Orienteering (reblog)

Lech Milewski

Bieg na orientację

Orienteering, po polsku – Bieg na Orientację – KLIK (polska wersja strony jest bardzo uboga).
Zainteresowałem się tym sportem 35 lat temu, właśnie wtedy ogarnęła mnie pasja biegania maratonów narciarskich i potrzebowałem jakiegoś równoważnika na okres letni.
Bieganie wokół boisk czy na wyznaczonych ścieżkach wydawało mi się zbyt jednostajne, co innego szukanie punktów kontrolnych w nieznanym terenie.
W skrócie wygląda to tak…
Uczestnik otrzymuje mapę, na której zaznaczone są punkty, do których musi dotrzeć…


Wygrywa ten, kto zrobi to w najkrótszym czasie.
Istnieje wiele odmian tego sportu – narciarska, rowerowa, kajakowa, nawet podwodna. Próbowałem pierwszych trzech.
Jednak najbardziej podoba mi się Rogaine – odmiana wymyślona w roku 1976 przez trójkę Australijczyków – Rod Philips, Gail Davis, Neil Philips. Jak na Australię przystało Rogaining to Orienteering do góry nogami – nie musisz dotrzeć do wszystkich punktów, ale tylko do tych, które sobie wybierzesz, żeby wygrać nie musisz pokonać trasy najszybciej – wszyscy mają ten sam limit czasu.

Wygrywa ten zespół, który w przepisanym czasie zbierze najwięcej punktów – punkty kontrolne mają różną wartość zależnie od stopnia trudności dotarcia. Rogaining to sport zespołowy, logiczne – ponieważ istnieje zupełna swoboda wyboru trasy, to jest spora szansa zabłądzenia, lepiej mieć kogoś do towarzystwa.
Tutaj – ja w akcji – KLIK

Punkt kontrolny…


Na początku moimi partnerami były dzieci.
Wraz z córką zajęliśmy 2 miejsce w snowgaine (rogainingu na nartach).
Wraz z synem spróbowałem 24-godzinnych zawodów. Oczywiście nie dałbym rady maszerować całą dobę, mieliśmy około 5 godzin snu w namiocie. Michał imponował mi geograficzną pamięcią – popatrzył kilka minut na mapę i bezbłędnie maszerował przez las przez ponad pół godziny.
Udało mi się zachęcić do rogainingu kolegów z pracy – zdobyliśmy nawet mistrzostwo naszego stanu w kategorii weteranów (ponad 40 lat ).
Bardzo często korzystałem również z usługi – Find a partner – należało podać jaki wynik zamierza się osiągnąć i w większości przypadków maszerowaliśmy zgodnie.
Istotna sprawa – organizatorzy zapewniają gorący, syty posiłek.
Pewnego razu moją partnerką była dziewczyna z Korei.
Zakończyliśmy wędrówkę, pora na posiłek, moja partnerka zapomniała przynieść sztućce.
Mówię, że poprosimy w kuchni, ale ona podnosi z ziemi odpowiednie patyki, łamie na właściwy wymiar
– I will use chopsticks.
Gorzej było gdy partnerem był Polak – trafiliśmy na wysypisko rydzów. Kolega zbiera je gorączkowo, ja go poganiam bo czas ucieka.
– Boże, dziękuję Ci za te dary, wybacz proszę, że nie skorzystamy w pełni z Twojej łaski, bo ten idiota (wskazuje na mnie) zmusza mnie do szukania tekturowych pudełek.
Oczywiście spóźniliśmy się na metę – punkty karne.


Street Orienteering
Orienteering i Rogaining wymagają wielu godzin przygotowań trasy, a udział w zawodach, to wyjazd na jeden lub dwa dni. Na szczęście bardzo ciekawą imprezę można zorganizować również w mieście.

Mapa wygląda tak…


Te czarne linie to ulice – nazwy nie podane.
W Melbourne zawody w Street Orienteeringu odbywają się przynajmniej raz w tygodniu, w dni robocze, o 6 wieczorem, czas trwania – 1 godzina – doskonałe uzupełnienie dnia pracy.

Rogaining – skutki uboczne

W roku 1997 uczestniczyłem w 24-godzinnym rogainingu z naszym synem – Michałem. Poszło nam całkiem dobrze.
Następnego dnia, na uniwersytecie do Michała zgłosił się przedstawiciel studenckiego Bushwalking Club
– Michael, ty z Twoim partnerem wypadliście lepiej niż wszystkie zespoły studenckie. Proponujemy ci wyjazd na mistrzostwa Australii w Brisbane, pokrywamy wszystkie koszty, postaramy się znaleźć ci dobrego partnera.
Propozycja przyjęta.
Na te same zawody pojechała zupełnie przypadkowo Sarah, studentka tego samego uniwersytetu.
Znaleźli się!!!
Ślub odbył się dwa i pół roku później.

Tydzień przed ślubem do Melbourne przyjechała siostra mojej żony – Roma.
Niedziela, piękna pogoda, Roma była pełna energii…. wspomniałemm, że za dwie godziny odbędą się zawody w Street Orienteering.
Idealne! Właśnie czegoś takiego mi potrzeba. Trochę się poruszam po tylu godzinach siedzenia w samolocie i pójdę wcześniej spać.
Jedziemy na miejsce zawodów – wyjaśniam zasady gry, przypominam kilka razy, że słońce jest u nas po złej stronie – w południe będzie na pólnocy.
Mija godzina, zawody zakończone, wszyscy zawodnicy na mecie… oprócz Romy.
Gdzie jej szukać?
Labirynt ulic… wędrujemy 20 minut i dajemy za wygraną, kierujemy się na posterunek policji.
W tym momencie Michał zauważa ciocię Romę, macha do niej, ale ja go powstrzymuję
– Zaczekaj, podejdźmy cicho i zobaczmy co się stanie.
Roma wchodzi do pobliskiego sklepu, jest mocno zdenerwowana, podchodzi do ekspedientki…
Przepraszam, popatrz na tę mapę. Ja muszę dotrzeć do tego punktu – pokazuje – ale nie wiem, w którym miejscu teraz jestem. Czy możesz pokazać mi na tej mapie, gdzie jest twój sklep?
– A cóż to za głupia mapa? Tu nie ma nazw ulic. Dlaczego ty nie korzystasz z planu miasta, który można kupić w każdym kiosku? Skąd ty w ogóle masz taką mapę?
– Od rodziny, ja tu przyjechałam dzisiaj rano z Polski…
– Ty tu przyjechałaś do rodziny z Polski, a oni dali ci taką mapę i wysłali samą na ulicę? Patrz – po drugiej stronie ulicy jest policja, idź tam i poproś o pomoc.
Chyłkiem wyprowadziliśmy Romę ze sklepu.
Wesele było bardzo udane.


P.S.
Google, zapytane o Rogaine najprawdopodobniej odpowie tak:

Leave a comment