sie selbst rühren keinen Finger, um diese Lasten zu tragen”. Liege in fruchtbaren Nächten neben der Ehefrau, aber fasse sie nicht mal an! Gebäre sechs! Und ziehe sie groß! Lass ihn dich schlagen, wenn er betrunken zurückkommt! Gebäre ein krankes Kind, kümmere dich um es bis Ende des Lebens und sterbe ohne Sicherheit, was mit ihm weiter sein wird! Welcher von ihnen, die da bequem im Pfarrhaus oder der Bischofsresidenz leben, roch zumindest einmal im Leben eine Windel?

Oni są jak faryzeusze, o których Jezus mówił: „Wiążą ciężary wielkie nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, a palcem ich tknąć nie chcą”. Leż obok żony w noce płodne, ale jej nawet nie dotknij! Urodź sześcioro! I wychowaj! Pozwól, by cię bił, kiedy wraca pijany! Urodź chore dziecko, zajmij się nim do końca życia i umrzyj bez pewności, co z nim będzie dalej! Który z nich, żyjących wygodnie na plebanii czy w biskupiej rezydencji, chociaż raz w życiu powąchał pieluchę?
3.
Die letzte Kraft, in der ich sie noch sehe, sind Frauen. Die Regierung weicht vor Nichts und Niemandem zurück. Demonstrationen von mehreren tausend Menschen zur Verteidigung der Verfassung oder der Medien zerschlugen sich an ihrem Hochmut wie eine Welle an einem Betonmast. Die Meinungen der EU-Organe oder der internationalen Institutionen gehen komplett an ihnen vorbei. Den einzigen Schritt rückwärts, den sie machten, war unter Druck von Frauen.
Ostatnia siła, w jakiej jeszcze ją widzę, to kobiety. Rząd nie cofnął się przed nikim i niczym. Wielotysięczne manifestacje w obronie konstytucji czy mediów rozbiły się o ich butę jak fala o betonowy słup. Opinie instytucji unijnych czy międzynarodowych mają gdzieś. Jedyny krok wstecz, jaki zrobili, to pod naciskiem kobiet.

Übersetzer Workshop 2

Plamena Maleva

Zitate von mir als Koordinatorin:
– Der Workshop war ein großer Erfolg und das Team der Osteuropa-Tage ist sehr froh, dass wir es trotz der aktuellen Umstände geschafft haben, einen digitalen Raum für Austausch und Zusammenarbeit zwischen Übersetzer*innen zu schaffen.

– Dieses Jahr lag der Fokus des Workshops auf publizistischen Texten und wir hatten vier sehr unterschiedliche, jeweils sehr spannende Texte dabei, die vor allem für die Bevölkerung der jeweiligen Länder geschrieben sind. Die vier Gruppen, die jeweils aus dem Polnischen, Bulgarischen, Tschechischen und Russischen übersetzt haben, standen also vor der Herausforderung, gewisse kulturelle Kontexte, sowie landerspezifisches Hintergrundwissen, welches für das Verständnis der Texte notwendig ist, möglichst verständlich ins Deutsche zu übertragen, ohne dass dabei zu viele Fußnoten entstehen. Wenn man sich die entstandenen Übersetzungen anschaut, sieht man, dass alle Gruppen diese Herausforderung erfolgreich gemeistert haben.

Atmosphäre und Austausch:
Am Ende des Workshops haben sich alle Gruppen zusammengetan und sich über den Übersetzungsprozess ausgetauscht. Dabei konnte z.B. die bulgarische Gruppe, in der es keine deutschen Muttersprachler*innen gab, bei der Suche nach einem passenden Begriff wertvolle Tipps bekommen. Die Teilnehmenden konnten einen Teil von jeder Übersetzung hören und einen Eindruck von den jeweiligen spachrlichen Besonderheiten in jedem Text bekommen.

Ein besonderer Dank geht an die Referent*innen: Katarzyna Hajduk (PL), Evdokia Stoyanova-Kostova (BG), Anastasia Myasina (RU) und Ruben Höppner (CZ) für die tolle Arbeit an den Rohübersetzungen und beim Moderieren der Gruppenarbeit. Sie haben von den Workshop-Teilnehmer*innen auch viel Lob bekommen und es freut uns, als Veranstalter des Events, dass die Betreuung der Gruppen in sicheren Händen war.

Rozmowy z Konradem: kobiety

Wieczny dylemat, czyli mówić czy wyglądać?

Ewa Maria Slaska

Dla moich koleżanek i dla mnie, czyli tych kobiet, które zdały maturę w okolicy marca 1968 roku (to ważna cezura, jeszcze będę do niej wracać), bycie kobietą emancypowaną, było sprawą jak najbardziej naturalną. Miałyśmy nowoczesne matki, a niekiedy również babki, nasze nauczycielki były pełnokrwistymi indywidualnościami, a na dodatek nasze młode ciotki były dla nas jeszcze wzorem urody, powodzenia, ubierania się i czesania. Nie wiem, czy któraś z nas poświęciła w ciągu lat nauki choćby jedną myśl pytaniu, co to znaczy być kobietą emancypowaną, albo czy chcemy być emancypowane? To w ogóle nie było pytanie – było oczywiste, że już jesteśmy emancypowane i nie przychodzi nam do głowy żadna inna wersja losu kobiety. Miałyśmy studiować, a potem pracować, miałyśmy być piękne, dobrze ubrane i uczesane, chciałyśmy gotować fajne potrawy z oryginalnymi jarzynami i przyprawami (nie darmo Kalkowski od lat promował w Przekroju taki styl gotowania) i mieszkać w ładnych domach lub mieszkaniach z przystojnymi mężami podobnymi do Beatlesów i grzecznymi, inteligentnymi dziećmi.

