Jolanta Kozaczek
Smaki z własnej ziemi. Co udało nam się zebrać w tym roku na działce.

Tego nie da się kupić w markecie – nasze plony!
Całkiem niedawno, byliśmy świadkami odlotu żurawi, a to przede wszystkim wyraźny sygnał że jesień już nadchodzi. Lato dobiegło końca a wraz z nim mogę zrobić podsumowanie tegorocznych zbiorów z działki.
Z działkowymi wyzwaniami mierzyliśmy się razem z moim partnerem życiowym Michałem, dzięki czemu nasze tegoroczne plony to owoc naszej wspólnej, momentami naprawdę ciężkiej pracy, ale jakże satysfakcjonującej.
Za nami miesiące kopania, siania, plewienia, podlewania i przede wszystkim wielkiego wyczekiwania na plony.
To czym obrodziła nas ziemia przerosło nasze oczekiwania.
A oto nasze zbiory warzyw, owoców i ziół.
Długo wyczekiwany bób:




Bób wysialiśmy z ziaren 11 marca, obrodził niezwykle obficie, zbiory mieliśmy już na początku lipca. Smakował wyśmienicie z koperkiem, masełkiem i czosnkiem. Szkoda, że nie udało mi się choć części zamrozić, a to dlatego że w owym czasie nasza lodówka odmówiła posłuszeństwa. Trudno, swoje 20 lat już wysłużyła.
Zielone giganty czyli cukinia i ogórki

Jako młodzi działkowcy nie wiedzieliśmy, że w szczycie sezonu cukinia rośnie w oczach.


Zostawiamy małą cukinię na noc, a rano zastajemy gigantyczną maczugę. Ponoć w optymalnych warunkach potrafi urosnąć o kilka centymetrów w ciągu doby.
W pewnym momencie natura tak mocno podkręciła tempo, że nie nadążaliśmy z jedzeniem tej cukinii i ogórków. Zaczęliśmy więc działać w myśl najlepszej działkowej zasady: dzielenia się dobrem! Solidna porcja tych chrupiących skarbów powędrowała do naszej miłej pani sąsiadki.
Przypis Adminki: Wielki karton dóbr przybył też pocztą do Berlina 🙂


A to cukinia w słoiku w zalewie curry oraz cieście francuskim według przepisu Ewy (Adminki) 🙂


W pewnym momencie lata, gdy przyszły upały, nasze ogórki w szklarni zaczęły masowo dojrzewać, było ich tyle, że nie dało się ich przerobić, więc znów mogliśmy się nimi dzielić.
Chrupiąca fasolka szparagowa


Ta gigantyczna góra żółtej fasolki szparagowej to zaledwie ułamek tego, co zebraliśmy w tym sezonie. Fasolka obrodziła niesamowicie obficie. Część zjadaliśmy na bieżąco, klasycznie, z bułką tartą i masełkiem, spora porcja wylądowała w woreczkach i już czeka w zamrażalniku na zimowe obiady, a z resztą podobnie jak ogórkami z radością podzieliliśmy się.
Zielone ale soczyste jabłka


Szarlotka i jabłka
Nasza jabłonka jest już dość leciwa i mimo iż chorowała, jednak trochę się nią nacieszyliśmy. Dodatkowo w upalne dni służyła jako parasol, który pozwalał złapać trochę cienia. A z jabłek zrobiłam szarlotkę i w mig zniknęła.
Słodkie owoce: maliny, jeżyny i poziomki



Zarówno maliny, jeżyny oraz poziomki najbardziej smakowały nam zrywane prosto z krzaka. Od razu je zjadaliśmy, co chyba nikogo nie zdziwi.
Kalarepa i buraczki z lipcowych zbiorów


Nasza kalarepa i buraki w tym sezonie nie miały szans na urodzaj, bo już na etapie wzrostu atakowały je ślimaki, które uwielbiają młode zielone listki. Ostatecznie coś tam udało się uratować. No cóż, przynajmniej ślimaki miały udany sezon😊
Koślawe marchewki

