Ludzie z cmentarza w Mrągowie

Zacznijmy od petycji (gdy komponuję ten wpis – jest 12 sierpnia, autorka petycji i wpisu dotarła do mnie w dzień po ulokowaniu petycji na stronie petycjeonline.com). Widziałam ten cmentarz kilka lat temu. Jest piękny.

Petycja w sprawie godnej pamięci dla mieszkańców dawnego Sensburga obecnie miasta Mrągowa

Społeczny Komitet Ratowania Cmentarza Ewangelickiego  w Mrągowie
Mrągowo 10.08.2017 r.  

Burmistrz miasta Mrągowo
Szanowna Pani mgr Otolia Siemieniec  

na podstawie uchwały z dnia 11 lipca 2014 r. O petycjach; Dziennik Ustaw 2014; pozycja 1195; wnosimy sprawę godnej pamięci dla mieszkańców dawnego Sensburga.

Konieczne jest ze względów społecznych i religijnych doprowadzenie do sytuacji szanowania grobów na cmentarzu ewangelickim w Mrągowie.  A konkretnie trzeba zrobić wszystko żeby mieszkańcy miasta nie deptali grobów na tym cmentarzu.

Proszę sobie wyobrazić jak czuje się człowiek, który wie, że ktoś spaceruję po grobie jego matki lub ojca.  

Bardzo prosimy o pomoc w tej sprawie.

PODPISUJĄ
Instytut Zdrowia i Hortiterapii, Stowarzyszenie Zielone Dzieci w Mrągowie, Międzynarodowe Stowarzyszenie Miłośników Twórczości Ernsta Wiecherta, Fundacja Dziedzictwo Nasze, Związek Mazurski oraz inne organizacje i osoby za pośrednictwem podpisu online http://www.petycjeonline.com

***

Przysyłając mi petycję autorka napisała:

Jest taka niesamowita historia o matce dziecka, którego nikt nie ratował, bo było niemieckie…
Na cmentarzu wprost pod nogi wyszedł z ziemi krzyż żeliwny mieszkańca Sensburga, właściciela rzeźni.
Jest tam grobowiec rodzinny włoskiej rodziny.
Pochowani tam są burmistrzowie dawnego Sensburga
Grób wdeptany przez lata w ziemię może należeć zarówno do katolików jak i ewangelickiej wiary.

Ten cmentarz przyjmował wszystkich.

Zofia Wojciechowska

Błękit nie przemija – Cmentarz Ewangelicko-Augsburski w Mrągowie.

Pięć zdjęć z pięciuset. Fotografując w kwietniu tego roku ewangelicki cmentarz w Mrągowie uczyłam się historii, złożonej wielokulturowej, czasami  trudnej, otoczonej przyrodą Warmii  i Mazur. Te pięćset ujęć nie oddaje całości owej historii. A pięć? Są próbą dokonania niezwykle trudnego skrótu, a zatem niedoskonałego. Tu wśród syberyjskiej cebulicy spotykają się polski cmentarz, niemiecki  Friedhof obok żydowski kirkut i rosyjskie кладбище oraz włoskie cimitero.

Wielu ludzi, wiele narodowości, wiele konfliktów, wiele dramatów, wiele miłości. Cebulice syberyjskie kwitną na błękitno. Malowniczo położony cmentarz na wzgórzu Jaenike, u stóp wieży Bismarcka jest świadectwem współżycia wielu kultur. Przyroda charakterystyczna dla tego miejsca utrwaliła miniony czas i pamięć o tych, którzy odeszli.

Zarośnięte drzewami i opuszczone cmentarze ewangelickie stały się dziedzictwem wręcz niepożądanym. Społeczny Komitet Ratowania Cmentarza Ewangelickiego (SKRCE) chce zwrócić  uwagę na potrzebę zachowania tego miejsca.  Komitet powstał w kwietniu 2016 roku. Podsumowując półtora roku naszej działalności, możemy powiedzieć, że zmiana następuje sukcesywnie choć stanowczo zbyt powoli…  Wierzyć wprost się nie chce, że w mieście festiwali troska o zachowanie kultury zabytkowego cmentarza może być tak trudna. W tym roku “moje Mrągowo” obchodzi 670-lecie istnienia, to miasto przecież nie powstało na surowym kamieniu po wojnie, lecz ma swoją wielowiekową tradycję sprzed 1945 roku, a jeśli nic nie zrobimy to usankcjonujemy stan zniszczenia zabytkowego cmentarza, miejsca pamięci o dawnych mieszkańcach. Cmentarz popada w ruinę kompletną, znikają ślady życia dawnych mieszkańców. Zamknięto go w 1981 roku, a od 1986 roku wpisano do Rejestru Zabytków Województwa Warmińsko-Mazurskiego. Świat Mazurów wraz z językiem odchodzi nieuchronnie a  przez zapomnienie  doprowadzono do zniszczenia miejsca unikatowego.

Niezwykłe ukształtowanie tarasowe mazurskiej nekropolii zasługuje na uwagę historyków oraz architektów krajobrazu i przyrodników.

Kultura dziedzictwa niechcianego i tak dzieje się przez minione lata. Uważam, że należy się szacunek do kultury zastanej, dla nas dziś szczególnie ważnej, gdyż wrastając w mazurskość odnajdujemy samych siebie, my, Mazurzy XX wieku, jesteśmy stąd od niedawna.

Mężczyzna z cmentarza w Łobzie

Ewa Maria Slaska

W Łobzie

W Łobzie byłam już prawie miesiąc temu i od tego czasu wiem, że muszę koniecznie napisać o tym grobie, którego już nie ma i o tym kamieniu, który stoi od kilku lat, ale wcale nie tam, gdzie był grób, o człowieku, którego tam pochowano i o człowieku, który pokazał mi ten nie istniejący grób i istniejący kamień, a który, co więcej, postanowił ten kamień ustawić i dopiął swego…

Ale może zacznijmy od samego Łobza, miasteczka, z którego pochodzi jedna z autorek tego bloga, poetka, pisarka i pedagożka, Agnieszka Wesołowska.

Łobez leży na trasie kolejowej między Szczecinem a Koszalinem. Mijam to miasto, gdy jadę do Gdańska, i przypominam sobie, że w okolicy mieszkała Sidonia von Borcke (Sydonia von Borck), pomorska czarownica, którą 28 września 1620 roku, jak to wówczas robiono z czarownicami, spalono w Szczecinie na stosie, uprzednio jednak, w drodze łaski (?), ścięto mieczem. W każdym razie zdołała przeżyć 72 lata,  w chwili śmierci była już starą kobietą, ale w młodości miała być nadzwyczajnie piękna…

Oczywiście ci, którzy uważnie czytali Terry Pratchetta, wiedzą, że jeżeli Sidonię stracono jako czarownicę, to znaczy, że czarownicą nie była. Bo czarownicy nikt nie podda torturom i nie zabije, a śmierć, jeśli przyjdzie, to za jej zgodą. Kobiety pomówione  o czarownictwo ginęły za inne sprawy, za urodę lub jej brak, za mądrość lub głupotę, za kłótliwość lub posłuszeństwo, albo wreszcie za posiadanie majątku, na który ktoś inny miał chrapkę…

Ale ten wpis wcale nie miał być o czarownicy, lecz o żyjącym dwa stulecia później archeologu. Otto Puchstein (1856–1911), był niemieckim archeologiem klasycznym i bodaj czy nie najważniejszym “synem miasta” jak to określa niemiecka Wikipedia. Polska jest niestety bardziej prozaiczna i zamiast opkreślenia “synowie i córki” pisze po prostu o “urodzonych w danym mieście”. Umarł bardzo młodo, zwłaszcza jak na archeologa, bo podobno jesteśmy profesją (w końcu ja też jestem archeolożką), która jest nader długowieczna. Miał 55 lat. Przyczyną śmierci był wylew.

Puchstein był niewątpliwie synem Łobza. Zmarł w Berlinie, ale na jego życzenie pochowano go rodzinnym mieście. Na jego pogrzeb przyjechali uczeni z całych Niemiec, mowę pożegnalną wygłosił rektor Uniwersytetu Fryburskiego profesor Fabrycius.

Był to naprawdę pogrzeb wysokiej rangi, ale też Puchstein był rzeczywiście naukowcem najwyższego kalibru. Prowadził badania w południowych Włoszech a potem w Azji Mniejszej, w  Baalbek, Palmyrze, w Nemrut Dagi i – przede wszystkiej – w tajemniczej, owianej legendami stolicy Hetytów – Hattusa. A jeszcze na dodatek był współzałożycielem Muzeum Pergamońskiego w Berlinie.

Głowy ogromnych posągów Antiocha i bogów na Górze Nemroda (Nemrut Dag, Anatolia, Turcja, kultura hellenistyczna, I w.p.n.e.)

Hattusa, Brama Lwów, 2000 p.n.e.

***
Cmentarz w Łobzie, jak wiele cmentarzy niemieckich, został zniszczony po wojnie. Dopiero po roku 1989 było możliwe podjęcie w miastach poniemieckich inicjatyw zmierzających do odtworzenia dawnej substancji historycznej. Obywało się to zazwyczaj z inicjatywy lokalnych miłośników historii. Tak było też w Łobzie, gdzie od roku 1990 zaczęto zbierać poniewierające się po cmentarzu i mieście nagrobki niemieckie, które ustawiono w lapidarium, urządzonym na miejscu dawnego muru cmentarnego. Niemieckim zwyczajem w mur otaczający nekropolię wbudowano pradne grobowce zamożnych rodzin łobeskich, między innymi  wielki grobowiec rodziny Puchsteinów, z napisem informującym, że ta zacna familia mieszczańska (ojciec Puchsteina był radcą miejskim i mistrzem piekarskim) żyła i pracowała w Labes czyli Łobzie od XII wieku.