Ten świetny model wielu z nas zatruł(by) życie, uczesane włosy były(by) w dwa dni po wizycie u fryzjera znowu potargane, na kolorowych podłogach zbierał(by) się kurz, mężczyźni podobni do Johna Lennona okazali(by) się zazdrosnymi nudziarzami, a szpinaku i tak nie było ani w sklepie, ani w polu, ani w zagrodzie.

Na szczęście w międzyczasie pojawili się hippisi i nie chodzi mi o te niewielkie grupki tzw. “prawdziwych hippisów PRL-u”, tylko o ideę, modę, muzykę, taniec, pacyfizm, tolerancję, luz, lekceważenie konwenansów, wegetarianizm, kwiaty we włosach, trawkę, wolny seks, pigułkę antykoncepcyjną i radio Luxemburg, czyli wszystko, co się zgromadziło wokół słowa “hippisi”. To osłabiło szczelny perelowski model emancypowanej kobiety i, choć w mniejszym stopniu, peerlowski model “prawdziwego mężczyzny”. Oba mocno się porysowały, a w drugiej połowie lat 60 zyskały nową treść – nasyciły się polityką. Dotychczas byliśmy, tak naprawdę, istotami apolitycznymi, urodziliśmy się po wojnie, stalinizmu świadomie nie pamiętaliśmy, nasi rodzice przezornie milczeli, partia i ZMS nie miały do nas dostępu, a kościół traktował nas łagodnie, kiedyś zostaliśmy ochrzczeni, potem poszliśmy do komunii, niektórzy z nas do bierzmowania, ale na pewno nie wszyscy. Partia przymykała oczy na sprawy społeczeństwa z kościołem, kościół nie żądał od społeczeństwa, by przestrzegało przykazań i zbyt surowo odcinało się od partii – wszyscy się jakoś “zaaranżowali”. Każdy próbował na swoją modłę urządzić sobie życie, no cóż – jak najprzyjemniej.

W drugiej połowie lat 60 polityka jednak gwałtownie wtargnęła w nasze życie. Zaczęło się od tego, że Willy Brandt podpisał umowy z Polską i z PRL zaczęli oficjalnie wyjeżdżać Niemcy. Okazało się wtedy, że w Polsce są jacyś Niemcy. Jeszcze nie otrząsnęliśmy się z faktu, że są Niemcy, gdy w roku 1968 pojawili się Żydzi. Pawłowi Jasienicy wytknięto jakiegoś ukraińskiego Łupaszkę, a to przypomniało, że byli kiedyś Łemkowie i Bojkowie, Ukraińcy. Rzeczpospolita przestała być jednolita “jak postaw czerwonego sukna” i mocno wystrzępiła się na brzegach. W roku 1970, właśnie próbowaliśmy być (mimo Marca 1968 roku) szczęśliwymi studentami, z całą mocą spadła na nas polityka, której już nie dało się pominąć. To nie były “obrzeża i skraje”, to nie byli Niemcy (nie byliśmy Niemcami), to nie byli Żydzi (nie byliśmy Żydami), to nie byli Ukraińcy. To był sam środek naszego życia. Polityka stała się jego główną treścią i, mimo iż stale przegrywaliśmy, a od czasu do czasu partia, rząd i milicja zabijały nas i biły, czuliśmy się silni, bo byliśmy razem. To była gra MY kontra ONI, i oni mogli mieć w garści wszystko, a my i tak byliśmy lepsi. Czyli było strasznie, ale wciąż było przyjemnie, pewnie dlatego że nie mieliśmy dylematów, czyli znaliśmy odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mogło zaserwować nam życie.

I tak było do roku 1980, czyli do strajków sierpniowych i powstania Solidarności, kiedy to cały ten pięknie funkcjonujący gmach, zbudowany przez nas w procesie wzajemnego aranżowania się Partii, Kościoła, Opozycji i Społeczeństwa, runął do śmietnika historii, a z każdego kąta zaczęły wyłazić upiory. Im więcej zdobywaliśmy wolności, tym było gorzej, tym więcej upiorów wsysało się nam w szyję i wypijało krew. Rozpadło się nasze “razem”, wszędzie czaili się wrogowie, często my nimi byliśmy dla innych. To czego nie dokonała Komuna, tego dokonała Wolność. Niestety, zaczęło się od razu po podpisaniu porozumień. Jeszcze nie wiadomo było, jak ruch się będzie nazywał, a już zaczęły się pojawiać zwiastuny tego, co nas zniszczy. Ruch w Obronie Dziecka Poczętego. Albo żołnierzy wyklętych. Skąd mogliśmy wiedzieć, że trzeba je zdusić w zarodku..

