Wspomnienia o Maryli (6)

Magdalena Ciechomska

Trwają rozgrywki Euro 2021. Dlatego początek będzie o futbolu.

Przypominam sobie, że Maryla zainteresowała się piłką nożną w czasie, gdy tłumaczyła coś dla jakiejś organizacji sportowej. Wtedy zaczęła oglądać mecze. Szybko odkryła, że naprawdę interesujące są rozgrywki dopiero od pierwszej ligi wzwyż, więc najchętniej oglądała mistrzostwa. Pamiętam Mundial w 1990 roku, już po upadku Muru Berlińskiego. Byłam wtedy w Berlinie. Niemcy przeżywali euforię jednoczenia podzielonego kraju i bardzo potrzebowali zwycięstwa, które zresztą osiągnęli. Maryla początkowo kibicowała drużynie Kamerunu, ponieważ ich mecze wyróżniały się niespotykaną dotąd dynamiką i prawie tanecznymi sekwencjami, wykonywanymi przez piłkarzy. Później jej faworytami zostali Włosi, ostatecznie jednak to Niemcy zdobyli mistrzostwo. Ten właśnie mecz oglądałyśmy razem, w mieszkaniu Romana, od którego Maryla wynajmowała pokój. Ja wtedy korzystałam z uprzejmości naszej niemieckiej znajomej, Heike, mieszkającej przy Gleditschstrasse. Transmisja skończyła się po godzinie 22, a ja musiałam dotrzeć z Kreuzbergu do mieszkania Heike. Pamiętam radosny, rozśpiewany tłum młodych ludzi w metrze, nad moją głową ktoś otworzył z hukiem butelkę szampana, a piana wylała mi się na głowę, co spowodowało chwilową konsternację i przeprosiny oraz pytania, czy się nie gniewam? Odpowiedziałam, że skądże, wcale, w takiej chwili! Jednak do wspólnego picia nie chciałam się przyłączyć. Wymówiłam się brakiem kubka, co przez przestrzegających higieny Niemców przyjęte zostało ze zrozumieniem. To był ostatni kurs metra, autobus nocny nie jechał w moim kierunku, musiałam odbyć nocny spacer po mieście. Była pogodna noc, mijałam grupki rozgadanych, wesołych ludzi. To jedno z moich najprzyjemniejszych wspomnień z Berlina. Heike przywitała mnie nachmurzona i zła. Ona, feministka, „zielona i alternatywna”, jak się wtedy mówiło, o zdecydowanie lewicowych poglądach, stwierdziła od razu, że to za dużo – i mistrzostwo świata w futbolu i zjednoczenie. Bała się „niemieckiej dumy”, która, jej zdaniem, mogła obudzić demony przeszłości. Jakoś nie podzielałam jej obaw. Przez cały ten rok mojego pobytu w Berlinie, rok po obaleniu muru, poddawałam się wszechobecnemu nastrojowi święta.

21 lipca 1990 roku na Placu Poczdamskim odbył się koncert The Wall Live in Berlin. Obie z Marylą odżałowałyśmy ciężko zarobione marki i nabyłyśmy najtańsze wejściówki. Spełniło się jedno z moich „nastoletnich” marzeń, z czasów, gdy muzyki Pink Floyd mogłam słuchać tylko z radia lub kaset do starego Grundiga. No i czułam wtedy, podrygując na trawie razem z tłumem, że dzieje się coś niezwykłego. Historia tworzyła się w rytmie rocka, myślałam wtedy, że już tak powinno zostać, żadnych murów, żadnych wojen, strzałów, bomb.

Maryla uwielbiała takie imprezy. W Polsce co roku jeździła latem do Jarocina, w Berlinie czasem wolała zaoszczędzić nawet na jedzeniu, żeby pójść na koncert. Prawdziwym cudem był wtedy dla niej walkman, mogła słuchać swojej ulubionej muzyki stale, w sklepie, na spacerze, w komunikacji miejskiej. Wtedy było to reggae, potem przyszła faza metalu. Przeplatało się to u niej z muzyką klasyczną, operową. Miała pokaźną kolekcję płyt, które zostawiła w spadku naszemu synowi. On także jest melomanem. I też słucha wszystkiego, od opery po rocka, no, może metal nie znajduje u niego specjalnego uznania.

Zainteresowanie futbolem dzieliła Maryla ze swoim partnerem, Dirkiem. Opowiadała, że przed ważniejszymi rozgrywkami międzynarodowymi, które oczywiście oglądali wspólnie, robili zakłady. Każde kibicowało jednej z drużyn. Potem razem szli na kolację, do knajpy z kuchnią kraju zwycięskiej reprezentacji, a płacił kibic drużyny, która przegrała…

Nigdy osobiście nie poznałam Dirka, znam go tylko z opowiadań i fotografii. Kilka razy, z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy dostaliśmy od niego kartkę z życzeniami. To był wolny związek dwojga ludzi o wysokim poczuciu niezależności. Dzień po pogrzebie Maryli do naszej bramy zadzwonił kurier Poczty Kwiatowej. Przekazał nam bukiet jedenastu ogromnych białych róż i kondolencje podpisane przez Dirka.

1 thought on “Wspomnienia o Maryli (6)”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.