Po grobowcu nie został nawet ślad. Kamień pamiątkowy ustawiony został w alei wiodącej do cmentarza.

Inicjatorem utworzenia lapidarium i uczczenia pamięci Puchsteina jest Czesław Szawiel, nauczyciel gimnazjalny, historyk, animator łobeskiego życia kulturalnego. Pan Czesław malowniczo opowiada o tym, jak ściągał z pól, pastwisk i ogrodów porzucone nagrobki, jak wybierał i sprowadzał kamień pamiątkowy Puchsteina i jak organizował uroczystość odsłonięcia tego kamienia w obecności miejscowych notabli, którzy właściwie wcale się nie kwapili do czczenia jakiegoś urodzonego tu Niemca… Ale on się uparł, a jak pan Czesław się uprze…

Grób na cmentarzu w Berlinie

Ewa Maria Slaska

Achtung: unten befindet sich ein Appendix auf Deutsch

Nadtytuł tego wpisu jest tak długi, że musiałam mu zmienić funkcję i stał się tytułem

Mężczyźni z cmentarza na Heerstrasse (Friedhof Heerstraße) koło Stadionu Olimpijskiego w Berlinie: Hermann Minkowski i Oskar Minkowski

Historia grobu braci Minkowskich przypomina mi naszą walkę o grób profesora Aleksandra Brücknera.

Ale zacznijmy od początku.

Kilka tygodni temu zadzwoniła do mnie Krystyna Fertner, znajoma ze stowarzyszenia Fraueninitiative Berlin-Warschau. Pogawędziłyśmy o tym i owym, o moim nowym wyglądzie z siwymi włosami (jej zdaniem o niebo lepszy niż ten z farbowanymi na rudo:-)), o jej dziadku, pierwszym polskim aktorze, Antonim Fertnerze, a przeto i o Antonim Padewskim, patronie Lizbony, o naszej książce, Michała i mojej, o grobach w Berlinie i w Szczecinie, a skoro już o grobach, to o cmentarzach, bo w Berlinie jest tyle pięknych cmentarzy, gdzie przyjemnie jest chodzić na spacer, i wtedy Krystyna spytała, czy znam cmentarz koło Stadionu Olimpijskiego, a ja odpowiedziałam, że oczywiście znam, jest piękny, zwłaszcza jezioro z czaplą, i że kiedyś spędziłyśmy z moją przyjaciółką Anią cały dzień, kręcąc się w kółko po tym cmentarzu, szukając grobu słynnej aktorki niemieckiego kina niemego – nazywała się Hella Moja i była polską Żydówką z Ukrainy. A grobu nie znalazłyśmy, bo został kiedyś zrównany z ziemią. Hella nazywała się naprawdę Helena Gertruda Morawska i żyła w latach 1890-1951. Umarła w Hamburgu. Ta jedna z najsłynniejszych aktorek niemieckich pracowała w czasie wojny i po wojnie już tylko jako suflerka, żyła w nędzy, umierała z głodu i popełniła samobójstwo. Przed śmiercią zaprosiła do siebie dziennikarzy lokalnego brukowca i powiedziała im, żeby sobie zobaczyli jak umiera wielka aktorka i że mogą ją sfotografować. Pochowano ją w Berlinie i kiedyś po prostu zrównano jej grób z ziemią. To tak, jakby najpierw pozwolono Smosarskiej umrzeć z głodu, a potem pozbawiono ją grobu, powiedziałam i zadrżałam z przerażenia, bo przecież nie miałam w tym momencie pojęcia, ani jak umarła Smosarska, ani czy w ogóle ma grób. Jednak na szczęście szybko sprawdziłam, że Jadwiga Smosarska urodziła się w roku 1898, była więc o kilka lat młodsza od Morawskiej, zmarła w roku 1971 i została pochowana w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. I ma grób, a przynajmniej w Wikipedii jest jego zdjęcie.

Hella nie ma wpisu po polsku w Wikipedii – TU wpis po angielsku, TU po niemiecku.

Minkowskim też omal nie zlikwidowano grobu, powiedziała Krystyna, ale jak tam ostatnio byłam, to wisiała kartka, że zorganizowana ad hoc grupa zajmująca się ratowaniem grobu braci Minkowskich zebrała dość pieniędzy, żeby zapłacić należności na cmentarzu i grób nadal jest.

Minkowski… Minkowski, ależ tak, oczywiście, mam zdjęcie tego grobu, powiedziałam, i zaczęłam szukać w komputerowym archiwum. Oczywiście, mam! To grób honorowy, ma cegłę od władz Berlina, tak jak Brückner. Jest ich dwóch w tym grobie, Hermann i Oskar.

Foto: Anna Kuzio

Nic nie wiem o żadnej cegle, powiedziała Krystyna (więc szybko wysłałam jej zdjęcie), ale to Polacy, mimo że niemiecka Wikipedia o tym nie pisze. Hermann Minkowski był słynnym matematykiem i fizykiem, nauczycielem Einsteina w Zurychu. Jedną z zasług Minkowskiego (1864-1909) jest wykład szczególnej teorii względności w oparciu o tak zwaną przestrzeń Minkowskiego. Około roku 1907 Minkowski doszedł do wniosku, że idee Einsteina oparte na wcześniejszych pracach Lorentza i Poincarégo dadzą się łatwiej przedstawić, jeśli czas i przestrzeń potraktować jako wymiary pewnej przestrzeni czterowymiarowej, a nie osobne i niezwiązane ze sobą wielkości. Można przyjąć, że to właśnie Minkowskiemu zawdzięczamy interpretację czasu jako czwartego wymiaru i istnienie terminu czasoprzestrzeni. (Wikipedia)

Krystyna opowiada dalej, a ja myślę, że facet był nauczycielem Einsteina, a władze cmentarza likwidują jego grób i tylko jakaś garstka zapaleńców go ratuje, tak jak my we dwie z Anią uratowałyśmy grób Brücknera. I że obaj mieli cegły czyli oznakę, że jest to grób honorowy, znajdujący się pod opieką władz miasta Berlina. Tę honorową cegłę przyznaje się osobom zasłużonym dla miasta, państwa lub świata, a jednak nawet takie groby nie bronią się przed kalkulacją finansową…

A o grób Helli nikt się nie upomniał…

Jest rok 1883. Piękny młody żydowski matematyk z Kowna, ma lat 19 i właśnie odbiera w Paryżu wielką nagrodę matematyczną przyznawaną przez Francuską Akademię Nauk.

A potem jeszcze pomyślałam, że facet był polskim Żydem (polska Wikipedia o tym pisze) i naczycielem Einsteina, a my, Polacy, zamiast się puszyć i chlubić, nic o nim nie wiemy, bo w nosie mamy naszych utraconych naukowców żydowskich, o czym też już TU kiedyś pisaliśmy.

***

Skoro już porozmawiałyśmy z Krystyną o Hermannie Minkowskim, postanawiam jeszcze sprawdzić, kim był Oskar Minkowski (1858-1931) i dowiaduję się, że moje domniemania były słuszne – byli braćmi. Urodzili się w Aleksocie koło Kowna. Oskar był słynnym lekarzem. Po studiach w Królewcu pracował w Strassburgu, Kolonii, Greifswaldzie (czy ktoś jeszcze pamięta, że za czasów Minkowskiego to pomorskie miasto po polsku nazywało się Gryfia?) i Wrocławiu (a więc Breslau). Był praktykującym lekarzem i naukowcem zarazem – tak wtedy było, wiem coś o tym, też mieliśmy w rodzinie takiego praktykującego naukowca, zresztą rówieśnika Minkowskiego. Był to mój pradziadek, Stanisław Leopold Lubliner, znany warszawski pneumolog i laryngolog. Minkowski był kilkakrotnie nominowany do nagrody Nobla. Jego imię nosi doroczna europejska nagroda dla lekarzy diabetologów.

***
Ci słynni ludzie na cmentarzach, którym postanowiono zlikwidować groby:  Aleksander Brückner, Hermann Minkowski, Oskar Minkowski, Hella Moja, Japonka Michiko de Kowa-Tanaka (1909-1988), kolejna aktorka-cudzoziemka w Berlinie… Sic transit gloria mundi. Gdy prosiłam różnych ludzi o podpisy pod petycją w sprawie grobu Brücknera, jeden z nich podpisał wprawdzie, ale zauważył z przekąsem, i po cóż ty się tak angażujesz, przecież to wszystko i tak bez znaczenia… No tak.

***

Für die deutschen Leser – HIER ein Artikel über die Ehrengräber in Berlin und wie man mit der Sache heutzutage umgeht. In diesem Artikel gibt es noch Info, dass die Gräber von Oskar und Hermann Minkowski verschwinden werden. Heute weiß man schon, dass sie noch für nächste 20 Jahre bleiben.

Wien im März 2017 / Wiedeń marzec 2017

Ewa Maria Slaska

Groby i muzyka / Gräber und Musik

für Deutsch bitte Bissl nach unten skrollen oder einfach die Blaueschrift verfolgen

Nie znałam tej piosenki, w życiu nie słyszałam o Wolfgangu Ambrosie, muzyka w Wiedniu to byli zmarły tajemniczą śmiercią Mozart, Haydn, stary i głuchy geniusz -Beethoven, mój ulubiony Franz Schubert, może jeszcze Johann Strauss, którego każdy zna, nawet jak nie lubi operetki, no i oczywiście Falco, którego akurat teraz wszyscy w Wiedniu przypominają, bo w lutym przyszłego roku minie 20 lat od jego tragicznej śmierci w wypadku samochodowym.