Przez ostatnie 40 lat podzieliśmy się, może na zawsze, a w każdym razie na długo. Nie  będę się tu zajmować “prawdziwymi Polakami”, nacjonalizmem, Obrońcami Jezusa, strefami wolnymi od uciekinierów, Żydów, gejów i gender, nie piszę rozprawy o Polsce PiSu, pozostanę zatem przy tym, co mnie dotyczy(ło) jak najbardziej bezpośrednio, czyli sprawie kobiet.

Pierwszy raz dowiedziałam się, że istnieje sprawa kobiet za czasów Solidarności. Przyjechały z Anglii dwie feministki i miałam im opowiedzieć o sprawie kobiet w Polsce. I w ogóle nie zrozumiałam, o co im chodzi. Przez cały czas mówiłam o polityce, o niesprawiedliwości społecznej, o potrzebie wolności, o skorumpowanej władzy i biedzie robotników i chłopów. A one pytały o sprawę kobiet. No to odpowiadałam, że nie ma podpasek, albo że są z ligniny twardej jak deska, że nie ma pieluch jednorazowych, ani proszku do prania pieluch z tetry. A one nadal pytały o sprawę kobiet, i nie interesowały ich nawet dziesięcioletnie kolejki po klucze do własnego mieszkania.
Wreszcie machnęły na mnie ręką.

Następne feministki spotkałam już w Niemczech. Był rok 1985. Zapytały mnie o sprawę kobiet, ale tym razem już wszystko wiedziałam. Poprosiły, żebym napisała o tym artykuł na światową konferencję kobiet w Nairobi. Czekałam na azyl polityczny w Niemczech i nie mogłam wyjechać, pojechał tylko mój referat. Nazywał się “The rights we don’t have”. Myślę, że był to taki tekst, może jedyny w moim życiu, który przeczytały miliony ludzi. Zapewne głównie kobiet. Był cytowany tak długo, że postradał i tytuł, i autorkę, a potem i sens, bo po roku 1989 wszystko się zmieniło. W referacie do Nairobi pisałam o tym, co się dzieje z prawami kobiet w kraju komunistycznym, jeśli kobieta nie należy (jak ja należałam) do uprzywilejowanej wyższej klasy średniej, nie ma emancypowanych rodziców, w miarę zamożnego życia i nie mieszka w wielkim mieście. O tym, że o obrazie świata decydowałyśmy my, inteligentne studentki z Warszawy, Gdańska, Krakowa i Poznania, a Polska wygląda zupełnie inaczej. Już Rzeszów albo Białystok są w stosunku do nich opóźnione o co najmniej 20 lat, miasta powiatowe są jeszcze bardziej zacofane, kobieta mieszkająca na wsi opóźniona była w stosunku do najbliższego miasta o kolejne 20 lat. O tym, co to jest potrójne obciążenie kobiety, czyli praca, dom i rodzina oraz, jako trzeci rodzaj zajęcia kobiety – zapewnianie zaopatrzenia, głównie stanie w kolejkach i dźwiganie siat. O źle płatnych sfeminizowanych zawodach, gdzie jednak zawsze nad całą gromadką pracownic stał kierownik lub dyrektor. O strajku głodowym pracownic fabryk włókienniczych. O wioskach, w których najbliższy ginekolog oddalony jest o 70 kilometrów, a autobus jeździ dwa razy dziennie. O szklanym suficie, czyli o tym, że dziewczęta lepiej się uczą, jest ich więcej w liceach i na studiach, a przecież ilość kobiet spada w miarę wspinania się po szczeblach kariery naukowej i że kadra profesorska to głównie mężczyźni. I że opozycja wcale nie jest lepsza, bo choć jest dużo niepokornych politycznie pisarek, to od roku 1962 do roku 1985 nagrodę Kościelskich dostało 85 osób piszących, a tylko 11 z nich to były kobiety, bo to nagroda dla polskich opozycjonistów, czyli dla mężczyzn. I że wszędzie (zresztą do dziś) przedstawia się Solidarność jako ruch brodatych mężczyzn koło 30, choć to kobiety wykonywały większość prac usługowych w Solidarności i niemal wszystkie, również przywódcze, w czasie stanu wojennego. I że w encyklopedii Solidarności nie było haseł kobieta, matka, prawa kobiet, aborcja, nierówne płace…

Był rok 1985, nie mogłam więc jeszcze napisać, że jak już w roku 1989 doszło do rozmów Okrągłego Stołu, to brała w nich udział tylko jedna kobieta, Grażyna Staniszewska.

I wtedy się okazało, że gdy odeszła Komuna, to sprawa kobiet przecież nie odeszła, ale wraz z Wolnością przyszła sprawa kobiet numer 2. Zaczęła się od odesłania kobiet do domu i publicznego głoszenia tezy, że miejscem kobiety jest rodzina. Pierwszy raz przeczytałam taką wypowiedź tuż po czerwcu 1989 roku. Właśnie tworzyliśmy zręby wolnej Polski. Powiedziała to w wywiadzie wnuczka Józefa Piłsudskiego, żona opozycjonisty i ważnego polityka nowej Polski, pierwszego cywilnego ministra obrony narodowej – Janusza Onyszkiewicza.
W roku 1993, za czasów, gdy Hanna Suchocka była premierką, wprowadzono niemal całkowity zakaz aborcji, obowiązujący do dziś i nazywany, nie wiadomo czemu – kompromisem aborcyjnym.