Zebrane w tym roku marchewki może nie zdobyłyby tytułu „Miss Piękności”, ale za to w smaku były całkiem dobre, bo w 100% naturalne. Jedna z marchewek wygląda, jakby miała nóżki. Dlaczego tak urosły? Wystarczy mały kamyk na drodze młodego korzenia, by marchewka postanowiła pójść w boczną alejkę i tak też się stało.
Wielkie miętowe żniwa



Na naszej działce rosną nie tylko warzywa i owoce. Rośnie też w wielkich ilościach mięta, która rozpanoszyła się na dobre. Przeprowadziłam więc wielkie ziołowe żniwa, ścięłam aż pół kilograma świeżej, aromatycznej mięty i zrobiłam z niej syrop na zimę. Kuchnia pachniała obłędnie, a cała akcja zakończyła się zamknięciem lata w słoikach.
A co z paprykami, wrzesień mija, a one uparcie bawią się w zielone 😊


Mamy drugą połowę września, a nasze papryki w szklarni urosły wielkie, zdrowe, ale uparcie odmawiają zmiany garderoby na czerwoną. Noce robią się chłodne, dni są deszczowe i mało już słońca, więc postanowiliśmy zerwać je wszystkie, bo papryki kochają ciepło.

Papryki włożyłam do czterech kartonów i do każdego dodałam dojrzałego banana. Ponoć taki dojrzały banan wydziela etylen, który zmusi zielone papryki do szybszej zmiany koloru. Oby to zadziałało.
Zapach i smak prawdziwego lata, czyli pomidory




Nasze krzaczki w szklarni obrodziły wspaniale, mieliśmy kilka odmian pomidorów – od klasycznych czerwonych, przez żółte i czerwone malutkie, ale jakże słodkie. Zapach krzaków pomidora na dłoniach po ich uszczknięciu to dla mnie kwintesencja lata. Aby cieszyć się zdrowymi i dorodnymi owocami (tak, pomidory to owoce) jeszcze w maju zebraliśmy pokrzywy i zrobiliśmy z nich gnojówkę, która była świetnym nawozem nie tylko pod pomidory, ale i też i pod ogórki czy papryki. A rośliny się nam odwdzięczyły.
Dodatkowo mieliśmy jeszcze jeden krzak, który wyrósł poza szklarnią na rabacie kwiatowej, nikt go tam nie sadził, więc nasiona musiały spoczywać w gruncie i jakież było nasze zdziwienie, gdy zaczął rosnąć, a potem owocować. Taki mały bonus od natury.
Słodko-kwaśny duet czyli porzeczki i agrest


Są takie smaki z dzieciństwa, o których się nie da zapomnieć, bez których polskie lato na działce po prostu nie istnieje. Dlatego jak się tylko pojawiły, a pierwsze były porzeczki czarne, to natychmiast je zrywaliśmy i zjadliśmy prosto z krzaka, potem tak samo było i z porzeczkami czerwonymi, i z agrestem.
Ostra, chrupiąca, czyli rzodkiewka


Nasza rzodkiewka paliła w język i fajnie się ją chrupało. Aby mieć ją nie tylko raz, sialiśmy ją kilka razy w sezonie, ponieważ bardzo szybko rośnie, niektóre odmiany są gotowe do spożycia już po 3 tygodniach od posiania.
To idealne warzywo dla niecierpliwych ogrodników i szybkich efektów.
Podsumowanie
Radość z plonów jest ogromna 😊, mimo iż kosztowały nas one mnóstwo pracy.
Zbiory z własnego ogrodu mają to do siebie, że smakują sto razy lepiej niż jakiekolwiek kupione w sklepie.
Dla takich chwil warto podjąć wysiłek, pracę – walczyć ze ślimakami i innymi przeciwnościami losu, aby móc cieszyć się darami ziemi.
W przyszłym sezonie będziemy już bardziej doświadczonymi ogrodnikami i znowu będzie radość i znój, ale patrząc na te zbiory, wiemy jedno: było warto!
A na koniec kilka ujęć zbiorów z różnych okresów zbierania.