Tymczasem jednak opowieść o umarłych muzykach z Wiednia zaczynam od Wolfganga Ambrosa, a dlatego że świetny piosenkarz berliński, Andrzej Klukowski czyli Andy Klukos, podsunął mi na Facebooku linka do tej piosenki. Samym Andrzejem zajmę się kiedy indziej, tu tylko powiem, że jest autorem inteligentnych piosenek antyrządowych. Podczas protestu kobiet 23 października zeszłego roku na Warschauer Brücke Andrzej śpiewał Kto się boi czarnej baby, ale posłuchajcie też takich piosenek jak Ballada o Lechu, Mam dość czy Tu przyjdą za nami miliony.

Ich war in Wien auf dem Zentralfriedhof (endlich… seit Jahren wollte ich und immer kam etwas dazwischen) und schaute mir die Musikergräber an. Passend dazu beginne ich mit dem Lied von Wolfgang Ambros, Es lebe der Zentralfriedhof. Lustiges Lied… Ambros widmete es tatsäschlich dem Friedhof zu seinem 100. Geburtstag. Es war das Jahr 1975.

Es lebe der Zentralfriedhof, und olle seine Toten.
Der Eintritt is’ für Lebende heit’ ausnahmslos verboten,
weü da Tod a Fest heit’ gibt die gonze lange Nocht,
und von die Gäst’ ka anziger a Eintrittskort’n braucht.
Wann’s Nocht wird über Simmering, kummt Leben in die Toten,
und drüb’n beim Krematorium tan’s Knochenmork ohbrot’n.
Dort hinten bei der Marmorgruft, durt stengan zwa Skelette,
die stess’n mit zwa Urnen on und saufen um die Wette.
Am Zentralfriedhof is’ Stimmung, wia’s sei Lebtoch no net wor,
weu olle Tot’n feiern heite seine erscht’n hundert Johr’.
Es lebe der Zentralfriedhof, und seine Jubilare.
Sie lieg’n und sie verfeul’n scho durt seit über hundert Jahre.
Drauß’t is’ koit und drunt’ is’ worm,
nur monchmol a bissel feucht,

A-wann ma so drunt’ liegt, freut man sich, wenn’s Grablaternderl leucht’.
Es lebe der Zentralfriedhof, die Szene wirkt makaber.
Die Pforrer tanz’n mit die Hur’n, und Juden mit Araber.
Heit san olle wieder lustich, heit lebt ollas auf,
im Mausoleum spü’t a Band,
die hot an Wohnsinnshammer d’rauf.

Am Zentralfriedhof is’ Stimmung, wia’s sei Lebtoch no net wor,
weu olle Tot’n feiern heite seine erscht’n hundert Johr’.
Es lebe der Zentralfriedhof, auf amoi mocht’s an Schnoiza,
da Moser singt’s Fiakerliad,
und die Schrammeln spü’n an Woiza.

Auf amoi is’ die Musi stü, und olle Augen glänz’n,
weu dort drü’m steht da Knoch’nmonn
und winkt mit seiner Sens’n.

Am Zentralfriedhof is’ Stimmung, wia’s sei Lebtoch no net wor,
weu olle Tot’n feiern heite seine erscht’n hundert Johr’.

Der Wiener Zentralfriedhof wurde 1874 eröffnet und zählt mit einer Fläche von fast 2,5 km² und rund 330.000 Grabstellen zu den größten Friedhofsanlagen Europas. Er gehört aufgrund seiner vielen Ehrengräber, der Jugendstil-Bauwerke und des weitläufigen Areals zu den besonderen Sehenswürdigkeiten der Stadt Wien.

Allerseelen 1903, Friedhofsbesucher auf der Simmeringer Hauptstraße auf dem Weg zum Zentralfriedhof

Wikipedia, von der ich die obigen Zeilen geliehen habe, berichtet noch dazu, dass zu seiner Geburtsstunde der Zentralfriedhof häufig kritisiert wurde und bei der Bevölkerung nicht sehr beliebt war. Es wurde die Trostlosigkeit des Areals bekrittelt, da im Vergleich zu heute nur eine karge Vegetation vorherrschte, außerdem verzögerte sich die Errichtung der dazugehörigen Bauwerke. Friedhofsbesucher mussten eine lange und mitunter beschwerliche Anreise auf sich nehmen, da es zu dieser Zeit noch keine direkte Bahnverbindung zum Friedhofsgelände gab. Im Oktober 1874 fasste eine Wiener Zeitung diese Stimmung in der Frage zusammen: „Eine Stunde Fahrzeit, zwischen Schlachthäusern und Heide und Bauern, und wofür?“

Heute ist der Friedhof verkehrs-technisch sehr gut erschlossen, vor allem mit der berühmten Strassenbahn Nummer 71, und bietet dem Besucher ein einmaliges Erlebnis, einen Spaziergang durch ein groszügig angelegtes Areal mit den interessanten Bauwerke, üppigem Grün und faszinierender Geschichte der hier Begrabenen.

A więc groby muzyków (na więcej nie starczyło czasu)
Also die Musikergräber (fürs mehr reichte die Zeit nicht)

Oto lista, na pewno niekompletna / Hier die Liste, ohne den Vollständigkeitsanspruch

Ludwig van Beethoven 1770–1827
Johannes Brahms 1833–1897
György Ligeti 1923–2006
Arnold Schönberg 1874–1951
Franz Schubert 1797–1828
Robert Stolz 1880–1975
Johann Strauß (Vater) 1804–1849
Johann Strauß (Sohn) 1825–1899
Franz von Suppé 1819–1895
Hugo Wiener 1904–1993
Hugo Wolf 1860–1903
Joe Zawinul 1932–2007
Falco (Johann Hölzel) 1957–1998
Fatty George 1927–1982
Hans Gillesberger 1909–1986
Ferdinand Grossmann 1887–1970
Hermann Leopoldi 1888–1959
Peter Wehle 1914–1986
Carl Zeller 1842–1898

Oczywiście na wszystkich muzyków też nie starczyło czasu, a częstokroć i wiedzy; poza tym i tak pokażę tu tylko tych, których muzykę lubię.

Natürlich die Zeit reichte gar für alle Musiker nicht, dazumal auch nicht immer das nötige Wissen vorhanden war; und sowieso zeige ich hier nur die, die ich mag.

Falco, ein Grab mit den Titeln seiner Hits wie Vienna calling, Komissar, Ganz Vien und Rock me Amadeus / Na płycie nagrobnej tytuły jego największych przebojów (koniecznie posłuchajcie! pierwszy porządny europejski rap!)

Pomnik Wolfganga Amadeusa Mozarta (grobu, jak wiemy nie ma) – do posłuchania Aria Królowej Nocy w wykonaniu Bogny Sokorskiej / Mozarts Denkmal (das Grab gibt es, wie wir wissen, nicht) – zum hinhören die Arie der Königin der Nacht

Franz Schubert – zapewne powinnam tu przywołać Pstrąga, ale zdecydowałam się jednak na Śmierć i dziewczynę. Pstrąg zaraz potem. / Das berühmteste Lied von Schubert ist zweifelsohne Die Forelle; ich entschied mich aber dafür, hier das Lied Der Tod und das Mädchen zu zittieren. Die Forelle folgt…

Johannes Brahms Wieges Lied / Kołysanka / Lullaby – najsłynniejsza melodia Brahmsa i jedna z najbardziej rozpoznawalnych melodii na świecie. Mój wnuk zaraz po urodzeniu dostał kaczuszkę, która grała mu tę właśnie kołysankę.

Ludwig van Beethoven

Cóż nie ma wyjścia, bo sprawa jest polityczna – Hymn Europy jako super Flash Mob (Oda do radości / Ode an die Freude). Łatwo się wzruszam, więc zawsze płaczę jak tego słucham… / Europa Hymne. TU słowa po polsku w przekładzie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego / HIER der Text auf Deutsch

PS dla dociekliwych: Beethoven, Schubert, Strauss (ojciec) i inni umarli zanim powstał Cmentarz Centralny i ich groby zostały przeniesione /Beethoven, Schubert, Strauss (Vater) sind gestorben bevor der Zentralfriedhof gegründet wurde; deren Gräber wurden umgebettet.

Reblog: Koty i cmentarze

Myślę, że nawet gdy, jako adminka, postanowiłam, że w tym roku nie obchodzimy na blogu Dnia Kota (17 lutego), to jednak jako miłośniczka kotów i cmentarzy nie mogłam się oprzeć pokusie zreblogowania tego wpisu z Szuflady Małgosi… A że po czasie, cóż temat jest wieczny, dziesięć dni później nic nie znaczy

Małgorzata Płoszaj

Cmentarni strażnicy

Nie wypada, by miłośniczka kotów siedziała cicho w takim dniu, jak dzisiejszy. Nawet profilowe zdjęcie „Szuflady” jest kocie i choć seria z zawstydzoną i obrażoną Mrużką ma już ponad cztery lata, to nadal ją lubię 😉

Jednak to nie własne koty chcę dziś pokazać. Przy okazji cmentarnych podróży zdarza mi się spotykać strażników, którzy pilnują grobów, złowrogo patrząc, gdy ktoś naruszy spokój pogrzebanych. Tak na przykład spojrzał na mnie ten cudny dziki kot na cmentarzu żydowskim w Katowicach.

Jego kolega w tym samym czasie kompletnie mnie ignorował i miał w dupie.

Pewnego roku, przy pracach renowacyjnych na żydowskim cmentarzu w Pszczynie, obserwacje prowadził kot (kotka?), który w momencie, gdy odłożyłam grabie i wzięłam aparat, odwrócił się dystyngowanie i odszedł. Być może uznał, że choć naruszamy mir cmentarny, to jest to w dobrej wierze.

Z kolei na ogromnym kirkucie tarnowskim koty mają swoje własne M-2, a może i M-3 😉 Jest to zrozumiałe, bowiem obszar do kontrolowania jest tam przeogromny.

Jeden z tarnowskich strażników wygląda tak.

Jedyna kotka (chyba w rui), która do mnie podeszła była częstochowianką. Pilnowała grobów masowych no i cmentarza. Obserwowała nas przez wiele minut, w końcu ośmieliła się podejść i uznać naszą obecność na jej terenie.