Poszliśmy do przodu, żebyśmy musiały się cofnąć, żeby się okazało, że tkwią w nas nauki nie tyle i nie tylko matek i babek, ale pewnie i praprababek. Gdzie one się podziewały, gdy byłam uczennicą i studentką? Skąd wychynęły?
Mężczyzna pracuje, kobieta przebywa w domu z dziećmi.
Kobieta nie odmawia seksu mężowi, nawet jeśli jest chora lub zmęczona.
Przetrwaj, przeczekaj.
Mąż może bić, poniżać i gwałcić. Wykorzystywać seksualnie dzieci.
Trzeba nieść swój krzyż.

Ale nie sięgajmy nawet do rejonów, które za moich młodych lat albo w ogóle nie istniały, albo uważałyśmy je za jakieś przeraźliwe patologie.
Bo nasze zniewolenie jest również znacznie subtelniejsze.
Mamy być powabne, ale przecież również chcemy być powabne. Zobaczcie, co robimy, jeśli do pokoju wchodzi mężczyzna. Porozwalałyśmy się z koleżankami na kanapach i fotelach, siedzimy wygodnie, naokoło nas bałagan, szklanki, gazety, ciastka. Gdy wchodzi mąż gospodyni, nagle wszystkie siadamy prosto, szybciutko uprzątamy bałagan, układamy nogi, by łydka zgrabnie się prezentowała, wciągamy brzuch…

Ale jest i na odwrót, mężczyzn w pokoju jest kilku, my dwie, a może nawet tylko jedna… Toczy się dyskusja na temat edukacji. Jedna z nas jest pedagożką i matką, miałaby coś do powiedzenia, ale póki co rezonują mężczyźni, nie ma jak dojść do głosu, wiedzą lepiej. No wreszcie, udało się, próbujemy coś powiedzieć, ale zanim to zrobimy, już się nas popędza. Właściwie może lepiej zamilknąć. Czy to znowu takie ważne, to co mamy do powiedzenia? OK, jednak udało się wygłosić jakieś zdanie, ale już ten Iksiński mi przerywa i… powtarza to, co ja właśnie powiedziałam jako swoją tezę. Tylko, że ja stosowałam wszystkie znane od tysiącleci sposoby mówienia niewolników, mówienia tak, by nie zirytować pana i jego przedstawicieli. Bo, gdy mówimy, irytujemy ich lub rozśmieszamy. Wiem, wszystkie wiemy, jak możemy próbować tego uniknąć. Mówiłam przepraszająco, ciszej, łagodniej, używałam słów chyba, może, wydaje mi się, a on po prostu zasuwa propagandową mowę z mównicy. Ale o co chodzi, przecież i tak było nienajgorzej, bo przecież mogłam usłyszeć, że nudzę i się wymądrzam, za dużo gadam, nie umiem się skracać, gdyby to było publiczne wystąpienie, można by mi było na przykład nie dać mikrofonu do ręki, tylko podetkać go pod nos lub głośnym szeptem pouczać, co mi wolno, a czego nie. To naprawdę nic trudnego publicznie mnie poniżyć i obrazić. Tak, żeby wszyscy słyszeli. A jeśli grzeczność będzie jednak wymagała przeprosin, zostanę przeproszona po cichu i prywatnie. Przez telefon albo smsem.
Ale nie mam czasu, żeby go przeczytać. Panowie stworzenia poszli na taras na papierosa. To ja tu tymczasem szybciutko trochę posprzątam… Bo przecież lubię, żeby naokoło było ładnie i powabnie.

Zasadniczo stale to robimy, automatycznie polepszamy nasz wygląd i wygląd naszego otoczenia, a pomniejszamy naszą inteligencję. Taki mechanizm obronny. Dzień w dzień próbujemy rozwiązać dylemat: mówić inteligentnie, czy ładnie wyglądać, czyli jak się nie narażać? I, moje młode, młodsze i najmłodsze, koleżanki. Nawet jeśli świadomie potraficie się temu przeciwstawić, w środku w Was tkwi wciąż ta istota, która pod atrakcyjnym wyglądem ukrywa fakt, że jest mądra. Nawet jeśli prowokujecie i mówicie jak zwyciężczynie. Przyjrzyjcie się sobie uważnie.

***

Nie mam racji? To proszę, posłuchajcie wystąpienia pastorki Pauli Stone Williams, która przeszła zmianę płci, a zatem dobrze wie jak to jest być mężczyzną, a jak kobietą. Jej całe wystąpienie jest właśnie o tym, nie o przemocy, gwałtach i niesprawiedliwości, nie, jej wystąpienie dotyczy tych subtelnych różnic:

Wystąpienie jest świetne, ale najlepsze jest zdanie: WHY DO I HAVE TO APOLOGISE FOR BEING RIGHT?

thatorfor

Przepraszam…

Z wolnej stopy 10

Zbigniew Milewicz

Dzień dużego rozmiaru

2 września to przede wszystkim urodziny naszej Adminki, wszystkiego najlepszego Ewuniu 🙂
Z Kalendarza Świąt Nietypowych, Kalbi dowiaduję się, że jest to również międzynarodowy dzień pulchnych pań, których osobiście jestem wielbicielem. Oto, co pisze o nim Kalbi:

„Dzisiaj mamy święto “dużych” ciałek, krągłości, wypukłego brzuszka, obfitych udek, ponadwymiarowych biustów, wielkich stópek i pulchnej pupci.

Z tej okazji warto zastanowić się czemu moda kreuje wychudzone wieszaki – model kobiecego ciała, który ma niewiele wspólnego z seksownością, zdrowym i zadbanym wyglądem? Jeszcze nasze prababcie i babcie powiadały, że chude to chorowite. Coś w tym jest. Wielu panów otwarcie przyznaje, że woli, aby partnerka była “przy kości”, żeby “było za co łapać”. Po za tym szersze kobiety kojarzą się z ciepłem domu rodzinnego, z dobrą kuchnią, z dogadzaniem i poczuciem humoru. Czemu więc na siłę, przez media promuje się chude ciało? Czy tęga osoba nie może być zgrabna, przystojna, modna? To jest jakiś mit, który został wtłoczony społeczeństwu do głów. Wiele kobiet popada w kompleksy z powodu większej wagi. Dla niektórych kobiet bycie chudą jest po prostu niemożliwe z racji uwarunkowań biologicznych. Nadmierne odchudzanie się w takich przypadkach może prowadzić tylko do spadku odporności i chorób.

Oczywiście we wszystkim trzeba mieć umiar. Chodzi tu tylko o naturalne krągłości, a nie o przesadną otyłość. Australijska modelka Jessica Vender Leahy wpadła na pomysł genialnej kampanii “Project Woman KIND”, która ma na celu pomóc zaakceptować szerokim dziewczynom swoje ciało. Razem z innymi modelkami plus size, nagrały filmiki w których opowiadają jak się z nich śmiano z powodu ich ciała. Dziś te kobiety są sławnymi modelkami. Może zamiast popadać w kompleksy, lepiej zgłosić się do konkursu na Miss? Co roku odbywają się ogólnopolskie i światowe wybory Miss Plus Size. Jest to konkurs dla wszystkich kobiet w rozmiarach od 40/42 do 52/54. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się konkurs Miss Plus America, w którym startują piękne kobiety o obfitych kształtach.

W Polsce działa kilka agencji modelek over size. Światową ikoną modnych, puszystych kobiet, ostatnio jest Tess Munster (na zdjęciach). Dziewczyna z wielkimi gabarytami na początku 2011 roku podpisała umowę z ważną brytyjską agencją, a już w 2013 roku jej zdjęcia ukazały się w magazynie VOGUE, w rankingu najważniejszych modelek plus size. Warto, też wspomnieć o Ashley Graham, która współpracuje z wieloma markami odzieży dla puszystych kobiet m.in. Lane Bryant czy Addition Elle. Modelka wypuściła własną kolekcję bielizny XXL, która jest inspirowana książką “50 twarzy Greya”. Choć w Polsce jeszcze trzeba trochę poczekać na szerszy asortyment odzieży w szerszych rozmiarach, to w Wielkiej Brytanii bez problemu można znaleźć takie sklepy. Przełomem było wypuszczenie przez Triumph bielizny w większych rozmiarach. Wszystko zmierza ku temu, aby naprawić kanon piękności damskiego ciała, wrócić do rzeczywistego i normalnego wyglądu, do akceptacji w mediach tego co okrągłe, tęgie i ponętne.

Podpisuję się oburącz pod tą odą do BBW, Big Beautiful Woman, w nadziei, że czytelniczki w rozmiarach mniejszych niż 40/42 nie wezmą mi tego za złe. Duży iloraz inteligencji i poczucia humoru z pewnością rekompensuje im brakujące kilogramy. Przy okazji przypomina mi się primaaprilisowa zabawa dziennikarska, którą w latach 70 organizowaliśmy w katowickim Dzienniku Zachodnim. Raz do roku, 1 kwietnia, dziennikarze mogli sobie zażartować z czytelników i wymyślali, co im tylko fantazja podsunęła. Nie wiem już dokładnie, kiedy to było, ale pewnego razu napisałem, że w miejscowej Hali Widowiskowo – Sportowej, słynnym kapeluszu Ziętka, właśnie odbędą się wybory miss pań przy kości. W warunkach uczestnictwa podałem chyba dolną granicę wieku 45 lat, wagę od 90 kilogramów wzwyż i byłem święcie przekonany, że nikt się nie da nabrać. Tymczasem przyjechało kilkanaście kandydatek, niektóre aż zza Częstochowy, w swoich najlepszych ciuchach i makijażu jak na Sylwestra. Ileż ja się musiałem naprzepraszać, redakcja zwróciła im pieniądze za dojazd, z własnej kieszeni kupiłem kwiaty i jakieś czekoladki , ale widziałem, że było im przykro, a mnie z tego powodu też.

Współcześnie zorganizowanie takiego konkursu w kraju nad Wisłą byłoby realne, więc z okazji dzisiejszego święta zachęcam: nie wstydźcie się panie swoich gabarytów, pokażcie się, duże jest piękne.