I na koniec potomkowie Muezzy, czyli ukochanego kota proroka Mahometa, pilnujący grobów w Sarajewie.

Międzynarodowy Dzień Kota dobiega końca, czas więc na sen z mruczącą Mrużką w stopach.  Mrauuuuuu :mrgreen:

Dzień Babci – rozmyślania o grobach, cmentarzach i trumnach

Ewa Maria Slaska (i reblog)

Nie, nie, Kochani! Jeśli myślicie, że odezwę się do Was jako osoba stojąca nad grobem, to otóż informuję, że wcale tego nie zrobię. Owszem, może być, że stoję nad grobem, jak każdy z nas zresztą, bo jak wiadomo mors certa hora incerta, ale ja nie o tym.

Dziś Dzień Babci, a ja, jak przystało na kobietę piszącą o cmentarzach i pasjonującą się grobami, nawet z tej okazji mam dla Was stosowne zdjęcie cmentarne.

babciaoppermann

Zdjęcie zrobiła Ania w czasie naszych licznych wędrówek po cmentarzach. Postać wydaje się nam ciekawa, szukam więc informacji w internecie, ale nic nie ma. Dziwne zresztą, bo wydawałoby się, że jest wszystko, jak mówi moja synowa, nawet żaba przez erzet. Babcia (bo to chyba ona) nazywała się Ch. Oppermann, urodziła w roku 1904, zmarła w wieku 80 lat.

babciaoppermannnapis

Niezła ta jej figura, zdecydowanie odbiegająca od cmentarnego kiczu. Ciekawe, czy zamówili jej taki nagrobek, czy po prostu mieli rzeźbę na składzie? A jak tak, to oczywiście ktoś z rodziny był rzeźbiarzem. A może ona sama? Piszę do znajomej dziewczyny, która pracuje na tym cmentarzu. Odpowiada niemal natychmiast. Nic z tych rzeczy. Była to starsza pani, dobrze znana na Kreuzbergu, która zawsze chodziła z plastikową torbą i tak też została uwieczniona. Rzeźbiar/z/ka podpisała się na pomniku jako EL84. Zmarła miała na imię Charlotte. Ile razy jej szukam w sieci, trafiam tylko na dwa moje własne wpisy.

Dobra, ale ja i tak nie o tym, tylko o grobach. Babcia jest mi tylko pretekstem. Bo oto piszę ostatnio do zaprzyjaźnionego redaktora gazety Polonia Berlin i tłumaczę się. Miałam mu wysłać bez zwłoki informację o naszej nowej książce. I na śmierć zapomniałam.

okladka1

Książkę wydało Stowarzyszenie Städtepartner Stettin e.V. Zdjęcie na okładce Anna Kuzio, opracowanie graficzne Michał Krenz. Książkę można zamówić u mnie w Berlinie (cena 5€ , koszty wysyłki 3€) lub u drugiego autora, Michała Rembasa, w Szczecinie.

Bez zwłoki i na śmierć. W jednej sprawie dwa sformułowania cmentarno-tanatalne. Jest tego w polszczyźnie więcej. I nie mam na myśli oczywistych związków frazeologicznych jak hiena cmentarna, pochować kogoś pod murem cmentarnym czy wyjść z domu nogami do przodu. Trzeba wiedzieć, znać zwyczaje i obyczaje, ale jak się wie, to się też wie dlaczego. Ale już park sztywnych. Tu po prostu trzeba wiedzieć i już. Trzeba czytać Wiecha Wiecheckiego, nie ma rady.

Jednak największą grobowo-cmentarną “zagwozdką” są  owe trumniaki (uwaga buty na zdjęciu to NIE są prawdziwe trumniaki, to żart!). Trumniakami nazywano kiedyś tekturowe buty do trumny, po Warszawie krążyły też opowieści o tym, jak chytry cwaniaczek z Pragi sprzedał naiwnemu chłopkowi trumniaki zamiast butów ślubnych, a potem padał deszcz i wiadomo… W przaśnych PRL-owskich latach 50 trumniaki to były przerobione na czarno tenisówki. Podobno pomysł słynnej i wspaniałej Barbary Hoff. Tak podaje Wikipedia. I w ogóle każdy wie…
A jednak nie do końca. I tu dla babć, które były młode w latach 50, czyli z pokolenia mojej Mamy, Teściowej i Ciotek, interesujący reblog na temat… Waszych trumniaków. A przy okazji, podobno każda z Was je nosiła, a w sieci nie ma ani jednego ich zdjęcia! Pomocy! W tej sieci NIC NIE MA! Ani babci Oppermann ani trumniaków.

Dominika Łukoszek

Polowanie na trumniaki

16 maja 2016

Kiedy przygotowywałam wystąpienie na konferencję w Oksfordzie w 2013 roku strona po stronie czytałam rubrykę Moda w Przekroju – od roku 1953 do 1989. Przekrój był tygodnikiem, więc prosty rachunek pokazuje, że trzydzieści sześć roczników razy (mniej więcej) 52 lub 53 numery rocznie to daje wynik…. wielu stron. Warto było, ponieważ mój referat tak się spodobał, że zostałam zaproszona, aby opublikować tekst o Barbarze Hoff w czasopiśmie Catwalk. The Journal of Fashion, Beauty and Style (Volume 3, Number 1, Spring 2014).

Przygotowując artykuł starałam się w tekstach Barbary Hoff publikowanych w Przekroju odnaleźć zdjęcia i opisy jej poszczególnych pomysłów z gatunku „zrób to sam”, które odnajdywałam w różnych artykułach lub wywiadach. Jej najbardziej legendarną poradą jest ta, w jaki sposób dziewczyny mogły przepoczwarzyć dostępne w sklepach tenisówki w modne baleriny: należało z tenisówek wyciąć część ze sznurówkami, powstałą w ten sposób balerinę obszyć lamówką, pomalować na czarno i proszę! Polska dziewczyna miała najmodniejsze buty, które ochrzczono następnie „trumniakami”, ponieważ przypominały kartonowe buty, w których kiedyś chowano ludzi w trumnie.

Historię o opublikowaniu pomysłu na trumniaki w Przekroju opowiedziała sama Barbara Hoff w wywiadzie z Włodzimierzem Halickim dla Wysokich Obcasów w 2012 roku (KLIK). Skoro pani Hoff pisała teksty dla Przekroju od 1954 roku (na początku wspólnie z Janiną Ipohorską, również pracującą w Przekroju), to w tym roczniku poszukiwałam projektu trumniaków. Przeczytałam każdą kolumnę Moda i … nie znalazłam. Za to trochę się zdenerwowałam. Przejrzałam wszystkie egzemplarze po raz drugi, sprawdzając, czy aby na pewno biblioteka ma wszystkie numery z 1954 roku. Biblioteka miała wszystkie numery, trumniaków nadal nie znalazłam. Ok, pomyślałam sobie, pamięć lubi płatać figle, poszukam – na wszelki wypadek – w 1953 i 1955 roku. Tym razem strona po stronie, sprawdzając ponownie, czy są wszystkie numery tygodnika i czy aby projekt trumniaków nie został opublikowany na stronie innej niż Moda. Rysunku nadal nie było, mnie chciało się płakać. W jednym z numerów z 1955 roku znalazłam informację o tym, że wiele dziewczyn nosiło trumniaki podczas Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów, który miał miejsce w Warszawie. No to wiedziałam przynajmniej tyle, że trumniaki musiały pojawić się wcześniej. Tylko nadal nie miałam tego cholernego rysunku. Jeszcze raz przeczytałam felietony z 1954. Trumniaków nie było.

Wyrysowane baleriny podpisane „trumniaki” znalazłam w książce ,,Jak oni mają się ubierać” napisanej przez Barbarę Hoff i Jana Kamyczka (pseudonim Janiny Ipohorskiej). Niestety (niestety dla mnie) książka została wydana w 1958 roku, a trumniaki istniały już wcześniej. Trumniaki mnie pokonały, a w artykule zamieściłam jedynie informację, że były one jednym z najsłynniejszych pomysłów Barbary Hoff. Nie napisałam jednak, że – jak wspominała pani Hoff w wywiadzie – pojawiły się w Przekroju, bo się nie pojawiły. Artykuł został wydrukowany w wiosennym numerze czasopisma Catwalk… w 2014 roku, ale poczucie klęski w sprawie trumniakowego śledztwa było dojmujące.

I teraz skaczemy dwa lata do przodu, do mokrego majowego poranka w Krakowie anno domini 2016, gdzie ma miejsce dzień drugi konferencji Krzyk mody. Zjawiska, przemiany i kierunki badawcze (KLIK). W pierwszej sekcji dwa świetne wystąpienia w zakresie „moda w PRL”, czyli prezentacje dwóch Magdalen: mgr Magdaleny Pasewicz-Rybackiej oraz Magdaleny Dudki. Obok mnie siedzi Joanna Regina Kowalska, jedna z kuratorek wystawy „Modna i już! Moda w PRL” (KLIK). Myślę sobie „ok, zapytam o te trumniaki, może one dotarły do tego rysunku, może się okaże, że coś pominęłam” – jakkolwiek ta ostatnia myśl była co najmniej bolesna. I pytam, czy może któraś z pań znalazła ten rysunek trumniaków w Przekroju, bo przeryłam te numery i nie znalazłam, więc może….

… co za ulga! Okazuje się, że Panie miały tę samą zagwozdkę: szukały, czytały i nie znalazły. I jak to wątpiące badaczki: uznały, że może jednak nie doszukały, może jednak gdzieś są (wcześniej niż w książce „Jak oni mają się ubierać”, bo ta publikacja też była im znana). I wspólnie ustaliłyśmy, że nie ma, że pomysł trumniaków pojawił się u Barbary Hoff, ale nie został opublikowany w Przekroju. Gdzie zatem się pojawiły, jeśli nie w Przekroju? Rzucam nam wszystkim to wyzwanie. Może ktoś z Was wie?