Nigra sum sed formosa

Głos w dyskusji o tym, czy mamy jeszcze używać słowa Murzyn. I komentarz. Kilkadziesiąt lat temu widziałam w polskiej (peerelowskiej) telewizji film o wchodzeniu na Mont Everest (to jeszcze nie było takie miejsce dla hipsterów, tylko niebezpieczny szczyt górski). Film nie był jednak o himalaistach, tylko o sherpach, kobietach, mężczyznach i dzieciach, którzy razem ze wspinaczami wchodzą na górę, niosą bagaże, rozbijają obozy, gotują i sprzątają (dziś nikt już nie sprząta, na Mont Everest są kolejki, a po drodze śmietnik). Byłam młoda, mało wiedziałam o świecie, a film mną wstrząsnął. Wydawało mi się oburzające, że biali mężczyźni uzyskują swoje sukcesy kosztem gromady ludzi biednych, ciemnoskórych, młodych i starych, kobiet i mężczyzn. Prawie płacząc opowiedziałam to znajomemu moich rodziców (od dawna to jest już mój znajomy), taternikowi, którego zawsze uważałam i nadal uważam za najszlachetniejszego człowieka, jakiego w życiu spotkałam. Wysłuchał mojej rozdygotanej relacji i powiedział: ale wiesz, najważniejszy jest szacunek dla godności tych ludzi.

Tylko tyle. Tak sobie myślę, że Tuwim pisząc Murzynka Bambo, szanował godność czarnych chłopaczków, a pewnie i dziewczynek.

Ale oczywiście, przyznaję, jestem nienowoczesna. Choć jednak prace Harmonii Rosales bardzo do mnie przemawiają. Może dlatego, że są obok i równolegle, a nie zamiast.

Soraia Alves

Reblog. Pintora cubana recria obras de arte clássicas com mulheres negras como protagonistas

Trabalho de Harmonia Rosales busca imaginar como seriam as obras clássicas se a estrutura dominante fosse feminina e negra

Usando obras de arte clássicas para levantar questionamentos na atualidade, a pintora cubana Harmonia Rosales, que mora em Chicago, tem feito versões de obras históricas colocando mulheres negras como protagonistas.

Com essa iniciativa, Rosales mostra como essas figuras foram negligenciadas da história da arte: “Não estávamos lá? Será que todos nós não ajudamos a construir essa terra em que vivemos?”, indaga a artista.

Um das obras analisadas por Rosales é “A Criação de Adão”, de 1508. Se a obra pretende retratar o momento da criação da humanidade, por quê todos os personagens pintados por Michelangelo são brancos? Além disso, se esse é o nascimento da humanidade, por que o há apenas homens na cena?

Obviamente algumas perguntas são respondidas pelo contexto histórico de quando as obras foram produzidas. Ninguém está dizendo que Michelangelo era racista ou misógino. O fato aqui é ver como a sociedade está há muito tempo sendo vista e representada por apenas um olhar: masculino e branco. Essa estrutura dominante de gênero e raça é o que tem ditado a História, e não é diferente com a história da arte.

A proposta de Rosales é imaginar como seriam essas obras clássicas se a estrutura dominante fosse outra: feminina e negra.

O trabalho de Rosales é poderoso. A forma como ela usa a arte para contestar modelos tão arraigados faz as pessoas verem alternativas que questionam as ideologias incorporadas da humanidade até hoje.

Autorka ma 35 lat i pochodzi z Chicago. Sławę przyniosła jej zreprodukowana na początku tego wpisu czarna i kobieca wersja stworzenia Adama wg Michała Anioła. Obraz poniżej, namalowany wg Botticellego, nosi tytuł:

Narodziny czarnej Oshun
Oshun to w religii Yoruba i brazylijskim Candomblé – Afrodyta, jedna z Orishas / Orixás.

Więcej na stronie artystki: Harmonia Rosales

Wenus z Catalhüyuk (Reblog +)

Niedawno świat (w każdym razie ten złapany w sieć) obiegło zdjęcie “nowej Wenus” neolitycznej, Wenus z Catalhüyuk. To niewielka miejscowość w Turcji.

Wykopaliska w tureckiej miejscowości Catalhüyuk zaczęto prowadzić 50 lat temu, jak jeszcze byłam studentką archeologii. Była to osada neolityczna, udowadniająca zaskakującą (wówczas) tezę, że rolnictwo nie narodziło się w żyznych, mlekiem i miodem płynących dolinach słynnych rzek starożytnych – Eufratu, Tygrysu, Nilu, lecz na górzystych terenach wysoko nad rzekami. Autor strony wykopalisk informuje, że Catalhüyuk jest jednym z najbardziej imponujących stanowisk archeologicznych na świecie.

Figurynka wykonana została z surowego marmuru i waży około kilograma. Została okrzyknięta sensacyjnym znaleziskiem, choć po prawdzie nie ma w niej nic sensacyjnego. Znalezisko nie otwiera nowej perspektywy badawczej, lecz potwierdza dawną, że mianowicie przedstawiciele kultur neolitycznych (młodszej epoki kamienia) na całym świecie tworzyli figurki kobiet o obfitych kształtach, symbolizujące rodzącą boginię matkę. Nazywa się je “Wenus”, a najsłynniejsza jest oczywiście Wenus z Willendorfu, co sprawia, że człowiek myśli, że jest jedyna. Tymczasem jest ich dużo.

W samym Catalhüyuk znaleziono już bardzo podobną kobiecą postać, siedzącą na tronie lwów, datowaną na okres 6 – 5,5 tysiąca lat przed naszą erą, co zresztą widać na załączonym wyżej obrazku.

Neolityczne kobiety…

No cóż, Brodowski tym razem o kobietach

Tym razem, bo ostatnio Brodowski poświęca teksty bezpośrednio polityce, np. opiewając życie i cuda pewnego pana z Warszawy i grona jego partyjnych wyznawców. Dziś natomiast o kobietach, i to nawet w niewielkiem stopniu politycznie. Nawet, rzekłabym, jeśli jest tu polityka, to całkiem zawoalowana. Chociaż może i za to możemy dostać “bana”, on i ja. Niedawna katastrofa, kiedy to tydzień temu WordPress z sekundy na sekundę zlikwidował całego bloga i poinformował mnie, że popełniłam wykroczenie przeciw regułom korzystania z ich usług, nastąpiła w momencie, gdy właśnie wstawiłam TE wiersze na bloga i chciałam je zapisać jako wpis na dziś… Nie wiem, czy to dlatego. Bo powody mogły byś jakieś inne, np. haker albo wirus (Corona?). Ale jednak płachtą na byka mógł się okazać nasz autor, którego na Facebooku banują regularnie. Jak dotąd myślałam, że blogi są wolne od fejsbukowej zabawy w banowanie, ale może właśnie przestały. WordPress nie poinformował mnie, dlaczego mnie zatrzasnął, nie podał też, co sprawiło, że przywrócił mi łaskawie prawo funkcjonowania. Zobaczymy, co się zatem stanie dziś 🙂

Roman Brodowski

Nieco apokryficzna satyra
„W obronie moich pań“

Dwa sorty są na ziemi ludzi
Innymi słowy On no i … Ona
On to mężczyzna, respekt budzi
Ona Kobieta, mężczyzny żona.

On w domu jest ogniska panem
Ona w posługach dlań się wije
Dla niego ponoć wszystko dane
Ona, po prostu przy nim żyje.

Tak mówi pismo bożej dobroci
W wyznaniu, ponoć wiary miłości
Pierwszy mężczyzna powstał – człowiek
Kobieta? po nim…. z jego kości

Można by na tym skończyć wierszyk
Kto? komu? i dlaczego tak?
Mężczyzna pośród stworzeń pierwszy.
Kobieta jego pomocnicą – fakt.

Ja z takim faktem się nie zgodzę
Jakiem romantyk, fan demokracji
Często w spór z katodogmą wchodzę
W imię mądrości populacji.

Spójrzmy odważnie prawdzie w oczy
Na “chłopski rozum” wam tłumaczę
Kobieta jest jak zamek do drzwi
Mężczyzna? – kluczem, nie inaczej.

A klucz bez zamka, zamek bez klucza
Cóż warte jedno bez drugiego?
Niech ksiądz w kościele nas nie poucza.
Kobiecie równym być, cóż złego

Powiem Wam więcej drodzy Panowie
Kończąc morałem, nieco bajecznie
Bez naszych kobiet, świat był bu smutny
A słuchać księży? … niebezpieczniejsze.

02.03.2016

Romantyczny interes

Ktoś zamówił u mnie rymowankę
Zwykły, prosty wierszyk o miłości
Panegiryk sławiący wybrankę
Jej urodę, mądrość, no i… “wypukłości”

Przysłał zdjęcie średniego formatu
Na nim temat i westchnień i wzruszeń
Można rzec by, anioł w ludzkiej skórze
Piękna bestia, przyznać szczerze muszę

W jej spojrzeniu dzikie pożądanie
Drogi mleczne kuszące do grzechu
Kibić smukła, rzec by można, łania
Tajemnica pragnień zawarta w uśmiechu

Wykonałem zadanie mistrzowsko
Proste rymy płynęły wprost z duszy
W słowach moje subtelne wyznania
Które mogły najtwardsze z serc skruszyć

Cóż romantyk tworząc potrafi też marzyć
Zwłaszcza kiedy pisze o pięknej kobiecie
Nie ważne mu wówczas, że za kogoś myśli
Eros go popycha do aktu…. no wiecie!

Więc serce nastawia dla Amora strzały.
Kusząc niby Ewa, zmysły ciała swego
I szuka okazji by owoc wziąć w dłonie
W swoim pożądaniu nie widząc nic złego.

Czasami się uda skosztować nie swoje
Przeżyć cudną chwilę z muzą sam na sam
Poczuć się sokołem, pawiem lub motylem
Poeci kochają piękno młodych dam.

Więc drodzy mężowie i panowie panien
Wyznawajcie miłość nie poety słowem
Pamiętajcie zawsze o zmienności Kobiet
Dla poezji potrafią „przystroić“ wam głowę.

Kobiety zmienne są – albo marcowy sen“

Kiedy przybliża się dzień kobiet
Za oknem ciepło i wiosennie
Męczą mnie nocne sny koszmarne
Od wielu lat już tak…, niezmiennie.