Przy tej okazji chciałam też zwrócić uwagę na fakt, że wspomnienia to jedno, a zachowane teksty to drugie. Jeśli tylko jest taka możliwość, warto (trzeba!) konfrontować wspomnienia z tekstami (zwracała na to uwagę Aleksandra Boćkowska podczas piątkowego spotkania „Jakim językiem pisać o modzie?”).

Udało nam się podczas konferencji uzgodnić wspólną wersję dotyczącą trumniaków i braku ich obecności w Przekroju, a tym samym ten wpis jest pierwszym tekstem, który dotyczy tego wątku. Dziękuję Magdzie Pasewicz-Rybackiej i Joannie Reginie Kowalskiej za wspólne zrzucenie z ramion tego poczucia niedoszukania informacji. Nasze niezależne badania nad poszukiwaniami trumniaków zaprowadziły nas do wspólnego wniosku. Cóż, wielkie umysły myślą podobnie 😉

Sprawa jednak nie zostaje zamknięta. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie został wydrukowany rysunek pani Hoff pokazujący jak przerobić tenisówki na baleriny jest proszony o kontakt. Dozgonna wdzięczność badawcza, jak i stosowne uhonorowanie Autorki bądź Autora tego znaleziska w publikacjach gwarantowana.

I dla takich chwil warto jeździć na konferencje.

Gen. Stefan Rowecki Grot

Roman Brodowski

Preambuła

rowecki-pomnik1Kolejny sierpień. Kolejny miesiąc pamięci, obfitujący w wiele jakże dla naszego narodu tragicznych wydarzeń, poczynając od dnia pierwszego, czyli wybuchu Powstania Warszawskiego, a zaraz potem trzeci sierpnia, dzień, kiedy prawdopodobnie wykonano wyrok śmierci na gen. Stefanie „Grocie” Roweckim w oranienburskim obozie zagłady – Sachsenhausen, nieopodal Berlina.

Przypomnę tu mój artykuł, opublikowany w ubiegłym roku na portalu „Polonia Viva” w którym starałem się w skrócie przypomnieć, lub nieco przybliżyć, postać tego wielkiego, (zdradzonego przez „Polaków”) polskiego patrioty jakim był gen „Grot”.

Dlaczego proponuję konkretnie ten, odgrzewany niby kotlet, a nie inny tekst? Dlaczego nie piszę czegoś nowego, inaczej, bogaciej? – Mądre pytania, które sam bym zadał autorowi, będąc na waszym miejscu. I jako autor, chętnie na nie odpowiem, rozważając dwa aspektów, mające wspólny mianownik – wyrażam bowiem sprzeciw i dezaprobatę dla tego, co od pewnego czasu dzieje się w sferze nauki historii, zwłaszcza naszej, będącej nie tylko dziedzictwem polskiego społeczeństwa, ale najważniejszym budulcem narodowej wspólnoty. Od zawsze, nie tylko jako Polak, ale przede wszystkim jako człowiek, traktowałem obowiązek pamięci jak sacrum. Dla ludzi mojego pokolenia a i dla pokoleń wcześniejszych szacunek oraz pamięć dla historycznych zdarzeń, które miały miejsce na przestrzeni wieków w naszej ojczyźnie, dla bohaterów naszego narodu, którzy swoją osobą złożyli siebie i swoje życie na ołtarzu honoru i patriotyzmu, jak też pamięć o naszych przodkach, jest i pozostanie obowiązkiem. Jest podstawą etyczno- moralnej i religijnej tożsamości w stosunku do nas samych.

Obelisk poświęcony pamięci gen. Stefana „Grota” Roweckiego przy obozie w Sachsenhausen

Nie zgadzam się na fałszowanie naszej historii, na poddawanie jej obróbce dla potrzeb tych, którzy nasz historyczno-kulturowy dorobek powoli zamieniają wedle szowinistyczno-nihilistycznych zachcianek swojego dyktatora.

Prawdą jest, że naszą historię od co najmniej zakończenia drugiej wojny światowej tworzyło się zgodnie z filozoficzno-politycznym nurtem czasu. Prawdą jest, że tworzyło się ją dla potrzeb ideologicznych i indoktrynacyjnych. Prawdą jest także i to, że w poprzednim systemie (delikatnie mówiąc) zrobiono wszystko, by nasze społeczeństwo znało historyczne tło tylko tego, co ten system i jego bohaterów gloryfikowało, wprowadzając do niego wiele nieprawdy, często fałszując fakty, ignorując, a nawet negując „innych” , którzy za swoją postawę powinni zająć miejsce w panteonie zasłużonych dla Ojczyzny.

Oczywiście IPN oraz inne instytucje powinny ujawnić prawdę i przekazać ją zgodnie z faktami społeczeństwu, nie wylewając przy okazji rewizji naszej historii , przysłowiowego „dziecka z kąpielą”.

Niestety, istota problemu tkwi w tym, że dzisiaj działania dużej części tzw. zideologizowanych i upartyjnionych historyków, oraz podległe rządowi instytucje

badawcze, z IPN włącznie, zamiast bezstronnie w rzetelny sposób, zgodnie z zasadami apolityczności, edukować nasz naród, przekazując prawdziwy obraz rzeczywistości historycznej, jak ich poprzednicy, niszczą wszelkie świadectwa minionej epoki.

Obawiam się, że to co dla mojego pokolenia przedstawiało i przedstawia pozytywną wartość historyczną, na naszych oczach, w dużej mierze zastąpywane zostaje nową symboliką, symboliką epoki „kaczyzmu” z jego ideologią włącznie.

Tak – doświadczenie niczego nas nie nauczyło, a wprost przeciwnie. Co niektórzy       (będący dzisiaj na fali) tzw. historycy nowej generacji, z pomocą wielu pseudodziennikarzy i polityków, popychają naród z jednej skrajności w drugą. Potwierdzają się słowa znanego niemieckiego filozofa Fryderyka Hegla , że

„Z historii narodów możemy się nauczyć, że narody niczego nie nauczyły się z historii , i dotyczą … również nas.

Wracając do meritum mojego artykułu to – gen. Stefan Rowecki ps. „Grot” – jak na razie, jeszcze ma swoje miejsce w naszej pamięci, jeszcze nie został poddany ponownej weryfikacji i dlatego by zachować pamięć o Nim, pragnę przybliżyć jego sylwetkę , zwłaszcza że zbliża się kolejna rocznic jego tragicznej, męczeńskiej śmierci

Pod obeliskiem

Wraz z przyjaciółmi składamy kwiaty w imieniu Polaków przy obelisku gen. Stefana „ Grot” Roweckiego znajdującym się przy wejściu do obozu, w rocznicę (prawdopodobnego) dnia jego śmierci – 3 sierpnia.

Generał Stefan „Grot” Rowecki

Dla wielu historyków był on postacią tak barwną i ważną w historii naszego kraju, że co jakiś czas podejmują wezwanie napisania kolejnej jego biografii. I tak też powinno być. Należy on bowiem do tych osób, o których naród nasz nigdy nie powinien zapomnieć. Ten Wielki Polski Patriota całe swoje życie poświęcił walce o suwerenność, wolność i niepodległość naszej Najjaśniejszej.

Urodził się 25 grudnia 1895 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Jako jedenastoletni chłopiec rozpoczął edukację gimnazjalną. Już 1911 roku dał się poznać jako dobry organizator i prawdziwy patriota, współtworząc pierwszą w tym mieście, tajną organizację skautów. W lipcu 1914, a więc w miesiącu rozpoczęcia pierwszej wojny światowej, rozpoczął kurs oficerski w Nowym Sączu, a po jego ukończeniu, pod koniec tegoż roku wstąpił do Legionów Polskich dowodzonych przez Piłsudskiego. Do sierpnia 1917 walczył w Pierwszej Brygadzie Legionów.

Internowany w obozie dla oficerów Legionów w Beniaminowie za odmowę złożenia przysięgi na wierność Cesarza Wilhelma II, doczekał  tam zakończenia wojny. W listopadzie 1918, po  utworzoniu niepodległego państwa polskiego, uczestniczył w rozbrajaniu okupantów niemieckich. Walczył w wojnie z bolszewikami, był szefem Oddziału II Frontu Południowo-Wschodniego i Grupy Uderzeniowej gen. Edwarda Rydza-Śmigłego.

Od 1918 roku porucznik Rowecki odbył wiele kursów oficerskich oraz pełnił ważne funkcje w strukturach wojskowych. Druga wojna światowa zastała go w Warszawie, gdzie pełnił służbę jako dowódca Warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej. W Kampanii Wrześniowej, podporządkowany Armii Lublin, dowodził brygadą w obronie środkowej Wisły oraz w walkach pod Tomaszowem Lubelskim.

Po kapitulacji powrócił do Warszawy, gdzie rozpoczął działalność konspiracyjną jako zastępca Komendanta S.Z.P. W maju 1940 awansowany do stopnia generała dywizji. W tym samym roku został komendantem Okręgu Warszawskiego Z.W.Z  a następnie całego obszaru okupowanej Polski. Jako szczególnie groźny wróg III Rzeszy był intensywnie poszukiwany przez wywiad, SS oraz Gestapo. Na liście poszukiwanych był numerem jeden. Wykryty przez polskich agentów wywiadu radzieckiego, a następnie przez nich zdradzony, został wydany Niemcom przez agentów Gestapo działających w strukturach AK. Aresztowano go i osadzono w Alei Szucha 30 czerwca 1943 roku.

W połowie lipca 1943 roku przewieziony został do Berlina, gdzie stanowczo odrzucił niemiecką propozycję podjęcia współpracy na rzecz współdziałania przeciwko wrogom Rzeszy, między innymi Rosjanom. Za odmowę uwięziony został w obozie  koncentracyjnym  w  Sachsenhausen – jako więzień szczególny.

Ostatnie miesiące swojego życia spędził w całkowitej izolacji, w podobozie obozu, wybudowanym dla tak zwanych „gości honorowych” , noszącym niechlubne miano „miejsca kaźni”. Na rozkaz Himmlera (prawdopodobnie  z zemsty za rozpoczęte w Warszawie Powstanie), został zamordowany w nocy pomiędzy 2 a 5 sierpnia 1944 roku.

Prochy jego rozsypane i wymieszane z tysiącami innych zamordowanych w tym obozie, stały się dla niego grobem – Polskim Grobem na Niemieckiej ziemi.

Moi Synowie z polskimi przyjaciółmi przy obelisku poświęconemu zamordowanym księżom katolickim w obozie Sachsenhausen, podczas składania kwiatów podczas Dnia Zmarłych. Obelisk znajduje się 20 metrów obok obelisku poświęconego Stefanowi „Grot” Roweckiemu

Uwaga: Spotykamy się dziś o 12.30 na stacji S-Bahn Oranienburg

Estakada eschatologiczna

Tomasz Fetzki

Opuszczając ekspresówkę Librec – Praga i kierując się ku staremu miastu jechał Viator wciąż jeszcze dość szybko (siłą inercji, rzecz jasna!). Właściwie cudem tylko jakowymś go wypatrzył. Židovský hřbitov v Turnově. Nie spotkał dotąd na swym szlaku pątniczym takiego miejsca. Nawet paryski Cimetière de Montmartre z przecinającą go Rue Caulaincourt, choć w założeniu zbliżony, nie posiada podobnego genius loci. Takiemu do kompanii przydałby się geniusz poetycki. Jednak cóż robić? Jak się nie ma, co się lubi…

U bram Raju (Czeskiego, ale zawszeć…)

To nie most Sirat
Choć też w zaświat wiedzie
Dusze turnowskich szlifierzy
Granatów i jaspisów
Przez hałas ruchu ulicznego
Przebudzone
Hadesowym wiaduktem
Eschatologiczną estakadą
Ulatują, płyną, jadą

Zde odpočivá
Miláček rodiny:
Marketa Lauferova
1888-1903

Śpij, Marketko u bram raju
Nie daj sobie przerwać snu
Bo zaboli utracone
Piętnaście lat
Smutek zastygł
I zmienił się w romantyzm
Po co go tykać?

Samobójca z Cmentarza Tatarskiego

Ewa Maria Slaska

Już donosiłam, że piszę teraz książkę o tatarskim dziedzictwie rodzinnym. Przed kilkoma tygodniami pojawił się tu pierwszy wpis z serii, którą można by zatytułować “Tatarskie odpryski” – w trakcie poszukiwań i lektur co i raz pojawiają się tematy uboczne, których na pewno nie będę potrzebowała w książce, ale skoro się pojawiły, szkoda by było je całkiem zignorować. Takim tematem jest…

Mężczyzna z Cmentarza Tatarskiego w Warszawie

Lech Milewski pisząc o Powstaniu w Irlandii wspomniał ulicę Tatarską w Krakowie, co mi przypomniało, że w Lublinie jest Tatarski Majdan, a w Warszawie – nie tylko ulica Tatarska, ale i Cmentarz Tatarski, a nawet dwa: Muzułmański Cmentarz Kaukaski i Muzułmański Cmentarz Tatarski, oba zaliczane obecnie do zespołu zabytkowych cmentarzy wyznaniowych na Powązkach.

Cmentarz Kaukaski został założony w 1830 roku. Miał tysiąc m² powierzchni, a gdy się przepełnił w roku w 1867  powstał Cmentarz Tatarski, nieco większy – bo mierzył 0,5 ha, zaś obecnie zajmuje około 1 ha. Na Cmentarzu Kaukaskim są obecnie chowani uchodźcy z Czeczenii. Oba cmentarze były podczas powstania warszawskiego terenem ciężkich walk.

Na cmentarzach muzułmańskich chowani byli głównie muzułmańscy żołnierze carskiej armii stacjonującej w Warszawie. Później zaczęto grzebać tu innych muzułmanów. Są one miejscem spoczynku polskich Tatarów, głównie wywodzących się z obszaru Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jeszcze pod koniec XIX w. Cmentarz Tatarski podzielony był na część dla bogatszych (na prawo od wejścia) i część dla biedniejszych (na lewo od wejścia). Potem ten podział zarzucono z inicjatywy warszawskiego imama. Podczas I wojny światowej spoczęli tu zmarli w niemieckiej niewoli żołnierze carscy wyznający islam.

Przeglądam listę nazwisk osób pochowanych na obu cmentarzach. Niewiele. Na Kaukaskim Jan Buczacki, tłumacz Koranu, na Tatarskim – Jerzy Edigey (zm. 1983) – adwokat, działacz społeczny, autor powieści kryminalnych. Wikipedia podaje, że wywodził się z tatarskiej rodziny szlacheckiej, herbu Koryca, osiadłej na Litwie w XVI wieku. Przydomek i literacki pseudonim „Edigey” przyjął od imienia jednego z wodzów Złotej Ordy – Edygeja, który według legendy miał dać początek rodzinie Koryckich.

Na cmentarzu wyróżnia się nagrobek w kształcie minaretu z szarego kamienia na grobie Abduła Halika Usmi, zmarłego w wieku 29 lat dnia 13 marca 1932. Grób pięknie zdobiony, z wyrytymi strofami wiersza Zygmunta Krasińskiego pt. „Resurrecturis”: Mnóż ty się jeden przez czyny żyjące, / A będą z ciebie jednego — tysiące! Jest dziełem znakomitego warszawskiego artysty i mistrza kamieniarskiego, Bolesława Sypniewskiego.

Halik Usmi był Turkiem ze Stambułu. Używał przydomka bej, co znaczyło, że pochodził ze szlacheckiego rodu, w Polsce posługiwał się tytułem książęcym. W każdym razie napis na grobie głosi: Książę Abdul Halik Usmi. 1903-1932, co jednak może nie być prawdą, a niejaki Kamil Alijew (Камиль Алиев) twierdzi, że nie ma w annałach takiego kniazia.

Przyjechał do Warszawy na studia w Wyższej Szkole Handlowej, jednocześnie był kaskaderem. Jako woltyżer dublował kilka ról aktorskich w trudnych scenach w filmach polskiej produkcji. To dzięki temu poznał miłość swojego życia i… przyczynę śmierci. Halik zakochał się bowiem bez pamięci w Jadwidze Smosarskiej, słynnej divie przedwojennego kina polskiego. Porzucił dla niej swą muzułmańską narzeczoną. Teraz jednak sprawa nie jest jasna – bo jedna z opowieści o Haliku głosi, że aktorka odrzuciła amanta, druga – wręcz przeciwnie – że była mu nader przychylna i nawet rozważała przejście na islam. Coś się jednak poszło nie tak.

alikijadwinia

Był młody (choć wcale tak znowu młodo nie wyglądał), zamożny, przystojny i szybko znalazł dostęp do warszawskiego światka. Bywał w „Oazie”, znanej restauracji przy ulicy Wierzbowej, gdzie mógł może spotkać mojego wujecznego dziadka, tak jak i on – bywalca. Choć może nie, bo legenda rodzinna głosi, że dziadek bywał w “Adrii” i możliwe, że były to zupełnie różne kręgi. W „Oazie” działał kabaret, założony przez Juliana Krzewińskiego i Władysława Waltera, dancing i bar-grill room. Alkohol, kobiety, taniec i śpiew. Dochodziło do bójek między podpitymi gośćmi. Tak też się zdarzyło w sylwestra 1931 roku, gdy Halik wdał się w spór z majorem Sobolewskim i został przez niego postrzelony w szyję. Jedna wersja głosi, że poszło o honor pięknej aktorki, druga, że przystojny Turek flirtował (na odległość, na odległość!) z towarzyszką oficera. Sprawa stała się głośna i informowała o niej prasa w całej Polsce.

Możliwe, że była to prowokacja i że Halik chciał zginąć w pojedynku. Gdy się to nie udało, w kilka tygodni później zabił się strzałem z rewolweru. Była niedziela, wczesny ranek, 13 marca 1932 roku w Domu Akademickim przy ul. Akademickiej 5. Pokój 655.

Podobno to Smosarska miała ufundować nieszczęsnemu wielbicielowi piękny nagrobek na Cmentarzu Tatarskim.

Aktorka wyszła za mąż dopiero w roku 1935, w roku 1939 wyjechali oboje z mężem do USA. Powróciła do Polski w roku 1970. Podobno odwiedzała cmentarz i przynosiła kwiaty na grób Halika.

Uwaga, jeśli zechcecie odwiedzić cmentarze muzułmańskie w Warszawie, a właściwie tylko Cmentarz Tatarski, bo Kaukaski jest zamknięty na głucho i niedostępny, to musicie być stosownie ubrani, w strój zakrywający całe ciało. Kobiety muszą zasłonić włosy.

http://ciekawostkihistoryczne.pl/2012/02/09/serce-zaklete-w-kamieniu-historia-pewnej-smierci-i-pewnego-grobowca/#ixzz48EvIQgmI

http://kumukia.ru/article-82

 

Historia pewnego cmentarza

Dotychczas we “wpisach grobowych” zajmowały nas historie grobów i pochowanych w nich ludzi, ale oczywiście i same cmentarze mają swoją historię…

Izabela Lewandowska  

Gmina żydowska w Barczewie*

Powolne osiedlanie się kupców żydowskich na terytorium Prus Wschodnich datuje się już od XV w. Koleje ich losów są zmienne, raz ich przepędzano, innym znów razem pozwalano się im osiedlać, by płacili podatki i wzbogacali skarb panującego. Dopiero rewolucja francuska i Oświecenie, a następnie epoka napoleońska, wraz z jej radykalnymi ustawami antyfeudalnymi i obywatelskimi, spowodowała przyznanie Żydom swobody osiedlania się w Prusach. Jedną z pierwszych ustaw była ordynacja miejska z 19 listopada 1808 r., a następnie ustawa z marca 1812 r., która dawała im prawo stania się obywatelami państwa pruskiego, osiedlania się we wszystkich miastach, nabywania i posiadania nieruchomości, a jednocześnie nakładała obowiązek służby wojskowej.