Dlaczego? – pyta we śnie zmora –
Mimo lat wielu w jednym cieście,
Nie wiem jak czynić i co czynić
By radość sprawić mojej niewieście.

To prawda, nie wiem, taki jestem
Choć ją rozbieram i …. Ubieram
To nie potrafię jej dogodzić
Zawsze nie tak jest, nawet teraz.

Ot, dla przykładu sen z przed laty:
Z pracy wróciłem wcześniej nieco
By niespodziankę sprawić żonie,
By poczuć znowuż jej kobiecość…

A żonka do mnie już od progu
Co dziś tak wcześnie? – czy zwolnili?!
Wiedziałam że, tak kiedyś będzie.
Rodzice dawno mi n mówili…

Spojrzałem na nią smutnie nieco
Ciało złożyłem na kanapie
Dotknąłem dłonią jej sukienki
A ona przy mnie stoi, sapie.

Popatrzcie, mówi głosem drwiącym
Oto król w naszym małym gronie
Nie jak mężowie przyjaciółek
Oni śpią zawsze przy swej żonie.

Z radością wstałem więc z kanapy
By jak mężczyzna się zachować…
Lecz ona do mnie, – nie dotykaj!
Tę twoją miłość możesz schować!

Do dzisiaj tego nie rozumiem
Cóżem uczynił wówczas złego
Chciałem poprostu być z mą Panią
Bo wciąż mi było mało “tego”.

Innym zaś razem prosto z pracy
Wróciłem później – przed wieczorem,
By dać czas wolny mej kochanej
I…, okazałem się potworem

Gdzie się szlajałeś do tej pory
Kochanka jeść i pić nie dała?!
Takimi słowy moja żonka
Tegoż wieczora mnie witała.

Nic nie odrzekłszy (bo cóż mówić)
Przeszedłem obok zapłakanej.
A w mym sumieniu, jak w wulkanie
Współczucie wybuchnęło dla niej.

Tak przecież dłużej być nie może
By z mojej winy wciąż cierpiała
Postanowiłem żonkę mą opuścić.
Pragnąc by wolność odzyskała.

Okno pospiesznie otworzyłem,
Rzekłem jej coś na pożegnanie
Nogę uniosłem, by wyskoczyć
Lecz ona wzięła mnie za ramię.

Poczekaj, nie rób jeszcze tego
Prosiła głosem już spokojnym
Jak by coś chciała wytłumaczyć,
Jakby nie chciała zwady, wojny.

Potem do kuchni szybko poszła
A z niej przyniosła z kubła śmieci,
I do rąk moich je wcisnąwszy
Rzekła – no teraz możesz lecieć.

Skoro wychodzisz w tamtą stronę,
To bez różnicy, dziś czy jutro,
Śmieci wyrzucić i tak trzeba…
Wtem coś przerwało scenę smutną.

To budzik nagle mnie obudził
Przed tym dramatu zakończeniem.
Spojrzałem na bok, leży przy mnie
Moje kochane przeznaczenie.

Takie to sny mnie dręczą nocą
Kiedy nadchodzi dzień wasz – Kobiet.
Na szczęście jawa jest piękniejsza
Żona zaś moja…, dobry to człowiek.

Na zakończenie dramsatyry
Powtórzę myśl z klasyki wziętą
“Kobieta zmienną jest” i tyle
Postskriptum: dla mnie niepojętą.

04.03.2017.

Od startu do mety – Ty

Wplecione w warkocz
Kwiaty bzu
Wiosenna piosnka
Przy gitarze
Szmer wiatru w liściach
Pierwsza miłość
To czas spełnienia
Naszych marzeń<

Na twojej twarzy
Dziewczęcy śmiech
Usta płonące
Pożądaniem
Zapach dziewictwa
Przytulenie
I nasze pierwsze
Miłowanie.

To się spełniło
Tam, w szuwarach
Przy srebrno białym
Gwiazd lampionie
Blasku jeziora
Leśnym mroku
Na mchu matczynym,
Przyjaznym łonie

Młodość odeszła
Wraz z latami
Czas dodał pięknu
Doświadczenie
A w duszy mojej
Trwa niezmiennie
Wyznanie wówczas
Przyrzeczenie

Wiele przeszliśmy
Wspólnych zdarzeń
Pamięć te chwile
W nas odkłada
Tamte pieszczoty
Tamte słowa
W leśnych szuwarach
Żyją nada

29.03.2004

#Frauentag

Falls du nicht weisst, wie du morgen in berlin protestieren kannst oder sollst, oder whatever…
#ichstreike & #globalscream
8 March 2020 is on Sunday, so striking is less possible. Let’s strike symbolically on Sunday!
#IchStreike #Istrike #Strajkuje #WomensStrike
Are you ready?
Berlin: https://www.facebook.com/events/485240448816256/
https://www.facebook.com/events/539735906651212/

Jeśli zastanawiacie się co się będzie działo 8 marca, to będzie się działo dużo! Między innymi o 16 będzie akcja!

#GlobalScream
8.3.2020 | 4 PM
Es every year, on the International Women’s Day (8.3.2020) there will be thousands of people on the streets worldwide, all protesting for the same, against the same, regardless of nationalities, location, gender, and ideological differences. Womxn of the World will fight for their rights.

Mehr anzeigen