Żydowska gmina w Barczewie została założona na podstawie ustawy z dnia 23 Lipca 1847 r., pomimo że Żydów nie było nawet 24. Zachowany w Olsztyńskim Archiwum Statut Gminy Żydowskiej z 30 lipca 1861 r. wspomina już synagogę. Stąd można przypuszczać, że powstała ona w połowie XIX w. W 1870 r. założono cmentarz. W stosunku do roku 1890 pisano w leksykonie Brockhausa, T. 16: „Wartenburg, miasto w powiecie Olsztyn, u ujścia rzeki Kośnej (rzeki Kiermas) do Pisy w zagłębieniu doliny wschodniopruskiej krainy przy linii kolejowej Schneidemühl-Thorn-Insterburg (Piła-Toruń-Czerniachowsk) pruskich kolei państwowych, w 1890 r. 4736 zwłaszcza mieszkańców katolickich pośród nich 648 ewangelików i 98 Izraelitów”.

Sytuacja zmieniła się w 1910 r., kiedy to powiat olsztyński miejski został odłączony od starego powiatu olsztyński ego. W nowo powstałym powiecie olsztyńskim był tylko jeden okręg synagogalny ¬ Wartenburg, gdzie w 130 gminach mieszkali tylko pojedynczy Żydzi. Mała gmina żydowska w mieście Wartenburg liczyła w 1925 r. 56 członków, w 1933 r. – 40, a w 1939 r. było tu już tylko 23 Żydów“. Ich malejąca liczba była wynikiem niesprzyjającej atmosfery i ogólnej niechęci. (…) Złe nastroje powodowały, iż żydowscy kupcy systematycznie sprzedawali swoje sklepy i przeprowadzali sie do Berlina.

Losy żydowskiego cmentarza

Kirkut został założony w 1871 r. na terenie o powierzchni 0,10 ha, przy dawniejszej ulicy Dobromiejskiej 48 (dziś ul. Warmińska), naprzeciwko przedsiębiorcy budowlanego Kensbocka. Teren ogrodzono wysokim płotem i wybudowano drewnianą kostnicę. Drewniany dom przedpogrzebowy usadowiony był także przy tej ulicy w sąsiedztwie budynków mieszkalnych.
Horst Tuguntke, który mieszkał w Barczewie przed wojna około 50 metrów od cmentarza,   opowiada, że znał każdą dziurę w płocie i obserwował z zewnątrz niejeden żydowski pogrzeb. Na cmentarzu nie było wielu starych drzew, bowiem rok czy dwa lata przed wojną, w czerwcu w dniu św. Antoniego, kiedy w mieście odbywał się odpust, przeszedł ulicą Dobromiejska, nazywaną wtedy Maruńskim Przedmieściem [od wsi Maruny] straszny wicher. Poczynił on na cmentarzu i w najbliższym otoczeniu wiele szkód, które jednak szybko naprawiono. Ostatni pochówek miał miejsce w 1940 r. Rozpoczęło się bezczeszczenie ogrodzeń i demolowanie nagrobków. W 1942 r. nagrobki żydowskie – pełne często najwyższego kunsztu artystycznego – zaczęto przerabiać na pomniki dla poległych żołnierzy niemieckich, a co gorsze materiałowo wykorzystywano jako płyty do utwardzania dróg“. Po 1945 r. na cmentarzu przetrwało jeszcze ponad sto dobrze zachowanych nagrobków. Były to proste, pionowe płyty z kamienia naturalnego, piaskowca, czarnego granitu, niektóre z ornamentyką, zakończone w kształcie łuku. Zawierały inskrypcje w języku hebrajskim i niemieckim. Po wojnie, przed połową lat siedemdziesiątych XX w., tak opisywano nekropolię: „cmentarz położony jest na wzgórzu przy ulicy Warmińskiej wiodącej od strony Marun. Otoczony płotem z żelaznej siatki, brama zamknięta, przy bramie tabliczka: „Cmentarz żydowski”. Jedynie z przodu i z tyłu trochę wolnej przestrzeni. Część nagrobków zdewastowana (…).

Na początku lat siedemdziesiątych Ministerstwo Gospodarki Komunalnej zwróciło uwagę na konieczność wzmożonego działania w zakresie spraw związanych z utrzymaniem cmentarzy i przeznaczeniem terenów cmentarnych na inny cel. Podkreślano przy tym, że sprawy te mają poważny akcent polityczny. W związku z ogólną sugestią zarysowaną przez Ministerstwo Prezydium WRN wystosowało pisma do Powiatowych Rad Narodowych uzasadniając: „Sytuacja w tym zakresie na terenie naszego województwa jest szczególnie zaniedbana. Świadczy o tym istnienie na terenie województwa bardzo dużej ilości cmentarzy nieużytkowanych, w stosunku do których nie zostały podjęte decyzje o zamknięciu, bądź likwidacji. Cmentarze te mimo przeprowadzonych w ubiegłych latach renowacji są zaniedbane i w wielu wypadkach utraciły charakter cmentarzy. W najbliższych latach podejmowane działania winny iść w tym kierunku, aby ilość takich nieczynnych i zaniedbanych cmentarzy zmniejszyć do minimum przez prawne zamknięcie i przeznaczenie terenów cmentarnych na inne cele. W tym zakresie należy jednak przestrzegać przepisów zawartych w Ustawie z dnia 31 stycznia 1959 r. O cmentarzach i chowaniu zmarłych (Dz.U. Nr 11, poz 62) W dalszym ciągu pisano, że Prezydium WRN zostało zobowiązane przez Ministerstwo Gospodarki Komunalnej do przyjęcia na lata 1972-1975 znacznie szerszego programu porządkowania cmentarzy.

Zwracano uwagę, że środki z budżetów terenowych mogą być niewystarczające, więc istnieje możliwość otrzymania specjalnej dotacji z Ministerstwa Gospodarki Komunalnej pod warunkiem pełnego zabezpieczenia wykonawstwa. Odręcznie dopisano, jakie cmentarze mają być poddane renowacji, a jakie zlikwidowane w poszczególnych miejscowościach i latach. I tak cmentarze do renowacji to Barczewo – katolicki i ewangelicki 1972 (…) do likwidacji – Barczewo żydowski 1973. Rzeczywiście w sprawozdaniu Wydziału Gospodarki Komunalnej, Przestrzennej i Ochrony Środowiska Powiatowej Rady Narodowej napisano, że „prace porządkowe przy cmentarzach nieczynnych w roku 1973 miały miejsce na terenie m. Barczewa i Olsztynka. Prace te prowadzone były w ramach posiadanych środków finansowych na wydatki bieżące jak również w czynie społecznym. W następnych latach prace te były kontynuowane, co może potwierdzać fakt, że są różne opinie na temat daty likwidacji cmentarza żydowskiego – jedni podają rok 1973, inni 1975. Na terenie ówczesnego województwa olsztyńskiego przeprowadzono lustrację zarówno czynnych, jak i nieczynnych cmentarzy i stwierdzono sporo niedociągnięć w konserwacji i należytym utrzymaniu tych obiektów. Dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu Wojewódzkiego w Olsztynie mgr Stefan Piątczak skierował w tej sprawie pismo do Naczelnika Powiatu w Olsztynie argumentując, iż cmentarze: „wymagają przeprowadzenia niezbędnych prac porządkowo-konserwacyjnych. W związku z tym proszę Obywatela Naczelnika o wydanie stosownych poleceń odpowiedzialnym jednostkom w celu uporządkowania wszystkich cmentarzy na terenie powiatu. Do akcji porządkowania, oprócz odpowiedzialnych pracowników gospodarki komunalnej, należałoby włączyć w ramach czynów społecznych mieszkańców, a zwłaszcza młodzież szkolną”. Efektem tego było zbadanie sytuacji miejsc pochówku in situ przez odpowiednie organa lokalne. Na temat cmentarza żydowskiego w Barczewie napisano w piśmie poufnym z dnia 3 lipca 1974 r.: „Obiekt został zamknięty zarządzeniem Ministra z 1961 r. Według przestrzennego zagospodarowania m. Barczewa teren cmentarza przeznaczony jest pod budownictwo mieszkaniowe. Ogrodzenie w dobrym stanie z siatki 3/4 pow. pod nagrobkami, nagrobki w dobrym stanie częściowo z kamienia naturalnego, częściowo z betonu“. Sprawa likwidacji cmentarza jednak przeciągała się. Dwa lata później ponownie wymieniano korespondencję dotyczącą tego kirkutu. Urząd Miasta i Gminy Barczewo zawiadamiał Urząd Wojewódzki w Olsztynie, „że zgodnie z przepisami art. 6 ust. 3 ustawy z dnia 31 stycznia 1959 r. o cmentarzach i chowaniu zmarłych wystąpiono do Ob. Wojewody Olsztyńskiega o zezwolenie na likwidację cmentarzy oraz użycie tychże cmentarzy na inny cel. Dotychczasowe cmentarze – jak pisano w piśmie – zostaną zagospodarowane jako zieleńce dostępne dla publiczności. Cmentarz Ewangelicki i Żydowski w obecnym stanie są bardzo zaniedbane, nie widać śladów pielęgnacji mogił, obramowanie mogił i płyty nagrobkowe są częściowo potłuczone i rozrzucone, stanowi to w całości wielkie rumowisko gruzu.(…) Celem uzyskania zezwolenia na likwidację cmentarzy i użycie tych terenów na inny cel przed upływem 40 lat od ostatniego pochówku, niezbędne są opinie na temat jednostek. W związku z powyższym Urząd Miasta i Gminy Barczewo uprzejmie prosi o wydanie opinii w tej sprawie. Pismo dotyczyło także nieużytkowanego cmentarza katolickiego. Zostało ono skierowane do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Wydziału do spraw Wyznań Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej oraz Wojewódzkiej Komisji Planowania z prośbą o wypowiedzenie się w tej sprawie. WKZ przesłał to pismo dalej do Muzeum Warmii i Mazur z prośbą o penetrację terenu i opinię. Muzeum przeprowadziło oględziny tych trzech cmentarzy i 12 kwietnia 1976 r. poinformowało konserwatora, iż „w przypadku likwidacji wspomnianych cmentarzy należałoby zabezpieczyć na rzecz muzeum. Cmentarz katolicki : ok. 15 krzyży żeliwnych lub żelaznych; cmentarz izraelicki: 15 nagrobków kamiennych z XIX i XX w., 5 nagrobków marmurowych z XX w. oznaczonych numerami naniesionymi prawdopodobnie przez zarząd cmentarza ; cmentarz ewangelicki: 3 krzyże żelazne, 1 nagrobek w kształcie porcelanowego pulpitu. Wszystkie te obiekty Muzeum Warmii i Mazur oznakuje w najbliższym czasie białą farbą sygnaturą MM tak, aby mogły być w każdej chwili zidentyfikowane. Dyrekcja Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie przeznacza na zmagazynowanie wymienionych obiektów i dla krzyży i nagrobka z cmentarzy katolickiego i ewangelickiego – teren składnicy muzealnej koło kościoła po-ewangelickiego w Barczewie, dla nagrobków z cmentarza izraelickiego – teren zieleńca przy bożnicy w Barczewie. Okazało się, że żadne macewy po likwidacji cmentarza żydowskiego nie znalazły się przy bożnicy, a wszystkie nagrobki przez trzydzieści cztery lata stały na placu, który wraz z kościołem ewangelicko- augsburskim służył za składnicę zabytków ruchomych Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie (do 2009 r., kiedy składnicę zlikwidowano, a kościół ewangelicki oddano pod zarząd miastu Barczewo). Na podstawie protokołu spisanego 13 lipca 1976 r. w sprawie przekazania nieodpłatnego nagrobków zabytkowych pochodzących z likwidacji cmentarzy w Barczewie przez Zarząd Zieleni Miejskich w Olsztynie dla Muzeum Mazurskiego w Olsztynie można stwierdzić, iż „trzyosobowa komisja zgodnie z decyzją Naczelnika Miasta i Gminy Barczewo pismo nr 491/l/76, z dnia 2 czerwca 1976 r., będąc na cmentarzu dokonała przekazania nagrobków zabytkowych dla Muzeum, które zostały przez komisję przeliczone, obmierzone, a następnie 21 nagrobków przez ZZM przetransportowano na plac składowania w Barczewie”. W protokole zaznaczono, że z cmentarza ewangelickiego Muzeum pobrało 2 sztuki krzyży metalowych ozdobnych. Naczelnikiem Miasta i Gminy Barczewo, który podjął decyzję o wyzbyciu się min. zabytkowych nagrobków był pan Stanisław Borys (1976-1979. Wojciech Zendrowski, barczewski historyk podaje, iż część macew trafiła do Olsztyna, kilka zakopano w pobliskiej żwirowni, a inne przetransportowano do Biskupca. Większością pozostałych macew zaopiekowali się przedsiębiorczy kamieniarze. W rozmowie z dziennikarzem „Gazety Warmii i Mazur” w 1995 r. Marian Sawicki, w latach siedemdziesiątych członek władz Barczewa, stwierdził „Ten cmentarz był w dobrym stanie. Zaczęło się po przyjściu na naczelnika gminy Henryka Wariasa. On jakiś antycmentarny był, trzy cmentarze zlikwidował. Były sprzeciwy ze strony społeczeństwa, ale cmentarze podlegały opiece komunalnej. Po likwidacji powiatów służby komunalne przeniesiono do Olsztyna. Wzięli więc i rozebrali. Robili to tak szybciutko, że nie można było interweniować. Żona wtedy w kulturze pracowała. Kilka macew przy kościele ewangelickim ułożono, resztę gdzieś wywieźli. To na pewno nie była normalna decyzja, nawet Niemcy uszanowali przecież ten cmentarz”. Także Zdzisław Liberda, mieszkaniec przy ul. Warmińskiej, mówił „Pamiętam jak go zlikwidowali. Nagrobki powywracali i wywieźli. Co z tym zrobili, nie wiem, naprzód tu śmietnik postawili, potem na tym cmentarzu były chlewy i szopy. Potem je przesunęli dalej, a śmietnik został.”

Po usunięciu miejsc pochówku na terenie dawnego cmentarza urządzono park miejski, z czasem coraz bardziej zaniedbany, o czym świadczyły postawione tam śmietniki. Bez odpowiedniej informacji, ludzie powoli zapominali, że miejscu temu należy się godny szacunek. Być może, gdyby społeczeństwo Barczewa dobitniej reagowało na likwidację cmentarza, nie doszłoby do tego. Ale ludzie zajęci byli swoimi sprawami i troską o zabezpieczenie podstawowych życiowych potrzeb i nie chcieli wzbudzać podejrzeń. Mieszkaniec Barczewa, Edward Cyfus powiedział: „Cztery lata miałem, kiedy przeprowadziliśmy się do Barczewa, a mieszkałem do końca 1981 r. Cmentarzyk był malutki, zaniedbany, z jakimiś krzywymi macewami, na ulicy Warmińskiej. Opuszczony, parę macew, i to wszystko. Daleko było od nas. Widziałem go tylko czasami, przechodząc tamtędy do jakiegoś kolegi i mamy koleżanka mieszkała na ulicy Warmińskiej. Kiedyś jako mały chłopiec wszedłem zobaczyć, co tam jest. Potem już nic o tym nie słyszałem. Dopiero 11 listopada 1976 r. szef Urzędu do Spraw Wyznań wystosował pismo do Wojewódzkich Wydziałów do spraw Wyznań, że „władze państwowe stoją na gruncie zachowania wszystkich istniejących cmentarzy żydowskich. W praktyce oznacza to zakaz naruszania, likwidacji bądź przeznaczania na inne cele aktualnie istniejących cmentarzy tego wyznania, a równocześnie zobowiązuje do dbałości o zabezpieczenie należnego wystroju zewnętrznego zgodnie z charakterem miejsca i obiektu.

Odpowiedzią na to było postawienie na terenie kirkutu kamienia pamiątkowego. W Iatach siedemdziesiątych, jak wspomina mieszkanka Barczewa Gertruda Nikadon – głaz taki postawiono z inicjatywy Ratusza. Wykonał go Andrzej Czerniak, który robił nagrobki. W lutym 1984 r. Generalny Konserwator Zabytków Dyrektor Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków doc. dr Andrzej Gruszecki wysłał do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie pismo z prośbą „O przesłanie w terminie do 20 Iutego 1984 r. materiałów dotyczących finansowania obiektów kultu hebrajskiego wg załączonego wzoru. Obiekty te należy podać w podziale na: a) Synagogi kultowo czynne, b) synagogi – użytkowane dla celów kultury, c) cmentarze, d) Judaika, e) ewentualnie inne. Efektem była Iista zaledwie czterech obiektów z terenu ówczesnego województwa olsztyńskiego. Były to w Olsztynie: 1) dawna synagoga przy zbiegu ul. Kołłątaja i Okopowej adaptowana i przebudowana w okresie międzywojennym na budynek mieszkalny; 2) kaplica cmentarna żydowska, przy ul. Zyndrama z Maszkowic nr 2, wzniesiona wg projektu Eryka Mendelsona; 3) dawna synagoga w Barczewie przy ul. Kościuszki, zajmowana przez Stowarzyszenie Społeczno-KuIturalne, Odział w Barczewie i Muzeum Tkactwa Artystycznego; 4) dawna bożnica w Dąbrównie z początku XX w., użytkowana jako magazyny. Za tym poszły dalsze działania skupione na opracowaniu dokumentacji historycznej dotyczącej synagog i kirkutów z terenu województwa olsztyńskiego, które wojewódzki konserwator zabytków Lucjan Czubiel zlecił inż. Mirosławowi WaIoszkowi i WaIdemarowi Kisielowi.

Latem 2010 roku autorka niniejszego tekstu oraz z Edward Cyfus, Warmiak pochodzący z Barczewa, odnaleźli składowane macewy z cmentarza żydowskiego w Barczewie przy budynku dyrekcji Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej w Stębarku. Inskrypcje na macewach z szarego i czarnego granitu, w większości wyszczerbionych lub wręcz połamanych na kilka części, w języku niemieckim lub hebrajskim, są trudne do odczytania. Z niektórych udało się wydobyć nazwiska zmarłych (…).

Po wstępnych ustaleniach z ówczesnym dyrektorem Muzeum Warmii i Mazur, Januszem Cygańskim, podległym mu wówczas kierownikiem oddziału w Stębarku Szymonem Drejem, burmistrzem miasta Barczewa Lechem Nikowskim Krystyną Ster, prezesem barczewskiego oddziału Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Pojezierze”, będącym właścicielem synagogi barczewskiej – macewy mają niebawem wrócić na swoje miejsce. Najprawdopodobniej będzie to lapidarium przy synagodze lub cmentarzu ewangelickim w Barczewie.dialogkultur-barczewo

*Fragment artykułu, Dziedzictwo żydowskie w Barczewie, opublikowanego w Dialogu kultur, wydawca Forum Dialogu Publicznego, Olsztyn 2013